Ej teraz Piotr
Wtorek lepszy jest do picia, musisz przecież mieć coś z życia.
Pij we wtorek ile wlezie.
... czyli same powody do picia.
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Studia - własne przemyślenia na koniec
No i stało się. Między innymi joggerowa kategoria „studia” przynajmniej na jakiś czas[?] zostanie nieczynna / niepotrzebna. No bo i po co pisać o studiach, skoro [i tu może jeszcze zaskoczę co po niektórych] ukończyło się wreszcie pięcioletni tok studiów. „Uff” – chciałbym powiedzieć. I z jednej strony tak jest. Z drugiej – „o matko, co teraz”. Mam wewnętrzną pustkę. Pustkę, tak jakby wszystko się skończyło. Człowiek uczy się od najmłodszych lat: jak się uczyć. Przedszkole, podstawówka, gimnazjum, liceum, na końcu studia [licencjat, studia uzupełniające magisterskie). Solidny szmat czasu. Trzy+sześć+trzy+trzy+pięć. Dwajścia lat nauki. I teraz nadchodzi taki moment, w którym należałoby podsumować cały ten finalny okres .
Zawsze zastanawiało mnie, co tak naprawdę na studiach można się nauczyć. To kuriozalne. Ale gdyby wiele rzeczy podczas studiowania naprawdę mnie nie zainteresowało, to chyba nigdy bym nie przykładał do nich tak wielkiej uwagi. I tak oto dochodzę do wniosku, że na studiach część / wiele / większość [?] osób studiuje bez braku przekonania w to co chce osiągnąć. Często większość rzeczy, w postaci papki, którymi raczą nas wykładowcy nikogo tak naprawdę nie interesuje. A co za tym idzie, po skończeniu danego przedmiotu po prostu albo stan wiedzy takich osób nadal jest identyczny, albo minimalnie większy. Tak czy siak – nic to nie zmienia. W końcu nie bez kozery badano wpływ zainteresowania daną tematyką na jakość nauki. Wyniki nie były obiecujące. No i tak można wysnuć teorię, że skoro ktoś studiuje dla samego studiowania i tak będzie [po pierwsze] marnym studentem, [po drugie] marnym magistrem. Widzę to po sobie – jest ; było kilka dziedzin, które w żadnym, nawet minimalnym stopniu, ani mnie nie poruszyły, ani nie zainteresowały. Po prostu je zdałem. Natomiast te, które uznałem za interesujące, siłą rzeczy, zgłębiam do dziś.
Dużo się mówi również o uczelniach wyższych, jako przekaźnikach wiedzy książkowej. Czysto teoretycznej. No i po pięciu latach nauki mogę w końcu z pełną odpowiedzialnością zgodzić się z tą hipotezą. System nauki, mimo, iż próbujący dostosować się do realiów i wymogów współczesnych czasów, nadal drepcze w miejscu. Gdyby nie praktyki w banku na drugim roku studiów, do dziś nie wiedziałbym jak w praktyce funkcjonuje bank [w banku nie ma pieniędzy…]. I mimo sporadycznie pojawiających się dygresji wykładowców, system nauki nadal jest teoretyczny i wymagający od studenta tylko i wyłącznie wiedzy książkowej. W żaden sposób moja wiedza, często praktyczna, zdobyta praktyką tudzież własnymi zainteresowaniami [np. GPW] nie była premiowana na zaliczeniach, czy egzaminach. Fakt, że była cenna, czasem doceniana na zajęciach, to nigdy wynagradzana. I to boli. Ponieważ osoby, które nigdy nie miały obycia chociażby z analizą techniczną akcji w praktyce, analizą raportów finansowych, czy nawet systemem transakcyjnym papierów udziałowych otrzymywały lepsze oceny końcowe z faktu [tylko i wyłącznie], iż nauczyły się tego [nie bójmy się tego słowa] na pamięć. Osobiście zawsze preferowałem system nauki, aby nie umieć za wszelką cenę – a rozumieć. By nie wiedzieć wszystkiego – a wiedzieć gdzie szukać. By wiedzieć wystarczająco dużo – i móc się wypowiadać. I w końcu, by wiedzieć jak się wie.
Oczywiście studia tak naprawdę mają więcej zalet, niż wad. Uczą samodzielności, obycia, życia i pewności siebie. Często znajomości, które zdobywając nieustannie podczas studiów rzutują w przyszłości [ale to przyjdzie i ocenić później]. Większość zalet, raczej ma mało wspólnego ze zdobytą studencką wiedzą. To raczej co innego. I ta pewność siebie może być zgubna. W końcu pracodawcy nie zawsze chcą zatrudniać studentów dziennych bez doświadczenia. Motywując to faktem, że są zarozumiali, przeceniają swoje możliwości i błyszczą tylko i wyłącznie wiedzą książkową. No cóż. Zawsze istniał stereotyp wyższości studenta stacjonarnego od zaocznego. No, a że w każdej legendzie, plotce i stereotypie jest trochę prawdy – pozostawię ten aspekt w milczeniu. Do oceny przez pryzmat własnych doświadczeń.
Studia to także imprezy, spotkania, swoisty styl bycia. Trudno pogodzić się z tym, iż to już tylko historia. Jak to śpiewał Boguś Linda – „nigdy papieros nie będzie tak smaczny, a wódka taka zimna i pożywna. Nigdy nie będzie tak ślicznych dziewczyn, nie będzie tak pysznych ciastek. Reprezentacja naszego kraju nie będzie miała takich wyników, już nigdy, nigdy nie będzie takich wędlin, coca coli, musztardy i takiego mleka. Już nigdy nie będzie takiego lata, słońce nie będzie już tak cudnie zachodzić i wschodzić. Księżyc już nigdy…”
♫ Świetliki i Linda - Filandia
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
5 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Trochę wolności
Lubię słuchać polskiego rocka z czasów polski ludowej (PRL). Utwory te mają coś takiego w sobie, co sprawia że człowiek odczuwa wewnętrzną dumę z tego że jest Polakiem, że może więcej niż mógł jeszcze 20 lat temu. Super aranżacje i wewnętrzna immamentna, wolnościowa treść. To coś czego już nie ma w polskiej popkulturze. Buntu, rewolty, idei. Ponadprzeciętności. No cóż pokolenie ’86 i piosenka która mi się z tym okresem kojarzy „budzikom śmierć” (sic!) jest w pewnym słowa tego znaczenia czymś przeciwnym. Sam do niego należę, i niestety – można się tylko cofnąć w czasie. Bo tak naprawdę wszystko jest podane na tacy. Można by było odczuwać wewnętrzny brak motywacji do robienia niczego. Na szczęście tak nie jest. Po prostu teraz motywacja ewoluowała, wraz ze zmianą gospodarki i priorytetów Polaków. To inny parytet. No może tylko nasi dziadkowie żyją w pewnej idei (tej lepszej) PRL’owskiej, która zapewne dodaje im odwagi w poruszaniu się po „dziwnych” dla nich realiach współczesnej Polski. Zapewne nie rozumieją wielu i wiele, tak jak ja nie rozumiem wiele i wielu z tamtej epoki.
A co jest w tym wszystkim najlepsze, a zarazem najgorsze. Co mnie ciekawi od lat. To że Polacy mają świetną zdolność (jak to mówił Owsiak na pamiętnej konferencji prasowej) do dyskredytowania samych siebie. I coś w tym jest. Bo nawet jeśli wziąć pod uwagę, że Polacy to my, a my wybraliśmy polityków to ci politycy właśnie nas reprezentują przez swoje zachowanie. A co za tym idzie – mówimy potem sami do siebie, wewnętrznym głosem – o tym jak to jest źle. I w sumie wypadało by to zmienić – bo za X lat, 20, 30 a może 40 obudzimy się z ręką w nocniku, z 400zł rentą i nadal stwierdzimy jaka to Polska jest głupia i dziwna.
♫ Sztywny Pal Azji - Nasze reggae
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Nowe zabawki #2 - Zestaw kina domowego Pioneer (Pioneer VSX-519 + Pioneer DV-420)
Pioneer DV-420
DVD Pioneer DV-420 – małe, lekkie DVD, obsługujące niemal wszystko co włoży się do podajnika płyt. Nie spotkałem się że jakiejś płyty nie zdołało odczytać. USB i HDMI to w sprzęcie to już standard. Nie ma co się rozpisywać. Wielki plus za szybkość odczytywania indeksu katalogów z USB. Pozytywne wrażenie wywołało na mnie także skalowanie i poprawianie obrazu nie będącego w standardzie 1080p. Od razu widać że sprzęt nie do zdarcia. Na lata.
Minusy: średni pilot – latają mi w nim baterie, brak polskiego menu (na szczęście można ustawić polskie znaki, przez chwilę myślałem że poległem).
Amplituner Pioneer VSX-519
Masa wyjść (przez chwile nie wiedziałem jak ogarnąć tę kuwetę). Po dłuższym przestudiowaniu instrukcji wszystko zaczęło się wyjaśniać. Okazało się że nie można podłączyć DVD przez HDMI a później wyprowadzić video out na telewizor przez kabel analogowy (dodatkowe kable w drodze, kolejny wydatek). Zauważyłem także, że gdy na innym źródle (np. CD) damy muzykę i w tym momencie przełączymy na Tuner w tle będzie minimalnie słychać dźwięk z sąsiedniego kanału. Oczywiście w pilocie podobnie jak w DVD latają baterie pod klapką.
Z okazji umieszczenia otworów wentylacyjnych od góry (ciepło ucieka do góry) nie można zbudować sobie modułowego zestawu kina domowego. A szkoda. Bo miałem fajny plan. W tym przypadku musiałem pójść na kompromis.
Postanowiłem w końcu spełnić swoje marzenie i podłączyć wszystko highendowymi kablami. Pozłacane końcówki kabli, kolumn i wejścia amplitunera ładnie to umożliwiły.
Dodatkowo znalazłem sposób jak po taniości nadawać bezprzewodowo dzwięk na amplitunerze.
Nadajnik FM (Transmiter FM) w Sony Ericsson W980.
Amplituner z RDS (W980 nadaje tytuły piosenek).
Nie trzeba kupować drogich na dzień dzisiejszy (jeszcze) odbiorników Bluetooth. Wystarczy transmiter FM. Jakość dzwięku jest na przyzwoitym poziomie. Wszystko nadawane w systemie dzwięku stereo. Minusem jest czasami szumienie i zakłócenia. Przypuszczam że spowodowane jest to nakładaniem się "zbłądzonych fal" w eterze. Mimo ponad 2 metrowej zewnętrznej anteny (od Leadtek TV Tuner PCI) nie potrafię wyeliminować w 100% zakłóceń. Jedynym rozwiązaniem problemu jest zmniejszenie położenia telefonu do około 3 metrów (od tej odległości odbierany jest sygnał RDS i stereo).
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Zakopower symfonicznie
Koncert Zakopower pod niebem z cyklu "Filharmonia nie gryzie". Wszystko to przy udziale Filharmonii Kaliskiej.

