BIO
Jestem poszukiwaczem prawdy. Spaceruję tam i z powrotem i poszukuję prawdziwej prawdy. Kontempluję życie. Fotografuję. Podróżuje. Zadaję pytania. Robię to co lubię i jestem wolnym człowiekiem.

Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę, są bezwstydnymi kłamstwami.

Pokolenie Y

Kiedyś napisałem o pokoleniu Pieska Leszka… Dziś wpadł w me łapska artykuł o pokoleniu Y. Cytuję:


Obecnie coraz więcej mówi się o tzw. ,,pokoleniu Y” . Pojęcie ,,Pokolenie Y” pojawiło się po raz pierwszy sierpniu 1993 roku, w magazynie AD Age. Użyte zostało w odniesieniu do dzieci urodzonych w latach 1980–1995. Wkrótce termin również stosowano do osób urodzonych między 1976 a 2000 rokiem. Mówi się o nich, że są młodzi, sprytni i zuchwali. Mówi się, że nie podporządkowują się standardom – zakładają klapki do biura i pracują przez cały dzień słuchając muzyki ze swoich iPodów. Chcą pracować, ale nie całe życie. Dorastali kwestionując opinie i przekonania swoich rodziców a teraz kwestionują przekonania i opinie swoich pracodawców. Wielu z nich woli założyć własny biznes, który zapewnia im niezależność i możliwość działania zgodnie z własnymi przekonaniami. Mają skłonność do planowania długoterminowego.

Wykonując zadania służbowe słuchają muzyki, bo to zwiększa ich produktywność, latem przychodzą do firmy w klapkach i krótkich spodenkach, bo tak im wygodniej. Czy pokolenie Y zrewolucjonizuje dzisiejszy rynek pracy?

Dobrze wykształceni, z konkretnymi oczekiwaniami co do własnego rozwoju i kariery. Przedstawiciele pokolenia Y wchodzą właśnie na rynek pracy i powoli zaczynają dyktować warunki. Nie boją się prezentowania własnych poglądów, nie przywiązują się do jednej firmy. Są elastyczni i tego samego oczekują od swoich pracodawców. Wychowywali się w świecie, w którym był już Internet i telefony komórkowe. Z najnowszymi technologiami są za pan brat. Sieć nie stanowi dla nich tajemnicy.

Ich szefowie, zazwyczaj mający trzydzieści parę lat nie rozumieją ich i zaczynają traktować jako realną konkurencję na rynku pracy. To na co oni pracowali przez lata, po kilkanaście godzin dziennie, pokolenie Y osiągnie bez trudu i wyrzeczeń w nieporównywalnie krótszym czasie. Jakby tego było mało, praca nie jest dla nich priorytetem, cenią swój czas wolny i nie godzą się na nadgodziny.

Rynek pracy powoli zaczyna doceniać zalety pokolenia Y. Pracodawcy zdają sobie sprawę, że chcąc zatrzymać młodych-zdolnych muszą oferować im nie tylko odpowiednio wysokie wynagrodzenie, ale i pracę gwarantującą coraz to nowe wyzwania.

I choć wśród wad pokolenia Y można wymieniać brak cierpliwości, często nierealistyczne oczekiwania, trudność rozwiązywania codziennych konfliktów czy też brak umiejętności prowadzenia konwersacji, to i tak zaczynają stanowić łakomy kąsek dla firm stawiających na ciągły rozwój.

Większą wagę przywiązują do życia prywatnego, oczekują elastycznego czasu pracy, możliwości zmiany trybu pracy z pełnego etatu na część etatu lub możliwości wyjechania na rok na wakacje. Dla pokolenia Y nie jest istotne długoterminowe związanie się z pracodawcą, budowanie kariery zawodowej – są sceptyczni kiedy słyszą o tzw. ,,lojalności pracownika”. Mają wysokie wymagania w stosunku do samych siebie, pracodawców i swoich szefów. Świetnie radzą sobie z korzystaniem z nowych technologii i wykorzystywaniem ich w biznesie. Preferują tzw. wirtualne rozwiązywanie problemów (np. mailem) niż spotkania twarzą w twarz lub telefony. Inaczej podchodzą również do kwestii zarządzania personelem. Wszystkie te cechy stanowią duże wyzwanie dla firm, albowiem zmuszają one do całkowitej zmiany w podejściu i zarządzaniu personelem, zmiany kultury firmy, a czasem jej wartości. Wyzwaniem dla firm staje się umiejętność zarządzania pracownikami, bowiem w każdej firmie mamy do czynienia z ludźmi reprezentującymi różne pokolenia. A trzeba przyznać, że nie wszyscy będą w stanie zaakceptować filozofię „pokolenia Y”, zaś konflikty pomiędzy ,,generacją klapek i iPodów” oraz ,,generacją półbutów i ciężkiej pracy 12/24” są nieuniknione.

Roma Zgłobik & onet.pl

Czytając powyższy artykuł pierwsze co pomyślałem (później potwierdziła P.) to to, że jest to swoiste lustrzane odbicie mojej osoby… Rozszyfrowali mnie. Dobrze, że nie zostałem zaliczony do pokolenia JPII. Uff.

18 komentarzy

  1. „pracują przez cały dzień słuchając muzyki ze swoich iPodów”

    Czyli lanserzy, tak?

    „latem przychodzą do firmy w klapkach i krótkich spodenkach, bo tak im wygodniej”

    Pokolenie rozhulaczonej swołoczy? (ale ukrainizmów mi wyszło)

    A tak właściwie, każda próba przyporządkowywania kogoś do jakiegoś „pokolenia” jest tak samo idiotyczna, jak całe te pokolenia DżejPi2 i inne – nie dość, że wrzuca się ich do jednego worka, próbuje się im przypisać takie cechy, jak im wygodnie ze strony tworząchych te „pokolenia”.

  2. z tymi Ipodami też mi się to nie podobało… akurat jestem przeciwnikiem tego gówna (produktu marketingowego) – to powiedział czlowiek robiący w marketingu… co za ironia

    co do tych spodni to tez mi się nie podoba ten tekst…aczkolwiek kiedyś może pokaże ci moje miejsce pracy to się wyłożysz na ziemie

    btw. uwazam osobiście że pokolenie JPII nie istnieje

  3. Hmm a ja bym nawet pasował do pokolenia Y. Zamieniłbym tylko kilka drobiazgów w tekście 🙂

  4. Na pewno nie ipod, ale jakieś radio, czy komórka. Na pewno nie klapki, ale krótkie spodenki już tak i luźne bluzki, sportowe buty. Na pewno jednocześnie studia i praca więc elastyczność 1 miejsce, na drugim miejscu zmiana pracy – wymagania, zarobek.

    Za to co do technologii, rozwoju intelektualnego, życia prywatnego i kontaktów interpersonalnych – jestem jak najbardziej na tak.

  5. zgadza się… takie jest w sumie to pokolenie, generalizacja jak zwykle coś ujednolica więc nie ma tu także słowa o studiach zaocznych (wielu woli tak studiować), ja się cieszę (nawet i z biologicznego punktu widzenia) że wybrałem na pierwszym miejscu studia dzienne + dorabianie zamiast zarabianie + douczanie w weekendy…

  6. Dokładnie. Dzienne + dorabianie, jest przynajmniej według mnie lepsze niż zaoczne i zarabianie.

  7. i tu nawet nie chodzi o jakość papierka który otrzymasz, ale w głównej mierze o to, że twój mózg nadal będzie pracował na maksymalnych obrotach ucząc się a nie zwalniając tempo z roku na rok ze względu na charakter wykonywanej pracy (no nie oszukujmy się, stanie na hali produkcyjnej i ruszanie rytmicznie ręką albo pisanie na klawiaturze przez 8 godzin nie należy do wymagających prac umysłowych, w przeciwieństwie do „prawdziwego” studiowania – dziennie)…

  8. Dokładnie. A potem ta satysfakcja, że pracujesz po zajęciach i nie masz wolnego łikendu i dajesz radę to połączyć ze sobą i jeszcze czerpać korzyści. A po zmęczonym dniu, wchodzisz na Joggera, otwierasz zimne piwko i czytasz jak to inni mają dobrze… 🙂
    Kocham to!

  9. niezły artykuł na ten temat był w ubiegłotygodniowej „Polityce”.

  10. Moje miejsce pracy

    Tak apropo poprzedniego wpisu… pracuje tylko w krótkich spodenkach, bo jak to mówi się w mojej branży: "nie interesuje nas czy musisz wyjść na 2h, bo masz coś do załatwienia, albo ile czasu zajmuje ci kawa, to twoja sprawa. Za to bardzo [.[…]

  11. Czytałem to, ale to bzdury porównywalne do horoskopów, charakterystyk związanych ze znakiem zodiaku itp. Założę się, że każdy kto to czytał uważa się właśnie za pokolenie Y. No bo kto się przyzna, że pracuje po 16 godzin dziennie i niby jeszcze go to bawi? Nikt. Oczywiście, że każdy woli luz, leje na pracę, woli chodzić w trampkach niż w garniturze itd.

    To nie jest kwestia pokolenia, bardziej tego, że teraz łatwiej nie stosować się do konwenansów typu „tak jest Panie Prezesie” bo zmienił się świat i łatwiej znaleźć pracę z ludźmi, którzy też takie konwenanse uważają za idiotyczne.

  12. Pokolenie igrek. To co napisali to prawda, z ta roznica ze ja wole rozeiazywac problemy z kartka papieru bez maila. Nic nie zastąpi kontaktu oko w oko ;!

  13. To ja się chyba nawet do pokolenia Y nie nadaję. Może i styl podobny, ale bliżej mi do pracoholika, niźli do „nadgodzinom mówimy stanowcze i zdecydowane NIE” 😛

  14. W pracy można nauczyć się znacznie więcej, niż na studiach (dziennych), a mówię o wiedzy praktycznej. Oczywiście warto jakieś podstawy teoretyczne mieć, ale myślę, że wszystko więcej niż dzienne dwuletnie w zawodzie to marnowanie czasu (z punktu widzenia zarówno wiedzy, jak i rozwoju mózgu). Zależy pewnie od człowieka, studiów i pracy…

    PS. Z perspektywy ukończonych dziennych, żeby nie było…

  15. Rany, ledwie zmieniaja sie warunki na rynku pracy, a juz wszystkich, ktorzy sie do niego dostosuja nazywa sie nowym pokoleniem =_= . Przeciez to oczywiste, ze w dzisiejszych czasach nie mozna juz stosowac podejscia ‘czy sie stoi czy sie lezy’, a nie wierze, ze dawniej nikt nie sluchal muzyki przy pracy (a radio?), nie mieli oczekiwan co do swojej kariery itd. Po prostu teraz sa do tego wszystkiego mozliwosci.

  16. nie, D4rky, to nie warunki rynku pracy decydują o tym, że coś nazywa się nowym pokoleniem.

  17. Można tez powiedzieć, że w „pokoleniu Y” prymat natychmiastowości przekłada się na formowanie się tożsamości i stylu życia współczesnej młodzieży, która nie odczówa potrzeby stabilności i nie boi sie zmian. Oni nie odkładaja zycia na później, jest to tez pernamętna ruchliwośc współczesnego człowieka generujca obecność ogromnej liczby innych ludzi w jego zyciu co porowadz do tego, że kontakty z nimi sa szybkie, tymczasowe i czesto anonimowe.

Skomentuj.