W bibliotece
Ding dong ding tra la la la...
- No cześć!!!! Jestem w bibliotece...
- Będę tu jeszcze jakiś czas... No papa.
Może i się czepiam, ale bystra to jest... zauważyła, że znajduje się w bibliotece.
Akademickie Mistrzostwa Polski w Tańcu Towarzyskim / Kalisz
Byliśmy wczoraj na finałowym turnieju tańca towarzyskiego. Zawsze podziwiałem tego rodzaju ludzi. Szczególnie za tańce latynoamerykańskie. Za to, że tak tańczą, za pamięć ruchów, za synchronizację.
Umiejętność wystąpień publicznych
Umiejętność wystąpień publicznych to taka umiejętność, którą nie każdy posiada, a posiąść ją nie jest łatwo. Za wzorcowy przykład może posłużyć Barack Obama i odpadające godło. Końcówka zdecydowanie pokazująca świetny dystans do siebie – „przecież wszyscy wiedzą, kim jestem”.
Zapewne analizując podobne przypadki znalazłaby się i taka osoba, która zamiast reakcji śmiechem, z odrobiną dystansu zareagowałaby ogromnym, czerwoniastym burakiem na twarzy. A wszystko przez to, że w głowie jedno: „co ludzie powiedzą?”. Maksymalne spięcie i typowa mina doskonale znanej Hiacynty Bukietowej.
Już nie raz przekonałem się o tym, że najmniejsza plama na ubraniu czy niedziałający kabel od projektora, jednym słowem pierdoła - potrafiła zdominować całą wypowiedz. Nawet wtedy kiedy przez 99,9% uczestników wystąpienia „fo pa” było niezauważalne.
Złotych rad okazuje się, że nie ma. Liczy się regularne „stawanie na środku” i nauka. Na własnych błędach. Zdobycie śmiałości wydaje się kluczowym elementem umiejętności publicznych wystąpień. Nie ma nic bardziej paraliżującego od nieustającego wzroku gapiów oraz bardziej przerażającego od perspektywy jąkania się przed 10, 20 czy setką zgromadzonych osób.
One chance, one life
Vincent van Gogh za swojego życia sprzedał tylko jeden obraz. "Czerwone winnice w Arles" za 400 franków. W 1990 roku na aukcji w domu aukcyjnym Sotheby’s ten sam obraz sprzedano za 53,9 miliona dolarów. Wszystko przez to, że nikt nie dał mu szansy...
Wiem, co czuł. Wiem, jaki musiał być niemiłosiernie wkurw...ny. I także wiem, że malował świetne kompozycje!
Studia - własne przemyślenia na koniec
No i stało się. Między innymi joggerowa kategoria „studia” przynajmniej na jakiś czas[?] zostanie nieczynna / niepotrzebna. No bo i po co pisać o studiach, skoro [i tu może jeszcze zaskoczę co po niektórych] ukończyło się wreszcie pięcioletni tok studiów. „Uff” – chciałbym powiedzieć. I z jednej strony tak jest. Z drugiej – „o matko, co teraz”. Mam wewnętrzną pustkę. Pustkę, tak jakby wszystko się skończyło. Człowiek uczy się od najmłodszych lat: jak się uczyć. Przedszkole, podstawówka, gimnazjum, liceum, na końcu studia [licencjat, studia uzupełniające magisterskie). Solidny szmat czasu. Trzy+sześć+trzy+trzy+pięć. Dwajścia lat nauki. I teraz nadchodzi taki moment, w którym należałoby podsumować cały ten finalny okres .
Zawsze zastanawiało mnie, co tak naprawdę na studiach można się nauczyć. To kuriozalne. Ale gdyby wiele rzeczy podczas studiowania naprawdę mnie nie zainteresowało, to chyba nigdy bym nie przykładał do nich tak wielkiej uwagi. I tak oto dochodzę do wniosku, że na studiach część / wiele / większość [?] osób studiuje bez braku przekonania w to co chce osiągnąć. Często większość rzeczy, w postaci papki, którymi raczą nas wykładowcy nikogo tak naprawdę nie interesuje. A co za tym idzie, po skończeniu danego przedmiotu po prostu albo stan wiedzy takich osób nadal jest identyczny, albo minimalnie większy. Tak czy siak – nic to nie zmienia. W końcu nie bez kozery badano wpływ zainteresowania daną tematyką na jakość nauki. Wyniki nie były obiecujące. No i tak można wysnuć teorię, że skoro ktoś studiuje dla samego studiowania i tak będzie [po pierwsze] marnym studentem, [po drugie] marnym magistrem. Widzę to po sobie – jest ; było kilka dziedzin, które w żadnym, nawet minimalnym stopniu, ani mnie nie poruszyły, ani nie zainteresowały. Po prostu je zdałem. Natomiast te, które uznałem za interesujące, siłą rzeczy, zgłębiam do dziś.
Dużo się mówi również o uczelniach wyższych, jako przekaźnikach wiedzy książkowej. Czysto teoretycznej. No i po pięciu latach nauki mogę w końcu z pełną odpowiedzialnością zgodzić się z tą hipotezą. System nauki, mimo, iż próbujący dostosować się do realiów i wymogów współczesnych czasów, nadal drepcze w miejscu. Gdyby nie praktyki w banku na drugim roku studiów, do dziś nie wiedziałbym jak w praktyce funkcjonuje bank [w banku nie ma pieniędzy…]. I mimo sporadycznie pojawiających się dygresji wykładowców, system nauki nadal jest teoretyczny i wymagający od studenta tylko i wyłącznie wiedzy książkowej. W żaden sposób moja wiedza, często praktyczna, zdobyta praktyką tudzież własnymi zainteresowaniami [np. GPW] nie była premiowana na zaliczeniach, czy egzaminach. Fakt, że była cenna, czasem doceniana na zajęciach, to nigdy wynagradzana. I to boli. Ponieważ osoby, które nigdy nie miały obycia chociażby z analizą techniczną akcji w praktyce, analizą raportów finansowych, czy nawet systemem transakcyjnym papierów udziałowych otrzymywały lepsze oceny końcowe z faktu [tylko i wyłącznie], iż nauczyły się tego [nie bójmy się tego słowa] na pamięć. Osobiście zawsze preferowałem system nauki, aby nie umieć za wszelką cenę – a rozumieć. By nie wiedzieć wszystkiego – a wiedzieć gdzie szukać. By wiedzieć wystarczająco dużo – i móc się wypowiadać. I w końcu, by wiedzieć jak się wie.
Oczywiście studia tak naprawdę mają więcej zalet, niż wad. Uczą samodzielności, obycia, życia i pewności siebie. Często znajomości, które zdobywając nieustannie podczas studiów rzutują w przyszłości [ale to przyjdzie i ocenić później]. Większość zalet, raczej ma mało wspólnego ze zdobytą studencką wiedzą. To raczej co innego. I ta pewność siebie może być zgubna. W końcu pracodawcy nie zawsze chcą zatrudniać studentów dziennych bez doświadczenia. Motywując to faktem, że są zarozumiali, przeceniają swoje możliwości i błyszczą tylko i wyłącznie wiedzą książkową. No cóż. Zawsze istniał stereotyp wyższości studenta stacjonarnego od zaocznego. No, a że w każdej legendzie, plotce i stereotypie jest trochę prawdy – pozostawię ten aspekt w milczeniu. Do oceny przez pryzmat własnych doświadczeń.
Studia to także imprezy, spotkania, swoisty styl bycia. Trudno pogodzić się z tym, iż to już tylko historia. Jak to śpiewał Boguś Linda – „nigdy papieros nie będzie tak smaczny, a wódka taka zimna i pożywna. Nigdy nie będzie tak ślicznych dziewczyn, nie będzie tak pysznych ciastek. Reprezentacja naszego kraju nie będzie miała takich wyników, już nigdy, nigdy nie będzie takich wędlin, coca coli, musztardy i takiego mleka. Już nigdy nie będzie takiego lata, słońce nie będzie już tak cudnie zachodzić i wschodzić. Księżyc już nigdy…”
♫ Świetliki i Linda - Filandia
Magister ekonomii... FAAK!
I stało się. Z dniem 23 czerwca 2010 roku zdałem pomyślnie egzamin dyplomowy, obroniłem pracę magisterską i otrzymałem tytuł magistra z oceną bdb.
Co teraz? Good question!
Kolejny haczyk na liście "To Do" zakreślony. A jak się czuje świeżo upieczony magister? Nie odczuwam większych zmian. Słońce nadal świeci, ptaszki ćwierkają. Szczekające psy jak w***wiały tak wk***iają. Zachłyśnięty - odbieram telefony "Magister Kowalski, słucham?". Kaca moralnego również brak. Na dzień dzisiejszy - czuję się wewnętrznie spełniony. No i najważniejsze - życie zaczyna się od nowa. Od czystej, niezapisanej karty - tabula rasa. Czas znów zapisać na nowo kolejne doświadczenia.
Chyba zacznę od teraz...
Nadchodzi studencka emerytura
104 strony...
24 224 wyrazy...
189 404 naciśnięcia klawiszy...
1 105 akapitów...
3 134 wiersze.
Jednym słowem praca magisterska została ukończona, oprawiona, przyjęta i zdana do dziekanatu. Pozostał ostatni egzamin - obrona.
Na podsumowanie okresu studiów jeszcze będzie czas... by odpoczywać.
♫ WWO - Jeszcze będzie czas
Zagadki lodówki
... czyli znalezione w lodówce.
Kto, co, jak, skąd i dlaczego? Nie mam żółtego pojęcia.
Reklama a etyka. Własne rozważania.
Oczywistym jest, że oszukiwanie, wprowadzenie w błąd i działanie niezgodnie z ogólnie przyjętymi normami współżycia społecznego nie powinno być szeroko akceptowalne przez konsumentów. W przypadku reklam, dość dobrym krokiem było stworzenie odpowiedniego kodeksu postępowania praktyków marketingu. Zarówno ze względów prawnych (ustawa o nieuczciwej konkurencji rozszerza swoje właściwości na stworzone kodeksy postępowania etycznego w poszczególnych branżach, w tym marketingu) jak i praktycznych (np. zakaz kierowania reklamy do dzieci). Pozwala to jasno określić, co jest dozwolone, a co nie. Dzięki czemu, w głównej mierze chroni się dobro konsumentów, czyli nas.
Ważnym elementem rozważań na temat etyki w reklamie powinien być podział na reklamę perswazyjną i informacyjną. Należałoby się zastanowić czy reklama perswazyjna jest etyczna. To zależy. W przypadku wykorzystywania ogólnie znanych technik perswazji, do jakich zaliczyć można z pewnością korzystanie z autorytetu innych (np. specjalistów), technik wspierających zaangażowanie i konsekwencje wyboru, reguł kontrastu czy wzajemności. Techniki te nie powodują zmiany zachowań konsumenckich w pełni. Tylko w pewnej, określonej części. Nadal to konsument decyduje o zakupie danego produktu czy usługi. Uważam, iż techniki perswazji są dopuszczalne do momentu, w którym nadal nie ograniczają naszej świadomości i wolnego wyboru. Dużo ostatnio mówi się na temat nowej dziedziny marketingu – neuromarketingu. Dziedzina ta budzi wiele kontrowersji. Jej przeciwnicy uważają, że poprzez badanie i analizę mózgu oraz zachowań konsumentów szuka ona „przycisku zakupu” u każdego z nas. Gdyby hipotetycznie on istniał, i omijałby naszą świadomość z pewnością wykorzystywanie tego rodzaju mechanizmów anatomii ludzkiego mózgu było by nieetyczne i moralnie wątpliwe. Za przykład może posłużyć reklama podprogowa, która mimo nie potwierdzenia istnienia mechanizmu podprogowego (pozaświadomościowego) została zabroniona. Możliwe i również, dlatego, by nie wzbudzać potencjalnych zapędów kolejnych badaczy. Caldini twierdził podobnie. Otóż uważał, iż najskuteczniejsza reklama opiera się rekomendacjach. Dopóki nie są one zafałszowane, powinno się im ufać. W innym przypadku rekomendacje te zmieniają nasze zachowania nabywcze i powodują zakupy produktów, których tak naprawdę nigdy byśmy nie kupili.
Wielu zarzuca reklamie pogłębianie stereotypów i wyznaczanie drogi na skróty. Można byłoby się z tym zgodzić. Jest to w pewnym sensie racja. Jednak trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż życie we współczesnym społeczeństwie nie wygląda tak samo jak 20, 40 i czy 100 lat temu. Toczy się przede wszystkim szybciej. Ludzie nie mają czasu na czytanie ulotek, poznawanie zalet czy zdobywanie wiedzy na temat produktów, które chcą kupić. Często cała ich wiedza, którą posiadają na temat pewnych produktów pochodzi z reklam. Czy jest to wina producentów, że „wciskają” swoim klientom produkty niepełnowartościowe skoro jest na nie popyt? Czy może wina leży po stronie konsumentów, którzy nie zwracają uwagi na to, co kupują? Trudno na to jednoznacznie odpowiedzieć. W większości przypadków to popyt kreuje podaż. Skoro konsumenci chcą kupować produkty, droższe a zarazem uboższe, płacąc tym samym premie za „drogę na skróty” to jest to tylko i wyłącznie ich wybór. Inaczej jest, gdy dobry produkt nie może zostać wprowadzony na rynek, ze względu na brak jakiejkolwiek komunikacji z rynkiem za pomocą reklamy. W tym wypadku reklama, a raczej jej brak jest swoistą barierą. Cierpią na tym głównie konsumenci, którzy nadal używają produktów nie wartych ich uwagi. Podobnie rzecz się ma z pogłębianiem stereotypów i schematów. Z jednej strony stereotyp to uproszczona do zwartej formy opinia bazująca między innymi na ogóle osądów panujących na dany temat. Powstanie stereotypu nie można zarzucać reklamie. Stereotypy powstają w umysłach ludzkich. Reklamie, co najwyżej można zarzucić propagowanie ich. I to też z różnym skutkiem. Reklamodawcy powinno zależeć w największym stopniu na skuteczności i dotarciu do klienta. Jeśli stereotyp mija się z rzeczywistością to i przekaz reklamowy nie jest skuteczny. A co za tym idzie, nie spełnia swojej roli.
Jak widać, etyka w reklamie jest pożądana. Działa obustronnie. Jest opiniotwórcza. Po części kreuje naszą rzeczywistość. I to właśnie przez to powinniśmy wymagać od niej tego, by była etyczna i zgodna z ogólnie przyjętymi normami społeczeństwa, w którym żyjemy. Z drugiej strony, to twórcom reklam powinno również zależeć na tym, by ich reklama była odpowiednia i nie wykraczała poza wcześniej utarte schematy i normy. Nieodpowiednia reklama, często opierająca się na kłamstwie bądź oszustwie, czy też niedoinformowaniu może wpływać niekorzystnie na wizerunek reklamowanego produktu czy usługi. Należy o tym pamiętać.
Wizja
Wizja to coś co ty widzisz, a czego nie widzą inni. Niektórzy powiedzieliby, że to podręczna definicja szaleństwa. Ale to także definicja ducha przedsiębiorczości. Aby odnieść sukces na jakimś polu trzeba w coś wierzyć z taką pasją, by mogło się to stać rzeczywistością... mówimy o tym z pasją, a pasja przekonuje. Można być dumnym z pracy, a to naprawdę ma wpływ na morale i motywację.
Wpadło w me pocięte, od przerzucania kartek łapska... Liz Clarke
Trudne wybory
Profesor Balicki od makroekonomii nauczył wiele, między innymi tego, że życie gospodarcze kraju składa się z kryzysów i tego, co jest pomiędzy nimi… Adam Smith traktował państwo i jego gospodarkę (liberalnie) niczym organizm ludzki. W końcu sam był lekarzem. Studia ekonomiczne (które de facto już powoli dobiegają końca) wdrażają w życie podobne schematy myślenia.
Studiujesz ekonomie – myślisz ekonomicznie, studiujesz marketing – myślisz marketingowo. Studiując inżynierie – myślisz technicznie.
I tak u mnie… życie toczy się ekonomicznie. Można uznać, że od kryzysu do kryzysu. Aczkolwiek wolałbym na odwrót, z racji bycia życiowym optymistą i obserwacji szczęśliwej nierównowagi. Saldo szczęścia jest zawsze in plus… Bo tak jest lepiej.
Nie przepadam. Wręcz nie cierpię, gdy na horyzoncie jawi się jakiś kryzys. Lubię mieć wszystko poukładane. Jasne. Klarowne. Nie to żebym był jakimś onanista przewidywalności. Pewne sprawy należy mieć uporządkowane.
Ktoś z negocjacji swojego czasu stwierdził, że błędnym tokiem myślenia jest sądzenie, iż problemy są o sumie zerowej, a ich rozwiązanie można określić liczbą 1. I w sumie można się z tym zgodzić. Ba! Trzeba. Bo tak w rzeczywistości (nie) jest. Tylko, że ostatnio zauważyłem jedną prawidłowość. Wiele problemów, których rozwiązanie nie jest idealne. Problemów, które próbują za wszelką cenę zmienić bieg naszego (mojego) życia z racji swojego skomplikowania rozwiązuje się samych. To takie problemy, które należałoby skategoryzować, jako problemy na miarę boga albo efektu motyla. To znaczy takie, gdzie w momencie próby ich rozwiązania napotykamy na opór. Opór ten wynika z racji tego, iż obojętnie, które rozwiązanie wybierzemy (w końcu jest ich wiele, założenie jest takie, że nie ma jednego rozwiązania) będzie ono złym wyborem.
Ogólnie ciężkie tematy. Trochę z zakresu asertywności. „Jak zrobić by wybrać dobrze i innym było dobrze” (czytaj „jak zrobić sobie i innym dobrze”). Strategii jest wiele… Można wybrać jedno rozwiązanie kosztem drugiego (mniejsze zło), można szukać za wszelką cenę kolejnego, można też … Z reguły to nic nie daje. Proces ten stwarza kolejne problemy (wiem to z autopsji). A więc co dalej?