3 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
We are pirates of the internet
Zauważyłem fajną zależność – im więcej przeciwników piractwa komputerowego tym większa liczba zwolenników. Mam wrażenie że wielkie koncerny filmowe, komputerowe i muzyczne im więcej wydają dolarów na walkę z piractwem tym gorszy ich akcje odnoszą skutek. Nie dość ze promują serwisy i oprogramowanie rozpowszechniające pliki z naruszeniem praw autorskich, to zwiększają liczbę osób które popierają ideę piractwa komputerowego.
Jak by nie patrzeć idea taka jest bardzo przystępna dla zwykłego Kowalskiego. Nie dość, że pokazuje ułomność organów ścigania. To ukazuje wielką ignorancję i hipokryzję firm roszczących prawa do praw autorskich (sic!).
Co najlepsze twórcy stron są nie lepsi – odpowiadają tą samą amunicją, robiąc swoisty rykoszet:
Na serwerze są przechowywane wyłącznie pliki torrent. To oznacza, że żadne materiały prawnie chronione nie są przez nas składowane. Z tego względu nie jest możliwe utrzymywanie, że ludzie stojący za Pirate Bay są odpowiedzialni za materiał udostępniany za pomocą trackera. Jakiekolwiek roszczenia organizacji chroniących prawa autorskie będą wyśmiane i opublikowane na stronie.
Jest to nawet zabawne. Taka fajna wymiana zdań. Dwa różne światy ścierające się na froncie „We have Money vs we have Internet”.
I co dalej? Koncerny fonograficzne walczą. Piraci sikają na sprawę (słynny nieudolny proces twórców The Pirate Bay). Co najlepsze – te wszystkie firmy walczące o prawa autorskie przespały jeden bardzo ważny etap w dziejach Internetu – zamiast udostępniać pliki w Internecie, usuwały je i straszyły (by później w MTV krzyczeć głośno – kupujcie płyty z muzyką). Spoczęły na laurach po zniknięciu z sieci Napstera. A to był dopiero początek walki, która jest już na poziomie wojny.
Stworzono zabezpieczenia DRM, które później usunięto, bo przemysł muzyczny i filmowy zauważył, że w Internecie można zarabiać. Jednak do tej pory sprzedaż plików muzycznych, mimo że wzrasta i w ciągu 4 lat potroiła się to jest to tylko 1/5 całego przemysłu nagraniowego. Można tłamsić ludzi statystyką, ale jeżeli nadal pliki będą drogie to nikt ich nie kupi – bo kilka wyników Google dalej znajdę identyczny za 0gr.
Inną drogę w walce z piractwem wybrała organizacja IFPI które nie tyle, że straszy użytkowników Internetu odpowiedzialnością karną, to wykazuje chęć legalizacji sieci P2P, co w dłuższej perspektywie na pewno byłoby ogromnym krokiem wstecz i kolejnym cenzurowanym kanałem dystrybucji na rynku. A przecież o byciu na „niecenzurowanym” w tym wszystkim chodzi.
Ludzie chcą niezależności, prawa wyboru – jeżeli ktoś pragnie z całego serca mieć płytę CD w plastikowym boxie i kozaczyć wśród znajomych – proszę bardzo. Jeżeli ktoś chce tylko posłuchać muzyki w drodze ze szkoły, pracy, sklepu – proszę bardzo, powinien mieć wybór. Stąd też zaczynają się tworzyć swoiste grupy społeczne, w których można wyróżnić powyższe zależności.
W celu większej identyfikacji, chociażby z serwisem The Pirate Bay użytkownicy kupują specjalne koszulki i gadżety. Inni natomiast tworzą swoiste „pirackie orgiami” w kształcie piramidy. Kolejni grafikę, teledyski, plakaty, muzykę, remixy i dzwonki do komórek (sam zrobiłem) . Ruch ten przypomina mi początki „kultu iPoda”. Napawa dużym optymizmem. Już teraz jestem pewien, że to tak łatwo i szybko (jakby co niektórzy chcieli) się nie skończy…
♫ Pirates Of The Internet
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Odchamianie - "Majowa Serenada"
Dopóki gra muzyka, mija cała wieczność, jak życie w powieści.
Grała, grała i grała. Ja patrzyłem to tu to tam. W filharmonii przestudiowałem wszystkie elementy architektury wnętrza a minęło dopiero 15 minut. Kolejne 24 sekundy spędziłem na gapieniu się na wskazówkę zegarka. Aż w końcu stało się - pochłonęło mnie. Nawet nie wiem kiedy. Minęła cała wieczność. Hurrra. A chciałoby się więcej. Ruchy smyczkiem, podrygi dyrygenta i taniec fagocisty mogą hipnotyzować...
♫ Rudolf Urbanic - Groteska na fagot i orkiestrę
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
37 piosenek na wiosne
Piosenki mogą kotwiczyć różne stany, przeważnie pozytywne. Ze względu na wiosenną porę tradycyjnie w ucho wpadają te, które niosą pozytywny przekaz. Oto lista 37 piosenek które skutecznie pobudzają moją prawą nogę (kolejność przypadkowa):
- ♫ Strachy Na Lachy - Czerwony autobus
- ♫ Stranglers - Always The Sun
- ♫ Guano Apes-Open Your Eyes
- ♫ Ascetoholix-Afrodyzjak
- ♫ Dirty South vs Evermore - It's Too Late
- ♫ Ian Hammer Project - Crocketts Theme
- ♫ Guru Josh Project - Infinity
- ♫ 2Pac - Changes
- ♫ Andreas Johnson - Glorious
- ♫ Fabolous - Can You Hear Me
- ♫ Atb - Feel Alive
- ♫ Yves Larock - Rise Up
- ♫ Booty Luv - Don't Mess With My Man
- ♫ Paul Van Dyk - Let Go
- ♫ Poker Pets ft Nate James - Lovin You
- ♫ Eric Prydz pres. Pryda - Pjanoo
- ♫ Chicane vs Natasha Bedingfield - Bruised Water
- ♫ Mika - Relax, Take It Easy
- ♫ Demarhe - Sekret feat. Ada Nowak
- ♫ Vanilla Sky - Umbrella
- ♫ Video - Weź nie pierdol
- ♫ Benny Benassi - Hit my heart
- ♫ Hurt - Zaloga G
- ♫ Slade - Far Far Away
- ♫ Roisin Murphy - Movie Star
- ♫ Ranetki - O tebe
- ♫ U2 - Vertigo
- ♫ Patti Smith Group - Because The Night
- ♫ George Thorogood & The Destroyers - Bad To The Bone
- ♫ Supertramp - The Logical Song
- ♫ Stereophonics - Dakota
- ♫ The Killers - Somebody Told Me
- ♫ Hott 22 - I Feel Love
- ♫ Misza Hairulin - Mia Maria
- ♫ Rise Against - Give It All
- ♫ The Kinks - This Time Tomorrow
- ♫ The Bronx - Around the Horn
Wniosek: Za każdym razem gdy idziesz zrobić siku posłuchaj muzyki
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
I'm just a dreamer
Gazing through the window at the world outside
Wondering if mother earth will survive
Hoping that mankind will stop abusing her, sometime
After all theres just the two of us
And here we are still fighting for our lives
Watching all of history repeat itself, time after time
[...]
I watch the sun go down like everyone of us
Im hoping that the dawn will bring a sign
A better place for those who will come after us this time
[...]
Your higher power may be God or jesus christ
It doesnt really matter much to me
Without each others help there aint no hope for us
Im living in a dream, a fantasy
Oh yeah, yeah, yeah
If only we could just find serenity
It would be nice if we could live as one
When will all this anger, hate and bigotry be gone?
♫ Ozzy Osbourne - Dreamer
Mam wrażenie, że wpadam na tę piosenkę przez całe życie.
Pomarzyć dobra rzecz...
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Owsiak to cep
Te koncerty powinny być darmowe– mówi Jurek Owsiak o imprezach organizowanych podczas 17
Jurek Owsiak zaznaczył, że artyści – nawet jeśli dostają gażę za finałowe koncerty – to powinni sami ją wpłacić na konta WOŚP. - To oczywiście jest bardzo prosta droga – apelował. Zaznaczył przy tym, że organizatorzy zawsze pokrywają koszty podróży artystów. - Ale jeśli ktoś bierze stawkę 50 proc.? – Owsiak pytał na antenie TVN24, czy to w porządku.
Po pierwsze nie Jurek tylko Jerzy Owsiak. To osoba publiczna i nie mówimy do prezydenta Olek Kwaśniewski tudzież Lesiu Kaczyński.
Po drugie, za tego typu teksty nie lubię, nie popieram tego cepa Owsiaka. Wykorzystując swoją pozycję i autorytet jaki posiadł dzięki swojej działalności, publicznie próbuje tworzyć czarny PR przeciw osobom biorącym udział w organizowaniu „jego” imprez pt. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Szczególnie wobec tych którzy próbują popsuć jego „interesy” i działać w myśl zasady „jeżeli robisz coś dobrze to czemu robić to za darmo?”. W tym przypadku padło na artystów, którzy upomnieli się o swoje gaże.
Mówienie publicznie o interesach jakie łączą jego tj. Owsiaka z osobami zaangażowanymi w organizację tego wielkiego przedsięwzięcia jakim jest bez precedensu WOŚP jest co najmniej nie na miejscu. Przedstawienie sytuacji w ten sposób, że artyści „śmią” żądać pieniądze za udział w WOŚP i zarabiać na biednych dzieciach jest według mnie naganne. Tego rodzaju opinie mają cechę wypowiedzi negatywnej, jednostronnej o dość dużym zabarwieniu manipulatorskim. Postawiwszy się na miejscu osoby popierającej Owsiaka i oglądającej tego rodzaju wystąpienia na pewno dałbym się uwieść kwitując taką sytuację słowami „banda złodziei chcących zarobić na krzywdzie innych”.
Jednakże pragnę zauważyć, artysta to wolny zawód, który z czegoś musi żyć. Owszem, ktoś zaraz pomyśli, że ma kupę kasy z innych występów. Ale co z tego. Jeżeli zajmuje się zawodowo czymś to jest to jego wyłączny wybór gdzie gra, komu gra i za ile to robi, a to że ma X pieniędzy na koncie nie oznacza od razu, że ma nagle rezygnować ze swoich dochodów na rzecz jakiejś tam fundacji. Podobnie zresztą działo się w przypadku Roberta Kubicy, do którego swojego czasu zwracały się organizacje charytatywne w celu „wyłudzenia” pieniędzy. Gdy ten odmówił nagłośniły sprawę twierdząc, że Kubica jest egoistą i nie chce ich wspomóc. I brawa dla Roberta, który skwitował całą zaistniałą sytuację słowami (będę parafrazował): „Kiedy ja rozpoczynałem karierę i zwracałem się do różnych organizacji w celu pomocy finansowej dla mnie to żadna z nich nie chciała mi takowej udzielić. Wszystko co osiągnąłem dzięki swojej ambicji , zaangażowaniu, umiejętnością i ciężkiej pracy” .
