Siedemnaście minut z dworca PKS do mieszkania. Jak na trasę po Wierzbięcicach (taka ulica w Poznaniu rozpoczynająca dzielnice cudów) to dobry czas. Szczególnie, że 15-to kilogramową torbę niosłem w ręku. Odstawka i szybki powrót na uczelnie. Tym razem było szybciej, bo bez zbędnego balastu.
Wchodzę na wykład. Niestety spóźniony (sic). Nie lubię się spóźniać. Było mi trochę wstyd. No ale dobra – wina autobusu, mówię. Siadam. Okazuje się że wykład trwa od 30 min. Szybko przepisuje notatki od kumpla. Pot z czoła wyparował. Wtedy wchodzi Olka (koleżanka z grupy). Również spóźniona siada na krześle. Nie rozpiąwszy kurtki wykładowczyni od Prawa Bankowego i Dewizowego oznajmia:
Dziękuję za wcześniejsze przybycie na wykład. Za tydzień zapraszam normalnie. Dziś muszę pojawić się na szkoleniu z zakresu opcji walutowych.
Spoko. To nawet dobrze, mogę spokojnie coś zjeść i posiedzieć na necie w czytelni. Potem kolejny wykład i kolejny i seminarium. Suma summarum okazało się że moja wizyta na uczelni była bez sensu. Na 4 wykłady odbył się tylko 1.
Swoją drogą – śmieszna sytuacja z tym szkoleniem z opcji walutowych. Tak jakby banki wcześniej nie wiedziały co to właściwie za instrument finansowy. Coś w tym jest. Widać po stratach co niektórych firm oraz opiniach, że doradcy sprzedawali coś o czym nie mieli zielonego pojęcia. Widocznie poniektóre instytucje finansowe stwierdziły, że warto mieć jakąś podkładkę gdyby jednak błogi sen Pawlaka się urzeczywistnił.
♫ Dropkick Murphys – I’m Shipping Up To Boston
Phi… Kiedyś spóźniłem się kilkanaście minut, aby w sali spotkać wykładowcę, który mnie oznajmił, że wykład już się skończył.
Na moje oko wydawalby sie krotszy gdybys wykreslil go z harmonogramu…
@chris wiesz w sumie nie są obowiązkowe. ale jak juz byłem to bez sensu siedzieć na korytarzu
Nie, nie… Bez sensu siedziec na wykladzie 🙂 Spi tez sie lepiej w lozku 🙂
I widzisz ;D Dlatego ja nigdy nie chodziłem na wykłady 😀
+1 do niechodzenia na wykłady
Ja w tamtym semestrze miałem wykłady z jednym wykładowcą od godziny 8 do 14 z małym haczykiem. Raz zdarzyło mi się przyjść ok 10:15 (tak jakoś wyszło). Wykładowca był nawet zadowolony, bo wraz z kumplem zwiększylismy liczbę osób „słuchających” (na wykładzie) o dobre kilkanaście procent:)