Nowe umiejętności
Jak wynika z moich obserwacji - zdobyłem nową umiejętność, umiejętność nurkowania w szambie. Bynajmniej nie chodzi tutaj o perfumerie, zwaną przez Ojca Dyrektora szambem. Ostatnio bardzo dobrze mi to idzie. Mimo, że szambo jest gęste, a pływać w nim trudno - widoczność mam dobrą. Czuję się jak ryba w wodzie.
5 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Studia - własne przemyślenia na koniec
No i stało się. Między innymi joggerowa kategoria „studia” przynajmniej na jakiś czas[?] zostanie nieczynna / niepotrzebna. No bo i po co pisać o studiach, skoro [i tu może jeszcze zaskoczę co po niektórych] ukończyło się wreszcie pięcioletni tok studiów. „Uff” – chciałbym powiedzieć. I z jednej strony tak jest. Z drugiej – „o matko, co teraz”. Mam wewnętrzną pustkę. Pustkę, tak jakby wszystko się skończyło. Człowiek uczy się od najmłodszych lat: jak się uczyć. Przedszkole, podstawówka, gimnazjum, liceum, na końcu studia [licencjat, studia uzupełniające magisterskie). Solidny szmat czasu. Trzy+sześć+trzy+trzy+pięć. Dwajścia lat nauki. I teraz nadchodzi taki moment, w którym należałoby podsumować cały ten finalny okres .
Zawsze zastanawiało mnie, co tak naprawdę na studiach można się nauczyć. To kuriozalne. Ale gdyby wiele rzeczy podczas studiowania naprawdę mnie nie zainteresowało, to chyba nigdy bym nie przykładał do nich tak wielkiej uwagi. I tak oto dochodzę do wniosku, że na studiach część / wiele / większość [?] osób studiuje bez braku przekonania w to co chce osiągnąć. Często większość rzeczy, w postaci papki, którymi raczą nas wykładowcy nikogo tak naprawdę nie interesuje. A co za tym idzie, po skończeniu danego przedmiotu po prostu albo stan wiedzy takich osób nadal jest identyczny, albo minimalnie większy. Tak czy siak – nic to nie zmienia. W końcu nie bez kozery badano wpływ zainteresowania daną tematyką na jakość nauki. Wyniki nie były obiecujące. No i tak można wysnuć teorię, że skoro ktoś studiuje dla samego studiowania i tak będzie [po pierwsze] marnym studentem, [po drugie] marnym magistrem. Widzę to po sobie – jest ; było kilka dziedzin, które w żadnym, nawet minimalnym stopniu, ani mnie nie poruszyły, ani nie zainteresowały. Po prostu je zdałem. Natomiast te, które uznałem za interesujące, siłą rzeczy, zgłębiam do dziś.
Dużo się mówi również o uczelniach wyższych, jako przekaźnikach wiedzy książkowej. Czysto teoretycznej. No i po pięciu latach nauki mogę w końcu z pełną odpowiedzialnością zgodzić się z tą hipotezą. System nauki, mimo, iż próbujący dostosować się do realiów i wymogów współczesnych czasów, nadal drepcze w miejscu. Gdyby nie praktyki w banku na drugim roku studiów, do dziś nie wiedziałbym jak w praktyce funkcjonuje bank [w banku nie ma pieniędzy…]. I mimo sporadycznie pojawiających się dygresji wykładowców, system nauki nadal jest teoretyczny i wymagający od studenta tylko i wyłącznie wiedzy książkowej. W żaden sposób moja wiedza, często praktyczna, zdobyta praktyką tudzież własnymi zainteresowaniami [np. GPW] nie była premiowana na zaliczeniach, czy egzaminach. Fakt, że była cenna, czasem doceniana na zajęciach, to nigdy wynagradzana. I to boli. Ponieważ osoby, które nigdy nie miały obycia chociażby z analizą techniczną akcji w praktyce, analizą raportów finansowych, czy nawet systemem transakcyjnym papierów udziałowych otrzymywały lepsze oceny końcowe z faktu [tylko i wyłącznie], iż nauczyły się tego [nie bójmy się tego słowa] na pamięć. Osobiście zawsze preferowałem system nauki, aby nie umieć za wszelką cenę – a rozumieć. By nie wiedzieć wszystkiego – a wiedzieć gdzie szukać. By wiedzieć wystarczająco dużo – i móc się wypowiadać. I w końcu, by wiedzieć jak się wie.
Oczywiście studia tak naprawdę mają więcej zalet, niż wad. Uczą samodzielności, obycia, życia i pewności siebie. Często znajomości, które zdobywając nieustannie podczas studiów rzutują w przyszłości [ale to przyjdzie i ocenić później]. Większość zalet, raczej ma mało wspólnego ze zdobytą studencką wiedzą. To raczej co innego. I ta pewność siebie może być zgubna. W końcu pracodawcy nie zawsze chcą zatrudniać studentów dziennych bez doświadczenia. Motywując to faktem, że są zarozumiali, przeceniają swoje możliwości i błyszczą tylko i wyłącznie wiedzą książkową. No cóż. Zawsze istniał stereotyp wyższości studenta stacjonarnego od zaocznego. No, a że w każdej legendzie, plotce i stereotypie jest trochę prawdy – pozostawię ten aspekt w milczeniu. Do oceny przez pryzmat własnych doświadczeń.
Studia to także imprezy, spotkania, swoisty styl bycia. Trudno pogodzić się z tym, iż to już tylko historia. Jak to śpiewał Boguś Linda – „nigdy papieros nie będzie tak smaczny, a wódka taka zimna i pożywna. Nigdy nie będzie tak ślicznych dziewczyn, nie będzie tak pysznych ciastek. Reprezentacja naszego kraju nie będzie miała takich wyników, już nigdy, nigdy nie będzie takich wędlin, coca coli, musztardy i takiego mleka. Już nigdy nie będzie takiego lata, słońce nie będzie już tak cudnie zachodzić i wschodzić. Księżyc już nigdy…”
♫ Świetliki i Linda - Filandia
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
To mnie wkurwia. Ankieta obywatelska
Wpadłem na genialny pomysł przeprowadzenia badania nt. tego co denerwuje Polaków.
Polacy! Do działa!
♫ Butelka - To mnie wkurwia
14 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Reklama a etyka. Własne rozważania.
Oczywistym jest, że oszukiwanie, wprowadzenie w błąd i działanie niezgodnie z ogólnie przyjętymi normami współżycia społecznego nie powinno być szeroko akceptowalne przez konsumentów. W przypadku reklam, dość dobrym krokiem było stworzenie odpowiedniego kodeksu postępowania praktyków marketingu. Zarówno ze względów prawnych (ustawa o nieuczciwej konkurencji rozszerza swoje właściwości na stworzone kodeksy postępowania etycznego w poszczególnych branżach, w tym marketingu) jak i praktycznych (np. zakaz kierowania reklamy do dzieci). Pozwala to jasno określić, co jest dozwolone, a co nie. Dzięki czemu, w głównej mierze chroni się dobro konsumentów, czyli nas.
