Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę są bezwstydnymi kłamstwami...

6 Maj

Wyniki ankiety "To mnie wkurwia"

Niniejszy wpis jest kontynuacją wątku rozpoczętego za sprawką ankiety obywatelskiej "To mnie wkurwia".

Najczęściej wymieniane odpowiedzi prezentuje poniższy wykres:

darmowy hosting obrazków

Jak widać najbardziej ankietowanych wkurwia polityka i sprawy związane ze współżyciem społecznym: głupota, hipokryzja, lenistwo, palenie, bezmyślność, chamstwo, czy gimnazjaliści. Potwierdziło to moje wcześniejsze przypuszczenia dotyczące tego, iż nie ma nic bardziej wkurwiającego aniżeli inny człowiek tudzież polityk (omg!).

Pozostałych odpowiedzi chyba nie trzeba komentować. Samo życie:

  • brak kultury,
  • brak pracy,
  • brak snu,
  • brak wolnego czasu,
  • brak wyobraźni u ludzi,
  • brzydkie dupy, które są słodkie,
  • buractwo,
  • byłe dziewczyny które pojawiają się w złych momentach,
  • chrapanie ,
  • cudze rzeczy na moim biurku ,
  • cygara Cohiby kosztujące 60zł,
  • czynne jedno okienko na poczcie / w banku / na stacji kolejowej / w urzędzie,
  • deorganizacja,
  • długi,
  • dopalacze,
  • drące morde dzieci,
  • drechy,
  • drogi Internet,
  • drogowcy rozpoczynający remonty przed dłuższymi weekendami,
  • Eurosport, ktory zamiast programowego snookera o 20 puszcza jakiegos cholernego tenisa, a nie mozna ,
  • fochy,
  • hałas w nocy,
  • idioci na drodze,
  • ignorancja,
  • inflacja,
  • ironia,
  • jajko kosztujace 50gr,
  • kac,
  • Kaczyński na Wawelu,
  • kierownik, który mnie straszy i podnosi na mnie bezpodstawnie głos,
  • kobiety,
  • kodeki do filmów,
  • komentowanie w czasie oglądania filmów,
  • komplementy w nadmiarze,
  • komplikowanie mi życia pierdołami,
  • komuniści,
  • kości i inne śmieci w zupie,
  • kurewska dobroć odpuszczajaca winy chujom czyli wybaczanie sbkom agentom, mafiozom, chujom okradajacym polske,
  • kurewstwo kobiet,
  • lockerz,
  • ludzie, którzy nie myją rąk po wyjściu z kibla,
  • ludzie, którzy zagłosowaliby na PO, nawet gdyby ta partia wystawiła w wyborach kupę,
  • ładne dupy, które są głupie,
  • łamiące się kable od słuchawek,
  • małe dzieci drące się "mama" zamiast ruszyć dupę do domu,
  • marchew z groszkiem,
  • martyrologia kaczyńskich,
  • matura,
  • media podpierające się statami na grupie pięciuset-tysiąca osób, przeprowadzonymi przez firmy-wróżki,
  • mentalność polaków,
  • mieszkanie z rodzicami,
  • nadmiar ludzi z wykształceniem ""wyższym"",
  • nauka,
  • niesłowność ludzi,
  • niespłukany kibel,
  • niesprawne urządzenia,
  • nigeryjscy studenci prawa
  • odrastające paznokcie,
  • opinia, że nie ma wyboru między Komorowskim a Kaczyńskim,
  • owsiak wybaczajacy zlodziejskim wolontariuszom",
  • paczka papierosów kosztująca 10zł,
  • pady serwerów,
  • panie w dziekanacie,
  • pijani kierowcy,
  • podpita koleżanka, która śpi w moim łóżku,
  • pogoń za pieniądzem,
  • polska,
  • polska mentalność niewolników,
  • polskie seriale,
  • popisowa trauma narodowa,
  • przeglądarka internetowa,
  • przeklinający ludzie,
  • pseudointelektualiści i malkontenci których w tym kraju jest od zajebania,
  • psująca się zmywarka,
  • puszące się włosy,
  • pyłki,
  • pytania na które odpowiedź można łatwo znaleźć samemu,
  • religijni ludzie,
  • Rydzyk,
  • sesja na ostatnim semestrze,
  • snookera ogladac nawet przez platny dostep,
  • srające psy pod balkonem,
  • starsze babcie rozpychające się w autobusach,
  • statycznie skonfigurowane połączenie WiFi,
  • syreny,
  • tanie piwa,
  • te same mordy w polityce od ponad 20 lat,
  • trollowanie,
  • TVNowska propaganda,
  • udzie na rolkach,
  • upał,
  • wilgoć i niska temperatura,
  • włączanie kierunkowskazu przez kierujących tuż przed wykonaniem manewru skręcania,
  • wrocławska komunikacja miejska,
  • wypowiedzi pseudospecjalistów na różnych forach, psie kupy,
  • wywyższanie się,
  • zakłamanie,
  • zamknięcie, zaszufladkowanie w odniesieniu do rasistów, antysemitów i im podobnych,
  • złodzieje,
  • ZUS, KRUS i NFZ.

Cytując jednego z ankietowanych:

Nic mnie już nie wkurwia bo mam już wszystko w dupie...

Uwaga: Badanie nie jest reprezentatywne.

11 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

27 Kwi

Reklama a etyka. Własne rozważania.

Oczywistym jest, że oszukiwanie, wprowadzenie w błąd i działanie niezgodnie z ogólnie przyjętymi normami współżycia społecznego nie powinno być szeroko akceptowalne przez konsumentów. W przypadku reklam, dość dobrym krokiem było stworzenie odpowiedniego kodeksu postępowania praktyków marketingu. Zarówno ze względów prawnych (ustawa o nieuczciwej konkurencji rozszerza swoje właściwości na stworzone kodeksy postępowania etycznego w poszczególnych branżach, w tym marketingu) jak i praktycznych (np. zakaz kierowania reklamy do dzieci). Pozwala to jasno określić, co jest dozwolone, a co nie. Dzięki czemu, w głównej mierze chroni się dobro konsumentów, czyli nas.

Ważnym elementem rozważań na temat etyki w reklamie powinien być podział na reklamę perswazyjną i informacyjną. Należałoby się zastanowić czy reklama perswazyjna jest etyczna. To zależy. W przypadku wykorzystywania ogólnie znanych technik perswazji, do jakich zaliczyć można z pewnością korzystanie z autorytetu innych (np. specjalistów), technik wspierających zaangażowanie i konsekwencje wyboru, reguł kontrastu czy wzajemności. Techniki te nie powodują zmiany zachowań konsumenckich w pełni. Tylko w pewnej, określonej części. Nadal to konsument decyduje o zakupie danego produktu czy usługi. Uważam, iż techniki perswazji są dopuszczalne do momentu, w którym nadal nie ograniczają naszej świadomości i wolnego wyboru. Dużo ostatnio mówi się na temat nowej dziedziny marketingu – neuromarketingu. Dziedzina ta budzi wiele kontrowersji. Jej przeciwnicy uważają, że poprzez badanie i analizę mózgu oraz zachowań konsumentów szuka ona „przycisku zakupu” u każdego z nas. Gdyby hipotetycznie on istniał, i omijałby naszą świadomość z pewnością wykorzystywanie tego rodzaju mechanizmów anatomii ludzkiego mózgu było by nieetyczne i moralnie wątpliwe. Za przykład może posłużyć reklama podprogowa, która mimo nie potwierdzenia istnienia mechanizmu podprogowego (pozaświadomościowego) została zabroniona. Możliwe i również, dlatego, by nie wzbudzać potencjalnych zapędów kolejnych badaczy. Caldini twierdził podobnie. Otóż uważał, iż najskuteczniejsza reklama opiera się rekomendacjach. Dopóki nie są one zafałszowane, powinno się im ufać. W innym przypadku rekomendacje te zmieniają nasze zachowania nabywcze i powodują zakupy produktów, których tak naprawdę nigdy byśmy nie kupili.

Wielu zarzuca reklamie pogłębianie stereotypów i wyznaczanie drogi na skróty. Można byłoby się z tym zgodzić. Jest to w pewnym sensie racja. Jednak trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż życie we współczesnym społeczeństwie nie wygląda tak samo jak 20, 40 i czy 100 lat temu. Toczy się przede wszystkim szybciej. Ludzie nie mają czasu na czytanie ulotek, poznawanie zalet czy zdobywanie wiedzy na temat produktów, które chcą kupić. Często cała ich wiedza, którą posiadają na temat pewnych produktów pochodzi z reklam. Czy jest to wina producentów, że „wciskają” swoim klientom produkty niepełnowartościowe skoro jest na nie popyt? Czy może wina leży po stronie konsumentów, którzy nie zwracają uwagi na to, co kupują? Trudno na to jednoznacznie odpowiedzieć. W większości przypadków to popyt kreuje podaż. Skoro konsumenci chcą kupować produkty, droższe a zarazem uboższe, płacąc tym samym premie za „drogę na skróty” to jest to tylko i wyłącznie ich wybór. Inaczej jest, gdy dobry produkt nie może zostać wprowadzony na rynek, ze względu na brak jakiejkolwiek komunikacji z rynkiem za pomocą reklamy. W tym wypadku reklama, a raczej jej brak jest swoistą barierą. Cierpią na tym głównie konsumenci, którzy nadal używają produktów nie wartych ich uwagi. Podobnie rzecz się ma z pogłębianiem stereotypów i schematów. Z jednej strony stereotyp to uproszczona do zwartej formy opinia bazująca między innymi na ogóle osądów panujących na dany temat.  Powstanie stereotypu nie można zarzucać reklamie. Stereotypy powstają w umysłach ludzkich. Reklamie, co najwyżej można zarzucić propagowanie ich. I to też z różnym skutkiem. Reklamodawcy powinno zależeć w największym stopniu na skuteczności i dotarciu do klienta. Jeśli stereotyp mija się z rzeczywistością to i przekaz reklamowy nie jest skuteczny. A co za tym idzie, nie spełnia swojej roli.

Jak widać, etyka w reklamie jest pożądana. Działa obustronnie. Jest opiniotwórcza. Po części kreuje naszą rzeczywistość. I to właśnie przez to powinniśmy wymagać od niej tego, by była etyczna i zgodna z ogólnie przyjętymi normami społeczeństwa, w którym żyjemy. Z drugiej strony, to twórcom reklam powinno również zależeć na tym, by ich reklama była odpowiednia i nie wykraczała poza wcześniej utarte schematy i normy. Nieodpowiednia reklama, często opierająca się na kłamstwie bądź oszustwie, czy też niedoinformowaniu może wpływać niekorzystnie na wizerunek reklamowanego produktu czy usługi. Należy o tym pamiętać.

9 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

27 Kwi

Wizja

Wizja to coś co ty widzisz, a czego nie widzą inni. Niektórzy powiedzieliby, że to podręczna definicja szaleństwa. Ale to także definicja ducha przedsiębiorczości. Aby odnieść sukces na jakimś polu trzeba w coś wierzyć z taką pasją, by mogło się to stać rzeczywistością... mówimy o tym z pasją, a pasja przekonuje. Można być dumnym z pracy, a to naprawdę ma wpływ na morale i motywację.

Wpadło w me pocięte, od przerzucania kartek łapska... Liz Clarke

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

19 Kwi

Trudne wybory

Profesor Balicki od makroekonomii nauczył wiele, między innymi tego, że życie gospodarcze kraju składa się z kryzysów i tego, co jest pomiędzy nimi… Adam Smith traktował państwo i jego gospodarkę (liberalnie) niczym organizm ludzki. W końcu sam był lekarzem. Studia ekonomiczne (które de facto już powoli dobiegają końca) wdrażają w życie podobne schematy myślenia.

Studiujesz ekonomie – myślisz ekonomicznie, studiujesz marketing – myślisz marketingowo. Studiując inżynierie – myślisz technicznie.

I tak u mnie… życie toczy się ekonomicznie. Można uznać, że od kryzysu do kryzysu. Aczkolwiek wolałbym na odwrót, z racji bycia życiowym optymistą i obserwacji szczęśliwej nierównowagi. Saldo szczęścia jest zawsze in plus… Bo tak jest lepiej.

Nie przepadam. Wręcz nie cierpię, gdy na horyzoncie jawi się jakiś kryzys. Lubię mieć wszystko poukładane. Jasne. Klarowne. Nie to żebym był jakimś onanista przewidywalności.  Pewne sprawy należy mieć uporządkowane.