Ten sam schemat wykorzystuje sprawnie Jerzy Owsiak, by potem móc publicznie chełbić się swoimi osiągnięciami w wyniku których chore dzieci otrzymały tak bardzo potrzebny im sprzęt.
W dodatku Owsiak uważa, iż występowanie artystów na WOŚP to „reklama” ich zespołów, piosenek i muzyki. Zapomniał tylko o jednym, że właśnie bez tych zespołów, które rzekomo reklamuje na swoich koncertach finałowych nie było by owych koncertów. Jak to się mówi? Nie należy kąsać ręki która karmi?
Mam nadzieję, że nadejdzie kiedyś taki dzień, w którym czołowe media w Polsce odmówią brania udziału w przedsięwzięciu jakim jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. W którym to Polski rząd poczuje się wreszcie do konstytucyjnego obowiązku finansowania tego rodzaju zakupów, zamiast liczyć na bezczelnie wyłudzane na zasadach poczucia winy przez Owsiaka pieniądze z kieszeni Polaków.
♫ LaFee - Ring Frei
Wniosek: Jurek nie psuj tego, nie bierz kasy, wyluzuj! Koval nie dawaj, olej to... Miej rozum
Btw. Czasami Owsiak przypomina mi o. Tadeusza Rydzyka.
63 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Gwiazdka do nieba - Koncert Patrycji Markowskiej
Wystąpili: Patrycja Markowska, Małgorzata Ostrowska, Gabriel Fleszar oraz Piotr Dymała z zespołem.
P. podsumowała, że Fleszar jest lekko spedalony i to taka „ciota”. Pozytywnie zaskoczyła Patrycja Markowska. Tak jak nie lubię jej słuchać w radio czy telewizji to w koncercie na żywo było to nawet dość przyjemne. A co do ciotki Gulczasa – klasa i legenda. Mocny głos.
Impreza została zorganizowana przez Stowarzyszenie „Ostrowianie Dzieciom Specjalnej Troski” i nosi jak co roku status koncertu charytatywnego. Tegoroczna zbiórka przeznaczona była na zakup sprzętu rehabilitacyjnego dla dziecięcego szpitala.
BTW. Musieliśmy się nieźle po przepychać łokciami by znaleźć dobre miejsce na zdjęcia.
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
O listach przebojów i ...
... i durnych ludziach. Oddał to co mnie było trudno przekazać w formie pisemnej (może trzeba zacząć ćpać tak jak on?) na temat jednorazowej prostytucji.
Do rzeczy:
Dzwonią tam ci sami ludzie, którzy biorą udział w teleturniejach dla bezrobotnych, licząc, że wygrają 500 złotych. Tak powstaje rynek badziewia. Jak można się dać złapać na to, że jak się dodzwonisz na wolną linię i podasz hasło "biedronka", to wygrasz psie pieniądze? To, co jest na pierwszym miejscu w Radiu ZET, jest fajne. Koniunktura się kręci. Częścią tego błędnego koła są też imprezy w rodzaju Eska Music Awards, gdzie przychodzi cały Płock, bo jest tanie piwo i wejście za darmo. Ludzie oglądają to w telewizji i nie wiedzą, że to była darmówa, a w mieścinie nudno i myślą: och, jakie tam musiały kapele grać, że tyle narodu przyszło. Paranoja. Mnie też to nie omija. Byłem zapraszany już dwa razy do "Tańca z gwiazdami" i do "Gwiazdy tańczą na lodzie". Odmówiłem. Nie rozumiem, jak można łykać wszystko, co rzucą. Taki przykład: poszedłem kiedyś na imprezę TVN Turbo. Generalnie nie chadzam na bankiety, ale pomyślałem: chuj, macierzysta stacja, szef prosił, no pójdę. Idę z narzeczoną po czerwonym dywanie, a reporterzy napierdalają fleszami. Kojarzę ich mordy – "Super Express", "Fakt", najgorsze gnidy. Macham ręką, że "nie, dziękuję". Kilka chwil potem wchodzi Adam Fidusiewicz i, kurwa, staje na rękach, żeby jakikolwiek paparazzi do niego podszedł. Wstyd. Z jednej strony żałosne elitki, z drugiej "Klan" i Radio Maryja, które chcą naród nakierunkować.Tede
2 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Koval victa victorem vicit
Najnowsze inspiracje: Kot P* i Heeee... Hey...
Mam czyściutkie sumienie
I bilet pewny do nieba bram.
I deeejta spokój...
♫ Hey - Zazdrość
♫ Hey - 4 pory
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Rednex Dancers
Bacardi to fajny trunek... z Colą. Nogi same rwą się do tańca.
♫ Rednex - Cotton Eyed Joe
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
...bym mógł się przekonać, czy wewnętrzne piękno dorównuje zewnętrznemu...
Muzyka ma taką genialną właściwość, że świetnie kotwiczy pewne wydarzenia naszego życia. Szczególnie te dobre.
Odpalając niektóre kawałki, fragmenty piosenek przypominamy sobie chwile, które kiedyś dawno temu miały miejsce. Które zaparły nasz dech w piersiach. Piosenki takie mają magiczną moc, bo wiążą się z przyjemnymi chwilami. Dodają optymizmu, a co za tym idzie energii do życia.
Docierając do nich. Wygrzebując z dalekich pokładów szarej materii. Ba, słuchając ich napawam się pewną euforią dotyczącą nie wiem czego. Włączam, gdy nadchodzi wiosna, gdy kończy się, a zaczyna „coś” nowego. I nie sposób ich zapomnieć. Zawsze idealnie wpasowują się w letnią, wiosenną pogodę zakraszaną zapachem kasztanowca.
"Night in Roxbury" – tak brzmi tytuł jakże kultowego filmu z fantastyczną ścieżką dźwiękową. Wywiera ona na mnie niesamowite wrażenie i bezapelacyjnie mogę zaliczyć wszystkie kawałki do miana tych „kotwiczących”.
Haddaway – What is Love, No Mercy – Where do You Go, Rob Rob’s Club – Make the Money, Ace of Base – It’s Beatiful Life, Amber – This is Your Night, La Bouche – By my Lover i inne.
Kawałki te przypominają o czasach, kiedy wiele rzeczy sprawiało radość, a świat wydawał się prostszy. Aktualnie już tak nie jest. Człowiek widzi więcej, czuje więcej i przeżywa więcej. W życiu żyje szybciej zadając sobie odwieczne pytanie o to, co pozwala odróżnić szum od dźwięku, przebranie od ubrania, sprawy ważne od błahych, trwałe od ulotnych. A gdy już myślimy, że udało nam się na któreś z tych pytań odpowiedzieć musimy się zatrzymać i uzmysłowić sobie jedną rzecz – że ktoś z nas zadrwił. Cały cyrk okazuje się bezsensownym i paraliżującym bełkotem. Wszystko, co widzieliśmy i doświadczyliśmy, co miało coś znaczyć – nie znaczy już nic. Pochłonięci przez próżnie – znaczeniową, emocjonalną czy też zmysłową stoimy na balkonie tak jak ja teraz, patrzymy w dal, na poruszających się ludzi, w tle leci soundtrack „Night in Roxbury”, a ja myśląc „What the fuck? O co chodzi w tym wszystkim?” wypijam kolejną szklankę wody mineralnej. Zegar wybija kolejną sekundę, minutę, godzinę. Jest 20. Czas wrócić do parszywej rzeczywistości.
STOP, reset. Już jestem
2 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Who Cares, Fuck It All
A czym ja się kurw... przejmuję. Niech w głowie leci:
Weź nie pierdol.
Weź nie pierdol bejbe.
♫ Video - Weź nie pierdol
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Jeszcze większy kop optymizmu
One day, we'll be together
We'll never be apart,
One heart, one mind yeah
[...]
Remember this old world is yours and mine
♫ Bob Sinclar And Steve Edwards - Together
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Co laczy mnie i 2Paca...
2paca zastrzelili w Las Vegas przy ulicy Koval.
A rak przy okazji: Ponad dekadę po śmierci 2Pac nadal jest najlepiej sprzedającym plyty raperem wszech czasów. Od tamtych wydarzen sprzedal 75milionow plyt przez co trafil do ksiegi rekordow Guinessa, jako najpopularniejszy raper.
3 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Oida ouden eidos
Lece ponad chmurami wolny od przeznaczenia. Jestem absolutnie pewien tego, że nic nie wiem.
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Koncert Akurat. Blue Note. 2 marzec 08r
Dwoje ludzi kiedyś bliskich, to co dawno było rajem. Teraz nazywają piekłem, obwiniając sie nawcajem. [...] Dziś osobno bo 2 ludzi chciało dobrać się do władzy. [...] Tylko najwięksi potrafią wyrzec się zemsty!
|
|
|
|
|
|
Było ostro, depcząco i mega sympatycznie. Komentarz chyba zbędny.
2 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Fight
Za słowami Magika z Paktofoniki, 4 polskiego wieszcza. Człowieka który napisał piosenkę, która zmieniła bezapelacyjnie kiedyś moją percepcję postrzegania świata "Jestem bogiem":
Nie poddawajcie się.
Walczcie!
3 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Tejk it izi
Traumatyczne przeżycia zaowocowały tym niszczącym psychikę przemyśleniem, iż:
My life is brilliant, your life is joke!
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Szoł biznes po polsku
Opole. Gra Budka Suflera. Transmisja w TVP. Przed telewizorem, siedząc w restauracji Michał Wiśniewski mówi do swojej ówczesnej żony następujące słowa:
Zobacz na publiczność!
Zobacz, kto śpiewa…
Statyści się bawią kochanie…
To jeden z fajniejszych fragmentów filmu dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego pt „Nakręceni, czyli szołbiznes po polsku”. Przykre to wszystko, bo w Polsce mamy 39 milionów mieszańców. Z tego większa część ulega wpływom mediów.
Poszukałem informacji o oglądalności imprez, które pojawiły się w produkcji Latkowskiego. Wyniki mnie przeraziły.
- Opole ponad 5 000 000
- Superjedynki 4 553 659
- Top 2 579 307
- Debiuty 2 406 614
- Trendy 1 936 308
- Niebo z moich stron 5 112 160
- Cyganeria Jacka Cygana 2 525 848
- Kabaretron 2 193 913
Festiwal w Opolu wpadł w pułapkę wyścigu oglądalności. Odkąd przestał kreować cokolwiek, a zaczął wyłącznie schlebiać gustom. Dawniej to były imprezy, dzięki którym ludzie dowiadywali się o Czesławie Niemenie, Ewie Demarczyk. Festiwal pełnił rolę kreatywną, a dziś sprowadza się do tego, czym zajmują się komercyjne rozgłośnie radiowe. I nie jest to żaden wyjątek. Większym problemem jest to, w jaki sposób wybiera się zespoły, artystów którzy wygrywają te festiwale. Manipuluje się wynikami, recenzje pisze się już przed rozpoczęciem imprezy, stawia się statystów na widowni, płaci za powerplay w komercyjnych radiostacjach. Jednym słowem manipuluje się gustami słuchaczy, tudzież widzów. Ludzie z branży dobrze o tym wiedza. Temat poruszany wpada jak kamień w studnie. Co gorsze wpada w muł.
