Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę są bezwstydnymi kłamstwami...

20 Lip

Mord naszego Prezydenta

Bezapelacyjny kwiatek tygodnia wśród znajomych na Facebooku:

Pod pałacem prezydenckim koło krzyża stali ludzie z transparentem "nie zapomnimy o mordzie naszego prezydenta!"... Podeszła do nich starsza osoba i powiedziała: "Trudno będzie o niej zapomnieć bo taka sama morda jest jeszcze w sejmie".

Ihaaa...

13 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

11 Maj

Wybory 2010

Do wyborów coraz mniej czasu. I co ciekawe – napięcie rośnie. Chociażby za sprawką „Po trupach do celu#1 i innych tego typu materiałów. Dziś w programie „Teraz My” odbyła się burzliwa dyskusja na temat tego czy utwór nagrany przez Wojewódzkiego i Figurskiego był zasadny.

Otóż, skoro mówimy o utworze muzycznym, to o jego twórcach należy mówić per artyści. A skoro są artystami to czyż nie należy im się pewna swoboda wypowiedzi i dowolność formy jakiej używają? Ależ tak. Już nikt nie pamięta Top One, czy rapera Mezo, którzy zdecydowanie opowiedzieli się za taką a nie inną partią. Nagle wpadamy w kolejny schemat, właściwie nie wiem czemu – że skoro ktoś sprzeciwia się retoryce Prawa i Sprawiedliwości MUSI występować z perspektywy wspieracza Platformy Obywatelskiej. Oczywiście publicyści i dziennikarze za sprawką piosenki nagranej na antenie Eska Rock zaczęli zastanawiać się, na kogo zamówienie powstał tego rodzaju materiał. To tez jest w pewnym sensie niepokojące. Skoro dziennikarz myśli i rozumuje w ten sposób, zaczyna się zastanawiać, który materiał został zrealizowany na czyje zamówienie, to na miejscu opinii publicznej czułbym się zaniepokojony. To tak jakby fałszować opinie na temat produktów w serwisie ceneo.pl. Ten sam typ działalności. Irracjonalne!

Odpowiedz niektórych środowisk jest zdumiewająca. Wręcz podobna do tej, którą opisuje Dawkins w jednym ze swoich wywiadów. Twierdzi on, że największa agresja wobec jego książek nie płynie od osób wierzących, ale od osób niereligijnych. Jak można zrozumieć słowo „niereligijny”? Słowo to oznacza, iż dajmy na to prawdziwy katolik przyjąłby krytykę z pokorą. Pseudokatolik odpowie kosmiczną agresją. Z dużym prawdopodobieństwem można uznać, iż osoby, które wypowiadają się z wrogością w stosunku do swoich przeciwników, za osoby tak naprawdę niemające nic wspólnego z PiS’em. Ich poglądy to tylko wynik pomyłki. Może złego zrozumienia i zdefiniowania własnych poglądów, programu partii, czy też pewnej ułomności społecznej (Słynne już "Super partia! Kurwo!" #2. Stąd też poglądy i wypowiedzi tychże ludzi można wykluczyć z listy osób mających cokolwiek ważnego i tym samym sensownego do powiedzenia.

Inną rzeczą są media. Uparcie, przez te 20 lat polskiej demokracji skutecznie próbują kompromitować panujący ustrój. Śmieszny przykład – w okresie przedwyborczym do analiz i sondaży wybiera się próbę 500 (słownie: pięciuset) osób. Nie wiem, na jakiej zasadzie 500 osób może być reprezentatywne w stosunku do 40 milionów Polaków, ale pewnie znajdzie się ktoś, kto naukowo, liczbami mi to udowodni. Ja niestety uważam, że odchylenia i zmienność w takiej próbie jest na zbyt dużym poziomie. Ale pewnie większości wyborcom to wystarcza, skoro sugerują się tymi, a nie innymi wynikami sondaży…

Innym czynnikiem, który strasznie denerwuje w okresie przedwyborczym to efekty psychologiczne min. M. Duvergera. Chodzi tutaj głównie o występującą wśród wyborców blokadę zniechęcającą do popierania ugrupowań mających małe szanse na wygraną. Z tegoż też względu duża część osób uprawnionych do głosowania uważa, że nie mają wyboru pomiędzy Bronisławem Komorowskim a Jarosławem Kaczyńskim. Deformacja woli wyborców, jako bezpośredni efekt systemu wyborczego jest często spotykana w państwach, w których ustrój polityczny jest młody, dopiero kształtujący się. Stąd też zachodzi kolejny wariant możliwości – „ciągle te same twarze w polityce”. Skoro nowa partia ma problem ze zdobyciem poparcia ze względu na brak rozpoznawalności swoich członków, uzyskuje dzięki powyższemu efektowi psychologicznemu mniej głosów,. Według wyborców nie ma realnych szans na zdobycie władzy, co z reguły przyczynia się do jeszcze większego ograniczenia głosów oddanych na partie mniejszościowe.

Tak czy inaczej, życzę sobie, iż mimo niezdecydowania 1/3 ankietowanych - Polacy nie zagłosują na mniejsze zło. Zawsze można zaznaczyć kilku, wszystkich, żadnego bądź dopisać swojego kandydata na listę. Pozwoli to spełnić swoisty obowiązek obywatelski. Nie spowoduje kolejnej społecznej szopki. Oszczędzi również nadziei tym, którzy myślą, że w łatwy sposób mogą zdobyć głosy tych, którzy są wiecznie niezdecydowani...

14 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

34 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Kwi

Echa tragedii a struktury państwa

Struktury państwa Polskiego zostały znacząco nadszarpnięte. Tragedia w Smoleńsku odbija się właśnie czkawką. Dowód? Proszę bardzo:

STYPENDIA MNiSW - semestr letni 2009/10

Szanowni Państwo ze względu na brak oficjalnej, pisemnej decyzji ze strony MNiSW dotyczącej przyznanej dotacji (środków finansowych) na rzecz świadczeń pomocy materialnej dla studentów Wyższej Szkoły Bankowej na rok 2010, Rektor w porozumieniu z Uczelnianym Samorządem Studenckim nie może dokonać semestralnego podziału środków na poszczególne świadczenia pomocy materialnej dla wydziałów oraz ustalić progów i wysokości wszystkich rodzajów stypendiów, a tym samym nie można zwołać posiedzenia Wydziałowej Komisji Stypendialnej.
Na dzień dzisiejszy Ministerstwo nie potrafi wskazać terminu przekazania informacji odnośnie dotacji jaką przyznano Uczelni.
Niezwłocznie po uzyskaniu powyższej informacji odbędzie się posiedzenie Wydziałowej Komisji Stypendialnej i tym samym nastąpi przyznanie stypendiów o czym zostaną Państwo powiadomieni. [...]

Jak widać Rzeczpospolita została sparaliżowana biurokratycznie i decyzyjnie. Po prostu pięknie.

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

11 Kwi

Przemyślenia po tragedii w Smoleńsku

Swojego czasu pisałem o Zbigniewie Relidze. Przed swoją śmiercią powiedział słowa, które do dziś tkwią mi w głowie. Słowa, wytrychy:

Odejdę… mnie tu już nie będzie – świat i tak się nie zmieni.

Jak zwykle przy tego rodzaju wydarzeniach. Przy śmierci, pojawia się smutek, żal. Emocje. Poczucie winy. Następnie element obwiniania i wewnętrznych rozterek. Często padają obietnice.

A co dalej? Nic. Życie jest życiem. Toczy się nadal. Tak jak mówił Religa – nie zmienia się nic.

Świat nie zmienił się po śmierci Jana Pawła II, Zbigniewa Religi i innych. Nie zmienił się również po śmierci Lecha i Marii Kaczyńskich. Ba! Nie oszukujmy się. Nie zmieni się również i po naszej…

Świata nie zmienia się ludzkimi tragediami. Świat zmienia się szczęściem ludzi. Tragedie tylko go komplikują.

Slums Attack- I nie zmienia się nic

11 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

10 Kwi

Polska w obliczu tragedii w Smoleńsku

Umarł król, niech żyje król... życie toczy się dalej. #1 #2

darmowy hosting obrazków

Miałem sprawę z Kaczyńskim. Nie sądziłem że wygra w ten sposób.
/ L. Wałęsa

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

15 Lut

Jarosław Kaczyński posrał się ze strachu

"To klęska polityki zagranicznej Sikorskiego!" Krzyknął Paweł Kowal z PiS. A Jarosław K. zesrał się w portki gdy pomyślał że Radosław S. może zostać kandydatem na prezydenta z ramienia PO.

Tak oto został skomentowany owy fakt przez prezesa największej opozycyjnej partii w Polsce:

Uniósł się nieprzyjemny smrodek.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Lut

Biblioteki są dobrem wspólnym!

I z taką wiedzą żyłem do ubiegłej soboty. Niestety. Kutek też z taką wiedzą żyje do dziś #1. I niestety muszę zwrócić uwagę na ten fakt, błąd poznawczy. Wychodzi na to, że:

BIBLIOTEKI NIE SĄ DOBREM WSPÓLNYM.

Przekonałem się o tym na własnej skórze. Udawszy się wraz z P. do biblioteki Uniwersytetu Ekonomicznego zostałem bezczelnie z niej wyproszony. W sumie można to nazwać po imieniu "wypierdolony za uszy". Powód: nie jestem zobligowany do przebywania w pomieszczeniu ze względu na fakt, iż nie mam statusu studenta tejże zaszczytnej uczelni wyższej. Gdy stwierdziłem, iż przybywam tutaj tylko i wyłącznie w celach pokojowych, w charakterze osoby towarzyszącej - pani z niezwykłą kulturą i jednoczesną arogancją wskazała swoim spuchniętym paluchem (od dłubania w nosie) na drzwi wyjściowe pamiętające czasy komunistycznej farby olejnej.

Przykład z życia: pięć minut później udawszy się do mojewszej biblioteki. Zostałem wraz z P. obsłużony przez sympatyczną panią, z uśmiechem na twarzy. Bez problemów, pytania o cokolwiek. Wypraszania, nadętości i burakowości wobec P. (w końcu obca, taka wyalienowana stała sobie cichutko na paluszkach).

Zostałem zmieszany. Nie wiedziałem już czy wiedza to dobro wspólne, czy biblioteka to własność publiczna. Nie wiem, chyba nigdy tego nie wiedziałem. Byłem w błędzie. Szukając u Boga znalazłem na stronie Waldemara Pawlaka takie oto słowa:

Nie ma większej siły niż idea której czas nastał.

I to chyba słowo wytrych. Bo przecież bezpłatny dostęp do wiedzy jest jednym z kryterium postania społeczeństwa innowacyjnego. Jak mamy być innowacyjni, rozwijający nowe technologie skoro dostęp do wiedzy nie jest równy dla każdego?

Zwrócić tutaj również należy na fakt, że Publiczne Uczelnie Wyższe min. owy Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu jest instytucją użytku publicznego, która sama z definicji powinna służyć społeczeństwu i jego dobru. Na dzień dzisiejszy mogę stwierdzić, że nie wykonuje ona wszystkich swoich zadań, a w szczególności utrudnia, wręcz uniemożliwia dostęp do wiedzy tym, którzy tę wiedzę pragną zgłębiać (studiować).

No ale cóż - skoro nie można nawet wejść... pooglądać okładek na półkach. O czym my tu mówimy.

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Lut

Można oficjalnie bluzgać w Internecie

Uwaga uwaga. 1 lutego 2010 roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał iż:

[...] używanie wulgaryzmów w sieci, które służą podkreśleniu ekspresji wypowiedzi, jest powszechnie akceptowane. Sformułowania, które można by uznać za obraźliwe w powszechnej komunikacji, niekoniecznie naruszają dobra osobiste, jeżeli są użyte na forum internetowym.

Jednym słowem - zajebiście. Koniec z cenzurą internetu #1. Padł kolejny bastion.

Ponadto sąd zauważył również, że

[...] osoba wypowiadająca się na forum internetowym musi się liczyć z faktem, że opinie dotyczące jej wypowiedzi mogą być formułowane językiem typowym dla społeczności internautów. Należy również mieć na uwadze, że język ten jest często bardziej zwięzły i dosadny niż wykorzystywany w normalnej komunikacji.

Co ciekawe:

Zgodnie z przytoczonym przez Gazetę Prawną wyrokiem internauta, jako osoba publiczna, uczestnicząc w dyskusji i wygłaszając swoje poglądy, wyraża zgodę na ich ocenę i musi się liczyć z tym, że zostaną one poddane krytyce innych użytkowników oraz wykazać większy stopień tolerancji i odporności wobec niepochlebnych opinii, a nawet brutalnych ataków.

A co za tym idzie osoba pisząca w Internecie równoznacznie zgadza się na to, że to co pisze będzie i może być publikowane bez jej zgody (zgodnie z interpretacją prawa prasowego). Skoro Internauta piszący na jakimś forum jest osobą publiczną to Internet jak i jego osoba wpływają znacząco na funkcjonowanie społeczeństwa. I jest to w pewnym sensie tożsame z pewnym rodzajem trendsettingu i można to traktować jako dopełnienie tejże definicji jako ambasadorów marki. Co najciekawsze można go w pewnym sensie traktować jako uczestnika debaty publicznej przez co (tak jak pisałem wyżej) dobra osobiste osoby publicznej są chronione w mniejszym stopniu aniżeli osoby prywatnej. Oznacza to, że jeśli ktoś nas obrazi w Internecie, tudzież my obrazimy kogoś innego np. Prezydenta to można z dużym prawdopodobieństwem powołując się na takowy wyrok uniknąć kary.

