BIO
Jestem poszukiwaczem prawdy. Spaceruję tam i z powrotem i poszukuję prawdziwej prawdy. Kontempluję życie. Fotografuję. Podróżuje. Zadaję pytania. Robię to co lubię i jestem wolnym człowiekiem.

Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę, są bezwstydnymi kłamstwami.

Biblioteki są dobrem wspólnym!

I z taką wiedzą żyłem do ubiegłej soboty. Niestety. Kutek też z taką wiedzą żyje do dziś #1. I niestety muszę zwrócić uwagę na ten fakt, błąd poznawczy. Wychodzi na to, że:

BIBLIOTEKI NIE SĄ DOBREM WSPÓLNYM.

Przekonałem się o tym na własnej skórze. Udawszy się wraz z P. do biblioteki Uniwersytetu Ekonomicznego zostałem bezczelnie z niej wyproszony. W sumie można to nazwać po imieniu „wypierdolony za uszy„. Powód: nie jestem zobligowany do przebywania w pomieszczeniu ze względu na fakt, iż nie mam statusu studenta tejże zaszczytnej uczelni wyższej. Gdy stwierdziłem, iż przybywam tutaj tylko i wyłącznie w celach pokojowych, w charakterze osoby towarzyszącej – pani z niezwykłą kulturą i jednoczesną arogancją wskazała swoim spuchniętym paluchem (od dłubania w nosie) na drzwi wyjściowe pamiętające czasy komunistycznej farby olejnej.

Przykład z życia: pięć minut później udawszy się do mojewszej biblioteki. Zostałem wraz z P. obsłużony przez sympatyczną panią, z uśmiechem na twarzy. Bez problemów, pytania o cokolwiek. Wypraszania, nadętości i burakowości wobec P. (w końcu obca, taka wyalienowana stała sobie cichutko na paluszkach).

Zostałem zmieszany. Nie wiedziałem już czy wiedza to dobro wspólne, czy biblioteka to własność publiczna. Nie wiem, chyba nigdy tego nie wiedziałem. Byłem w błędzie. Szukając u Boga znalazłem na stronie Waldemara Pawlaka takie oto słowa:


Nie ma większej siły niż idea której czas nastał.

I to chyba słowo wytrych. Bo przecież bezpłatny dostęp do wiedzy jest jednym z kryterium postania społeczeństwa innowacyjnego. Jak mamy być innowacyjni, rozwijający nowe technologie skoro dostęp do wiedzy nie jest równy dla każdego?

Zwrócić tutaj również należy na fakt, że Publiczne Uczelnie Wyższe min. owy Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu jest instytucją użytku publicznego, która sama z definicji powinna służyć społeczeństwu i jego dobru. Na dzień dzisiejszy mogę stwierdzić, że nie wykonuje ona wszystkich swoich zadań, a w szczególności utrudnia, wręcz uniemożliwia dostęp do wiedzy tym, którzy tę wiedzę pragną zgłębiać (studiować).

No ale cóż – skoro nie można nawet wejść… pooglądać okładek na półkach. O czym my tu mówimy.

7 komentarzy

  1. Co do uczelni, zwłaszcza państwowych – mają skostniałą biurokrację. Ja cały czas nie potrafię się nadziwić dlaczego uczelnia techniczna (typu Politechniki Gdańskiej) nie może wprowadzić jakiegoś elektronicznego systemu wymiany informacji.
    Jak na moje to jest wina przepisów, oraz tego, że za biurkiem siedzą często ludzie wychowaniu w duchu komuny.

    Za każdym razem biedny student musi biegać z papierkami po stu pokojach aby coś załatwić..

  2. @radmen normalka. szczególnie ze to polibuda. pod latarnia najciemniej jak to się mówi. zapewne obawiają się że to nie wypali ale skoro bazują tylko na teorii a nie praktyce – to wiesz… nigdy im się to nie uda

  3. Polecam zapoznać się z regulaminem biblioteki, bo może było to jedynie nieuzasadnione zachowanie pojedynczej osoby. Jeśli w regulaminie znajduje się rzeczywiście zapis o tym, że na terenie biblioteki nie mogą przebywać osoby nie będące studentami, to wtedy można drążyć temat u władz. Wiem, że w większości uczelnianych bibliotek prawo do wypożyczania mają jedynie studenci, ale są zazwyczaj przepisy umożliwiające rejestrację innych osób po złożeniu wniosku. Dziwne wydaje mi się natomiast wyrzucanie kogokolwiek z budynku, bo to miejsce publiczne w którym przebywać mogą wszyscy.

  4. wczoraj ich strona nie działała. regulamin mówi tylko o czytelni, ja bylem w drugim budynku biblioteki w której są książki również i możliwość ich przejrzenia, tych których nie ma w czytelni, tylko sobie stałem, mają bramki, namagnesowane książki, tym bardziej nie rozumiem tego czemu tam nie mogłem być.

  5. @anonim yhy. fajnie.

  6. Większość bibliotek uczelnianych udostępnia swoje książki za darmo studentom tych uczelni. W sumie sprawa jest jasna – za dziennych dostają kasę, zaoczni płacą, coś z tych pieniędzy dostaje biblioteka. „Obcy” najczęściej płacą parę złotych za wejście. W Poznaniu chyba jest coś takiego jak Fundacja Bibliotek Państwowych, czy coś w tym stylu – taka organizacja, która zrzesza biblioteki państwowych uczelni – jeśli studiujesz na państwowej uczelni, to masz prawo korzystać z książek Ekonomicznego za darmo (taka umowa między uczelniami).

Skomentuj.