Pytanie jakie należy sobie zadać w takiej sytuacji to takie czy rynek mediów jest tak naprawdę wolny? Czy nie bez kozery TVN nazywa się stacją opozycyjną (bo bardziej opłacalne jest wspieranie opozycji niż partii rządzącej). Czy takie stacje pokroju RMF FM świadomie promują pewne powerplay’e na swojej antenie? Czy wręczanie statuetek takich jak Fryderyki, Superjedynki w polskiej (światowej) rzeczywistości mają jakikolwiek sens? Upewniłem się. To robienie z ludzi wała…
♫ Flexxip - Szukam tego $
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Rock'n'Roll żyje
Kurcze no. Rock’n’rolla prawdziwego już nie ma. Tylko ten, który powstał dawno temu. Był wyrazem buntu ludzi młodych przeciwko dorosłym. Tym, którzy wynaleźli bombę atomową, tym, co nie rozumieli potrzeb młodych osób i tym, którzy wysyłali żołnierzy na front. Młodzi zaczęli wierzyć w potęgę beatu, zrozumieli, o co w nim chodzi.
To muzyka, którą czujesz całym sobą, muzyka, której nie trzeba się uczyć. Fantastyczna. Do dziś słysząc na imprezie rytmy elvisowskie wiara biegnie tłumem na parkiet. Kojarzy się z czasami beztroski. Czasy się zmieniły. Pozostał Rock’n’Roll i tylko na parkiecie można znów poczuć się jak w za tamtych czasów, gdyż owy beat niesie maksymalny przekaz emocjonalny tamtych lat. Nic nie trzeba mówić. Tylko tańczyć i szaleć.
W latach 50 zapomniano o „bit Bendach”, o Jazzie. Uważano, że to muzyka dla jajogłowych i studentów. R’n’R był muzyką czarną, prawdziwą. Poruszał całym ciałem. I tak jest do dziś.
Aktualnie jesteś bogiem, gdy zatańczysz Break Dance lub Krup’a. Wtedy było trzeba umieć grać Rock’n’Rolla. Wtedy mogłeś powiedzieć, że jesteś cool.
Wiążą się z nim również emocje. Las emocji. Była to muzyka dla młodych, którzy musieli się wyszaleć. Często emocje sięgały zenitu. Stąd ukute i znane do dziś powiedzenie Sex, Drugs and Rock’n’Roll. Emocje nie górowały nie tylko na parkiecie – także na salach kinowych. Podczas emisji „Rock’n’Roll around The Clock” w ciągu pierwszych kwadransów seansu z sal wyprowadzano dziesiątki ludzi, którzy skakali po krzesłach kinowych, zakłócali ciszę i niszczyli sale. W kilku miastach zakazano wyświetlania tego filmu.
Wiele osób opowiada do dziś, że zbierali się w piwnicy. Zamykali drzwi na klucz i słuchali płyt winylowych tak jakby była to zakazana muzyka. Przypominało to wtedy łamanie prawa. Mój ojciec do dziś potrafi wymienić czołowe tytuły piosenek. Pamięta, bo wtedy słuchało się tego tak często jak Nelly Furtado i Rihanny aktualnie. Z taką różnicą, że wtedy dorośli uważali, iż Rock’n’Roll to małpowanie i muzyka dla osób ze złych domów.
A co do wykonawców – legendami do dziś są Chuck Berry, Elvis Presley, Little Richard, Jerry Lee Lewis, Buddy Holly, The Beatles, The Rolling Stones, The Kinks, The Dave Clark Five, czy The Animals.
I na koniec cytat Andrzeja Walickiego:
Ten śmieszny, zwariowany świat fruwających marynarek, wpadających w ucho melodii i naiwnych (choć nie zawsze) tekstów, nie przeminął bez echa. Utrwalił się na tyle w świadomości pokolenia „szalonych lat sześćdziesiątych”, że i dzisiaj wywołuje emocje.
♫
Chuck Berry - You never can tell
♫
Rolling Stones - Start Me Up
Więc Rock & Roll!
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Niezdecydowany
Każdy przychodzi na świat z własnym planem. Jeden z tym żeby umilić innym, drugi - uprzykrzyć życie, jeszcze inne by osiągnąć jakiś bliżej nieokreślony, znany tylko jemu cel.
Chciałem zrealizować jeden i opublikować ciąg dalszy mojej strategii życia. Spisywanej nieprzerwanie od jakiegoś czasu. Po przygotowaniu materiałów stwierdziłem, że jednak to jeszcze nie czas. Mam wrażenie, że nie spisałem jeszcze wszystkiego.
W ramach rehabilitacji postanowiłem pojechać po całości - iść na całość jak w programie "Haizera", który kilka lat później uczył młode mamy do czego można używać miski od prania. Otóż odpaliłem dyskografie 16 albumów Lady Pank z zamiarem ich przesłuchania (tak we wczoraj wieczór).
Dotarłem tylko do 5. Zacząłem od tego, że są ludzie to nie żart z mniejszym ilorazem inteligencji niż zero. A potem okazało się że wszystkie moje dziewczyny mogły nie być na dnie, pomalutku żyć życząc sobie co rok wesołych świąt. Wtedy to zorientowałem się, że ktoś zacisnął mi palce na gardle. To miliony łap w rezerwacie dzikich zwierząt. Gdzie nie spojrzałem widziałem dookoła dżunglę. To przez to że zakręciło się w głowie od wydarzeń i bab. Chyba za du du dużo nas a idol, którego wielbią tłumy jest jeden, dlatego każdy próbuje zbudować zamki na piasku w swoim szarym monotonnym świecie. To takie lekkie vademecum skauta, o tym jak zachowywać się w życiu, by wygrać więcej gdy umysł myśli mniej.
Chwile później po 9 buntach i jednym love songu wspiąłem się na własne Kilimandżaro gdzie widziałem młode orły tylko po to, aby tuż potem wylądować na karnawale w Rio i w drodze powrotnej z ameryki uratować Titanica od zapomnienia, by grała ciągle w nim, na dnie muzyka.
W tym momencie za oknem zaczyna padać deszcz, a u na moim sidi wskakuje "Mała Wojna" z której dowiedziałem się, iż jestem obcy, na co komu dziś wczorajszy dzień i jak żyć biegnącą chwilą. 10 sekund potem miałem już ochotę zatopić smutki w butelce wódki, jednak w następnym wersie zostałem wyprowadzony z błędu, że nie warto spijać drugi raz tego samego piwa, gdy czuć, że uleciał gaz.
A, że wszystko się może zdarzyć zalałem kufel zimną Nałęczowianką i zasadziłem marchewkowe pole. Porywała mnie jego moc i nie zatrzymując się wcale, choćby walił się świat nadal czułem się doskonale. Próbując przebić mur doświadczyłem wolności głosu i tak pomyślałem sobie czy to wszystko ma sens. Wyłączyłem tych dinozaurów polskiej muzyki rozrywkowej i tak na szybko zadzwoniłem do Liska. Padł pomysł bilardu i może to mi pozwoli przestać myśleć o myślach które ciągle powodują inne myśli. To straszne, gdy próbując przestać myśleć ciągle myślisz o tej jednej myśli. To wraca jak bumerang. Zawsze byłem przekonany, że mój mózg potrafi więcej niż alkohol, papierosy czy też narkotyki. Jednak tak samo jak kretyn nie potrafi zrozumieć tego iż jest głupi, mój umysł nie potrafi nastawić się na jakieś inne fale. No ale tak to już jest, że będąc z wieloma kobietami tak naprawdę nie znamy ani jednej i to jest chyba największy mój błąd, że tak szybko rezygnuje twierdząc że szkoda czasu (że czas w moim wykonaniu jest zbyt cenny). Dziś na TVN Style usłyszałem coś bardzo ciekawego:
Kiedy poznawali kobiety - ja się bawiłem.
Kiedy spotykali się z kobietami - ja się bawiłem.
Kiedy się z nimi żenili - ja się bawiłem.
Kiedy się z nimi rozwodzą - ja się ożenię!
Powiedział to Żebrowski, również było tak i w moim przypadku. Różnica między nim a mną nie jest taka, że moi znajomi się nie żenią, bo to nie prawda. Wręcz przeciwnie. Polega na czymś innym - jestem o co najmniej 10 lat młodszy…
Btw. Bilard - nie stójcie tyłem do kobiety (Aldony) gdy chcecie uderzyć w bile. Nie uda wam się to gdy poczujecie wzrok na własnym tyłku…
14 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Czas wydać se piniendze
Przychodzi taki kobiecy dzień w życiu każdego faceta, w którym wstajesz, otwierasz drzwi od szafy (szafki) i mówisz:
Kurwa nie mam, w co się ubrać!
Dzień ten kończy się zwykle albo fajnie albo chujowo (coś w rodzaju - to jest czarne lub białe). Kijowo to znaczy, że siedzisz w domu z opuszczoną głową, patrzysz na swoje genitalia i myślisz głośno narzekając "znów nie mam kasy" lub "nie ma nic ciekawego w sklepach".
Z drugiej strony może się skończyć tak jak mój, czyli fajnie. Bierzesz kumpla (Skałę) i wymiatasz na pokupki. Odwiedzasz "setki" ulubionych sklepów i kupujesz. Dziś zakończyłem z polówką, kochanymi butami Puma Ferrari (seria 2007), które obowiązkowo, co sezon kupuje i jeansami, za które z kolei dostałem opierdol od kochanej mamusi, bo miałem niby kupić sobie normalne (ale wiecie, dziś matka nie w humorze, chętnie by zagłosowała na LPR). Zresztą ludziska ja mam 21 lat za niedługo i nie wyobrażam sobie żeby mamusia mówiła mi jak Kaczyńskiemu "synku ta koszula jest ładniejsza" wiec olewam ten aspekt cywilizacji zmanipulowanej kościołem, konserwatywną modą. Wolę społeczeństwo elit i salonów, typowo centro liberalne PO.
Swoją przygodę zakończyłem w Aparcie na dziale z zegarkami. Już nawet sobie jeden upatrzyłem. Może i niedługo w moje tłuste łapska wpadnie inwestycja na 1/2 życia, czyli zegarek naręczny, ze srebrną bransoletą (wiesz… taki ze wskazówkami, bynajmniej nie słoneczny).
Wniosek: Warto, nawet Rumunom się podobało.
A że dizś koncert Stones'ów więc na tak na bardziej happy ♫ The Rolling Stones - Miss You (Dr Dre RMX) .
9 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Pod parasolką
Pod moja parasolka olka olka olka… o o o
Pod moja parasolka olka olka olka… o o o
Paryskim klimatem:
♫ Rihanna - Umbrella
5 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Dodaj komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
2 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Radio kaszebe live
Dla tych którzy chcą czegoś posłuchać po kaszebsku zapraszam do obglądnięcia radiostacji Radio Kaszebe
3 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Pierwszy dzień reszty twojego życia
I jeżeli ktoś mi mówi, że nie rozumie techno i trance, że nie rozumie tego jak możemy tak tańczyć to ja mówię, że nie rozumiem tego jak można robić kocioł pod sceną, popychać się i skakać jak człowiek ze schizofrenią. Nie rozumiem też jak można położyć się w ciuchach na błocie i słuchać z zaciekawieniem koncertu...