Źródło: #1

Wniosek: Dajemy na luz

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

5 Sty

Owsiako terroryzm medialny

Jerzy Owsiak jak zwykle się zapędził w tym, co mówi. A wręcz czasami bredzi. Gdy w niedziele jechałem do Poznania słuchałem wywiadu radiowego z Mariuszem Pudzianowskim. Ów Strongmen dementował artykuł, w którym rzekomo zażądał od gazety prawnej, która chciała z nim przeprowadzić wywiad honorarium. Prawda jest taka, iż Pudzianowski zaproponował jedynie zwrot kosztów dojazdu do Warszawy (miejsca redakcji). Dziennikarz stwierdził to za próbę wyciągnięcia pieniędzy i w najbliższym numerze napisał, iż MP kasuje za wywiady niebagatelne kwoty.

Tutaj cytat:

O tym, że Pudzianowski potrafi zadbać o swoje interesy, przekonał się również reporter "Dziennika Gazety Prawnej". Kiedy zadzwoniliśmy do Barbary Demczuk, osoby odpowiedzialnej za kontakty siłacza z mediami, usłyszeliśmy, że możemy przeprowadzić wywiad, ale po uiszczeniu kosztów przyjazdu mistrza.
- My sami możemy dojechać do pana Mariusza, zawsze tak to się odbywa - proponujemy.
- Nie, to niemożliwe, pan Pudzianowski nikogo nie wpuszcza do domu.
- Ale my chcemy się spotkać w neutralnym miejscu.
- Nie no, nie będziemy się przecież spotykać w połowie drogi między Warszawą a Łodzią. Zresztą nie jesteście jedyni, mamy poumawiane wywiady także z innymi redakcjami. Poza tym pan Pudzianowski tak zdecydował i koniec.
- No dobrze, to ile wynoszą te koszty?
- 500 zł. Ale pewnie będzie potrzebna faktura, więc trzeba jeszcze doliczyć VAT.

Co ma wspólnego Mariusz Pudzianowski z Jerzym Owsiakiem? Nic. A co ma wspólnego Gazeta Prawna, dziennikarstwo z Jerzym Owsiakiem? Wiele. Między innymi to, że oba te podmioty uprawiają medialny terroryzm. Gdy coś nie idzie po myśli obnaża się prawdę. Że ten to, że tamten tamto.

Wczoraj na antenie TVP2 gościł u Tomasza Lisa ów dobrotliwy człowiek i stwierdził, iż jeden szpital kategorycznie odmówił przyjęcia pomocy (no rzeczywiście skandal!). Oburzony Owsiak uznał, że jutro zwoła konferencje prasową i ogłosi, która to jednostka popełniła ten oto straszny występek.

A co ja myślę na ten temat? Po pierwsze jest to terroryzm medialny. Po drugie łatwo to zauważyć. Wystarczy prześledzić kilka lat wstecz wydarzenia medialne przed każdym WOŚP. Owsiak sztucznie podsyca atmosferę. W tym roku atakuje szpital, również Ewę Kopacz za sytuację, w której szpital odmawia kobiecie leczenia, poprzednim roku artystów, którzy nie chcieli grać za darmo na jego orkiestrze, kilka lat wcześniej polityków, którzy przychodzą na WOŚP tylko po to by się lansować. Przykładów takich na pewno jest i będzie więcej. Podsycanie atmosfery przez J. Owsiaka nie jest przypadkowe. Czym gorętsza atmosfera, tym większe szanse na pobicie rekordu a co za tym idzie – trwający mit Jurka Owsiaka, jako bohatera narodu Polskiego, który przeciwstawia się wszystkim przeciwnościom losu, by świat był lepszy, a ludziom żyło się lepiej. Który to już rok z rzędu? Osiemnasty? I nadal krzyczy na oponentów niczym Peja ze sceny "Wiecie co z nim kurwa zrobić, wiecie..."

Btw. Miałem o tym bredzącym człowieku w tym roku nie pisać. Niestety chory człowiek znów przebił ubiegłorocznego cepa.

11 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

17 Lis

AH1N1 - największy szwindel XXI wieku

Wszystko na temat:

Nie można nie odmówić racji takim argumentom.

Dodam, iż pamiętam doniesienia z 2003 roku w których informowano o tym, że "Craig Venter stworzył sztuczny zarazek w dwa tygodnie". I dalej "Odkrycie Craiga Ventera dowiodło, że wirusy można produkować szybko i skutecznie. Wystarczy sięgnąć do dostępnych w Internecie baz danych zawierających zapisy wirusowych genomów, będących "przepisami kucharskimi" biotechnologów. W tych bazach można znaleźć genomy wielu groźnych mikrobów, w tym HIV, wirusa Ebola, różne odmiany ospy i grypy. Z takim przepisem w ręku można zamówić w firmie biotechnologicznej części składowe, czyli krótkie odcinki DNA nazywane oligonukleotydami. Zamówienia nie podlegają żadnej kontroli, można je złożyć nawet pocztą elektroniczną. Potem wystarczy połączyć fragmenty DNA w odpowiedniej kolejności i mamy gotowy genom wirusa. Jeśli wstrzykniemy go do komórki, powstaną mikroby wyposażone w otoczkę białkową niezbędną do wywołania zakażenia.". Okazuje się, że "w 2001 r. australijscy uczeni przypadkiem wyprodukowali nową odmianę wirusa mysiej ospy, która była niezwykle groźna - zabijała 60 proc. zainfekowanych zwierząt. Ich metodę udoskonalił Mark Buller z Saint Louis University, który stworzył stuprocentowo skutecznego zabójcę. Co gorsza, wirus zakaża nawet te zwierzęta, które były wcześniej zaszczepione". O tym media zapominają.

Ważne jest też niedowierzanie ludzi w całe te "teorie spiskowe". Myślę że jestem w stanie prędzej zgodzić się z dr Bejnem aniżeli z dziennikarką Jane Burgermeister. Jeżeli ktoś umie wyciągać wnioski, czytać miedzy wierszami i trochę myśleć sam wyciągnie sobie wnioski. Historia jeszcze nigdy nikogo nie nauczyła. A Orwell już dawno temu pisywał "Big Brother is watchin' you". Peace!

plakat

Wniosek: Myśl!

24 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

2 Paź

Oświadczenie wobec oskarżeń w Radio Maryja

W związku z poniższymi pomówieniami na antenie Radia Maryja oświadczam, iż nigdy ja i członkowie mojej rodziny nie dokonywali spekulacyjnych transakcji giełdowych mających na celu zdestabilizowanie rynku akcji i kontraktów terminowych. Wszystkie transakcje dokonywałem jedynie na podstawie ogólnodostępnej wiedzy, w sposób etyczny i moralny. Oskarżenia zaprezentowane na antenie Radia Maryja mają znamiona pomówienia i godzą w moje i mojej rodziny dobre imię. Nie wykluczam postępowania sądowego w tej sprawie.

W związku z wypowiedzią pana Henia oświadczam również iż nie jestem masonerią.

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

24 Wrz

Od stripteaserki po GPW

Całe środowisko inwestorów giełdowych aż huczy. Media poinformowały o brawurowym zatrzymaniu przez CBA znanej aktorki (hm nie wiedziałem że jest znana, nie grała przecież w „M jak Miłość”, tylko w podrzędnej „Plebani”) Weroniki Marczuk – Pazury. Z ciekawości nawet postanowiłem przeczytać jej krótką, lecz treściwą biografie.

Kariera, nie powiem – interesująca. W zacnym, amerykańskim stylu. Od streaptiserki  po członka i prezesa zarządu spółki WSEInfoengine. Fakt faktem prezesurę sprawowała zaledwie „kilka dni”, ale trzeba przyznać że stanowisko objęła z wielkim impetem.

Według nieoficjalnych informacji "Dziennika Gazety Prawnej", była żona Cezarego Pazury, miała zaoferować, że za pieniądze pomoże kupić WNT. To państwowe wydawnictwo zostało wyznaczone do prywatyzacji przez ministra skarbu pod koniec kwietnia. Miesiąc temu zdecydowano, że będzie prywatyzowane w drodze publicznej aukcji.

Opuściła je (stanowisko) zaledwie też na solidnej glebie w otoczeniu agentów CBA. Czytając tę całą historię, dodawszy do tego jej bujną historię życiową (ukraińskie pochodzenie, striptease, prace w hotelach, ślub z Cezarym,  zmianę imienia, aktorstwo, you can Dance, studia radcowskie i prezesurę) nasuwa się jedno na usta „Polska dla Polaków”, lecz tego nie powiem, gdyż nie jest to poprawne politycznie (sic!).  Jednym słowem farsa i cyrk.

Znów mamy wakat, radzę władzom GPW znaleźć kogoś bardziej odpowiedniego na stanowisko. O nieskazitelnej i poszanowanej opinii. Może ja?

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

9 Wrz

Pożegannie z Afryką

Wróciłem z rolek, otworzyłem piwo i usiadłem na swoim relaksacyjnym fotelu. I to by było na tyle z dobrych rzeczy. Popatrzyłem na Boruca, który jako jedyny z podniesioną głową wyszedł na boisko. Po chwili chyba nawet i on nie dał rady. Bo w sumie jak tu sobie poradzić z takim czymś. Ja to widzę we własnym telewizorze, a co powiedzieć o zawodniku który ma ambicje grać, być na czele, brylować. Zresztą to samo można powiedzieć o Robercie Lewandowskim, Rogerze czy Obraniaku. Jednak dobre chęci szybko są weryfikowane przez rzeczywistość, nieudolność, krętactwo, ułomność, żenadę czy żal.

Kiedyś się nad tym zastanawiałem – co by było gdyby. Wydaje się że większość „starych wyjadaczy” niczego nie musi udowadniać, dowodzić. Ich ambicje skończyły się w momencie kiedy zarobili pierwsze euro w zagranicznych klubach na emigracji. Motywacji brak gdy pieniądze zaczynają mieć drugorzędne znaczenie. Gdyby może ambicja, ale i ona już dawno przeżyła się jak przeżytek.

Dariusz Szpakowski powiedział jedną ważną rzecz – związek małżeński Leo vs PZPN już dawno się skończył. Wypalił. Wszystko zaczęło się niby od momentu w którym zabrakło jednej, kluczowej klauzuli w kontrakcie Beenchakkera, która rozwiązywała by umowę w przypadku nie wyjścia z grupy. Pożegnanie z Afryką – lepiej już tego nie można było nazwać. Takie słowo wytrych.

Tomaszewski też w sumie miał rację mówiąc, że Leo chce żeby zostać zwolnionym. Zapewni mu to dodatkową kasę, jakby miał jej za mało. W pewnych momentach życia [o tym powinien też wiedzieć, w końcu polskim kibicom sprzedawał nie jedną filozoficzną gadkę] nie jest ważne to co się zrobiło, ale ważne to czego się nie zrobiło. W tym wypadku właściwą decyzją byłaby rezygnacja, z honorem, przeprosinami, głównie dla kibiców i piłkarzy, którzy tak naprawdę zostali zrobieni w jajo. Związki na odległość nie mają przyszłości. Związek korespondencyjny Beenchakkera i PZPN’u prosto z Holandii był już dawno przesądzony, przesądzony zanim się zaczął.

Leo Beenchakker swojego czasu powiedział że Polacy są przewrażliwieni, że mamy kompleksy. Ale w momencie przegranej 3:0 z zespołem, który jeszcze kilka miesięcy na widok polskiej reprezentacji srali po gaciach nasuwa się jedno stwierdzenie – kompromitacja do kwadratu. Koniec marzeń, marzeń o szklanych domach, czerwonej ziemi. Może ktoś w końcu się otrząśnie, obudzi. A może wejdzie w kolejny sen zimowy i na wiosnę zorganizuje zjazd w Sheratonie. Tego nie wiem. Ale fajnie by było zrealizować coś nowego, lepszego, a co najważniejsze trwałego przynajmniej do 2012 roku.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

5 Wrz

Putin

Putin to jest koleś. Przypomina mi jednego kumpla ze szkoły.

Przypadkiem przechodził koło sklepu z kiełbasą i postanowił sprawdzić jej cenę. Była zbyt droga. NAKAZAŁ obniżyć jej cenę.

Dowiedział się, iż jedyny zakład w miasteczku prowadzi zwolnienia grupowe. Nie dość że właścicielowi ZAKAZAŁ zwolnień to niczym mąż stanu stanął na wysokości zadania upominając i poniżając jednocześnie prezesa firmy.

Udając się na inspekcję pracy rosyjskich naukowców badających życie tygrysów w syberyjskich lasach heroicznym czynem URATOWAŁ przyjaciół dziennikarzy.

Kiedy indziej zapragnowszy w zimnej rosyjskiej rzece kąpieli, wskoczył do wody odsłaniając swój nagi tors.

I jak tu nie być kochanym przez tłumy Rosjan rządnych zachodniego stylu życia, których nie interesuje rzeczywistość "L kak lubow" a prawdziwy "kiełbasiany kapitalizm", nagi tors bohatera, męża stanu, wysportowane ciało polityka, polityka który bezapelacyjnie gra pierwsze skrzypce w kraju - Rosji, która żyje od dziesiątków lat legendą wybrańców: Lenin, Stalin, Jelcyn... kto będzie następny?

11 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

2 Wrz

Hitler Kaput

Moja babcia pracowała kiedyś u pewnej Niemki podczas wojny. Jako pomoc domowa. Kiedy nadchodziła Armia Czerwona, a Niemcy uciekali otrzymała od niej to oto zdjęcie. 70 lat historii zrobiło swoje, jest pożółkłe. Ale nadal wyraźne i czytelne.

Hitler Kaput

Poproszona wówczas przez moją babcie by się podpisała na odwrocie, uczyniła to z wielkim rozmachem...

Hitler Kaput

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

2 Wrz

1 września 2009

Nie dość że dziś 70 rocznica ataku nazistów na Polskę i początek roku szkolnego [uff jeszcze miesiąc wakacji] to stanął mi zegarek... chyba umarłem!