Ważnym elementem rozważań na temat etyki w reklamie powinien być podział na reklamę perswazyjną i informacyjną. Należałoby się zastanowić czy reklama perswazyjna jest etyczna. To zależy. W przypadku wykorzystywania ogólnie znanych technik perswazji, do jakich zaliczyć można z pewnością korzystanie z autorytetu innych (np. specjalistów), technik wspierających zaangażowanie i konsekwencje wyboru, reguł kontrastu czy wzajemności. Techniki te nie powodują zmiany zachowań konsumenckich w pełni. Tylko w pewnej, określonej części. Nadal to konsument decyduje o zakupie danego produktu czy usługi. Uważam, iż techniki perswazji są dopuszczalne do momentu, w którym nadal nie ograniczają naszej świadomości i wolnego wyboru. Dużo ostatnio mówi się na temat nowej dziedziny marketingu – neuromarketingu. Dziedzina ta budzi wiele kontrowersji. Jej przeciwnicy uważają, że poprzez badanie i analizę mózgu oraz zachowań konsumentów szuka ona „przycisku zakupu” u każdego z nas. Gdyby hipotetycznie on istniał, i omijałby naszą świadomość z pewnością wykorzystywanie tego rodzaju mechanizmów anatomii ludzkiego mózgu było by nieetyczne i moralnie wątpliwe. Za przykład może posłużyć reklama podprogowa, która mimo nie potwierdzenia istnienia mechanizmu podprogowego (pozaświadomościowego) została zabroniona. Możliwe i również, dlatego, by nie wzbudzać potencjalnych zapędów kolejnych badaczy. Caldini twierdził podobnie. Otóż uważał, iż najskuteczniejsza reklama opiera się rekomendacjach. Dopóki nie są one zafałszowane, powinno się im ufać. W innym przypadku rekomendacje te zmieniają nasze zachowania nabywcze i powodują zakupy produktów, których tak naprawdę nigdy byśmy nie kupili.
Wielu zarzuca reklamie pogłębianie stereotypów i wyznaczanie drogi na skróty. Można byłoby się z tym zgodzić. Jest to w pewnym sensie racja. Jednak trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż życie we współczesnym społeczeństwie nie wygląda tak samo jak 20, 40 i czy 100 lat temu. Toczy się przede wszystkim szybciej. Ludzie nie mają czasu na czytanie ulotek, poznawanie zalet czy zdobywanie wiedzy na temat produktów, które chcą kupić. Często cała ich wiedza, którą posiadają na temat pewnych produktów pochodzi z reklam. Czy jest to wina producentów, że „wciskają” swoim klientom produkty niepełnowartościowe skoro jest na nie popyt? Czy może wina leży po stronie konsumentów, którzy nie zwracają uwagi na to, co kupują? Trudno na to jednoznacznie odpowiedzieć. W większości przypadków to popyt kreuje podaż. Skoro konsumenci chcą kupować produkty, droższe a zarazem uboższe, płacąc tym samym premie za „drogę na skróty” to jest to tylko i wyłącznie ich wybór. Inaczej jest, gdy dobry produkt nie może zostać wprowadzony na rynek, ze względu na brak jakiejkolwiek komunikacji z rynkiem za pomocą reklamy. W tym wypadku reklama, a raczej jej brak jest swoistą barierą. Cierpią na tym głównie konsumenci, którzy nadal używają produktów nie wartych ich uwagi. Podobnie rzecz się ma z pogłębianiem stereotypów i schematów. Z jednej strony stereotyp to uproszczona do zwartej formy opinia bazująca między innymi na ogóle osądów panujących na dany temat. Powstanie stereotypu nie można zarzucać reklamie. Stereotypy powstają w umysłach ludzkich. Reklamie, co najwyżej można zarzucić propagowanie ich. I to też z różnym skutkiem. Reklamodawcy powinno zależeć w największym stopniu na skuteczności i dotarciu do klienta. Jeśli stereotyp mija się z rzeczywistością to i przekaz reklamowy nie jest skuteczny. A co za tym idzie, nie spełnia swojej roli.
Jak widać, etyka w reklamie jest pożądana. Działa obustronnie. Jest opiniotwórcza. Po części kreuje naszą rzeczywistość. I to właśnie przez to powinniśmy wymagać od niej tego, by była etyczna i zgodna z ogólnie przyjętymi normami społeczeństwa, w którym żyjemy. Z drugiej strony, to twórcom reklam powinno również zależeć na tym, by ich reklama była odpowiednia i nie wykraczała poza wcześniej utarte schematy i normy. Nieodpowiednia reklama, często opierająca się na kłamstwie bądź oszustwie, czy też niedoinformowaniu może wpływać niekorzystnie na wizerunek reklamowanego produktu czy usługi. Należy o tym pamiętać.
9 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Wizja
Wizja to coś co ty widzisz, a czego nie widzą inni. Niektórzy powiedzieliby, że to podręczna definicja szaleństwa. Ale to także definicja ducha przedsiębiorczości. Aby odnieść sukces na jakimś polu trzeba w coś wierzyć z taką pasją, by mogło się to stać rzeczywistością... mówimy o tym z pasją, a pasja przekonuje. Można być dumnym z pracy, a to naprawdę ma wpływ na morale i motywację.
Wpadło w me pocięte, od przerzucania kartek łapska... Liz Clarke
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Trudne wybory
Profesor Balicki od makroekonomii nauczył wiele, między innymi tego, że życie gospodarcze kraju składa się z kryzysów i tego, co jest pomiędzy nimi… Adam Smith traktował państwo i jego gospodarkę (liberalnie) niczym organizm ludzki. W końcu sam był lekarzem. Studia ekonomiczne (które de facto już powoli dobiegają końca) wdrażają w życie podobne schematy myślenia.
Studiujesz ekonomie – myślisz ekonomicznie, studiujesz marketing – myślisz marketingowo. Studiując inżynierie – myślisz technicznie.
I tak u mnie… życie toczy się ekonomicznie. Można uznać, że od kryzysu do kryzysu. Aczkolwiek wolałbym na odwrót, z racji bycia życiowym optymistą i obserwacji szczęśliwej nierównowagi. Saldo szczęścia jest zawsze in plus… Bo tak jest lepiej.
Nie przepadam. Wręcz nie cierpię, gdy na horyzoncie jawi się jakiś kryzys. Lubię mieć wszystko poukładane. Jasne. Klarowne. Nie to żebym był jakimś onanista przewidywalności. Pewne sprawy należy mieć uporządkowane.
Ktoś z negocjacji swojego czasu stwierdził, że błędnym tokiem myślenia jest sądzenie, iż problemy są o sumie zerowej, a ich rozwiązanie można określić liczbą 1. I w sumie można się z tym zgodzić. Ba! Trzeba. Bo tak w rzeczywistości (nie) jest. Tylko, że ostatnio zauważyłem jedną prawidłowość. Wiele problemów, których rozwiązanie nie jest idealne. Problemów, które próbują za wszelką cenę zmienić bieg naszego (mojego) życia z racji swojego skomplikowania rozwiązuje się samych. To takie problemy, które należałoby skategoryzować, jako problemy na miarę boga albo efektu motyla. To znaczy takie, gdzie w momencie próby ich rozwiązania napotykamy na opór. Opór ten wynika z racji tego, iż obojętnie, które rozwiązanie wybierzemy (w końcu jest ich wiele, założenie jest takie, że nie ma jednego rozwiązania) będzie ono złym wyborem.