Ktoś z negocjacji swojego czasu stwierdził, że błędnym tokiem myślenia jest sądzenie, iż problemy są o sumie zerowej, a ich rozwiązanie można określić liczbą 1. I w sumie można się z tym zgodzić. Ba! Trzeba. Bo tak w rzeczywistości  (nie) jest.  Tylko, że ostatnio zauważyłem jedną prawidłowość. Wiele problemów, których rozwiązanie nie jest idealne. Problemów, które próbują za wszelką cenę zmienić bieg naszego (mojego) życia z racji swojego skomplikowania rozwiązuje się samych. To takie problemy, które należałoby skategoryzować, jako problemy na miarę boga albo efektu motyla. To znaczy takie, gdzie w momencie próby ich rozwiązania napotykamy na opór. Opór ten wynika z racji tego, iż obojętnie, które rozwiązanie wybierzemy (w końcu jest ich wiele, założenie jest takie, że nie ma jednego rozwiązania)  będzie ono złym wyborem.

Ogólnie ciężkie tematy. Trochę z zakresu asertywności. „Jak zrobić by wybrać dobrze i innym było dobrze” (czytaj „jak zrobić sobie i innym dobrze”). Strategii jest wiele… Można wybrać jedno rozwiązanie kosztem drugiego (mniejsze zło), można szukać za wszelką cenę kolejnego, można też … Z reguły to nic nie daje. Proces ten stwarza kolejne problemy (wiem to z autopsji). A więc co dalej?

Skoro bieg życia ma taką istotę, że biegnie samoczynnie i tak naprawdę tylko na część rzeczy, które nas spotykają mamy wpływ – idealną strategią na rozwiązanie nierozwiązywalnych problemów jest ich nierozwiązywanie. Pozostawienie ich samym sobie. Zaakceptowanie ich istnienia. Nie ignorowanie ich. Ale swoiste granie na czas. Historia pokazuje, iż życie jest na tyle nieprzewidywalne, że potrafi pewne problemy rozwiązać samemu. Idealnym przykładem są ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w Smoleńsku. Do dziś odbijają się czkawką i głośnym echem. Ale mając na uwadze powagę sytuacji przed i po tragicznych historiach można z dużą odpowiedzialnością założyć, iż wcześniej nierozwiązywalne problemy stały się o godzinie 8:56 rozwiązywalne. Tak po polsku… Bo kto mógł przewidzieć sytuacje, w której najważniejsze osoby w państwie (tak te, które biły rekordy w wetowaniu ustaw) po prostu znikną ze świata żywych…

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

7 Kwi

Gorillapod Test

Popełniłem mały video test możliwości Gorillapodów. Akurat posiadam wersje przeznaczoną do lustrzanek cyfrowych (wersja SLR). Nie jest to co prawda Gorillapod marki Joby. W konstrukcji i wyglądzie są jednak do siebie podobne. Joby różni się głównie tym, iż posiada kulkową głowicę. W moim Trequ takiej funkcjonalności nie ma.
Parametry statywu Treq GRi4:

  • Waga: 222g,
  • Gwint statywu: 1/4” i 3/8” (na 3/8" przez specjalny reduktor),
  • Wysokość: 25cm,
  • Maksymalne obciążenie: 3kg (dobry wynik).

Statyw przetestowałem dziś w terenie. Jak na cenę 48zł funkcjonalność, jakość wykonania na bardzo dobrym poziomie. Myślę że można być zadowolonym. Szczególnie, że w opisie producent twierdzi, że aparat można przymocować do różnych, nietypowych powierzchni.

Gorillapod

Sprawdziłem. Utrzymać 3kg lustrzankę (moja z lampą Canon 580ex II waży na pewno więcej niż 3kg) jest naprawdę trudno. Gorillapod radzi sobie z tym bez problemu. Oczywiście przy zastosowaniu odpowiedniej techniki. Za pierwszym razem może się to nie udać. Mocowanie statywu czasami przypomina zabawę w Pontifex.

Na koniec obiecany film:

Oh No! Oh My! - Walk In The Park

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

19 Mar

Lisek

Lisek / Fox racing

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

28 Lut

Dekalog

Szukaj w ludziach dobra.

Znajdź sobie wielki cel.

Uwierz w miłość od pierwszego wejrzenia.

Nie śmiej się z cudzych marzeń.

Zrób sobie fajną fryzurę.

Nie daj się zwieść pozorom.

Miej zasady.

Łam zasady.

Nie traktuj się zbyt serio.

Nie zrywaj kontaktu.

Oglądaj mniej reklam.

Nie obwiniaj się jeśli jeszcze nie wiesz co zrobisz ze swoim życiem.

Oceniaj ludzi według ich serca a nie portfela.

Smolik - 50 Tysięcy 881

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

12 Lut

Inni wiedzą lepiej

Gdybym zapytał klientów, czego chcą, wszyscy byliby zgodni: chcemy szybszych koni. Więc ich nie pytałem.
Henry Ford, amerykański przedsiębiorca.

Z reguły powinno pytać się klientów co chcą. Prowadzić z nimi dialog w sprawie ich własnych potrzeb w myśl marketingu holistycznego. Gdyby tylko (klienci) wiedzieli co chcą. Myślę że jednak mimo wszystko potrzebny jest ktoś kto to przeskoczy. Zrobi coś ponad ludźmi, ponad ówczesnymi czasami i standardami. Bo nic nie sprawia takiej motywacji jak stworzyć coś co będzie generowało kolejne potrzeby po ów dzień.

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

21 Sty

Konferencja facebook now – spóźnione podsumowanie

Na początek trochę statystyki. Pamiętam jeszcze niedawny wpis  Marcina Kosedowskiego nt. dynamiki wzrostu Facebooka. Pisał on między innymi o tym, że w październiku polski FB zanotował tygodniowy wzrost nowych użytkowników na poziomie około 10%. Na pewno na wynik ten wpływ miało wprowadzenie na konkurencyjnym portalu Nasza-Klasa śledzika (druga połowa września) i cała burza, która wyniknęła z jego funkcjonalnością, odbiorem społecznym iitd. Reasumującna konferencji padły znaczące dane (na korzyść FB, skoro konferencja o FB). Mowa tutaj o tym, że:

  • Nasza klasa ma pond 11 mln użytkowników, Facebook na polskich stronach 2.413.407,
  • Czas jednej odsłony na FB jest dwa razy dłuższy niż na NK (może to świadczyć o zwiększonej funkcjonalności tego pierwszego oraz ciekawszych treściach pozyskiwanych za pomocą Facebooka),
  • Największy wzrost polski FB odnotował w 2009 roku, szczególnie w drugiej połowie minionego roku.,
  • Na Facebooku wyraźnie przeważają kobiety,
  • 34% użytkowników Facebooka to studenci bądź absolwenci uczelni wyższych (wyżej jest już tylko goldenline),

Szczególnie zaciekawił mnie fakt dwa razy dłuższego pobytu na FB. Rzekomo mowa tutaj o średnim czasie pobytu na poziomie 1,33 minuty. Wydaje się to niewiarygodne, lecz po głębszym zastanowieniu się można przytaknąć. Tyle się mówi o zagrożeniach, jakie niesie FB. Jednym z nich jest marnotrawstwo czasu, które idzie w parze z atrakcyjnością funkcjonalności, które dają social media, w szczególności FB. Podobny efekt „uzależnienia” można było zaobserwować na Naszej Klasie podczas tzw. „rozkwitu portalu z klasą”. Osobiście znam kilka przypadków zwolnień przez nadmierny czas spędzony na tym czy innym portalu społecznościowym.

Idąc dalszym tropem statystyk facebookowych.  Dynamika wzrostu RU polskiego Internetu w okresie 10.2008 – 10.2009 wynosiła:

  • Miejsce 513% Facebook 
  • Miejsce 190% Goldenline
  • Miejsce 158% grono

Wszelkie zależności wzorowo przedstawił Blake Chandlee, vice prezes i dyrektor komercyjny FB na Europę:

Co dalej? Jest Internet, jest Facebook i są marki. Marki są wszędzie, tam gdzie potencjalni klienci. Klienci są w Internecie, są tam i marki. A że ludzie są na Facebooku (zgadłeś!) są też tam i marki. A co za tym idzie? Marki nauczyły się słuchać. Najpierw słuchają, potem sprzedają (listen and talk). Przykładów tego typu na samym FB znajdziemy bez liku, począwszy od aplikacji, w których odpowiadamy na pytania związane z naszymi znajomymi, po gry aż po Facebook connect umożliwiający wyjście na zewnętrzne strony internetowe.

Czy rynek odpowiedział już na zapotrzebowanie rynku? Myślę, że nie. Pierwsze firmy w Polsce dopiero zaczynają inwestować w tę branżę. Ostatnio firma Adaction poinformowała o wprowadzeniu do oferty kolejnej pozycji – tworzenia aplikacji na Facebook. Nisza rynkowa do zagospodarowania jest spora. Pole do popisu również. Najbliższe miesiące pokażą, czy warto było, oraz czy potencjał Facebooka nadal będzie rósł.

Jeśli mowa o wzroście Real Users to machina, jaką jest Facebook dopiero nabiera tempa (mówimy o Polsce). W Europie jest to już 130 mln aktywnych użytkowników. Osobiście uważam, że wielkim przełomem dla Facebooka będzie moment, w którym polscy operatorzy GSM zaoferują szybki i w miarę nisko-kosztowy Internet w każdej komórce. Dzięki temu telefon będzie mógł być stale podłączony do sieci, a co za tym idzie społeczeństwo otrzyma kolejne aplikacje (tym razem na telefon) umożliwiające socjal bloging z każdego miejsca, o każdej porze. Jeśli dodamy do tego szybki rozwój systemów operacyjnych na komórki(smartfony) jak: iPhone OS, Windows Mobile, Symbian i ostatnio Android. Warunkiem koniecznym jest pewnego rodzaju standaryzacja rynku oprogramowania telefonów komórkowych (w tym także mam na myśli wyłonienie wiodących producentów oprogramowania) oraz uzyskanie przez użytkowników możliwości bezpośredniej interakcji ze znajomymi za pomocą dostępnych aplikacji. Będzie to wtenczas bardzo duży sukces na polu social mediów.

Reasumując – jeszcze wiele w polskim Internecie przed nami.

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

21 Sty

Wykorzystanie narzędzi marketingu w budowaniu opartych na zaufaniu relacji z klientem

Czym właściwie jest budowanie opartych na zaufaniu z klientem relacji? Otóż jedna z definicji tego pojęcia mówi, iż jest to tworzenie, budowanie i utrzymywanie relacji z klientem. Inne źródła rozszerzają charakter tego pojęcia o koncepcje zarządzania zakładającą długoterminowe, wielostronne korzystne współdziałanie przedsiębiorstw z podmiotami bliższego i dalszego otoczenia w celu maksymalizacji wartości relacji z punktu widzenia ostatecznego nabywcy przy czym jest to oryginalna metoda zarządzania i kontaktowania się przedsiębiorstwa komercyjnego z różnymi grupami interesu.

Realizacja powyższych postulatów jest między innymi zależna od spójnego i zagregowanego wykonania strategii przez narzędzia marketingowe, które tworzą elementy koncepcji 7P (product, price, place, promotion, people, process, physical evidence). Jest ona na tyle ważna w marketingu relacji, co niezbędna. Dzięki odpowiedniemu połączenia tych wszystkich elementów jesteśmy w stanie stworzyć atrakcyjną wartość dodaną dla klienta. Dzięki tym elementom kreujemy różnorakie płaszczyzny wpływu na klienta, zarówno ekonomiczne, społeczne i techniczne, ale także i prawne.

Relacje, którymi marketing partnerski próbuje zarządzać są na tyle specyficzne, iż takie cechy jak zaufanie do personelu, produktu czy marki są kluczowe. W dobie jednolitych usług, które na tle konkurencji są podobne do siebie, klienci poszukują wyróżnika dającego im powód do wybrania firmy X spośród masy innych. Takim wyróżnikiem z pewnością może być odpowiednia relacja, zaufanie którymi darzą siebie obie strony.

Product

Dotyczy charakterystyki produkowanych dóbr oraz związku tych produktów z potrzebami i pragnieniami konsumenta min. jakość, styl, opakowanie, nazwa.
W tym elemencie zawierają się takie działania które wspierają produkt tzn. gwarancja, pomoc techniczna, serwis. Odpowiednia ich realizacja prowadzi do budowania zaufania wśród klientów. Klienci dążą do uzyskania bezpieczeństwa. Chcą w razie problemów z użytkowaniem danego dobra czy usługi uzyskać niezbędny suport.

Price

Dotyczy ustalenia ceny produktu, w tym także obniżek cen (rabatów), dodatków, form kredytowania, okresu płatności, wynajmu, leasingu. Nie musi się w tym konkretnym przypadku odnosić do kosztów finansowych. Może określać koszt alternatywny, czasu, energii, czy uwagi.

W procesie budowania zaufania klienta do marki cena powinna być mu przedstawiona w taki sposób, by on sam był świadomy wartości produktu za który płaci. Między innymi chodzi o to, by klient wiedział „za co płaci”. Dzięki cenie firma otrzymuje dość silne narzędzie dzięki któremu może oddziaływać na zysk, relacje z klientami i kontrahentami, także na tożsamość a co za tym idzie na postrzeganie i wizerunek marki.

Przedsiębiorstwo wykorzystujące sprawnie i skutecznie narzędzie jakim jest cena powinno zdawać sobie sprawę z tego, iż występują dwa rodzaje czynników wpływających na proces jej ustalania: wewnętrzne i zewnętrzne. Wewnętrzne to innowacyjność samego produktu, koszty, marka, asortyment, wizerunek. Zewnętrzne, które modyfikują cenę to rynek, konkurencja, klienci, popyt i pozycja firmy na rynku. Sama polityka ustalania cen powinna być na tyle przemyślana, że strategia cenowa przedsiębiorstwa powinna być współmierna do tego co dany produkt jest w stanie zaoferować potencjalnemu klientowi.

Place

Miejsce w marketing mix rozumiane jest jako kanał dystrybucji, region dystrybucji, segment konsumenta i transport. Osoby decydujące się na zakup danej usługi czy produktu chcą aby jego dostępność była dogodna dla nich. W przypadku usług bankowych niektórzy klienci oczekują bliskości oddziału, inni możliwości załatwiania formalności przez telefon lub w obecności kuriera. Dużą rolę odgrywa w tym przypadku możliwość wyboru. Jeżeli konsumenci otrzymają tę samą usługę poprzez różny kanał dystrybucji będzie to dla nich dużą zaletą. Przykładem może być możliwość dokonywania wypłat, wpłat i przelewów gotówkowych. Idąc wobec oczekiwało klientów instytucje finansowe oferują swoim odbiorcom szereg kanałów dystrybucji – kanał wap, przelew internetowy, bezpłatne bankomaty, wpłatomaty, czy okienka w oddziałach.

Promotion

Promocja dotyczy wszelkich form promocji w tym promocji sprzedaży, public Relations, reklamy i promocji bezpośredniej. Dzięki tym elementom przedsiębiorstwo komunikuje się z rynkiem i konsumentami. Informuje ich o tym co nowego, stymuluje sprzedaż a także dzięki prawidłowemu przepływowi informacji buduje relacje na rynku oparte o zaufanie. Prawidłowość i szybkość obiegu informacji którymi interesują się konsumenci w tym wypadku jest kluczowa i na pewno odgrywa bardzo ważną rolę. Klienci chcą otrzymywać pożądane informacje w sposób szybki i efektowny. Możliwe jest to dzięki wykorzystaniu wielu kanałów jak Internet, telewizja, broszury, plakaty, billboardy itd. Dużą rolę odgrywać tutaj może także stymulowanie konsumentów do aktywnego uczestniczenia w promocji (organizowanie konkursów, spotkań, eventów, szkoleń).

People

Ludzie czyli pracownicy są twarzą firmy. To oni jako pierwsi kontaktują się z klientem. Podlegają ocenie przez konsumentów. Często wizerunek marki jest przedkładany na nich samych. Dzieje się tak, gdyż klienci nie rozróżniają wykonawcy usługi od usługodawcy. Pracownicy z pewnością mają znaczny wpływ na postrzeganie usługi przez klientów których obsługują. Powinni znad złotą zasadę sprzedaży “klient nasz pan”. Ważne by także w odpowiedni sposób zrozumieli relacje i ścisłe zależności między marketingiem wewnętrznym skierowanym na personel pracujący a marketingiem zewnętrznym skierowanym na oddziaływanie i wpływ na klienta. Jest to ważne, ponieważ każdy się z tym zgodzi, iż jakość obsługi w dużej mierze zależy od relacji, które istnieją pomiędzy pracownikami w danej firmie.

Process

Proces wykonywania usługi wpływa w na satysfakcję w oczach klienta. To jakie relacje łączą klienta i usługodawcę w głównej mierze zależy od stopnia zaangażowania klienta z pracownikiem firmy. W literaturze przedmiotu wyróżnia się pięć takich relacji: podstawowe (sprzedawca nie prowadzi żadnych działań posprzedażowych skupiając się jedynie na sprzedaży produktu bądź usługi), relatywne (zachęcanie klienta do kontaktu ze sprzedawcą w celu np. zgłębienia wiedzy lub zadania kilku dodatkowych pytań), odpowiedzialne (dążenie do uzyskania informacji zwrotnej od klienta na temat użytkowania danego produktu bądź usługi), proaktywne (informowanie przez pracowników firmy klienta o dodatkowych możliwościach wykorzystania zakupionej usługi lub produktu) i wreszcie relacje partnerskie, w których obie strony utrzymują zwięzłe i nieprzerwane, obustronne relacje między sobą. Dzięki tej ostatniej relacji budowane jest zaufanie między stronami transakcji. Możliwe jest wtedy uzyskanie szeregu informacji, które w przyszłości pozwolą usługodawcy na doskonalenie świadczonych usług i zwiększanie wartości dostarczanej do klientów. Dzięki temu firma zdolna jest do zbudowania zaufania i umożliwianiu klientom personalizacji i aktywnego uczestniczenia w rozwoju wartości dodanej przez markę. Partycypowanie w zmianach daje do zrozumienia klientowi, że firma, której z usług korzysta na co dzień interesuje się nim i zależy jej na jego propozycjach i uwagach.

Physicall evidence

To fizyczność danej usługi, dowód na jej istnienie. Wielu usługodawców daje swoim klientom możliwość przetestowania swojej oferty pod każdym kątem. Banki udostępniają wersję demonstracyjną systemu transakcyjnego w Internecie, dzięki czemu potencjalny klient uzyskuje możliwość sprawdzenia możliwości danej usługi i poziomu dopasowania do swoich własnych wymagań i potrzeb. Jest to o tyle dobre, że konsument jest w stanie dość szybko podjąć decyzje, widzi że usługodawca nie ma nic do ukrycia a relacje między obiema stronami są przejrzyste i klarowne. W innych przypadkach oferuje się klientom do wglądu referencje, opinie klientów, artykuły testowe, a także studia przypadków.

Dzięki wykorzystaniu wszystkich narzędzi do stworzenia idealnej, wzorcowej mieszanki marketingu mix klient zyskuje trzy podstawowe elementy:

  • Korzystna relację ceny do jakością
  • Określone cechy produktu,
  • Określone zyski z posiadania produktu.

Zaufanie klienta do zakupionego produktu, usługi nazwałbym zrealizowaniem powyższych elementów. To znaczy, że klient jest świadomy otrzymania powyższych cech, zauważa ja i równocześnie docenia je będąc w stanie zarekomendowań daną wartość innej osobie np. znajomemu.

Dodatkowymi czynnikami wpływającymi na tworzenie relacji opartych na zaufaniu jest z pewnością spójność pomiędzy wizerunkiem marki a stanem faktycznym. Klient nie powinien dostrzegać dysonansów, niejednoznaczności oraz niekonsekwencji w działaniu ze strony firmy świadczącej usługi. Czasem w budowaniu zaufania pomiędzy klientem a firmą nie pomaga fakt posiadania małej i nieznanej marki, czy też mało przemyślane (nieregularne, nagminne) kontakty usługodawcy z biorcą (np. komunikowanie tylko zmiany cennika prowizji i opłat). Na zaufanie klientów dość negatywnie wpływa także nieodpowiednia forma i pora kontaktu. Telemarketerzy potrafią dzwonić w niedzielę proponując rozmówcom „super ofertę” w momencie kiedy w pokoju obok przebywają goście, klient zjadł obiad i ma zamiar odpoczywać.

Podsumowując budowanie relacji opartych na zaufaniu to proces bardzo złożony, kosztowny i wymagający zaangażowania z obu stron. W ostatnich latach w marketingu chęć osiągnięcia tego rodzaju relacji klienta z firmą stała się nadrzędnym celem wielu przedsiębiorstw. Usługodawcy świadomi są korzyści płynących z pozyskania takiego rozwiązania oraz zagrożeń z jego nie posiadania. Szczególnie teraz, w dobie kryzysu, zwiększonej walki o klienta, mniejszych marż i ograniczonej konkurencji na rynku…

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Sty

BMW

Aby zatrzymać BMW wyślij SMS na numer 7400. W innym przypadku odjedzie.

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Sty

Definicja reklamy

Wyszukałem w książce ciekawą definicje reklamy. Jest to "makroakt mowy o charakterze pośrednim i dominującej funkcji perswazyjnej, zbudowany z mikroaktów (pośrednich bądź bezpośrednich): zachęty, nakłaniania, stwierdzania, chwalenia, proponowania, rady, gwarancji i obietnicy oraz grzecznościowych, których funkcje pragmatyczne są zawsze podporządkowane funkcji naczelnej".

Chyba trudniej się już nie dało.

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

28 Gru

Kup pan pleśń w Carrefour

Mieć ochotę na gyrosa własnej roboty.

darmowy hosting obrazków

"Otwórz, wypełnij i delektuj się" głosi napis na opakowaniu. Czy to sarkazm?

Kilka chwil później nie mieć ochoty na gyrosa własnej roboty. Termin spożycia do dziś.

Wniosek: Smacznego.

9 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

20 Gru

Nabici w Święta

Tłok, pośpiech, masę rzeczy do kupienia. Pęd za niczym. Do przodu. W pośpiechu mijamy nie zauważając znajomych i kilka małych szczególików. Należą do nich między innymi etykiety z cenami.

Zawsze podejrzewałem topowe sklepy podczas przedświątecznego okresu o podwyżki cen. Dziś z P. przyłapaliśmy min. Media Markt i Tesco na cwaniactwie na gorącym uczynku. Dla przykładu posłużą mi gry na konsole. Przykładowo aktualnie w Tesco można zakupić obojętnie jaką grę na PS2 za nie mniej niż 49,99 PLN. W listopadzie poziom cen był bardziej zróżnicowany i można było znaleźć niektóre pozycje już od 30zł. W Media Markt podobnie – wszystkie produkty podrożały, o co najmniej 10%.

Skąd o tym wiem? Z P. kupując w Media Markt grę Burnout Revenge cena na etykiecie wynosiła 44,99 PLN. W kasie pani policzyła już 49,99 PLN. Daje to około 10% więcej. Oczywiście nie zgodziłem się na taką cenę. Miałem do tego prawo (po wykonaniu kilku telefonów do kierownictwa w systemie cena została obniżona w ciągu dosłownie kilku minut). Doskonale pamiętam ulotkę UOKiK nt. prawa konsumentów podczas zakupów:

Sprzedawca musi podać konsumentowi ostateczną cenę produktu, zawierającą wszystkie podatki i obciążenia. Cena podana na towarze lub na półce nie może być
podwyższana przy kasie.

Nie wierzę w przypadki. Nic nie dzieję się przypadkowo. Cały szwindel Media Marktu polegał na tym, że postanowili w okresie przedświątecznym podnieść ceny, o co najmniej 10%. Niestety nierozważny, romantyczny, może zakochany pracownik zapomniał przekleić etykietę na opakowaniu produktu.

A co po świętach? Po świętach zobaczymy niebywałe okazje, wysprzedaże, promocje. Obniżki o wysokość VAT, czy wielkie czyszczenie magazynów. Co w rzeczywistości jest wielką ściemą. A sama, rzeczywista obniżka jest w gruncie rzeczy kolejną fikcją (promocja w cenie).

Patrząc na niektóre długie rachunki z kas fiskalnych zastanawiam się ile razy taka sytuacja zaistniała.

Sam UOKiK doskonale o tym procederze wie. Niestety zapewne jest to w granicach prawa (skoro nie reaguje). Prosi niemniej konsumentów o ostrożność przy półkach sklepowych. Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie UOKiK przez TNS OBOP, dla ponad 80 proc. z nas podstawowym kryterium branym pod uwagę podczas podejmowania decyzji zakupowych jest cena. Powoduje to, że jesteśmy bardzo podatni na wszelkiego rodzaju obniżki cenowe – promocje, przeceny, wyprzedaże. Zanim jednak damy się na nie skusić (aż trzy na cztery promocje nie są dla klientów żadną okazją):

  • Zwracajmy uwagę na produkty na półce obok – zdarza się, że ten sam produkt bez promocji jest tańszy,
  • Krytycznie oceniajmy ofertę z gratisami – często za taki prezent albo musimy zapłacić, albo okazuje się, że zakup towaru bez upominku jest znacznie bardziej opłacalny; porównaj ceny,
  • Oceniajmy krytycznie przekreślone ceny – w każdym przypadku zadaj sobie pytanie, czy rzecz, którą masz zamiar kupić, faktycznie jest warta tyle, ile żąda za nią sprzedawca.

♫  Black Eyed Peas - Meet Me Halfway

Wniosek: Nie ma nic za darmo.

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Paź

Być liderem

Bądź liderem! Bądź elastyczny! Wskazuj kierunek! Nie oglądaj się za siebie!

Na słuchaniu najwięcej się zarabia. Słuchanie to świetny biznes. Mówienie także. Byle mówić dobrze, na temat. Im bardziej przejrzysty biznes, a co za tym idzie mówienie – tym więcej wart jest twój interes.

... myśli nieuczesane… ot tak. Z głowy... same urosły.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

1 Paź

Śmiech na sali aby to klient Ery musiał się wykłócać o korzystne warunki umowy

Z Erą walczę od 8 lat. Zawsze wzbudzało to we mnie śmiech. Myśli nieczyste na temat farsy związanej z opcją przedłużenia umowy przez stałego klienta.

Nigdy nie mogłem zrozumieć tego, w jaki sposób firma która istnieje na rynku, w ktorym konkurencja bije po mordzie pozwala sobie na takie rzeczy. Rzeczy polegające na oszukiwaniu klientów.

Podobno aby wynegocjować warunki w Erze (dobre warunki) trzeba przygotować sobie dobre argumenty. Nie chodzi tu zapewne o mówienie że chce tańszy telefon bo jestem X lat w sieci. To musi być coś bardziej przemyślanego. Tak też uczyniłem. Postanowiłem zasięgnąć wiedzy tu i tam. Przejrzeć ich oferty, przeliczyć wszystko itd.

Śmiech na sali aby klient musiał wykłócać się o warunki umowy korzystne dla niego. Dla mnie jest to nie do pomyślenia. Sytuacja w której godząc się na standardowe warunki otrzymuję ofertę która jest gorsza od tej, którą otrzymują nowo zwerbowani użytkownicy z ulicy.

Dla przykładu: SE c902 dla nowych jest tańszy o 200zł niż dla stałych abonentów.

I tak w urodzinowej promocji nowy użytkownik otrzymuje 2x więcej darmowych minut. Czyli w abonamencie 85zł otrzymuję 340 minut, gdzie w analogicznej opcji przedłużenia dla stałych klientów otrzymuję abonament tańszy o 15zł i 290 minut. Oczywiście do tego mogę wybrać "atrakcyjne telefony w atrakcyjnych cenach". Po porównaniu cen telefonów wynika, że będąc nowym abonentem otrzymuję możliwość kupienia tańszego SE c902 niż podczas przedłużenia umowy (200zł różnicy).

Era wie co robi proponując takie a nie inne oferty swoim klientów. Albo wychodzi na to samo, albo nawet gorzej. Na co liczą? Liczą na to, iż użytkownik nie zapozna się z analogicznymi ofertami dla nowych abonentów (w końcu to jego nie dotyczy). Ba, zostanie omamiony przez wiecznie uśmiechniętych niczym Kazimierz Marcinkiewicz konsultantów, którzy stwierdzą, że "oferta dla stałych abonentów jest lepsza i otrzymuje się więcej". Nie należy w to wierzyć, bo tak nie jest. Nie od dziś wiadomo, że koszt pozyskania nowego klienta w tego rodzaju usługach jest o wiele niższy niż koszt utrzymania klienta w sieci. Dobrze wie o tym Play Mobile skoro werbują namiętnie, z humorem niezadowolonych klientów Ery i Plusa.

Era udostępnia swoim klientom np. w cenach 800-1100 zł telefony, które są do nabycia w sklepach za 420-800 zł. I nie mówię o komisach, tylko normalnych sklepach, Telefony są nowe, bez simlocków, i z oryginalnym softem producenta (era modyfikuje oprogramowanie producenta). Można takie telefony kupić na raty za 15-19 zł/m-c. Przykładowo komórka Samsung S7350 w moim abonamencie kosztuje 699zł, nowy w sklepie internetowym 850zł. A do tego wiąże mnie umowa na 24 miesiące.

Rachunek jest prosty! Rozwiązując umowę z Erą i przechodząc na (nie do końca korzystną ofertę na rynku Tak Taka) i tak wychodzimy na swoje. Dodatkowo kupując telefon na rynku wtórnym różnica ta powiększa się znacząco.

Z tej oto okazji postanowiłem do Ery napisać w celu rozwiązania umowy z końcem października. Moja wiadomość została przekazana do departamentu utrzymywania klienta (powiało zgrozą).

Jeśli rozważa Pan rozwiązanie umowy, informuję, że niezbędne będzie złożenie pisemnej dyspozycji. Wniosek dotyczący rezygnacji z usług (zawierający Pana dane osobowe, numer telefonu oraz odręczny podpis), proszę przesłać na adres:
Polska Telefonia Cyfrowa Sp. z o.o.
Al. Jerozolimskie 181
02-222 Warszawa
bądź złożyć osobiście w salonie albo sklepie firmowym sieci Era (pełny wykaz placówek firmowych sieci Era znajduje się na stronie www.era.pl w zakładce "Sieć sprzedaży").

PTC Era uwzględnia również wypowiedzenia przesłane mailem. Podanie zawierające wymagane dane powinno być zeskanowane i wysłane mailem jako załącznik do korespondencji.
Umowa ulegnie rozwiązaniu po upływie 30-dniowego okresu wypowiedzenia, ze skutkiem na ostatni dzień cyklu rozliczeniowego następującego po dniu wypowiedzenia.
Liczę, że przedstawione wyżej informacje są pomocne.
Z wyrazami szacunku
Beata M.
Starszy Konsultant ds. Utrzymania Klienta

Jestem w szoku. Myślałem że plotka o tym, iż Era ma w dupie stałych klientów jest przesadzona. Dziś się o tym przekonałem. Zostałem totalnie zignorowany. Dostałem jasny przekaz "chcesz odejść - wypierdalaj!". Największą ironią całej tej sprawy jest fakt, iż Departament Utrzymania Klienta wcale go nie utrzymuje. Chyba kończy się właśnie moja przygoda w Erze.

Btw. Z tym szacunkiem to też przesadzili.

Edit: Wypowiedziałem umowę abonencką w Erze. Nie można się z działem utrzymania klienta dogadać. Po niespełna 15 minutach gościu nie dał rady więcej mi ściemniać jaka to dobra jest ta oferta. Argumenty były chyba zbyt miażdżące. Dziś złożyłem wnioski. Za 30 dni znika pierwsza komórka z Ery, druga za 2 miesiące. Oczywiście swój nr. zabieram.

19 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Sie

Facebook vs. Nasza Klasa

Od jakiegoś czasu zacząłem się bawić Facebookiem. I tak sobie porównuje to i owo z polskim odpowiednikiem – Naszą Klasą. Szczerze mówiąc jest przepaść. Facebook pod względem marketingowym bije naszą rodzimą aplikację. Zresztą nawet grono nie ma szans. Na pewnym etapie projektowania portali gdzieś zatracono pierwszą ideę, która przyświecała powstaniu takich a nie innych rozwiązań. W przypadku Grona była to społeczność zamknięta, wyjątkowa, z klasą, kreatywnością. Coś na zasadzie tego, co oferuje Flaker, czy Goldenline. Flaker jest bardziej luzacki, natomiast GL to portal społeczny oparty na kontaktach biznesowy. Każdy daje coś swoistego i wyjątkowego. Nasza Klasa natomiast jest dla wszystkich. Od razu przypomina mi się hasło reklamowe jednego z banków „Bank od wszystkiego jest do niczego”. I ten slogan można zastosować do NK. Natomiast na FB już nie działa. Tam zastosowano świetne możliwości aplikacji, które pozwala użytkownikom jak i samym marketingowcom od kreacji marki w mediach na swoistą interakcję. Można tworzyć darmowe fan page dla swojej marki. Kupować kampanie reklamowe. Każdy może stworzyć w ten sposób swoisty klimat na własnym profilu. Tego nie oferuje Nasza Klasa. Jest po prostu zbyt uboga. Nie ma także takiej skali działania (around the world).

Na facebooku są obecne niemal wszystkie najważniejsze, największe, naj.. marki świata. Sprawdziłem! Znalazłem KFC, Mc Donald’s, Coca colę, Twittera, Blipa, Tarczyna itd… Co dusza zapragnie. Nasza klasa za takowy profil brandowy karze sobie słono płacić. A zasięg nie ten. Na plus natomiast za NK przemawia to, iż jej profile są o wiele bardziej czytelne. Mnie to osobiście bardziej odpowiada. Nie są także tak toporne jak FB.

Ostatnio dowiedziałem się ze FB powoli na zachodzie zaczyna wypierać podstawowe funkcje skrzynki e-mail. Osobiście tego sobie nie wyobrażam. Ale mogę zrozumieć osoby, które wiadomości e-mail wykorzystują wyłącznie do przesyłania zdjęć, filmików, krótkich notek tekstowych. IMO wole Blip.pl, ewentualnie Twittera. Kto co lubi. Minusem w tym wypadku jest nadal znikoma popularność w Polsce tego typu serwisów.

12 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Sie

Koncert Madonny czyli autopromocja filmu Mądrość i Seks

Wśród wielu osób koncert Madonny to kolejny powód do tego by toczyć "bliblijne" spory na forach i w szkolnych zeszytach...

Dla jednych to skandal, obraza religijna. Dla pozostałych - wydarzenie kulturalne, społeczne. W końcu gwiazda muzyki POP nie codziennie bywa w Polsce. A sama słysząc niektóre brednie na temat jej występów z pewnością zastanawia się czy Polska to nie zaścianek Europy / Świata?

W każdym bądź razie trafił wczoraj do mnie ten oto rysunek. Korzystając z okazji lekko go przerobiłem:

darmowy hosting obrazków

Księża już się ślinią na samą myśl.

11 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

21 Cze

Dla idiotów

Ciekawe czy klienci Media Markt zastanawiali się czemu na stronie firmowej nie można uzyskać informacji o cenie danego produktu? Mnie to zastanowiło. Z obserwacji mogę powiedzieć tylko tyle:

  • Produkty z gazetki mogą być tańsze
  • Produkty z wyszukiwarki i pozostałej oferty MM co najmniej o 10-15% droższe niż w Internecie

Taka mała cenzura ze strony Media Markt w myśl zasady "nieświadomy klient, to klient nabity w butelkę". Oczywiście bazujemy na efekcie braku porównania z konkurencją.

Przypadek nr. 2 - biorąc za przykład badania nad ludzkim mózgiem, żaden umysł człowieka nie zna słowa "nie". Aby czegoś nie zrobić trzeba najpierw to zwizualizować a potem wewnętrznie zanegować. Stąd hasło "nie dla idiotów" przeradza się w "dla idiotów" z wewnętrzną negacją, grą słów i wyparciem w tle - "nie jestem idiotą, to nie prawda".

Sprawdźcie sami: zapytajcie klienta Media Markt czy jest idiotą?

8 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

24 Maj

6 sposobów na skuteczne oszczędności

Oszczędzać można na wiele sposobów - jedni oszczędzają wodę myjąc się raz na 2 tygodnie, inni parzą 10 herbat z 1 torebki a jeszcze inni biorą kredyty konsolidacyjne by zmniejszyć koszty odsetek. A można i tak:

Metallica - The Day That Never Comes

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

17 Maj

We are pirates of the internet

Zauważyłem fajną zależność – im więcej przeciwników piractwa komputerowego tym większa liczba zwolenników.  Mam wrażenie że wielkie koncerny filmowe, komputerowe i muzyczne im więcej wydają dolarów na walkę z piractwem tym gorszy ich akcje odnoszą skutek. Nie dość ze promują serwisy i oprogramowanie rozpowszechniające pliki z naruszeniem praw autorskich, to zwiększają liczbę osób które popierają ideę piractwa komputerowego.

Jak by nie patrzeć idea taka jest bardzo przystępna dla zwykłego Kowalskiego. Nie dość, że pokazuje ułomność organów ścigania. To ukazuje wielką ignorancję i hipokryzję firm roszczących prawa do praw autorskich (sic!). 

Co najlepsze twórcy stron są nie lepsi – odpowiadają tą samą amunicją, robiąc swoisty rykoszet:

Na serwerze są przechowywane wyłącznie pliki torrent. To oznacza, że żadne materiały prawnie chronione nie są przez nas składowane. Z tego względu nie jest możliwe utrzymywanie, że ludzie stojący za Pirate Bay są odpowiedzialni za materiał udostępniany za pomocą trackera. Jakiekolwiek roszczenia organizacji chroniących prawa autorskie będą wyśmiane i opublikowane na stronie.

Jest to nawet zabawne. Taka fajna wymiana zdań. Dwa różne światy ścierające się na froncie „We have Money vs we have Internet”.

I co dalej? Koncerny fonograficzne walczą. Piraci sikają na sprawę (słynny nieudolny proces twórców The Pirate Bay).  Co najlepsze – te wszystkie firmy walczące o prawa autorskie przespały jeden bardzo ważny etap w dziejach Internetu – zamiast udostępniać pliki w Internecie, usuwały je i straszyły (by później w MTV krzyczeć głośno – kupujcie płyty z muzyką). Spoczęły na laurach po zniknięciu z sieci Napstera. A to był dopiero początek walki, która jest już na poziomie wojny.

Stworzono zabezpieczenia DRM, które później usunięto, bo przemysł muzyczny i filmowy zauważył, że w Internecie można zarabiać. Jednak do tej pory sprzedaż plików muzycznych, mimo że wzrasta i w ciągu 4 lat potroiła się to jest to tylko 1/5 całego przemysłu nagraniowego. Można tłamsić ludzi statystyką, ale jeżeli nadal pliki będą drogie to nikt ich nie kupi – bo kilka wyników Google dalej znajdę identyczny za 0gr.

Inną drogę w walce z piractwem wybrała organizacja IFPI które nie tyle, że straszy użytkowników Internetu odpowiedzialnością karną, to wykazuje chęć legalizacji sieci P2P, co w dłuższej perspektywie na pewno byłoby ogromnym krokiem wstecz i kolejnym cenzurowanym kanałem dystrybucji na rynku. A przecież o byciu na „niecenzurowanym” w tym wszystkim chodzi.

Ludzie chcą niezależności, prawa wyboru – jeżeli ktoś pragnie z całego serca mieć płytę CD w plastikowym boxie i kozaczyć wśród znajomych – proszę bardzo. Jeżeli ktoś chce tylko posłuchać muzyki w drodze ze szkoły, pracy, sklepu – proszę bardzo, powinien mieć wybór. Stąd też zaczynają się tworzyć swoiste grupy społeczne, w których można wyróżnić powyższe zależności.

W celu większej identyfikacji, chociażby z serwisem The Pirate Bay użytkownicy kupują specjalne koszulki i gadżety. Inni natomiast tworzą swoiste „pirackie orgiami” w kształcie piramidy. Kolejni grafikę, teledyski, plakaty, muzykę, remixy i dzwonki do komórek (sam zrobiłem) . Ruch ten przypomina mi początki „kultu iPoda”. Napawa dużym optymizmem. Już teraz jestem pewien, że to tak łatwo i szybko (jakby co niektórzy chcieli) się nie skończy…

Pirates Of The Internet

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

13 Mar

Jak to sie robi na Allegro - doładowania prepaid

Nie od dziś wiadomo, że do swojego telefonu można zakupić doładowanie taniej niż po cenie rynkowej. Związane jest to często ze zniżkami jakie otrzymują partnerzy współpracujący z operatorami. Pośrednicy też muszą zarabiać, a więc operator sprzedaje swoje kody taniej. Sposobów na taki stan rzeczy jest wiele.

W Polsce sprzedaż kodów doładujacych do niedawna odbywała się za pomocą podstawowych „zdrapek”. System ten od jakiegoś czasu jest uciążliwy i małobezpieczny (w związku z fałszywymi kodami). Aktualnie największy udział w rynku stanowią systemy transakcji elektronicznej – terminale prepaid. Mogą być one podpięte bezpośrednio przez Internet (sieć Ethernet), wykorzystywać połączenie GSM/GPRS lub być w postaci aplikacji PC. Z tego rodzaju współpracy można zarobić od 4 do 7% prowizji od każdej transakcji. Minusem tego rozwiązania jest to, że niektóre programy wymagają od sprzedających określonych obrotów w związku ze sprzedażą doładowań. W innym przypadku poniższe firmy traktują nas z poziomu usługobiorcy (zamiast usługodawcy). Jednym słowem wymagają od nas zapłacenia odpowiedniego abonamentu (karnego?). Popularne systemy w Polsce to Agatka, Kolporter i BluePay.

Innym rozwiązaniem stosowanym na rynku są programy partnerskie np. mBanku, BluePay itp, które za sprzedaż doładowania prepaid oferują swoim partnerom do 4% prowizji. Plusem jest to, że aby sprzedawać tego rodzaju usługi nie trzeba posiadać własnej działalności gospodarczej.

Natomiast każdy kto ma styczność z allegro zauważył, że od dłuższego czasu można tam zakupić doładowanie o wartości 50zł za 45zł. I to zupełnie legalnie. Temat jest o tyle ciekawy, iż mnie osobiście zainteresował. Początkowo myślałem, ze sprzedawcy oferujący doładowania przez Allegro po cenie niższej niż rynkowa posługują się wyżej wspomnianymi terminalami. Niestety po małym przeliczeniu kosztów wychodzi na to, że pierwsza myśl była błędna. Licząc wszystkie koszty typu prowizja allegro, rolki papieru, Internet oraz różnica pomiędzy ceną rynkową a ceną z aukcji internetowej szybko zorientowałem się że koszty te są dokładnie równe prowizji otrzymanej z systemu transakcyjnego np. BluePay. Nikt nie jest organizacją charytatywną a więc to bez sensu.

Po dłuższej chwili znalazłem sposób na pewien zarobek zwany przez „wtajemniczonych” „sposobem na 4 karty”. Jest on na tyle ciekawy, gdyż używając kilku kart możemy zbierać punkty / darmowe minuty itd. poprzez dokonywanie doładowań i czerpać z tej różnicy zyski. Jednak nie do końca mnie to przekonuje.

Szukając dalej wpadła mi w ucho (oko) interesująca informacja - pewna firma X która jest dużym dystrybutorem kart prepaid sprzedaje te karty firmom które są założone np. w Niemczech i posiadają europejski NIP. Firma X sprzedając karty takiej firmie nalicza VAT=0 zł a nie 22% . Odkąd jesteśmy w strefie Schengen zagraniczne firmy kupujące karty z Vatem zerowym nawet nie muszą przedstawiać dokumentów celnych, potwierdzających wywóz tychże kart z Polski:

Możliwość stosowania preferencyjnej stawki VAT 0% zarówno w przypadku tzw. dostawy magazynowej, jak i w przypadku dostawy na rzecz zagranicznego kontrahenta, istnieje wówczas, gdy podatnik dysponuje stosownymi dokumentami. Dostawa wewnątrzwspólnotowa podlega opodatkowaniu według stawki VAT 0%, stosowanie tej stawki nie powoduje żadnych obciążeń fiskalnych (nie występuje podatek należny) przy równoczesnym zachowaniu upoważnienia do uzyskania zwrotu podatku naliczonego.
Przepisy ustawy VAT nakładają na podatnika stosującego stawkę 0% w związku z dokonaniem dostawy wewnątrzwspólnotowej obowiązek posiadania dokumentów, które łącznie potwierdzają wywóz towaru i dostarczenie ich do nabywcy na terytorium innego niż Polska państwa członkowskiego.

Stąd biorą się chore ceny na rynku także na Allegro. Dodać należy że Importer doładowań w Niemczech zobowiązany jest zapłacić do tamtejszego Urzędu Skarbowego VAT w wysokości 16% 19%. Każde dziecko jest w stanie policzyć różnicę wynoszącą 6pp 3pp (punktów procentowych - dzięki Seb). [możliwe że firma niemiecka nie podając nr NIP EU jest w stanie uniknąć płacenia podatku w swoim kraju macierzystym, ale nie jestem tego rozwiązania w 100% pewny. Na import usług elektronicznych z krajów z UE nie jest potrzebny NIP UE w szczególności także dla usługi generowanej automatycznie przez komputer i przesyłanej Internetem lub siecią elektroniczną w odpowiedzi na określone dane wprowadzone przez usługobiorcę]. Dodając do tego cenę hurtową zdrapki tańsza o około 10% daje dość znaczące zyski. Warto zwrócić uwagę na to, że towar zwolniony z polskiego podatku od towarów i usług (VAT) i dostarczony wewnątrzwspólnotowo nie może być sprzedawany na terytorium Polski. W innym wypadku sprzedawca taki łamie polskie i prawdopodobnie wspólnotowe prawe (chyba że za przyjmiemy terytorium Niemiec za faktyczne miejsce świadczenia usługi, o ile to możliwe). Jednocześnie (to oczywiste) naraża państwo Polskie na straty z tytułu zwolnienia podatkowego.

Na koniec w ramach podsumowania nasuwa się jedno pytanie – czy Allegro jako serwis pośredniczący w organizowaniu aukcji i sprzedaży nie umożliwia pewnemu gronu „sprzedawców” świadczenia swoich usług niezgodnie z polskim prawem, poszerzając jednocześnie (nadal znaczącą dla wpływów budżetowych) szarą strefę?

Wniosek: Kto za to płaci? My

19 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

9 Mar

Temat pracy magisterskiej

I stało się. W końcu po wielu tygodniach wysokoenergetycznych procesów myślowych powstał przy współpracy z promotorką temat pracy magisterskiej:

Nowoczesne strategie marketingowe jako narzędzie kreowania wizerunku marki.

Jednym słowem będę pisał o tym co mnie interesuje, czyli marketingu eksperymentalnym, także psychologii, strategii największych i nowatorskich metodach. Powinno być ciekawie.

Top One - Miła Moja

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

23 Lut

Społeczeństwo bez potrzeb

Jeden z szefów marki Sony miał powiedzieć:

Nasi klienci nie znają swoich potrzeb. To my znamy ich potrzeby.

To mniej więcej tak jak kiedyś słyszałem, że łatwiej zmienić kobietę niż ją nawracać. Po części podobnie jest z klientami na rynku dóbr i usług. Wychodzę z założenia, że łatwiej jest wykreować potrzebę używania danego produktu niż dostosowywać się do potrzeb większości.

Idąc dalej tropem Sony. Czy kilka lat temu ktokolwiek zastanawiał się nad tym czy będzie nam potrzebny w domu standard FullHD, BlueRay itp.? Nie sądzę.

Mawia się, że potrzeba matką wynalazku. W dzisiejszym świecie, część rzeczy nie powstaje z racji potrzeb, a raczej by tworzyć potrzeby.

Jak to zrobić? Można zmienić kategorie myślenia. Zamiast promować zaspokajanie oczywistych potrzeb np. „spragniony? Napij się?” można poszukać niszy, o której potencjalni klienci nie słyszeli. Poszukać niszy, zidentyfikować kluczową niszę i wykorzystać ją. Wtedy zamiast promować gaszenie pragnienia można pokusić się na promocję designu, typowo męskiego smaku itd.

Wtedy nagle może okazać się, że osoby które chcą się wyróżniać z tłumu zauważą naszą niszę. Poprą ideę i kupią produkt.

Kreować potrzeby można  również w nieco inny sposób. Przykładowo (tak na teraz wymyśliłem) wprowadzić na rynek produkt który przy obecnym kształcie rynku nie ma prawa się sprzedać. Następnie zacząć promować mniej oficjalnie daną potrzebę którą ten produkt może zaspokajać. Im głośniej na dany temat tworzymy szumu tym więcej osób może zainteresować się zjawiskiem. Ważne by przekaz informował o danym zjawisku, zamiast go reklamować. Coś na zasadzie WOMM’u i marketingu szeptanego. Następnie zainteresowana osoba,  szukająca informacji np. w Internecie na temat, który dzięki nam ją zainteresował wchodzi na naszą stronę internetową. Widzi idealny produkt, który jest w stanie zaspokoić jej potrzebę i go kupuje.

Oczywiście nie jest to takie łatwe, ale możliwe do zrealizowania. Kwestia odpowiedniej strategii i konsekwencji działania.

Co daje kreowanie zamiast realizacji potrzeb klientów?

Dla przedsiębiorstwa to niższe koszty działania. Nie trzeba tworzyć produktów dla X rodzajów odbiorców. Tworzy się produkt jednorodny, gdyż potrzeby klientów są jednorodne. Odwrotnie aniżeli w przypadku marek globalnych np. Coca Cola, których komunikacja marketingowa opiera się na tworzeniu jednego produktu dla wszystkich, przez co koszty kampanii reklamowych rosną. Trzeba je projektować dla różnych grup docelowych, a co za tym idzie tożsamość marki niknie w gąszczu innych substytutów.

Juliet - Avalon (F+++ Me I-m Famous Remix By David Guetta & Joachim Garraud)

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

18 Lut

Pink & Blue Obsession

Po powrocie ze Szkocji opisywałem w jednym ze swoich wpisów swoistą obsesję Szkotów / Anglików do koloru różowego. Przeglądając American Photo Magazine natknąłem się na taką oto sesję fotograficzną Pana JeongMee Yoon:

darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków

Nawet kuzynka mojej P. ma obsesje na punkcie różowego. Do tego dochodzi moda „na supermena” i wszechobecna Doda. Tylko cholera czemu niebieski i różowy? To się robi monotematyczne…

Aventura - Obsession

Wniosek: Niech żyje konsumpcjonizm!

8 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

18 Lut

Rzetelne dziennikarstwo

Rzetelne dziennikarstwo. Czy może nie lepiej napisać „żetelne” dziennikarstwo?

Jakiś czas temu próbowałem sobie odpowiedzieć na zadane przez samego siebie pytanie: jak to się dzieje że takie serwisy jak Onet, Wirtualna Polska, Gazeta.pl czy Dziennik.pl maja taką rotację artykułów? Kto to pisze? Jakie są koszty?

Odpowiedz nasuwa się jedna – wystarczy sprytnie użyć wyszukiwarki by odkryć druzgoczącą prawdę.

Przeprowadziłem analizę treści wybranego artykułu (uwaga na daty):

Do internetu przedostało się nagranie z przygotowań do wejścia na wizję Kamila Durczoka. Burzy ono mit o radosnej atmosferze, która panuje w studiu telewizyjnym. Gwiazdy wcale nie bawią innych anegdotami, lecz w pośpiechu próbują okiełznać żywioł w studiu. To stąd te wulgarne wybuchy. [fragment z dziennik.pl 14 lutego 2009 23:41]

i…

Od pewnego czasu polscy internauci podsyłają sobie link do pliku wideo, na którym widać Kamila Durczoka klika minut przed wejściem na antenę "Faktów TVN". Lubiany przez miliony Polaków dziennikarz rozmawia ze swoimi współpracownikami wulgarnym językiem. [fragment z media2.pl 14 lutego 2009, godz. 15:32]

oraz

Po Tomaszu Lisie - którego dawno temu nagrano, gdy wulgarnie beształ współpracownika - to samo spotkało Kamila Durczoka. Nagranie - od którego dosłownie więdną uszy - chyba nie podoba się pracodawcom Durczoka. TVN robi co może, by "soczyste" wideo wycofać z Internetu [fragment z dziennik.pl 14 lutego 2009 23:41]

i…

Zainteresowany sytuacją trafiłem na portal Media2.pl w którym opublikowano artykuł o czyszczeniu Internetu przez TVN z powodu wpadki Durczoka. Jeszcze kilka lat temu, można było usłyszeć podobny fragment w wykonaniu Tomasza Lisa. Jemu tym razem nie spodobała się plansza jaka została przygotowana przez grafika. [fragment z koval.com.pl 14 luty 18:00 - fakt ze nawet nie zmienili linków do YouTube świadczy o wzorowaniu się na moim wpisie; i media2.pl 14 lutego 2009, godz. 15:32]

Oraz

"Od dwóch dni jest tak upier..., że tylko dlatego, że zlikwidowaliśmy ten jeb... przerywnik z góry, to jeszcze się to kur... uchowało" - tlumaczy koledze prowadzący "Fakty" w TVN.
Praca w telewizji jest stresujuąca. Zwłaszcza, gdy - jak ujął to dziennikarz - odpowiada się za to, co oglądają cztery miliony ludzi. A ponieważ Durczok jest jednocześnie menadżerem i dziennikarzem, to nie miał czasu na sprzątanie stołu. Tym bardziej, że właśnie pudrowała go wizażystka. Po kosmetyce twarzy był tak zły na brudny stół, że nie miał już siły na dalsze połajanki. Szepnął sobie tylko pod nosem: "uje... farbą czy nie wiem czym ku...". [fragment z dziennik.pl 14 lutego 2009 23:41]

i…

“Nie wk….aj mnie, dobrze? Od dwóch dni jest tak upierd….y stół tutaj, że tylko dlatego, że zlikwidowaliśmy ten j….y przerywnik, który jedzie z góry, to jeszcze się to jakoś k…a uchowało i ludzie tego nie widzą. Może by ktoś ruszył dupsko i to wyczyścił (…) A jak tu będzie g…o leżało, to je też pokażesz?” - dokładnie tak wyglądała rozmowa Kamila Durczoka przed głównym wydaniem “Faktów”, w czasie, gdy malowała go wizażystka, już w studiu “Faktów”. [fragment z tvnfakty.pl 13 lutego 2009 20:00]

Oraz

TVN bardzo przejął się tą sprawą. Wycofywał filmy z serwisów takich jak youtube. Pisał listy z prośbami powołując się na... prawa autorskie[fragment z dziennik.pl 14 lutego 2009 23:41]

i…

Internauci oburzeni są zachowaniem telewizji TVN, która powołując się na prawa autorskie walczy o usunięcie materiału wideo z sieci. [fragment z media2.pl 14 lutego 2009, godz. 15:32]

 

i oburzeni internauci…

- Już niestety usunęli film z tuby, ten kto go tam umieścił lepiej niech przerzuci na daily motion lub gdzieś indziej.
w tym przypadku nie ma znaczenia, gdzie zostanie umieszczony filmik. Kontrola nad wszystkim bacznie czuwa - reakcja jest natychmiastowa.
- TVN tuszuje sprawę i kasuje wszędzie materiały wideo
- Dokładnie, tak to właśnie wygląda za kulisami, a TVN próbuje cenzurować Internet i zdecydowanie nie tedy droga. Im więcej razy usuną ten materiał tym większe będzie zainteresowanie i tym częściej będzie sie pojawiał w wielu internetowych źródłach. TVN właśnie takim zachowaniem pokazuje, że w d**** ma wszystkich internautów, w tym korzystających z ich własnych serwisów internetowych (często płatnych) - próbują kastrować Internet i to jest zamach na wolność.

Na podstawie powyższych materiałów można stworzyć swoisty wzór na artykuł do internetowego serwisu: bierzemy 3-4 źródła z danym wydarzeniem, z jednego bierzemy nagłówek, z drugiego treść, najfajniejsze fragmenty, miksujemy wszystko ze wcześniejszymi komentarzami internautów (w końcu dziennikarz musi pokazać opinie społeczeństwa), przeredagowujemy, z youtube.com dorzucamy filmik (o ile jest potrzebny) i nadajemy krzykliwy tytuł.

Co ciekawe – im artykuły są coraz bardziej plagiatowane (kopiowane) tym redakcje kolejnych serwisów są skłonne nadawać mocniejszy wydźwięk artykułom (w tym także tytułom i nagłówkom).

Na powyższym przykładzie „afery” z Kamilem Durczokiem i TVN można świetnie zaobserwować ewolucję informacji w społeczeństwie. Etap rodzenia się plotki, mitu czy nie do końca sprawdzonej informacji. Zaczęło się niewinnie: „Durczok dla tvnfakty.pl: To były krótkie żołnierskie słowa, za to mi płacą”. Następnie „Durczok klnie w sieci - TVN czyści Internet”, „Kamil Durczok klnie w studiu TVN”, „Kamil Durczok podzielił Polaków!”, „Durczok: nie wk…aj mnie!” by na końcu stwierdzić - „Durczok rzucił mięsem i dostał dożywotniego hamburgera”.

Nieustawicznie kopiowana i zmieniana wiadomość ulega zniekształceniu. Można zilustrować to łatwo opisem kasety VHS którą nieustannie kopiujemy lub obrazem / plikiem muzycznym który jest w nieskończoność poddawany kompresji.

Kolejny raz życie pokazuje sztuczną rzeczywistość. Rzeczywistość wykreowaną na szybko, pod presją czasu, dla masowego odbiorcy. Kultura masowa nie ma czasu zastanawiać się nad prawdziwością informacji które uzyskuje. Po prostu przyjmuje je do wiadomości. Stwierdza fakt ich istnienia.

Odpowiedzi na wcześniej postawione pytania same nasuwają się na usta. W przypadki z zasady nie wierzę.

Z drugiej strony nie ma co się dziwić – w końcu kultura masowa wyznaje zasadę wspólnego mianownika: „wszystkie treści zrozumiałe dla wszystkich, w najprostszej formie, mało wyrafinowane”. Taki stan rzeczy skutkuje jednym – na własne życzenie, z niejasnych pobudek  otrzymujemy odpadek prawdziwej rzeczywistości. Co najgorsze – godzimy się na to!

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Lut

Durczok bluzga...

... a w TVN24 żartują.

W poranku TVN24 jednym z dzisiejszych gości był Szymon Majewski. Rano jeszcze nie skumałem żartu Majewskiego i Jakuba Porady Jarka Kuźniara (prowadzącego). Szymon wymalował na policzku Jakuba Porady Jarka Kuźniara ładne, czerwone serduszko, po czym zaczął bawić się zestawem do makijażu. Jakub Porada stwierdził:

Szymon! Uważaj. Bo pobrudzisz (dop. stół).

Szymon Majewski stwierdził wtedy: "A co Durczok się zdenerwuje?" i zaczął intensywnie wycierać stół specjalnie dla Kamila Durczoka twierdząc, że to prezent na dzień Walentynek dla prowadzącego Faktów.

Ogólnie rzecz biorąc nie zrozumiałem analogii. Dziś pod wieczór wpadł mi w ręce film z Kamilem Durczokiem, który niezadowolony z warunków panujących w studio strofuje współpracowników.

Zainteresowany sytuacją trafiłem na portal Media2.pl w którym opublikowano artykuł o czyszczeniu Internetu przez TVN z powodu wpadki Durczoka. Jeszcze kilka lat temu, można było usłyszeć podobny fragment w wykonaniu Tomasza Lisa. Jemu tym razem nie spodobała się plansza jaka została przygotowana przez grafika.

Ładnie ładnie, przynajmniej jest wesoło.

Update: I jest coraz weselej - Kamil Durczok otrzymał od sieci Burger King bezpłatny kupon, który uprawnia go do nieograniczonego dostępu do wszystkich restauracji w Polsce. Według pomysłodawców obdarowania Kamila Durczoka takim prezentem dziennikarz idealnie wpisał się filozofię Burger Kinga - Have It Your Way. Więcej na blogu Hatalska.com.

Wniosek: Rzucanie mięsem może się opłacać.

13 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

13 Lut

8 pytań

W książce, która opowiada o 8 pytaniach jakie należy sobie zadać przed rozpoczęciem projektowania kampanii marketingowej znalazłem dość ciekawy fragment:

Wyobraź sobie, że biznes to podróż, w którą się wybierasz samochodem. Jeśli nie znasz:

  • celu podróży
  • drogi
  • czasu potrzebnego na dotarcie do celu
  • szybkości, z jaką może jechać Twój samochód
  • spalania na 100 km
  • ceny paliwa

To jedynie przy bardzo dużym szczęściu taka podróż może się powieść. Nawet jeśli dojedziesz to nie wiesz czy będzie to za 5 godzin czy za rok. Nic nie wiesz. Kto rozważny wybiera się w podróż bez tej wiedzy? Chciałoby się powiedzieć: "NIKT!"... a jednak 9/10 małych biznesów to taka właśnie podróż.

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Lut

Kulisy wycofania reklamówek ze sklepów

O swoich przemyśleniach nt. sprzedawców i nie udostępniania opakowań (torebek, reklamówek, foliówek) pisałem nieraz. Teraz postanowiłem zasięgnąć prawa.

W 1995 roku została powołana w życie ustawa w sprawie szczegółowych warunków zawierania i wykonywania umów sprzedaży rzeczy ruchomych z udziałem konsumentów. Posiadała ona taki zapis:

§ 13. 1. Towar powinien być wydany konsumentowi w należytym opakowaniu, chyba że z charakteru danego towaru oraz stosowanego powszechnie sposobu jego sprzedaży wynika, że bez uszczerbku dla towaru lub uzasadnionego interesu konsumenta towar może być sprzedany bez opakowania.
2. Towar dostarczony przez wytwórcę lub inną jednostkę gospodarczą w jednostkowym oryginalnym zamkniętym opakowaniu fabrycznym, który ze względu na swój charakter nie wymaga sprawdzenia funkcjonowania, powinien być sprzedawany konsumentowi bez naruszenia tego opakowania.
3. Przy sprzedaży samoobsługowej należy nieodpłatnie udostępnić konsumentowi materiały odpowiednie do zapakowania zakupionego towaru.

Przepis ten jasno narzucał sprzedawcom (marketom, supermarketom, hipermarketom) udostępniania konsumentom materiałów do opakowania zakupionych towarów. Tak właśnie wtedy było – w sklepach można było znaleźć foliówki, reklamówki, torebki a nawet kartony aby zapakować kupiony towar.

Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Nie wiem, nie chce dociekać, możliwe że celowo, ustawa ta została uchylona przez ustawę z dnia 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny. Reszta przepisów związana ze sprzedażą konsumencką została uregulowana w ustawie z dnia 27 lipca 2002 roku o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej, która w swoim brzmieniu jest podobna do ustawy z dnia 30 maja 1995 za wyjątkiem min. tego przepisu nakładającego na sprzedawcę obowiązek udostępnienia materiałów umożliwiających opakowanie towaru.

Zaciekawiło mnie to nawet bardzo. Wręcz zaintrygowało, jak to się dzieje, że przepis znika pod gąszczem nowych przepisów w myśl szczytnej idei „CHROŃ ŚRODOWISKO NATURALNE”.

Hipokryzja sklepów wielko powierzchniowych tym bardziej może bulwersować gdyż nikt nie wspomniał o powstaniu pewnej luki w prawie pozwalającej sklepom samoobsługowym na wycofanie foliówek / wprowadzenie opłat za nie. W działach Public Relations poniosła wyobraźnia – sprawnie poinformowano społeczeństwo o pozytywnych zmianach jakie dokonują się w myśleniu u dużych przedsiębiorstw – „teraz dbamy o środowisko naturalne”. Wpisano się świetnie w ogólnoświatowy (europejski) trend. Podczepiono się pod kilka ekologicznych akcji i kampanii społecznych. Szybko policzono, że Polacy w ciągu pełnego roku kalendarzowego otrzymują od sklepów 11 miliardów torebek foliowych. Daje to niebagatelną kwotę 100 milionów złotych. Ba – bezczelnie wprowadzono opłaty za zakup toreb wielokrotnego użytku.

Wniosek: I biznes się kręci

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

2 Lut

Prawie zostałem prostytutką

Tak dokładnie. Dobrze przeczytałeś drogi internetowy kolego, droga internetowa koleżanko. Uffff, o mało co…

Zacznę od definicji prostytutki:

Osoba sprzedająca siebie za pieniądze.

Lub wg nonsensopedii:

Prostytutka (dziwka, kurwa, kurtyzana, kobieta lekkich obyczajów, pani gościnna w kroczu, jagodzianka, grzybiarka ) – najstarszy zawód świata, z którym wiąże się przysłowie „żadna praca nie hańbi”. Kobiety takie są bardzo cenione przez obywateli. Same o sobie lubią mówić jako „kobiety wyzwolone”, tudzież „kobiety zaradne”.

Dodatkowo wikipedia wspomina o tym, że prostytucja może być w wykonaniu także i męskim.

Idąc dalej:

Art. 204. § 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, nakłania inną osobę do uprawiania prostytucji lub jej to ułatwia, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Oczywiście w moim przypadku nie chodzi o świadczenie usług seksualnych, co nie znaczy że nie można nazwać innego aseksualnego czynu takim hasłem. Uchylając rąbka tajemnicy wspomnę o prostytucji internetowej, której objawem jest sprzedaż własnej tożsamości na rzecz innych użytkowników Internetu.

Jak można świadczyć usługi prostytucji internetowej?

Jest kilka sposobów, do najważniejszych zaliczyłbym:

  1. Informowanie wszystkich o wszystkim co się robi (byłem tutaj, zadzwoniłem tam, bo X chciał ale ja nie mogłem bo powiedziałem Z że przyjdę tamtędy i załatwię to) – mało szkodliwa forma prostytucji internetowej, często niezamierzona.
  2. Celowe wykorzystywanie swojego autorytetu wśród internautów (poczytny blog) do sprzedaży usług/produktów lub promowania ich w celu uzyskania korzyści majątkowych

Niestety miałem i czuje że mam kontakt z tą 2 formą internetowej prostytucji. Aktualnie w polskim regionie Internetu funkcjonują dość sprawnie takie serwisy jak Blogvertising.pl, oferujące nowoczesną formę reklamy na blogach osób zarejestrowanych w tym serwisie (trendsetting, marketing wirusowy). Reklama polega na pisaniu artykułów na z góry narzucony temat i umieszczenie ich na swoim blogu w zamian za otrzymane wynagrodzenie. Mam pewne wątpliwości co do tego typu działalności, również pod względem etycznym i moralnym.

Witaj,
Miło jest nam poinformować, iż nasz klient wybrał Twojego bloga do swojej zamkniętej kampanii reklamowej. Chodzi o napisanie tekstu komercyjnego promującego serwis HotelCalculator.com/pl.

XXXXXXXXX.

Taki o to mail otrzymałem na dniach. Zaoferowano mi możliwość w uczestniczeniu w kampanii promocyjnej jakiegoś tam serwisu. Nawet nie sprawdziłem jakie wynagrodzenie wchodzi w grę. Dokonałem heroicznego czynu – odmówiłem. Pomyślałem wtedy o tych tysiącach (jak nie milionach) internautów którzy mnie czytają, o moim nieskazitelnym wizerunku, o moim…

A tak na serio to nie chcę uczestniczyć w procederze namawiania kogokolwiek do czegoś z czym sam się nie identyfikuję. To wbrew samemu sobie, własnym poglądom, przekonaniom i wyznawanym zasadom. Aczkolwiek nie ukrywam, że wszystko ma swoją cenę… wysoką cenę.

Jakie konsekwencje? Kiedyś Microsoft przy współpracy z Acerem i agencją marketingu szeptanego Edelman, wysłał do wybranych blogerów laptopy Acer Ferrari (wtedy około 4000$) z zainstalowanym systemem Windows Vista. Po testach użytkownicy kampanii promocyjnej nie musieli ich zwracać. Nie zawsze jednak testowanie produktów się udaje. blogosfera uznała to za próbę przekupstwa ze strony Microsoftu i głośno skrytykowała taki proceder.

W tego rodzaju kampaniach internetowych istnieje wąska granica błędu. Należy sprawnie wyczuć co można a czego nie. W obu przypadkach przekroczono tą granicę. W moim – przysłano maila, w którym zasugerowano mojej osobie, iż „zostałem wybrańcem” a tak się wcale nie czułem gdyż aby móc promować produkt musiałem napisać o nim artykuł. To nie jest nagroda! To zwykła praca.

W drugim przypadku było podobnie – przesłano wartościowe produkty wybranym osobom, by te rewanżując się napisały pochlebny artykuł. Wysoka wartość przesłanego laptopa tworzy w umyśle następujący schemat myślenia: "drogi laptop w prezencie + blog = muszę coś napisać bo inaczej uznają to za kradzież". W przypadku produktów o niskiej wartości jak np. długopis z logo firmy (tak jak robi to Sparrow z jogger.pl) nie tworzy w umyśle obdarowanego takiego schematu.

Jaki złoty środek? Miarą sukcesu w tym wypadku byłaby chęć do aktywizacji użytkowników blogosfery by ci samoistnie wyrazili swoje opinie na temat danego produktu czy usługi. Zachęcać można w różnoraki sposób – począwszy od małowartościowych gadżetów i próbek, po zniżki, czy wspólne projekty. Ważne by nie zmuszać do tego nikogo, nawet jeśli danej osobie został wręczony upominek. Taka jest właśnie idea marketingu wirusowego – dostarczasz impuls a reszta dzieje się sama.

30 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

19 Sty

Moja własna historia Internetu

Co się porobiło? Nasi rodzice w 1981 roku nigdy by nie pomyśleli o tym, że Polska 9 lat później stanie się wolnorynkowym krajem. Nie pomyśleliby o tym, że nastąpi coś takiego jak digitalizacja życia codziennego. I nie pomyśleliby, że rok później po umieszczeniu Lecha Wałęsy w 1981 roku na okładce magazynu Time (człowiek roku) pojawi się… tak dokładnie – komputer jako „maszyna roku”. Ludzkość w tej materii posuwa się ruchem jednostajnie przyspieszonym.

I chyba już tak zostanie. Swojego czasu można było pomyśleć, że było to już wszystko, na co stać człowieka.

I tu kolejna klapa – pojawił się Internet. Początkowo modem i nr 0202122 który to do dziś pamiętam, jako swoistą ikonę tamtych czasów. Kilka lat młodsi ode mnie już nie wiedzą, o co chodzi, gdy opowiadam o charakterystycznym dźwięku „wdzwaniania” się na łącza TPSA gdzie z miesiąca na miesiąc „łączyło nas coraz drożej”. Otóż to – w dobie wolnego rynku i nastania urzędu antymonopolowego, pojawiły się milionowe kary i uwolnienie dostawców internetowych. Nastał czas szybkiego Internetu dla mieszczaństwa. Wtedy to modemy SDI i ISDN stały się szczytem kozactwa na osiedlach. Następnie nastała era dzieci neostrady, swoją drogą strasznie pokrzywdzonych przez limity pobierania. Wtenczas rozpoczęła się moja szeroka, wolna i niczym nieskrępowana przygoda z dostępem do Internetu. Magiczną prędkością jak na tamte czasy było 128 kilo bitów na sekundę.

Tak oto dobrnęliśmy gdzieś do roku 2001 w którym to Gadu Gadu stawało się coraz większym symbolem polski komunika torowej, a Kazaa wyspą piratów. Jeżeli już jesteśmy na P2P (jak zwał tak zwał) po kolei nadchodziły następne edycje – BearShare, DC++, Torrent.

I już chyba nic by człowieka nie zdziwiło (zadowoliło) w postaci darmowych filmów i muzyki w sieci gdyby nie pojawiły się na horyzoncie blogi, YouTube, Google i Web 2.0 - ostoja wszystkich pokrzywdzonych dzieci przez TP S.A. Teraz każdy mógł zostać reżyserem, dziennikarzem obywatelskim, pisać co mu ślina na język (klawiaturę) przyniesie i zaśmiecić Internet odpadami w postaci różowych grafik, czy animowanych emotikon.

Sytuacja powoli by się stabilizowała gdyby nie to, że znów ktoś zaskoczył – pojawił się iPod, który zapoczątkował erę legalnej muzyki (iTunes). I to był dopiero początek końca – tak jak nasi rodzice mieli w 1982 roku na okładce Times „kompjutra”, nasze pokolenie w 2007 roku zobaczyło „Wynalazek Roku” pod postacią telefonu iPhone.

I tak jakby historia zatoczyła kolejny cykl. Dwadzieścia siedem lat temu o ból głowy przyprawiał naszych rodziców komputer, teraz mnie kolejne, „nikomu niepotrzebne” rewolucyjne produkty Apple. Niczym jak komputery 30 lat temu.

Na szczęście (chwała tam komuś), że jako tako w tym względzie jeszcze jestem na bieżąco. Lecz boję się o swoją przyszłość. Boję się już o tych, co mają problem z coraz bardziej przyspieszających postępem technologicznym. Wystarczy włączyć kanał na kablówce o nazwie Discovery Channel podczas wieczornych godzin weekendu by móc zobaczyć program „Beyond Tommorow”. Wynalazki prezentowane w każdym z odcinków potrafią zaskoczyć. Oczywiście na plus. I może nie tyle, co swoją pomysłowością, co technologią, jaka jest już dostępna a nam się dopiero, co zamarzyła…

I tym oto optymistycznie brzmiącym zdaniem zakończę, bo jakby nie patrzeć jutro piszę kolokwium ze Standardów Sprawozdawczości Finansowej.

Btw. Niektóre wątki typu Windows, Bill Gates itd pominąłem... Nie czas na pierdoły.

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

16 Sty

Zaproszenie na finał Deantrisa

Swojego czasu brałem udział w grze online Deantris w której można było rywalizować poprzez układanie rur na czas. Nawet nieźle poszło. Niedawno otrzymałem taką oto miażdzącą wiadomość e-mail:

Szanowni Państwo!
dziękujemy za udział w konkursie DeanTris i gratulujemy imponującego wyniku!


Mamy przyjemność zaprosić Państwa na finał rozgrywek oraz uroczystą galę, która odbędzie się:
31.01.2009 o godz. 11.00
Restauracja Spatiff w Łodzi
Al. Kościuszki 33/35

Do finału zapraszane są osoby, które zajęły miejsce od 40 w górę. Podczas ostatniej finałowej rozgrywki będzie trzeba powtórzyć swój najlepszy wynik lub zbliżyć się do niego. Mój najlepszy wynik to 2458 punktów

Ale co z tego jak nie jadę. Liczyłem na pokrycie kosztów transportu przez organizatora.

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

10 Sty

Owsiak to cep

Te koncerty powinny być darmowe– mówi Jurek Owsiak o imprezach organizowanych podczas 17
Jurek Owsiak zaznaczył, że artyści – nawet jeśli dostają gażę za finałowe koncerty – to powinni sami ją wpłacić na konta WOŚP. - To oczywiście jest bardzo prosta droga – apelował. Zaznaczył przy tym, że organizatorzy zawsze pokrywają koszty podróży artystów. - Ale jeśli ktoś bierze stawkę 50 proc.? – Owsiak pytał na antenie TVN24, czy to w porządku.

Po pierwsze nie Jurek tylko Jerzy Owsiak. To osoba publiczna i nie mówimy do prezydenta Olek Kwaśniewski tudzież Lesiu Kaczyński.

Po drugie, za tego typu teksty nie lubię, nie popieram tego cepa Owsiaka. Wykorzystując swoją pozycję i autorytet jaki posiadł dzięki swojej działalności, publicznie próbuje tworzyć czarny PR przeciw osobom biorącym udział w organizowaniu „jego” imprez pt. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Szczególnie wobec tych którzy próbują popsuć jego „interesy” i działać w myśl zasady „jeżeli robisz coś dobrze to czemu robić to za darmo?”. W tym przypadku padło na artystów, którzy upomnieli się o swoje gaże.