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Sie

Koncert Madonny czyli autopromocja filmu Mądrość i Seks

Wśród wielu osób koncert Madonny to kolejny powód do tego by toczyć "bliblijne" spory na forach i w szkolnych zeszytach...

Dla jednych to skandal, obraza religijna. Dla pozostałych - wydarzenie kulturalne, społeczne. W końcu gwiazda muzyki POP nie codziennie bywa w Polsce. A sama słysząc niektóre brednie na temat jej występów z pewnością zastanawia się czy Polska to nie zaścianek Europy / Świata?

W każdym bądź razie trafił wczoraj do mnie ten oto rysunek. Korzystając z okazji lekko go przerobiłem:

darmowy hosting obrazków

Księża już się ślinią na samą myśl.

11 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

23 Lip

Dzicz z KDT [Warszawa]

Dla mnie jest skandalem sytuacja w której szkaluje się funkcjonariusza Policji oraz jego mundur. Jest to ewidentny dowód na brak poszanowania elementarnych dóbr jakie w krajach zachodniej cywilizacji należą do kanonu nauczanego już w przedszkolach.

Szacunek do władzy, poczucia godności, prawa i jego wykonalności to podstawowy warunek istnienia społeczeństwa obywatelskiego.

Z pewnością społeczeństwem obywatelskim nie jest wznoszenie barykad, burd i publicznego składania podziękowań chuliganom biorącym udział w rozróbach.

Jestem zdania, że Policja powinna reagować bardziej stanowczo, przy najmniejszym już przejawie łamania prawa.

40 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Cze

Dlaczego nie głosowałem

Jedni mówią „Idę głosować, dlatego, że chcę mieć wybór”, ale tak naprawdę nie było wyboru.

Ode mnie zależy, kto będzie mnie reprezentował” – nie chce by mnie reprezentował ktoś, o kim nic nie wiem.

Głos jest zbyt cenny by go marnować” – to mógłby ktoś zapłacić za udzielenie głosu na obojętnie kogo. I wcale nie jest to głupie

Chce by było lepiej” – a mi jest tu dobrze

Trzeba zmieniać świat na lepsze” - jak bardzo naiwnym trzeba być by w to wierzyć?

Chce mieć swojego człowieka w euro parlamencie” – głos jest anonimowy, szanse są znikome aby załatwić indywidualnie sprawę w euro parlamencie. Zresztą po co to komu

Głosuję bo jestem patriotą” – w gruncie rzeczy UE nie ma nic wspólnego z patriotyzmem. Bardzo by chciała, ale nie ma.

Na poziomie europejskim zapada większość, bo 40 do 70 % decyzji w sferze rolnictwa, przemysłu, administracji, edukacji i mają one wielki wpływ na nasze życie, życie naszego kraju” – a więc gdzie ten patriotyzm. Wynikałoby z tego, że polski sejm i senat jest zupełnie niepotrzebny. Wystarczy parlament europejski

Przez tyle lat żyliśmy w komunizmie i walczyliśmy o prawa, o demokrację, o to, żeby móc głosować. Teraz, 20 lat później, mamy taką możliwość nie tylko na poziomie regionalnym i krajowym, ale teraz na europejskim” – z deszczu pod rynnę? Czasami wiele rzeczy w europie przypomina mi komunizm, mimo że go tak naprawdę nie znałem.

Głosuję by nie dać szansy populistom” – na tym polega demokracja i grupa reprezentatywna. Im więcej osób pójdzie do urn, tym więcej głosów dostaną populiści.

Głosuję na człowieka, któremu ufam” – dopóki nie będzie jednomandatowych okręgów wyborczych każdy oddany głos na zaufanego kandydata w magiczny sposób trafia do jednego wora, a co za tym idzie, każdy głosuje i tak na jedną, dwie, osoby z listy danej partii.

Głosuję bo chce mieć prawo komentowania wydarzeń politycznych” – głosowałem w wyborach parlamentarnych i samorządowych. Idąc tym tokiem myślenia nie posiadam prawa komentowania polityki UE. Idąc dalej, w tych wyborach, w których uczestniczyłem brało udział wielu aktualnych eurodeputowanych, byłych posłów na których nie głosowałem.

A tak naprawdę, chyba sami widzicie że to puste slogany. Wieje nimi na kilometr. Szczerze to one mi zbytnio nie przeszkadzają. Ludzie ich potrzebują. Potrzebują motywacji, dodatkowej siły, która zaprowadzi ich za rączkę do urn. Mnie nie zaprowadziła. Po prostu nie chciało mi się tam iść. Nie znam ani jednego kandydata. I przede wszystkim nie było ładnych kandydatek, takich jak we Włoszech.

Niektórzy powinni zrozumieć, ze Europa do nich nie przyjdzie jeżeli sami do niej nie pójdą. To samo tyczy się również frekwencji w wyborach, kandydatów i tego co oferują swoim wyborcom… Cokolwiek to znaczy

15 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

4 Cze

4 czerwca 1989

Solidarność 1989

4 czerwca 1989 roku obalono w Polsce komunizm niczym flaszkę wódki na święta.

* na zdjęciu ja we wakacje '89. Już w wolnej Polsce...

9 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

29 Maj

Ekonomiści z Szamotuł

Ekonomiści z Szamotuł zaprotestowali. Powiedzieli we Warszawie "dość!". Ułożyli swój dekalog:

  1. Kryzys jest wasz, nie nasz.
  2. Nie będziemy płacić za wasz kryzys.
  3. Winni jesteście wy, a nie my.
  4. My ciężko robimy od rana, więc nam się należy.
  5. Należy nam się zawsze – nawet jak nie robimy, tylko protestujemy.
  6. Wyłączamy się deklaratywnie spod kryzysu.
  7. Uważamy, że kryzys można przezwyciężyć manifestacjami.
  8. Naszym lekarstwem na kryzys są listy żądań.
  9. Im więcej manifestacji – tym mniej kryzysu.
  10. Warszawiacy powinni cierpieć za naszą krzywdę.

Wszystko to zostało oprawione sprytnym hasłem Jana Kobuszewskiego

Chamstwu należy siem przeciwstawiać siłom i godnoźciom osobizdom

I kto by pomyślał że ekonomisty i zwionskowce posłużą się taką sprytną elokwencją. Tylko niech jeszcze załatwią sprawę tego deszczu. To byłoby super. Bo jak na razie w kalendarzu wiosna, a z nieba jesień.

Przepraszam jeśli kogoś uraziłem, ale po prostu nie lubię, wręcz nie cierpię gdy wmawia się ludziom coś co jest totalną bzdurą. Ba, unika odpowiedzialności. Uprawia tani populizm w imię bliżej mi nie znanych celów. Dotyczy to głównie górników, stoczniowców, hutników, nauczycieli, lekarzy, pielęgniarek - grup społecznych które krzyczą najgłośniej. Niestety takie osoby zapominają o jednym, że:

Głośny krzyk objawem niesłuchania innych

Mało kto też wie o tym, że gdyby uniknąć w ostatnich latach pomocy publicznej dla głównych sektorów gospodarczych (górnictwo, hutnictwo, przemysł stoczniowy) który wyniósł około 400 mld złoty i nie przyniósł żadnych pozytywnych zmian (nadal te przedsiębiorstwa przynoszą straty) to możliwie byłoby wybudowanie (idąc najdroższą Kulczykową stawką) czterech tysięcy kilometrów autostrad. Prawda jest smutna. Ale to prawda.

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

15 Maj

Paszport

Polish passport

Podczas krótkiej wizyty w Urzędzie Paszportowym zdałem swój stary niebieski dokument. Teraz czekam na czerwony ze zdjęciem biometrycznym.

Cyganie też się starali, jednak nie umieli się podpisać... Pani przyjmująca ich dokumenty skwitowała to tak:

Ci ludzie jeszcze nikomu nie pomogli, a wręcz zaszkodzili.

Ja mam zdanie takie - jeżeli chcą wyjeżdżać z Polski, państwo (polskie) powinno im to umożliwić...

Alannah Myles - Black Velvet

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

9 Maj

Policja Taxi

Gdy szef MSWiA spóźniony poprosił o pomoc komendanta z Dworca Centralnego, ten oddelegował do pomocy 2 policjantów, którzy po wykonanej operacji pod kryptonimem "podwózka prezesa" zaginęli w tajemniczych okolicznościach.

Gdy Elżbieta Rafalska zmarzła i zgłodniała w pociągu, dobry kolega i minister MSWiA polecił dobrym, uczynnym policjantom zakup i dostarczenie hamburgerów z Mc Donald's. Zapomnieli frytek. Sprawa wyszła na jaw.

Gdy urzędniczka z Kancelarii Prezydenta RP zostawiła w Kaliszu torebkę - pomocni pracownicy magistratu przekazali zgubę równie pomocnym policjantom, którzy to pod policyjną eskortą dowieźli cenne znalezisko do granicy powiatu skąd przesyłkę przejął radiowóz stróżów prawa z Komendy w Turku. Koszt eskorty i transportu torebki do pierwotnej właścicielki z Kalisza do Turku podczas pierwszomajowej wizyty Ministrów pokryją Komendy Powiatowe Policji w obu miastach. O wycenę całego zajścia pokusiła się Kancelaria Prezydenta sumując wszystkie koszty do niebagatelnej kwoty 20zł.


Wyświetl większą mapę

I stało się. Gdy chciałem by Policja podwiozła mnie do domu po udanej studenckiej imprezie - odmówili. A w końcu polska Policja kursuje taniej niż taksówki. Za jedyne 20zł można śmiało w niedzielę i święta przejechać 42km na taryfie III (dzienna poza miastem). Analogiczny kurs taksówką wyniósł by jedyne 70,80 PLN (przy założeniu otrzymania zniżek).

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

1 Maj

Majówka i fisheye za 5zł

Miał być prezydent. Niestety odwołał swoją wizytę z powodu pogorszenia stanu zdrowia Marii Kaczyńskiej. Z tej okazji nie będzie nowych zdjęć, w tym jego magnificencji Lecha Kaczyńskiego... (sic!).

Z nudów pobawiłem się trochę eksperymentalnie starą radziecką lupą i aparatem.

Majówka

Jak widać radziecka optyka nie stoi na najwyższym poziomie. Z drugiej jednak strony mogę pochwalić się posiadaniem obiektywu fisheye za jedyne 5zł.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

2 Kwi

Telewizja kłamie

Największym grzechem, czy też oszustwem telewizji, jest to, że upraszcza, ogranicza wielkie, złożone idee, spore przedziały czasu. Wielkie kariery zostają zredukowane do jednego kadru. [...] Deprecjonująca moc telewizyjnego zbliżenia.

Cytat pochodzi z filmu "Frost Nixon".

Sam Cooke - Wonderful World

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

30 Mar

Kryzys to strach

Kryzys, krysys, kryzys – takie oto słowa ciągle można usłyszeć w mediach i nie tylko. Wszystko wina kryzysu – przegrywa Polska z Irlandią Północną. Boruc miał kryzys, Leo także. PZPN ma teraz także kryzys. Kolesiostwo wpierdala się w kolesiostwo tego wcześniejszego. Wszyscy odwracają kota ogonem – nawet Leo. Zamiast to on odpowiadać na pytanie „why?” sam je zadaje.

Mamy też kryzys w formule 1. Szczególnie u tego Niemca co przeprowadził zamach stanu na wszystkich kibiców F1. W TVP, w którym państwo Fox daje ostro czadu. W gospodarce, głównie w USA gdzie popisówke intelektualnych uniesień przeżywa Obama ze swoją kochanką administracją oraz Geithnerem i Paulsonem na przodzie. Powstają kolejne plany z których nic nie wynika. W Unii Europejskiej pojawił się malutki czeski błąd.

Kryzys pogrążył także wiele dużych (chujów) – General Motors, AIG, ING. To oni prowadzą sobie teraz politykę współczesnego terrorysty. Jak widać zamiast martwić się o swój tyłek wprowadzają teorię gier do swojej polityki. Szantażują rząd USA że zwolnią, zbańczą i takie tam brednie.

Są także jak ci mniejsi – Krosno, czy Swarzędz, którzy subtelnie, z dozą romantyzmu informują akcjonariuszy o bankructwie spółki.

Kryzys ma także społeczeństwo. Reklamy Skoków skutecznie podsycają atmosferę. Zwykli ludzie żyją w przeświadczeniu, że to wszystko wina banków, Wall Street i Main Street oraz rządów, które nie zareagowały w odpowiedni, skuteczny sposób. Europa protestuje przeciwko bonusom w instytucjach finansowych przeznaczanych na premie dla kadry zarządzającej. W odpowiedzi na sytuację rządy odpowiadają 90% podatkiem od chciwości.

I tak życie kręci się w tej oto niebiańskiej krainie, w której rządzi nijako bankokracja. Bo jak to mawiał Stavros w „Testosteronie” – „życie to nie jest M Jak Miłość”. I byłoby w tym dużo prawdy o ile nie wspominamy o tych którzy zbili fortuny na globalnym pobudzeniu żyłując do czerwoności światowe rynki finansowe. Balcerowicz tłumaczy to „dodawaniem gazu w samochodzie który jedzie z górki”.

I jedyną grupą społeczną (oprócz Żydów) której udało wzbić się na wyżyny pomysłowości podczas kryzysu są lubiani przez wielu Romowie.

Mieszkający we Włoszech Romowie wymyślili następujący koncept: świetnie ubrani, w luksusowych samochodach zjawiali się na miejscu budowy nowych osiedli mieszkaniowych i dokonywali przedpłaty. Następnie, po kilku dniach pokazywali się z całymi rodzinami i całym inwentarzem. Naturalnie, ze względu na reputację, ‘obecność’ Romów na osiedlu znacznie zmniejszyłaby wartość innych nieruchomości. Dlatego, deweloperzy lub agencje nieruchomości natychmiast decydowali się na ‘odkupienie’ nieruchomości. Płacili nawet trzykrotność przedpłaty dokonanej przez Romów.
W końcu deweloperzy zgłosili się ze skargą na policję i ta rozpoczęła śledztwo, które wykazało, że Romowie zarobili nawet 300 000 euro na tym mechanizmie. Zamieszani w proceder Romowie oskarżeni zostali o oszustwo. Nie rozumiem tylko na jakiej podstawie wysunięto takie oskarżenie.