Ogólnie ciężkie tematy. Trochę z zakresu asertywności. „Jak zrobić by wybrać dobrze i innym było dobrze” (czytaj „jak zrobić sobie i innym dobrze”). Strategii jest wiele… Można wybrać jedno rozwiązanie kosztem drugiego (mniejsze zło), można szukać za wszelką cenę kolejnego, można też … Z reguły to nic nie daje. Proces ten stwarza kolejne problemy (wiem to z autopsji). A więc co dalej?
Skoro bieg życia ma taką istotę, że biegnie samoczynnie i tak naprawdę tylko na część rzeczy, które nas spotykają mamy wpływ – idealną strategią na rozwiązanie nierozwiązywalnych problemów jest ich nierozwiązywanie. Pozostawienie ich samym sobie. Zaakceptowanie ich istnienia. Nie ignorowanie ich. Ale swoiste granie na czas. Historia pokazuje, iż życie jest na tyle nieprzewidywalne, że potrafi pewne problemy rozwiązać samemu. Idealnym przykładem są ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w Smoleńsku. Do dziś odbijają się czkawką i głośnym echem. Ale mając na uwadze powagę sytuacji przed i po tragicznych historiach można z dużą odpowiedzialnością założyć, iż wcześniej nierozwiązywalne problemy stały się o godzinie 8:56 rozwiązywalne. Tak po polsku… Bo kto mógł przewidzieć sytuacje, w której najważniejsze osoby w państwie (tak te, które biły rekordy w wetowaniu ustaw) po prostu znikną ze świata żywych…
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Przemyślenia po tragedii w Smoleńsku
Swojego czasu pisałem o Zbigniewie Relidze. Przed swoją śmiercią powiedział słowa, które do dziś tkwią mi w głowie. Słowa, wytrychy:
Odejdę… mnie tu już nie będzie – świat i tak się nie zmieni.
Jak zwykle przy tego rodzaju wydarzeniach. Przy śmierci, pojawia się smutek, żal. Emocje. Poczucie winy. Następnie element obwiniania i wewnętrznych rozterek. Często padają obietnice.
A co dalej? Nic. Życie jest życiem. Toczy się nadal. Tak jak mówił Religa – nie zmienia się nic.
Świat nie zmienił się po śmierci Jana Pawła II, Zbigniewa Religi i innych. Nie zmienił się również po śmierci Lecha i Marii Kaczyńskich. Ba! Nie oszukujmy się. Nie zmieni się również i po naszej…
Świata nie zmienia się ludzkimi tragediami. Świat zmienia się szczęściem ludzi. Tragedie tylko go komplikują.
♫ Slums Attack- I nie zmienia się nic
11 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Coś niby kreatywnego
Oglądając niektóre programy można dojść do ciekawych wniosków. Na przykład zastanawiając się nad dzisiejszym wpisem naszło mnie jakieś takie dziwne skojarzenie z programem z Telewizji Polskiej „jak to leciało”. A już wiem „święta święta i po świętach”.
Za to oglądając Zorro przy żytniej, z macerowanym kłosem zboża w spirytusie pomyślałem o owym Zorro. Że mu gorąco musi być. W ten czas było naprawdę gorąco. Mnie. Pod pachami, w pachwinach…
Wcześniej oglądałem cykl „Ewa Ewart poleca” #1 o najlepszej pracy świata. I do tej pory myślałem, że moja jest całkiem całkiem. Że nikt jej nie przebije. Że lubię to, co robię. A teraz – to już chyba zwątpiłem. Koval zwątpił. Cholera. Mam wielkie, kurewskie wątpliwości. Bo skoro można rocznie zarobić 100 000 $ na prowadzeniu bloga o plażowaniu na wyspie tropikalnej - to ja też tak chcę. Mam już swoją wizję tropikalnej wyspy. To piękna wizja. Zaiste. Coś na zasadzie szklanych domów Żeromskiego, czy też biblijnego Edenu. Broń boże od wizji sztucznej, podberlińskiej tropikalnej wyspy. Ze sztucznymi palmami. Papugami i deszczem farbującym włosy na blond. To takie aryjskie.
A gdy włączyłem Kill Billa 1 (no niestety nie było wcześniej okazji) musiałem, ale to naprawdę musiałem zapodać sobie na szybko soundtrack z tego filmu. Olśniło mnie. Doznałem silnej apoteozy własnej osoby. Że też tak mogę. Że to zrobię. Czołówkę. Fajna. Lubię ten styl. Identyfikuję się z nim. Ma coś z mojego stylu. Albo ja z jego. Whatever. Sam przyznał Tarantino, że bierze od każdego to co najlepsze i składa w jedną całość. Czy byłbym megalomanem twierdząc, że podpierdzielił cząstkę mnie? Pewnie tak. W dodatku ja spotkałem jego. A on mnie nie.
I tak mam bez końca. Wiecznie coś mnie inspiruje, zastanawia i "skojarza". Bez ustanku próbuję coś wymyślić fajnego. Nie zawsze się to udaje. Często jest to sam pomysł, który kończy się bezowocną próbą stworzenia czegoś ponadprzeciętnego. W większości przypadków spocznę na panewce, tudzież konewce. A wszystko nie przez to, że nie wiem jak tego dokonać, ale przez to, że brak mi narzędzi by to zrobić. Miliony pomysłów. Brak środków. I znów trafia coś na listę tych rzeczy, w kolejce. Do wykonania. Cholerne lenistwo. Kolejny wpis, zamiast kreatywnej realizacji. No cóż. Idę zbierać siły. Palce drętwieją.
A gdzie jest pies? Kaszle!
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Chodzienie wielkanocne
To tu, to tam. W kolejce. Do grobu. Trochę to z cyrku, nieco z absurdu. By czekać. Popatrzeć. Taka karma.
Pierwsze lody dla P. Pierwsze wino. Pierwsza wódka. Jadymy. Sezon otwarty.
Ostatnie zdjęcie. A raczej grób z kościoła garnizonowego w Kaliszu zdecydowanie wygrywa. Wymowny. W nawiązaniu do Katynia.
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Apostazja
... czyli jak stać się wolnym człowiekiem. Bez umoralnień i taniego sumienia. Bez katolickiego pogrzebu, bez księdza. Także afer obyczajowych i tego całego kościelnego materializmu.
Za to z własnym, indywidualnym światopoglądem. Z własnymi poglądami na temat aborcji, in vitro.
Swoje czasu nad tym myślałem. Sprawdzałem. Szukałem.
Apostazja (z gr. odstąpienie, bunt) - odejście od wiary; w pierwotnym znaczeniu - całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej. Współcześnie w polskich realiach i w odniesieniu do Kościoła rzymskokatolickiego formalność polegająca na złożeniu odpowiedniego pisma, które umożliwia "wykreślenie" ze wspólnoty tej religii i skutkuje m.in nie ujmowaniem przez urzędy jak GUS takiej osoby jako katolika / katoliczki.
Co najciekawsze. W wyniku apostazji, według kościoła, wszystkie wcześniej przyjęte sakramenty są ważne. Nie można z nimi zerwać. A więc chrzest nadal jest chrztem, bierzmowanie - bierzmowaniem, akt zaślubin - aktem zaślubin.