Już teraz wiem, wszystko trwa, dopóki tego chcesz... Tak śpiewał (gówno widać na filmie ale coś słychac) wczoraj Myslovitz – utożsamiam się z tą piosenką od zawsze, czyli od momentu, kiedy po raz pierwszy ją usłyszałem kilka lat rok temu.
To właśnie wczoraj w nocy uświadomiłem sobie, że w życiu istnieją 4 pytania o najważniejsze wartości:
- Co jest święte?
- Z czego jest stworzona dusza?
- Po co warto żyć?
- Za co warto umierać?
Odpowiedz może być tylko jedna. Ja ją już znam…
|
|
|
Tobie może kiedyś powiem. Jak zasłużysz. A może wystarczy tylko ze mną porozmawiać. Tak jak zrobił to wczoraj Dyduch i inni. Podobno mam gadane. Nie chce mi się wierzyć, myślę, że raczej mam dużo do powiedzenia.
Wracając do tematu: Pacjent Koval cierpi na romantyczność, dolegliwość kompletnie nie uleczalną, a co gorsza bardzo zaraźliwą.
Wczoraj to dostrzegłem, poczułem i zobrazowałem…
♫ La Oreja De Van Gogh - Puede Ser (Con El Canto Del Loco)
14 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Kontemplacja przy urokach skrzypiec "pogrzebowych" i archiwum GG
Skrzypce w rytm pogrzebowy włączone.
Czas kontemplacji zacząć…
[minęło 5 min]
Pierwsza myśl, która nasuwa się mi w głowie to taka (a raczej pytanie w postaci myśli):
Co by się stało gdybym udostępnił publicznie archiwum z GG?
Haaa. Nie jedna tajemnica ujrzałaby światło dzienne. Archiwum moje liczy 14mb. Pierwszy wpis datowany jest na 19 lutego 2006 (A więc więcej niż na rok wstecz). Posiadałem archiwum starsze, ale niestety nie udało go się uratować w całości po awarii dysku, no, ale jak wcześniej wspomniałem te informacje zapewne rozwiazałyby nie jedną, nie dwie zagadki trapiące ludzkość.
Btw. Jak przeglądam te rozmowy co kiedyś prowadziłem to się załamać, pociąć, poćwiartować idzie… Momentami to nawet zalatuje pseudo mądrością w stylu „DR. Koval Dobra Rada radzi…”
Wniosek: Tak tak... To trudny okres w moim życiu. Zwiastują to zielone liście, ćwierkające nad ranem ptaszki i ... nadchodzące Juwenalia.
15 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Oto jest dzień który dał nam Pan
Ku chwale nowego wodza w naszym rządzie stworzyłem film na cześć wicepremiera.
Wniosek: Weselmy się i radujmy się tym.
14 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Kicz muzyczny - ciąg dalszy historii kiczu
Postanowiłem rozejrzeć się trochę w temacie i stworzyłem ranking kiczu muzycznego wszechczasów. Spotkałem się z głosem ludu, jeden z nich wyróżnił tak zwany kicz ukryty, który to jest o małej wartości artystycznej, wręcz bez wartości grupy "muzyczne" heavy-metalowe, hiphopowe i np. A.M.Jopek...
Kicz ukryty, dlatego iż, pretendentuje do subkultur i muzyki podziemnej a w rzeczywistości jest to zwykła szmira i kicz (trudne do zdefiniowania).
Do kiczu należałoby również zaliczyć Disco Polo, aczkolwiek według mnie jest to trochę inny gatunek kiczu, gdyż discopolowy nie wypierają się swojego pochodzenia, tego, z jakich kręgów wywodzi się ich muzyka i co chcą przez nią osiągnąć. To swoista kultura podmiejska, ma swój urok, poetykę.
Oto spis (rankingiem tego bym nie uznał, niech każdy oceni według własnych odczuć, ja podaje tylko przykłady w kolejności przypadkowej):
- Baccara i ich kawałek Yes sir I can boogie. Nieodłączny hit dyskotek typu Dance, tudzież osiemnastek, wesel itp.
- Abba - szwedzki zespół muzyczny działający w latach 1972-1982, którego szczyt popularności przypada na lata siedemdziesiąte. Ubrani w kimona lub dzwony, zachwycał się nimi niemal cały ówczesny świat. W Polsce do dziś przez niektórych uznawany za kultowy zespół. Mnie kojarzą się z kiczem i tandetnym ubiorem. Ich następcy zwali się później A-teens
- Madonna – królowa Popu, jej pierwsze kawałki do dziś emanują dużym kiczem i tandetą. Ówczesny jej wokal w piosenkach I like virgin oraz Papa don’t preach do dziś wzbudza zainteresowanie.
- Papa Dance – jedna z pierwszych polskich grup śpiewających w stylu New Romantic. Min z nich naśmiewał się Kasa na jednej ze swoich płyt zatytułowanej nEUROmantic
- Kombi – łyse palanty śpiewające o niewiadomo, czym.
- Ziggi Stardust, czyli kobiece wcielenie Bowiego
- Prince - Zaliczany jest do największych ekscentryków rockowych. Kontrowersyjnym ubiorem i (ob)scenicznym zachowaniem wykreował wizerunek, który nadawał ton kulturze pop końca XX wieku. Później zmienił swój pseudonim po zerwaniu niekorzystnego kontraktu. Wyrazem protestu Prince'a wobec polityki wyzysku prowadzonej przez wielkie wytwórnie płytowe były także okładki jego płyt, na których fotografował się w łańcuchach lub z napisem slave (niewolnik) na policzku.
- Twins – Polski zespół Dance, który wylansował kiczowaty kawałek, Avaria, który promuje tekst, który można było usłyszeć swojego czasu, u co 3 dziewczyny na ulicy. W piosence właściwie występuje tylko 1 słowo – AVARIA
- Modern Talking – Ich Cheri Cheri Lady itp. Są przykładem mężczyzn bez jaj, śpiewających kurzym głosem
- Boney M – kawałki typu Rasputin podrywają do tańca nie jednego 40 i 50 latka. Obowiązkowy numer na dancingu, osiemnastce czy weselu. Typowy przykład ponadczasowego kiczu
- Helena Vondrackowa wygląda jak polska Violetta Villas
- Violetta Villas – przykład Barbie o włosach do pasa. Niedawno została zamknięta w psychiatryku. Teraz czas na jej muzykę.
- Karel Gott, czyli "Złoty głos z Pragi", "Sinatra wschodu", "Czeski Tom Jones", "Złoty Słowik", "Słowik wschodniej Europy", "Piosenkarz stulecia" czy "Posłaniec dobrych wieści" – jego ksywki mówią same za siebie
- Vengaboys – czyli Boom Boom Boom … i boom – wszyscy się śmieją
- Maryla Rodowicz i niemieckie wersje jej hitów
- Beatles a dokładnie jeden z ich kawałków okrzykniętych mianem najgorszej piosenki stulecia – Ob la di, ob la da
- Cradle Of Filth – kolejne metalowe gówno, jak to z Eurowizji (symbolu wielonarodowego kiczu)
- Dimmu Borgir – patrz wyżej
- Boy George – to koleś czy babeczka?
|
|
|
|
|
Przykłady można by mnożyć. Mam nadzieje ze wielu ludzi zastanowi się, czego słucha. Nie ukrywam tego, że wielu udało mi się kiedyś posłuchać, ale często miało to charakter żartobliwy humorystyczny. Zresztą każdy był, na domówce tudzież klubie dance gdzie doskonale się bawił przy tego typu hitach. Najbardziej jest niebezpieczny według mnie taki kicz muzyczny, który wpływa negatywnie na ludzi, kiedy to artysta przestaje być indywidualistą, a ludzie słuchający jego muzyki zaczynają się do niego upodabniać.
21 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
20 pytań do Kovala
Rodzina? 120km na południe od Poznania.
Życiowy sukces? Brak porażek.
Moja duma? Wiedza i łeb na karku.
Plany na przyszłość? Koniec studiów, praca i równoległe rozwijanie jednego z 1000 pomysłów na życie.
Życiowe credo? To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące
Wzór i autorytet? Henry Ford, Adam Smith
Ideał kobiety? Inteligentna, ponętna kruczoczarno-włosa lwica [Asia mnie zabije]
Sympatie polityczne? Donal Tusk [PO]
Antypatie polityczne? Jan Olszewski
Najwybitniejszy polityk ostatniego wieku? Lech Wałęsa
Największe marzenie? Wyspy Bora Bora na Polinezji [spełnij mi je proszę!]
Ulubiony reżyser (film, sztuka)? Quentin Tarantino
Ulubiony aktor(-ka), piosenkarz(-arka)? Anna Przybylska, ostatnio Agata Polic
Ulubiony kompozytor lub malarz? Andy Warhol
Sposób spędzania wolnego czasu? Rozmyślanie, Intern@t
Hobby? Blogging (o ile to można nazwać hobby)
Uprawiany sport? Piłka siatkowa (ostatnio rzadko)
Upodobania kulinarne? Pizza, kebab, gyros. Wszystko co ostre i piekące.
Środek transportu? Tramwaj, Cichorek [:P]
Kim chciałbym być, gdybym nie był, kim jestem? Człowiekiem bez problemów
♫ Chab feat Jd Davis - Closer To Me (Satoshi Tomie Rmx)
15 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Stasio
A brudna kuchnia kojarzy mi się z niemytą cipa
A debiuty w Opolu z tą samą startą piką
A Elżbieta dwa ma ze złota stopy
A żaby nic nie kumają no, co ty
A jak pada deszcz to niebiescy są kiepscy
A w słońce wychodzą grillowce
A dziewczyny nie do wzięcia są z mojego rocznika
A Na mat fizie jest trudna matematyka fizyka
A kto wrzuca kwasa wierzy ze mu prosto będzie
A za komuny stało się po wszystko w kolejce
A cztery jaja wokół jednej dupy to więzienne love story
A wypoczynek to tucholskie bory
A Wole być starą dupą niż młodym dupkiem
A dresiarze startują z opon piskiem
A facet nigdy takiego tyłka nie będzie miał
A ten, co za młodu się bał ten do końca będzie się bał
A większość kobiet po jednej nocy ma w głowie trójkę w dzieci
A Amerykanie w depresji mówią fajnie leci
A w wyrazie nie prawda jest więcej prawdy
A w wyrazie nie ma porówno do prawdy
A Aphex Twin [?] to współczesny Mozart
A Andy Warhol ściemnił wszystkich ze to popart
A ryby to fakt głosu nie maja
A dorośli z zazdrości to dzieci pod to podpinają
A ostatnio w Polsce wszystko oprócz moczu to gówno
A ja i tak tu zostanę świadom ze jestem rżnięty równo
A Mick Jagger siedzi z musu raz w tygodniu u laryngologa
A ja nie musze, nie przewiduje tego moja umowa
A Żydzi bez kompleksów mają strzeżone puloki
A komu łatwo przyszło ten nie raz dotykał koki
A Kennediego to zabiłem właśnie ja
A zresztą moi mili, co za różnica
A najlepsze prezerwatywy są o smaku chuja
A kobieta przy pierwszym dziecku rodzi na czuja
A Chemical Brothers już od dziesięciu lat nie jedzą ekstazek
A nie jeden z nas chciałby mieć własny dom
A każdy socjolog powinien mieć praktykę w nocnym
A kto w kościele rzuca drobne na biednych niech nie czuje się pomocnym
A najlepsi poeci są ponoć z miasta Myslowitz
A w pierwszym roku życia uczysz się chodzić
A każdy mężczyzna seksi najznakomiciej
A Kołakowski to polski myśliciel
A z kuzynką to i tamto to ponoć nie grzech
A Pavarotti mimo diety je za trzech
A jajecznica własnej roboty jest najlepsza
A dziewica chce usłyszeć ze jest z tobą bezpieczna
A do końca tego tekstu dwóch zdań mi brakuje
A jak brakuje to kombinuje
♫ Stastio - Cz. 4
Wniosek: Nic dodać nic ująć.