To się nazywa społeczeństwo oparte na strachu, na strachu przed utratą pieniędzy...

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

24 Mar

Delegat c.d.

W 2006 roku pisałem kim wg. mnie jest "Delegat", czyli tajny współpracownik i informator służb SB.

Dziś RMF FM upubliczniła informację, która rzekomo ma być zawarta w nowym dokumencie przygotowywanym przez Instytut Pamięci Narodowej.

Gdyby porównać moją informacje(moje własne przemyślenia, przypuszczenia) sprzed niemal 3 lat do tej teraz, to wychodzi że wcale się nie pomyliłem. I do dziś nawet tak uważam.

Po tylu latach... a ja już to wiem od dawien dawna.

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

10 Mar

Mój idol - Kazimierz "Miś" Marcinkiewicz

Dzisiejszą relację na żywo rozpoczynamy z londyńskiej kawiarni. To tutaj notabene wybierał ze 125 gatunków kawy nijaki Kazimierz Marcinkiewicz, były premier, bankowiec z zamiłowania, finansista. Także fizyk, nauczyciel i świetny kochanek. To nieprzeciętna osobowość, zarówno medialna jak i towarzyska. Jak każdy premier III i IV RP potrafi dobrze grać w piłkę nożną zwaną w zachodnich rejonach globu "soccer" czy także "piłka kopana".

Kocha internet, prowadzi internetowego bloga, ma nieprzeciętne zdolności wkręcania żarówek i dyskontowania ciemności. Typowy ekonomista szkoły austriacko-neo-klasyczno-liberalnej. Ten cały miszmasz w połączeniu z konserwatyzmem i wyznawanymi wartościami chrześcijańskimi wskazuje nam, zwykłym Polakom, obywatelom Rzeczypospolitej swoisty wzór do naśladowania.

Uwielbia poezję. Swoją osobowością i autorytetem emanuje zewsząd. Sposobem bycia inspiruje zarówno miliony polaków jak i także swoje, bliskie otoczenie - kochaną Isabel, żonę Marię, do niedawna także prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Jego osobę można nazwać dwoma słowami - "przywódca duchowy".

Inteligentny, potrafi dokonać swoistej syntezy myśli, o czym świadczy jego mimika twarzy. Także uwodzicielski. O jego podbojach miłosnych do dziś krążą legendy w londyńskich pubach. Podczas nocnych wojaży zdobywa liczne kontakty, w sortowni śmieci, banku Goldman Sachs, skąd koordynuje atak spekulacyjny na polskiego złotego.

Swoją londyńską, błyskotliwą karierę zawdzięczać może także dogłębnej znajomości języka angielskiego. Manifestuje ją na każdym kroku. Jego słynne "yes yes yes" pokazało, że języki obce nie są dla niego piętą achillesową. Te wszystkie fakty sprawiają, że jako dyżurny, polski londyńczyk jest przykładem godnym naśladowania, także przez tych, którzy swoją karierę rozpoczęli lub rozpoczynają na wyspach. Jest symbolem sukcesu oraz dalekosiężnego blichtru o którym marzy wielu młodych Polaków.

W swojej krótkiej biografii Kazimierza "Misia" Marcinkiewicza chciałbym dodać iż razem z Jolą Rutowicz tworzą prawdziwy obraz polskiej rzeczywistości, dążeń narodowościowych polaków do szczęścia, luksusu i dobrobytu. Ich ponadprzeciętna charyzma i osobowość skutecznie przeciera tory tym którzy mają zamiar wybrać podobną drogę. Drogę do raju. Raju który jest w zasięgu ręki, jak widać każdego z nas.

Zachęcam do posłuchania najnowszej piosenki Skiby o Kaziu i Isabel. Tekst dostępny tutaj.

Big Cyc - Izabel

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Mar

Zmarł Zbigniew Religa

Niemal na łożu śmierci stwierdził:

Odejdę… mnie tu już nie będzie – świat i tak się nie zmieni.

To prawda. Nawet mimo największych chęci, najszczerszych nikt nie jest w stanie zmienić świata. I nawet nie ważne jaką kwotą pieniędzy dysponujesz, możesz zmienić tylko swoje otoczenie, rzeczywistość jaka cię otacza oraz rzeczywistość otaczających cię ludzi. Możesz zmienić tylko to, że na widok ciebie inaczej będą zachowywać się ludzie. Będą udawać, niemal jak idealni, wzorowi hipokryci – że jest ok. Jedynie śmierć, tudzież inne mocne wydarzenie może zweryfikować twoje idee, wartości i przekonania. Co nie zmienia faktu, że ludzie nadal będą ginąć, umierać. Że w Polsce tak jak była i będzie panować hipokryzja. Hipokryzja która nawet i dziś daje się we znaki – osoby, które krytykowały Zbigniewa Religę teraz, nagle, w jednej chwili doznały swoistej reinkarnacji – „był wielkim polskim kardiochirurgiem”.

To pozory. Świat się nie zmienił. To smutne. To prawdziwe. To okropne. Tak mówi człowiek tworzący system, należący do niego i świadomy jego istnienia. Świadomość istnienia takiego tworu, jakim jest państwo, zasad w nim obowiązujących oraz ograniczeń i możliwości – tworu, którego mimo własnych chęci nie da się ruszyć przytłacza.

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

3 Mar

"Raczej gwałcicieli nie ułaskawiam"

Raczej gwałcicieli nie ułaskawiam

Tak odrzekł Lech Kaczyński na pytanie czy ułaskawi Jakuba Tomczaka, człowieka który został aresztowany i skazany na kare podwójnego dożywocia za gwałt i ciężkie pobicie na wyspach.

Wyjątkowo mogę się w 100% zgodzić z naszym Prezydentem. A to dlatego, że w Polsce jak widać rządzi hipokryzja. Z jednej strony mamy gwałciciela, który jest człowiekiem, ma prawo do godnego życia i funkcjonowania w społeczeństwie. Boli, szczególnie że ten człowiek ma 25 lat i całe życie przed sobą. Z drugiej jednak strony ciężko pobitą i zgwałconą kobietę, ofiarę tego człowieka.

Przez takie myślenie dochodzi do jakiś dziwnych paradoksów, czy absurdów. Chce się uniewinniać, skracać kary ludziom którzy popełnili ciężkie przestępstwa.

Zdroworozsądkowość nakazywała by stwierdzić że to jednorazowy „wyskok”. Tak, ale nikt nie wspomina o poszkodowanych.

Gwałt to taki rodzaj „uszkodzenia” ciała którego nie widać. Rany się zagoją, siniaki znikną. Lecz uraz na psychice zostaje. Na trwałe. Zapisuje się w głębokich pokładach szarej materii. Myśli o tym, że zostało się zgwałconą pozostają na długie lata, żeby nie powiedzieć całe życie.

I proszę teraz powiedzieć ofierze gwałtu o tym, że taki Pan Jakub Tomczak może opuścić więzienie już za 9 lat podczas gdy zgwałcona osoba zostaje „skazana” na całe życie. Hipokryzja nigdy nie była mocną stroną ludzkości. Szczególnie Polaków. I to boli. Współczujemy Panu Kubusiowi zapominając co tak naprawdę zrobił.

darmowy hosting obrazków

Co najlepsze zachodnie systemy prawne świadomie wymierzają takie a nie inne kary. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy z pewnością jest chęć odstraszenia potencjalnych sympatyków tego sportu (w UK mają dość dobre ku temu powody, patrz tabela).

Osobiście w stanowieniu prawa dla przestępców seksualnych poszedłbym o krok dalej. Dożywocie tak i to nie tylko za gwałt, ale za samą udowodnioną próbę gwałtu. „Udowodnioną”, przez to słowo rozumiem 100% pewność, że ta osoba jest właśnie sprawcą tegoż czynu. Bez pobłażania, hipokryzji i przedwczesnych zwolnień.

Niestety jak pokazują dane, zwiększenie kar dla przestępców seksualnych nie gwarantuje spadku tego rodzaju przestępczości. Idąc dalej tym tropem i widząc dane dla Japonii (najniższy wskaźnik - 1,9 gwałtów na 100 tys. osób) można wysnuć ciekawy wniosek. Jak wiadomo częstotliwość kontaktów seksualnych jest najmniejsza właśnie u populacji Japończyków (37 razy w ciągu roku). A więc wskaźnik gwałtów (rape rate) w głównej mierze może zależeć od kulturowych uwarunkowań mieszkańców danego kraju, a więc także od wychowania, stanu życia rodzinnego, obecności seksu w mediach i tabu z tym związanego. W końcu przeciętny Japończyk pierwszy kontakt seksualny odbywa po 21 roku życia.

Elita Kaliska - O co tu chodzi?

Wniosek: Nie cudzołóż

10 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

16 Lut

Już rezerwowy

Ministerstwo Obrony poinformowało, że weszła w życie ustawa, która przenosi wszystkich poborowych do rezerwy.

Przeniesienie do rezerwy następuje z urzędu i nie wymaga osobistego udziału przy dokonywaniu tej czynności zainteresowanej osoby. Potwierdzenie faktu przeniesienia do rezerwy następuje w formie wpisu zamieszczonego w książeczce wojskowej (wydania stosownego zaświadczenia ) w przypadku stawienia się tej osoby do wojskowego komendanta uzupełnień.
Przepis ten będzie stosowany odpowiednio do osób, które dotychczas podlegały obowiązkowi stawienia się do poboru, ale nie zostały powołane do odbycia zasadniczej służby wojskowej (tzn. nie odebrały kart powołania).
Oznacza to, że wszyscy mężczyźni bez względu na rok urodzenia, którzy mają orzeczoną zdolność do służby wojskowej, z mocy ustawy zostaną przeniesieni do rezerwy bez odbycia służby wojskowej.

Wniosek: Jestem rezerwistą.

Jednym słowem armia mi nie straszna. To kolejny krok rządu do stworzenia armii zawodowej. Na pewno przyniesie to określone korzyści. Więcej osób zdolnych do pracy, mniejsze koszty utrzymania jednostek wojskowych, rekrutacja osób które wykazują chęć do służenia RP.

Swoją drogą, polityka w tym zakresie (bez znaczenia która partia aktualnie rządzi) jest mniej więcej spójna. Od ponad 10 lat zmniejsza się liczbę żołnierzy. Aktualnie Polska posiada około 127 000 wojskowych (dane na 31 styczeń 2009).

darmowy hosting obrazków

Do niedawna inna ustawa pozwalała na pobór do wojska nawet i 50latków, którzy wcześniej zostali przeniesieni do rezerwy po ukończeniu 28 roku życia (lub na mocy rozporządzenia Ministra). Jednak rozwiązanie takie, które umożliwiło większy zakres poboru okazało się martwym przepisem. Niepotrzebnie tylko „nastraszono” poborowych, którzy nie odbyli służby wojskowej. Nawet mój ojciec stwierdził, że jeżeli miałby być powołany kolejny raz do wojska na „przeszkolenie” nie stawiłby się ponieważ „składał przysięgę na Związek Radziecki”.

Polska armia z tego tylko tytułu może zaoszczędzić ponad 2 miliardy złotych. Zaoszczędzone pieniądze będzie można spokojnie zainwestować w zakup nowego, bardziej zaawansowanego technologicznie sprzętu (w myśl wyznaczonej strategii rozwoju sił zbrojnych do 2030 roku).

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

13 Lut

Polnische Wirtschaft, czyli sprawa Rokity

Sprawa Jana Rokity, która wydarzyła się na lotnisku w Monachium uzmysławia Polakom (i mam nadzieje nie tylko) prawdziwy obraz narodu Niemieckiego, niemieckiej policji i światopoglądu, który mimo zakończenia II wojny światowej 64 lata temu nadal aktywnie funkcjonuje w umysłach co po niektórych.

Z jednej strony mamy doczynienia z wypowiedziami niemieckich polityków, którzy chcą niemiecko-polskiego pojednania. Ba – twierdzą, że takie nastąpiło, że narody ze sobą aktywnie współpracują. Z drugiej strony słyszy się o blokadach polskich projektów energetycznych w Unii Europejskiej przez niemieckich polityków. A co gorsza widzi się takie sceny, w których dorosły człowiek (Jan Maria Rokita) jest doprowadzony przez funkcjonariuszy niemieckiej policji i załogę samolotu linii Lufthansa do stanu, w którym nie panuje nad sobą. To znaczy krzyczy i rozpaczliwie błaga o pomoc.

Jan Maria Rokita, zapytany na antenie TVN24 o to, czy słowa do pozostałych pasażerów „Ratunku, pomocy!” rzeczywiście należą do niego. Jego odpowiedz opatrzona jest wielkim wahaniem. Nie może stwierdzić jednoznacznie, nie pamięta. Człowiek doprowadzony do skrajnego stresu nie jest wstanie przypomnieć sobie co właściwie się stało. Przypadek Rokity potwierdza tą regułę.

Na podstawie ostatnich wydarzeń osoba, która nie miała styczności bezpośrednio z narodami niemieckojęzycznymi może wyrobić sobie świetny światopogląd na ich temat. Ocenić na tej podstawie rzeczywistość. I jeżeli tak by zrobiła wcale nie byłby to błąd. Każdy, kto miał okazje przejeżdżać przez terytorium Niemiec lub Austrii wie o co chodzi.

