BIO
Jestem poszukiwaczem prawdy. Spaceruję tam i z powrotem i poszukuję prawdziwej prawdy. Kontempluję życie. Fotografuję. Podróżuje. Zadaję pytania. Robię to co lubię i jestem wolnym człowiekiem.

Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę, są bezwstydnymi kłamstwami.

Słucham i dobrze się bawię – milczenie jest złotem

milczenie jest złotem

Kurwa eureka! Odkryłem nieodkryte prawo niemowy. Każdy z nas zapewne zna kogoś, kto milczy. Jest małomówny. Rzecz w tym, że inni traktują go jako nieśmiałego, kogoś kto wstydzi się odezwać. Albo głupka, który nie ma nic do powiedzenia, jest zamkniętym w sobie introwertykiem. Jednym słowem taki simpso… samson. Czy jak zwał tak zwał.

A przecież w kulturze zachodu tyle się mówi o szczerości, o możliwości wyrażania poglądów. W końcu na podstawie tej fali intelektualnego bełkotu powstał słynny londyński Hyde Park. Teraz żadne forum dyskusyjne bez tego działu zagrożone jest banem ze strony Google i spadkiem wyników organicznych w indeksie… Żart.

A w końcu w tym wszystkim polega, by mówić to co na sercu leży. Być może problem polega na tym, że nic w tym sercu nie ma? Milczenie zamiast słów. Inaczej tego nie można nazwać.

Milczenie w małżeństwie to tzw. kryzys. Czyli ciche dni. Brak porozumienia na poziomie najbardziej elementarnym. Z pośpiechu, ze złości, z nawarstwiających nieporozumień, z frustracji, z braku tematów. W małżeństwie. A w towarzystwie?

Współczesne Polaków rozmowy istnieją głównie przy wódce lub z biedy przy piwie. Mowa o tych poważnych. Bo w życiu codziennym, po pierwsze, szkoda nam czasu na takie pierdolenie, a po drugie, nie potrafimy już rozmawiać o ważnych sprawach, gdy jesteśmy trzeźwi. To wszystko przybiera obraz swoistego monologu społecznego. Każdy podczas spotkania towarzyskiego gada swoje, nie bacząc na to co druga osoba mówi i czy ma racje. Z reguły przy wódce każdy wygłasza swoje tezy niczym z mównicy sejmowej, a gdy poruszany jest temat polityczny każdy ma swoje zdanie w myśl zasady – „gdzie 2 Polaków, tam 3 zdania”.

Ale są też tacy, którzy po prostu siadają i traktują całą imprezę jak dobre oglądanie filmu. Wejściówką są chipsy i najtańsza flaszka wódki. Oni sobie rozmawiają, a ktoś siedzi, je i dobrze się bawi… Mimo, że nie ma nic ciekawego do powiedzenia.

Warto pamiętać także i o nich, gdyż może okazać się, że są sprytniejsi od nas samych.

Wniosek: Umiejętność prowadzenia rozmowy nie zawsze jest oznaką kompetencji społecznych. Milczenie owszem.

1 Comment.

  1. intro

    Tak. Chodzę na imprezy by pooglądać je, dokładnie jak film. Posłuchać, jakie bzdury ludzie plotą. Czym żyje motłoch. Dowartościować się nieco, że moje horyzonty są nieco szersze. Sama nic nie mówię. I tak nie zrozumieją, pogrążeni w pijackim bełkocie.
    Zęby rozszczelniam obecnie wyłącznie na trzeźwo, do ludzi, którzy nie potrzebują litra wódki, by podjąć dyskusję na jakikolwiek temat, od domowej hodowli pomidorów, przez sztukę, aż po teorię kwantowe.
    A gadający świat niech gada sobie dalej… Na zdrowie:)

Skomentuj.