BIO
Jestem poszukiwaczem prawdy. Spaceruję tam i z powrotem i poszukuję prawdziwej prawdy. Kontempluję życie. Fotografuję. Podróżuje. Zadaję pytania. Robię to co lubię i jestem wolnym człowiekiem.

Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę, są bezwstydnymi kłamstwami.

Świat bez raka

Słyszeliście o witaminie B17? A raczej o związku B17, letrilu lub amigdalinie (bo pod takimi nazwami występuje)? Ja też nie! A przynajmniej do wczoraj.

Amigdalina została odkryta stosunkowo niedawno. W 1830 roku. Przypadkiem. Początkowo znaleziono ją w pestkach moreli. Później na podstawie dalszych badań, związek B17 stwierdzono w pestkach 1200 innych roślin m.in. pigwach, migdałowcu, wiśniach, śliwkach, brzoskwiniach, lnie i kaszy jaglanej.

Badania

Co ciekawe – żaden koncern farmaceutyczny nie zdecydował się na przeprowadzenie poważnych i szerszych badań mających na celu sprawdzenie działania amigdaliny w medycynie (albo rezultaty takich badań nie zostały ujawnione). Z tego też powodu B17 nadal budzi wątpliwości, intryguje, zastanawia…

Pierwsze badania przeprowadzone zostały na komórkach nowotworowych znajdujących się w organizmach zwierzęcych. Mowa tutaj o takich nowotworach, jak czerniaki, białaczki, raki, mięsaki, chłoniaki. W żadnych z tych przypadków nie zostało potwierdzone przeciwnowotworowe działanie amigdaliny. Kolejne badanie w latach 70., tym razem przeprowadzone na ludziach, również nie wykazało pozytywnej odpowiedzi komórek nowotworowych na Laetril. Tymczasem podczas tych badań stwierdzono u niektórych chorych zaburzenia oddechowe, ustępujące po zaprzestaniu przyjmowania preparatu (tak jakby klasyczna chemioterapia nie powodowała podobnych objawów).

Ze względu na rosnącą w USA popularność tego związku w leczeniu raka – stwierdzono, że letril nie może zostać użyty do leczenia konwencjonalnego. Pestki zawierają pochodne cyjanku (kwasu pruskiego). Uznaje się je za trujące.

Również i Unia Europejska zajęła stanowisko w sprawie pestek, a dokładnie kwasu pruskiego zawartego w nich. Dopuszczalna dzienna norma spożycia to 2 pestki. Absurd! Przecież substancja ta jak powszechnie wiadomo ma goryczkowy smak i charakterystyczny zapach. W dodatku przy produkcji wielu alkoholi używa się właśnie pestek owoców. Nadają one specyficznego aromatu trunkom wyprodukowanym przy ich użyciu np. bałkańska rakija, polska nalewka czy włoska grappa.

Mimo oficjalnego kwestionowania amigdaliny jako związku leczniczego, w Meksyku, w klinice Cyto Pharma De Mexico praktykuje się z powodzeniem terapię metaboliczną. Korzystają z niej między innymi Amerykanie, którzy albo nie posiadają ubezpieczenia zdrowotnego lub którym nie pomaga klasyczna chemioterapia. Tak czy inaczej – stosowanie terapii metabolicznej w USA jest zabronione, a kupno suplementów diety na bazie pestek moreli jest utrudnione nawet w Polsce. Wystarczy udać się do najbliższej apteki i zapytać farmaceutę o B17, amigdalinę lub letril.

Jeżeli ktoś pisze, że pestki są trujące, bo zawierają cyjanek – to nawet, jeżeli zna chemię na poziomie liceum to widzi, że w cząsteczce amigdaliny, podobnie jak w cyjanokobalaminie (Witamina B12) występuje grupa cyjanowa."