Kazik Staszewski namber 2
Pozwolę sobie zacytować: Stasio korzystając z wolności słowa naruszył prawa tolerancji, fałszywej chciałoby się podszepnąć. Muzyka jego autorstwa chwilami przywodzi na myśl skojarzenie, że autor ze szczególnością upodobał sobie pastisz jako formę artystycznej ekspresji. Faktycznie rzecz biorąc, na obydwu jego płytach Rozbujnik oraz Nie pożyczaj obecny jest eklektyzm od reggae po ambient, industrial chwilami przechodzący w noisowe brzmienia, jednak nurtem dominującym jest hip hop. Nie bez kozery, Stasio to artysta przekorny, niedefiniowalny muzycznie. Odczytuję tego twórcę jako pierwszego narodowego prześmiewcę hip hopu - cynika nie jednego sezonu, lecz kontynuowanej drogi, która określa Stasia jako prześmiewcę konwencji w ogóle.
Zjawiskowość Stasia polega na jakiejś obietnicy. Jest ona, podobnie jak sam artysta nadzieją na normalność w stuce i normalność jej odbiorców, a z tym ostatnim jest już fatalnie. Zaś sam Stasio pozostaje zawieszony w jakimś artystycznym niebycie, bo niby Stasio jest - dla wtajemniczonych i nie istnieje, na dobrą sprawę nigdzie.
Dla mnie ktoś fenomentalny. Warto posłuchać bo najpierw człowiek się bulwersuje, nastepnie słucha dalej w przekonaniu poparcia.
5 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Wypijmy za błędy
Jak to śpiewał Rysio Rynkowski:
Wypijmy za błędy, za błędy na górze
Bo jak wiadomo debile na dole i co gorsza na górze...
I jak tu żyć... Nadal wierzę w...
♫ Ryszard Rynkowski - Wypijmy za błędy
Wniosek: Nadszedł czas na otwarcie browarka.
Pytanie egzystencjonalne: Czy zbudzimy kiedyś się a w koło będzie raj?
14 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Dla wszystkich samotnych
Tę piosenkę dedykuję wszystkim samotnym w Dniu Walentynek...
♫ Nazareth - Love Hurts
Love hurts, love scares
love wounds and mares any heart
Not tough nor strong enough to take a lot of pain
Take a lot of pain
love is like a cloud
holds a lot of rain.
Love hurts, love hurts
I'm young I know but even so
I know a thing or two I've learned from you
I've really learned a lot
really learned a lot.
Love is like a stove
burns you when it's hot.
Love hurts, love hurts
some fools rave of happiness
Blissfulness, togetherness
some fools fool themselves
I guess
But they're not fooling me I know it isn't true
No!
it isn't ture. Love is just a lie made to make you blue.
Love hurts, love hurts.
Love hurts, love scares
love wounds and mares any heart
Wniosek: Jestem okropny
Komentarze wyłączone
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Dostałem dziwnej vełny
I tego samego dnia Koval stał pośród Królestwa Mroku
Inni porzygali się i śpią
Idealiści umierają, a reszta ma w dupie żywych
Wielka miłość szaleje mimo to
Po prostu bycia sens i życia smak...
... Po prostu Koval COMA 6
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
I'm still in a dream
Sen - stan czynnościowy ośrodkowego układu nerwowego, cyklicznie pojawiający się i przemijający w rytmie dobowym, podczas którego następuje zniesienie świadomości i bezruch.
LoL! Dziś pobiłem swoisty rekord. Chyba z rok temu tak wcześnie wstałem.
5:00 – to jak na mnie, w ostatnim czasie niezły wynik. Szczególnie, że nie lubię wstawać, gdy jest jeszcze ciemno. Najlepsze jest również to, że kiedyś potrafiłem iść spać o godzinie 2 w nocy, przespać 4 godziny i po tym czasie normalnie wstać, iść do szkoły, załatwić wszystko na mieście. Siły starczyło mi na bardzo wiele. Dziś trudno jest mi wyobrazić sobie to, że wstaję o 5 rano i jadę na dworzec PKS, "tylko" po to aby być o 9 w Poznaniu.
Trzeba mieć również na uwadze to, że, od kiedy zaczęło się studiowanie niezbyt spieszy mi się do tak zwanego wstawania porannego. W ostatnim czasie wstawałbym, po 10, ale jest zawsze to ale. Niestety w tym sezonie śpiochów plany pokrzyżował mi język angielsk, który odbywał się trzy razy w tygodniui na godzinę 8. Może w przyszłym to się zmieni(albo w ogóle go nie będę miał, bo zdam poprawkę). W związku z tym, że mieszkam 4 minuty od uczelni zastosowałem nową metodę „wstawania na angielski”. Otóż po prostu ustawiałem sobie budzik na godzinę 7:40. W tym czasie miałem 20 min na względne obudzenie się, ogarnięcie, ubranie, ogolenie i dojście. Mniej więcej byłem tak średnio za 5 ósma. Fakt, że taki system owocował tym, że profesorka ciągle narzekała, że ziewam i ją zarażam, ale mi to pasowało. Pół godziny snu więcej dla studenta to cała wieczność. Szczególnie po środzie – bardzo wyczerpującym imprezowym dniu.
Jak to pisał kiedyś Stanisław Lec:
Żeby śmierć można było na raty odespać!
To bym tak zrobił. Czyż sen nie jest piękny? Piękniejszy… piękniejsiejszy
BTW. Dziś w autobusie przypomniałem sobie o nijakiej Alicji Janosz. A dokładnie o jednym z jej fajniejszych kawałków:
♫ Alicja Janosz - I'm Still Alive
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Może urodzę sobie małego Kovala… Z listu od fanki
W dzisiejszym odcinku pragnę zacytować e-mail jaki dostałem od jednej z "fanek" mojego Jogga. Jeden akapit wyciąłem, gdyż były to osobiste wyznania i zapewne ten "ktoś" nie chciałby ich tutaj przeczytać. W liście troche krytyki, troche pochwał, plusów i minusów. Czyli jak zwykle co nie co jak to mawiał Kubuś Puchatek znajdzie się dla każdego - dla krytyków i populistów. Zapraszam do poczytania...
(już tak ostatnio mam, że rzucam ziomkami ze szczerej miłości do rytmu hip hopu i czarnej muzy)
Miałam do Ciebie wysłać eske. Miało być krótko i węzłowato, ale pech – trafiłeś na osobę, która ma czasami słowotoki i jest mi już obojętne czy przeczytasz moje wypociny. Ja spełniam swój wewnętrzny obowiązek przedstawienia własnego zdania.
Jak już mówiłam: oddałam głos na Twoją stronkę, nie czytając nic a nic. Nawet tego owsiakowego tekstu, który mi podrzuciłeś jako pierwszy.
No i popatrz już się nie zgadzamy. Za Owsiakiem argumenty mam, bo i mam siostrę w służbie zdrowia (czego już zresztą mogłeś się domyślić). Nie jestem oczywiście ślepo zapatrzona w akcję WOŚP. I to już nie tylko ze względu na oskarżanie o zbytnią ambicję pana Jurka. Po prostu wiem, że kasa idzie też na woodstock, Jarocin itp. ( to na co w końcu zbieramy?!) Ale! Mam wielkie zastrzeżenia co do porównań z ulicznymi grajkami i Twoją gratyfikacją. No i tu wracam do naszej wspaniałej służby zdrowia. Zachoruj a dostaniesz swoją gratyfikację. Widziałeś kiedyś sprzęt z WOSPowym serduszkiem, a obok chorego dzieciaka? Pewnie nie, skoro dla Ciebie liczy się TWÓJ interes. Nie wierzę w szczerozłote serca, ale widzę korzyści. I co z tego, że nie dla mnie? Niech Jurek opływa w luksusach, buduje nowe wille i wierzy w swój altruizm. Ważne, że ruszył swój tyłek i dzięki niemu i mnie ktoś żyje. Nie przesadzam… Może tylko za dużo się nasłuchałam od mojej siostry, która już kolejny tydzień siedzi na pediatrii. Ale w tym przypadku – wolę być naiwna. A kilku ulicznych grajków też znam. Ciesz się, jeśli trafiłeś na kogoś z muzyka, a nie punk rockowca, który zbiera na chlanie. Nic do nich nie mam, ale tez przesiedziałam swoje pod
ratuszem względnie nad Wartą. Być może chlałam za Twoje pieniądze. I nie widzę w tym żadnej idei.
Koniec tego. Gratuluje dojścia do kolejnego etapu ( o ile tamto przeżyłeś…)
Teraz temat horoskopów. Co mogę powiedzieć? Bzdura. Może urodzę sobie małego Kovala… To kiedy mam się pieprzyć? Jakoś w styczniu tak? A może małą Izę? W końcu jestem taka wspaniała… No to poczekam jeszcze trzy miesiące. Idiotyzm. Twoja teoria kłóci się z planowaniem ciąży. Proponuje w ogóle sprawdzić jeszcze znaczenie swojego imienia. I porządnie się zastanów jak będą miały na imię Twoje dzieci. Jeszcze je skrzywdzisz, nazywając np. Kasią a nie Marysią…
No na razie koniec objeżdżania. W końcu głosowałam na Ciebie… i nie żałuję;]
Wprawdzie zajrzałam tylko w zakładkę cytaty i muzyka, ale czegośtam o Tobie można się było dowiedzieć. Generalnie chwilami czułam się, jakbym czytała własny pamiętnik. Nie wiem, czy to dobrze wpłynie na moją ocenę Ciebie, bo jak już wiesz siebie nie lubię. No ale nie jestem wagą, więc gwiazdy nie pozwalają pewnie na podobieństwa. Hehe;]
Wśród cytatów – plus za tępienie nazistowskich świrów. Boję się ludzi „Honoru”. Nie mówię, żeby tego nie słuchać. Zresztą… polecam wejść na stronkę „bmezine” (znajdź to sobie w wyszukiwarce). Wszystko o zwolennikach modyfikacji ciała. I znów – co z tego, że mam piercing i lubię tatuaże – ich nie popieram. Po przejrzeniu najciekawszych zdjątek – przerażenie…, ale zobaczyć realy warto.
