Studia - własne przemyślenia na koniec
No i stało się. Między innymi joggerowa kategoria „studia” przynajmniej na jakiś czas[?] zostanie nieczynna / niepotrzebna. No bo i po co pisać o studiach, skoro [i tu może jeszcze zaskoczę co po niektórych] ukończyło się wreszcie pięcioletni tok studiów. „Uff” – chciałbym powiedzieć. I z jednej strony tak jest. Z drugiej – „o matko, co teraz”. Mam wewnętrzną pustkę. Pustkę, tak jakby wszystko się skończyło. Człowiek uczy się od najmłodszych lat: jak się uczyć. Przedszkole, podstawówka, gimnazjum, liceum, na końcu studia [licencjat, studia uzupełniające magisterskie). Solidny szmat czasu. Trzy+sześć+trzy+trzy+pięć. Dwajścia lat nauki. I teraz nadchodzi taki moment, w którym należałoby podsumować cały ten finalny okres .
Zawsze zastanawiało mnie, co tak naprawdę na studiach można się nauczyć. To kuriozalne. Ale gdyby wiele rzeczy podczas studiowania naprawdę mnie nie zainteresowało, to chyba nigdy bym nie przykładał do nich tak wielkiej uwagi. I tak oto dochodzę do wniosku, że na studiach część / wiele / większość [?] osób studiuje bez braku przekonania w to co chce osiągnąć. Często większość rzeczy, w postaci papki, którymi raczą nas wykładowcy nikogo tak naprawdę nie interesuje. A co za tym idzie, po skończeniu danego przedmiotu po prostu albo stan wiedzy takich osób nadal jest identyczny, albo minimalnie większy. Tak czy siak – nic to nie zmienia. W końcu nie bez kozery badano wpływ zainteresowania daną tematyką na jakość nauki. Wyniki nie były obiecujące. No i tak można wysnuć teorię, że skoro ktoś studiuje dla samego studiowania i tak będzie [po pierwsze] marnym studentem, [po drugie] marnym magistrem. Widzę to po sobie – jest ; było kilka dziedzin, które w żadnym, nawet minimalnym stopniu, ani mnie nie poruszyły, ani nie zainteresowały. Po prostu je zdałem. Natomiast te, które uznałem za interesujące, siłą rzeczy, zgłębiam do dziś.
Dużo się mówi również o uczelniach wyższych, jako przekaźnikach wiedzy książkowej. Czysto teoretycznej. No i po pięciu latach nauki mogę w końcu z pełną odpowiedzialnością zgodzić się z tą hipotezą. System nauki, mimo, iż próbujący dostosować się do realiów i wymogów współczesnych czasów, nadal drepcze w miejscu. Gdyby nie praktyki w banku na drugim roku studiów, do dziś nie wiedziałbym jak w praktyce funkcjonuje bank [w banku nie ma pieniędzy…]. I mimo sporadycznie pojawiających się dygresji wykładowców, system nauki nadal jest teoretyczny i wymagający od studenta tylko i wyłącznie wiedzy książkowej. W żaden sposób moja wiedza, często praktyczna, zdobyta praktyką tudzież własnymi zainteresowaniami [np. GPW] nie była premiowana na zaliczeniach, czy egzaminach. Fakt, że była cenna, czasem doceniana na zajęciach, to nigdy wynagradzana. I to boli. Ponieważ osoby, które nigdy nie miały obycia chociażby z analizą techniczną akcji w praktyce, analizą raportów finansowych, czy nawet systemem transakcyjnym papierów udziałowych otrzymywały lepsze oceny końcowe z faktu [tylko i wyłącznie], iż nauczyły się tego [nie bójmy się tego słowa] na pamięć. Osobiście zawsze preferowałem system nauki, aby nie umieć za wszelką cenę – a rozumieć. By nie wiedzieć wszystkiego – a wiedzieć gdzie szukać. By wiedzieć wystarczająco dużo – i móc się wypowiadać. I w końcu, by wiedzieć jak się wie.
Oczywiście studia tak naprawdę mają więcej zalet, niż wad. Uczą samodzielności, obycia, życia i pewności siebie. Często znajomości, które zdobywając nieustannie podczas studiów rzutują w przyszłości [ale to przyjdzie i ocenić później]. Większość zalet, raczej ma mało wspólnego ze zdobytą studencką wiedzą. To raczej co innego. I ta pewność siebie może być zgubna. W końcu pracodawcy nie zawsze chcą zatrudniać studentów dziennych bez doświadczenia. Motywując to faktem, że są zarozumiali, przeceniają swoje możliwości i błyszczą tylko i wyłącznie wiedzą książkową. No cóż. Zawsze istniał stereotyp wyższości studenta stacjonarnego od zaocznego. No, a że w każdej legendzie, plotce i stereotypie jest trochę prawdy – pozostawię ten aspekt w milczeniu. Do oceny przez pryzmat własnych doświadczeń.
Studia to także imprezy, spotkania, swoisty styl bycia. Trudno pogodzić się z tym, iż to już tylko historia. Jak to śpiewał Boguś Linda – „nigdy papieros nie będzie tak smaczny, a wódka taka zimna i pożywna. Nigdy nie będzie tak ślicznych dziewczyn, nie będzie tak pysznych ciastek. Reprezentacja naszego kraju nie będzie miała takich wyników, już nigdy, nigdy nie będzie takich wędlin, coca coli, musztardy i takiego mleka. Już nigdy nie będzie takiego lata, słońce nie będzie już tak cudnie zachodzić i wschodzić. Księżyc już nigdy…”
♫ Świetliki i Linda - Filandia
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Magister ekonomii... FAAK!
I stało się. Z dniem 23 czerwca 2010 roku zdałem pomyślnie egzamin dyplomowy, obroniłem pracę magisterską i otrzymałem tytuł magistra z oceną bdb.
Co teraz? Good question!
Kolejny haczyk na liście "To Do" zakreślony. A jak się czuje świeżo upieczony magister? Nie odczuwam większych zmian. Słońce nadal świeci, ptaszki ćwierkają. Szczekające psy jak wkurwiały tak wkurwiają. Zachłyśnięty - odbieram telefony "Magister Kowalski, słucham?". Kaca moralnego również brak. Na dzień dzisiejszy - czuję się wewnętrznie spełniony. No i najważniejsze - życie zaczyna się od nowa. Od czystej, niezapisanej karty - tabula rasa. Czas znów zapisać na nowo kolejne doświadczenia.
Chyba zacznę od teraz...
7 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Nadchodzi studencka emerytura
104 strony...
24 224 wyrazy...
189 404 naciśnięcia klawiszy...
1 105 akapitów...
3 134 wiersze.
Jednym słowem praca magisterska została ukończona, oprawiona, przyjęta i zdana do dziekanatu. Pozostał ostatni egzamin - obrona.
Na podsumowanie okresu studiów jeszcze będzie czas... by odpoczywać.
♫ WWO - Jeszcze będzie czas
5 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Zagadki lodówki
... czyli znalezione w lodówce.
Kto, co, jak, skąd i dlaczego? Nie mam żółtego pojęcia.
7 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Reklama a etyka. Własne rozważania.
Oczywistym jest, że oszukiwanie, wprowadzenie w błąd i działanie niezgodnie z ogólnie przyjętymi normami współżycia społecznego nie powinno być szeroko akceptowalne przez konsumentów. W przypadku reklam, dość dobrym krokiem było stworzenie odpowiedniego kodeksu postępowania praktyków marketingu. Zarówno ze względów prawnych (ustawa o nieuczciwej konkurencji rozszerza swoje właściwości na stworzone kodeksy postępowania etycznego w poszczególnych branżach, w tym marketingu) jak i praktycznych (np. zakaz kierowania reklamy do dzieci). Pozwala to jasno określić, co jest dozwolone, a co nie. Dzięki czemu, w głównej mierze chroni się dobro konsumentów, czyli nas.
Ważnym elementem rozważań na temat etyki w reklamie powinien być podział na reklamę perswazyjną i informacyjną. Należałoby się zastanowić czy reklama perswazyjna jest etyczna. To zależy. W przypadku wykorzystywania ogólnie znanych technik perswazji, do jakich zaliczyć można z pewnością korzystanie z autorytetu innych (np. specjalistów), technik wspierających zaangażowanie i konsekwencje wyboru, reguł kontrastu czy wzajemności. Techniki te nie powodują zmiany zachowań konsumenckich w pełni. Tylko w pewnej, określonej części. Nadal to konsument decyduje o zakupie danego produktu czy usługi. Uważam, iż techniki perswazji są dopuszczalne do momentu, w którym nadal nie ograniczają naszej świadomości i wolnego wyboru. Dużo ostatnio mówi się na temat nowej dziedziny marketingu – neuromarketingu. Dziedzina ta budzi wiele kontrowersji. Jej przeciwnicy uważają, że poprzez badanie i analizę mózgu oraz zachowań konsumentów szuka ona „przycisku zakupu” u każdego z nas. Gdyby hipotetycznie on istniał, i omijałby naszą świadomość z pewnością wykorzystywanie tego rodzaju mechanizmów anatomii ludzkiego mózgu było by nieetyczne i moralnie wątpliwe. Za przykład może posłużyć reklama podprogowa, która mimo nie potwierdzenia istnienia mechanizmu podprogowego (pozaświadomościowego) została zabroniona. Możliwe i również, dlatego, by nie wzbudzać potencjalnych zapędów kolejnych badaczy. Caldini twierdził podobnie. Otóż uważał, iż najskuteczniejsza reklama opiera się rekomendacjach. Dopóki nie są one zafałszowane, powinno się im ufać. W innym przypadku rekomendacje te zmieniają nasze zachowania nabywcze i powodują zakupy produktów, których tak naprawdę nigdy byśmy nie kupili.
Wielu zarzuca reklamie pogłębianie stereotypów i wyznaczanie drogi na skróty. Można byłoby się z tym zgodzić. Jest to w pewnym sensie racja. Jednak trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż życie we współczesnym społeczeństwie nie wygląda tak samo jak 20, 40 i czy 100 lat temu. Toczy się przede wszystkim szybciej. Ludzie nie mają czasu na czytanie ulotek, poznawanie zalet czy zdobywanie wiedzy na temat produktów, które chcą kupić. Często cała ich wiedza, którą posiadają na temat pewnych produktów pochodzi z reklam. Czy jest to wina producentów, że „wciskają” swoim klientom produkty niepełnowartościowe skoro jest na nie popyt? Czy może wina leży po stronie konsumentów, którzy nie zwracają uwagi na to, co kupują? Trudno na to jednoznacznie odpowiedzieć. W większości przypadków to popyt kreuje podaż. Skoro konsumenci chcą kupować produkty, droższe a zarazem uboższe, płacąc tym samym premie za „drogę na skróty” to jest to tylko i wyłącznie ich wybór. Inaczej jest, gdy dobry produkt nie może zostać wprowadzony na rynek, ze względu na brak jakiejkolwiek komunikacji z rynkiem za pomocą reklamy. W tym wypadku reklama, a raczej jej brak jest swoistą barierą. Cierpią na tym głównie konsumenci, którzy nadal używają produktów nie wartych ich uwagi. Podobnie rzecz się ma z pogłębianiem stereotypów i schematów. Z jednej strony stereotyp to uproszczona do zwartej formy opinia bazująca między innymi na ogóle osądów panujących na dany temat. Powstanie stereotypu nie można zarzucać reklamie. Stereotypy powstają w umysłach ludzkich. Reklamie, co najwyżej można zarzucić propagowanie ich. I to też z różnym skutkiem. Reklamodawcy powinno zależeć w największym stopniu na skuteczności i dotarciu do klienta. Jeśli stereotyp mija się z rzeczywistością to i przekaz reklamowy nie jest skuteczny. A co za tym idzie, nie spełnia swojej roli.