I tu największy ból dla całego kleru:
Boga z tego związku nie da się usunąć. Dlaczego? Ponieważ jak można usunąć coś, co nie istnieje?
56 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Put your head on my shoulder
Na dobry początek dnia polecam ♫ Paul Anka - Put Your Head On My Shoulder:
Nawet 10 pączków i utrata 20 ml krwi nie popsuła tego dnia. A na spalenie kalorii polecam 7 kilometrową jazdę rowerem po mrozie na śniegu. Naprawdę super sprawa.
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Trochę wolności
Lubię słuchać polskiego rocka z czasów polski ludowej (PRL). Utwory te mają coś takiego w sobie, co sprawia że człowiek odczuwa wewnętrzną dumę z tego że jest Polakiem, że może więcej niż mógł jeszcze 20 lat temu. Super aranżacje i wewnętrzna immamentna, wolnościowa treść. To coś czego już nie ma w polskiej popkulturze. Buntu, rewolty, idei. Ponadprzeciętności. No cóż pokolenie ’86 i piosenka która mi się z tym okresem kojarzy „budzikom śmierć” (sic!) jest w pewnym słowa tego znaczenia czymś przeciwnym. Sam do niego należę, i niestety – można się tylko cofnąć w czasie. Bo tak naprawdę wszystko jest podane na tacy. Można by było odczuwać wewnętrzny brak motywacji do robienia niczego. Na szczęście tak nie jest. Po prostu teraz motywacja ewoluowała, wraz ze zmianą gospodarki i priorytetów Polaków. To inny parytet. No może tylko nasi dziadkowie żyją w pewnej idei (tej lepszej) PRL’owskiej, która zapewne dodaje im odwagi w poruszaniu się po „dziwnych” dla nich realiach współczesnej Polski. Zapewne nie rozumieją wielu i wiele, tak jak ja nie rozumiem wiele i wielu z tamtej epoki.
A co jest w tym wszystkim najlepsze, a zarazem najgorsze. Co mnie ciekawi od lat. To że Polacy mają świetną zdolność (jak to mówił Owsiak na pamiętnej konferencji prasowej) do dyskredytowania samych siebie. I coś w tym jest. Bo nawet jeśli wziąć pod uwagę, że Polacy to my, a my wybraliśmy polityków to ci politycy właśnie nas reprezentują przez swoje zachowanie. A co za tym idzie – mówimy potem sami do siebie, wewnętrznym głosem – o tym jak to jest źle. I w sumie wypadało by to zmienić – bo za X lat, 20, 30 a może 40 obudzimy się z ręką w nocniku, z 400zł rentą i nadal stwierdzimy jaka to Polska jest głupia i dziwna.
♫ Sztywny Pal Azji - Nasze reggae
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Nerwica natręctw
Czy skręciłem gaz, wyłączyłem żelazko, zamknąłem drzwi, zapłaciłem rachunki, napisałem wszystko, kupiłem co miałem kupić... dzieje się tak co dzień, każdemu. Mi na pewno.
Myśli te męczą. Im częściej chcesz sobie z nimi poradzić - powracają. Im częściej zapominasz - przypominają się. Zawsze. Jak bumerang.
I wydaje się to być obsesją, dobrze znaną z filmu Koterskiego "Dzień Świra". Siedem łyków mineralnej, poranny grzmot, kupa i garstka płatków zwykłych, miodowych i garść owocowych, potem garść kiełków oraz otrąb, łuskanych orzechów. Następnie kawowa górka i mieszanie siedem w lewo, siedem w prawo...
Im bardziej się nad tego rodzajami absurdów życia codziennego zastanawiam, tym bardziej uważam że niewiele brakuje już do tego stanu jakim jest "dzień świra".
Łapię się na podobnych czynnościach. Może nie podcieram się siedem razy i nie myje nóg w tej samej wodzie co wcześniej myłem dupę, ponieważ kąpię się tylko i wyłącznie w dni parzyste. Natomiast są określone czynności życiowe, które można nazwać swoistym rytuałem, bez wykonania których dzień można w pewnym sensie uznać za stracony: łyk zimnej wody na początek dnia, wieczne mycie rąk, czyszczenie paznokci, przyciszanie dźwięku w telewizorze w celu sprawdzenia czy ktoś obcy nie wałęsa się po domu, otwieranie co 10 minut portalu onet.pl, z podobną częstotliwością sprawdzanie poczty, czy też notowanie głupich myśli, co by ich później nie zapomnieć skoro są tak idiotyczne. Można chyba by tak wymieniać do rana. I jestem przekonany, że większość osób (podobno przeprowadzili badania i wyszło że jest to 80% społeczeństwa) ma regularne myśli w postaci natręctw, które aktywizują nas do robienia (bądź nie) określonych czynności regularnie z większym czy tam mniejszym przeświadczeniem, iż jest to w życiu tak bardzo potrzebne jak prozaiczne oddychanie.
7 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Szarobure i kosmate życie
Zdarzają się tacy ... czarno-biali. Gdy odkrywają swoje kolory próbują wyrwać się ze swojej dwubarwnej rzeczywistości. Kolorują swoje życie. Kredkami. Problem jest taki - że używają kredek w odcieniach szarości.
12 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Aktualizacja strategii życia
Pojawiły się owocne, noworoczne pozycje w strategii życia od 289 - 309.
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Los
Większość dni w roku jest nieistotnych. nie niosą żadnych wspomnień. Nie mają też wpływu na kolej naszego losu.
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Świąteczna nauka
Bilans świąt jest nieubłagany. Dodatkowa zwała tłuszczu, przejedzenie i para gaci.
W święta za to nauczyłem się jednego: można prosić o jedno, a chcieć czego innego.
♫ T-Rex - Children of the revolution
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Little Big Time
Znowu coś umarło, znowu coś się śniło. Znowu oszukali nas, znowu coś się popierdzieliło. Tak właśnie mija nas czas...
♫ Happysad - Tak mija czas
2 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Przerywanie
Wniosek na dziś:
Nie przepadam jak ktoś przerywa w trakcie wygłaszania ciekawych myśli.
De facto ja lubię przerwać, skoro ktoś pier... gada od rzeczy... do rzeczy.
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Paradoks nauki
Ostatnio mogliśmy się przekonać (jak donoszą naukowcy) o prawidłowości działania wielkiego zderzacza hadronów (z ang. LHC). Zaobserwowano pierwsze miony.
Ja, za to zaobserwowałem co innego. Nie jest to co prawda mion, ale paradoks nauki: badacze odkrywają jakieś zjawisko, element - w tym wypadku jądro atomu i twierdzą że jest to najmniejsza cząstka na ziemi (np. nauczanie w fizyki w liceum). Następnie jakby było tego mało, sprawdzają co jest w środku...
Wniosek: Jestem ignorantem, bo wiem że w atomie są protony itd a sam atom jest najmniejszą cząstką o właściwościach chemicznych. Ale fakt jest taki - że zawsze jak coś odkryją to w eter leci komunikat o czymś naj - najlepszym, największym, najmniejszym itd.
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Poklikasz?