„Człowieka poznaje się po tym, czego słucha.” Popieram w stu procentach. Choć wtedy znów ocena samej siebie wychodzi dość… nieciekawie. Ale od czego samokrytyka. Generalnie szukam czegoś ciekawego w każdym i to absolutnie każdym stylu. Nawet moja tolerancyjna siostra przestaje mnie rozumieć. Ostatnio: „ Iza ty słuchasz czasem takiej muzyki, że się zastanawiam czy jesteś normalna”. Niestety całkiem poważnym tonem, czyli… mówiła serio.
A! i co do Twoich bitów wrzuciłam na jeden z Twoich kawałków. Po długim krztuszeniu się mojego kompa poszła nuta… i nie podoba mi się. Choć kto wie czy mój pecet sam czegoś nie domiksował…;] w każdym razie wierzę, że muszę jeszcze trafić na swój – Twój kawałek. Na razie przy bicie orgasm – orgazmu bym raczej nie dostała…
Ale i tak plus za poszukiwania muzyczne. Za wstawkę z jazzikiem, który baaardzo cenię. No i Ty masz swoją Dorotkę, a ja my love Justin. Czyli jest po równo.
Jakie jeszcze plusy? Wielki i szczery za „ Całe życie z tumanami cz.2 wyzwanie dla Romana”. Dobry cięty dowcip, rzeczowe podsumowanie. Może to też częściowo z mojej nienawiści do wujka Romana i podziwu dla jego nieziemskich zdolności do tępienia ludzi inteligentych, a wspierania idiotów (niejako w końcu jego ziomków). Ale nie jest to temat wart rozwinięcia – wzmaga u mnie agresję i ogólną pobudliwość. W każdym razie i tak plus za ten tekst przypisuj w pełni sobie – bez względu na mój stosunek do idioty Giertycha.
Plus za tępienie fanów eski, nieukrywaną miłość do pieniędzy ( przecież każdy je kocha, więc po co klamać?) oraz wszechobecną i ogólnotematyczną szczerośc.
[…] Ogólnie teraz czuję, że wszystko zależy ode mnie. Motyw kobiety z kamiennym sercem spalony, nazbyt uczuciowej, zdecydowanej, czy ostatnie – królowej imprez – sprawdzone – już nie wchodzi w grę.
I stwierdzam, że z tą muzyką to szczera prawda.
(tj. „Człowieka poznaje się po tym, czego słucha.” ) Ja wszystkiego po trochu… choć!… tutaj potrafię znaleźć dobrą nutę…
Wielkie gratulacje, jeśli dotarłeś do końca, względnie – nie zasnąłeś po drodze bądź skasowałeś wszystkich kontaktów ze mną:]
Kurde i znowu mi się cosik przypomniało. Co do Twojej romantyczności… Trochę Ci jej zazdroszczę, bo się sporo wyzbyłam na etapie twardej i niedostępnej. Ale chyba nie jest tak źle. Generalnie patrząc, a przede wszystkich słuchając pięknych rzeczy, zawsze przerywam. No a po ludzku: nie mogę wysłuchać piosenki jak jest dla mnie zbyt wspaniała. Wszystko mi się w środku przewraca, łącznie z tym bijącym po lewej stronie obok płuca;]
No i mam nadzieję, że po przeczytaniu tego wszystkiego nie dostaniesz taksji ujemnej na myśl o mnie. (To takie biologiczne akcenty na koniec. I Jezu Chryste! Kto mówi schizofremia???)
Wielkie pozdro
Wielkie dzięki ( za wysłuchanie)
I chyba .. wielkie JOŁ (hehe)
Zmieniam się... "to" wyżej jest największym dowodem...
♫ Aleksin - Schalava
Wniosek: Zaczyna się :)
11 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Powiew mojej dawnej twórczości
Pewna osoba nakręciła mnie na posłuchanie swoich starych kawałków, które zrobiłem kiedyś, dawno temu, które krążą gdzieś jeszcze po sieci.
Dawne czasy, prawie 2 lata temu zrobiłem swój ostatni kawałek. Ostatnio nawet usiadłem przed oprogramowaniem, żeby się pobawić. Skończyło się tylko na wstępie. Ale to co zrobiłem kiedyś nikt mi nie zabierze i z niektórych utworów mogę być dumny.
DJ Koval - It's a Fine Day 2005 (RMX) Rok produkcji: 2005
DJ Koval – To Love of Lonely Girls (I Love My Sex) Rok produkcji: 2004
Mogę śmiało znów powiedzieć: Wtedy to były czasy. Miałem czas na wszystko. A teraz?
8 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Jazzowa sesja
Sesja zaczyna się powoli rozpędzać. Jutro dwa kolokwia. Finanse Publiczne przeczytane raz, aktualnie jestem w trakcie rozwiązywania zadań z Rachunkowości Finansowej. Powoli zacząłem rozumieć te wszystkie przepływy między kontami oraz to cale dekretowanie, plan kont, konta aktywne, pasywne i aktywno-pasywne. Zaczynam również podziwiać ludzi, którzy zajmują się tym na co dzień i mają głowę do tego, aby sobie to wszystko wyobrazić.
Ostatnio podczas 9 godzinnej nauki u Cage’a zostałem zarażony ponownie muzyką Jazz. Stwierdzam, że tego rodzaju nuty są idealne do nauki podczas sesji. A czego słucham? W większości są to utwory nijakiego Jana Garbarka.
Muzykę tego norweskiego wykonawcy można określić mianem genialnej… Nie bez przyczyny jest uznawany za jednego z ważniejszych współczesnych muzyków jazzowych, a także za ojca skandynawskiej sceny jazzowej. I co najciekawsze jak sam przyznaje jest związany z Polską. Nie ukrywa tego, że jego ojcem był Polak. Wśród miast, które pojawiają się w jego opowieściach rodzinnych, znajdują się Jasło i Krosno. Sam jednak uważa, że nie ma nic z Polaka.
Mimo wszystko jego muzyka trafia do mnie, do mojej słowiańskiej duszy… a więc ozostaje mi tylko wrócić do dalszej nauki. Naaajs. Trzymajcie jutro kciuki.
♫ Keith Jarrett & Jan Garbarek - My Song
6 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
CluBBing
Mały Clubbing nastąpił w ostatnim czasie. Tym razem przyszła pora na Shamrocka. Skromnie, bo po kilku browarach, ale jak mówi mi doświadczenie to i po niedużej naje*ce można się dobrze pobawić. Hasanie na parkiecie praktycznie znów było non stop (mimo mojej rozdziobanej stopy, która nie chce się goić). Tym razem doborowe towarzystwo dwóch nowych dusz – Karolina i Aśka (aka Tadzik)
W Shamrocku podobało mi się zawsze to, że ochrona i obsługa traktuję cię jak należy, że barmanki wyglądają jak prawdziwe barmanki (petit est beau) oraz to, że w lokalu przebywa więcej płci pięknej aniżeli narwanych kolesi, którzy robią tylko wieś.
Największy ubaw był, gdy do Karoliny i Aśki pod nasza nieobecność startowało 2 kolesi. Uparci byli. Trzeba przyznać. Niestety od początku nie mieli szans, więc nie ma, o czym pisać. Zadymy nie było. Pośmialiśmy się z loży, z kolejnych zawiedzionych, zniechęconych samców, którym „znowu w życiu nie wyszło” jak to śpiewał Cugowski z Budki Suflera. I ten żal kipiący z ich oczu.Na ich miejscu też byłoby mi przykro.
Wiem wiem, życie jest niesprawiedliwe, tym razem pokrzywdzonym nie byłem bynajmniej ja, bo impreza udała się i jestem bardzo zadowolony. Humor dziś dopisuje, pospałem do 12 i zrealizowałem jedno z moich postanowień noworocznych.
♫ Css - Metting Paris Hilton
Wniosek: Uwolnić umysł, puścić wodze fantazji.
2 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Ezochemicznie mi
Urodzony białym, będącym wolnym w niewoli, w świecie gdzie ściany i tak swoje wiedzą. Psy i koty mają swój świat, discjockey szczerzy kły znad konsolety, a ci co nic nie mówią nie obchodzą mnie. I nie będzie niczego, bo nie ma dzieci w domu i będziemy niegrzeczni. A miasto kobiet wzywa mnie… Na zwariowane sny świat ma apetyt
I w ogóle powiem, że to wszystko sprawił grzech…
Wniosek: Piosenki ryją łeb.
Dopisek: I co z tego… Znów mam ten ezochemiczny stan.
♫ Dj Adamus And Mafia Mike Pres Wet Fingers-Hi Fi Superstar (Dj Tonka 84 Rmx)
2 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
To już podobno 2007 rok
Czas nie pozwolił mi dodać noworocznych postanowień. Robie to teraz, po 3 dniach imprez. Pierwszy skład to Szyman, Spidi, Foka. Drugi: Karolina i Kuba. Trzeci: Karolina i 16 innych osobników, których imion nie pamiętam. O sorry. Pamiętam: Ania, Dominik, Ewelina, Kaśka, Rafał, Piotrek, Andrzej. Reszty nie spamiętałem.
Sylwester jak najbardziej udany, pełen śmiechu, radości i elektryzującego tańca (a pohasaliśmy sobie z Karolinką nieco). Co tu dużo opisywać? Po prostu działo się.
A więc czas na postanowienia:
- Nie będę tolerował moheratorów, lamerów, pokemonów, trolli
- Będę uczył ludzi jak korzystać z google i tępił zadawanie głupich pytań
- Dalej nie będę ufal ludziom, bo wiem ze są obłudni (ufam Wam, bo Wam nie ufam)
- Nadal będę niepoprawny politycznie i wyrażał jeszcze bardziej szczerze swoje poglądy
- Zadawał się tylko z ludźmi poważnymi, wiedzącymi, czego chcą, mającymi coś ciekawego do powiedzenia.
- Zadawał Sie również z ludźmi tymi głupszymi, bo dzięki nim rozumiem swoją wyższość (haha egocentryzm? N I E)
- Będę bardziej towarzyski i odważny na pewne sprawy (ja wiem, o co chodzi)
- obiecuję ze nie stanę się komercyjną kurwą
- obiecuje ze nie będę bluzgał w obecności kobiet
- źe nie będę arogancki do niektórych ludzi (o ile oni tez się zmienią :P)
- Nie będę wyciągał pierwszy ręki do osób, które pierwsze mnie zaatakowały (nie bądźmy naiwni)
- Będę więcej się uczył i chodził częściej na wykłady
- Będę chodził regularnie na siłownie
- W nowym roku zarobię 1 000 000 złotych (Starożytna maksyma głosi, że pieniądzom trzeba rozkazywać, a nie służyć.)