Jak widać, etyka w reklamie jest pożądana. Działa obustronnie. Jest opiniotwórcza. Po części kreuje naszą rzeczywistość. I to właśnie przez to powinniśmy wymagać od niej tego, by była etyczna i zgodna z ogólnie przyjętymi normami społeczeństwa, w którym żyjemy. Z drugiej strony, to twórcom reklam powinno również zależeć na tym, by ich reklama była odpowiednia i nie wykraczała poza wcześniej utarte schematy i normy. Nieodpowiednia reklama, często opierająca się na kłamstwie bądź oszustwie, czy też niedoinformowaniu może wpływać niekorzystnie na wizerunek reklamowanego produktu czy usługi. Należy o tym pamiętać.
9 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Wizja
Wizja to coś co ty widzisz, a czego nie widzą inni. Niektórzy powiedzieliby, że to podręczna definicja szaleństwa. Ale to także definicja ducha przedsiębiorczości. Aby odnieść sukces na jakimś polu trzeba w coś wierzyć z taką pasją, by mogło się to stać rzeczywistością... mówimy o tym z pasją, a pasja przekonuje. Można być dumnym z pracy, a to naprawdę ma wpływ na morale i motywację.
Wpadło w me pocięte, od przerzucania kartek łapska... Liz Clarke
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Trudne wybory
Profesor Balicki od makroekonomii nauczył wiele, między innymi tego, że życie gospodarcze kraju składa się z kryzysów i tego, co jest pomiędzy nimi… Adam Smith traktował państwo i jego gospodarkę (liberalnie) niczym organizm ludzki. W końcu sam był lekarzem. Studia ekonomiczne (które de facto już powoli dobiegają końca) wdrażają w życie podobne schematy myślenia.
Studiujesz ekonomie – myślisz ekonomicznie, studiujesz marketing – myślisz marketingowo. Studiując inżynierie – myślisz technicznie.
I tak u mnie… życie toczy się ekonomicznie. Można uznać, że od kryzysu do kryzysu. Aczkolwiek wolałbym na odwrót, z racji bycia życiowym optymistą i obserwacji szczęśliwej nierównowagi. Saldo szczęścia jest zawsze in plus… Bo tak jest lepiej.
Nie przepadam. Wręcz nie cierpię, gdy na horyzoncie jawi się jakiś kryzys. Lubię mieć wszystko poukładane. Jasne. Klarowne. Nie to żebym był jakimś onanista przewidywalności. Pewne sprawy należy mieć uporządkowane.
Ktoś z negocjacji swojego czasu stwierdził, że błędnym tokiem myślenia jest sądzenie, iż problemy są o sumie zerowej, a ich rozwiązanie można określić liczbą 1. I w sumie można się z tym zgodzić. Ba! Trzeba. Bo tak w rzeczywistości (nie) jest. Tylko, że ostatnio zauważyłem jedną prawidłowość. Wiele problemów, których rozwiązanie nie jest idealne. Problemów, które próbują za wszelką cenę zmienić bieg naszego (mojego) życia z racji swojego skomplikowania rozwiązuje się samych. To takie problemy, które należałoby skategoryzować, jako problemy na miarę boga albo efektu motyla. To znaczy takie, gdzie w momencie próby ich rozwiązania napotykamy na opór. Opór ten wynika z racji tego, iż obojętnie, które rozwiązanie wybierzemy (w końcu jest ich wiele, założenie jest takie, że nie ma jednego rozwiązania) będzie ono złym wyborem.
Ogólnie ciężkie tematy. Trochę z zakresu asertywności. „Jak zrobić by wybrać dobrze i innym było dobrze” (czytaj „jak zrobić sobie i innym dobrze”). Strategii jest wiele… Można wybrać jedno rozwiązanie kosztem drugiego (mniejsze zło), można szukać za wszelką cenę kolejnego, można też … Z reguły to nic nie daje. Proces ten stwarza kolejne problemy (wiem to z autopsji). A więc co dalej?
Skoro bieg życia ma taką istotę, że biegnie samoczynnie i tak naprawdę tylko na część rzeczy, które nas spotykają mamy wpływ – idealną strategią na rozwiązanie nierozwiązywalnych problemów jest ich nierozwiązywanie. Pozostawienie ich samym sobie. Zaakceptowanie ich istnienia. Nie ignorowanie ich. Ale swoiste granie na czas. Historia pokazuje, iż życie jest na tyle nieprzewidywalne, że potrafi pewne problemy rozwiązać samemu. Idealnym przykładem są ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w Smoleńsku. Do dziś odbijają się czkawką i głośnym echem. Ale mając na uwadze powagę sytuacji przed i po tragicznych historiach można z dużą odpowiedzialnością założyć, iż wcześniej nierozwiązywalne problemy stały się o godzinie 8:56 rozwiązywalne. Tak po polsku… Bo kto mógł przewidzieć sytuacje, w której najważniejsze osoby w państwie (tak te, które biły rekordy w wetowaniu ustaw) po prostu znikną ze świata żywych…
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Echa tragedii a struktury państwa
Struktury państwa Polskiego zostały znacząco nadszarpnięte. Tragedia w Smoleńsku odbija się właśnie czkawką. Dowód? Proszę bardzo:
STYPENDIA MNiSW - semestr letni 2009/10 Szanowni Państwo ze względu na brak oficjalnej, pisemnej decyzji ze strony MNiSW dotyczącej przyznanej dotacji (środków finansowych) na rzecz świadczeń pomocy materialnej dla studentów Wyższej Szkoły Bankowej na rok 2010, Rektor w porozumieniu z Uczelnianym Samorządem Studenckim nie może dokonać semestralnego podziału środków na poszczególne świadczenia pomocy materialnej dla wydziałów oraz ustalić progów i wysokości wszystkich rodzajów stypendiów, a tym samym nie można zwołać posiedzenia Wydziałowej Komisji Stypendialnej. Na dzień dzisiejszy Ministerstwo nie potrafi wskazać terminu przekazania informacji odnośnie dotacji jaką przyznano Uczelni. Niezwłocznie po uzyskaniu powyższej informacji odbędzie się posiedzenie Wydziałowej Komisji Stypendialnej i tym samym nastąpi przyznanie stypendiów o czym zostaną Państwo powiadomieni. [...]
Jak widać Rzeczpospolita została sparaliżowana biurokratycznie i decyzyjnie. Po prostu pięknie.
2 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Biblioteki są dobrem wspólnym!
I z taką wiedzą żyłem do ubiegłej soboty. Niestety. Kutek też z taką wiedzą żyje do dziś #1. I niestety muszę zwrócić uwagę na ten fakt, błąd poznawczy. Wychodzi na to, że:
BIBLIOTEKI NIE SĄ DOBREM WSPÓLNYM.
Przekonałem się o tym na własnej skórze. Udawszy się wraz z P. do biblioteki Uniwersytetu Ekonomicznego zostałem bezczelnie z niej wyproszony. W sumie można to nazwać po imieniu "wypierdolony za uszy". Powód: nie jestem zobligowany do przebywania w pomieszczeniu ze względu na fakt, iż nie mam statusu studenta tejże zaszczytnej uczelni wyższej. Gdy stwierdziłem, iż przybywam tutaj tylko i wyłącznie w celach pokojowych, w charakterze osoby towarzyszącej - pani z niezwykłą kulturą i jednoczesną arogancją wskazała swoim spuchniętym paluchem (od dłubania w nosie) na drzwi wyjściowe pamiętające czasy komunistycznej farby olejnej.
Przykład z życia: pięć minut później udawszy się do mojewszej biblioteki. Zostałem wraz z P. obsłużony przez sympatyczną panią, z uśmiechem na twarzy. Bez problemów, pytania o cokolwiek. Wypraszania, nadętości i burakowości wobec P. (w końcu obca, taka wyalienowana stała sobie cichutko na paluszkach).
Zostałem zmieszany. Nie wiedziałem już czy wiedza to dobro wspólne, czy biblioteka to własność publiczna. Nie wiem, chyba nigdy tego nie wiedziałem. Byłem w błędzie. Szukając u Boga znalazłem na stronie Waldemara Pawlaka takie oto słowa:
Nie ma większej siły niż idea której czas nastał.
I to chyba słowo wytrych. Bo przecież bezpłatny dostęp do wiedzy jest jednym z kryterium postania społeczeństwa innowacyjnego. Jak mamy być innowacyjni, rozwijający nowe technologie skoro dostęp do wiedzy nie jest równy dla każdego?
Zwrócić tutaj również należy na fakt, że Publiczne Uczelnie Wyższe min. owy Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu jest instytucją użytku publicznego, która sama z definicji powinna służyć społeczeństwu i jego dobru. Na dzień dzisiejszy mogę stwierdzić, że nie wykonuje ona wszystkich swoich zadań, a w szczególności utrudnia, wręcz uniemożliwia dostęp do wiedzy tym, którzy tę wiedzę pragną zgłębiać (studiować).
No ale cóż - skoro nie można nawet wejść... pooglądać okładek na półkach. O czym my tu mówimy.
7 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Over. This part is over.
The session is over. Labę czas rozpocząć! Po raz dziewiąty. W końcu! Koniec końca, od początku znów w kierunku końca.
♫ Lisi Squad - Poznańska przygoda
Wniosek: Who cares. Chillout.
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Wykorzystanie narzędzi marketingu w budowaniu opartych na zaufaniu relacji z klientem
Czym właściwie jest budowanie opartych na zaufaniu z klientem relacji? Otóż jedna z definicji tego pojęcia mówi, iż jest to tworzenie, budowanie i utrzymywanie relacji z klientem. Inne źródła rozszerzają charakter tego pojęcia o koncepcje zarządzania zakładającą długoterminowe, wielostronne korzystne współdziałanie przedsiębiorstw z podmiotami bliższego i dalszego otoczenia w celu maksymalizacji wartości relacji z punktu widzenia ostatecznego nabywcy przy czym jest to oryginalna metoda zarządzania i kontaktowania się przedsiębiorstwa komercyjnego z różnymi grupami interesu.
Realizacja powyższych postulatów jest między innymi zależna od spójnego i zagregowanego wykonania strategii przez narzędzia marketingowe, które tworzą elementy koncepcji 7P (product, price, place, promotion, people, process, physical evidence). Jest ona na tyle ważna w marketingu relacji, co niezbędna. Dzięki odpowiedniemu połączenia tych wszystkich elementów jesteśmy w stanie stworzyć atrakcyjną wartość dodaną dla klienta. Dzięki tym elementom kreujemy różnorakie płaszczyzny wpływu na klienta, zarówno ekonomiczne, społeczne i techniczne, ale także i prawne.