Czas wylać kolejne żale. Jak dobrze mieć Jogga.
Otóż, do rzeczy. Nie wiem jak można stawiać się w sytuacji na zasadzie „nie chce mi się tego zrobić – udam głupa, niech zrobi kto inny”. To śmieszne. Mnie automatycznie włączają się w umyśle filtry antyspamowe gdy słyszę „Koval, potrzebuje twojej pomocy”.
O nic nie proszę. Nie przepadam także za czyjąś pomocą. Nie oczekuje jej. Najpierw próbuję problem rozwiązać na swój własny sposób (z większym, bądź mniejszym powodzeniem). Wychodzę z założenia, że jeśli czegoś nie umiem – to chętnie się tego nauczę. Czy to podejście jest naprawdę takie straszne? Czegoś nie robisz, to tego nie umiesz…
Wysługiwanie się kimś innym jest dla mnie jednym z największych przejawów ludzkiej bezczelności. Szczególnie u osób, które potrafią nieźle zwodzić swoim urokiem (czyt. kobiety). Przez większość swojego życia spotykam się z tego rodzaju praktykami.
Nie mówię by sobie nie pomagać. Czasami zadawanie pytań lub próśb o totalne pierdoły jest wykonywane z automatu. Tak jak by niektórzy nie znali książek, Google itd (zdolność do poszukiwania i zdobywania informacji). Czy aż tak co po niektórzy są ułomni? A jeden z wykładowców zawsze powtarzał „Aby powiedzieć wam to w 10 min musiałem przeczytać 100 książek. Doceńcie to”. Już znam to uczucie. Po prostu tak jest prościej.
Szala przelewa się za każdym telefonem zawierającym „co u ciebie?”. Czasem nawet nie zdążę zrobić korekcyjnego oddechu. Sprawa jest jasna. Zaraz będę musiał coś pożyczać, pomagać, wyjaśniać a na końcu tłumaczyć się w poczuciu winy. Znałem swojego czasu osobę, która na tego rodzaju pytania reagowała rozłączeniem rozmowy. Sposób radykalny. Ale jakże prawdziwy.
Jednak i są tacy którzy bez skrępowania, z chęcią – bezinteresowną pomagają. Bo chcą. Bo nie mają nic innego do roboty. Bo lubią być docenieni. Dokonują autodestrukcji czasu wolnego. U mnie ani chęci, ani roboty i uznania u innych nie brakuje. Po prostu działa doświadczenie życiowe – „miej w dupie problemy innych” (za strategia życia nr 12).
A gdy już masz wszystkie problemy w dupie – omackiem okazuje się, że inni też mają cię w dupie. Ponieważ tak naprawdę ludzka egzystencja opiera się na „chceniu” czegoś i proszeniu o „coś”. A gdy niczego nie jesteś w stanie już dać od siebie jedną kreską, niczym malarz ścienny, zostajesz zamalowany. Dzzzzzzzzziiiiiiwny jest teń świat.
Wniosek płynie jeden – trudno znaleźć w zabieganym, ze zmienionym modelem konsumpcyjnym świecie kogoś, kto ma czas i chęci na bezinteresowne pogaduszki o dupie Maryny.
14 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Półprawdy
Może w królestwie kłamstwa królem jest ten, kto posługuje się półprawdami?
Cytat z książki Henninga Mankella "Psy z rygi". Notabene niezłe kryminały pisuje.
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Ludzie starsi myślą tylko o jedzeniu
Babcia do znudzenia od 15 lat zadaje mi pytanie:
Wnusiu zjedz coś. Jesteś głodny?
Po tych 15 latach już wiem o co chodzi. Na logikę można by stwierdzić, iż się martwi, troszczy. Nie ma w tym nic mylnego. Jest jednak drugie dno - ludzie w jej wieku nie mają już aspiracji na robienie kariery, zdobywanie majątków, czy kupowanie nowego telewizora. Liczą się dla nich bardziej przyziemne rzeczy: co zrobić na obiad, co kupić na śniadanie itd. Wszystkie sprawy życia codziennego obracają się tylko i wyłącznie (generalizując nieco) wokół jedzenia.
Sprawa nabiera rumieńców gdy zastanowimy się jaki nastąpił postęp za ich życia. Co się stało, co się wydarzyło. Pierwsza wojna światowa o której słyszeli od własnych rodziców, później druga którą mieli szczęście przeżyć. Następnie bieda, komuna, braki na półkach. Manifestacje "chcemy pracy i chleba" itd. Ich czasy nie były dobre. Odegrały znaczącą rolę w ich psychice, osobowości i teraźniejszym postępowaniu. Już od najmłodszych lat życie zaszczepiło w ich DNA wieczną walkę o przetrwanie. Może i świat się nie zmienia - bo nadal emeryci i renciści walczą. Bój toczy się z niskimi emeryturami i świadczeniami socjalnymi, drogimi lekami, służbą zdrowia. Głównym tematem towarzyskim jest choroba, natomiast problemem egzystencjalnym - potrawa do ugotowania w południe.
Zdając sobie sprawę z tego jakimi przesłankami kierują się takie osoby, co zrobiły, a czego nie, jak myślą i czego jeszcze oczekują od życia - zaczynam je rozumieć. Ich frustracje, bezsilność, problemy życia codziennego. Dla wielu, w tym dla mnie są one błahostką którą można odrobiną chęci rozwiązać w kilka minut.
Pytanie brzmi, czy gdyby nie one (problemy), czy życie tych osób miałoby dla nich jakiś większy sens?
5 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Promocja schabu w Carrefour
Swoiste ubydlenie społeczeństwa. Podobne obrazki można było zaobserwować za czasów poczciwych marketów Hit, gdy dobrotliwy Niemiec w każdym dużym mieście otwierał sklep za sklepem. Do dziś widzę te dantejskie sceny, przepychanki wózkowe i tłumy ludzi biegnących po koszyk. W końcu to taki szpan, być pierwszym po schab.
Biegną jak by nigdy nie jedli. Swoista kultura marketowa.
18 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Podzielność zajęć
Jestem perfekcjonistą. Staram się nim być. Z czasem zaczynam dochodzić do wniosku że chyba nie do końca jest to pozytywne. Otóż będąc nim, nie mogę skupić się na kilku rzeczach jednocześnie. Bo albo zrobię je nie tak jak bym chciał, albo w ogóle. Wychodząc z założenia - jeżeli nie możesz zrobić czegoś dobrze, nie rób tego, lub odłóż to na później. To męczy.
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Być liderem
Bądź liderem! Bądź elastyczny! Wskazuj kierunek! Nie oglądaj się za siebie!
Na słuchaniu najwięcej się zarabia. Słuchanie to świetny biznes. Mówienie także. Byle mówić dobrze, na temat. Im bardziej przejrzysty biznes, a co za tym idzie mówienie – tym więcej wart jest twój interes.
... myśli nieuczesane… ot tak. Z głowy... same urosły.
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Szkoła
Sama świadomość tego wkurwia. Wkurwia dzielenie ludzi na "ty potrafisz, ty nie potrafisz". A jak ktoś czegoś nie potrafi to co?
To masz przesrane... jesteś w d.