Uprzedzenia są zjawiskiem szeroko rozpowszechnionym, obecnym we wszystkich społeczeństwach świata. Są one emocjonalnym komponentem postaw, czyli negatywną lub wrogą postawą wobec ludzi wyodrębnionych wyłącznie na podstawie przynależności grupowej. Stereotypy są natomiast poznawczym komponentem postawy. Definiowane są jako generalizacje dotyczące grupy, gdzie wszystkim jej członkom przypisuje się te same cechy, niezależnie od rzeczywistego ich zróżnicowania. Stereotypy mogą dotyczyć narodu przynależności etnicznej, rasowej, płci, seksu, wyglądu, stanu życiowego, religii, zawodu, hobby i właściwie niezliczonej ilości dziedzin życia.

Skrajna nieuprzejmość, niechęć, wręcz odraza do Polaków, dziwne odzywki, gburowatość, okazywana wyższość nacji aryjskiej nad innymi, władczość – to tylko część cech jakie można zauważyć min. u Niemców i Austriaków podczas kontaktów z Polakami. Do tego wieczne poczucie, że rozmawia się ze złodziejem, leniem, nierobem i pijakiem. W samych Niemczech takie postrzeganie Polaka nazywa się mianem Polnische Wirtschaft.

Kilka lat temu Günter Verheugen wypowiedziŁ na łamach „Tygodnika Powszechnego”:

Polacy powinni zrozumieć, że ich narodowa historia i tradycja nie są miernikami historii i tradycji innych europejskich narodów

Wypowiedz ma o tyle sens, jeżeli zastanowimy się o co chodziło tak naprawdę autorowi tych słów. Niemcy chwalą Polaków za ich dążenia niepodległościowe i wolnościowe. Uważają, że jest to niebywałe osiągniecie przeciwstawić się władzy i dopiąć swego. Uważają również, że te dążenia wolnościowe są swoistą wadą Polaków (zwracam uwagę na tło historyczne – Niemcy byli okupantem Polski, były próby zniemczenia Polaków). Twierdzą, że nasze poczucie wolności jest nieco „dziwne” – jesteśmy dzielni a zarazem kłótliwi i niepraktyczni, a wolni czujemy się tylko wtedy, gdy mamy jak najwięcej prawa dla siebie, a mniej obowiązków (poglądy te nadają pewien wymiar traktowaniu min. Jana Rokity zarówno w samolocie jak i posterunku Policji).

Wniosek: Lubimy Niemców dopóki sami nie padniemy ich ofiarą

W celu przeciwdziałania stereotypom i uprzedzeniom podam kilka danych statystycznych: 27% badanych Niemców uważa, że Polak jest staranny i pilny. 15% uważa, że Polak jest przyjazny, 12% - pomocny, 12% - religijny. Również 12% Niemców uważa, że Polak... kradnie. Wśród zalet typowego Polaka, Niemcy wymieniają gościnność (18%), skłonność o niesienia pomocy (18%), dobroć (18%). 12% Niemców uważa, że Polak jest przyjaźnie nastawiony do innych narodowości. 9% respondentów uważa Polaka za „duszę towarzystwa”, czyli osobę lubiącą się bawić. Jeśli chodzi o wady statystycznego Polaka, Niemcy wskazują na skłonność do okradania innych (24%). Pozostałe przywary Polaków to: pijaństwo, nieuczciwość, zbędny przyrost dumy i upór. Zdaniem Niemców najważniejsze dla Polaków są pieniądze (39%). Na dalszych miejscach znajduje się rodzina (36%), samochód (26%) i alkohol (15%). Tylko 12% Niemców uznało, ze dla Polaków duże znaczenia ma kościół. Najchętniej Niemcy wypowiadają się na temat wyglądu zewnętrznego statystycznego Polaka. 30% respondentów uznało, że Polacy elegancko się ubierają. 27% uważa, że typowy Polak jest zadbany. Takiej samej liczbie Niemców Polak kojarzy się z ciemnymi włosami. 24% wskazało na cechę charakterystyczną szerokich policzków. Zdaniem 15% badanych typowy Polak jest szczupły. Ciekawostką jest to, że Niemki traktują typowego Polaka jako przystojnego i eleganckiego mężczyznę. Jednak w przeważającej części uważają tak tylko kobiety, które ukończyły 30 rok życia. [dane: Alexandrer Majstrenko-Nowak]

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Lut

Kulisy wycofania reklamówek ze sklepów

O swoich przemyśleniach nt. sprzedawców i nie udostępniania opakowań (torebek, reklamówek, foliówek) pisałem nieraz. Teraz postanowiłem zasięgnąć prawa.

W 1995 roku została powołana w życie ustawa w sprawie szczegółowych warunków zawierania i wykonywania umów sprzedaży rzeczy ruchomych z udziałem konsumentów. Posiadała ona taki zapis:

§ 13. 1. Towar powinien być wydany konsumentowi w należytym opakowaniu, chyba że z charakteru danego towaru oraz stosowanego powszechnie sposobu jego sprzedaży wynika, że bez uszczerbku dla towaru lub uzasadnionego interesu konsumenta towar może być sprzedany bez opakowania.
2. Towar dostarczony przez wytwórcę lub inną jednostkę gospodarczą w jednostkowym oryginalnym zamkniętym opakowaniu fabrycznym, który ze względu na swój charakter nie wymaga sprawdzenia funkcjonowania, powinien być sprzedawany konsumentowi bez naruszenia tego opakowania.
3. Przy sprzedaży samoobsługowej należy nieodpłatnie udostępnić konsumentowi materiały odpowiednie do zapakowania zakupionego towaru.

Przepis ten jasno narzucał sprzedawcom (marketom, supermarketom, hipermarketom) udostępniania konsumentom materiałów do opakowania zakupionych towarów. Tak właśnie wtedy było – w sklepach można było znaleźć foliówki, reklamówki, torebki a nawet kartony aby zapakować kupiony towar.

Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Nie wiem, nie chce dociekać, możliwe że celowo, ustawa ta została uchylona przez ustawę z dnia 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny. Reszta przepisów związana ze sprzedażą konsumencką została uregulowana w ustawie z dnia 27 lipca 2002 roku o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej, która w swoim brzmieniu jest podobna do ustawy z dnia 30 maja 1995 za wyjątkiem min. tego przepisu nakładającego na sprzedawcę obowiązek udostępnienia materiałów umożliwiających opakowanie towaru.

Zaciekawiło mnie to nawet bardzo. Wręcz zaintrygowało, jak to się dzieje, że przepis znika pod gąszczem nowych przepisów w myśl szczytnej idei „CHROŃ ŚRODOWISKO NATURALNE”.

Hipokryzja sklepów wielko powierzchniowych tym bardziej może bulwersować gdyż nikt nie wspomniał o powstaniu pewnej luki w prawie pozwalającej sklepom samoobsługowym na wycofanie foliówek / wprowadzenie opłat za nie. W działach Public Relations poniosła wyobraźnia – sprawnie poinformowano społeczeństwo o pozytywnych zmianach jakie dokonują się w myśleniu u dużych przedsiębiorstw – „teraz dbamy o środowisko naturalne”. Wpisano się świetnie w ogólnoświatowy (europejski) trend. Podczepiono się pod kilka ekologicznych akcji i kampanii społecznych. Szybko policzono, że Polacy w ciągu pełnego roku kalendarzowego otrzymują od sklepów 11 miliardów torebek foliowych. Daje to niebagatelną kwotę 100 milionów złotych. Ba – bezczelnie wprowadzono opłaty za zakup toreb wielokrotnego użytku.

Wniosek: I biznes się kręci

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Lut

Niektórzy nadal mają wizję. To się chwali.

Z Pulsu Biznesu wynotowałem sobie kilka fajnych fragmentów z wywiadu z Romanem Kluską, byłym właścicielem Optimusa, jednej z największych marek regionu Nowosądeckiego (obok takich marek jak Konspol, Koral, Wiśniowski, Fakro, National-Louis University).

Ryszard Krauze, widząc mnie zafascynowanego internetem w początkach Optimusa, pytał z niedowierzaniem: "A co ty w tym widzisz takiego"?

No i stało się. Dlatego Krauze wydobywa ropę, a Roman Kluska poszedł w rolnictwo (ma farmę Owiec, elektrownie słoneczną, mleczarnie i ma zamiar produkować sery z owczego mleka). Pierwszy wierci szyby naftowe bo nie docenił Internetu, drugi jest rolnikiem ponieważ go przecenił.

...takie prawo to jak za Niemca.

Niestety, biurokratyczna machina działa. Skutecznie uniemożliwia działalność podmiotom, które chcą tworzyć miejsca pracy, zarabiać, generować zasoby. Ale to taka unijna i urzędnicza hipokryzja. To czego wymaga się w Polsce i od Polski nie koniecznie jest egzekwowane w krajach starej Unii.

Generalizując: Jan Paweł II w książce "Pamięć i tożsamość" ocenił, że nie może człowiek dowolnie manipulować prawem, bo jeśli tak, niedługo pod pięknym słowem demokracja będziemy mieli kolejny system totalitarny. Oby się pomylił.

i ..

...gdy zrobi się to w pierwszych stu dniach rządzenia. Potem jest za późno, zgodnie z tą teorią (teoria tyranii status quo). Dla obecnego rządu jest już za późno. Tylko przygotowanie konkretnych ustaw przed podjęciem władzy i wprowadzenie ich od razu, na pierwszym posiedzeniu Sejmu, przyniesie skutek. Tak, żeby nowi ministrowie objęli stołki z dużo mniejszym władztwem. Bo inaczej wchodzi ekipa, przyzwyczaja się do władztwa i wiadomo, że za żadne skarby nie odstawi sobie mleczka. Nie ma sposobu, żeby sprawujący władzę sam dokonał ograniczenia.

I jest w tym dużo racji. Głosowałem na PO. Twierdzili że przez cały okres rządzenia PiS'u działał gabinet cieni (wypowiedz J. M. Rokity).Były plany, chcieli dobrze, a jak zwykle wyszło chujowo. Swojego czasu usłyszałem fajny tekst, że wszystko co w Polsce ciekawe to "chujnia". Zamiast adaptować / tworzyć nowe rozwiązania, lepsze rozwiązania debatuje politycznie na tematy ekonomiczne. A potem Leszek Balcerowicz musi dawać wykłady na zagranicznych / polskich uniwersytetach o mitach politycznej debaty w aspekcie pojęć ekonomicznych: schizofrenia polityczna - "z jednej strony politycy i urzędnicy stanowią grupę o bardzo niskim prestiżu społecznym; pogardliwie i lekceważąco stosuje się wobec nich niedopuszczalny wielki kwantyfikator - “wszyscy”, w stylu: “wszyscy szewcy oszukują na zelówkach”. Z drugiej strony istnieje powszechne oczekiwanie, że państwo rozwiąże każdy problem", rzeczpospolita kibucników - "Następnym problemem jest zespół powszechnych, również (a może szczególnie) wśród osób legitymujących się wyższym wykształceniem, postaw wobec rynku, czyli masowego mechanizmu współpracy międzyludzkiej. Dostrzec tu można moralistyczną pogardę wobec tego ułomnego, jak wszystko, co ludzkie, sposobu współpracy. Problem polega na tym, że krytykuje się faktyczne czy rzekome ułomności rynku, nie mówiąc, co się dzieje, gdy rynku nie ma lub jest go mniej. Według niektórych “moralistów”, gdyby nie wolny rynek, to społeczeństwo stanowiłoby wielką solidarystyczną wspólnotę: jakby kibuc", słowa - "mity oparte na pewnych słowach-wytrychach, wywołujących określone i noszące znamiona oczywistości skojarzenia. Niech za przykład posłuży społeczny żywot słowa “kapitalizm”, używanego powszechnie z negatywnym wydźwiękiem. Hasło to zostało wynalezione przez wrogów jego desygnatu, czyli socjalistów. Lecz z jakiego punktu widzenia kapitalizm jest złem (często: “złem koniecznym”!)", bezrobocie - "Panuje powszechna opinia, przyjmowana jako oczywistość, jakoby wysokie bezrobocie było rezultatem wolnorynkowych reform i było typowe dla kapitalizmu. W związku z tym: im mniej reform, tym mniej byłoby bezrobocia. Fałsz tych rewelacji wykazać jest dziecinnie prosto: spójrzmy na kraje OECD, te z wysokim bezrobociem, jak Francja, Niemcy, Włochy - czyżby to były przykłady dzikiego kapitalizmu?". I bardzo ładnie Balcerowicz podsumował brednie (w końcu to Polska tu się bredzi idąc za jednym z użytkowników joggera) - "Dlatego nie powinno być taryfy ulgowej dla producentów bredni - szczególnie z profesorskimi tytułami. Brednie należy zwalczać. Nie tylko za pomocą naukowych wywodów, ale i ostrzem satyry.". Popieram. [calościowy tekst]

Panie prezesie, nie będę owijał w bawełnę. W ministerstwie mam 5 tys. ludzi. 500 udaje, że coś robi, a reszta nawet nie udaje.

Czyli - czy się stoi czy się leży 5 000 się należy...

Kryzys mnie nie szokuje. Od trzech lat byłem przekonany, że nastąpi. Jestem bardziej zaniepokojonym tym, że nie mówi się o nim prawdy. Nie spowodował go przecież wolny rynek, lecz jego brak.
Społeczeństwo wie, jak wyjść z kryzysu, bo wie, jak oszczędzać i jak zarabiać w swojej małej rzeczywistości.

Swojego czasu czytałem o tym ze ludzie maja naturalna zdolność do oszczędzania i do produkowania zasobów czy przedsiębiorczości. Niestety rynek im tego nie umożliwia, stad mamy takie różnice w rozwoju wielu państw na świecie.

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

4 Lut

Kibice faluja, Wyborcza fałszuje

W Polsce znać musisz prawdę tę smutną,
Jak łeb wystawisz, to ci go utną.