Relacje, którymi marketing partnerski próbuje zarządzać są na tyle specyficzne, iż takie cechy jak zaufanie do personelu, produktu czy marki są kluczowe. W dobie jednolitych usług, które na tle konkurencji są podobne do siebie, klienci poszukują wyróżnika dającego im powód do wybrania firmy X spośród masy innych. Takim wyróżnikiem z pewnością może być odpowiednia relacja, zaufanie którymi darzą siebie obie strony.
Product
Dotyczy charakterystyki produkowanych dóbr oraz związku tych produktów z potrzebami i pragnieniami konsumenta min. jakość, styl, opakowanie, nazwa.
W tym elemencie zawierają się takie działania które wspierają produkt tzn. gwarancja, pomoc techniczna, serwis. Odpowiednia ich realizacja prowadzi do budowania zaufania wśród klientów. Klienci dążą do uzyskania bezpieczeństwa. Chcą w razie problemów z użytkowaniem danego dobra czy usługi uzyskać niezbędny suport.
Price
Dotyczy ustalenia ceny produktu, w tym także obniżek cen (rabatów), dodatków, form kredytowania, okresu płatności, wynajmu, leasingu. Nie musi się w tym konkretnym przypadku odnosić do kosztów finansowych. Może określać koszt alternatywny, czasu, energii, czy uwagi.
W procesie budowania zaufania klienta do marki cena powinna być mu przedstawiona w taki sposób, by on sam był świadomy wartości produktu za który płaci. Między innymi chodzi o to, by klient wiedział „za co płaci”. Dzięki cenie firma otrzymuje dość silne narzędzie dzięki któremu może oddziaływać na zysk, relacje z klientami i kontrahentami, także na tożsamość a co za tym idzie na postrzeganie i wizerunek marki.
Przedsiębiorstwo wykorzystujące sprawnie i skutecznie narzędzie jakim jest cena powinno zdawać sobie sprawę z tego, iż występują dwa rodzaje czynników wpływających na proces jej ustalania: wewnętrzne i zewnętrzne. Wewnętrzne to innowacyjność samego produktu, koszty, marka, asortyment, wizerunek. Zewnętrzne, które modyfikują cenę to rynek, konkurencja, klienci, popyt i pozycja firmy na rynku. Sama polityka ustalania cen powinna być na tyle przemyślana, że strategia cenowa przedsiębiorstwa powinna być współmierna do tego co dany produkt jest w stanie zaoferować potencjalnemu klientowi.
Place
Miejsce w marketing mix rozumiane jest jako kanał dystrybucji, region dystrybucji, segment konsumenta i transport. Osoby decydujące się na zakup danej usługi czy produktu chcą aby jego dostępność była dogodna dla nich. W przypadku usług bankowych niektórzy klienci oczekują bliskości oddziału, inni możliwości załatwiania formalności przez telefon lub w obecności kuriera. Dużą rolę odgrywa w tym przypadku możliwość wyboru. Jeżeli konsumenci otrzymają tę samą usługę poprzez różny kanał dystrybucji będzie to dla nich dużą zaletą. Przykładem może być możliwość dokonywania wypłat, wpłat i przelewów gotówkowych. Idąc wobec oczekiwało klientów instytucje finansowe oferują swoim odbiorcom szereg kanałów dystrybucji – kanał wap, przelew internetowy, bezpłatne bankomaty, wpłatomaty, czy okienka w oddziałach.
Promotion
Promocja dotyczy wszelkich form promocji w tym promocji sprzedaży, public Relations, reklamy i promocji bezpośredniej. Dzięki tym elementom przedsiębiorstwo komunikuje się z rynkiem i konsumentami. Informuje ich o tym co nowego, stymuluje sprzedaż a także dzięki prawidłowemu przepływowi informacji buduje relacje na rynku oparte o zaufanie. Prawidłowość i szybkość obiegu informacji którymi interesują się konsumenci w tym wypadku jest kluczowa i na pewno odgrywa bardzo ważną rolę. Klienci chcą otrzymywać pożądane informacje w sposób szybki i efektowny. Możliwe jest to dzięki wykorzystaniu wielu kanałów jak Internet, telewizja, broszury, plakaty, billboardy itd. Dużą rolę odgrywać tutaj może także stymulowanie konsumentów do aktywnego uczestniczenia w promocji (organizowanie konkursów, spotkań, eventów, szkoleń).
People
Ludzie czyli pracownicy są twarzą firmy. To oni jako pierwsi kontaktują się z klientem. Podlegają ocenie przez konsumentów. Często wizerunek marki jest przedkładany na nich samych. Dzieje się tak, gdyż klienci nie rozróżniają wykonawcy usługi od usługodawcy. Pracownicy z pewnością mają znaczny wpływ na postrzeganie usługi przez klientów których obsługują. Powinni znad złotą zasadę sprzedaży “klient nasz pan”. Ważne by także w odpowiedni sposób zrozumieli relacje i ścisłe zależności między marketingiem wewnętrznym skierowanym na personel pracujący a marketingiem zewnętrznym skierowanym na oddziaływanie i wpływ na klienta. Jest to ważne, ponieważ każdy się z tym zgodzi, iż jakość obsługi w dużej mierze zależy od relacji, które istnieją pomiędzy pracownikami w danej firmie.
Process
Proces wykonywania usługi wpływa w na satysfakcję w oczach klienta. To jakie relacje łączą klienta i usługodawcę w głównej mierze zależy od stopnia zaangażowania klienta z pracownikiem firmy. W literaturze przedmiotu wyróżnia się pięć takich relacji: podstawowe (sprzedawca nie prowadzi żadnych działań posprzedażowych skupiając się jedynie na sprzedaży produktu bądź usługi), relatywne (zachęcanie klienta do kontaktu ze sprzedawcą w celu np. zgłębienia wiedzy lub zadania kilku dodatkowych pytań), odpowiedzialne (dążenie do uzyskania informacji zwrotnej od klienta na temat użytkowania danego produktu bądź usługi), proaktywne (informowanie przez pracowników firmy klienta o dodatkowych możliwościach wykorzystania zakupionej usługi lub produktu) i wreszcie relacje partnerskie, w których obie strony utrzymują zwięzłe i nieprzerwane, obustronne relacje między sobą. Dzięki tej ostatniej relacji budowane jest zaufanie między stronami transakcji. Możliwe jest wtedy uzyskanie szeregu informacji, które w przyszłości pozwolą usługodawcy na doskonalenie świadczonych usług i zwiększanie wartości dostarczanej do klientów. Dzięki temu firma zdolna jest do zbudowania zaufania i umożliwianiu klientom personalizacji i aktywnego uczestniczenia w rozwoju wartości dodanej przez markę. Partycypowanie w zmianach daje do zrozumienia klientowi, że firma, której z usług korzysta na co dzień interesuje się nim i zależy jej na jego propozycjach i uwagach.
Physicall evidence
To fizyczność danej usługi, dowód na jej istnienie. Wielu usługodawców daje swoim klientom możliwość przetestowania swojej oferty pod każdym kątem. Banki udostępniają wersję demonstracyjną systemu transakcyjnego w Internecie, dzięki czemu potencjalny klient uzyskuje możliwość sprawdzenia możliwości danej usługi i poziomu dopasowania do swoich własnych wymagań i potrzeb. Jest to o tyle dobre, że konsument jest w stanie dość szybko podjąć decyzje, widzi że usługodawca nie ma nic do ukrycia a relacje między obiema stronami są przejrzyste i klarowne. W innych przypadkach oferuje się klientom do wglądu referencje, opinie klientów, artykuły testowe, a także studia przypadków.
Dzięki wykorzystaniu wszystkich narzędzi do stworzenia idealnej, wzorcowej mieszanki marketingu mix klient zyskuje trzy podstawowe elementy:
- Korzystna relację ceny do jakością
- Określone cechy produktu,
- Określone zyski z posiadania produktu.
Zaufanie klienta do zakupionego produktu, usługi nazwałbym zrealizowaniem powyższych elementów. To znaczy, że klient jest świadomy otrzymania powyższych cech, zauważa ja i równocześnie docenia je będąc w stanie zarekomendowań daną wartość innej osobie np. znajomemu.
Dodatkowymi czynnikami wpływającymi na tworzenie relacji opartych na zaufaniu jest z pewnością spójność pomiędzy wizerunkiem marki a stanem faktycznym. Klient nie powinien dostrzegać dysonansów, niejednoznaczności oraz niekonsekwencji w działaniu ze strony firmy świadczącej usługi. Czasem w budowaniu zaufania pomiędzy klientem a firmą nie pomaga fakt posiadania małej i nieznanej marki, czy też mało przemyślane (nieregularne, nagminne) kontakty usługodawcy z biorcą (np. komunikowanie tylko zmiany cennika prowizji i opłat). Na zaufanie klientów dość negatywnie wpływa także nieodpowiednia forma i pora kontaktu. Telemarketerzy potrafią dzwonić w niedzielę proponując rozmówcom „super ofertę” w momencie kiedy w pokoju obok przebywają goście, klient zjadł obiad i ma zamiar odpoczywać.
Podsumowując budowanie relacji opartych na zaufaniu to proces bardzo złożony, kosztowny i wymagający zaangażowania z obu stron. W ostatnich latach w marketingu chęć osiągnięcia tego rodzaju relacji klienta z firmą stała się nadrzędnym celem wielu przedsiębiorstw. Usługodawcy świadomi są korzyści płynących z pozyskania takiego rozwiązania oraz zagrożeń z jego nie posiadania. Szczególnie teraz, w dobie kryzysu, zwiększonej walki o klienta, mniejszych marż i ograniczonej konkurencji na rynku…
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
S.E.S.J.A.
Nie wiem co jest w tym takiego szczególnego, ale mimo wszystko w czasie sesji człowiek czuje się wyjałowiony umysłowo. Nawet najtrudniejsze najłatwiejsze czynności życiowe sprawiają duży ból.
Wniosek: 2+2 = Auć
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Przyszli po nas
Spisz, otwierasz oczy, czujesz lekki ból głowy. Zmęczenie. Przeciągasz się, podnosisz głowe i widzisz... ten oto widok. Mamy cię!
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Paradoks nauki
Ostatnio mogliśmy się przekonać (jak donoszą naukowcy) o prawidłowości działania wielkiego zderzacza hadronów (z ang. LHC). Zaobserwowano pierwsze miony.
Ja, za to zaobserwowałem co innego. Nie jest to co prawda mion, ale paradoks nauki: badacze odkrywają jakieś zjawisko, element - w tym wypadku jądro atomu i twierdzą że jest to najmniejsza cząstka na ziemi (np. nauczanie w fizyki w liceum). Następnie jakby było tego mało, sprawdzają co jest w środku...
Wniosek: Jestem ignorantem, bo wiem że w atomie są protony itd a sam atom jest najmniejszą cząstką o właściwościach chemicznych. Ale fakt jest taki - że zawsze jak coś odkryją to w eter leci komunikat o czymś naj - najlepszym, największym, najmniejszym itd.
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Dyfuzja kulturowa
Ralph Linton napisał w 1936 roku fajny ironiczny tekst. Miał on za zadanie udowodnienie teorii dyfuzji kulturowej (nie ma kultury która w więcej niż 10% całości swych wynalazków elementom z własnej grupy członków).