10 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Też tak chce
Sawanci mają taką zajebistą zdolność, o której zwykli ludzie mogą pomarzyć. Widzą świat taki jaki jest. Rzeczywistość którą dostrzegają jest prawdziwa, nieskażona ramami kulturowymi, przyzwyczajeniami czy też wpływem innych, także reklam. Ich życie przez to jest prostsze. Możliwe że mniej zróżnicowane i monotonne. Ale na pewno wolne od wszechogarniającej manipulacji.
♫ Jimmy Cliff - You Can Get It If You Really Want
Btw. Umiejętność obliczania pierwiastków, liczb pierwszych w pamięci też by się przydała. Trystero dziś wywnioskował, że wszystkie dyplomy są dobre ale niektóre są lepsze. Szczególnie chodzi o te w których matematyka to 100%.
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Moda na wyśmiewanie wszystkiego
Wszystko zaczęło się od tego, że wkurzyłem się zobaczywszy na NK śmiechy i chichy odnośnie nowej opcji „śledzik”. Pojawił się kolejny ruch społeczny umieszczający szydzące obrazki w galerii pt „nie dla śledzika”. Kilku znajomych stwierdziło, że zamiast śledzika powinna być „wódeczka”, ktoś inny, że coś tam tralala. Wtedy też kumpel skwitował całą tę sytuację jednym stwierdzeniem:
Koval, ostatnio jest modna na wyśmiewanie wszystkiego
I chyba to jest klucz do rozwiązania takiego a nie innego zachowania społeczeństwa. A to jedni śmiali się z prezydenta (wiem, sam to robiłem), inni z Tuska, innych polityków, głównie PiSu, ciot, gejów, blachar itd.
Prześmiewanie – ok. Nie mam nic do tego. Ale gdy robi się to zbyt często, nagminnie – jest to, co najmniej niesmaczne, żałosne, nie na miejscu. Czasami nie chce mi się podobnych dyrdymałów słuchać. Sprowadzanie wszystkiego do absurdu nie jest chyba już domeną stylu. Społeczeństwo jako masa sama w sobie zawsze było, jest i będzie głupie, zacofane. Idealnym przykładem są Pokemony będące kilka lat temu trendy [Lay'sy, serial animowany itp]. Niestety, popularność jaką emanowały spowodowała, że z czegoś ciekawego przeistoczyły się w symbol obciachu. Przykładów takich jest bez liku.
Szale goryczy przelał program „Odliczanka” na Vh1. Pop kultura w krzywym zwierciadle. Dziś zaprezentowano serię najbardziej kiczowatych utworów. Wśród nich takie hiciory moich młodych lat jak:
- ♫ Mr President – Coco Jambo
- ♫ Survivor – Eye of the tiger
- ♫ Los Del Rio - La Macarena
Nie wspomnę już o tym, że utwory były komentowane przez takie gwiazdy jak Koniu, Tede. Brakowało jeszcze Skiby. Wszyscy idealnie mogliby stworzyć prześmiewczy trójkąt błaznów, w którym nawzajem licytowaliby się, kto powiedział śmieszniejszy tekst. Wszystko oczywiście opatrzone jak największą ilością metafor.
Z drugiej strony nie ma, co się dziwić – takie osoby jak te, który wyżej wymieniłem idealnie wpasują się w stwierdzenie kumpla zacytowane na początku wpisu. Nic nie poradzi się na to, że takie a nie inne rzeczy sprzedają się w polskiej telewizji. W końcu 100% komercja. Pop kultura się rozwija.
Wniosek: Z umiarem chamy.
5 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Życie to jedno wielkie zaburzenie psychiczne
Zastanowiła mnie jedna rzecz - czy ludzie, którzy mają ileś tam związków za sobą, mniej lub bardziej udanych zastanawiają się nad nimi. Zapewne budzą się samotni, na podłodze, podnoszą ciężką głowę i dukają sami do siebie:
Hej... czy to moja wina?
To chyba coś w rodzaju pobudki z ręką w nocniku. Trochę się przysnęło, człowiek się wybudza z hipnozy, patrzy a tu ma 40 lat swojego życia za sobą. Myśli - cholera gdzie ja to przepierdoliłem?
Czasami sam się na tym łapie. Siedzę w domu, godzinami. Zupełnie bez celu. Oglądam ambitne programy, discovery, te sprawy. Zupełnie mnie nic nie rusza. Gdy w TVN24 leci materiał o biednych dzieciach, kobietach gwałconych dwadzieścia razy przez swoich ojców po prostu uśmiecham się sam do siebie. Mówię "no way" i przełączam dalej. I tak mijają sekundy, minuty, godziny. Nic się nie dzieje.
Hej... czy to moja wina?
Cholera wie... Nie czuje by moje życie było puste. Wręcz przeciwnie - czuję się szczęśliwy. Niczego nie brakuje. A jednak, czuje się niedosyt. Bo zawsze można lepiej, bardziej i szybciej...
Z nudów założyłem FaceBooka. Bardziej pokurwionego narzędzia do kontaktów społecznych nie widziałem. Naskryptowali stronę tak, że momentami FF nie daje rady. Ale to i tak najmniejszy problem. W teście na posiadane zaburzenia psychiczne wyszło mi:
Masz w dupie zakazy i nakazy, często kłamiesz, nie lubisz ludzi, to takie małe gówienka na twojej drodze, uważasz żeby w nie nie wdepnąć, masz wiele imion, ale czujesz, że tylko jedno do ciebie pasuje, nie masz wyrzutów sumienia, czasmi przeszkadza ci samotność
ciężko z tobą wytrzymać, wszystko ma być idealnie, wolisz idealnych przyjaciół od tych których masz, a tych nie masz zbyt wielu, pochłaniają się regulaminy i porządek, lubisz oszczędzać, lubisz mieć wszystko pod kontrolą
Hej. Viva Kac Vegas...
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Myślenie czasem zajmuje zbyt dużo czasu
Nie sądzę żeby ludzie zbyt dużo sądzili na temat innych osób. Po prostu my zbyt często myślimy że inni cokolwiek myślą na nasz temat.
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Burza
Do dziś słychać echa ostatniej nawałnicy. Wiele miast i miejscowości dostało po dupie. Sam widziałem przez okno jak piorun strzelił sobie w coś daleko. I zonk... cisza.
Dzień później nastała sielnkowo-obłoczkowa pogoda:
Jak gdyby nic takiego się nie stało...
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
5 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Wyścig szczurów
Przeprowadziłem długą rozmowę na Gtalku o dyplomach, studiach i takich tam pierdołach. Wniosek jaki mi się nasunął po takim owocnym gaworzeniu jest taki, iż żałosnym jest robienie kolejnego kierunku, kursu, papierka tylko dla idei samej w sobie.
Ktoś kiedyś rzekł:
Teraz magistra mają wszyscy. Trzeba mieć dwa kierunki, języki.
Wtedy byłem jeszcze leszczem. Nie wiedziałem, że to bullshit. Nie wiedziałem, że często ludzie mają 2 tony siana w głowie w parze z 2 kierunkami w gratisie.
Jak dla mnie można się chwalić n kierunkami i dyplomami. Pytanie tylko – co z tego wynika? Według mnie nic nadzwyczajnego. Otóż uważam że tak jak 40 lat temu ważna była zawodówka, 20 lat temu wyższe wykształcenie, to od powiedzmy 10 laty nie jest ważne nic co ma w sobie stempel jakiejkolwiek uczelni.. Tak jak w matematyce mawia się, iż jest warunek konieczny i wystarczający. Sam papier pomaga. Jest on warunkiem może i koniecznym, ale nie wystarczającym.
Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że naprawdę zdolni, z głową na karku mają szanse na całkiem przyzwoite pieniądze. Nie mają oni często 2 kierunków i 5 języków obcych. W zamian za to posiadają zdolność logicznego myślenia, kreatywność, innowacyjne podejście do spraw życia codziennego, wizje itd. Można naprawdę wymieniać w nieskończoność. Z pewnością jest ono z goła inne od tego książkowego.
Potwierdzeniem takiego stanu rzeczy z pewnością są rozmowy rekrutacyjne PricewaterhouseCoopers. Wykształcenie jest ważne, wiedza również. Natomiast nie posiadając określonych zdolności (które ujawniają się podczas specjalnych testów) nie ma się szansy na pracę w tej korporacji.
Sam byłem na wielu rozmowach kwalifikacyjnych. Mimo, że część z nich była wpajaniem marzeń. To wyniosłem z nich jedną ważna rzecz – dyplom jest ważny do momentu wejścia na rozmowę rekrutacyjną. Potem stan rzeczy weryfikuje życie… I całe szczęście.
Wniosek: Bądź bardzo dobry w 1 rzeczy, zamiast być średnim w 5
16 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Przypuszczam że wątpie
Czasem przychodzi mi przypuszczać i zwątpić, czasem przypuszczać i wątpić. Ale najgorsze jest ciągle wątpić w ludzi i liczyć że nagle obudzą się z wiosennego snu.
Nic więcej, tylko kolejne stracone 10 sekund życia. Wankers!
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Złoty środek na sukces wg. Stanisława Tyma
Moi drodzy – jak to mawiał Stanisław Tym:
Dobre samopoczucie to połowa sukcesu. Natomiast bardzo dobre samopoczucie to cały sukces
Otóż to. Nie ważne to co mówią inni. Jeżeli człowiek czuje się pozytywnie w danej sytuacji może o wiele więcej. Przykładowo siedząc w ulubionym lokalu, na ulubionym krześle w domu nasza elokwencja do robienia i mówienia pewnych rzeczy z pewnością wzrasta. Ten sam efekt widać w studio podczas programu Kuba Wojewódzki – pewny siebie, w dobrym samopoczuciu, jak we własnym domu. Momentami bezczelny, nawet bezpruderyjny. W środowisku nieznanym, mało przyjaznym, gdy człowiek czuje się nieswojo nie ma szans na osiągnięcie sukcesu. Po prostu nie rozwinie skrzydeł.
O magicznych właściwościach zaprzyjaźnionego miejsca mogą przekonać się wszyscy ci, którzy prowadzą często negocjacje. Odpowiednie rozmieszczenie oponentów rozmów może na tyle wyprowadzić z równowagi, co spowodować ich porażkę (rażące światło z okna, ciągle otwierające się drzwi, niewygodne krzesło, niesmaczna kawa).
Jedyny wniosek jaki mi z tego płynie na dzisiejszy wieczór to taki, aby pracować w domu. Wtedy środowisko pracy nam sprzyja.
Tak właśnie robie. Aktualnie nie lubię biur, klimatyzacji, korporacyjnego bałaganu i hałasu. Uwielbiam natomiast swój komputer, biurko, łóżko, telefon i krótkie spodenki. Może kiedyś się to zmieni. Na dzień dzisiejszy odczuwam bardzo dobre samopoczucie…
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Automatyzm jako narzędzie kreowania pesymizmu u ludzi
Każdy z nas zna takie osoby, które czują się niemiłosierne mądre, pewne siebie, lepsze od innych, ale i także takie, które uważają siebie za kogoś brzydkiego, głupiego i tępego. Do napisania tej notki zainspirowałem się wpisem pt „Jestem brzydka”.
Zawsze zastanawiało mnie to jak się dzieje, że ludzie tłamszą w swojej głowie tak negatywne myśli (poruszę tę drugą opcję, ponieważ pewność siebie już swojego czasu opisywałem). Problem tych ludzi polega między innymi na tym, że gdyby ich spytać, jakie momenty w życiu pamiętają z pewnością powiedzieliby, że takie, które potwierdzałyby ich otępienie.
W głowie takich osób pojawiają się obrazki jak nauczyciel wręcza im sprawdzoną kartkówkę, w której wszystko jest na czerwono, jak dostają uwagę do dzienniczka, jak nie zdali egzaminu, jak uczyli się tydzień a i tak otrzymali ocenę niedostateczną.
Przyznać trzeba, że takie obrazki nie należą do pozytywnych. Związane są one z bardzo dużym stresem i przeżyciami wewnętrznymi danej osoby. Są głęboko zakorzenione w podświadomości takiej osobie i działają na zasadzie automatyzmów. Pojawiają się automatycznie w określonych sytuacjach np. gdy dostajemy kolejne trudne zadanie do wykonania. Taka osoba od razu neguje powodzenie wykonania takiego celu. Co najlepsze – posiada automatyzm pt „ktoś powiedział że jestem głupi”. Jest przewrażliwiona na własnym punkcie. Ma wrażenie że wszyscy ją atakują. Jest to nie tyle co złe dla tej osoby, ale i wkurwiające dla jej otoczenia.
Jaka recepta? Złotego środka nie ma. Są różni ludzie i różne sposoby myślenia. Zmiana takich automatyzmów z pewnością nie jest łatwa. Pierwszym krokiem jest permanentna chęć zmiany. Jeżeli ktoś czuje się szczęśliwy będąc takim to nie ma potrzeby tego zmieniać. Znam wiele osób, które w ten sposób kokietują innych, chcą współczucie, pomocy. Wykorzystują tych, którzy lepiej sobie radzą. Coś zupełnie podobnego jak robią to osoby starsze bądź niepełnosprawne. Po prostu tak jest łatwiej.
♫ Dj Aqeel - Tu Tu Hai Wahi
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Życie wieczne
Gdybym wierzył w życie wieczne musiałbym zmienić całe dotychczasowe życie. Na szczęście nie muszę.
To prawda...
♫ Ting Tings - We Walk (Radio Edit)
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Prawo przyciągania
… czyli przypadki nie istnieją?
Od godziny 15-16 zająłem się projektem na zarządzanie strategiczne pod tajemniczą nazwą „Brain Power Cafe”. Ogólnie projekt polega na wykorzystywaniu i kształtowaniu przyszłego potencjału umysłu tudzież mózgu. Nie będę wnikał w szczegóły bo jeszcze ktoś mi skopiuje projekt i za kilka lat okaże się, że w Warszawce powstanie kolejna innowacyjna na skalę światową kawiarnia.