Odnieść sukces w naszym kraju jest czymś w rodzaju survivalu dla największych twardzieli. Ledwie bowiem zaczniesz wyrastać ponad przeciętność, stajesz się obiektem zainteresowania wszelkiej maści "życzliwych". Każdy z nich, życząc ci wszystkiego najlepszego, zrobi wiele by cię zniszczyć. Prześwietli twoje życie dowolnie interpretując wydarzenia i wyciągając własne, zwykle mało przychylne, wnioski. Możesz się bronić, zaprzeczać i tłumaczyć, ale z góry stoisz na straconej pozycji. Podejrzliwość to choroba dość powszechna i często ten, komu postawi się zarzut, od razu staje się winnym. Oczywiście istnieje domniemanie niewinności, ale w większości wypadków stanowi ono drugoplanową dekorację dla świętego oburzenia i potępienia. Domniemamy niewinność wówczas, gdy sprawa dotyczy nas samych, lub jest nam bliska. Innych najchętniej walimy obuchem między oczy. Gdyby oskarżeni w Polsce poddawani byli takiej karze, jaką zasądzi opinia publiczna, pełno mielibyśmy ludzi z odciętymi członkami. Pełno mielibyśmy niewinnych osadzonych, a nawet straconych. I czasem wystarczy do tego plotka, kłamstwo, sugestia.

Symbolem sukcesu w polskiej piłce klubowej stał się w ostatnim czasie Lech Poznań. Klub znakomicie zarządzany, osiągający dobre wyniki i będący ikoną całego wielkiego regionu Polski. Klub, który w najbliższych latach miał szansę na długo oczekiwane wypłynięcie na szersze, europejskie wody. Jak zwykle w takich przypadkach trafił najpierw pod lupę. Mało istotne są w tej chwili motywacje osób dzierżących lupę może są zgryźliwi z natury, może szukają szansy na zaistnienie, działają na zamówienie, albo mają poczucie misji lub woleliby by okręt flagowy nosił inną banderę. To nie ma znaczenia. Ważniejsze, że prowadzi się bezprzykładną kampanię przeciw dobremu wizerunkowi Lecha, na pierwszy ogień biorąc jego kibiców.

Gazeta Wyborcza ma stygmatę opiniotwórczej i bezkompromisowej w promowaniu własnej wizji świata. Trudno musi się pracować w takich warunkach dziennikarzowi sportowemu, do którego należy jedynie relacjonowanie wydarzeń sportowych, podczas gdy redakcyjni koledzy od polityki kształtują opinię społeczną. Ambitni fachowcy od sportu w Gazecie Wyborczej nie akceptują takiego stanu rzeczy i widzą dla siebie rolę sumienia sportowej Polski. Strofują działaczy, korygują błędy trenerów, pouczają jak postępować z kibicami, zatrudniają, zwalniają i oceniają. A przy tym śledzą i wykrywają nieprawidłowości. Chwała im za to. Pod warunkiem, że piszą prawdę i nie uprawiają propagandy rodem z dużo mniej ambitnych tabloidów.

Całą serię artykułów poświęcono ostatnio kibicom Lecha. Tym samym, których wielokrotnie chwalono za znakomity doping, świetną atmosferę i oprawy meczów. Nie urzekły one jednak dziennikarzy Gazety. Z ironią pisano o zawodach w rozkładaniu flagi, a z oburzeniem o nakazie śpiewania w sektorze przeznaczonym dla śpiewających. Składkę na oprawy meczowe potraktowano jak haracz, a z samych kibiców należących do Stowarzyszenia Wiara Lecha zrobiono kiboli przemycających narkotyki i handlujących lewymi biletami. Zarzucono, że w Poznaniu na stadionie rządzi mafia. I tym samym zamknięto usta ewentualnym obrońcom kibiców Lecha. Kto będzie chciał stawać po stronie bandziorów i narażać własną reputację? Kto chciałby dowiedzieć się, że sam jest bandziorem? Takich ludzi jest niewielu i dlatego zapewne łatwo przychodzi redaktorom działu sportowego Gazety Wyborczej rzucanie najgorszych nawet podejrzeń i oskarżeń. Nie jest istotne, że nie mają one pokrycia w rzeczywistości. Ważne, że służą rzekomo wyższemu celowi, jakim jest dobro polskiej piłki nożnej. W imię tego można swobodnie naginać fakty, przeinaczać wydarzenia, manipulować wypowiedziami, posługiwać się pomówieniami, insynuacjami i oszczerstwami. Niemoralne? A kto by się przejmował moralnością, gdy prowadzi się walkę z kibolami.

Wiadomo nie od dziś, że kibic piłkarski to samo zło. W Polsce mamy, co prawda, kategorię wspaniałych polskich kibiców, ale występują oni niemal wyłącznie w odniesieniu do meczów reprezentacji Polski, a szczególnie w innych niż piłka nożna dyscyplinach. (Abstrahuję tu od faktu, że mój znajomy dostał raz w życiu w twarz i było to na wspaniałopublicznościowej imprezie z udziałem Adama Małysza.) Zakłada się, że istnieje jakże pożądana grupa kibiców-inteligentów, którzy chętniej chodziliby na mecze, gdyby nie bandziory zasiadające obecnie na stadionie. Eliminując tę zbieraninę, otwieramy bramy dla kibica klasy średniej, który tylko czeka aż uporządkujemy dla niego trybuny. Jest w tym myśleniu tyleż naiwności marzyciela, co krótkowzrocznej głupoty. Przecież 20 tysięcy bandziorów zasiadających obecnie na stadionie Lecha pozbawionych szansy pójścia na mecz, będzie musiało sobie znaleźć inną rozrywkę.

Redaktorzy Gazety Wyborczej nie zastanawiają się, co się dzieje z kibicem wychodzącym ze stadionu. Wydaje im się, że popada w stan międzymeczowej hibernacji. Znika. Kończy się wraz z końcem meczu. Nie stanowi części społeczeństwa, nie dokłada się do bogactwa kraju, regionu czy miasta. Nie płaci podatków, nie pracuje, nie uczy się, nie dba o rodzinę czy otoczenie. Nie jest lekarzem, urzędnikiem, studentem, robotnikiem czy kasjerem. Kibol to odrębna kategoria wynaturzonych ludzi gorszych, niepełnoprawnych obywateli. Takich, o których można powiedzieć wszystko i których przez sam fakt uczestnictwa w kolorowym zgromadzeniu uważa się za podejrzanych. Z kibolami nie można rozmawiać czy współpracować. Należy okazać im brak szacunku i tępić. Zanim założą szal i przekroczą bramę stadionu mogą być kim chcą. Potem są już nikim. Tak oto traktujemy się wzajemnie. Ale jeśli kibolstwo objawia się w momencie wejścia na trybuny, jaką mamy pewność, że zapędzając na stadion widza klasy średniej nie tworzymy sobie nowej kategorii chuligana klasy średniej. Wystarczy zainteresować się nieco psychologią by nabrać wątpliwości.

Nie do nas należy wyręczanie władzy sądowniczej w orzekaniu na podstawie własnego urojenia kto jest bandytą, a kto nie. Możemy wyrażać się z pogardą o kibolach, ale świadczy to przede wszystkim o naszej własnej niedojrzałości i braku wyrozumiałości. Kibic, kibol, czy szalikowiec to przede wszystkim człowiek. W cywilizowanym społeczeństwie powinniśmy rozumieć, że każdy cel można osiągnąć współpracując z drugim człowiekiem, okazując mu szacunek i zrozumienie. Ostracyzm i alienacja są ostatecznością i nie dają najlepszego świadectwa naszym zdolnościom negocjacyjnym. Tam, gdzie dochodzi do wykluczenia mamy do czynienia ze słabością społeczeństwa, które zamiast rozwiązać problem wolało zamieść go pod dywan. Taka właśnie słabość i niechęć do dialogu leży u podstaw konfliktu między kibicami Legii i jej Zarządem. Kult pracy organicznej przyświeca zaś Zarządowi Lecha i jego kibicom. Pisze się więc o dwóch modelach radzenia sobie z tzw. „problemem kibiców”. Jednym ma być polityka nakazywania i karania. Drugim polityka zaangażowania i współpracy. Rozumiem, że można się opowiadać za pierwszym z tych modeli. Ale to jeszcze nie znaczy, że należy zwalczać ten drugi, który chwilowo okazuje się lepszy i skuteczniejszy. Chyba, że wbrew deklaracjom wcale nie ma się na sercu dobra polskiej piłki.

Lech Poznań wyrósł ponad przeciętną. Piłkarze odnoszą sukcesy, kibice walą na stadion drzwiami i oknami, a specjaliści od marketingu i zarządzania nie mogą się nachwalić pracy Zarządu klubu. Wystarczył tydzień, by ten wizerunek został zachwiany. Pojawiły się zarzuty korupcyjne, które mam nadzieję zostaną jak najszybciej rozstrzygnięte w imię czystości i uczciwości. Rozstrzygnięte przez sąd, a nie przez media, które jak nieraz widzieliśmy chętnie mnożą zarzuty. Jednocześnie powiedziano wiele złego o samym klubie i oddanych mu ludziach. To ważny test. Stanąć w obronie Lecha to obowiązek każdego kibica. Stanąć w obronie kibiców Lecha to obowiązek każdego Wielkopolanina. Bo my wiemy, czym jest dla nas Kolejorz i wiemy, kim są jego kibice. To nie żadni bandyci. To jedni z nas. To my.

Przedruk w imieniu autora.
Autor: Artur Habant.

Artykuł został również opublikowany w dniu 6 lutego 2009 na oficjalnej stronie Stowarzyszenia Wiara Lecha.

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

1 Lut

Lego remake najlepszych polskich zdjęć cz. 1

Zainspirowany albumem "Classics in Lego" postanowiłem zrobić coś podobnego w odniesieniu do polskiej rzeczywistości. Tym oto sposobem wykonałem pierwsze zdjęcie z serii "Lego remake" o tematyce "wydarzenia polityczne" przedstawiające Lecha Wałęsę z Kwiatami pt. "Radość po zarejestrowaniu Solidarności w sądzie - Lech Wałęsa z kwiatami".

Radość po zarejestrowaniu „Solidarności” w sądzie - Lech Wałęsa z kwiatami [lego remake]

[oryginał zdjęcia]

Co dalej? Jeszcze nie mam pomysłu...

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

18 Sty

Jak ograniczyć wpływ dwutlenku węgla w ramach zróżnicowanej etnicznie polityki dostępu do samotnych matek w ciąży

Osiągnęliśmy znaczący postęp w implementacji otwartej inkluzywnej polityki w realizacji etnocentrycznie homogenicznych celów naszego działu. Jednak chciałbym zwrócić uwagę, iż zmiany klimatyczne to najpoważniejsze zagrożenie przed jakim stoi ludzkość w związku z tym ograniczenie emisji dwutlenku węgla poprzez funkcjonalne wykorzystanie... bla bla bla
Top Gear odc. 3 sezon 10

Tak mnie naszła analogia z polską polityką i konferencją klimatyczną w Poznaniu:

Wniosek: Polacy są poetami w polityce, a politykami w poezji

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

10 Sty

Owsiak to cep

Te koncerty powinny być darmowe– mówi Jurek Owsiak o imprezach organizowanych podczas 17
Jurek Owsiak zaznaczył, że artyści – nawet jeśli dostają gażę za finałowe koncerty – to powinni sami ją wpłacić na konta WOŚP. - To oczywiście jest bardzo prosta droga – apelował. Zaznaczył przy tym, że organizatorzy zawsze pokrywają koszty podróży artystów. - Ale jeśli ktoś bierze stawkę 50 proc.? – Owsiak pytał na antenie TVN24, czy to w porządku.

Po pierwsze nie Jurek tylko Jerzy Owsiak. To osoba publiczna i nie mówimy do prezydenta Olek Kwaśniewski tudzież Lesiu Kaczyński.

Po drugie, za tego typu teksty nie lubię, nie popieram tego cepa Owsiaka. Wykorzystując swoją pozycję i autorytet jaki posiadł dzięki swojej działalności, publicznie próbuje tworzyć czarny PR przeciw osobom biorącym udział w organizowaniu „jego” imprez pt. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Szczególnie wobec tych którzy próbują popsuć jego „interesy” i działać w myśl zasady „jeżeli robisz coś dobrze to czemu robić to za darmo?”. W tym przypadku padło na artystów, którzy upomnieli się o swoje gaże.

Mówienie publicznie o interesach jakie łączą jego tj. Owsiaka z osobami zaangażowanymi w organizację tego wielkiego przedsięwzięcia jakim jest bez precedensu WOŚP jest co najmniej nie na miejscu. Przedstawienie sytuacji w ten sposób, że artyści „śmią” żądać pieniądze za udział w WOŚP i zarabiać na biednych dzieciach jest według mnie naganne. Tego rodzaju opinie mają cechę wypowiedzi negatywnej, jednostronnej o dość dużym zabarwieniu manipulatorskim. Postawiwszy się na miejscu osoby popierającej Owsiaka i oglądającej tego rodzaju wystąpienia na pewno dałbym się uwieść kwitując taką sytuację słowami „banda złodziei chcących zarobić na krzywdzie innych”.

Jednakże pragnę zauważyć, artysta to wolny zawód, który z czegoś musi żyć. Owszem, ktoś zaraz pomyśli, że ma kupę kasy z innych występów. Ale co z tego. Jeżeli zajmuje się zawodowo czymś to jest to jego wyłączny wybór gdzie gra, komu gra i za ile to robi, a to że ma X pieniędzy na koncie nie oznacza od razu, że ma nagle rezygnować ze swoich dochodów na rzecz jakiejś tam fundacji. Podobnie zresztą działo się w przypadku Roberta Kubicy, do którego swojego czasu zwracały się organizacje charytatywne w celu „wyłudzenia” pieniędzy. Gdy ten odmówił nagłośniły sprawę twierdząc, że Kubica jest egoistą i nie chce ich wspomóc. I brawa dla Roberta, który skwitował całą zaistniałą sytuację słowami (będę parafrazował): „Kiedy ja rozpoczynałem karierę i zwracałem się do różnych organizacji w celu pomocy finansowej dla mnie to żadna z nich nie chciała mi takowej udzielić. Wszystko co osiągnąłem dzięki swojej ambicji , zaangażowaniu, umiejętnością i ciężkiej pracy” .   