Solidny amerykański obywatel budzi się w łóżku zbudowanym według wzoru powstałego na Bliskim Wschodzie, lecz przed przeniesieniem do Ameryki zmodyfikowanego w północnej Europie. Odrzuca przykrycie zrobione z bawełny, pierwotnie używanej w Indiach, lub płótna bądź wełny owczej — pierwotnie używanych na Bliskim Wschodzie — względnie też jedwabiu, którego wykorzystywanie odkryto w Chinach. Procesy przędzenia i tkania wszystkich tych materiałów wynaleziono na Bliskim Wschodzie. Wsuwa kapcie wymyślone przez Indian z lasów na wschodzie, idzie do łazienki której urządzenia są mieszaniną wynalazków europejskich i amerykańskich wszystkie niedawnej daty. Zdejmuje piżamę, odzież wymyśloną w Indiach, i myje się mydłem wynalezionym przez starożytnydh Galów. Następnie goli się — masochistyczny rytuał przejęty, jak się zdaje, bądź od Sumerów, bądź od starożytnych Egipcjan.
Wracając do sypialni, zdejmuje ubrania z krzesła o typie południowoeuropejskim i zaczyna się ubierać. Nakłada odzież, której kształt początkowo przejęty – został ze skórzanego odzienia nomadów ze stepów azjatyckich, wkłada buty zrobione ze skóry wygarbowanej w trakcie procesu wynalezionego w starożytnym Egipcie oraz skrojone według wzoru przejętego od klasycznych cywilizacji Morza Śródziemnego, wiąże wokół szyi pasek jasnokolorowego materiału, który jest szczątkowym przeżytkiem szali noszonych na ramionach przez siedemnastowiecznych Kroatów. Zanim wyjdzie z domu na śniadanie, wygląda przez szybę zrobioną ze szkła wynalezionego w Egipcie, a jeśli pada deszcz, nakłada kalosze zrobione z gumy odkrytej przez Indian środkowoamerykańskich i bierze parasol wymyślony w południowowschodniej Azji. Na głowę wkłada kapelusz zrobiony z filcu, materiału wynalezionego w stepach Azji. W drodze na śniadanie zatrzymuje się, by kupić gazetę, płacąc za nią monetami — wynalazek starożytnych Lidyjeżyków. W restauracji ma do czynienia z zestawem nowych elementów zapożyczonych z innych kultur. Talerz zrobiony jest z pewnego rodzaju glinki wynalezionej w Chinach. Nóż jest ze stali, stopu sporządzonego po raz pierwszy w południowych Indiach, widelec jest wynalazkiem średniowiecznych Włoch, a łyżka jest pochodzenia rzymskiego. Śniadanie zaczyna od pomarańcz ze wschodnich brzegów Morza Śródziemnego, kantalupy z Persji lub może od kawałka afrykańskiego arbuza. Popija to kawą, zrobioną z abisyńskiej rośliny, ze śmietanką i cukrem. Zarówno oswajanie krów, jak i pomysł ich dojenia zapoczątkowano na Bliskim Wschodzie, zaś cukier po raz pierwszy wyprodukowano w Indiach: Po owocach i pierwszej kawie przechodzi do wafli ciasta wykonanego techniką skandynawską z pszenicy, której uprawę podjęto w Azji Mniejszej. Polewa je syropem klonowym wynalezionym przez Indian z lasów na wschodzie. Uzupełnieniem mogą być jajka pewnego gatunku ptaków udomowionych w Indochinach, względnie cienkie paski mięsa zwierzęcia udomowionego we Wschodniej Azji, mięsa, które nauczono się solić i wędzić w północnej Europie.
Gdy przyjaciel nasz skończy jeść, zabiera się do palenia - zwyczaj Indian amerykańskich - używając do tego rośliny, której uprawę zapoczątkowano w Brazylii, umieszczonej w fajce przejętej od Indian z Wirginii, bądź przygotowanej jako papieros, którego ojczyzną jest Meksyk. Jeśli jest dość odporny, może nawet spróbować cygara przeniesionego do Ameryki z Antyli przez Hiszpanię. Paląc, czyta ostatnie wiadomości, odbite przy użyciu systemu znaków wynalezionych przez starożytnych Semitów techniką wynalezioną w Niemczech na materiale wynalezionym w Chinach. Jeśli jest dobrym obywatelem o postawie konserwatywnej, to czytając sprawozdania o kłopotach za granicą będzie dziękować hebrajskiemu bóstwu w indoeuropejskim języku za to, że jest stuprocentowym Amerykaninem.
Piękne... Nic dodać nic ująć. Podobno 99,988% ludzi ma te same geny. Rożnica polega w tych 0,012% które i tak znajdziemy w danej grupie etnicznej. Więc nawet i na tym polu wielokulturowość tak jakby nie zachodziła.
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Rekrutacja na studia pełną parą
Jak donosi onet.pl:
Niektórzy maturzyści przekraczają granice zdrowego rozsądku. Na Uniwersytecie Jagiellońskim rekordzista zarejestrował się na... 16 kierunkach.
Kandydaci rejestrują się na wybrane studia za pomocą elektronicznych formularzy, zamieszczonych na stronach internetowych uczelni. UJ nie wprowadził ograniczeń w rejestracji. Efekt? Nie brakuje kandydatów, którzy zapisali się na 16, 14, 13, 12, 11 czy 10 kierunków.*
A ostatnio jechawszy autobusem miejskim usłyszałem (i zapisałem):
Na Uniwersytecie 200 osób na dziennych i 3000 zaocznych... chamstwo
Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie (czy na odwrót)...
* czego się nie zrobi dla popularności.
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Wyścig szczurów
Przeprowadziłem długą rozmowę na Gtalku o dyplomach, studiach i takich tam pierdołach. Wniosek jaki mi się nasunął po takim owocnym gaworzeniu jest taki, iż żałosnym jest robienie kolejnego kierunku, kursu, papierka tylko dla idei samej w sobie.
Ktoś kiedyś rzekł:
Teraz magistra mają wszyscy. Trzeba mieć dwa kierunki, języki.
Wtedy byłem jeszcze leszczem. Nie wiedziałem, że to bullshit. Nie wiedziałem, że często ludzie mają 2 tony siana w głowie w parze z 2 kierunkami w gratisie.
Jak dla mnie można się chwalić n kierunkami i dyplomami. Pytanie tylko – co z tego wynika? Według mnie nic nadzwyczajnego. Otóż uważam że tak jak 40 lat temu ważna była zawodówka, 20 lat temu wyższe wykształcenie, to od powiedzmy 10 laty nie jest ważne nic co ma w sobie stempel jakiejkolwiek uczelni.. Tak jak w matematyce mawia się, iż jest warunek konieczny i wystarczający. Sam papier pomaga. Jest on warunkiem może i koniecznym, ale nie wystarczającym.
Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że naprawdę zdolni, z głową na karku mają szanse na całkiem przyzwoite pieniądze. Nie mają oni często 2 kierunków i 5 języków obcych. W zamian za to posiadają zdolność logicznego myślenia, kreatywność, innowacyjne podejście do spraw życia codziennego, wizje itd. Można naprawdę wymieniać w nieskończoność. Z pewnością jest ono z goła inne od tego książkowego.
Potwierdzeniem takiego stanu rzeczy z pewnością są rozmowy rekrutacyjne PricewaterhouseCoopers. Wykształcenie jest ważne, wiedza również. Natomiast nie posiadając określonych zdolności (które ujawniają się podczas specjalnych testów) nie ma się szansy na pracę w tej korporacji.
Sam byłem na wielu rozmowach kwalifikacyjnych. Mimo, że część z nich była wpajaniem marzeń. To wyniosłem z nich jedną ważna rzecz – dyplom jest ważny do momentu wejścia na rozmowę rekrutacyjną. Potem stan rzeczy weryfikuje życie… I całe szczęście.
Wniosek: Bądź bardzo dobry w 1 rzeczy, zamiast być średnim w 5
16 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Definicja studenta
Definicja studenta: osoba która przez 5 lat spożywa jedzenie z puszki i przez reszte życia jest zadłużona.
9 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Google szpieg
Jaja jak berety. Mamy Gmaila grupowego gdzie prowadzimy wymianę informacji o sesji, zaliczeniach, notatkach itd. Okazuje się że poniektórzy padli ofiarą wyszukiwarki Google.
Jeżeli posiadamy konto Gmail, automatycznie jesteśmy zalogowani do wyszukiwarki i domyślnie jest rejestrowana historia. Przejrzawszy wyniki od 24 listopada natknąłem się na kilka perełek.
Stworzyłem swoisty portret psychologiczny: Uwielbia serwisy plotkowe, jest lekomanem z hemoroidami podczas diety, owrzodzeniem żołądka i problemem jelitowym. Mimo, że stosuje nowoczesną antykoncepcję spodziewa się dziecka z powodu zapłodnienia w wannie, ogląda również filmy porno, uwielbia szybkie motocykle, chce się zabić, musi pohamować popęd płciowy, kocha rachunkowość, posiada zbyt małe stopy i dużego penisa, przegrzewającego się laptopa i wiecznie rozłączający Internet, dba o siebie, często ogląda TV, zwłaszcza piłkę nożną i relacje Jacka Gmocha z patykiem, słucha muzyki z reklam, czuje się samotny, stąd poszukuje ogłoszeń matrymonialnych, uwielbia grzybobrania, chce wyglądać starzej, inwestuje w przenośne stacje benzynowe, pragnie przebaczenia z powodu poczucia winy.
Ubaw jak nigdy. Kilka godzin kwiczenia i leżenia na podłodze. Spaliłem trochę kalorii.
Wniosek: Nikt nie jest anonimowy w Internecie
15 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Wakacje
No to mogę osobiście ogłosić wszem i wobec, że są już wakacje.
Od teraz będę raczyć się zimnym piwem, leżeć i odpoczywać.
♫ Big Day - W dzień gorącego lata
Wniosek: Relax take it easy
2 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Szyszką w łeb
Jak dwadzieścia trzy lata sikam do kibla w cel, dziś prawie spudłowałem.
Chyba się Pan pomylił. W taki sposób, to sobie Pan może pisać do kolegów.
Takiego tekstu dawno nie słyszałem. Chwilo jeszcze czuję się zastraszony. Cały się trzęsę. Serce bije jak oszalałe. Straciłem szacunek do samego siebie. Straciłem również umiejętność analizy i oceny rzeczywistości. Już nie wiem kto jest moim kolegą, a kto koleżanką?
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Złoty środek na sukces wg. Stanisława Tyma
Moi drodzy – jak to mawiał Stanisław Tym:
Dobre samopoczucie to połowa sukcesu. Natomiast bardzo dobre samopoczucie to cały sukces
Otóż to. Nie ważne to co mówią inni. Jeżeli człowiek czuje się pozytywnie w danej sytuacji może o wiele więcej. Przykładowo siedząc w ulubionym lokalu, na ulubionym krześle w domu nasza elokwencja do robienia i mówienia pewnych rzeczy z pewnością wzrasta. Ten sam efekt widać w studio podczas programu Kuba Wojewódzki – pewny siebie, w dobrym samopoczuciu, jak we własnym domu. Momentami bezczelny, nawet bezpruderyjny. W środowisku nieznanym, mało przyjaznym, gdy człowiek czuje się nieswojo nie ma szans na osiągnięcie sukcesu. Po prostu nie rozwinie skrzydeł.