Skoro bieg życia ma taką istotę, że biegnie samoczynnie i tak naprawdę tylko na część rzeczy, które nas spotykają mamy wpływ – idealną strategią na rozwiązanie nierozwiązywalnych problemów jest ich nierozwiązywanie. Pozostawienie ich samym sobie. Zaakceptowanie ich istnienia. Nie ignorowanie ich. Ale swoiste granie na czas. Historia pokazuje, iż życie jest na tyle nieprzewidywalne, że potrafi pewne problemy rozwiązać samemu. Idealnym przykładem są ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w Smoleńsku. Do dziś odbijają się czkawką i głośnym echem. Ale mając na uwadze powagę sytuacji przed i po tragicznych historiach można z dużą odpowiedzialnością założyć, iż wcześniej nierozwiązywalne problemy stały się o godzinie 8:56 rozwiązywalne. Tak po polsku… Bo kto mógł przewidzieć sytuacje, w której najważniejsze osoby w państwie (tak te, które biły rekordy w wetowaniu ustaw) po prostu znikną ze świata żywych…
Echa tragedii a struktury państwa
Struktury państwa Polskiego zostały znacząco nadszarpnięte. Tragedia w Smoleńsku odbija się właśnie czkawką. Dowód? Proszę bardzo:
STYPENDIA MNiSW - semestr letni 2009/10 Szanowni Państwo ze względu na brak oficjalnej, pisemnej decyzji ze strony MNiSW dotyczącej przyznanej dotacji (środków finansowych) na rzecz świadczeń pomocy materialnej dla studentów Wyższej Szkoły Bankowej na rok 2010, Rektor w porozumieniu z Uczelnianym Samorządem Studenckim nie może dokonać semestralnego podziału środków na poszczególne świadczenia pomocy materialnej dla wydziałów oraz ustalić progów i wysokości wszystkich rodzajów stypendiów, a tym samym nie można zwołać posiedzenia Wydziałowej Komisji Stypendialnej. Na dzień dzisiejszy Ministerstwo nie potrafi wskazać terminu przekazania informacji odnośnie dotacji jaką przyznano Uczelni. Niezwłocznie po uzyskaniu powyższej informacji odbędzie się posiedzenie Wydziałowej Komisji Stypendialnej i tym samym nastąpi przyznanie stypendiów o czym zostaną Państwo powiadomieni. [...]
Jak widać Rzeczpospolita została sparaliżowana biurokratycznie i decyzyjnie. Po prostu pięknie.
Wykorzystanie narzędzi marketingu w budowaniu opartych na zaufaniu relacji z klientem
Czym właściwie jest budowanie opartych na zaufaniu z klientem relacji? Otóż jedna z definicji tego pojęcia mówi, iż jest to tworzenie, budowanie i utrzymywanie relacji z klientem. Inne źródła rozszerzają charakter tego pojęcia o koncepcje zarządzania zakładającą długoterminowe, wielostronne korzystne współdziałanie przedsiębiorstw z podmiotami bliższego i dalszego otoczenia w celu maksymalizacji wartości relacji z punktu widzenia ostatecznego nabywcy przy czym jest to oryginalna metoda zarządzania i kontaktowania się przedsiębiorstwa komercyjnego z różnymi grupami interesu.
Realizacja powyższych postulatów jest między innymi zależna od spójnego i zagregowanego wykonania strategii przez narzędzia marketingowe, które tworzą elementy koncepcji 7P (product, price, place, promotion, people, process, physical evidence). Jest ona na tyle ważna w marketingu relacji, co niezbędna. Dzięki odpowiedniemu połączenia tych wszystkich elementów jesteśmy w stanie stworzyć atrakcyjną wartość dodaną dla klienta. Dzięki tym elementom kreujemy różnorakie płaszczyzny wpływu na klienta, zarówno ekonomiczne, społeczne i techniczne, ale także i prawne.
Relacje, którymi marketing partnerski próbuje zarządzać są na tyle specyficzne, iż takie cechy jak zaufanie do personelu, produktu czy marki są kluczowe. W dobie jednolitych usług, które na tle konkurencji są podobne do siebie, klienci poszukują wyróżnika dającego im powód do wybrania firmy X spośród masy innych. Takim wyróżnikiem z pewnością może być odpowiednia relacja, zaufanie którymi darzą siebie obie strony.
Product
Dotyczy charakterystyki produkowanych dóbr oraz związku tych produktów z potrzebami i pragnieniami konsumenta min. jakość, styl, opakowanie, nazwa.
W tym elemencie zawierają się takie działania które wspierają produkt tzn. gwarancja, pomoc techniczna, serwis. Odpowiednia ich realizacja prowadzi do budowania zaufania wśród klientów. Klienci dążą do uzyskania bezpieczeństwa. Chcą w razie problemów z użytkowaniem danego dobra czy usługi uzyskać niezbędny suport.
Price
Dotyczy ustalenia ceny produktu, w tym także obniżek cen (rabatów), dodatków, form kredytowania, okresu płatności, wynajmu, leasingu. Nie musi się w tym konkretnym przypadku odnosić do kosztów finansowych. Może określać koszt alternatywny, czasu, energii, czy uwagi.
W procesie budowania zaufania klienta do marki cena powinna być mu przedstawiona w taki sposób, by on sam był świadomy wartości produktu za który płaci. Między innymi chodzi o to, by klient wiedział „za co płaci”. Dzięki cenie firma otrzymuje dość silne narzędzie dzięki któremu może oddziaływać na zysk, relacje z klientami i kontrahentami, także na tożsamość a co za tym idzie na postrzeganie i wizerunek marki.
Przedsiębiorstwo wykorzystujące sprawnie i skutecznie narzędzie jakim jest cena powinno zdawać sobie sprawę z tego, iż występują dwa rodzaje czynników wpływających na proces jej ustalania: wewnętrzne i zewnętrzne. Wewnętrzne to innowacyjność samego produktu, koszty, marka, asortyment, wizerunek. Zewnętrzne, które modyfikują cenę to rynek, konkurencja, klienci, popyt i pozycja firmy na rynku. Sama polityka ustalania cen powinna być na tyle przemyślana, że strategia cenowa przedsiębiorstwa powinna być współmierna do tego co dany produkt jest w stanie zaoferować potencjalnemu klientowi.
Place
Miejsce w marketing mix rozumiane jest jako kanał dystrybucji, region dystrybucji, segment konsumenta i transport. Osoby decydujące się na zakup danej usługi czy produktu chcą aby jego dostępność była dogodna dla nich. W przypadku usług bankowych niektórzy klienci oczekują bliskości oddziału, inni możliwości załatwiania formalności przez telefon lub w obecności kuriera. Dużą rolę odgrywa w tym przypadku możliwość wyboru. Jeżeli konsumenci otrzymają tę samą usługę poprzez różny kanał dystrybucji będzie to dla nich dużą zaletą. Przykładem może być możliwość dokonywania wypłat, wpłat i przelewów gotówkowych. Idąc wobec oczekiwało klientów instytucje finansowe oferują swoim odbiorcom szereg kanałów dystrybucji – kanał wap, przelew internetowy, bezpłatne bankomaty, wpłatomaty, czy okienka w oddziałach.
Promotion
Promocja dotyczy wszelkich form promocji w tym promocji sprzedaży, public Relations, reklamy i promocji bezpośredniej. Dzięki tym elementom przedsiębiorstwo komunikuje się z rynkiem i konsumentami. Informuje ich o tym co nowego, stymuluje sprzedaż a także dzięki prawidłowemu przepływowi informacji buduje relacje na rynku oparte o zaufanie. Prawidłowość i szybkość obiegu informacji którymi interesują się konsumenci w tym wypadku jest kluczowa i na pewno odgrywa bardzo ważną rolę. Klienci chcą otrzymywać pożądane informacje w sposób szybki i efektowny. Możliwe jest to dzięki wykorzystaniu wielu kanałów jak Internet, telewizja, broszury, plakaty, billboardy itd. Dużą rolę odgrywać tutaj może także stymulowanie konsumentów do aktywnego uczestniczenia w promocji (organizowanie konkursów, spotkań, eventów, szkoleń).
People
Ludzie czyli pracownicy są twarzą firmy. To oni jako pierwsi kontaktują się z klientem. Podlegają ocenie przez konsumentów. Często wizerunek marki jest przedkładany na nich samych. Dzieje się tak, gdyż klienci nie rozróżniają wykonawcy usługi od usługodawcy. Pracownicy z pewnością mają znaczny wpływ na postrzeganie usługi przez klientów których obsługują. Powinni znad złotą zasadę sprzedaży “klient nasz pan”. Ważne by także w odpowiedni sposób zrozumieli relacje i ścisłe zależności między marketingiem wewnętrznym skierowanym na personel pracujący a marketingiem zewnętrznym skierowanym na oddziaływanie i wpływ na klienta. Jest to ważne, ponieważ każdy się z tym zgodzi, iż jakość obsługi w dużej mierze zależy od relacji, które istnieją pomiędzy pracownikami w danej firmie.
Process
Proces wykonywania usługi wpływa w na satysfakcję w oczach klienta. To jakie relacje łączą klienta i usługodawcę w głównej mierze zależy od stopnia zaangażowania klienta z pracownikiem firmy. W literaturze przedmiotu wyróżnia się pięć takich relacji: podstawowe (sprzedawca nie prowadzi żadnych działań posprzedażowych skupiając się jedynie na sprzedaży produktu bądź usługi), relatywne (zachęcanie klienta do kontaktu ze sprzedawcą w celu np. zgłębienia wiedzy lub zadania kilku dodatkowych pytań), odpowiedzialne (dążenie do uzyskania informacji zwrotnej od klienta na temat użytkowania danego produktu bądź usługi), proaktywne (informowanie przez pracowników firmy klienta o dodatkowych możliwościach wykorzystania zakupionej usługi lub produktu) i wreszcie relacje partnerskie, w których obie strony utrzymują zwięzłe i nieprzerwane, obustronne relacje między sobą. Dzięki tej ostatniej relacji budowane jest zaufanie między stronami transakcji. Możliwe jest wtedy uzyskanie szeregu informacji, które w przyszłości pozwolą usługodawcy na doskonalenie świadczonych usług i zwiększanie wartości dostarczanej do klientów. Dzięki temu firma zdolna jest do zbudowania zaufania i umożliwianiu klientom personalizacji i aktywnego uczestniczenia w rozwoju wartości dodanej przez markę. Partycypowanie w zmianach daje do zrozumienia klientowi, że firma, której z usług korzysta na co dzień interesuje się nim i zależy jej na jego propozycjach i uwagach.
Physicall evidence
To fizyczność danej usługi, dowód na jej istnienie. Wielu usługodawców daje swoim klientom możliwość przetestowania swojej oferty pod każdym kątem. Banki udostępniają wersję demonstracyjną systemu transakcyjnego w Internecie, dzięki czemu potencjalny klient uzyskuje możliwość sprawdzenia możliwości danej usługi i poziomu dopasowania do swoich własnych wymagań i potrzeb. Jest to o tyle dobre, że konsument jest w stanie dość szybko podjąć decyzje, widzi że usługodawca nie ma nic do ukrycia a relacje między obiema stronami są przejrzyste i klarowne. W innych przypadkach oferuje się klientom do wglądu referencje, opinie klientów, artykuły testowe, a także studia przypadków.
Dzięki wykorzystaniu wszystkich narzędzi do stworzenia idealnej, wzorcowej mieszanki marketingu mix klient zyskuje trzy podstawowe elementy:
- Korzystna relację ceny do jakością
- Określone cechy produktu,
- Określone zyski z posiadania produktu.
Zaufanie klienta do zakupionego produktu, usługi nazwałbym zrealizowaniem powyższych elementów. To znaczy, że klient jest świadomy otrzymania powyższych cech, zauważa ja i równocześnie docenia je będąc w stanie zarekomendowań daną wartość innej osobie np. znajomemu.
Dodatkowymi czynnikami wpływającymi na tworzenie relacji opartych na zaufaniu jest z pewnością spójność pomiędzy wizerunkiem marki a stanem faktycznym. Klient nie powinien dostrzegać dysonansów, niejednoznaczności oraz niekonsekwencji w działaniu ze strony firmy świadczącej usługi. Czasem w budowaniu zaufania pomiędzy klientem a firmą nie pomaga fakt posiadania małej i nieznanej marki, czy też mało przemyślane (nieregularne, nagminne) kontakty usługodawcy z biorcą (np. komunikowanie tylko zmiany cennika prowizji i opłat). Na zaufanie klientów dość negatywnie wpływa także nieodpowiednia forma i pora kontaktu. Telemarketerzy potrafią dzwonić w niedzielę proponując rozmówcom „super ofertę” w momencie kiedy w pokoju obok przebywają goście, klient zjadł obiad i ma zamiar odpoczywać.
Podsumowując budowanie relacji opartych na zaufaniu to proces bardzo złożony, kosztowny i wymagający zaangażowania z obu stron. W ostatnich latach w marketingu chęć osiągnięcia tego rodzaju relacji klienta z firmą stała się nadrzędnym celem wielu przedsiębiorstw. Usługodawcy świadomi są korzyści płynących z pozyskania takiego rozwiązania oraz zagrożeń z jego nie posiadania. Szczególnie teraz, w dobie kryzysu, zwiększonej walki o klienta, mniejszych marż i ograniczonej konkurencji na rynku…
Przyszli po nas
Spisz, otwierasz oczy, czujesz lekki ból głowy. Zmęczenie. Przeciągasz się, podnosisz głowe i widzisz... ten oto widok. Mamy cię!
Dyfuzja kulturowa
Ralph Linton napisał w 1936 roku fajny ironiczny tekst. Miał on za zadanie udowodnienie teorii dyfuzji kulturowej (nie ma kultury która w więcej niż 10% całości swych wynalazków elementom z własnej grupy członków).
Solidny amerykański obywatel budzi się w łóżku zbudowanym według wzoru powstałego na Bliskim Wschodzie, lecz przed przeniesieniem do Ameryki zmodyfikowanego w północnej Europie. Odrzuca przykrycie zrobione z bawełny, pierwotnie używanej w Indiach, lub płótna bądź wełny owczej — pierwotnie używanych na Bliskim Wschodzie — względnie też jedwabiu, którego wykorzystywanie odkryto w Chinach. Procesy przędzenia i tkania wszystkich tych materiałów wynaleziono na Bliskim Wschodzie. Wsuwa kapcie wymyślone przez Indian z lasów na wschodzie, idzie do łazienki której urządzenia są mieszaniną wynalazków europejskich i amerykańskich wszystkie niedawnej daty. Zdejmuje piżamę, odzież wymyśloną w Indiach, i myje się mydłem wynalezionym przez starożytnydh Galów. Następnie goli się — masochistyczny rytuał przejęty, jak się zdaje, bądź od Sumerów, bądź od starożytnych Egipcjan.
Wracając do sypialni, zdejmuje ubrania z krzesła o typie południowoeuropejskim i zaczyna się ubierać. Nakłada odzież, której kształt początkowo przejęty – został ze skórzanego odzienia nomadów ze stepów azjatyckich, wkłada buty zrobione ze skóry wygarbowanej w trakcie procesu wynalezionego w starożytnym Egipcie oraz skrojone według wzoru przejętego od klasycznych cywilizacji Morza Śródziemnego, wiąże wokół szyi pasek jasnokolorowego materiału, który jest szczątkowym przeżytkiem szali noszonych na ramionach przez siedemnastowiecznych Kroatów. Zanim wyjdzie z domu na śniadanie, wygląda przez szybę zrobioną ze szkła wynalezionego w Egipcie, a jeśli pada deszcz, nakłada kalosze zrobione z gumy odkrytej przez Indian środkowoamerykańskich i bierze parasol wymyślony w południowowschodniej Azji. Na głowę wkłada kapelusz zrobiony z filcu, materiału wynalezionego w stepach Azji. W drodze na śniadanie zatrzymuje się, by kupić gazetę, płacąc za nią monetami — wynalazek starożytnych Lidyjeżyków. W restauracji ma do czynienia z zestawem nowych elementów zapożyczonych z innych kultur. Talerz zrobiony jest z pewnego rodzaju glinki wynalezionej w Chinach. Nóż jest ze stali, stopu sporządzonego po raz pierwszy w południowych Indiach, widelec jest wynalazkiem średniowiecznych Włoch, a łyżka jest pochodzenia rzymskiego. Śniadanie zaczyna od pomarańcz ze wschodnich brzegów Morza Śródziemnego, kantalupy z Persji lub może od kawałka afrykańskiego arbuza. Popija to kawą, zrobioną z abisyńskiej rośliny, ze śmietanką i cukrem. Zarówno oswajanie krów, jak i pomysł ich dojenia zapoczątkowano na Bliskim Wschodzie, zaś cukier po raz pierwszy wyprodukowano w Indiach: Po owocach i pierwszej kawie przechodzi do wafli ciasta wykonanego techniką skandynawską z pszenicy, której uprawę podjęto w Azji Mniejszej. Polewa je syropem klonowym wynalezionym przez Indian z lasów na wschodzie. Uzupełnieniem mogą być jajka pewnego gatunku ptaków udomowionych w Indochinach, względnie cienkie paski mięsa zwierzęcia udomowionego we Wschodniej Azji, mięsa, które nauczono się solić i wędzić w północnej Europie.
Gdy przyjaciel nasz skończy jeść, zabiera się do palenia - zwyczaj Indian amerykańskich - używając do tego rośliny, której uprawę zapoczątkowano w Brazylii, umieszczonej w fajce przejętej od Indian z Wirginii, bądź przygotowanej jako papieros, którego ojczyzną jest Meksyk. Jeśli jest dość odporny, może nawet spróbować cygara przeniesionego do Ameryki z Antyli przez Hiszpanię. Paląc, czyta ostatnie wiadomości, odbite przy użyciu systemu znaków wynalezionych przez starożytnych Semitów techniką wynalezioną w Niemczech na materiale wynalezionym w Chinach. Jeśli jest dobrym obywatelem o postawie konserwatywnej, to czytając sprawozdania o kłopotach za granicą będzie dziękować hebrajskiemu bóstwu w indoeuropejskim języku za to, że jest stuprocentowym Amerykaninem.
Piękne... Nic dodać nic ująć. Podobno 99,988% ludzi ma te same geny. Rożnica polega w tych 0,012% które i tak znajdziemy w danej grupie etnicznej. Więc nawet i na tym polu wielokulturowość tak jakby nie zachodziła.
Definicja studenta
Definicja studenta: osoba która przez 5 lat spożywa jedzenie z puszki i przez reszte życia jest zadłużona.
Złoty środek na sukces wg. Stanisława Tyma
Moi drodzy – jak to mawiał Stanisław Tym:
Dobre samopoczucie to połowa sukcesu. Natomiast bardzo dobre samopoczucie to cały sukces
Otóż to. Nie ważne to co mówią inni. Jeżeli człowiek czuje się pozytywnie w danej sytuacji może o wiele więcej. Przykładowo siedząc w ulubionym lokalu, na ulubionym krześle w domu nasza elokwencja do robienia i mówienia pewnych rzeczy z pewnością wzrasta. Ten sam efekt widać w studio podczas programu Kuba Wojewódzki – pewny siebie, w dobrym samopoczuciu, jak we własnym domu. Momentami bezczelny, nawet bezpruderyjny. W środowisku nieznanym, mało przyjaznym, gdy człowiek czuje się nieswojo nie ma szans na osiągnięcie sukcesu. Po prostu nie rozwinie skrzydeł.
O magicznych właściwościach zaprzyjaźnionego miejsca mogą przekonać się wszyscy ci, którzy prowadzą często negocjacje. Odpowiednie rozmieszczenie oponentów rozmów może na tyle wyprowadzić z równowagi, co spowodować ich porażkę (rażące światło z okna, ciągle otwierające się drzwi, niewygodne krzesło, niesmaczna kawa).
Jedyny wniosek jaki mi z tego płynie na dzisiejszy wieczór to taki, aby pracować w domu. Wtedy środowisko pracy nam sprzyja.
Tak właśnie robie. Aktualnie nie lubię biur, klimatyzacji, korporacyjnego bałaganu i hałasu. Uwielbiam natomiast swój komputer, biurko, łóżko, telefon i krótkie spodenki. Może kiedyś się to zmieni. Na dzień dzisiejszy odczuwam bardzo dobre samopoczucie…
Kur wie
Cytat z dzisiejszych zajęć z Rachunku Kosztów:
Kur wie, kur wam to powie
To prawie jak miód na uszy... a tak pięknie łamie tabu języka polskiego,
Ryzyko banku a sprawy rodzinne
Jak się okazuje dla banków korzystniejsi (z perspektywy udzielanych kredytów) są małżonkowie niż rozwodnicy. Jeżeli się rozwodzisz - nie rób tego. Wybierz separację.
Lepiej mieć także 1 dziecko. Bank oblicza koszty przypadające na każde z posiadanych dzieci. Według finansistów od ryzyka - jeden darmozjad w rodzinie to optimum. W końcu ktoś później musi spłacać długi w przypadku niewypłacalności rodziców. Jestem ciekaw tylko dwóch rzeczy:
- Jak się do tego ma statystyka mówiąca, że na każde małżeństwo w Polsce przypada 1,5 dziecka?
- Co się dzieje w momencie gdy jedno dziecko je za dwóch?
Aby ograniczyć ryzyko związane z tym drugim zjawiskiem specjaliści w bankach powinni na drodze obserwacji rzeczywistości sprawdzać tuszę swoich klientów, nadając im w ten sposób punkty w skali binarnej. Liczba komórek tłuszczowych w organizmie człowieka jest stała. Jest także wysoko prawdopodobne, że tusza osób pulchnych przekłada się również na innych członków rodziny (geny, przyzwyczajenia żywieniowe, tryb życia).
Kulinarne inspiracje
... czyli ulubione potrawy część druga.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Licząc od lewej:
- Sałatka śródziemnomorska z tuńczykiem i makaronem penne,
- Karkówka z warzywami,
- Kurczak z warzywami na słodko,
- Spaghetti Toscana,
- Kawiorowa uczta, ser, pieczywo, wódka.
Same pyszności.
Jak to sie robi na Allegro - doładowania prepaid
Nie od dziś wiadomo, że do swojego telefonu można zakupić doładowanie taniej niż po cenie rynkowej. Związane jest to często ze zniżkami jakie otrzymują partnerzy współpracujący z operatorami. Pośrednicy też muszą zarabiać, a więc operator sprzedaje swoje kody taniej. Sposobów na taki stan rzeczy jest wiele.
W Polsce sprzedaż kodów doładujacych do niedawna odbywała się za pomocą podstawowych „zdrapek”. System ten od jakiegoś czasu jest uciążliwy i małobezpieczny (w związku z fałszywymi kodami). Aktualnie największy udział w rynku stanowią systemy transakcji elektronicznej – terminale prepaid. Mogą być one podpięte bezpośrednio przez Internet (sieć Ethernet), wykorzystywać połączenie GSM/GPRS lub być w postaci aplikacji PC. Z tego rodzaju współpracy można zarobić od 4 do 7% prowizji od każdej transakcji. Minusem tego rozwiązania jest to, że niektóre programy wymagają od sprzedających określonych obrotów w związku ze sprzedażą doładowań. W innym przypadku poniższe firmy traktują nas z poziomu usługobiorcy (zamiast usługodawcy). Jednym słowem wymagają od nas zapłacenia odpowiedniego abonamentu (karnego?). Popularne systemy w Polsce to Agatka, Kolporter i BluePay.
Innym rozwiązaniem stosowanym na rynku są programy partnerskie np. mBanku, BluePay itp, które za sprzedaż doładowania prepaid oferują swoim partnerom do 4% prowizji. Plusem jest to, że aby sprzedawać tego rodzaju usługi nie trzeba posiadać własnej działalności gospodarczej.
Natomiast każdy kto ma styczność z allegro zauważył, że od dłuższego czasu można tam zakupić doładowanie o wartości 50zł za 45zł. I to zupełnie legalnie. Temat jest o tyle ciekawy, iż mnie osobiście zainteresował. Początkowo myślałem, ze sprzedawcy oferujący doładowania przez Allegro po cenie niższej niż rynkowa posługują się wyżej wspomnianymi terminalami. Niestety po małym przeliczeniu kosztów wychodzi na to, że pierwsza myśl była błędna. Licząc wszystkie koszty typu prowizja allegro, rolki papieru, Internet oraz różnica pomiędzy ceną rynkową a ceną z aukcji internetowej szybko zorientowałem się że koszty te są dokładnie równe prowizji otrzymanej z systemu transakcyjnego np. BluePay. Nikt nie jest organizacją charytatywną a więc to bez sensu.
Po dłuższej chwili znalazłem sposób na pewien zarobek zwany przez „wtajemniczonych” „sposobem na 4 karty”. Jest on na tyle ciekawy, gdyż używając kilku kart możemy zbierać punkty / darmowe minuty itd. poprzez dokonywanie doładowań i czerpać z tej różnicy zyski. Jednak nie do końca mnie to przekonuje.
Szukając dalej wpadła mi w ucho (oko) interesująca informacja - pewna firma X która jest dużym dystrybutorem kart prepaid sprzedaje te karty firmom które są założone np. w Niemczech i posiadają europejski NIP. Firma X sprzedając karty takiej firmie nalicza VAT=0 zł a nie 22% . Odkąd jesteśmy w strefie Schengen zagraniczne firmy kupujące karty z Vatem zerowym nawet nie muszą przedstawiać dokumentów celnych, potwierdzających wywóz tychże kart z Polski:
Możliwość stosowania preferencyjnej stawki VAT 0% zarówno w przypadku tzw. dostawy magazynowej, jak i w przypadku dostawy na rzecz zagranicznego kontrahenta, istnieje wówczas, gdy podatnik dysponuje stosownymi dokumentami. Dostawa wewnątrzwspólnotowa podlega opodatkowaniu według stawki VAT 0%, stosowanie tej stawki nie powoduje żadnych obciążeń fiskalnych (nie występuje podatek należny) przy równoczesnym zachowaniu upoważnienia do uzyskania zwrotu podatku naliczonego.
Przepisy ustawy VAT nakładają na podatnika stosującego stawkę 0% w związku z dokonaniem dostawy wewnątrzwspólnotowej obowiązek posiadania dokumentów, które łącznie potwierdzają wywóz towaru i dostarczenie ich do nabywcy na terytorium innego niż Polska państwa członkowskiego.
Stąd biorą się chore ceny na rynku także na Allegro. Dodać należy że Importer doładowań w Niemczech zobowiązany jest zapłacić do tamtejszego Urzędu Skarbowego VAT w wysokości 16% 19%. Każde dziecko jest w stanie policzyć różnicę wynoszącą 6pp 3pp (punktów procentowych - dzięki Seb). [możliwe że firma niemiecka nie podając nr NIP EU jest w stanie uniknąć płacenia podatku w swoim kraju macierzystym, ale nie jestem tego rozwiązania w 100% pewny. Na import usług elektronicznych z krajów z UE nie jest potrzebny NIP UE w szczególności także dla usługi generowanej automatycznie przez komputer i przesyłanej Internetem lub siecią elektroniczną w odpowiedzi na określone dane wprowadzone przez usługobiorcę]. Dodając do tego cenę hurtową zdrapki tańsza o około 10% daje dość znaczące zyski. Warto zwrócić uwagę na to, że towar zwolniony z polskiego podatku od towarów i usług (VAT) i dostarczony wewnątrzwspólnotowo nie może być sprzedawany na terytorium Polski. W innym wypadku sprzedawca taki łamie polskie i prawdopodobnie wspólnotowe prawe (chyba że za przyjmiemy terytorium Niemiec za faktyczne miejsce świadczenia usługi, o ile to możliwe). Jednocześnie (to oczywiste) naraża państwo Polskie na straty z tytułu zwolnienia podatkowego.
Na koniec w ramach podsumowania nasuwa się jedno pytanie – czy Allegro jako serwis pośredniczący w organizowaniu aukcji i sprzedaży nie umożliwia pewnemu gronu „sprzedawców” świadczenia swoich usług niezgodnie z polskim prawem, poszerzając jednocześnie (nadal znaczącą dla wpływów budżetowych) szarą strefę?
Wniosek: Kto za to płaci? My
O tym jak łączymy się w związki
Na wstępie chciałbym popełnić małą burzę myśli na temat tego kto kogo szuka – mężczyzna kobietę czy kobieta mężczyznę?
Mając na uwadze fakt, że to kobieta jest bardziej zainteresowana związkiem z „nie byle kim” z racji tego, że jej biologicznym zadaniem jest wydanie na świat zdrowego potomstwa to ona bardziej inwestuje w związek, a co za tym idzie ponosi większe ryzyko, iż może jej się to nie udać. Jednym z dowodów na taką tezę może być fakt, że kobieta przez całe życie ma około 380-400 szans na zajście w ciąże (ograniczona liczba jajeczek). Facet natomiast w ciągu tylko jednej godziny produkuje 150 tysięcy plemników.
Nie mniejsze ryzyko jest również ze strony mężczyzny. Jak wiadomo ludzie kojarzą się w pary na podstawie swoich własnych fenotypów, zakładając ze owy fenotyp zdradza ich genotyp. Podczas pierwszej randki fenotyp (i na jego podstawie i genotyp) faceta jest łatwo określić (widoczny jest na pierwszy rzut oka). Z kobietą jest to trudniejsze. Kobiety są silniejszą płcią (pod względem fizjologicznym, behawioralnym) przez co, to one z biologicznego punktu widzenia (czy się to komuś podoba bądź nie) dokonują wyboru własnego partnera. Patrząc na potencjalnego partnera kierują się nie tylko wyglądem (co było by niebezpieczne) ale także i innymi czynnikami (inteligencja, przystosowanie, środowisko w którym się wychował). Facet natomiast ma tak rozbudowany zmysł kojarzenia, iż w przeciągu zaledwie 1/7 sekundy potrafi ocenić czy dana kobieta nadaje się na matkę jego dzieci. Dowodem jest chociażby sytuacja gdzie obie płci szukają partnera (np. w Internecie, biurze matrymonialnym itp.). Facet będzie oglądał tylko zdjęcia (wygląd mówi o tym czy jest młoda i czy urodziła już dzieci), dziewczyna natomiast oprócz zdjęcia przeczyta dogłębnie jego opis, by dowiedzieć się między innymi czegoś na temat potencjalnego ojca swoich dzieci (tak jakby chciała sprawdzić zasobność jego głowy i portfela).
Gdy już wiemy kto ryzykuje i kogo kto szuka pora na omówienie faz jakie przechodzi związek damsko-męski.
Faza I – wdrukowywanie (imprinting), czyli szukamy partnera maksymalnie odmiennego genetycznie od nas (im bardziej odmienny tym większe prawdopodobieństwo urodzenia zdrowego dziecka). Ze względu na to, że kobiety szukają bardziej swoich partnerów (większe zainteresowanie) to ich zmysł powonienia jest bardziej rozbudowany niż płci przeciwnej (umiejętność rozpoznania 200 związków chemicznych wydzielanych przez organizm po ich zapachu). Okazuje się, że owe zapachy partnera odbieramy nieświadomie, lecz im lepiej pachniemy dla swojego partnera tym bardziej odmienni genetycznie od niego jesteśmy). Ze względu na to, że np. nasze rodzeństwo, bądź rodzice są niemal naszymi kopiami genetycznymi trudno jest mówić o jakimkolwiek pociągu seksualnym do nich (ich zapach jest katastrofalny).
Faza II – zakochanie. Zakochanie to swojego rodzaju uzależnienie. Mózg posiada zdolność produkowania w niewielkich ilościach narkotyków. Gdy zakochujesz się w kobiecie mózg zaczyna produkować fenyloetyloamine (pochodna amfetaminy). Powoduje to pewne uzależnienie, gdyż na widok danej osoby mózg uwalnia określone ilości tego związku. Niestety istnieje efekt tolerancji (trzeba brać coraz więcej by utrzymać dany stan na jednakowym poziomie). Jak pokazują badania ze względu na ograniczoną ilość fenyloetyloaminy faza zakochania trwa około 3-4 lata.
Faza III – miłość (jeden z najsilniejszych stanów człowieka). Faza ta związana jest z wydzielaniem oksytocyny (hormon miłości, przytulania). Hormon ten sprawia, że seks jest przyjemny, powstaje instynkt macierzyński, a podczas dotyku bliskiej dla nas osoby ilość oksytocyny wzrasta diametralnie.
First night in Poznań
I pierwsza studencka noc na nowych studiach, po wakacyjnej przerwie, w Poznaniu - zaliczona.
Przy piwku, na balkonie, z kultowymi Wormsami do 2am.
♫ Guru Josh Project - Infinity 2008
Wniosek: Zaczęło się
Pierwsza szkoła, pierwsze znajomości
Stare dobre czasy szkoły podstawowej. Nie mogę do dziś przypomnieć sobie gdzie została zrobiona ta fotografia. Przypuszczam, że może to być Poznań (przed barem mlecznym) tuż po odwiedzinach zwierzaków w tamtejszym ZOO.

Kobiety vs Mężczyźni - władza, dominacja, kompetencje
Czytając na wykładzie książkę pt „Zachowania człowieka w organizacji” Barbary Kożusznik trafiłem na mega fajny fragment odnośnie sprawowania władzy i dominacji kobiet i mężczyzn oraz mężczyzn w stosunku do kobiet i kobiet w stosunku do mężczyzn. Fragment jest o tyle ciekawy gdyż przedstawia wyniki badań osób zajmujących się komunikacją interpersonalną. Wydanie z 2007 roku, więc domniemuję, że badania najnowsze.
Badacze analizowali zachowania werbalne i niewerbalne osób mających i niemających władzy, co pokrywało się w pewnym stopniu z zachowaniami niewerbalnymi mężczyzn i kobiet. Osoby mające władzę np. częściej dotykają osób niemających władzy niż odwrotnie W badaniu opartym na metodzie obserwacji Henley stwierdził, że osoby o wyższym statusie częściej w porównaniu z innymi dotykały innych osób aniżeli same były dotykane. Starsi mężczyźni i ludzie o wysokim statusie społeczno-ekonomicznym częściej niż inni zachowywali się w ten sposób. Henley zauważył, że dotyk, który nie jest obustronny, może służyć, jako wskaźnik dominacji informujący innych o tym, kto ma władzę. Badacze analizowali skutki dotyku w relacjach między mężczyznami a kobietami i okazało się, że mężczyźni postrzegani, jako bardziej dominujący niż kobiety, jednostki o wyższym statusie są bardziej dominujące od tych o statusie niższym., A osoby dotykające innych są bardziej dominujące niż osoby dotykane. Opisywane badanie wykazało, że zarówno dotykane kobiety jak i dotykani mężczyźni są postrzegani, jako mniej dominujący od osób niedopuszczających do dotykania. Dla porównania osoba dotykająca innych jest postrzegana, jako nieznacznie bardziej dominująca od osoby, która nie dotyka innych.
Innym wskaźnikiem dominacji może być kontakt wzrokowy. Osoby o wysokim statusie przemawiające do osób o niższym statusie utrzymują z nimi kontakt wzrokowy, jednak starają się nie patrzeć im w oczy, gdy osoby o niższym statusie zwracają się do nich.
Wskaźnik dominacji wzrokowej można obliczyć, jako stosunek czasu, w jakim osoba wpatruje się w swojego rozmówce (adresata wpływu), do długości czasu patrzenia na rozmówce, gdy go słucha. Osoby o niższym statusie mają tendencję do nieutrzymywania kontaktu wzrokowego bez względu na to, czy sami mówią czy do nich się mówi. Dovidio, Ellyson, Keating, Heltman i Brown analizowali związek między płcią a dominacją wzrokową w sytuacji wpływu społecznego. Zgodnie z teorią oczekiwań społecznych autorzy założyli, że kiedy rozmówcy w parach różnią się poziomem władzy nagradzania albo eksperckiej, to osoba o większej władzy będzie się charakteryzowała wyższym wskaźnikiem dominacji wzrokowej. Kiedy nie ma dominacji władzy, to płeć będzie predykatorem (trudne słowo) wzrokowej dominacji, jako cecha różnego statusu? Jak przypuszczano, kiedy poziom władzy był podobny u rozmówców w parach, to mężczyźni charakteryzowali się większą dominacją wzrokową niż kobiety. Tak więc, mężczyźni zachowują się, jakby mieli większą władzę od kobiet.
Analiza zachowań kobiet i mężczyzn w czasie narad ukazała, że mowa ciała może stanowić czynnik uzyskiwania dominacji. Kanter analizowała strategie, jakie biali mężczyźni stosowali, aby akcentować solidarność wobec kobiet, robiąc to często nieświadomie. Najczęściej polega to na wprowadzeniu do rozmów tematów, które mniej angażują kobiety (np. metafory sportowe) oraz niekontynuowanie tematów rozpoczętych przez kobiety. Mężczyźni często siedzą wówczas odchyleni do tylu z rękami założonymi na karku. Kobiety siedzą w pozycjach bardziej zamkniętych i częściej gestykulują. Stechert opisuje kobiety na stanowiskach kierowniczych, których mowa ciała nie podkreślała ich pozycji i odpowiedzialności. Kobiety te częściej niż mężczyźni posługiwały się gestami podającymi w wątpliwość ich wypowiedzi np. wzruszały ramionami, przechylały głowę, sprawiając wrażenie niepewności. Mężczyźni częściej stosowali taktyki wpływu niewerbalnego w postaci asertywnych zachowowań.
Szczególnie ważna powinna być kompetencja w wykonywaniu zadań dla kobiet. Z badań wynika bowiem stereotypowo są one postrzegane jako będące w mniejszych stopniu ekspertami, mniej kompetentne od mężczyzn z wyjątkiem sytuacji gdy pewnej określonej wiedzy oczekuje się od kobiet i gorzej wykwalifikowane niż mężczyźni. Aby kobiety były postrzegane, jako bardziej kompetentne niż mężczyźni. Muszą w pracę włożyć o wiele więcej wysiłku gdyż standardy efektywności są wyższe dla kobiet niż dla mężczyzn. Powoduje to, że wymagania wobec kobiet są wyższe i dotyczą niezwykłych kompetencji, aby mogły być poważnie traktowane w roli przywódców i osób wywierających wpływ. Badania wykazały, że członkowie grupy ulegali wpływowi informacji przekazywanych przez mężczyzn, natomiast ignorowali tę samą informację przekazywaną przez kobiety.
Tak, więc paradoksalnie kompetencja kobiet może być przeszkodą w procesie ich wpływu na innych. Badania wykazały, że kompetentny styl komunikacji (inicjatywa, bezpośredniość) decydował o przyjmowaniu do pracy 90% mężczyzn, natomiast kompetentny styl komunikowania się kobiet nie miał takiego znaczenia. Osoby przyjmujące do pracy preferowały kobiety posługujące się stylem mniej kompetentnym. Kompetentny styl komunikacji kobiet oddziaływał jedynie na kobiety, natomiast mężczyźni ulegali wpływowi kobiet mniej kompetentnych, które – jak twierdzili – nie wywoływały u nich poczucia zagrożenia i były sympatyczne. Chociaż mężczyźni opierają się wpływowi kobiet kompetentnych to w są mniej oporni, gdy dzięki nim mogą więcej zarobić lub zyskać coś innego. Tak, więc gdy mężczyźni widzą perspektywę zysku w jakiejś sytuacji to silniej koncentrują się na szansach jego osiągnięcia niż na ewentualnej utracie swojego autorytetu.
Okazuje się też, że dominacja jest mało efektywna, jeżeli chcemy kogoś przekonać bez względu na płeć. Na przykład więcej mężczyzn niż kobiet bezpośrednio nie zgadza się z partnerem w rozmowie i tym samym ma mniejsze szanse na przekonanie jego lub jej. Stosowanie dominujących zachowań niewerbalnych przez mężczyzn i kobiety mniejsza ich szanse wpływania na inne osoby i nie jest efektywniejsze od stosowania zachowań podporządkowanych i uległych. Mężczyźni i kobiety stosujący dominujący styl budzą wrogość w grupie, na którą starają się wywrzeć wpływ. Szczególnie negatywne reakcje wzbudzają osoby o niższym statusie zachowujące się dominująca (w ten sposób więcej kobiet jest karanych za dominację niż mężczyzn)….
Literatura: Barbara Kożusznik „Zachowania człowieka w organizacji”. Polskie wydawnictwo Ekonomiczne, 2007.
Ogólnie analizując powyższy fragment mogę dojść do wniosku, że będąc facetem mam większe szanse na lepszą pracę, będę mniej pracował, przez co teoretycznie dłużej żył. Będę postrzegany, jako bardziej dominujący, ale niestety mniej przekonujący. Oczywiście mówimy tutaj o uśrednionych wynikach, bo w końcu czy ktoś taki będzie bądź nie zależy również od jego osobowości, cech charaktery, umiejętności wrodzonych i nabytych oraz wiedzy i doświadczenia. Ale daje to pewien obraz podświadomego i stereotypowego myślenia odnośnie dominacji, kompetencji i sprawowania władzy. Dominując uznałem, że taka wiedza może się przydać (w końcu ma to odniesienie do mojej rzeczywistości)… Paka
Obserwacja dnia
Zaimki osobowe w komunikacji perswazyjnej wpływają podświadomie na odbiorcę komunikatu.
Experimental Lemon
Ludzkość determinuje odkrycia, eksperymenty i postęp. Nowy drink z poduszką powietrzną.
Sprawne oko zauważy, że łódka Bols zapłaciła za product placement skutkiem czego jest używanie szklanek z logo tej marki. Tak na marginesie - polecam...
Gdy bycie drugim, trzecim i n-tym to za mało
Ziarno, które wykiełkowało jako drugie ma o wiele większa szanse na przeżycie, jeżeli upadło w pewnej odległości od pierwszego
Ale mimo wszystko lepiej nie ryzykować. Lepiej być pierwszym. Dlaczego? Otóż sadzonka, która wykiełkuje pierwsza zawsze będzie większa od pozostałych. Tak jest w życiu, w marketingu. Ważne jest przywództwo. Nikt nie lubi średniaków. Inwestowanie w średniaki, poszerzanie kapitału przeciętnej osoby mija się z celem. Tak jak pracodawcy chcą zatrudniać osoby w pełni ukształtowane lub te z kapitałem, to nigdy nie zatrudnią przeciętniaków, które nigdy nie będą „ponad”.
W czym jesteś najlepszy? W czym jesteś pierwszy?
W świecie marek było dużo drugich i następnych. Pierwszych o wiele mniej.
Amazon.com – pierwsza księgarnia internetowa
CNN – pierwsza stacja informacyjna w sieci kablowej
Dell – pierwszy bezpośredni sprzedawca komputerów osobistych
Domino’s – pierwsza sieć pizzerii dowożąca pizze do domu
Dr School – pierwsze kosmetyki do pielęgnacji stóp
Duracell – pierwsza bateria alkaliczna
Gote-tex – pierwsza oddychająca wodoodporna odzież
Nike – pierwsze buty sportowe
Pampers – pierwsze pieluchy jednorazowe
Playboy – pierwszy magazyn dla mężczyzn
Xerox – pierwsza kopiarka
Swatch – pierwszy modny zegarek
LOT – pierwsze polskie linie lotnicze
Telekomunikacja Polska – pierwszy operator telefonii stacjonarnej
I nawet jeżeli nie jesteś pierwszy – zadbaj o to by tak cię postrzegano…
Kilka największych globalnych marek przespało bycie pierwszym – Coca Cola:
Coca Cola przegapiła kategorię napojów cytrusowych z kofeiną (pionierem było Mountain Dew), więc próbowała wejść do gry z Mello Yello. Nie udało się.
Później przegapili bycie pierwszym w kategorii pikantnej Coli (pionierem był Dr. Pepper). Próbowano wejść do gry z marką Mr. Pibb. Nie udało się.
Potem przespali kategorię napojów naturalnych (pionierem był Snapple), więc próbowano wejść do gry z marką, Fruitopia, która daleko nie zaszła.
Przegapiono również kategorię napojów energetyzujących (pionierem był Red Bull), więc próbowano wejść do gry z marką KXM. Nie udało się.
A potem musieli zadowolić się byciem drugim, przez to, że przegapiono kategorię napojów sportowych (pionierem był Gatarade – notabene genialny napój). Próbowano wejść na rynek z napojem Powerade. Nadal są.
Pepsi Cola tymczasem zrezygnowała z dystrybucji swojego napoju sportowego All Sport i zakupiła markę Gatarade.
Teraz tak zastanawia mnie jedna rzecz – ile przespałem a ile przegapiłem momentów bycia pierwszym. Też myślę nad tym ile razy już byłem pierwszy. A i jedno, co mi zapadło w pamięci podczas ukończonych wykładów z Brandingu u Piotra Lisieckiego to, to by zdobywać umysły innych. Bo jedyną, najważniejszą marką, którą przyszło mi zarządzać jest marka Piotr Kowalski.
Wniosek: Nie schrzań tego, co już masz.
BTW.
"Jak ktoś słyszy: To mówi:"A to jest ten dziwny idiota z TVN-u". Albo: "To jest ten fajny chłopak, co od pięciu lat co tydzień robi świetny program za takie małe pieniądze." Jest punkt odniesienia: fajnyniefajny. Są emocje. „
Zdaje sobie sprawę, że jest idolem, albo antyidolem. Nie przeszkadza mu to, bo jak mówi są emocje i daje tym samym ludziom totalną huśtawkę emocji. Albo się go nienawidzi, albo się go uwielbia. Nie idzie na kompromisy.
Mały przerywnik o "bardzo znanej w Polsce osobie". W niawiązaniu do bycia pierwszym i ostatnim. W nawiązaniu do teorii Darwina - "natura faworyzuje skrajności".
Strategia "tit-for-tat" (racjonalny altruizm)
Kiedyś napisałem u siebie na stronie, że życie to negocjacje, a negocjacje to gra. W głównej mierze to prawda. Różni je między sobą min. to że w grze są ustalone reguły (po części w życiu też, ale nie do końca). Idąc dalej tym krokiem, można stwierdzić że jeżeli życie to negocjacje, a negocjacje to gra to równie dobrze w życiu można zastosować teorie gier. Są dwa rodzaje problemów przy próbach zastosowania teorii gier do negocjacji:
- Negocjatorzy nie są graczami w pełni racjonalnymi.
- Stosując rozwiązania spełniające kryterium racjonalności, możemy osiągnąć rozwiązanie nieoptymalne (jak w przypadku dylematu więźnia).
To interesujące zjawisko skłaniało wielu badaczy do prób określenia, jak ludzie zachowują się w faktycznych sytuacjach konfliktowych i jaka strategia faktycznie przynosi korzyści. Zorganizowano wiele konkursów, w których różni badacze teorii gier mogli podawać własne propozycje strategii wygrywających.
Spośród wielu propozycji strategii – egoistycznych i altruistycznych – zawsze wygrywała strategia "tit-for-tat" Rappoporta.
Polega ona na tym, że rozpoczynamy grę zawsze ruchem przyjaznym, nastawionym na kooperację, a w kolejnych ruchach (w następnych rundach) postępujemy tak, jak w poprzedniej rundzie postąpił nasz partner. Jeśli on wykonał ruch przyjazny – odwdzięczamy się tym samym, jeśli ruch wrogi – bierzemy natychmiastowy odwet. Ważne jest to, aby być konsekwentnym – zawsze wybaczać i zawsze odpłacać pięknym za nadobne.
Dlaczego to jest ważne? W rzeczywistym życiu z większością partnerów negocjacyjnych spotykasz się wielokrotnie. Podpisujesz nowe umowy, renegocjujesz warunki itd.
Na negocjacje tudzież życie (możesz) musisz patrzeć jak na grę wieloetapową, w której twoje zachowanie z rundy poprzedniej będzie miało wpływ na przebieg kolejnej. Również ty sam musisz pamiętać o zachowaniach partnera:
- nie wierz naiwnie, że nieuczciwy negocjator tym razem będzie dla ciebie miły,
- kontynuuj dobrą współpracę, w warunkach wzajemnego zaufania, z partnerami nastawionymi kooperacyjnie.
I czy w życiu nie jest podobnie (czyt. tak samo)? Z mojej perspektywy wygląda to dokładnie w ten sam sposób, a znajomość strategi Rappoporta może okazać się key elementem w strategii życia i relacji interpersonalnych. No chyba, że nie lubisz wygrywać…
Wniosek: Graj
Studencka Kuchnia
Tak oto wygląda prawdziwa kuchnia studencka:
|
|
|
|
|
|
Jednym słowem po prostu wypas (dosłownie i w przenośni).
♫ Lady Pank - Rysunkowa Postać
Btw. To nie ja!
Uwaga nadchodzą wiatry...
Na jutro zapowiadają dość mocny wiatr. Jak zwykle w Poznaniu wszystko dzieje się z dużym wyprzedzeniem. Wiatr powoli zaczyna się rozpędzać a będąc zapobiegliwymi użytkownikami mieszkania postanowiliśmy z Jagielem jakoś zapobiec przeciągom wywołanym owym wiatrem oraz temu, że pod jego wpływem powoli zaczyna się otwierać okno.
Btw. Innym skutkiem nadchodzącej wichury jest to, że część urządzeń domowych przestała funkcjonować, w tym jeden z komputerów, który ma słabszy zasilacz wewnątrz obudowy i nie daje rady przezwyciężyć minimalnych wahań w dostawach prądu.
♫ Jacek Lech - 20 lat, a może mniej
19 stycznia 2007: Uffff okna nie wywiało
Co to za gra? Co to za miejsce?
Nie wiem co trzeba zrobić, aby kolokwium ze statystyki zaliczyć na 4 czy też 5 (o tym akurat nie marzę). Zrobiłem całe zadanie z korelacji, narysowałem wykres, napisałem komentarze.
Jedna z teorii oceniania głosi, że profesorka w ogóle nie sprawdza tych prac. Patrzy tylko na estetykę i wynik. Estetyka - szkoda gadać, tutaj przegrywam. A wynik - no cóż - zadanie policzone dobrze. Wynik potwierdził się..
Inna z teorii jest taka, że może być tak, że ćwiczeniowiec bierze pod uwagę również zachowanie, aktywność itd. Tyko, że ta od razu odpada. 90 procent osób z grupy otrzymało 3.
Komentarz do mojej pracy przy oddawaniu był tylko taki, że narysowałem niechlujny wykres korelacyjny. No cóż - brakło mi miejsca, a innej kartki nie było, więc narysowałem go o wymiarach 4 x 4 cm. Trochę śmiać mi się chce, ale był dobrze wykonany. Fakt faktem, że odręcznie. A więc idąc za radą Pani profesor z Żółwikiem wpadliśmy w skrajność i zaczęliśmy każdy wykres rysować idealnie. Niestety jako biedni studenci nie posiadamy linijki. A co posiada każdy student? Oczywiście legitymację studencką. I otóż to:
Polak potrafi. Tym bardziej student. Patent dobry. Linia wychodzi niemal idealnie. Od dziś na egzamin nie trzeba chodzić z linijkami. Legitymacja idealnie się do tego nadaje.
♫ Shapeshifters & Chic - Sensitivity (Nocturnal Mix)
Ale ze mnie sknera
Drukuję ściągi na starych kserówkach z pierwszego roku. A wszystko po to, by zaoszczędzić kasę na papierze.
Z drugiej strony nie dla przyjemności studiuję ten kierunek, który studiuję. Chyba czegoś pożytecznego w końcu się nauczyłem (uczę)...
♫ Eternal Soul - Lifting Me Higher (Bassmonkeys Rocket Mix)
Update godzina 16:06: Stata nawet nawet mi poszło. mam nadzieję, że nic nie sknociłem. wyniki mam identyczne jak Anita. Chyba będzie okey.
ehh. Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz...
"Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz, więc czemu się martwisz, czemu się smucisz" ... a jednak. Właśnie dowiedziałem się ze umarła chyba jedna z moich ulubionych nauczycielek z liceum [przystosowanie do życia w rodzinie]. Przykro. Zdziwiłem się bardzo - kilka miesięcy temu rozmawiałem z nią jeszcze na gg. Mówiła, że ma jakiś zabieg w Poznaniu. Nie pytałem wtedy z grzeczności na co choruje. Domyślałem się tylko. Byliśmy nawet umówieni na kawę w Poznaniu. Kurde - nie zdążyłem. Trudno, ale bardzo miło ją wspominam. Jedyna nauczycielka z którą zrobiłem sobie fotkę na studniówce 2005 :), bo jedyna chyba na to zasługiwała [z tych obecnych]
Często tak jest ze porządni ludzie umierają, albo ciężko chorują. Pech, albo i przeznaczenie. Niesprawiedliwość ludzkiej egzystencji.
Zastępstwo na bilogii |
Studniówka |
Zastępstwo na bilogii |
Znalazłem jeszcze w achiwum ostatnią rozmowe z Panią Iwoną (Luty 2006):
dzin dybry
no, dzin dybry
co słychać?
a jakos leci
a u Pani?
cos dawno nie gadalismy
dzis wrocilam z wyjazdu i sprawdzilam strone ktora mi przeslales, butelka do kupna super!!!gratuluje pomyslu!!
teraz sprzedajemy grosz
u mnie tez jakos leci,
jestescie pomyslowi bardzo!!! a jak studia?
http://allegro.pl/show_item.php?item=86802714
mamy juz 2 zl
hehe
a butelka poszla?
jeszcze 4 dni
ach, to jeszcze sporo czasu... jestes w kaliszu czy poznaniu
w Poznaniu.,..jutro ide na ustny poprawka z anglika
zawijam notebooka i jade w dom
oooo.. :/ bede trzymala kciuki
bo bez kompa to mi sie nie oplaca
a wogole co tam w 2lo slychac?
nie ma jak w domu,
ide dopiero po feriach po rocznym zwolnieniu do 2lo, w swojej szkole pracuje juz od wrzesnia a tam sie nie spieszylam
w swojej czyli jakiej?
bo ja tez pracuje w podstawowej w 9
i tam mam glowna szkole
gdzie to jest?
na wigury,ale nie ta uzawodowiona dla zdolnych tylko normalna podstawowka
a to juz wiem
calkiem fajna szkola
szczerze to nie bylem
tam
ale jak pani tak mowi
:)
no dziekuje ci
:)
gadalam przez telefon
mam telefon z multimediow i darmowe rozmowy wiec plotkuje
hehe
wiadomo
teraz sie ucz tego anglika a ja ide cos zjesc bo jestem glodna
ja mam pustą lodowke
jeden dzem
i na tym jade
byle do jutra
za duzo imprezowalem i do jutra mam 6 zl
no niezle....jutro w domku wiec jedzonko bedzie ,mamusia sie postara
no a na bilet ci starczy?
no na bilet mam odlozone
no to jestes b.odpowiedzialny!!!!
hehee
a jakies wolne masz dni ?
do 27
no to niezle, mozna odpoczac
mam nadzieje
najlepiej byloby gdzies wyjechac ale w domu tez mozna odpoczac, chyba ze koledzy ci nie dadza spokoju
kolezanki haha
no tak myslalam, ale nie chcialam byc taka wscibska
zmykam juz Piotrus, jutro powodzenia zycze !!!
nie dziekuje
podziekuje pozniej
papa
Papa... eh...