Ten sam schemat wykorzystuje sprawnie Jerzy Owsiak,  by potem móc publicznie chełbić się swoimi osiągnięciami w wyniku których chore dzieci otrzymały tak bardzo potrzebny im sprzęt.

W dodatku Owsiak  uważa, iż występowanie artystów na WOŚP to „reklama” ich zespołów, piosenek i muzyki.  Zapomniał tylko o jednym, że właśnie bez tych zespołów, które rzekomo reklamuje na swoich koncertach finałowych nie było by owych koncertów. Jak to się mówi? Nie należy kąsać ręki która karmi?

Mam nadzieję, że nadejdzie kiedyś taki dzień, w którym czołowe media w Polsce odmówią brania udziału w przedsięwzięciu jakim jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. W którym to Polski rząd poczuje się wreszcie do konstytucyjnego obowiązku finansowania tego rodzaju zakupów, zamiast liczyć na bezczelnie wyłudzane na zasadach poczucia winy przez Owsiaka pieniądze z kieszeni Polaków.

♫ LaFee - Ring Frei

Wniosek: Jurek nie psuj tego, nie bierz kasy, wyluzuj! Koval nie dawaj, olej to... Miej rozum

Btw. Czasami Owsiak przypomina mi o. Tadeusza Rydzyka.

63 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

2 Sty

Dlaczego nie zapłacę nigdy abonamentu oszustom z Woronicza 17

Swojego czasu TVP zorganizowało konkurs na zdjęcie ukazujące klimat lat 80. A to, że trafiłem na ten konkurs przypadkowo postanowiłem wziąć w nim udział. Jak to w większości takich akcji nie miałem nic do stracenia. Do wygrania nagrody poniżej 760zł by uniknąć płacenia podatku. Zdjęcie wysłałem. Zaakceptowane przez moderatora. Zostało tylko zbierać glosy. Rozesławszy po znajomych informacje zacząłem być na prowadzeniu (screen na kilka godzin przed końcem głosowania). Pomogli także dobrzy ludzie z forum Pclab.pl.

Dzień przed ogłoszeniem wyników moje zdjęcie zostało skasowane z niewyjaśnionych przyczyn. Nikt z obsługi widzów TVP i organizatorów nie raczy odpowiedzieć na moje wiadomości w celu wyjaśnienia sprawy. Regulamin został tak perfidnie skonstruowany, iż pozwala organizatorowi na skasowanie w dowolnym momencie zdjęcia. Na własnej skórze przekonałem się o celu  w jakim został ten paragraf sformułowany.  Organizator nie bez kozery i jakiegokolwiek usprawiedliwienia swoich czynów korzysta z takiego przywileju, na jaki pozwala mu regulamin. Suma summarum dochodzi do sytuacji, w której w pewnym sensie (w zależności od punktu widzeniu) wypacza się wyniki na własne potrzeby. Nie zdziwiłoby mnie również to gdyby okazało się, że wygrały nie przypadkowe osoby. W wynikach końcowych nie podaje się żadnych danych osób, które otrzymają nagrody.

W związku z zaistniałą sytuacją jestem wściekły na zachowanie TVP (nie po raz pierwszy zresztą). Tak się nie robi. Wniosek płynie z tego jeden – postanowiłem przestrzec wszystkich przed braniem udziału we wszelakich konkursach, szczególnie tych organizowanych w TV przez TVP. Historia światowej telewizji pokazuje wiele sytuacji, w których największe telewizje nadszarpywały zaufanie widzów w związku z fałszowaniem i wypaczaniem wyników konkursów i teleturniejów. „Personel BBC fałszował wyniki konkursów, podając wydumane nazwiska zwycięzców oraz podstawiając swoich kolegów, jako uczestników gry. […] Kontrola wykazała, że personel BBC wielokrotnie fałszował wyniki konkursów. W wyniku inspekcji wykryto również przypadki, gdy prowadzący program zachęcali odbiorców do udziału w konkursach, w których ci nie mieli najmniejszych szans wygrania”. Rok wcześniej podobna kara finansowa  (5,5mln funtów) spotkała komercyjną stację ITV za naciąganie odbiorców na telefony.

Daleko nie szukając, podobne sytuacje zachodzą również w polskich mediach – Sopot Hit Festiwal ’08. „Regulamin przewidywał tylko jedną turę głosowania za pomocą SMS-ów. Liczyć miały się wszystkie głosy wysłane do 8 sierpnia do 22:00. Zgodnie z tymi zasadami nagrodę powinni otrzymać Łukasz Zagrobelny i Ewelina Flinta, gdyż wygrali z Rabczewską o 0,1%! Najwidoczniej TVP chciałaby zwyciężyła gwiazda telewizji, Doda, bo w ostatniej chwili... zmieniono regulamin. […] W wyniku tej zmiany unieważniono wszystkie otrzymane SMS-y i uruchomiono nowe głosowanie już podczas samego koncertu, spośród wykonawców, którzy otrzymali najwięcej głosów. Triumfatorką została Doda.”

Podobnie rzecz ujmując działo się podczas jednego z Opolskich festiwalów, gdy triumfatorem był powracający zespół Budka Suflera. Decydujące smsy i telefony z głosami na tę formację pochodziły z jednego źródła, a organizator konkursu (TVP) wiedząc o tym nie podjął żadnych kroków w celu wyjaśnienia sytuacji.  Polecam film dokumentalny Sylwestra Latkowskiego pt. „Nakręceni, czyli show biznes po polsku”.

Trudno nie wspomnieć o cyrku, jaki powstaje z wysyłką nagród, także i w TVP. Nawet na własnym forum itvp każdy ma okazję poczytać temat o tym jak nie wysłano nagrody do osoby, której nazwisko przeczytano na wizji.

Okazuje się także, że polskie programy pokroju Gwiazdy Tańczą na Lodzie, Taniec z Gwiazdami czy Jak Oni Śpiewają mają także znamiona oszustwa. Z nieoficjalnych informacji wiadomo, że „gwiazdy” i „gwiazdeczki” podpisują z góry kontrakty na określoną liczbę odcinków, a wiadomości sms wysyłane na któregoś z uczestników mają tylko pozorne znaczenie. Świadczy o tym również fakt, iż głosowanie rozpoczyna się już od startu pierwszego uczestnika. Ostatni ma zaledwie kilka minut na otrzymanie smsów od swoich fanów. Gdyby odliczyć jeszcze czas analizy i zbierania danych (system nie jest w stanie odebrać wszystkich wiadomości sms jednocześnie a wyniki na „żywo” mają tylko charakter poglądowy i są opóźnione w czasie) to szanse pierwszego uczestnika względem ostatniego zmieniają się proporcjonalnie.

TVP oszukuje ludzi prowadząc obecnie ordynarną dość kampanię na rzecz płacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego, który wydawany jest notabene na programy o wątpliwym przekazie intelektualnym.   Kampania trwa, mimo że państwo pobiera ten podatek za posiadanie samego odbiornika (jakby to posiadanie telewizora było wielkim luksusem), a nie za oglądanie tego, czy innego kanału. Ściągnięta kasa zasila wyłącznie firmę i hrabiów z Woronicza, w której np. na procesy sądowe dwóch "gwiazd" - Koteckiej i Raczyńskiej - wydano ponad pół miliona złotych.

Tymczasem biorąc pod uwagę wszystkie moje doświadczenia z telewizją publiczną jak i ramówką (czytaj ofertą) to ubliża mi… i mnie obraża coraz bardziej bazarowo - festyniarska i przyziemna oferta stacji TVP z ulicy Woronicza 17.

A więc w nowym 2009 roku postanowiłem przeprowadzić bojkot oszustów z TVP, nie płacić abonamentu, nakłaniać innych do niepłacenia haraczu i napiętnować stacje defraudującą publiczne pieniądze z podtekstem politycznym… Nie chcę przyczyniać się do utrzymywania dziennikarzy za kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie.

Miłego oglądania…

19 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

22 Gru

Podsumowanie roku 2008

Wydarzenia społeczne, polityczne oraz sportowe. Wystąpili: Palikot i jego gadżety, Ziobro i jego laptop, były prezydent Olsztyna, Tadeusz Cymański, Olimpijczycy, żołnierze walczący w Gruzji, Ateńczycy, Barack Obama i inni...

Filmik mojego autorstwa. Materiały i podkład muzyczny ukradzione.

♫ The Sweet - Fox on the run

21 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

20 Gru

Kontrole w autobusach komunikacji miejskiej - Firma Arsen Kalisz

Arsen – to firma która zajmuje się min. windykacją należności i … sprawdzaniem biletów w autobusach. Ich działalność jest ogólnopolska i jakby to powiedzieć „na granicy prawa”. Łamie się prawa pasażerów, krzyczy, naciska, używa chamskich zwrotów, naciąga fakty, niesłusznie wystawia się mandaty, udaje że sprawdza się bilety, nadużywa władzy, odmawia pokazania legitymacji służbowej, faworyzuje znajomych i rodziny. Tak przynajmniej wygląda to w kaliskim oddziale tejże firmy.

Mogę opisać co najmniej 4 przypadki w których uczestniczyłem i w których sprawa nie została załatwiona tak jak przystało na prawdziwego kontrolera biletów komunikacji miejskiej. Wynika z tego, że nadużywanie władzy jaką cechują się niewątpliwie kontrolerzy biletów, nazywani potocznie kanarami nie jest wyjątkiem. Wręcz przeciwnie – jest regułą. Innym faktem pozwalającym na taki proceder jest uzależnienie zarobków od liczby osób, którym wystawiono mandat. Od każdego zapłaconego mandatu dostaje ponad 40 procent prowizji. Postanowiłem powiedzieć dość.

Ustawa z dn. 15 listopada 1984r – Prawo Przewozowe - Art. 33a. 1. Przewoźnik lub osoba przez niego upoważniona, legitymując się identyfikatorem umieszczonym w widocznym miejscu, może dokonywać kontroli dokumentów przewozu osób lub bagażu.
2. Identyfikator, o którym mowa w ust. 1, powinien zawierać co najmniej następujące informacje:
  1)   nazwę przewoźnika,
  2)   numer identyfikacyjny osoby dokonującej kontroli dokumentów przewozu osób lub bagażu,
  3)   zdjęcie kontrolującego,
  4)   zakres upoważnienia,
  5)   okres ważności,
  6)   pieczęć i podpis wystawcy (przewoźnika).
3. W razie stwierdzenia braku odpowiedniego dokumentu przewozu albo dokumentu uprawniającego do przejazdu bezpłatnego lub ulgowego, przewoźnik lub osoba przez niego upoważniona powinni pobrać właściwą należność i opłatę dodatkową.
4. Przewoźnik lub osoba przez niego upoważniona ma prawo:
  1)   w razie odmowy zapłacenia należności - żądać okazania dokumentu umożliwiającego stwierdzenie tożsamości podróżnego,
  2)   w razie odmowy zapłacenia należności i niemożności ustalenia tożsamości podróżnego - zwrócić się do funkcjonariusza Policji i innych organów porządkowych, które mają, zgodnie z przepisami prawa, uprawnienia do ustalania tożsamości osób, o podjęcie czynności zmierzających do ustalenia tożsamości podróżnego,
  3)   w razie uzasadnionego podejrzenia, że dokument przewozu albo dokument uprawniający do przejazdu bezpłatnego lub ulgowego jest podrobiony lub przerobiony - zatrzymać dokument za pokwitowaniem oraz przesłać go prokuratorowi lub Policji, z powiadomieniem wystawcy dokumentu.

Pierwszy przypadek pt „Wystawienie niesłusznie mandatu” i próba naciągniecie osoby starszej, niepełnosprawnej, która miała problem z komunikowaniem się. Została poproszona o bilet, gdy go nie miała a zamiast tego pokazała swoją legitymację została dosłownie skrzyczana i wyzwana że . powinna mieć darmowy bilet od kierowcy, co nie zmienia faktu że była uprawniona do darmowych przejazdów. Zamiast wytłumaczyć jak taki bilet uzyskać wypisała z wielkim oburzeniem mandat mimo że taki tej osobie się nie należał. Kontroler nie reagował także na głosy zniesmaczenia ze strony innych pasażerów.

Druga sytuacja pt „kilkukrotne sprawdzanie biletów” i nękanie pasażerów. Blokowanie drzwi, poganianie i wyzwiska. Jednym słowem chamskie zachowanie. Przewoźnikowi który zatrudnia taka firmę powinno zależeć by usługi świadczone były na najwyższym poziomie nie tylko przez ich pracowników ale i osoby zatrudnione przez nich jako podwykonawca usług. KLA (Kaliskie Linie Autobusowe) jak widać mają taki obrót w nosie i nie reagują na coraz to donośniejsze głosy o łamaniu prawa bądź  dobrych obyczajów w ich autobusach.

Sytuacja trzecia pt „wysokość mandatu”. Wystawianie mandatów osobom za brak ważnego biletu uprawniającego do przejazdów komunikacją miejską i nieinformowanie ich o tym, że mogą zapłacić na miejscu mniejsza kwotę.

Sytuacja czwarta pt. „odmowa pokazania legitymacji służbowej”. Na prośby pasażerów o wylegitymowaniu się kontrolera odmawia się pokazania legitymacji służbowej uprawniającej do prawnego sprawdzenia biletów pasażerom twierdząc (tu cytując „że już za późno bo bilet/legitymacje pani/pan pokazał”. Przykładowo taka sytuacja przytrafiła się mojej osobie wczoraj. Uczuliłem kierowcę (numer służbowy 50364 i 50367), że kontroler ma obowiązek posiadania legitymacji w widocznym miejscu i pokazania jej do wglądu na prośbę pasażera. Takiej możliwości nie uzyskałem. Dodatkowo zostałem wylegitymowany podczas próby zakupu biletu (tylko ja) tak jakbym tylko ja był pasażerem tego autobusu.