O magicznych właściwościach zaprzyjaźnionego miejsca mogą przekonać się wszyscy ci, którzy prowadzą często negocjacje. Odpowiednie rozmieszczenie oponentów rozmów może na tyle wyprowadzić z równowagi, co spowodować ich porażkę (rażące światło z okna, ciągle otwierające się drzwi, niewygodne krzesło, niesmaczna kawa).
Jedyny wniosek jaki mi z tego płynie na dzisiejszy wieczór to taki, aby pracować w domu. Wtedy środowisko pracy nam sprzyja.
Tak właśnie robie. Aktualnie nie lubię biur, klimatyzacji, korporacyjnego bałaganu i hałasu. Uwielbiam natomiast swój komputer, biurko, łóżko, telefon i krótkie spodenki. Może kiedyś się to zmieni. Na dzień dzisiejszy odczuwam bardzo dobre samopoczucie…
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
3 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Łamiemy tabu językowe cz. III - Chu ju
Who you are?
W liceum za takie słowa na angielskim można było oberwać po uszach.
♫ Bohema - Tell Me Who You Are
11 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Łamiemy tabu językowe cz. II - Penis
Tak jakoś ostatni mnie tknęło na mówienie dwuznacznych zdań. Tym razem fragment wzorowany na fragmencie "Kariery Nikosia Dyzmy":
This pen_is red
Jak rap dla uszu skejta...
♫ Matisyahu - Message In A Bottle
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Kur wie
Cytat z dzisiejszych zajęć z Rachunku Kosztów:
Kur wie, kur wam to powie
To prawie jak miód na uszy... a tak pięknie łamie tabu języka polskiego,
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Wpływ kryzysu na Juwenalia 2009
O corocznej tradycji organizowania kilkudniowego święta dla studentów nie trzeba pisać. Odbywa się, co rok. Pojawiają się na nim gwiazdy polskiej jak i zagranicznej muzyki.
Niestety. Studenckie Juwenalia straciły na charakterze. A dokładnie szerokość i wysokość ich budżetów. Na pewno będzie tak w Warszawie i Krakowie. Po ostatniej informacji w uczelnianym extranecie wnioskuję, iż Poznaniu w również.
Od 4 maja 2009 roku rusza sprzedaż biletów na "PLENER MÓWI KLUBOWY", Festiwalu Juwenalia, który odbędzie się 29 maj, piątek, otwarcie - godz. 18.00, Łęgi Dębiński.
Ceny - Pierwsza pula - 5000 szt. .:
- bilet studencki : 15 zł
- bilet normalny : 30 zł
I klapa. Nonsens. Kicha. Bzdura. Bullshit. WTF? Brakuje mi słów. Szczerze mówiąc, w historia bycia studentem (a to już 4 lata) nie spotkałem się z taką dozą bezczelności. Bezczelnością – bo jak inaczej to nazwać?
A tak w ogóle. To by się dobrze składało. Przynajmniej będzie powód by nie iść. Rok temu Juwenalia na poznańskich Łęgach były totalnym niewypałem. Począwszy od akustyki, warunków, po organizacje i zaplecze. Podsumowując juwenalia, na których mogłem dotychczas gościć kulminację i szczyt geniuszu organizacyjnego osiągnęły w edycji "Trance Bridges" organizowanej na poznańskiej Malcie. Taką imprezę można zaliczyć do grupy „The Best from the Best” i czerpać z niej inspiracje do kolejnych. Niestety tak się nie stało i jak widać trzecia już odsłona projektu "Juwenalia Poznań, złączeni, ale nie spięci" będzie kolejnym krokiem wstecz.
Powodów jest wiele: wysoki kurs euro, większe niż ubiegłoroczne gaże dla zespołów, brak sponsorów. Nie mniej jednak nie można zganiać wszystkiego na kryzys… eh.
Wniosek: Zorganizować tanim kosztem dzień Disco Polo
18 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Prawo przyciągania
… czyli przypadki nie istnieją?
Od godziny 15-16 zająłem się projektem na zarządzanie strategiczne pod tajemniczą nazwą „Brain Power Cafe”. Ogólnie projekt polega na wykorzystywaniu i kształtowaniu przyszłego potencjału umysłu tudzież mózgu. Nie będę wnikał w szczegóły bo jeszcze ktoś mi skopiuje projekt i za kilka lat okaże się, że w Warszawce powstanie kolejna innowacyjna na skalę światową kawiarnia.
Po skończeniu projektu, przeczytaniu kilku artykułów na temat synestezji stwierdziłem, że czas najwyższy na relaks przed telewizorem. W związku z tym, że Multimedia zmieniła o dziwo kolejność kanałów (nie wiem czemu, ale pamięć programów się zresetowała) wybrałem losowy kanał nr 42. Dziwnym trafem trafiłem na Discovery Channel. I ku mojemu zdumieniu zobaczyłem program pt „Superludzie”, w którym prezentowane są spotkania z ludźmi, którzy pochwalić się mogą niezwykłymi zdolnościami, godnymi filmowych superbohaterów. Przekonujemy się, że tacy ludzie naprawdę żyją wśród nas. W Szwajcarii mieszka kobieta, która potrafi wykorzystywać zmysły i "czuje" smak muzyki. W Turcji spotykamy malarza z jednym okiem, którego prace dorównują dziełom mistrza Renesansu, Fillipa Brunelleschiego. W Holandii natomiast odwiedzamy mężczyznę, który świetnie czuje się w ekstremalnie niskich temperaturach. Światowej sławy genetycy, biolodzy i wynalazcy prezentują wyniki najnowszych badań. Próbują także wyjaśnić, dlaczego niektóre osoby posiadają zdolności, których nie można już określić jako ludzkie oraz jakie są granice ludzkich zmysłów i możliwości.
Szokujące dla mnie było to, że pierwsze zdanie które usłyszałem z telewizora zawierało słowo „synestezja”. Przypadek? Prawo przyciągania? Przeznaczenie? Siła podświadomości?
Z reguły nie wierzę w przypadki. Nic nie dzieje się przypadkiem. Wszystko można wytłumaczyć i wyjaśnić. Lecz kolejny raz takiego zdarzenia, w którym myśli spotykają się w jednym momencie z rzeczywistością nie potrafię wytłumaczyć. To już któryś raz z kolei.
Takie zjawiska w moim życiu tłumaczę „prawem przyciągania” lub "kontaktem z bogiem na specjalnych zasadach". Samo prawo świetnie eksplikuje film mocy „Sekret” do którego odsyłam zainteresowanych. Tłumaczy, na zasadzie „bo tak jest”, ale nie wyjaśnia fundamentów powstawania takiego stanu rzeczy. Może kiedyś… Kto wie.
♫ ATC- Around The World
Wniosek: Przyciągaj dobrą karmę
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Ryzyko banku a sprawy rodzinne
Jak się okazuje dla banków korzystniejsi (z perspektywy udzielanych kredytów) są małżonkowie niż rozwodnicy. Jeżeli się rozwodzisz - nie rób tego. Wybierz separację.
Lepiej mieć także 1 dziecko. Bank oblicza koszty przypadające na każde z posiadanych dzieci. Według finansistów od ryzyka - jeden darmozjad w rodzinie to optimum. W końcu ktoś później musi spłacać długi w przypadku niewypłacalności rodziców. Jestem ciekaw tylko dwóch rzeczy:
- Jak się do tego ma statystyka mówiąca, że na każde małżeństwo w Polsce przypada 1,5 dziecka?
- Co się dzieje w momencie gdy jedno dziecko je za dwóch?
Aby ograniczyć ryzyko związane z tym drugim zjawiskiem specjaliści w bankach powinni na drodze obserwacji rzeczywistości sprawdzać tuszę swoich klientów, nadając im w ten sposób punkty w skali binarnej. Liczba komórek tłuszczowych w organizmie człowieka jest stała. Jest także wysoko prawdopodobne, że tusza osób pulchnych przekłada się również na innych członków rodziny (geny, przyzwyczajenia żywieniowe, tryb życia).
3 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Mistrzu, czemu tak dużo ćwiczysz? Bo ciągle robię postępy – rozwijaj własny mózg
Niedawno trafiłem na prezentacje mojego guru od poznawania własnego umysłu i mózgu – Włodzisława Ducha. Przedstawiał on sposoby na to, by nasz mózg z biegiem czasu był coraz to lepszy.
Angiogneza – tworzenie się nowych naczyń krwionośnych, zachodzi w mięśniach, sercu i mózgu – pod tym i innymi względami mózg jest jak mięsień, który można ćwiczyć.
Z badań wynika, że ćwiczenia fizyczne lepiej niż jakiekolwiek inne czynniki stymulują powstawanie czynników wzrostu i są w pewnym stopniu zalążkiem do dalszego rozwoju. W świecie zwierząt istnieją udokumentowane przypadki wzrostu liczby komórek mózgowych - na wiosnę mózgi ptaków śpiewających znacznie się rozrastają, by nauczyć się nowych dźwięków. Natura wymusza powstawanie nowych neuronów. Niestety zdarza się często, że ich rozwój (min. u człowieka) jest hamowany, także cywilizacyjnie - stres, depresja (powoduje utratę neuronów), także leki psychotropowe i narkotyki (łyżeczkowanie mózgu). Seks również stymuluje nasz mózg – podczas pieprzenia (celowo używam tego słowa, z reguły to samo, co stosunek seksualny, ale pieprzenie jest przyjemne, to drugie już nie) doznajemy takich stanów jak rozkosz, podniecenie, orgazm i poczucie miłości. To najprostsza droga do tego by wydzielić oksytocynę, dopaminę, fenyloetyloamina (pochodne amfetaminy).
Neuroplastyczność to zdolność mózgu by się zmienić w odpowiedzi na stymulację, doświadczenie, rezultaty własnego działania.
Co najlepsze w wyniku neuroplastyczności nasz mózg pobudza się, przez co uzyskujemy nowe umiejętności np. szybkie czytanie, czy obliczanie równań matematycznych w pamięci. Na podobnej zasadzie osoby niewidome słyszą lepiej (Projekt – widzenie przez słyszenie , można ściągnąć program na komórkę / PC / laptop i przy wykorzystaniu kamerki uczyć się widzieć przez dźwięki). Wpływ na nią ma:
- Gimnastyka mózgu – np. pamięć, uwaga, wyobraźnia, neurogames, kinezjologia, pisanie lewą ręką będąc praworęcznym, gry komputerowe,
- Ćwiczenia fizyczne – podstawa rozwoju (10 km na rolkach powinno wystarczyć), wykonywanie odpowiednich, ogólnie dostępnych ćwiczeń może nawet z wiekiem zwiększać możliwości naszego mózgu,
- Właściwe odżywianie – polecam witaminę C i niacynę.
- Regulacja snu – nic nie robi lepiej jak drzemka (świadome śnienie),
- Stabilność emocjonalna – tylko trochę szaleństwa (no stress)
- Relacje interpersonalne – mózg jest towarzyski,
- Suplementy: witaminy, omega 3, kwas foliowy... Ale bez przesady (z doświadczenia wiem, że od witaminozy wychodzi wysypka na skórze, pojawia się rozstrój żołądka).
- Muzyka, taniec i inne "synchronizatory" mózgu w tym żonglerka, sztuki walki,
- Medytacja - kontrola uwagi, koncentracja, regulacja stanów emocjonalnych i neurofeedback (trening lepszej kontroli funkcjonowania umysłu wykorzystujący sprzężenie zwrotne parametrów fal mózgowych, więcej w pdf).
- Aromaterapia – olejki eteryczne pobudzają mózg, wykorzystywana od 5000 lat, ale słabo udokumentowane działanie. (Aktualnie marketing korzysta z tego dorobku).
11 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Klienci banków byli odcięci od swoich pieniędzy
Po ostatnich doniesieniach, tym którzy zostali pozbawieni przez własny bank pieniędzy zalecam zdywersyfikować [ :D ] posiadane przez siebie karty płatnicze.
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Kulinarne inspiracje
... czyli ulubione potrawy część druga.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Licząc od lewej:
- Sałatka śródziemnomorska z tuńczykiem i makaronem penne,
- Karkówka z warzywami,
- Kurczak z warzywami na słodko,
- Spaghetti Toscana,
- Kawiorowa uczta, ser, pieczywo, wódka.
Same pyszności.
11 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Najkrótszy wykład w moim życiu
Siedemnaście minut z dworca PKS do mieszkania. Jak na trasę po Wierzbięcicach (taka ulica w Poznaniu rozpoczynająca dzielnice cudów) to dobry czas. Szczególnie, że 15-to kilogramową torbę niosłem w ręku. Odstawka i szybki powrót na uczelnie. Tym razem było szybciej, bo bez zbędnego balastu.
Wchodzę na wykład. Niestety spóźniony (sic). Nie lubię się spóźniać. Było mi trochę wstyd. No ale dobra - wina autobusu, mówię. Siadam. Okazuje się że wykład trwa od 30 min. Szybko przepisuje notatki od kumpla. Pot z czoła wyparował. Wtedy wchodzi Olka (koleżanka z grupy). Również spóźniona siada na krześle. Nie rozpiąwszy kurtki wykładowczyni od Prawa Bankowego i Dewizowego oznajmia:
Dziękuję za wcześniejsze przybycie na wykład. Za tydzień zapraszam normalnie. Dziś muszę pojawić się na szkoleniu z zakresu opcji walutowych.
Spoko. To nawet dobrze, mogę spokojnie coś zjeść i posiedzieć na necie w czytelni. Potem kolejny wykład i kolejny i seminarium. Suma summarum okazało się że moja wizyta na uczelni była bez sensu. Na 4 wykłady odbył się tylko 1.
Swoją drogą – śmieszna sytuacja z tym szkoleniem z opcji walutowych. Tak jakby banki wcześniej nie wiedziały co to właściwie za instrument finansowy. Coś w tym jest. Widać po stratach co niektórych firm oraz opiniach, że doradcy sprzedawali coś o czym nie mieli zielonego pojęcia. Widocznie poniektóre instytucje finansowe stwierdziły, że warto mieć jakąś podkładkę gdyby jednak błogi sen Pawlaka się urzeczywistnił.
♫ Dropkick Murphys - I'm Shipping Up To Boston
7 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Jak to sie robi na Allegro - doładowania prepaid
Nie od dziś wiadomo, że do swojego telefonu można zakupić doładowanie taniej niż po cenie rynkowej. Związane jest to często ze zniżkami jakie otrzymują partnerzy współpracujący z operatorami. Pośrednicy też muszą zarabiać, a więc operator sprzedaje swoje kody taniej. Sposobów na taki stan rzeczy jest wiele.
W Polsce sprzedaż kodów doładujacych do niedawna odbywała się za pomocą podstawowych „zdrapek”. System ten od jakiegoś czasu jest uciążliwy i małobezpieczny (w związku z fałszywymi kodami). Aktualnie największy udział w rynku stanowią systemy transakcji elektronicznej – terminale prepaid. Mogą być one podpięte bezpośrednio przez Internet (sieć Ethernet), wykorzystywać połączenie GSM/GPRS lub być w postaci aplikacji PC. Z tego rodzaju współpracy można zarobić od 4 do 7% prowizji od każdej transakcji. Minusem tego rozwiązania jest to, że niektóre programy wymagają od sprzedających określonych obrotów w związku ze sprzedażą doładowań. W innym przypadku poniższe firmy traktują nas z poziomu usługobiorcy (zamiast usługodawcy). Jednym słowem wymagają od nas zapłacenia odpowiedniego abonamentu (karnego?). Popularne systemy w Polsce to Agatka, Kolporter i BluePay.
Innym rozwiązaniem stosowanym na rynku są programy partnerskie np. mBanku, BluePay itp, które za sprzedaż doładowania prepaid oferują swoim partnerom do 4% prowizji. Plusem jest to, że aby sprzedawać tego rodzaju usługi nie trzeba posiadać własnej działalności gospodarczej.
Natomiast każdy kto ma styczność z allegro zauważył, że od dłuższego czasu można tam zakupić doładowanie o wartości 50zł za 45zł. I to zupełnie legalnie. Temat jest o tyle ciekawy, iż mnie osobiście zainteresował. Początkowo myślałem, ze sprzedawcy oferujący doładowania przez Allegro po cenie niższej niż rynkowa posługują się wyżej wspomnianymi terminalami. Niestety po małym przeliczeniu kosztów wychodzi na to, że pierwsza myśl była błędna. Licząc wszystkie koszty typu prowizja allegro, rolki papieru, Internet oraz różnica pomiędzy ceną rynkową a ceną z aukcji internetowej szybko zorientowałem się że koszty te są dokładnie równe prowizji otrzymanej z systemu transakcyjnego np. BluePay. Nikt nie jest organizacją charytatywną a więc to bez sensu.
Po dłuższej chwili znalazłem sposób na pewien zarobek zwany przez „wtajemniczonych” „sposobem na 4 karty”. Jest on na tyle ciekawy, gdyż używając kilku kart możemy zbierać punkty / darmowe minuty itd. poprzez dokonywanie doładowań i czerpać z tej różnicy zyski. Jednak nie do końca mnie to przekonuje.
Szukając dalej wpadła mi w ucho (oko) interesująca informacja - pewna firma X która jest dużym dystrybutorem kart prepaid sprzedaje te karty firmom które są założone np. w Niemczech i posiadają europejski NIP. Firma X sprzedając karty takiej firmie nalicza VAT=0 zł a nie 22% . Odkąd jesteśmy w strefie Schengen zagraniczne firmy kupujące karty z Vatem zerowym nawet nie muszą przedstawiać dokumentów celnych, potwierdzających wywóz tychże kart z Polski:
Możliwość stosowania preferencyjnej stawki VAT 0% zarówno w przypadku tzw. dostawy magazynowej, jak i w przypadku dostawy na rzecz zagranicznego kontrahenta, istnieje wówczas, gdy podatnik dysponuje stosownymi dokumentami. Dostawa wewnątrzwspólnotowa podlega opodatkowaniu według stawki VAT 0%, stosowanie tej stawki nie powoduje żadnych obciążeń fiskalnych (nie występuje podatek należny) przy równoczesnym zachowaniu upoważnienia do uzyskania zwrotu podatku naliczonego.
Przepisy ustawy VAT nakładają na podatnika stosującego stawkę 0% w związku z dokonaniem dostawy wewnątrzwspólnotowej obowiązek posiadania dokumentów, które łącznie potwierdzają wywóz towaru i dostarczenie ich do nabywcy na terytorium innego niż Polska państwa członkowskiego.
Stąd biorą się chore ceny na rynku także na Allegro. Dodać należy że Importer doładowań w Niemczech zobowiązany jest zapłacić do tamtejszego Urzędu Skarbowego VAT w wysokości 16% 19%. Każde dziecko jest w stanie policzyć różnicę wynoszącą 6pp 3pp (punktów procentowych - dzięki Seb). [możliwe że firma niemiecka nie podając nr NIP EU jest w stanie uniknąć płacenia podatku w swoim kraju macierzystym, ale nie jestem tego rozwiązania w 100% pewny. Na import usług elektronicznych z krajów z UE nie jest potrzebny NIP UE w szczególności także dla usługi generowanej automatycznie przez komputer i przesyłanej Internetem lub siecią elektroniczną w odpowiedzi na określone dane wprowadzone przez usługobiorcę]. Dodając do tego cenę hurtową zdrapki tańsza o około 10% daje dość znaczące zyski. Warto zwrócić uwagę na to, że towar zwolniony z polskiego podatku od towarów i usług (VAT) i dostarczony wewnątrzwspólnotowo nie może być sprzedawany na terytorium Polski. W innym wypadku sprzedawca taki łamie polskie i prawdopodobnie wspólnotowe prawe (chyba że za przyjmiemy terytorium Niemiec za faktyczne miejsce świadczenia usługi, o ile to możliwe). Jednocześnie (to oczywiste) naraża państwo Polskie na straty z tytułu zwolnienia podatkowego.
Na koniec w ramach podsumowania nasuwa się jedno pytanie – czy Allegro jako serwis pośredniczący w organizowaniu aukcji i sprzedaży nie umożliwia pewnemu gronu „sprzedawców” świadczenia swoich usług niezgodnie z polskim prawem, poszerzając jednocześnie (nadal znaczącą dla wpływów budżetowych) szarą strefę?
Wniosek: Kto za to płaci? My
19 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Temat pracy magisterskiej
I stało się. W końcu po wielu tygodniach wysokoenergetycznych procesów myślowych powstał przy współpracy z promotorką temat pracy magisterskiej:
Nowoczesne strategie marketingowe jako narzędzie kreowania wizerunku marki.
Jednym słowem będę pisał o tym co mnie interesuje, czyli marketingu eksperymentalnym, także psychologii, strategii największych i nowatorskich metodach. Powinno być ciekawie.
♫ Top One - Miła Moja
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Magiczna data - 03.03.2009
Prof. Mielcarek dziś trafnie zauważył, że dziś mamy niebywale magiczną datę.
Pierwiastek ostatniej cyfry roku jest jednocześnie dniem i miesiącem
W każdym stuleciu takie daty zdarzają się tylko 9 razy. Można to niemal porównać do przelotu komety... eh. Taka mała ciekawostka.
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
O tym skąd się wziął kryzys finansowy
W skrócie mówiąc kryzys finansowy XXI wieku powstał przez banki, które wykorzystały efekt kreacji wirtualnego pieniądza.
Większość ludzi uważa, że pieniądze tworzy rząd lub państwo poprzez mennice państwowe. Drukując je lub wybijając w metalu. Jak wiadomo ilość pieniędzy jest ograniczona. Nie wszyscy mogą je mieć w nieskończonej ilości. Jednakże gdyby się nad tym zastanowić to wbrew pozorom tak właśnie jest. Przykładem takich „osób” są banki, które to pożyczają pieniądze, których nie mają. Kreują pieniądz wirtualny. Dlatego też łatwiej po części zapłacić kartą kredytową i pieniędzmi, których nie ma niż w niektórych przypadkach kartą debetową czy gotówką. Do takich absurdów często dochodzi w USA, ale mniejsza o to.