- Zrobię porządek z numerami w komórce
- Udoskonalę troszkę komputer
- Będę regularnie oglądał m jak miłość
- Zainstaluje linuxa (ubuntu) już na stałe
- Będę chodził wcześniej spać
- Przestane palić okazyjnie na imprezach (LUDZIE!! Tu chodzi o fajki a nie o zioło :P)
No i to byłoby na tyle…
♫ Czarno czarni – Augustowskie noce
♫ Wilki – Bohema
♫ Eric Prydz - Proper Education
♫ Dj Adamus And Mafia Mike Pres Wet Fingers-Hi Fi Superstar (Dj Tonka 84 Rmx)
♫ Varius Manx - Wolni W Niewoli
i Salsa Tunes
Wniosek: Już nowy rok
Update: Nie ma to jak wrócić do domu 1 stycznia o godzinie 17 i odkupować na przystanku bilet z tego powodu, że wszystkie kioski zamknięte, a głupi Koval zapomniał się zaopatrzyć w ticket.
12 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Skromne i szczere podsumowanie 2006 roku
Koniec roku następuje zawsze 31 grudnia. Zauważyłeś tę prawidłowość? Ja odkryłem ją niedawno jak po raz n-ty otworzyłem kalendarz i zobaczyłem znów, nudny grudzień, mający 31 dni. Fuck – ile rok ma dni? 365? No nie ważne. Chętnie podsumuje 2006 rok. Tylko kurcze jest jeden problem. Jogga piszę od kwietnia. Co z tym, co się wydarzyło przed tym miesiącem? Nie pamiętam tego. Wiem, że były jakieś kolokwia na studiach, że spadłem z huśtawki. No i kilka jeszcze jakiś tam mniej lub bardziej udanych imprez. I te moje miłości, do których nie miałem dystansu. Boże, jaki ja byłem głupi. Teraz jak patrzę, na to z perspektywy tego, co jest teraz (jeszcze większa niewiedza, zakurwienie i zniewolenie) to aż mi się spać chce (miało być „śmiać”), bo to takie nudne życie. A Izka zawsze mi powtarzała, że moje życie jest takie barwne i nienudne. Czyżby? Zawsze zaprzeczałem. Aż sam się sobie dziwię, że tyle we mnie energii. Przecież dużo czasu spędzam w domu, często przed kompem, słuchając mojej badziewnej muzyki, połączenia PUNK ROCK’a, House’u i Trance. Niezła mieszanka. Do tego dochodzi jakiś tam Rock’n’Roll, Blues i piosenki o nie banalnej treści, które w jakiś tam sposób kształtują moją osobowość, świadomość świata i ideologie. Dobra, ale to zaraz…
Ludzie
Spotkało się kilku debili, ale nie o nich. Nie tym razem. Nie zamierzam ich promować, bo debilom nie robi się promocji. A że górnolotne społeczeństwo w większości jest debilami to już nie moja wina. Dla mnie człowiek niemający zdania na jakiś temat jest spalony. Nie warto dyskutować z kimś, kto nie ma zdania na temat, który chcę poruszyć. A czemu debile? No wystarczy spojrzeć na wyniki wyborów. Kto został wybrany? Kto teraz rządzi? LPR i Samoobronę, jestem w stanie przeżyć, bo czasami dobrze mówią. Ale tez nie chciałem pisać o polityce. Po prostu pragnę znów poruszyć temat głupoty na świecie. A tyle jej wokoło mnie. Całe życie z tumanami. Nie odczepisz się od nich. Dystans, alleluja i do przodu.
Kurde – miałem napisać o osobie, która była moim odkryciem roku. Hmmm. (trochę czasu mija… zegar tyka) Wiem! Iga – kobieta, która wyróżnia się we wszystkim, co robi. Tylko decyzje czasem, jakie podejmuje są irracjonalne. No, ale cóż. Na każdego przychodzi pora, jak to sama pisze w swoim fotkowym profilu. Definitywnie kobieta roku 2006.
Było też kilka osób, które jednak po dłuższej analizie okazały się … a co tam. Jednego dnia idziesz spać i jest ok. Budzisz się, a świat wokoło ciebie się zmienia. Okazuje się, że możesz pocałować kogoś w dupę. Widocznie otoczenie potrafi zmienić człowieka z dnia na dzień. Z tygodnia na tydzień, (bo o taki okres w sumie chodzi, podczas którego nie miałem kontaktu).
Przekonałem się również kto jest prawdziwym kumplem, z kim można napić się wódki i kto nie objedzie za plecami (Spidi, Jagiel, Skała, Szyman, Koza, Dudek (cała ekipa) na nich zawsze można liczyć <btw. chcę tak wierzyć>). Pozbyłem się niewygodnych osobników z mojego życia. Teraz jestem wolny i nikt nie zaburzy mojego spokoju. (Ufam Wam, bo Wam nie ufam, każda, nawet zaufana osoba jest w stanie ci wbić nóż w plecy. Nadal jestem czujny)
Pewna osoba mi tutaj krzyczy, że o niej zapomniałem – no baaa przepraszam Kasiula. Jesteś super przyjaciółka… :P
Miłość
Przyszła pora na śmiech…, Hahaha. To chyba najlepszy komentarz. Przecież to są kpiny. Jaka miłość? Wierzę w bajki. Kiedyś o tym pisałem. Nie chcę się powtarzać (a i tak pewnie to robię)…
Muzyka
Ludzie – przecież wy nadal słuchacie tandeciarskiej muzyki. Radio Eska? Ok, ale tylko czasami i na imprezach. Człowieka poznaje się po tym, czego słucha. Stawiam na różną muzę, mniej lub bardziej ambitną. Ale są rzeczy, których nigdy nie wrzucę do swojego MP3 plejera.
W tym roku popularna była Doda, Verba, Mezo, Ewa Sonet (eh te jej cyce, jak donice) , Blog27 i Piotr Rubik… Dorotka – hm byłem na jej koncercie. Ją akurat lubię, i nie koniecznie za muzę, jaką prezentuje, ale za jej styl bycia. Mówi otwarcie o tym, co jej się nie podoba, co ją drażni i irytuje. Reszta artystów (o ile można ich tak nazwać) dla mnie jest przezroczysta, bezbarwna. A największa porażka roku to Paris Hilton. No i te słynne imprezy z Britney Spears. Prasa kolorowa znów dostała pożywkę. No i te zdjęcia z pijaną „Ooops” Britney i jej vaginą. Hahaha. Co za wstyd.
Ważnym wydarzeniem muzycznym było również skończenie z karierą didżeja. Postanowiłem zrobić sobie przerwę na czas nieokreślony. W przyszłości może do tego wrócę.
A za najgorszy kawałek tego roku uznaję z pomocą Kasiuli:
♫ Blog27 – Hey Boy
Za to za najbardziej popularny utwór muzyki rozrywkowej to definitywnie jest nim:
♫ Doda – Szansa i ♫ Justin Timberlake - My Love
Polityka
Media bardziej skupiały się na lansowaniu comiesięcznych afer, niż sprawami bardziej przyziemnymi. Ciemność widzę, ciemność…
Polityk roku: Donald Tusk
Żenada roku: Lech i Jarosław Kaczyńscy aka Bliźniacy
Debil roku: Kazimierz Marcinkiewicz (nauczyciel fizyki). Szanowałem kolesia, ale od kiedy na siłe chciał wejść do rządu, a teraz pcha się do PKO, bez należytych kompetencji to stracił w moich oczach (najsłynniejszy bezrobotny IV RP)
Idiota roku: Krzysztof Kononowicz (Podlasie XXI wieku). Największa wkręta, definitywna osobowość medialna, w tym internetowa. Ponad kilka milionów odsłon jego spotu wyborczego. Idol nastolatek.
Film
Broken Flowers, Miami Vice, Wściekłe Psy, James Bond, Konfetti, Czeski sen, Borat i znów po raz setny Pulp Fiction
Studia
Po kilka dużych ekscesach udało mi się dostać na 2 rok. Zaliczyłem matematykę u Mariana i jestem z siebie dumny. Uczę się dalej i jest super. Poznań świetne miasto. Chyba już tu zostanę. Studenckie życie to definitywnie najlepszy okres w życiu człowieka. I ten kto nie studiuje niech żałuje, a ci co mówią ze w LO jest extra niech zdają maturkę i śmigają na studia. Prawdziwego życia smak.
Najlepszy ćwiczeniowiec: Mikołaj Handschke (Makroekonomia)
Najlepszy wykładowca: Ryszard Sowiński (Prawo Cywilne)
Najgorszy wykładowca: Marian Matłoka
Reszta… Co z resztą. Jestem dumny z siebie, zacząłem chodzić na siłownie. Efektów nie stwierdziłem. Jest jeden tego powód – po prostu widzę swoje odbicie w lustrze codziennie po kilka razy.
Co dalej? W końcu kupiłem sobie (w lutym) laptopa, zainwestowałem oszczędności w giełdę. Pieniądze pracują same na siebie, aczkolwiek nie jest ich na tyle dużo, żebym mógł nazwać siebie jakimś tam wielkim inwestorem. No i bym zapomniał. Założyłem Joggera, wyedukowałem się w Web 2.0 i takie tam internetowe sprawy.
Jednym słowem mijający rok 2006 mogę podsumować słowami, że JEST JAK JEST. JEST DOBRZE. I niech tak zostanie. Nie było większych problemów. Wszystko toczyło się mniej więcej po mojej myśli, oczywiście nie liczę do tego kobiet, które jak zwykle wszystko psują. Niech przyszły, nowy 2007 rok, będzie jeszcze bardziej zwariowany, pokręcony (oczywiście pozytywnie). Niech szczęście nadal mi dopisuje, bo kolejne cele czekają do zrealizowania. Wkrótce okaże się, co dalej z nimi…
A wam, życzę uśmiechu i radości na każdy dzień 2007 roku. I niech już tak zostanie, bo się rozpisałem.
7 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Nie będę Julią
Leże sobie wieczorem po kolacji na łóżu. Włączam radyjko z mojego Creative'a i w moje uszy została zaaplikowana nuta Flashridera w remixie Wandy i Bandy. Kawałek słyszałem po raz pierwszy w życiu. Jak dla mnie będzie to przebój na sylwestra. Obstawiam ten kawałek i w tym momencie leci u mnie dziesiąta pętla.
Co ci się stało mój mały?
Skąd taki nastrój dziś masz?
Kiedy zaszły te zmiany?
Gdzie się podział twój szpan?
Gdzie twoje wieczne "Odpuszczam"?
Gdzie obojętność i chłód?
Skąd wziąłeś ten, ten pomyśl nienormalny skąd?
Nie bedę Julia
Wierna na balkonie
Nie bedę Julia
Nawet w snach
Za dużo zadasz mój mały
Ty chcesz mnie zamknąć na klucz
Nagle boisz się zdrady
Skąd tyle wielkich znasz słów
Gdzie twoje wieczne "odpuszczam"?
Gdzie obojętność i chłód?
Skąd wziąłeś ten, ten pomysł nienormalny skąd?
Nie będę Julia
Wierna na balkonie
Nie będę Julia
Nawet w snach
Jestem podekscytowany...
♫ Flashrider Vs Wanda I Banda - Nie Będę Julia