Całokształt pracy kontrolera można zawrzeć w jednym zdaniu:

Puść chłopa do biura to atrament wypije

Kontrolerom tak samo dano prawo kontroli a oni twierdza, ze otrzymali władzę. Żałosne.

18 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

15 Lis

Parada równości w Poznaniu

Na 200 uczestników przypadło 400 funkcjonariuszy policji. Nie obyło się bez incydentów z udziałem nieprzychylnych środowisk. Były okrzyki "Jebać pedałów", "kto nie skacze jest pedałem", gesty i anty plakaty.

Z tego wszystkiego najlepszy był tekst wypowiedziany przez współprowadzącą paradę:

Dziś.... doszliśmy po raz trzeci!
Poznań / Parada Równości / Gay parade Poznań / Parada Równości / Gay parade Poznań / Parada Równości / Gay parade Poznań / Parada Równości / Gay parade Poznań / Parada Równości / Gay parade Poznań / Parada Równości / Gay parade Poznań / Parada Równości / Gay parade Poznań / Parada Równości / Gay parade Poznań / Parada Równości / Gay parade Poznań / Parada Równości / Gay parade Poznań / Parada Równości / Gay parade

Demarhe - Sekret feat. Ada Nowak (Produced by Dyonek)

32 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Lis

Fonetyka wobec nowego prezydenta USA

Jak myslicie jak nasz prezydent wymówi imie i nazwisko nowego prezydenta USA ?

- Baba Omama
- Oback Barama
- Baran Obawa
- Barubar Bambama
- Barabar Obameiro
- Borubak O'Lama
- Brak Banana
- Barek Odrana
- Burak Osama
- Bobek Barana
- Szalas Obama
- Rumburak Osrama <> - Obak z Bahama
- Barakus mlask mlask Obamus mlask mlask

Znalezione w necie....

24 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

13 Paź

Każdy ponad każdym

Andrzej Strejlau chce być na użytek rozmowy nazywany "byłym trenerem", były prezydent "prezydentem", były premier "premierem", były minister "ministrem", a mój wykładowca koniecznie "doktorem", ponieważ "profesor" to za mało.

Potem mamy 3 prezydentów, 17 premierów i jeszcze około setki ministrów. Tylko żeby jeszcze ich urzędy były w miarę nie zhańbione rzeczywistością która sami stworzyli. A ambicja i tupet towarzyszący procesowi autotytułowania się był równoległy do osiągnięć jakimi mogą sie pochwalić.

Żal patrzeć. I pomyśleć, że ludzie nadal łykają (jakby to nazwać) tę całą "zachwianą" rzeczywistość.

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Paź

Dlaczego jestem za wprowadzeniem opłat za studia wyższe

Otóż od października tego roku rozpocząłem kolejny etap nauki. Tym razem przed sobą mam do pokonania studia II stopnia (SUM) na kierunku Finanse i Rachunkowość. Od początku swoich studiów (tj. 2005 rok) całą naukę finansuję sam (w sensie, że nie studiuję na uczelni państwowej). W pewnym sensie jestem poszkodowany, gdyż rodzice i ja płacąc podatki współfinansują również uczelnie wyższe, z których (jak wyżej wspomniałem) ja nie korzystam. Odwołując się do samej konstytucji, można w niej przeczytać zapis wymieniający uczelnie wyższe, jako szkoły publiczne. Przez co w myśl tego artykułu nauka w tych, że szkołach jest bezpłatna. I tu czar pryska – bo jak wiadomo studia zaoczne i wieczorowe na powyższych uczelniach są odpłatne. Uczelnie tłumaczą ten fakt w zapisie ustawy pozwalającej na „dopuszczenie świadczenia niektórych usług edukacyjnych przez publiczne szkoły wyższe za odpłatnością”.

Dla mnie prostego człowieka, nieznającego dogłębnie prawa te dwa zapisy są sprzeczne i wręcz śmieszne. Z jednej strony zezwala się na finansowanie nauki „pewnych” osób za darmo, z drugiej pobiera się opłaty od innej części osób, dla których z pewnych powodów brakło miejsca na studiach stacjonarnych (taka jest prawda, duża część osób studiująca zaocznie studiuje niestacjonarnie z powodu nieprzyjęcia na studia stacjonarne). Na tej płaszczyźnie można bardzo łatwo dostrzec problem w nierównomiernym i sprawiedliwym dostępie do usług edukacyjnych w Polsce. Jeżeli państwo mieni się państwem solidarnym, sprawiedliwym, niefaworyzującym jednych grup kosztem innych powinno być w swoich działaniach konsekwentne (pomijam osoby pracujące chcące się dokształcać) dając wszystkim jednakowy dostęp do szkolnictwa państwowego. Tak niestety nie jest.

Wody do kwasu, który kotłuje się we mnie od 2005 roku są dane statystyczne, które dotarły do mnie w ostatnimi czasy na jednym z wykładów na temat podatków. Otóż badając studentów uczelni wyższych państwowych i niepaństwowych min. Ich dochody, badacze doszli do zaskakujących wniosków. Średnie dochody osób studiujących na uczelniach państwowych „nieodpłatnie” są wyższe (tzn. przekraczające średnią krajową) od średnich dochodów osób studiujących na uczelniach niepublicznych, którzy koszty związane z finansowaniem nauki ponoszą sami.

W powyższej sytuacja jestem za tym, aby wprowadzić odpłatność za studia (z możliwością bezpłatnego kształcenia dla najlepszych) lub wprowadzenia ulg podatkowych dla osób/gospodarstw domowych, które same finansują swoją naukę. Pierwszy pomysł przyczyniłby się do wzrostu jakości kształcenia, w tym warunków na uczelniach państwowych. Do tego dochodzą takie elementy jak: poziom wykształcenia determinuje podejmowaną przyszła pracę i przyszłe zarobki, przez co polepszenie statusu materialnego niektórych osób odbywa się kosztem państwa. Po trzecie odpłatność za studia spowodowałaby zwiększoną konkurencyjność pomiędzy uczelniami, przede wszystkim pod względem jakości kształcenia (również na zasadzie płacę, więc wymagam). Po czwarte – studia odpłatne skutecznie weryfikowałyby chęci i zapał do pracy tzw. „wiecznych studentów”.

Pewnie ktoś teraz powie: „owszem wszystko pięknie ładnie, ale co z najbiedniejszymi”. Mam na to odpowiedz – nie wszystkim należy się wyższe wykształcenie. To tylko głupi trend i myślenie ludzi wg schematu „mam wyższe, mam więcej kasy”. Po drugie, jeżeli jest ktoś na tyle dobry i zdeterminowany zawsze może ubiegać się o stypendium naukowe, które zapewniałoby bezpłatną naukę na uczelni wyższej. Po czwarte – kogo tak naprawdę uważa się za biedną część społeczeństwa? Czy nie są to czasem osoby pochodzące z rejonów wiejskich, płacące mniejsze składki emerytalne (KRUS), często posiadające duże połacie ziemskie, ukrywające lub niemogące wykazać realnego dochodu na członka rodziny, pobierające dopłaty unijne, często w niemałych kwotach. To także osoby ubiegające się o dofinansowanie socjalne, co jest wręcz śmieszne patrząc na parking przed uczelnią…

Wniosek: Nie daj się zrobić w jajo. Nie ulegaj fałszywej propagandzie realizmu socjalnego.

51 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

5 Wrz

Przemoc werbalna – ranking obraźliwych słów

Z najnowszych badań socjologów można min. Wyczytać że najbardziej obraźliwymi słowami w naszym kraju są takie wyrazy jak:

  • Pedał [83%]
  • Ciota [80%]

Na dalszych miejscach plasują się takie wyrazy jak:

  • Czarnuch [72%]
  • Szkop [66%]
  • Żydek [65%]
  • Żółtek [60%]
  • Komuch [59%]
  • Dewot [47%]
  • Robol [47%]
  • Białas [34%]
  • Wykształciuch [25%]
  • Murzyn [19%]
  • Liberał [13%]*

*Dane na podst. Badań CBOS.

Jakby nonszalancko zinterpretować te dane to za rozwój przemocy werbalnej (słownej) odpowiadają przede wszystkim środowiska polityczne, religijne (w tym Radio Maryja), homoseksualne i po części również sama młodzież.

Osobiście do rankingu dopisać mógłbym takie słowa jak:

  • Dzieci neostrady
  • Troll
  • Lizus
  • Dupowłaz
  • Frajer
  • Burak
  • Wieśniak
  • Lump
  • Cieć
  • Pokemon

16 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

1 Wrz

Z dystansem chamy

Ogólnie jak patrzę na to cale chamstwo, które otacza moją rzeczywistość, to zaczynam na świat, dosłownie z minuty na minutę patrzeć z coraz, ale to coraz większym dystansem.

Nawet dziewczynki z Caritasu zbierające na dom dla bezdomnych kobiet, polsatowska reklama "Podaruj dzieciom słońce" mająca za zadanie wzbudzać emocje pokazując chłopca jako kulawego gnojka i wreszcie - zabite dzieci w Biesłanie przez Czeczenów w imię nadrzędnych wartości zupełnie mnie nie ruszają.

Jednym słowem - M_A_M T_O W D_U_P_I_E.
Wolę uraczyć swój wzrok łatwym wyrobem polskiej popkultury - serialowym "M jak Miłość".

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

9 Sie

Kasjer dupa

W Polgarii rozgorzała dyskusja kto, co, gdzie, jak, kogo i dlaczego. Kto? Putin? Saakaszwili? Co? Gruzje, Osetię, Rosiję? Gdzie? Kaukaz? Jak? Bombami? Kogo? Wolny naród? Dlaczego? Bo kwanczkara była za słodka! I oczywiście było trzeba rzucić głoś poparcia dla zachwianej równowagi demokratycznej. Polgaria to obok US&A światowe mocarstwo, potęga militarna posiadająca 2400 żołnierzy w Afganistanku i Irakijku gotowych ostrzelać cywilne wioski z niedziałających moździerzy. W swoim arsenale posiada również 41 samolotów jedno (góra dwu) zadaniowych F16, które przez kilka następnych lat (jak stwierdzili amerykanie) będą awaryjne z powodu dotarcia poszczególnych części, kilka Lublinów, nascie Hummerów wyposażonych w worki z piaskiem oraz wirtualnie położoną na mapie Polgarii – tarczę antyrakietową.

Wyżej przedstawione mocarstwo stanowczo dziś potępiło „działania rosyjskich sił zbrojnych wymierzone przeciwko suwerennemu i niepodległemu państwu gruzińskiemu” jednocześnie nie zamierzając podejmować jakichkolwiek innych działań. Podobnie rzecz biorąc jak to miało miejsce w przypadku Czeczeni.
I od razu przypomina się wiersz W. Młynarskiego.

Mała poczta w małym mieście
i na poczcie mała przerwa.
Kasjer szybkę przymknął wreszcie,
plik banknotów liczyć przestał.
Rozrzucone dokumenty,
w szklance po herbacie — denko…
A on czujny, a on spięty,
obserwuje swe okienko.
Wtem otworzył. W przód się rzuca
i zaprychał, i zatupał,
i zakrzyknął co sił w płucach:
“Kto powiedział ‘Kasjer dupa’?!
Kto powiedział ‘Kasjer dupa’?!”


A na poczcie cicho, pusto,
drzemią paczki niewysłane.
Pachnie barszczem i kapustą
(bo garkuchnia jest przez ścianę).
W głębi jakiś pan łysawy
adresuje list, a bliżej
gość wbił w sufit wzrok kaprawy
i pocztowy znaczek liże.
Brudno, zaduch, much, upał…
Nikt nie mówi nic, a zwłaszcza
Nikt nie krzyczy ‘Kasjer dupa’.


Kasjer krzyczał tak z pół roku,
po okresie zaś półrocznym,
z urzędowym błyskiem w oku,
wezwał go naczelnik poczty
i powiada zły okropnie:
“Co pan się kompromituje?
Nikt się aż do tego stopnia
panem nie interesuje,
żeby w takim mieście małym,
wołać wśród tych much, w upale,
wołać - choćby dla kawału:
‘Kasjer… prawda… i tak dalej’.”


I nasz kasjer krzyczeć przestał,
rozleniwił się… rozziewał…
Lecz gdy w święta jest orkiestra
on coś nadal podejrzewa.
Myśli, że ten tamburmajor
regimentu strażackiego,
swą buławą wywijając,
też przyczepia się do niego.
Gdy strażacka trwa parada
i mosiężna trąbi grupa -
kasjerowi się podkłada
pod rytm marsza: ‘Kassss-jer dupa, kasss-jer dupa…’


Pointa zaś wierszyka mego
w takich słowach się zawiera,
że znam cały kraj, co tego
przypomina mi kasjera.
Mały kraj, co tak uważa
z pokolenia w pokolenie:
że ktoś ciągle go obraża,
że ktoś wciąż go nie docenia.
Czasem mu ktoś prawdę kropnie:
“Kraju mój - źle kombinujesz.
Nikt się aż do tego stopnia
tobą nie interesuje.
Skończ te siupy, bo cię wpiszą
do Guinnessa lub Gallupa”.

A kraj okno - trach! I dyszy:
“Kto powiedział ‘Kasjer dupa’?!

A wszystko przez to, że ktoś kiedyś na poczcie krzyknął „kasjer dupa!” i Polgaria w imię wyższej konieczności po raz kolejny musi się wykrzyczeć.

Devotchka - The Clockwise Witness

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz