Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę są bezwstydnymi kłamstwami...

15 Lut

Jarosław Kaczyński posrał się ze strachu

"To klęska polityki zagranicznej Sikorskiego!" Krzyknął Paweł Kowal z PiS. A Jarosław K. zesrał się w portki gdy pomyślał że Radosław S. może zostać kandydatem na prezydenta z ramienia PO.

Tak oto został skomentowany owy fakt przez prezesa największej opozycyjnej partii w Polsce:

Uniósł się nieprzyjemny smrodek.

Dodaj komentarz blipBlipnij

8 Lut

Biblioteki są dobrem wspólnym!

I z taką wiedzą żyłem do ubiegłej soboty. Niestety. Kutek też z taką wiedzą żyje do dziś #1. I niestety muszę zwrócić uwagę na ten fakt, błąd poznawczy. Wychodzi na to, że:

BIBLIOTEKI NIE SĄ DOBREM WSPÓLNYM.

Przekonałem się o tym na własnej skórze. Udawszy się wraz z P. do biblioteki Uniwersytetu Ekonomicznego zostałem bezczelnie z niej wyproszony. W sumie można to nazwać po imieniu "wypierdolony za uszy". Powód: nie jestem zobligowany do przebywania w pomieszczeniu ze względu na fakt, iż nie mam statusu studenta tejże zaszczytnej uczelni wyższej. Gdy stwierdziłem, iż przybywam tutaj tylko i wyłącznie w celach pokojowych, w charakterze osoby towarzyszącej - pani z niezwykłą kulturą i jednoczesną arogancją wskazała swoim spuchniętym paluchem (od dłubania w nosie) na drzwi wyjściowe pamiętające czasy komunistycznej farby olejnej.

Przykład z życia: pięć minut później udawszy się do mojewszej biblioteki. Zostałem wraz z P. obsłużony przez sympatyczną panią, z uśmiechem na twarzy. Bez problemów, pytania o cokolwiek. Wypraszania, nadętości i burakowości wobec P. (w końcu obca, taka wyalienowana stała sobie cichutko na paluszkach).

Zostałem zmieszany. Nie wiedziałem już czy wiedza to dobro wspólne, czy biblioteka to własność publiczna. Nie wiem, chyba nigdy tego nie wiedziałem. Byłem w błędzie. Szukając u Boga znalazłem na stronie Waldemara Pawlaka takie oto słowa:

Nie ma większej siły niż idea której czas nastał.

I to chyba słowo wytrych. Bo przecież bezpłatny dostęp do wiedzy jest jednym z kryterium postania społeczeństwa innowacyjnego. Jak mamy być innowacyjni, rozwijający nowe technologie skoro dostęp do wiedzy nie jest równy dla każdego?

Zwrócić tutaj również należy na fakt, że Publiczne Uczelnie Wyższe min. owy Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu jest instytucją użytku publicznego, która sama z definicji powinna służyć społeczeństwu i jego dobru. Na dzień dzisiejszy mogę stwierdzić, że nie wykonuje ona wszystkich swoich zadań, a w szczególności utrudnia, wręcz uniemożliwia dostęp do wiedzy tym, którzy tę wiedzę pragną zgłębiać (studiować).

No ale cóż - skoro nie można nawet wejść... pooglądać okładek na półkach. O czym my tu mówimy.

7 komentarzy blipBlipnij

8 Lut

Można oficjalnie bluzgać w Internecie

Uwaga uwaga. 1 lutego 2010 roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał iż:

[...] używanie wulgaryzmów w sieci, które służą podkreśleniu ekspresji wypowiedzi, jest powszechnie akceptowane. Sformułowania, które można by uznać za obraźliwe w powszechnej komunikacji, niekoniecznie naruszają dobra osobiste, jeżeli są użyte na forum internetowym.

Jednym słowem - zajebiście. Koniec z cenzurą internetu #1. Padł kolejny bastion.

Ponadto sąd zauważył również, że

[...] osoba wypowiadająca się na forum internetowym musi się liczyć z faktem, że opinie dotyczące jej wypowiedzi mogą być formułowane językiem typowym dla społeczności internautów. Należy również mieć na uwadze, że język ten jest często bardziej zwięzły i dosadny niż wykorzystywany w normalnej komunikacji.

Co ciekawe:

Zgodnie z przytoczonym przez Gazetę Prawną wyrokiem internauta, jako osoba publiczna, uczestnicząc w dyskusji i wygłaszając swoje poglądy, wyraża zgodę na ich ocenę i musi się liczyć z tym, że zostaną one poddane krytyce innych użytkowników oraz wykazać większy stopień tolerancji i odporności wobec niepochlebnych opinii, a nawet brutalnych ataków.

A co za tym idzie osoba pisząca w Internecie równoznacznie zgadza się na to, że to co pisze będzie i może być publikowane bez jej zgody (zgodnie z interpretacją prawa prasowego). Skoro Internauta piszący na jakimś forum jest osobą publiczną to Internet jak i jego osoba wpływają znacząco na funkcjonowanie społeczeństwa. I jest to w pewnym sensie tożsame z pewnym rodzajem trendsettingu i można to traktować jako dopełnienie tejże definicji jako ambasadorów marki. Co najciekawsze można go w pewnym sensie traktować jako uczestnika debaty publicznej przez co (tak jak pisałem wyżej) dobra osobiste osoby publicznej są chronione w mniejszym stopniu aniżeli osoby prywatnej. Oznacza to, że jeśli ktoś nas obrazi w Internecie, tudzież my obrazimy kogoś innego np. Prezydenta to można z dużym prawdopodobieństwem powołując się na takowy wyrok uniknąć kary.

Źródło: #1

Wniosek: Dajemy na luz

4 komentarze blipBlipnij

5 Sty

Owsiako terroryzm medialny

Jerzy Owsiak jak zwykle się zapędził w tym, co mówi. A wręcz czasami bredzi. Gdy w niedziele jechałem do Poznania słuchałem wywiadu radiowego z Mariuszem Pudzianowskim. Ów Strongmen dementował artykuł, w którym rzekomo zażądał od gazety prawnej, która chciała z nim przeprowadzić wywiad honorarium. Prawda jest taka, iż Pudzianowski zaproponował jedynie zwrot kosztów dojazdu do Warszawy (miejsca redakcji). Dziennikarz stwierdził to za próbę wyciągnięcia pieniędzy i w najbliższym numerze napisał, iż MP kasuje za wywiady niebagatelne kwoty.

Tutaj cytat:

O tym, że Pudzianowski potrafi zadbać o swoje interesy, przekonał się również reporter "Dziennika Gazety Prawnej". Kiedy zadzwoniliśmy do Barbary Demczuk, osoby odpowiedzialnej za kontakty siłacza z mediami, usłyszeliśmy, że możemy przeprowadzić wywiad, ale po uiszczeniu kosztów przyjazdu mistrza.
- My sami możemy dojechać do pana Mariusza, zawsze tak to się odbywa - proponujemy.
- Nie, to niemożliwe, pan Pudzianowski nikogo nie wpuszcza do domu.
- Ale my chcemy się spotkać w neutralnym miejscu.
- Nie no, nie będziemy się przecież spotykać w połowie drogi między Warszawą a Łodzią. Zresztą nie jesteście jedyni, mamy poumawiane wywiady także z innymi redakcjami. Poza tym pan Pudzianowski tak zdecydował i koniec.
- No dobrze, to ile wynoszą te koszty?
- 500 zł. Ale pewnie będzie potrzebna faktura, więc trzeba jeszcze doliczyć VAT.

Co ma wspólnego Mariusz Pudzianowski z Jerzym Owsiakiem? Nic. A co ma wspólnego Gazeta Prawna, dziennikarstwo z Jerzym Owsiakiem? Wiele. Między innymi to, że oba te podmioty uprawiają medialny terroryzm. Gdy coś nie idzie po myśli obnaża się prawdę. Że ten to, że tamten tamto.

Wczoraj na antenie TVP2 gościł u Tomasza Lisa ów dobrotliwy człowiek i stwierdził, iż jeden szpital kategorycznie odmówił przyjęcia pomocy (no rzeczywiście skandal!). Oburzony Owsiak uznał, że jutro zwoła konferencje prasową i ogłosi, która to jednostka popełniła ten oto straszny występek.

A co ja myślę na ten temat? Po pierwsze jest to terroryzm medialny. Po drugie łatwo to zauważyć. Wystarczy prześledzić kilka lat wstecz wydarzenia medialne przed każdym WOŚP. Owsiak sztucznie podsyca atmosferę. W tym roku atakuje szpital, również Ewę Kopacz za sytuację, w której szpital odmawia kobiecie leczenia, poprzednim roku artystów, którzy nie chcieli grać za darmo na jego orkiestrze, kilka lat wcześniej polityków, którzy przychodzą na WOŚP tylko po to by się lansować. Przykładów takich na pewno jest i będzie więcej. Podsycanie atmosfery przez J. Owsiaka nie jest przypadkowe. Czym gorętsza atmosfera, tym większe szanse na pobicie rekordu a co za tym idzie – trwający mit Jurka Owsiaka, jako bohatera narodu Polskiego, który przeciwstawia się wszystkim przeciwnościom losu, by świat był lepszy, a ludziom żyło się lepiej. Który to już rok z rzędu? Osiemnasty? I nadal krzyczy na oponentów niczym Peja ze sceny "Wiecie co z nim kurwa zrobić, wiecie..."

Btw. Miałem o tym bredzącym człowieku w tym roku nie pisać. Niestety chory człowiek znów przebił ubiegłorocznego cepa.

11 komentarzy blipBlipnij

17 Lis

AH1N1 - największy szwindel XXI wieku

Wszystko na temat:

Nie można nie odmówić racji takim argumentom.

Dodam, iż pamiętam doniesienia z 2003 roku w których informowano o tym, że "Craig Venter stworzył sztuczny zarazek w dwa tygodnie". I dalej "Odkrycie Craiga Ventera dowiodło, że wirusy można produkować szybko i skutecznie. Wystarczy sięgnąć do dostępnych w Internecie baz danych zawierających zapisy wirusowych genomów, będących "przepisami kucharskimi" biotechnologów. W tych bazach można znaleźć genomy wielu groźnych mikrobów, w tym HIV, wirusa Ebola, różne odmiany ospy i grypy. Z takim przepisem w ręku można zamówić w firmie biotechnologicznej części składowe, czyli krótkie odcinki DNA nazywane oligonukleotydami. Zamówienia nie podlegają żadnej kontroli, można je złożyć nawet pocztą elektroniczną. Potem wystarczy połączyć fragmenty DNA w odpowiedniej kolejności i mamy gotowy genom wirusa. Jeśli wstrzykniemy go do komórki, powstaną mikroby wyposażone w otoczkę białkową niezbędną do wywołania zakażenia.". Okazuje się, że "w 2001 r. australijscy uczeni przypadkiem wyprodukowali nową odmianę wirusa mysiej ospy, która była niezwykle groźna - zabijała 60 proc. zainfekowanych zwierząt. Ich metodę udoskonalił Mark Buller z Saint Louis University, który stworzył stuprocentowo skutecznego zabójcę. Co gorsza, wirus zakaża nawet te zwierzęta, które były wcześniej zaszczepione". O tym media zapominają.

Ważne jest też niedowierzanie ludzi w całe te "teorie spiskowe". Myślę że jestem w stanie prędzej zgodzić się z dr Bejnem aniżeli z dziennikarką Jane Burgermeister. Jeżeli ktoś umie wyciągać wnioski, czytać miedzy wierszami i trochę myśleć sam wyciągnie sobie wnioski. Historia jeszcze nigdy nikogo nie nauczyła. A Orwell już dawno temu pisywał "Big Brother is watchin' you". Peace!

plakat

Wniosek: Myśl!

24 komentarze blipBlipnij

2 Paź

Oświadczenie wobec oskarżeń w Radio Maryja

W związku z poniższymi pomówieniami na antenie Radia Maryja oświadczam, iż nigdy ja i członkowie mojej rodziny nie dokonywali spekulacyjnych transakcji giełdowych mających na celu zdestabilizowanie rynku akcji i kontraktów terminowych. Wszystkie transakcje dokonywałem jedynie na podstawie ogólnodostępnej wiedzy, w sposób etyczny i moralny. Oskarżenia zaprezentowane na antenie Radia Maryja mają znamiona pomówienia i godzą w moje i mojej rodziny dobre imię. Nie wykluczam postępowania sądowego w tej sprawie.

W związku z wypowiedzią pana Henia oświadczam również iż nie jestem masonerią.

7 komentarzy blipBlipnij

24 Wrz

Od stripteaserki po GPW

Całe środowisko inwestorów giełdowych aż huczy. Media poinformowały o brawurowym zatrzymaniu przez CBA znanej aktorki (hm nie wiedziałem że jest znana, nie grała przecież w „M jak Miłość”, tylko w podrzędnej „Plebani”) Weroniki Marczuk – Pazury. Z ciekawości nawet postanowiłem przeczytać jej krótką, lecz treściwą biografie.

Kariera, nie powiem – interesująca. W zacnym, amerykańskim stylu. Od streaptiserki  po członka i prezesa zarządu spółki WSEInfoengine. Fakt faktem prezesurę sprawowała zaledwie „kilka dni”, ale trzeba przyznać że stanowisko objęła z wielkim impetem.

Według nieoficjalnych informacji "Dziennika Gazety Prawnej", była żona Cezarego Pazury, miała zaoferować, że za pieniądze pomoże kupić WNT. To państwowe wydawnictwo zostało wyznaczone do prywatyzacji przez ministra skarbu pod koniec kwietnia. Miesiąc temu zdecydowano, że będzie prywatyzowane w drodze publicznej aukcji.

Opuściła je (stanowisko) zaledwie też na solidnej glebie w otoczeniu agentów CBA. Czytając tę całą historię, dodawszy do tego jej bujną historię życiową (ukraińskie pochodzenie, striptease, prace w hotelach, ślub z Cezarym,  zmianę imienia, aktorstwo, you can Dance, studia radcowskie i prezesurę) nasuwa się jedno na usta „Polska dla Polaków”, lecz tego nie powiem, gdyż nie jest to poprawne politycznie (sic!).  Jednym słowem farsa i cyrk.

Znów mamy wakat, radzę władzom GPW znaleźć kogoś bardziej odpowiedniego na stanowisko. O nieskazitelnej i poszanowanej opinii. Może ja?

3 komentarze blipBlipnij

9 Wrz

Pożegannie z Afryką

Wróciłem z rolek, otworzyłem piwo i usiadłem na swoim relaksacyjnym fotelu. I to by było na tyle z dobrych rzeczy. Popatrzyłem na Boruca, który jako jedyny z podniesioną głową wyszedł na boisko. Po chwili chyba nawet i on nie dał rady. Bo w sumie jak tu sobie poradzić z takim czymś. Ja to widzę we własnym telewizorze, a co powiedzieć o zawodniku który ma ambicje grać, być na czele, brylować. Zresztą to samo można powiedzieć o Robercie Lewandowskim, Rogerze czy Obraniaku. Jednak dobre chęci szybko są weryfikowane przez rzeczywistość, nieudolność, krętactwo, ułomność, żenadę czy żal.

Kiedyś się nad tym zastanawiałem – co by było gdyby. Wydaje się że większość „starych wyjadaczy” niczego nie musi udowadniać, dowodzić. Ich ambicje skończyły się w momencie kiedy zarobili pierwsze euro w zagranicznych klubach na emigracji. Motywacji brak gdy pieniądze zaczynają mieć drugorzędne znaczenie. Gdyby może ambicja, ale i ona już dawno przeżyła się jak przeżytek.

Dariusz Szpakowski powiedział jedną ważną rzecz – związek małżeński Leo vs PZPN już dawno się skończył. Wypalił. Wszystko zaczęło się niby od momentu w którym zabrakło jednej, kluczowej klauzuli w kontrakcie Beenchakkera, która rozwiązywała by umowę w przypadku nie wyjścia z grupy. Pożegnanie z Afryką – lepiej już tego nie można było nazwać. Takie słowo wytrych.

Tomaszewski też w sumie miał rację mówiąc, że Leo chce żeby zostać zwolnionym. Zapewni mu to dodatkową kasę, jakby miał jej za mało. W pewnych momentach życia [o tym powinien też wiedzieć, w końcu polskim kibicom sprzedawał nie jedną filozoficzną gadkę] nie jest ważne to co się zrobiło, ale ważne to czego się nie zrobiło. W tym wypadku właściwą decyzją byłaby rezygnacja, z honorem, przeprosinami, głównie dla kibiców i piłkarzy, którzy tak naprawdę zostali zrobieni w jajo. Związki na odległość nie mają przyszłości. Związek korespondencyjny Beenchakkera i PZPN’u prosto z Holandii był już dawno przesądzony, przesądzony zanim się zaczął.

Leo Beenchakker swojego czasu powiedział że Polacy są przewrażliwieni, że mamy kompleksy. Ale w momencie przegranej 3:0 z zespołem, który jeszcze kilka miesięcy na widok polskiej reprezentacji srali po gaciach nasuwa się jedno stwierdzenie – kompromitacja do kwadratu. Koniec marzeń, marzeń o szklanych domach, czerwonej ziemi. Może ktoś w końcu się otrząśnie, obudzi. A może wejdzie w kolejny sen zimowy i na wiosnę zorganizuje zjazd w Sheratonie. Tego nie wiem. Ale fajnie by było zrealizować coś nowego, lepszego, a co najważniejsze trwałego przynajmniej do 2012 roku.

Dodaj komentarz blipBlipnij

5 Wrz

Putin

Putin to jest koleś. Przypomina mi jednego kumpla ze szkoły.

Przypadkiem przechodził koło sklepu z kiełbasą i postanowił sprawdzić jej cenę. Była zbyt droga. NAKAZAŁ obniżyć jej cenę.

Dowiedział się, iż jedyny zakład w miasteczku prowadzi zwolnienia grupowe. Nie dość że właścicielowi ZAKAZAŁ zwolnień to niczym mąż stanu stanął na wysokości zadania upominając i poniżając jednocześnie prezesa firmy.

Udając się na inspekcję pracy rosyjskich naukowców badających życie tygrysów w syberyjskich lasach heroicznym czynem URATOWAŁ przyjaciół dziennikarzy.

Kiedy indziej zapragnowszy w zimnej rosyjskiej rzece kąpieli, wskoczył do wody odsłaniając swój nagi tors.

I jak tu nie być kochanym przez tłumy Rosjan rządnych zachodniego stylu życia, których nie interesuje rzeczywistość "L kak lubow" a prawdziwy "kiełbasiany kapitalizm", nagi tors bohatera, męża stanu, wysportowane ciało polityka, polityka który bezapelacyjnie gra pierwsze skrzypce w kraju - Rosji, która żyje od dziesiątków lat legendą wybrańców: Lenin, Stalin, Jelcyn... kto będzie następny?

11 komentarzy blipBlipnij

2 Wrz

Hitler Kaput

Moja babcia pracowała kiedyś u pewnej Niemki podczas wojny. Jako pomoc domowa. Kiedy nadchodziła Armia Czerwona, a Niemcy uciekali otrzymała od niej to oto zdjęcie. 70 lat historii zrobiło swoje, jest pożółkłe. Ale nadal wyraźne i czytelne.

Hitler Kaput

Poproszona wówczas przez moją babcie by się podpisała na odwrocie, uczyniła to z wielkim rozmachem...

Hitler Kaput

7 komentarzy blipBlipnij