BIO
Jestem poszukiwaczem prawdy. Spaceruję tam i z powrotem i poszukuję prawdziwej prawdy. Kontempluję życie. Fotografuję. Podróżuje. Zadaję pytania. Robię to co lubię i jestem wolnym człowiekiem.

Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę, są bezwstydnymi kłamstwami.

Były opcje, był płacz i żal…

A teraz? A co teraz pozostało po spuściźnie bankowej walki o klienta? Tysiące firm z długami. Osób bez cienia szansy na stwierdzenie, że kryzys ich nie dotyczy. Przykładów się mnoży i troi bez liku. Chociażby na moim podwórku – mała firma, namówiona na opcje walutowe. Przychody roczne rzędu 10 milionów złotych, zysk na poziomie 1 – 1,5mln zł. Na dzień wyceny wartości księgowej firmy (31 XII 2008) strata w wysokości -10mln złotych. To tyle ile roczne przychody. To wszystko w ciągu 3 miesięcy. Jakby nie patrzeć firma musiałaby 10 lat pracować społecznie by wyjść na zero. Bankrut.

Jaki wniosek z tego płynie? Żaden, a no dlatego, że historia jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Jedynie banki mają okazję poszukać nowej niszy na rynku. Jak to się mawia w branży – „opcje są spalone”. No ale nie dziwie się temu skoro w tramwaju, podczas „wielkiego bankowego prosperity” można było usłyszeć takie rozmowy:

– Moi klienci nie rozumieją tego nowego produktu finansowego w naszym portfelu
– A ty wiesz o co chodzi?
– No właśnie też nie…

Jeżeli nie kontrakty terminowe to co?

Moje najnowsze obserwacje rynku usług finansowych wykazały, że banki powalczą o kredyty brokerskie. Aktualne odbicie na giełdzie, które nastąpiło po ostrej korekcje pokazało jak bardzo przewartościowane były wszystkie akcje na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (i nie tylko). Ludzie zobaczyli, że można zarabiać na akcjach. I to dużo. Mechanizm działań banków jest podobny jak w przypadku funduszy inwestycyjnych. Instytucje finansowe zachęcają swoich klientów do lewarowania kapitałów własnych w giełdę. Pośrednio wpływa to na ilość nowej gotówki na rynku a co za tym idzie powoduje zwyżki cen akcji. Podobnie rzecz miała się z funduszami. Ludzie zaślepieni wzrostami na giełdzie inwestowali całe swoje oszczędności (w fundusze akcji / hybrydowe). Statystyki nie mogły się mylić. Do czasu.

Okazuje się, że rzeczywiście kredyt brokerski w Polsce staje się coraz bardziej popularny. W dodatku całkiem łatwo go uzyskać, marże i oprocentowanie są małe. Pytanie – „co bank z tego ma?”

Zabezpieczenie wymaga stanu aktywów na rachunku przynajmniej w wysokości 130% wziętego kredytu. W przypadku braku spełnienia tego warunku bank otrzymuje możliwość zajęcia walorów, a co za tym idzie upłynnienia ich po cenie PKC.  W momencie upowszechnienia tego typu finansowania inwestycji na giełdzie z pewnością dochodzić będzie u tzw. „leszczy” do automatycznego wywalania papierów, co w skrajnych przypadkach może doprowadzić do fali spadków na giełdzie. A co za tym idzie – sytuacji w której z jednej recesji będziemy wpadać w kolejną, następną i tak w kółko. Aż nie padniemy z wycieczenia.

5 komentarzy

  1. To „bankowcy” jeżdżą tramwajami?

  2. @grzegorz żebyś wiedział. po co płacić za parkingi w centrum

  3. ‘Aż padniemy z wycieńczenia’ – albo aż znajdziemy nowe ‘niespalone’ rozwiązanie 😉 Nie sądzę, żeby tego rodzaju procesy mogły się skończyć.

  4. E, teraz kredyt brokerski jeszcze ma szanse. Dopóki indeksy nie wejdą w okolice poprzedniego szczytu, a reklamy kredytu nie pojawią się w mediach, nie ma się czego bać. Kiedy pojawi się toto w publicznych reklamach – trzeba uciekać, bo to znak, że zaczęło się odławianie leszczy 🙂

  5. Były opcje i nadal są, problem w tym że ludzie kupują coś nie mając o tym pojęcia. To tak jakbyś poszedł do Biedronki i zapłacił 50zł w ciemno. Dostałbyś losowe produkty. Ktoś dostanie kefir i batona, ale kto inny skuter (ostatnio był w asortymencie 😛 ) Ilu ludzi na to pójdzie?

    Ja mam przykład jednej firmy z mojego podwórka. Firma o podobnej wielkości. W zeszłym roku poszli w opcje na kupno euro po ok 3,5zł. Możesz sobie wyliczyć jakie zyski finansowe teraz mają.

    Opcje nie są złe, trzeba je tylko zrozumieć i mieć trochę szczęścia.

Skomentuj.