Mechanizm działania

Letril jest dwuglikozydem z rodnikiem cyjankowym, posiadającym wysoką biodostępność. Oznacza to, że przenika przez błonę komórkową i łatwo osiąga wysokie stężenia wewnątrzkomórkowe. Właśnie ów rodnik cyjanku wywołał wiele kontrowersji wokół B17, jednakże w końcu udowodniono, że amigdalina (letril) jest substancją bezpieczną i nietoksyczną. Normalne komórki naszego organizmu zawierają enzym zwany rodanazą (obecnie stosowana nazwa: tiosiarczan transulfurazy), który "neutralizuje" amigdalinę: po prostu nie pozwala on na uwolnienie rodnika cyjanowego. W ten sposób amigdalina staje się dla normalnych komórek źródłem glukozy, a co za tym idzie energii. Komórki złośliwe (nowotworowe) nie zawierają rodanazy. Przy braku obecności rodanazy amigdalina jest rozkładana przy pomocy innego enzymu – betaglukozydazy (której notabene jest w komórce raka 3000 x więcej niż w normalnej) i uwalnia wewnątrz komórki nowotworowej rodnik cyjanowy w postaci HCN – cyjanowodoru (kwasu pruskiego) oraz aldehyd benzoesowy. Obie substancje są bardzo silnymi truciznami i współdziałając ze sobą niszczą komórkę.

Większość oficjalnych badań przeciw rakowi to wielkie oszustwa. ~Linus Pauling

Ważnym tropem dla fanów teorii spiskowych poszukujących leczniczych właściwości amigdaliny jest lobby farmaceutyczne. Lek naturalnie występujący nie może być chroniony patentem. Z tego powodu staje się lekiem niezbyt opłacalnym dla korporacji farmaceutycznych. A przecież przynajmniej 40% obecnie stosowanych farmaceutyków na rynku jest pochodzenia naturalnego. Co ciekawe – w krajach, w których trwały długoterminowe strajki lekarzy, śmiertelność była mniejsza nawet o 30%. Z takich czy innych powodów większość lekarzy nie wypowiada się pozytywnie lub odmawia wypowiedzi na temat B17. Kieruje nimi obawa posądzenia o błąd w sztuce medycznej. W końcu letril nie jest oficjalnie uznawany za środek leczniczy, a do dziś w środowiskach pozamedycznych uważa się, że terapia amigdaliną jest dobrym sposobem na wspieranie terapii nowotworowych. Goryczy dodaje jednak fakt, że nigdy w specjalistycznych badaniach lekarskich nie udowodniono jednoznacznie, że B17 ma wpływ na choroby nowotworowe. Jednoznacznie nie udowodniono również, że związek jest szkodliwy dla człowieka… w przeciwieństwie do cytostatyków  stosowanych w chemioterapii.

Jak widać w całej historii amigdaliny jest dużo mitów i niejasności. Mimo wszystko nie należy opierać swojej wiedzy tylko i wyłącznie na opiniach lekarzy, ale znaleźć pół środek między medycyną współczesną, a wiedzą "ludową". W końcu lekarze i naukowcy to też ludzie i też produkują teorie, które po latach mogą być obalone albo… wprowadzone w życie. Tak jak to było w przypadku Ignacego Semmelweisa, ojca antyseptyki. To on w połowie XIX wieku doszedł do wniosku, że istnieje związek między zgonami kobiet, które po porodzie zapadały na gorączkę, często śmiertelną, a wcześniejszą pracą lekarzy w prosektorium. Stwierdził, że zakażenia porodowe muszą być powodowane przez jakiś czynnik zakaźny przenoszony przez lekarzy na dłoniach. Dlatego zalecał kolegom po fachu myć ręce. Lekarzom nie podobały się zalecane przez Semmelweisa metody odkażania rąk. Wielokrotne ataki na Semmelweisa doprowadziły go do załamania nerwowego, przez co trafił do szpitala psychiatrycznego, w którym zmarł z powodu tych samych bakterii, z którymi walczył. Po latach okazało się, że jednak Ignacy Semmelweis miał rację.

4 komentarze

  1. Ach, znowu B17 i spisek BigPharma: proszę o przeczytanie chociaż zalinkowanego powyżej tekstu.

    A.J.

  2. Z tego co wiem to nie należy tego nazywać witaminą. A podobną sprawą jak z B17 jest sprawa Stanisława Burzyńskiego i jego kliniki – http://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82awBurzy%C5%84ski%28biochemik%29 Też kwestionowane są jego metody, wielokrotnie był postawiony w akt oskarżenia. A ja znam osobiście dziewczynę, którą Burzyński wyleczył w klinice Huston i do dziś ma się dobrze.

    Historia podobna do Letrilu (cytat z Wikipedii, ale w G też jest sporo na ten temat):

    „Do 2011 roku w czasopismach naukowych nie zostały opublikowane wyniki doświadczalne z randomizowanych eksperymentów klinicznych, które potwierdzałyby skuteczność działania przeciwnowotworowego antyneoplastonów, a Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków nie dopuściła opartych na nich preparatów do leczenia jakiejkolwiek choroby[8]. W 1983 roku American Cancer Society (Amerykańskie Towarzystwo Raka) oświadczyło, że brak dowodów na jakikolwiek pozytywny efekt stosowania antyneoplastonów w terapiach antynowotworowych oraz odradziło kupowania preparatów na nich opartych. W 2004 roku w medycznym artykule przeglądowym, leczenie antyneoplastonami nazwano „terapią o obalonej skuteczności”, a onkolodzy nazywali badania Burzyńskiego „wadliwymi” i „nonsensownymi naukowo”. Natomiast niezależnym naukowcom nie udało się powtórzyć pozytywnych wyników opublikowanych wcześniej przez Burzyńskiego”.

    A więc jak to ma się do faktów, których od 10 lat jestem świadkiem? Dla mnie obie historie są bardzo podobne, natomiast jedną znam bardziej od drugiej. Znając amerykanów i to co wyprawiają w kwestii ratowania interesów pewnych grup – osobiście nie wykluczam, że w historii B17 jest zawarta jakaś prawda.

  3. @koval: A co z „Szacuje się, że zażywało ją 70 000 chorych Amerykanów. Efekty? Żadne. W 1978 r. Narodowy Instytut Raka rozesłał prośby o zgłoszenie przypadków obiektywnego polepszenia po kuracji witaminą B-17 do 385 000 lekarzy, 70 000 innych osób zajmujących się opieką zdrowotną oraz do stowarzyszeń propagujących stosowanie Laetrile. Mimo tak zmasowanej akcji otrzymano jedynie 68 zgłoszeń, z których po przeanalizowaniu za uwieńczone sukcesem uznano sześć (analiza przypadków dokonana była z rygorem ślepej próby — eksperci nie wiedzieli, czy opiniują historię chorego poddanego zwykłej chemioterapii, kuracji Laetrile czy nie otrzymującego żadnej pomocy).”? Wiesz, to, że cuda się zdarzają nie oznacza, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy między „terapią” a ich istnieniem. Z ogromną ilością chorób (włącznie z ciężkimi) organizm potrafi sobie sam poradzić, bez żadnych leków. Co nie znaczy, że nie istnieją leki, które pomagają. Mógłbym zacząć leczyć zapalenie płuc wyciągiem z buraka i też będę miał przypadki wyleczeń (bardziej: ozdrowień).

  4. @rozie czytałem ten fragment. Nie neguję tego – ale nie do końca jest to miarodajne moim zdaniem ponieważ lekarz nie może za bardzo się przyznać, ba stosować metod alternatywnych w gabinecie konwencjonalnym. Szybko dostał by wyrok. A jeśli on tego nie zalecił to trudno kontrolować jak było to zażywane i czy było zażywane razem czy z innymi lekami, które mogą się wykluczać. Mnie jeszcze nie przekonuje jedna rzecz – że wszystkie te „badania” pochodzą z USA. Chętnie poczytałbym o jakiś badaniach z Europy czy Azji.

    Osobiście nie wykluczam, że to bzdura, ale… to tak jak z fasolą – można z niej zrobić silny środek trujący – rycynę.

    Przyjrzyj się jeszcze faktowi naukowemu z kofeiną – w warunkach laboratoryjnych (in vitro?) podając bezpośrednio kofeinę do komórki, komórka wykazuje się nadmierną ruchliwością i gwałtownymi skurczami. Podanie następnie cyjanków prowadziło to ustąpienia efektów. W tym wypadku komórka powinna zginąć, a jednak tylko zahamowana została jej ruchliwość.

    Ogólnie rzecz biorąc wiadomo, że nic nie wiadomo…

Skomentuj.