Grecja 2009 vol. 2 / Nea Skioni
Nea Skioni, mała miejscowość turystyczna na jednym z trzech palców Chalkidiki - Cassandrze.
Ma swoje plusy i minusy. W gruncie rzeczy jestem zadowolony ze spędzonego tam czasu. Dało radę odpocząć. Z resztą to samo twierdzą Grecy przebywający tam na wakacjach [znalazłem odpowiedz na odwieczne pytanie "gdzie na wakacje jeżdżą Grecy?"]. Dość charakterystyczne dla tej miejscowości jest wszechobecny spokój i totalny chillout. Nikomu się nigdzie nie spieszy, a życie toczy się zupełnie innym tempem niż w sąsiedniej Furce czy Kalitei. Ceny też o wiele mniejsze...
Więcej zdjęć w albumie na flickr.
Grecja 2009 vol. 1 / Thessaloniki
Po 12 gorących dniach na greckiej ziemi wyglądam jak murzyn. Na pierwszy ogień idą fotki z Salonik.
Do obejrzenia standardowo: Łuk Galeriusza, Rotunda, Pałac Galeriusza, mury obronne, agora (tradycyjny rynek), Biała Wieża.
Same Saloniki sprawiają wrażenie nowoczesnego miasta. Co najlepsze i tutaj jest problem z zaparkowaniem. Mimo zakazów samochody stawiane są gdzie popadnie. Sposób prowadzenia aut przez Greków jest podobny do tego znanego min. z Francji czy Włoszech [stukneło się? jadymy dalyj].
Nie tylko Warszawiacy mogą narzekać na przekopanie wzdłuż i wszerz swojego miasta. Aktualnie w Salonikach budowane jest metro. A więc część ulic jest dodatkowo zamknięta. Wokoło panuje przeraźliwy hałas młotów pneumatycznych [mimo zakazu używania klaksonów]. Do wszystkiego trzeba dodać korki uliczne, kurz i wchodzących pod koła Greków.
Jak w większości miast świata, znajdziemy i tutaj urokliwe, klimatyczne miejsca: tradycyjny targ [oliwki, owoce, ryby], nabrzeże portowe i promenada z widokiem na Białą Wierzę, pasaż handlowy gdzie na długości 200 metrów znalazłem takie marki jak Armani, Dolce & Gabana, czy Louis Vuitton.
Dimitris Mitropanos - Thessaloniki
Wniosek: Jamas!
Więcej zdjęć w albumie flickr'a.
Paintball Kalisz cz. 2
Tak jak obiecałem, daje kolejne fotki z rozgrywki paintballa nad zalewem murowaniec niedaleko Kalisza.
Było kilka siniaków. Tak czy siak warto było pobiegać sobie, ubrudzić troche kombinezon i zdjąć kilku znajomych strzałem między oczy.
Jakby ktoś chciał sobie postrzelać to polecam Paintball w Kaliszu.
Mechanizm zegarowy kaliskiego ratusza
Zainstalowany został w 1925 roku i zaopatrzony jest w zachowaną do dzisiaj, tabliczkę świadczącą o obfitości dawnych mieszkańców naszego miasta: "Ufundowany przez prezydenta Mieczysława Szarrasa i ławnika Zygmunta Grossa ze składek mieszkańców Kalisza".
Zegar ten zbudował Rafał Władysław Stilter. Zobowiązał się jednocześnie, że dopóki w rodzinie Stilterów będzie zegarmistrz, dopóty zegar ten będzie konserwowany i naprawiany bezpłatnie. Wola ofiarodawcy jest wypełniana do dnia dzisiejszego. Rodzinnego zegara dogląda obecnie wnuk Rafała Władysława - Ryszard. Mimo sporych kosztów, robi to bez zniecierpliwienia bowiem jak sam twierdzi, wola dziadka jest dla niego święta.
Jak na tamte czasy zegar był jednym z najnowocześniejszych. Zaprojektowany przez firmę J.F. Weule Bockenem. Wyposażony jest w silnik elektryczny o mocy 1 KM, dzięki któremu, codziennie o 10 rano, sam automatycznie się nakręca. Tarcza zegara ma trzy metry średnicy, wskazówki ważą po 12 kilogramów, wahadło 35, a największe koło zębate 50 kilogramów. Mechanizm rozdzielczy wskazówek na tarczach jest czterostronny. Mimo upływu wielu lat zegar nadal wykazuje nadzwyczajną wręcz dokładność. Odchylenia miesięczne nie przekraczają jednej minuty.
Suburbia Kalisza
... czyli Szczypiorno.
... i nawet kibitki były:
A na końcu prawie się zgubiliśmy w otchłani zboża, trawy, wzgórków i pagórków.
Polska - Brazylia / Łódź / Liga światowa
Niestety 0:3. Impreza i doping jak to na prawdziwych polskich kibiców przystało. Kilka znajomych twarzy się widziało. Studio Polsat Sport odwiedzone. Dzisiejszy dzień zaliczam do tych udanych. W kalendarzyku odhaczone...
Btw. Hale niezłą postawili.

Wszystkie fotki na Flickr.
Soldier of Fortune na żywo
... czyli paintball nad murowańcem koło Kalisza.
♫ Faithless - Insomnia
Wniosek: Pomaluj świat na żółto i na niebiesko
Majówka cz. 3 / Rogalin
Pałac należący do rodziny Raczyńskich.
I na koniec jeden z najstarszych dębów w Polsce liczący sobie ponad 700 lat.
♫ Enigma - Sadeness
Majówka cz. 2 / Kórnik
Na dzisiejszy ogień poszedł pod poznański Kórnik.
I tak przy okazji... to "panie grzybiarki" w leśnych prześwitach drożnych dość znacznie obrodziły. Szkoda, że umieją tylko kilka słów po Polsku, min. "Pałka tridzieści"...
♫ T.I. ft. Justin Timberlake - Dead and Gone
Dolina rzeki Swędrni
Swędrnia to mała rzeka która wpływa do Prosny w Kaliszu. Nigdy nie bylem w tej części, w której teren przez który przepływa nazywany jest Doliną Rzeki Swędrni. Jest to obszar chronionego krajobrazu. Zdjęcia udowadniają dlaczego...
Czasem jednak znajdą się jakieś "kasztany", którym nie wystarcza jeżdżenie po starych gliniankach. Klub 4x4 z Kalisza udowadnia teorie "stopy w drzwiach". Jak to napisał ktoś w Internecie: "Zabawa trwa! Popkultura się rozwija", a Obszary Chronionego Krajobrazu Dolin rzek Swędrni i Prosny odchodzą na dalszy plan.
Stacja przekaźnikowa Mikstat
W kierunku do Wrocławia na swojej drodze spotkałem ot takie to cudo polskiej myśli technicznej:
Wysokość - 273 m. Jest tak wysoka, że musiałem robić to na 2 zdjęcia.
Kaliszobranie II
Z okazji pierwszego dnia wiosny Urząd Miasta Kalisz zorganizował II Kaliszobranie - imprezę cykliczną mającą na celu przedstawienie najstarszego miasta Polski - Kalisza.
W dzisiejszej odsłonie - Zakon Franciszkanów w Kaliszu i nie tylko...
I na deser - słoninka...
Reszta na flickr.
Opuszczone vol. 2
W dzisiejszym odcinku stary elewator zbożowy przy nieczynnych już bocznicach kolejowych. Chyba jedno z najbardziej tajemniczych miejsc Kalisza.
♫ Frou Frou - Details - Hear Me Out
Opuszczone vol. 1
Korzystając z ładnej pogody, z P. wybraliśmy się na małą przechadzkę po nieco magicznych, nieco opuszczonych i nieco zapomnianych miejscach Kalisza.
Pierwsze zdjęcie to Elektrociepłownia Piwonice od zaplecza. Następne shoty to stara, opuszczona rampa przeładunkowa węgla i żwiru na Winiarach. Natomiast ostatnia fotka to stara cegielnia na Tęczowej. Niestety ze względu na duże błoto o tej porze roku sesja w tym miejscu została przeniesiona na inny termin. Więcej na photostreamie.
Spacer po peryferiach miasta
Mieszkam niby to w centrum, niby na peryferiach. To takie niesamowicie magiczne miejsce - cisza, spokój i wszędzie blisko. Do ratusza mam 10 min drogi z buta. Natomiast takie oto miejscówki widzę już z okna.
Nocne opady śniegu przyczyniły się do dzisiejszego śnieżnego spaceru z P.
Powyższy most kolejowy leży na linii kolejowej Łódź Kaliska - Forst i został zbudowany w 1902 r. Jest to najdłuższy most w Kaliszu. Liczy sobie 125 metrów długości. Od dłuższego czasu nie byl remontowany, stąd jego specyficzny klimat.
♫ Hampenberg - Love In Siberia
Zima się rozpędza
Mała zimowa, mroźna, czarnobiała sesja nad zalewem Szałe.
Warunki pogodowe: -5C, zachmurzenie, lód na wodzie niecałe 1cm grubości. Statyw przymarza do ręki.
Wszystkie zdjęcia na flickr.
Twierdza Poznań zdobyta
Tak zgadza się. Z P. zdobyliśmy jeden z centralnych punktów poznańskiej twierdzy Poznań - Fort Winiary, położony na wzgórzu winiarskim, zwany potocznie cytadelą.
I na koniec coś na co trafiliśmy w Forcie. Znicz na moście. Prawdopodobnie po kimś kto skoczył. Na dole znajdowała się taśma mająca ochraniać miejsce zdarzenia.
Trochę historii o tym miejscu: Pod względem architektonicznym Twierdza Poznań była dziełem nowatorskim. Po raz pierwszy bowiem zastosowano tu system fortyfikacji nazwany później "nowopruskim". Wybudowana w myśl założeń systemu nowopruskiego Cytadela, zajmowała obszar ok. 100 ha. Zewnętrzne umocnienia z fosami wzniesiono na planie wielokąta. Kernwerk tworzyły trójkondygnacyjne podpiwniczone koszary posiadające w części tylnej dwie wieże obserwacyjne z tarasami artyleryjskimi. Prowadziły do niego mosty: główny, dla artylerii oraz dla piechoty. Od południa reditę zabezpieczały śluzy: Mała - na Wierzbaku i Wielka - na Warcie. Mogły one spiętrzać wody, tworząc rozlewiska na przedpolu twierdzy. Na końcach obu śluz usytuowano forty: Wojciecha ( Fort Hake ) - przy Małej Śluzie oraz Przyczółek Mostowy (Fort Roon) - przy Wielkiej Śluzie. Całość twierdzy otoczona była wałem głównym, wzmocnionym od północy trzema bastionami i czterema wysuniętymi rawelinami, od strony południowej koszary flankowane były ogniem z czterech samodzielnych redut. Łączna długość zewnętrznej linii obronnej wynosiła ok. 3 km. Cytadelę otaczała sucha fosa szerokości 6 - 32m i głębokości ok. 7m. Wszystkie wzniesione obiekty posiadały mury ceglane o grubości 1,3 - 1,8m. Dookoła całego kompleksu fortecznego prowadziła tzw. kryta droga na stoku bojowym. W swoich dziejach twierdza spełniała różne funkcje. Więziono tu polskich spiskowców po powstaniach 1846, 1848 i 1863 r. (m.in. L. Mierosławskiego, Wł. Niegolewskiego, W. Stefańskiego), oraz jeńców wojennych po zwycięskich dla Prus wojnach z Danią (1864), Austrią (1866) i Francją (1870-71). W czasie I wojny światowej winiarska twierdza znalazła się poza obszarem działań zbrojnych. Opanowana bez walki przez powstańców wielkopolskich (29 XII 1918 r.), stała się ośrodkiem formowania I Pułku Strzelców Wielkopolskich orazI i II Batalionu Telegraficznego. Po zajęciu Poznania przez Wehrmacht (10 IX 1939 r.), w forcie wieziono jeńców wojennych - najpierw polskich m.in. gen. bryg. Romana Abrahama), później brytyjskich i radzieckich, natomiast w południowo - zachodniej części fosy urządzono strzelnicę doświadczalną filii zakładów Deutschen Waffen- und Munitionsfabriken AG (H. Cegielski). Znaczenie militarne Cytadeli wzrosło nieoczekiwanie na przełomie 1944/45 r. Stała się wówczas głównym punktem oporu kilkudziesięciotysięcznej niemieckiej załogi Festung Posen. Zdobyta po pięciodniowym szturmie 23 II 1945 r., pochłonęła życie kilkuset żołnierzy i oficerów Armii Czerwonej oraz mieszkańców Poznania (tzw. cytadelowców), zwerbowanych przez Rosjan. Był to pierwszy i ostatni jak się okazało wojenny epizod w dziejach twierdzy. W trakcie walk częściowemu zniszczeniu uległa redita koszarowa, pozostałe obiekty ocalały niemal w całości.
Za: Jarosław Bączyk, Zarys historii Cytadeli (Fortu Winiary), Wielkopolskie Muzeum Walk Niepodległościowych
Więcej moich zdjęc na flickr...
Na ryneczku
Ruscy już wyjechali... klientów też nie ma. Pozostało tylko jedno.
A pod tęczą ścisk i gwar babć...

Fitness duchowy
Przyjeżdża tam wielu takich, co pragną spokoju, wyciszenia. Są wśród nich biznesmeni, dyrektorzy i prezesi. Za murami stają się wszyscy tacy sami – równi. Wolny czas spędzają bez komórek, miejskiego zgiełku i hałasów. Modlą się, medytują – próbują dojść do wewnętrznego porozumienia. Próbują uzyskać równowagę między duszą a ciałem. Proces ten można nazwać śmiało fitnessem duchowym.
Do dyspozycji jest kaplica, oratorium, aule na spotkania oraz 60 miejsc noclegowych. Wszystko w starym, klimatycznym stylu. Na zewnątrz ogród, twoja cela, cisza i ty…To wszystko w Zakonie Oo. Jezuitów w Kaliszu.
Wystawa skorpionów i pająków / Kalisz
Najciekawsze (jadowite) okazy:
No cóż. Chyba, mimo wszystko nie chciałbym mieć takiego stwora w domu...
Wieczorna sesja w Starym Browarze
Zdobywszy akredytacje na zrobienie zdjęć w poznańskim Starym Browarze z Jackiem i Blanką wykonaliśmy wieczorną sesję... Nic dodać nic ująć. Po 4 godzinach nie czuję nóg.
Wniosek z ostatniego zdjęcia: Konflikt między dobrem a złem jest chorobą umysłu
Koval w Szkocji
No i stało się. Zwiedziłem Szkocję, a dokładnie stolicę, czyli Edynburg, Queensferry, Oceanarium, Muzeum Narodowe Szkocji, wystawę Whisky z najdroższymi trunkami, Muzeum Tkactwa (kilty, szkocka krata itp), Ogrody botaniczne, kilka centrów handlowych i wiele wiele więcej... Nie sposób wszystkiego opowiedzieć.
Siedem dni w Szkocji i mogę śmiało powiedzieć: jedzenie lekko mdłe, często napompowane, że do dziś czuję się pełny (nie ma to jak dobry polski kotlet), dziwactwo polegające na 2 kranach (z ciepłą i zimną wodą w umywalce). Ludzie mili i sympatyczni, lekko monotonni, często rudzi, tolerancyjni i nie wpierdalający się w nie swoje sprawy. Trzeba przyznać, że dość ciekawa kultura, z dość ciekawymi zwyczajami. Gdyby tylko wyraźniej mówili to było by już super (i to ich "camuane"). Ogólnie "awsome"!.
Daje wybrane fotki. Więcej w na Flickr.
♫ Guru Josh Project - Infinity 2008
Najstarszy Park w Polsce (podobno)
No to stało się. Popełniłem wiewiórkową sesję. Przez 22 lata mieszkania 500 metrów od parku miejskiego w końcu udało się z powodzeniem zrobić kilka fotek. Współczuję tylko tym wszystkim biednym dzieciom które bawiły się na ostatniej imprezie tegorocznych wakacji. Na prawdę mi przykro, ale jutro już do szkoły.
Poznajcie Basie moją kochankę:
Mistrzostwa Świata w Powożeniu / Jarantów 2008
Sport zaprzęgowy należy do najstarszych sportów konnych, sięga bowiem starożytności. Podczas olimpiad greckich, a później rzymskich, wyścigi zaprzęgów należały do najatrakcyjniejszych punktów programu. Rozgrywane były na koniec dnia wieńcząc zmagania i pojedynki uczestników.
Celem współcześnie rozgrywanych konkursów powożenia jest sprawdzenie wartości użytkowej, wytrzymałości, dzielności, temperamentu i charakteru koni. Konkursy te mają również za zadanie kultywowanie tradycji powożenia jako istotnego elementu kultury narodowej.
Mistrzostwa Świata w powożeniu zaprzęgami jednokonnymi rozgrywane były dotychczas cztery razy: w 1998 roku w Ebbs w Austrii, w 2000 roku w Gladstone w USA (odwołano ze względu na choroby koni), w 2002 roku w Conty we Francji, w 2004 w Astorp w Szwecji, w 2006 roku w Patroni del Vivaro we Włoszech.
Tegoroczne Mistrzostwa Świata w tej dyscyplinie odbyły się po raz pierwszy w Polsce w Jarantowie (Wielkopolska). Organizatorem generalnym była firma Jako zajmująca się min. produkcją i dystrybucją piwa. Ostatecznie w Jarantowie wystartowało 68 zawodników z 20 krajów , w tym 18 zespołów.
Jak łatwo się domyślić był tam również Koval. Ze względu na to, iż ani konia ani powozu nie posiadam musiałem zadowolić się tym co widziały oczy i zrobił na pamiątkę aparat.

Biesiada piastowska na Zawodziu
Dziś już drugi dzień jednej z największych kaliskich imprez, która przyciąga zwykle kilka tysięcy osób – IX Biesiady Piastowskiej – "Kalisz kolebką Polski". Organizatorzy przygotowali wiele atrakcji.
Biesiady Piastowskie odbywają się w odrestaurowanym na wzór Biskupina rezerwacje archeologicznym na Zawodziu, siedziby dawnych piastów. Dają szansę na zapoznanie się z wszelakimi aspektami życia w średniowiecznej Europie, pokazując, iż okres ten był niezwykle barwny i ciekawy. W trakcie imprezy prezentowane są rekonstrukcje bitew, turnieje rycerskie, scenki z życia codziennego, a także wiele konkursów, w których uczestniczą Goście Biesiady. Grupy rekonstrukcyjne biorące udział w projekcie, reprezentują szeroki przedział czasowy, od IX do XV wieku. Spotkać można przedstawicieli różnych kultur, od Celtów, poprzez Słowian, Wikingów do późnośredniowiecznego rycerstwa. Jednym słowem każdy może przekonać i poznać na własne oczy świat bez komórek i komputerów.
Szkoda tylko że pogoda nie dopisała.
Mokro
I tym oto sposobem natura pokrzyżowała weekendowe plany nie tylko mnie - ptaki też uziemione.

Poznań & Puchar UEFA
Działo się działo. Lech wygrał 6:0. Do tego gorąca atmosfera na stadionie (niestety bez fotek). Dla osłody, kilka z turystyki pieszej...
Gołuchów Park
Dziś mały wypad w ramach turystyki objazdowej. Tym razem Gołuchów - polskie bizony tudzież żubry, roślinki, muzeum leśnictwa, jezioro, zalew itd.
Golf Drive Range
Szybki wypad na golfowe drive range, kilka odcisków i masakryczny żar z nieba. Co jak co... zawsze warto.

Wrocław Tour
No i muszę przyznać że armeńska kuchnia jest świetna. A tak na marginesie to od wczoraj zostałem posiadaczem aparatu Canon Eos 400D. Na dzień dzisiejszy tylko z kitowym obiektywem.
Koval wsród golfowej ciszy
Oto moje nowe zainteresowania które rodziły się już kilka lat. Rok temu zakupiony kij Hogana Iron nr. 9. Dziś pierwsze kroki na polu. Swoisty debiut. Narazie trenuję wybicia.
Tylko żar lejący się z nieba powoduje niezliczone litry nieorzeźwiającego potu.
Koval w Mielnie
Mielno w czerwcu - pełno brzydkich Niemców. Do tego tony piasku, ogromna dawka humoru, szczypta szafranu i dorsza, śledzie na śniadanie, mintaj na obiad. Morze z falami, wódka, salta na plaży, kąpiele w zimnej wodzie. Kamienie, ognisko, brak muszelek. Pustki na plaży. Spokój, wypoczynek, relaks psychiczny. Czego chcieć więcej.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
A na koniec zmontowany filmik projekt "Strachy na Lachy", w debiucie reżyserskim Ajaxa, operatorskim Pereza. Montaż - Koval. Występują w kolejności pojawiania się: Jagiel, Koval, Wojtas.
♫ Artur Gadowski - Szczęśliwego Nowego Jorku
Wniosek: Let's fun vol.2
Konkurs Lotów Red Bull / Poznań - Malta
W związku z ogólnym zmęczeniem po dzisiejszym dniu nie będę się zytnio rozpisywał. Po prostu wrzucam zmontowany przeze mnie filmik z tej jakże kreatywnej imprezy...
Wniosek: Let's play! Każdy jest Kovalem swojego lotu.
Greece '07 Review
Gdy spać nie można, bo 1L napoju energetycznego to za dużo. A w głowie pomysłów sto, zabrałem się do działania kreatywnego, które obiecałem już w październiku:
Wspomnienia, zapach specyficznego klimatu wraca. Hormony wołają - JESZCZE! JESZCZE!
11 listopada jako tradycja poznańska
11 listopada to nie tylko obchody święta państwowego – Dnia Niepodległości. To również imieniny Marcina a co za tym idzie mojego brata i ulicy w Poznaniu, nazwaną tak na cześć (jak nie trudno się domyślić) św. Marcina.
Święty Marcin był jednym z najbardziej popularnych świętych w Europie. W XII wieku także w Poznaniu stanął kościół pod jego wezwaniem. Wkrótce potem wokół świątyni zaczęła powstawać podmiejska osada zamieszkana przez rzemieślników. Od imienia patrona kościoła nazywano ją Świętym Marcinem. W 1797 roku Prusacy włączyli osadę w granicę miasta, a przebiegająca przez nią ulicą stałą się jedną z głównych ulic Poznania. Niecałe sto lat później, w listopadzie 1891 narodziła się w kościele św. Marcina tradycja rogali świętomarcińskich. Wówczas to proboszcz parafii Jan Lewicki zaapelował do wiernych, aby wzorem Marcina zrobili coś dla biednych. Cukiernik Józef Melzer postanowił odwołać się do starej tradycji związanej z wypiekiem rogali na Św. Marcina. 11 Listopada, w dniu pogrzebu świętego wypiekano rogale, które miały symbolizować zgubioną przez konia świętego podkowę. W rzeczywistości Kościół zagospodarował na swój użytek tradycje sięgającą czasów pogańskich, kiedy to jesienią składano bogom ofiar z wołów lub w ich zastępstwie zwijane w wole rogi ciasta. Melzer sprzedawał rogale bogatym, a biedni otrzymywali je za darmo. Wkrótce biedni w dniu 11 listopada mogli liczyć także na inne podarunki jak chleby czy mięsa. Święto Marcina obchodzono także w całej Polsce. Łączono je z zakończeniem prac w polu, jesiennym ubojem bydła i gęsi, przygotowywaniem zapasów na zimę i urządzanymi z tej okazji ucztami.
Dziś to święto jest niebywałą atrakcją turystyczną. Rogale świetomarcińśkiez nadzieniem z maku urosły do takiej rangi, że tradycyjnie 11 listopada do Poznania, na obchody imienin ulicy Św. Marcina przyjeżdżają turyści z całej Polski. W tym dniu organizuje się również szereg wielu wystaw i koncertów.
|
|
|
|---|---|---|
|
|
|
|
|
|
|
Bez echa i kontrowersji obiła się nowa ustawa o zakazu handlu w dni świąteczne, która przysporzyła poznańskim cukiernikom kilku kłopotów. Na szczęście inspektorzy pracy odstąpili od respektowania tej ustawy w dniu 11 listopada uznając, iż wymaga tego tradycja. Urząd miasta wykorzystując całą sytuację rozpoczął na tę okazję szereg akcji promocyjnych min. kampania billbordowa mająca na celu promować tradycyjne wyroby cukiernicze z Poznania pt „Rogale poznańskie wygrały”. Dodatkowo w tym roku przyznano certyfikaty najlepszym cukierniom, które pieką oryginalne poznańskie wyroby cukiernicze.
Jak widać obrona marcińskich rogali całą parą. Dodam jeszcze, że dla poznaniaków 11 listopada okazuje się nie mniej tłustym dniem niż tłusty czwartek. Więc spalić zbędne kalorie można na kilka sposobów. Jednym z nich jest wycieczka po kolejne…
Koval w Berlinie
Niemcy to trzecia największa gospodarka świata. Nie myślałem aż będzie to tak widać na każdym kroku. Nie znalazłem miejsca, najmniejszego zakątka, który można by nazwać kolokwialnie „syfem”.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Gdyby tylko ten ich język był jakiś bardziej romantyczny, melodyjny czy jak to gówno nazwać. Na sam dźwięk czegoś w rodzaju „ich habe” lub „du hast” dostaje bólu głowy.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Zwiedziłem sobie trochę Berlina, kościół zburzony w nalotach dywanowych, którego jeszcze nie odbudowali (sic! widocznie nie mają kasy), dworzec ZOO (dzieci dających dupy nie stwierdzono), fragment muru berlińskiego, Reichstag i kopulę na dachu, zajebisty nowiutki dworzec kolejowy połączony z centrum handlowym, bramę Brandenburską i złotego aniołka (Kolumna Zwycięstwa), Potsdamer Platz. Wszystko sobie obejrzałem w nocy. Nawet fajny klimat panuje w tym mieście (porządku, spokoju i wszystkiego na miejscu). Szkoda tylko, że było tak strasznie zimno… W końcu to niemiecka ziemia.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Btw. Nie lada minę miał koleś w McDonald's na dworcu gdy złożyłem takie zamówienie:
Koval w Sanssouci (Potsdam)
Bez zmartwień – tak można nazwać moją wyprawę do Potsdamu. Tak też brzmi tłumaczenie nazwy jednego z najładniejszych parków, jakie przyszło mi zwiedzić w życiu (Sanssouci). Park wokół pałacu zajmuje powierzchnię 700 akrów/287 hektarów i składa się z kilku różnorodnych ogrodów. Park zawiera wiele pomników i fontann, a największa ze wszystkich Große Fontäne jest wysoka na 18 metrów. Pałac w stylu rokoko. Część do dziś jest odbudowywana i restaurowana. Z tego, co przewodnik mówił wiele budynków ma wiele do życzenia, gdyż po zakończeniu procesu odbudowy główny konserwator zabytków decyduje o kolorystyce i ostatecznym wykończeniu zgodnym z historycznymi opisami.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
♫ Beyonce - Green Light (Freemasons Remix)
Koval w Atenach
Wróciłem opalony, młodszy i bogatszy o nowe doświadczenia. Bez 300 euro, ale mimo wszystko opłacało się je stracić. Naszym Hoodem było mieszkanie na Dimitrakopoulou (4 min od Akropolu i ścisłego centrum turystycznych wycieczek Niemców i Amerykanów którzy masowo zjeżdżają w te rejony). Oprócz, że mieszkaliśmy z Janisem przez mieszkanie przewinęło się 2 Peruwiańczyków, Meksykanin Gerardo (dyrektor meksykańskiej firmy komputerowej współpracującej z IBM, robiący imprezy w swoim domu na przeszło 100osób) , dwóch Niemców (Florian i jakiś tam drugi) i Jeronimo, naprawdę zakręcony gościu w wieku 34 lat. Pracował na statku jako kucharz, w Argentynie zaopatrywał bogatych ludzi w świeże warzywa (takie domy ze służbą które znamy z seriali wenezuelskich). Od maja tego roku Jeronimo jest w trasie. Rzucił robotę, studia architektoniczne i podróżuje. Po Atenach wylatuje do Istambułu, potem Wiednia. Obu mieszkańców ameryki charakteryzowało to, iż nie lubią USA. Jak jeden z nich stwierdził to „fucking pigs”. Przytoczył historię, jak do Argentyny przyjechały córki Busha. Na samym wstępie zostały okradzione, a złodziej który dokonał tego stał się od tamtej chwili argentyńskim „bogiem”.
|
; |
|
|
|
|
|
|
![]() |
Co dalej… Codziennie wizyta w restauracji greckiej (słynna mussake’a, sałatka grecka z serem feta, shish kebab, gyros, sos tzatziki) i włoskiej (pasta, penne, oven baked spaghetti, risotto). Te potrawy sprawiły, że dawno nie jadłem czegoś tak dobrego.
|
; |
|
|
|
|
|
|
![]() |
Wizyta na targu w dzielnicy Monastiraki zaowocowała zakupami (ateńska agora) na przeszło 60 euro. Argentyńczyk wyczarował z tego kolacje na 6-7 osób. Wtedy stwierdziłem, że jest jeszcze wiele smaków które nie gościły moje kubki smakowe. Ośmiornica, sałatka meksykańska, ryż prosto z Indii, jagnięcina, surowy i pieczony łosoś, żeberka w sosie ze zmielonego chili, pasta z oliwek, to coś w rodzaju szoku smakowego. Życzę każdemu takich doznań. Egzotyka w 100%.
Pierwszą noc spędziliśmy na lotnisku. Wtedy to ukuliśmy klan „The Koczownix”. Każdy kto spał w dziwnych miejscach wie o co chodzi. Każdy „Koczownix” powinien pić piwo w samolocie na wysokości 8000m, spać w dziwnych miejscach na twardej podłodze, śmiać się z byle czego, ukrywać zmęczenie, codziennie imprezować i nie odmawiać imprezowania podczas „koczingu”. Ruch Koczingowców rozwija się…
|
; |
|
|
|
|
|
|
![]() |
Dalej to już Akropol, kolumny, dużo kamienia, marmuru, podróże metrem, picie piwa, jedzenie, picie, zabawa, pływanie statkiem z Pireusu na wyspe Egina, koczowanie na najlepszych plażach Aten. Najlepszą z nich wszystkich była ta położona w małej zatoce na wyspie którą odwiedziliśmy – Marina Beach. 15 minut od portu taxi za 11 euro. Dziewczyny topless, cisza spokój i ciepło-lazurowo-czysta woda.
|
; |
|
|
|
|
|
|
![]() |
Gwoździem następnych dni było odwiedzenia kompleksu olimpijskiego, ze stadionem, który w końcu przydałby się nam, Polakom na to cholerne Euro 2012. Hitem okazał się również mecz Olympiakosu Pireus na którym zagościliśmy z wielka pompą. W pierwszym składzie pogrywał sobie Michał Żewłakow.
A teraz pozostaje mi wrócić do polskiego zimnego klimatu, gdzie nie ma wody 22-24C i temperatury powietrza nie spadającej poniżej 30C. Po wylądowaniu doznałem szoku. Powoli się przyzwyczajam.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Wniosek: Who cares!
♫ Yves Larock - Raise Up
♫ Enrique Iglesias – Hero
Btw. Dostaliśmy zaproszenie do Meksyku.. Z tego co Latynosi opowiadali o imprezach i klimacie jaki tam panuje – aż chce się tam jechać (imprezy z burzeniem ścian i kranami w których płynie wino, imprezy w rytmie salsa, imprezy zaprawiane tequilą). Chyba skorzystam… się okaże. Brzmi obiecująco.
Koval w Skorzęcinie
W weekend znalazłem się w Skorzęcinie, znanym w Wielkopolsce, jako ośrodek sportowo-rekreacyjno-odpoczynkowy. Nie wiedząc dokładnie jak mamy trafić zostałem zobligowany do zaopatrzenia się w GPS. Wyznaczona na szybko trasa doprowadziła nas w przepiękne bezdroża Wielkopolski południowej. Piękne krajobrazy i widoki urozmaicały nam podróż po polnych drogach, które wydłużyły czas podróży, o co najmniej 60 minut. Kurz z piaskowych dróg pięknie pokrywał karoserię samochodu, a rolnicy w ciągnikach Lamborgini i Ursusach z lekko skrzywioną twarzą (w przenośni i dosłownie) wskazywali nam drogę.
|
|
Docierając już na miejsce rozpoczęła się wielka biba wakacji 2007. Nie obyło się bez ekscesów (jak zwykle). Najpierw niezbyt przychylnie przywitani w domku przez "znajomych" i kolesia bez zębów.
|
|
Potem Skorzęcin dla moich przyjaciół nie był zbyt przyjaźnie nastawiony. Trzeba przyznać, iż nie był to bezpieczny pobyt. Co chwile ktoś próbował, co niektórych "skroić". Niestety nie mogli wiedzieć wszystkiego - Przemo w odpowiedzi wybił kolesiowi wszystkie zęby z przodu robiąc "mostek" z łokcia, zaś Lisek i Serek próbując wyjaśnić poprzedni zatarg z kijem od szczotki w ręku zostali napadnięci przez nieprzyjaciół z Łodzi tylko za to, iż byli z Poznania. Tutaj muszę zdementować myśl, iż mi coś się stało. To nie prawda, ja grzecznie siedziałem w domku pod śpiworem i dyskutowałem o tym, jaki to Asnyk jest słaby (Liceum Ogólnokształcące w Kaliszu).
Noc spędziliśmy w aucie (bez Przemka, zaginął). Było niemiłosiernie zimno. Z otaczającym otępiałym chłodem czułem się momentami jak na Mount Evereście. Lisek, co jakiś czas próbował zniwelować zimno włączając silnik w celu wytworzenia odrobiny ciepła. Suma summarum znalazła się zimowo-jesienna kurtka w bagażniku. Istny ratunek przed zamarznięciem…
|
Potem mogło być już tylko cieplej. I tak było. Budząc się przed 10 i wychodząc z auta zostałem przywitany niezrozumiałym wzrokiem przez tubylców w klapkach i kąpielówkach. Poczułem się dość dziwnie ubrany w zimową kurtkę. Od fali gorąca dostałem coś w rodzaju policzka w twarz. Miała być to chyba informacja pt "Rozbierz się idioto i idź na plaże". No i stało się… Plaża się znalazła.
|
|
![]() |
♫ Bum - Kanikuły
Koval w Paryżu
To było tak - dzwonie do Alberta "napijesz się sie ze mną w piątek?” (Dzień moich imienin). "Sorki, ale jadę do Francji" odpowiada, dodając "jedziesz ze mną?". Spakowałem sie, wykąpałem i 2 godziny później na dworcu zachodnim wsiadałem do autokaru w kierunku Paryza.
W tym momencie jest godzina 22:42 i jestem w drodze do Berlina. Mamy sie spotkać z Arabka z Iranu (okazała się nią być potem Niemka) która wytłumaczy nam o co w tym wszystkim chodzi. Ogólnie to sam nie mogę w to uwierzyć, ze spakowałem sie i jadę do Francji. Dla mnie to mistrzostwo świata, totalny spontan. Najlepsze jest to, ze we wtorek mam egzamin. W Słubicach zadzwoniłem do mamy informując ze jestem w drodze do Francji, do kumpla by zmienił mi opis na gg i do współlokatora ze nie zdarzyłem posprzątać. W pierwszym dniu na razie robimy flachy, co chwile pije inna wódkę, granice przekroczyłem na dowód a celnik sie śmiał ze ostatnio gość chciał przejść granice niemiecka na legitymacje studencka.
Piotras zwany Szwagrem mówi mi żebym cos tez o nim napisał, bo chce sie pochwalić mamie - wiec pisze. Ugościł mnie na Tylach kilkoma kielonami. W ogóle to kazał mi napisać ze jest zajebisty. Wybaczcie mi, a przede wszystkim jemu. Jest podniecony, ze za godzinę jest 29 czerwca, czyli jego i moje imieniny. Oboje czekamy do północy.
Godzina 23:13 dnia pierwszego - Albert nie kontaktuje.
Godzina 5:17 wjeżdżamy do Leverkusen. Mam okazje zobaczyć cos w podobnie tego, co bedziemy mieli w 2012 roku - stadion Bayernu Leverkusen
Godz 9:43 pierwsza ciekawa nowa rzecz od kilku godzin. Widzę pierwsze pociągi T.G.V.. To, co widać w TV to namiastka całej prędkości.
Wcześniej na parkingu spotykamy Arabów śpiących na trawniku. Dla mnie dziwne ze nikt im jeszcze nie ukradł butów. Postanowiliśmy położyć sie obok nich...
Dziewczyny machają do przystojnych Francuzików, którzy z na prawdę sympatycznym uśmiechem odmachują...
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
W końcu wita nas Paryż. Smakujemy francuskiego śniadania, wyruszamy najpierw autobusem nr. 190 do centrum miasta. Pierwsze, co rzuca sie w oczy to, ze duża cześć wszystkich mieszkańców to czarnoskórzy. Każdy, indywidulanie, potem w myślach zastanawia sie jak ich nazywać (Albert mówi na nich ciemniejsi, Adam - afro amerykanie a ja czarni). Po kilku minutach docieramy do celu i zamierzamy przesiąść sie w inny środek transportu. W ten czas tracimy ponad 30 min. na to żeby dowiedzieć się, czym, gdzie i jak dojechać pod Eiffel Tower. W końcu jakiś Azjata kupując w informacji bilet dołącza sie do rozmowy. Zaczyna sie kłócić z dwoma kolesiami z obsługi. Kłótnia sięga zenitu, a ja sam nie rozumiem, o co chodzi. W Polsce wjara by strasznie pizgala z takiej sytuacji, oni potraktowali to poważnie i wyjaśnili mu ze sie po prostu myli, W tym samym czasie kumpel podchodzi do okienka chcąc kupić bilet na metro, dostaje odpowiedzi ze nie może tego zrobić - "tu jest tylko stacja kolejki". Ogarnął, co niektórych śmiech. Wszystko zaczęło sie od nowa.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Zabywajac w końcu do Wieży Eiffla do moich oczu docierają zdumiewające atomy duszy. To cos na prawdę dziwnego, ze taka budowle chciano rozebrać. Widok z 3, ostatniego pietra jeszcze bardziej zaskakujący. Nie ma sensu o tym pisać. Każdy to przeżywa osobiście a ja nie potrafię tego wyrazić…
|
|
|
Potem w kolejności odwiedzamy Łuk Triumfalny, salon Ferrari, Champs-Élysées. Ludzie na „Szanse lize” wyglądają jakby byli na wybiegu, mój nos odczuwa szok czując coraz to nowe perfumy (to mnie przerosło). Określenie "paryżanin/paryżanka" w sensie ubioru nabrało nowej wartości, nowego znaczenia. Sklepy Armaniego, Dolce & Gabany to tylko namiastka. Można śmiało porównać do londyńskiego Harrodotsa.
|
|
|
Oczywiście była również wizyta w Pompidou, Katedrze Notre Dame i Luwrze. Następnie na Polach Elizejskich obaliliśmy sobie kilka winek (winka definitywnie lepsze niż te dostępne w Polsce, dostępne w korzystnych cenach od 1,5 euro w gore). Poznałem kilka Francuzek, w tym jedna, której podpisałem sie na koszulce (pod Pompidou) i inną pod Notre Dame, od której dostałem buziaka (właściwie to nie wiem za co.. może ty wiesz?)
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Z ciekawych rzeczy, które zaobserwowałem to, ze jest ogólna tolerancja, ludzie tworzą związki w rożnych kombinacjach: Azjaci/murzyni/biali/Araby. Tez dotyczy to gejów i lesbijek. Idę również o zakład ze ludzie tworzą te związki w stylu partnerskim, ślubów za dużo nie ma. Można również zobaczyć jak cześć czarnej populacji zepchnięta jest na margines (zmęczone twarze itp), wykonują prace, których biali raczej nie chcą. Szybko sie za to uczą, takie słowa jak "dzien. dobry", "za darmo" czy "polskie dziewczyny Digi Digi" to podstawa w ich wykonaniu.
|
|
|
|
|
|
Musze tez obalić mit ze Francuzki są brzydkie. Wręcz przeciwnie, znalazłem kilka moich ideałów, których w Polsce na prawdę trudno spotkać. Dziewczyn z uroda w stylu Alizee jest od liku, (to raj).
|
|
|
|
|
|
Paryż ma dla mnie zajebisty klimat, którego Polskim miastom brak. W nocy zaczyna sie prawdziwe życie, kluby, kawiarnie i restauracje. Jeżeli chcesz iść pogadać z kobieta bierzesz ja do kawiarni / restauracji na wino, ślimaki (1 € sztuka) tudzież co innego. I to jest piękne, wino stwarza specyficzny klimat, szczególnie jak pije sie je w Paryskim klimacie. Ludzie są nawet wyjątkowo spokojni, mało co im przeszkadza, spokojnie czekają - nie marudzą...
Kraj mnie zaskoczył pod każdym względem i mogę tu mieszkać. Jedyna bariera to język...
♫ Joe Dassin - Aux Champs Élysées
Wniosek: Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne. Byłem w raju
Dom się przewrócił
Najnowsze doniesienia z Kaszub... Spodobało mi się. Kiedyś wróce jak za dobrych czasów.
Ktoś miał niezły pomysł z przewróconym domem i już go lubię...
















































