Po skończeniu projektu, przeczytaniu kilku artykułów na temat synestezji stwierdziłem, że czas najwyższy na relaks przed telewizorem. W związku z tym, że Multimedia zmieniła o dziwo kolejność kanałów (nie wiem czemu, ale pamięć programów się zresetowała) wybrałem losowy kanał nr 42. Dziwnym trafem trafiłem na Discovery Channel. I ku mojemu zdumieniu zobaczyłem program pt „Superludzie”, w którym prezentowane są spotkania z ludźmi, którzy pochwalić się mogą niezwykłymi zdolnościami, godnymi filmowych superbohaterów. Przekonujemy się, że tacy ludzie naprawdę żyją wśród nas. W Szwajcarii mieszka kobieta, która potrafi wykorzystywać zmysły i "czuje" smak muzyki. W Turcji spotykamy malarza z jednym okiem, którego prace dorównują dziełom mistrza Renesansu, Fillipa Brunelleschiego. W Holandii natomiast odwiedzamy mężczyznę, który świetnie czuje się w ekstremalnie niskich temperaturach. Światowej sławy genetycy, biolodzy i wynalazcy prezentują wyniki najnowszych badań. Próbują także wyjaśnić, dlaczego niektóre osoby posiadają zdolności, których nie można już określić jako ludzkie oraz jakie są granice ludzkich zmysłów i możliwości.
Szokujące dla mnie było to, że pierwsze zdanie które usłyszałem z telewizora zawierało słowo „synestezja”. Przypadek? Prawo przyciągania? Przeznaczenie? Siła podświadomości?
Z reguły nie wierzę w przypadki. Nic nie dzieje się przypadkiem. Wszystko można wytłumaczyć i wyjaśnić. Lecz kolejny raz takiego zdarzenia, w którym myśli spotykają się w jednym momencie z rzeczywistością nie potrafię wytłumaczyć. To już któryś raz z kolei.
Takie zjawiska w moim życiu tłumaczę „prawem przyciągania” lub "kontaktem z bogiem na specjalnych zasadach". Samo prawo świetnie eksplikuje film mocy „Sekret” do którego odsyłam zainteresowanych. Tłumaczy, na zasadzie „bo tak jest”, ale nie wyjaśnia fundamentów powstawania takiego stanu rzeczy. Może kiedyś… Kto wie.
♫ ATC- Around The World
Wniosek: Przyciągaj dobrą karmę
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Możesz udawać
W sieci można udawać wszystko, z wyjątkiem tego, co się naprawdę liczy.
Nie możesz udawać inteligencji, poczucia humoru ani błyskotliwości... złośliwości, przewrotności, ani całej reszty twojej paskudnej, fascynującej osobowości.*
I w odróżnieniu do prawdziwego życia... w tym ostatnim możesz udawać wszystko i stać się tego mistrzem.[?]
2 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Czuję się jak puzzle
Jakby to nazwać jednym słowem, jedną frazą, zlepkiem nic nie znaczących w kulturze popularnej słów:
Wiosna mnie rozkurwia!
Ależ ja żem ładnie uogólnił...
Nuda, totalnie nie wiadomo co robić, nic się nie chce, nauka ciężko idzie. Jeszcze brakuje tych roznegliżowanych łani, facetów z nagim torsem w skarpetkach i sandałach jednocześnie. I żeby tradycji stało się zadość - dzieciaków robiących beat z odbijanych piłek... za oknem ... na placu.
♫ Coldplay - Talk
Wniosek: Matko bosko częstochowsko
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Z partyzanta
Nie mam siły rozkminiać ludzi. To się pogłębia. Ten olewczy i pogardliwy stosunek do innych... A mawiają że jestem arogancki. Mam to gdzieś. Ja to nazywam podejściem z dystansu, z partyzanta.
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Wyzwolenie od przeszłości
W tym tygodniu pokusiłem się na obejrzenie „Dziennika Nimfomanki”. Film niewątpliwie świetny i godny polecenia. Ale nie o tym…
W końcówce filmu jak zwykle (typowe dla mnie) znów wychwyciłem myśl przewodnią filmu:
Niektórzy są przyszłością dla naszej przeszłości. A niektórzy wspomnieniem naszej przeszłości.
Idealnie uzmysławia to, że czasem trudno jest oddzielić grubą kreską „teraz” od „historii”. Wręcz jest to niemożliwe, ponieważ zawsze znajdziemy na swojej drodze osoby które przypominają nam o naszej przeszłości.
Na szczęście w przyrodzie nic nie ginie i żeby tradycji stało się zadość znajdujemy w swoim świecie takich, którzy powodują, że przeszłość jest tylko niemiłym wspomnieniem tego co nas kiedyś spotkało.
♫ Wamdue Project – King Of My Castle
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Dwie twarze
Bądź dobrym człowiekiem – nawet wtedy gdy myślisz że nikt nie patrzy.
Tak dokładnie. To działa. To funkcjonuje. To żyje. A to dlatego, że sam się na tym złapałem. Jeżeli wiemy, że ktoś z na nas patrzy (ba jest to nasz znajomy, ktoś z rodziny, osoba bliska) zachowujemy się często inaczej niż sami chcemy. Włącza się coś niemal podobnego jak to u kobiet na chwile przed seksem – „lat minute resistance”. W tym wypadku jest to wewnętrzna blokada powstrzymująca pewnego rodzaju ego, popędy, żądze.
Przykładowo idąc po mieście widzisz irytujące zachowania innych, ktoś pluje ci na buta, ktoś inny plami cię lodem śmietankowym, ktoś inny trąca barkiem a ptak sra na twoją nażelowaną fryzurę. Masz ochotę krzyczeć ponad miarę. Jednak tego nie robisz. Powstrzymuje cię głupawa myśl:
Co ludzie powiedzą?
Kiedyś jakaś dziewczyna (już nawet nie pamiętam kto) powiedziała mi, że jeżeli chcesz przekonać inną kobietę do siebie musisz być miły. Nie koniecznie dla niej, ale przykładowo podczas randki w restauracji dla kelnera.
Ktoś inny przytoczył mi pewną teorię identyfikującą swoiste zołzy (kobiety które udają by poślubić faceta, następnie dokonawszy tego stają się wrednymi narzekającymi, marudzącymi miungwami którym nic nie pasuje). Należy min. bacznie zwracać uwagę na to jak zachowują się w obecności twoich rodziców. Szczególnie wobec teścia. Jeżeli wyczuwasz pogardę z jej strony do własnego ojca – jest to idealna kandydatka na zołzę.
Przypadków takich na pewno jest bez liku. Fakt, żeby umieć zaobserwować dane zjawisko o którym mówię. Często mamy przynajmniej dwie twarze. Tą przeznaczoną dla otoczenia i tą prawdziwą, która przedstawia to jakimi ludźmi jesteśmy.
Stąd od dziecka (może podświadomie) lubię obserwować zachowania ludzkie w określonych sytuacjach. Jak przechodzą, jak się poruszają, jak mijają. Ich gestykulację, wyraz twarzy, postawę. Wydaje mi się to prawdziwe. Naturalne.
I nie bez kozery mówi się:
Popatrz, ludzie przyjdą i sobie pomyślą o tobie
To odwołanie do tego bezprecedensowego przypadku o którym mówię. Do przypadku w którym każdy na wzorzec ram kulturowych próbuje ukryć przed innymi prawdziwość własnego ja…
♫ Beirut - Postcards From Italy
Wniosek: Obserwuj ludzi z ukrycia