Bank daje kredyt w zamian za deklaracje kredytobiorcy o spłacie długu w określonym czasie z doliczonymi odsetkami. Normalnie myślący człowiek pomyśli, że pieniądze, które pożycza pochodzą z depozytów innych osób. W rzeczywistości nie do końca tak jest. Większość kwot pieniężnych krąży wirtualnie pomiędzy kontami w różnych bankach. Saldo się pomniejsza / zwiększa. Banki wykorzystują mechanizm psychologiczny polegający na tym, że wszyscy na raz nie będą chcieli wypłacić swoich oszczędności jednocześnie. Gdyby tak się stało – banki by zbankrutowały w ciągu 10 min. Po prostu nie ma tyle gotówki, są tylko wirtualne zapisy na kontach banków.
Niegdyś ilość pieniędzy była zabezpieczona przez liczbę danego dobra, którym się płaciło np. złoto, srebro. Jeżeli nie było złota nie można było handlować. Stąd też od XVw. zaczęła się era kolonizacji innych kontynentów. Poszukiwano powiązań handlowych, które pozwoliłyby na zdobycie więcej kruszcu a co za tym idzie zaspokojenia głodu złota. Do niedawna istniał swoisty parytet złota, który polegał na tym, że każda waluta była wymienialna za określoną ilość złota. Aktualnie jest on zniesiony. Kursy walut zostały uwolnione. Teraz za wirtualny pieniądz można otrzymać prawdziwy papierowy pieniądz. Obecnie taki system nadal jest legalny. Każdy Bank zobowiązany jest do posiadania pewnych rezerw. Rezerwy te wykorzystywane są do zabezpieczenia kreowanych pieniędzy. Oczywiście nie jest to stosunek 1:1 a powiedzmy 1:10 (na 1 zł przypada 10zł wirtualnej gotówki).
Bank udzielający kredytów i tworzący w ten sposób wirtualny dług potrzebuje jeszcze depozytów np. w formie gotówki. Co najlepsze – błędnie uważa się, że depozyty finansują kredyty. Wręcz przeciwnie. Są one potrzebne instytucji finansowej by móc usprawiedliwić tworzenie kolejnego długu.
Problem zaczyna się w momencie, gdy bank nie jest w stanie tworzyć kolejnego wirtualnego długu, dzięki któremu ktoś inny spłaci inny dług (mówiąc w skrócie). Następuje pęknięcie bańki kredytowej.
Tak stało się w październiku 2008 roku, gdzie jedynymi zabezpieczeniami od pobranych kredytów były nieruchomości. Banki nie nadążały z kreowaniem nowego pieniądza, więc nastąpiło zwolnienie gospodarki przekładając się na niemożność spłat kredytów hipotecznych. Banki masowo przejmowały nieruchomości i stawały się swoistymi agencjami od obrotu nieruchomościami. Z prawa ekonomii wiadomo, że gdy jest coraz większa podaż cena danego dobra maleje. Tak się również stało. Domy i mieszkania przejęte przez banki straciły na swojej wartości, przez co ich sprzedaż nie była w stanie pokryć wirtualnego długu a co gorsza popytu na kolejny wirtualny pieniądz (już teraz w USA można zakupić domy jednorodzinne warte w październiku 70 000$ za jedyne 1500$). Gospodarka coraz bardziej zwalniała a banki bankrutowały. Na szczęście nie doszło do groźnego zjawiska „najazdu na bank” i wypłacania masowego pieniędzy z kont bankowych. Powodem takiego stanu rzeczy było min. to, że osoby, które potencjalnie mogłyby wypłacić pieniądze z banku, których bank i tak nie ma nie mogły tego zrobić gdyż same musiały spłacać tymi pieniędzmi przyszłe raty zaciągniętego kredytu.
Co dalej? Alan Greenspan przyznał się do błędu. Przed komisją bankową stwierdził, że pomylił się. Między innymi przez jego błędne decyzje podtrzymywano sztuczne zaufanie do hossy, co przyczyniło się do zwiększonej podaży pieniądza. Po części konsekwencje miało także ustalanie zbyt niskich stóp procentowych (poniżej poziomu inflacji). Nie tylko w USA.
Na dzień dzisiejszy należy zweryfikować istniejący system bankowy i stworzyć nową stabilną ekonomię. Proces nadmiernej kreacji wirtualnego pieniądza na takim poziomie w przyszłości może doprowadzić do powstania ogromnej hiperinflacji lub co gorsza deflacji. Ostatnie wskaźniki gospodarcze z USA ujawnione przez FED potwierdzają zagrożenie deflacyjne.
Biorąc pod uwagę, że od jakiegoś czasu USA są największym importerem świata (22% udziału w światowym handlu) przyszłość nie widzi jawi się w świetlanych barwach. To od USA dużo zależy, a przy ówczesnych powiązaniach gospodarczych i globalizacji kryzys szalejący na rynku amerykańskim nie ma możliwości nie odbicia się na europejskiej czy azjatyckiej gospodarce. Co zresztą już zrobił…
Wniosek: Nie żyj na kredyt
Podobne poglądy prezentuje film „Money is a debt” dostępny również na Google Video. Jednym słowem - BANKRUTUJĄCY, WIRTUALNY ŚWIAT...
20 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Solver
Od trzech zajęć (łącznie 4,5 godziny) słyszę wiecznie tylko:
solver to...
solver tamto
solver sramto
A jeszcze nie zaczęliśmy liczyć. Nawet kobiety już się niecierpliwią. Chcą programować liniowo. Programowanie pralek już im nie wystarcza.
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Konferencja Narodów Zjednoczonych - Szczyt klimatyczny w Poznaniu
W dniu dzisiejszym tj. 1 grudnia ’08 w Poznaniu rozpoczął się szczyt klimatyczny. Uczestników dowożono autobusami o napędzie hybrydowym. Tydzień przed wielu mieszkańców szczególnie zagrożonych rejonów (w tym ja) następstwami jakie niesie organizacja tak wielkiej imprezy jaką jest konferencja klimatyczna, otrzymali ulotki informujące o celu szczytu, randze szczytu, możliwych utrudnieniach oraz informacjach o tym ile co „zżera prądu”.
Miały być korki, utrudnienia w ruchu. Uczelnia nawet wydała specjalny komunikat o takiej treści:
W dniach 1-12 grudnia odbędzie się w Poznaniu Konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu. W tym czasie mogą nastąpić w Poznaniu utrudnienia w przemieszczaniu się zwłaszcza w okolicach bezpośrednio przylegających do terenów MTP. Nasza szkoła NIE zawiesza w tym okresie zajęć dydaktycznych. Będziemy próbować w miarę normalnie funkcjonować.
Aby w miarę spokojnie dotrzeć na Uczelnię rezerwujcie sobie więcej czasu. Proszę o wyrozumiałość i cierpliwość! Wszyscy będziemy mieli te same kłopoty.
I co się stało? No właśnie nic. Nic takiego nie miało miejsca. Ludzie biorąc do serca te uwagi w pierwszym dniu konferencji narodów zjednoczonych pojawili się 30 min przed czasem w pracy, szkole i uczelni. Na ulicach jakoś też mniej wyjących i smrodzących samochodów. Potwierdza to jedynie hipotezę, że bez auta też można normalnie funkcjonować.
3 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Analiza wrażliwości spędza mi sen z powiek
Zbliża się koło z rachunkowości. Jedyne co mi przychodzi na myśl to słowo, a raczej słowa Piechniczka:
Jeżeli chcesz grać w piłkę, musisz myśleć jak piłka.
Studia wycinają mi kolejny kwadrans z życia. Wegetuje 24 godziny na dobę. Byle do osiemnastego. Byle coś skumać. Nie golę się, nie wychodzę. Po co? Są rzeczy ważne i są priorytety.
Szukam wewnętrznego spokoju i skupienia. Rozkoszy dla duszy oraz ukojenia dla umysłu. Albo i odwrotnie. Rachunkowość menedżerska to w pewnym sensie sztuka małych liczb. Sztuka, którą próbuje posiąść jak najmniejszym kosztem. Ano takim, że lek na zgagę jest, witaminy także. Brakuje tylko kawy, której nie pije, ale którą firma trendseteringowa zaoferowała się wysłać. Czekam (na kawę czy zgagę? sam nie wiem). Kot się napije.
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
O tym jak łączymy się w związki
Na wstępie chciałbym popełnić małą burzę myśli na temat tego kto kogo szuka – mężczyzna kobietę czy kobieta mężczyznę?
Mając na uwadze fakt, że to kobieta jest bardziej zainteresowana związkiem z „nie byle kim” z racji tego, że jej biologicznym zadaniem jest wydanie na świat zdrowego potomstwa to ona bardziej inwestuje w związek, a co za tym idzie ponosi większe ryzyko, iż może jej się to nie udać. Jednym z dowodów na taką tezę może być fakt, że kobieta przez całe życie ma około 380-400 szans na zajście w ciąże (ograniczona liczba jajeczek). Facet natomiast w ciągu tylko jednej godziny produkuje 150 tysięcy plemników.
Nie mniejsze ryzyko jest również ze strony mężczyzny. Jak wiadomo ludzie kojarzą się w pary na podstawie swoich własnych fenotypów, zakładając ze owy fenotyp zdradza ich genotyp. Podczas pierwszej randki fenotyp (i na jego podstawie i genotyp) faceta jest łatwo określić (widoczny jest na pierwszy rzut oka). Z kobietą jest to trudniejsze. Kobiety są silniejszą płcią (pod względem fizjologicznym, behawioralnym) przez co, to one z biologicznego punktu widzenia (czy się to komuś podoba bądź nie) dokonują wyboru własnego partnera. Patrząc na potencjalnego partnera kierują się nie tylko wyglądem (co było by niebezpieczne) ale także i innymi czynnikami (inteligencja, przystosowanie, środowisko w którym się wychował). Facet natomiast ma tak rozbudowany zmysł kojarzenia, iż w przeciągu zaledwie 1/7 sekundy potrafi ocenić czy dana kobieta nadaje się na matkę jego dzieci. Dowodem jest chociażby sytuacja gdzie obie płci szukają partnera (np. w Internecie, biurze matrymonialnym itp.). Facet będzie oglądał tylko zdjęcia (wygląd mówi o tym czy jest młoda i czy urodziła już dzieci), dziewczyna natomiast oprócz zdjęcia przeczyta dogłębnie jego opis, by dowiedzieć się między innymi czegoś na temat potencjalnego ojca swoich dzieci (tak jakby chciała sprawdzić zasobność jego głowy i portfela).
Gdy już wiemy kto ryzykuje i kogo kto szuka pora na omówienie faz jakie przechodzi związek damsko-męski.
Faza I – wdrukowywanie (imprinting), czyli szukamy partnera maksymalnie odmiennego genetycznie od nas (im bardziej odmienny tym większe prawdopodobieństwo urodzenia zdrowego dziecka). Ze względu na to, że kobiety szukają bardziej swoich partnerów (większe zainteresowanie) to ich zmysł powonienia jest bardziej rozbudowany niż płci przeciwnej (umiejętność rozpoznania 200 związków chemicznych wydzielanych przez organizm po ich zapachu). Okazuje się, że owe zapachy partnera odbieramy nieświadomie, lecz im lepiej pachniemy dla swojego partnera tym bardziej odmienni genetycznie od niego jesteśmy). Ze względu na to, że np. nasze rodzeństwo, bądź rodzice są niemal naszymi kopiami genetycznymi trudno jest mówić o jakimkolwiek pociągu seksualnym do nich (ich zapach jest katastrofalny).
Faza II – zakochanie. Zakochanie to swojego rodzaju uzależnienie. Mózg posiada zdolność produkowania w niewielkich ilościach narkotyków. Gdy zakochujesz się w kobiecie mózg zaczyna produkować fenyloetyloamine (pochodna amfetaminy). Powoduje to pewne uzależnienie, gdyż na widok danej osoby mózg uwalnia określone ilości tego związku. Niestety istnieje efekt tolerancji (trzeba brać coraz więcej by utrzymać dany stan na jednakowym poziomie). Jak pokazują badania ze względu na ograniczoną ilość fenyloetyloaminy faza zakochania trwa około 3-4 lata.
Faza III – miłość (jeden z najsilniejszych stanów człowieka). Faza ta związana jest z wydzielaniem oksytocyny (hormon miłości, przytulania). Hormon ten sprawia, że seks jest przyjemny, powstaje instynkt macierzyński, a podczas dotyku bliskiej dla nas osoby ilość oksytocyny wzrasta diametralnie.
20 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Dlaczego jestem za wprowadzeniem opłat za studia wyższe
Otóż od października tego roku rozpocząłem kolejny etap nauki. Tym razem przed sobą mam do pokonania studia II stopnia (SUM) na kierunku Finanse i Rachunkowość. Od początku swoich studiów (tj. 2005 rok) całą naukę finansuję sam (w sensie, że nie studiuję na uczelni państwowej). W pewnym sensie jestem poszkodowany, gdyż rodzice i ja płacąc podatki współfinansują również uczelnie wyższe, z których (jak wyżej wspomniałem) ja nie korzystam. Odwołując się do samej konstytucji, można w niej przeczytać zapis wymieniający uczelnie wyższe, jako szkoły publiczne. Przez co w myśl tego artykułu nauka w tych, że szkołach jest bezpłatna. I tu czar pryska – bo jak wiadomo studia zaoczne i wieczorowe na powyższych uczelniach są odpłatne. Uczelnie tłumaczą ten fakt w zapisie ustawy pozwalającej na „dopuszczenie świadczenia niektórych usług edukacyjnych przez publiczne szkoły wyższe za odpłatnością”.
Dla mnie prostego człowieka, nieznającego dogłębnie prawa te dwa zapisy są sprzeczne i wręcz śmieszne. Z jednej strony zezwala się na finansowanie nauki „pewnych” osób za darmo, z drugiej pobiera się opłaty od innej części osób, dla których z pewnych powodów brakło miejsca na studiach stacjonarnych (taka jest prawda, duża część osób studiująca zaocznie studiuje niestacjonarnie z powodu nieprzyjęcia na studia stacjonarne). Na tej płaszczyźnie można bardzo łatwo dostrzec problem w nierównomiernym i sprawiedliwym dostępie do usług edukacyjnych w Polsce. Jeżeli państwo mieni się państwem solidarnym, sprawiedliwym, niefaworyzującym jednych grup kosztem innych powinno być w swoich działaniach konsekwentne (pomijam osoby pracujące chcące się dokształcać) dając wszystkim jednakowy dostęp do szkolnictwa państwowego. Tak niestety nie jest.
Wody do kwasu, który kotłuje się we mnie od 2005 roku są dane statystyczne, które dotarły do mnie w ostatnimi czasy na jednym z wykładów na temat podatków. Otóż badając studentów uczelni wyższych państwowych i niepaństwowych min. Ich dochody, badacze doszli do zaskakujących wniosków. Średnie dochody osób studiujących na uczelniach państwowych „nieodpłatnie” są wyższe (tzn. przekraczające średnią krajową) od średnich dochodów osób studiujących na uczelniach niepublicznych, którzy koszty związane z finansowaniem nauki ponoszą sami.
W powyższej sytuacja jestem za tym, aby wprowadzić odpłatność za studia (z możliwością bezpłatnego kształcenia dla najlepszych) lub wprowadzenia ulg podatkowych dla osób/gospodarstw domowych, które same finansują swoją naukę. Pierwszy pomysł przyczyniłby się do wzrostu jakości kształcenia, w tym warunków na uczelniach państwowych. Do tego dochodzą takie elementy jak: poziom wykształcenia determinuje podejmowaną przyszła pracę i przyszłe zarobki, przez co polepszenie statusu materialnego niektórych osób odbywa się kosztem państwa. Po trzecie odpłatność za studia spowodowałaby zwiększoną konkurencyjność pomiędzy uczelniami, przede wszystkim pod względem jakości kształcenia (również na zasadzie płacę, więc wymagam). Po czwarte – studia odpłatne skutecznie weryfikowałyby chęci i zapał do pracy tzw. „wiecznych studentów”.
Pewnie ktoś teraz powie: „owszem wszystko pięknie ładnie, ale co z najbiedniejszymi”. Mam na to odpowiedz – nie wszystkim należy się wyższe wykształcenie. To tylko głupi trend i myślenie ludzi wg schematu „mam wyższe, mam więcej kasy”. Po drugie, jeżeli jest ktoś na tyle dobry i zdeterminowany zawsze może ubiegać się o stypendium naukowe, które zapewniałoby bezpłatną naukę na uczelni wyższej. Po czwarte – kogo tak naprawdę uważa się za biedną część społeczeństwa? Czy nie są to czasem osoby pochodzące z rejonów wiejskich, płacące mniejsze składki emerytalne (KRUS), często posiadające duże połacie ziemskie, ukrywające lub niemogące wykazać realnego dochodu na członka rodziny, pobierające dopłaty unijne, często w niemałych kwotach. To także osoby ubiegające się o dofinansowanie socjalne, co jest wręcz śmieszne patrząc na parking przed uczelnią…
Wniosek: Nie daj się zrobić w jajo. Nie ulegaj fałszywej propagandzie realizmu socjalnego.
51 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
First night in Poznań
I pierwsza studencka noc na nowych studiach, po wakacyjnej przerwie, w Poznaniu - zaliczona.
Przy piwku, na balkonie, z kultowymi Wormsami do 2am.
♫ Guru Josh Project - Infinity 2008
Wniosek: Zaczęło się
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Smaczny plan zajęć
... aż już chce się go schrupać. W końcu doczekałem się planu zajęć na najbliższy semestr. Jestem wręcz zaskoczony tym, jak lightowy (pewnie pozornie) on jest. Najdłużej do godziny 13pm. Środa i piątek wolne. Poniedziałek i wtorek - wykłady.
Teraz jeszcze chciałbym się dowiedzieć o skład grupy. Fajnie by było trafić na starych znajomych ziomków z poprzednich studiów.
Wniosek: Jak to mawiają PKP
7 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Pierwsza szkoła, pierwsze znajomości
Stare dobre czasy szkoły podstawowej. Nie mogę do dziś przypomnieć sobie gdzie została zrobiona ta fotografia. Przypuszczam, że może to być Poznań (przed barem mlecznym) tuż po odwiedzinach zwierzaków w tamtejszym ZOO.

15 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Czy jestem w ciąży?
Ostatnimi czasy mam ostre objawy ciąży tzn. wahania emocjonalnego. Średnio co 15 min mam inne myśli. Raz na tak. Raz na nie.
Głównie w związku z poniedziałkową rozmową kwalifikacyjną do jednego z banków o kapitale włoskim. Problem dotyczy wyboru trybu studiów uzupełniających magisterskich (dzienny czy zaoczny) oraz tego czy chce mi się tyrać? Czy warto iść na zaoczne? Czy warto należeć do elity finansowej? Czy warto tracić czas na rozmowy kwalifikacyjne? [...] itd.
A warto? Czy to już ten czas?
11 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Obroniłem się i otrzymalem tytuł Licencjata
Z wielką przyjemnością oznajmiam iż w dniu 27 czerwca 2008 roku otrzymałem tytuł Licencjata uzyskując z pracy ocenę 5, z obrony ocenę 4+ i ocenę dyplomową 4.
Stres był. Poczułem się po obronie jak nie jedna matka na porodówce - ulżyło mi. A szansa na wylosowanie tego zagadnienia które chciałem była jak 1 do 54. I co? Limit szczęścia na tych studiach został wyczerpany! Oczywiście wylosowałem to co chciałem.
Well!! Let's dance!
20 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Rozkminka przed piątkową obroną pracy
Zadanie nad rozwiązaniem którego męczyłem się 3 lata, czyli 6 semestrów studiów:
Dane:
- Moja średnia: 4,01 (za 6 semestrów)
Wzór:
- Ocena dyplomowa = 0,6 x średnia studiów + 0,2 x ocena z obrony + 0,2 x ocena z obrony
Założenia:
- Zaokrąglamy wynik powyżej 0,51 do pełnej liczby...
- Nie ma ocen "połówek".
Więc przyjmując scenariusz optymistyczny, w którym otrzymuję dwie piątki z obrony:
0,6 x 4,01 + 0,2 x 5 + 0,2 x 5 = 2,406 + 1 + 1 = 4,406
to nie otrzymam oceny bardzo dobrej na dyplomie
Przyjmując scenariusz pesymistyczny w którym otrzymuję dwie trójki z obrony:
0,6 x 4,01 + 0,2 x 3 + 0,2 x 3 = 2,406 + 0,6 + 0,6 = 3,606
Więc nie otrzymam oceny dostatecznej na dyplomie.
Wniosek: W najgorszym i najlepszym przypadku dostanę 4 na dyplom ukończenia studiów wyższych I stopnia.
7 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Nadrabiam
Po wielkim boju zdobyłem dostęp do Internetu. Nawarstwiło się kilka spraw zaległych. W miedzy czasie jak mnie nie było uzyskałem absolutorium, wysłuchałem chóru uczelnianego, uścisnąłem dłoń prorektora, prodziekan, zjadłem lody (eh jakie to wulgarne słowo), umyłem się, zeszła mi skóra z pleców, nagrałem 2 płyty DVD …. Bla bla bla…
Przejdźmy do konkretów. Myśl pierwsza: Ludzie są poranieni. Każdy z życiowymi problemami uważający, że to co było w przeszłości jest ważniejsze niż to co będzie, tudzież jest teraz. Potępiam! Uniemożliwiają one sprawną ocenę rzeczywistości. Uogólniają, przez co funkcjonowanie w społeczeństwie staje się dla takich osób ograniczone. Nie czerpią z życia tego na co zasługują, wręcz nie dostają nawet tego, co im w pewnym stopniu się należy. Bez bólu, blokad i wyrzeczeń życie jest łatwiejsze. Bo wiesz – ból to słabość, która opuszcza ciało. A jednak jest to zdumiewające, że ludzie potrafią tak ładnie uogólnić, że ja to oni, oni to ja, że wszystko jest złe i stwarza problemy przeciwko nim samym. A problem to problem o sumie zerowej. Wszystkie problemy tkwią w naszych głowach. Tylko tam. Krzyż na drogę i pozdrawiam.
Myśl druga i ostatnia: …bo liczy się gra i zabawa. Więc pozostaje im tylko wpierdolić.