Mówienie publicznie o interesach jakie łączą jego tj. Owsiaka z osobami zaangażowanymi w organizację tego wielkiego przedsięwzięcia jakim jest bez precedensu WOŚP jest co najmniej nie na miejscu. Przedstawienie sytuacji w ten sposób, że artyści „śmią” żądać pieniądze za udział w WOŚP i zarabiać na biednych dzieciach jest według mnie naganne. Tego rodzaju opinie mają cechę wypowiedzi negatywnej, jednostronnej o dość dużym zabarwieniu manipulatorskim. Postawiwszy się na miejscu osoby popierającej Owsiaka i oglądającej tego rodzaju wystąpienia na pewno dałbym się uwieść kwitując taką sytuację słowami „banda złodziei chcących zarobić na krzywdzie innych”.

Jednakże pragnę zauważyć, artysta to wolny zawód, który z czegoś musi żyć. Owszem, ktoś zaraz pomyśli, że ma kupę kasy z innych występów. Ale co z tego. Jeżeli zajmuje się zawodowo czymś to jest to jego wyłączny wybór gdzie gra, komu gra i za ile to robi, a to że ma X pieniędzy na koncie nie oznacza od razu, że ma nagle rezygnować ze swoich dochodów na rzecz jakiejś tam fundacji. Podobnie zresztą działo się w przypadku Roberta Kubicy, do którego swojego czasu zwracały się organizacje charytatywne w celu „wyłudzenia” pieniędzy. Gdy ten odmówił nagłośniły sprawę twierdząc, że Kubica jest egoistą i nie chce ich wspomóc. I brawa dla Roberta, który skwitował całą zaistniałą sytuację słowami (będę parafrazował): „Kiedy ja rozpoczynałem karierę i zwracałem się do różnych organizacji w celu pomocy finansowej dla mnie to żadna z nich nie chciała mi takowej udzielić. Wszystko co osiągnąłem dzięki swojej ambicji , zaangażowaniu, umiejętnością i ciężkiej pracy” .   

Ten sam schemat wykorzystuje sprawnie Jerzy Owsiak,  by potem móc publicznie chełbić się swoimi osiągnięciami w wyniku których chore dzieci otrzymały tak bardzo potrzebny im sprzęt.

W dodatku Owsiak  uważa, iż występowanie artystów na WOŚP to „reklama” ich zespołów, piosenek i muzyki.  Zapomniał tylko o jednym, że właśnie bez tych zespołów, które rzekomo reklamuje na swoich koncertach finałowych nie było by owych koncertów. Jak to się mówi? Nie należy kąsać ręki która karmi?

Mam nadzieję, że nadejdzie kiedyś taki dzień, w którym czołowe media w Polsce odmówią brania udziału w przedsięwzięciu jakim jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. W którym to Polski rząd poczuje się wreszcie do konstytucyjnego obowiązku finansowania tego rodzaju zakupów, zamiast liczyć na bezczelnie wyłudzane na zasadach poczucia winy przez Owsiaka pieniądze z kieszeni Polaków.

♫ LaFee - Ring Frei

Wniosek: Jurek nie psuj tego, nie bierz kasy, wyluzuj! Koval nie dawaj, olej to... Miej rozum

Btw. Czasami Owsiak przypomina mi o. Tadeusza Rydzyka.

63 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Gru

Nieprofesionalizm handlowców

Szlag mnie trafia gdy na mojej skromnej osobie odbija się nieprofesjonalizm co niektórych handlowców na Allegro i nie tylko. Jeżeli ktoś nie potrafi uszanować mojego czasu i pieniędzy nie zasługuje na szacunek...

W tym przypadku jest to firma Zygzak z Legnicy legitymująca sie tytułem Super Sprzedawcy na Allegro.pl

W związku z dużym opóźnieniem w wysłaniu paczki przez waszą firmę (aukcja nr 477565998 login allegro: enforces) tj. wylicytowaniu przedmiotu w dn. 5 XII 2008r, wysłaniu przelewu elixir w tym samym dniu tj. 5 XII 2008r i nadaniu przez waszą firmę paczki w dniu 12 XII 2008r proszę o zwrot nadpłaconej przeze mnie kwoty przeznaczonej na przesyłke priorytetową w wysokości 3 zl i 20 groszy na konto:
xx xxxx xxxx xxxx xxxx xxxx xxxx
PIOTR KOWALSKI
xxx
xx-xxx xxx POLSKA

Swoją prośbę motywuje faktem iż przesyłka wysłana po tygodniu nie ma znamion przesyłki dostarczonej priorytetowo tzn. szybko lub idąc za słownikiem języka polskiego "priorytet pierwszeństwo; przywilej; por. prerogatywa. Etym. - nm. Priorität 'jw.' z śrdw.łac. prioritas dpn. prioritatis 'jw.' od łac. prior '(po)przedni; wcześniejszy; pierwszy; starszy'. "

Informuję także że wpłaciłem z wyżej wymienionego konta kwotę 35zł w tym 25zl to wartość przedmiotu, 10zł to koszt przesyłki priorytetowej. Koszt tańszej przesyłki do 0,5 kg wynosi 6zł 80 groszy.

A chciałem zrobić mamie niespodziankę na święta, Jestem ciekaw czy ten "priorytet" zdązy dojść na czas jako prezent pod choinkę.

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

12 Gru

Szczególny list motywacyjny

Przez całe życie spotykamy się z dziwnymi sytuacjami. A to ktoś zacznie się kręcić w kółko na skrzyżowaniu, a to przejazd rządowego dygnitarza spowoduje korek, a to pan Józek z warzywniaka się osoli. Mnie spotkało coś podobnego. Na moją skrzynkę mailową przyszedł list motywacyjny w sprawie pracy o takiej oto treści:

Jestem zainteresowana propozycją, i myślę, że to może byc sympatyczna robota:). Prowadzę bloga od wielu lat, nie po to , żeby dyskutowac co prawda, ale chętnie komentuję znajomych. [...] Mam cięty język, a jak trzeba i pióro:). Kultura osobista, w przeciwieństwie do wzrostu mnie BAAAAARDZO, no szalenie wysoka jest:)

No i syyyyyympatycznie. Baaaardzo!.

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

20 Lis

mhmm trwa konsumpcja

Szesc klas podstawowki, trzy klasy gimnazjum, trzy klasy liceum, trzy lata studiow i kolejne dwa przede mna.

Czlowiek cale zycie do tej pory sie uczy, a po 22 latach jest w stanie poczuc zapach prawdziwych, realnych i wlasnych pieniedzy.

Zabawne w tym wszystkim jest to, ze ma sie wrazenie ze te wszystkie zadania ktorych sie podejmuje - zbawia swiat. Szczegolnie ze pochodzi to z ust czlowieka zajmujacego sie zawodowo marketingiem (czytaj bezwstydnym klamaniem w zywe oczy)....

Wniosek: Jezeli dobrze cos robisz, to po co robic to za darmo?

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

23 Paź

Moje miejsce pracy

My Workplace

Tak apropo poprzedniego wpisu... pracuje tylko w krótkich spodenkach, bo jak to mówi się w mojej branży: "nie interesuje nas czy musisz wyjść na 2h, bo masz coś do załatwienia, albo ile czasu zajmuje ci kawa, to twoja sprawa. Za to bardzo interesuje nas jakość Twojej pracy".

16 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

7 Wrz

Lokale których nie polecam

Ostatnie sytuacje pokazały ze jak tak dalej pójdzie to nie będę mógł chodzić do żadnego punktu gastronomicznego w Kaliszu. Taki obrót sprawy skłonił mnie do przeprowadzenia mini testu lokali oferujących posiłki na terenie ziemi kaliskiej.

  1. Bachus - kijowa obsługa z którą miałem spotkanie pierwszego stopnia. Nie jem, bo nie chcę dostać wkładki od kucharza, rozgotowany makaron, chamstwo i buractwo,
  2. Gastro – słaba jakość posiłków, przesolone potrawy, rozgotowany makaron,
  3. Osteria – dobre skrzydełka, w kebabie skóra zamiast mięsa,
  4. Tornado – skrzydełka z piórami, kebab j/w ze skórą,
  5. Złoty róg – hamburger przesiąknięty masłem,
  6. Mc Donald’s – zimne hamburgery,
  7. Bell Epoque – kijowa obsługa (trzeba pofatygować się do baru),
  8. Sphinx – odgrzewana shoarma, dziwnie patrząca się obsługa, brak popielniczek, na wygazowane piwo trzeba czekać 15min,
  9. Kuźnia u Stacha – grzane wino smakuje jak wino za 4zł, zimno,
  10. Beka – śmierdzi papierosami, słaba wentylacja, duchota, głośna muzyka w całym lokalu (nie da się rozmawiać), wąskie przejście do kibla (raj dla gejów), długi czas oczekiwania na przyjęcie zamówienia,
  11. Q – dwa rodzaje naleśników w karcie (ze świeżymi owocami i „normalnymi”). Różnica cenowa,
  12. Istambuł – czas oczekiwania to godzina,
  13. Domek Parkowego – dresy i chamstwo,
  14. Cool Pizza – zamawiając 2 pizze w ciągu 5 min przyjeżdżają 2 auta (absurd!),
  15. DaGrasso – kiepska wentylacja, skwar, kijowe ciasto do pizzy,
  16. Caffe Uno – kelnerka rzuca menu na stół,
  17. Karafka – trzeba pofatygować się do baru w celu złożenia zamówienia,
  18. Admat lodziarnia – niedosłysząca lodziarka.

Reszta lokali chwilowo oszczędzona w krytyce. Część dopiero trzeba przetestować. Ogólnie rzecz biorąc – nie polecam.

13 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

1 Wrz

Z dystansem chamy

Ogólnie jak patrzę na to cale chamstwo, które otacza moją rzeczywistość, to zaczynam na świat, dosłownie z minuty na minutę patrzeć z coraz, ale to coraz większym dystansem.

Nawet dziewczynki z Caritasu zbierające na dom dla bezdomnych kobiet, polsatowska reklama "Podaruj dzieciom słońce" mająca za zadanie wzbudzać emocje pokazując chłopca jako kulawego gnojka i wreszcie - zabite dzieci w Biesłanie przez Czeczenów w imię nadrzędnych wartości zupełnie mnie nie ruszają.

Jednym słowem - M_A_M T_O W D_U_P_I_E.
Wolę uraczyć swój wzrok łatwym wyrobem polskiej popkultury - serialowym "M jak Miłość".

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

30 Sie

O listach przebojów i ...

... i durnych ludziach. Oddał to co mnie było trudno przekazać w formie pisemnej (może trzeba zacząć ćpać tak jak on?) na temat jednorazowej prostytucji.

Do rzeczy:

Dzwonią tam ci sami ludzie, którzy biorą udział w teleturniejach dla bezrobotnych, licząc, że wygrają 500 złotych. Tak powstaje rynek badziewia. Jak można się dać złapać na to, że jak się dodzwonisz na wolną linię i podasz hasło "biedronka", to wygrasz psie pieniądze? To, co jest na pierwszym miejscu w Radiu ZET, jest fajne. Koniunktura się kręci. Częścią tego błędnego koła są też imprezy w rodzaju Eska Music Awards, gdzie przychodzi cały Płock, bo jest tanie piwo i wejście za darmo. Ludzie oglądają to w telewizji i nie wiedzą, że to była darmówa, a w mieścinie nudno i myślą: och, jakie tam musiały kapele grać, że tyle narodu przyszło. Paranoja. Mnie też to nie omija. Byłem zapraszany już dwa razy do "Tańca z gwiazdami" i do "Gwiazdy tańczą na lodzie". Odmówiłem. Nie rozumiem, jak można łykać wszystko, co rzucą. Taki przykład: poszedłem kiedyś na imprezę TVN Turbo. Generalnie nie chadzam na bankiety, ale pomyślałem: chuj, macierzysta stacja, szef prosił, no pójdę. Idę z narzeczoną po czerwonym dywanie, a reporterzy napierdalają fleszami. Kojarzę ich mordy – "Super Express", "Fakt", najgorsze gnidy. Macham ręką, że "nie, dziękuję". Kilka chwil potem wchodzi Adam Fidusiewicz i, kurwa, staje na rękach, żeby jakikolwiek paparazzi do niego podszedł. Wstyd. Z jednej strony żałosne elitki, z drugiej "Klan" i Radio Maryja, które chcą naród nakierunkować.
Tede

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

28 Lip

Wszędzie ci sprzedawcy...

Hmmm jakby to ująć. Może tak:

Zacząłbym wierzyć w Boga, ale odstrasza mnie ogromna ilość pośredników

Marketing, PR itp wkraczają do kościoła... Strzeż się!

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

27 Lip

Manifest innowacyjności marketingu

Tradycyjne kampanie są coraz mniej skuteczne. Następuje gwałtowny spadek zaufania do mediów komercyjnych. Konsumenci czują przesyt reklamą: badania pokazują, że gdy pojawia się w telewizji, 47% Polaków zmienia kanał. Od 60 do 80% widzów podczas emisji reklamy wyłącza się mentalnie, nie przyswaja jej treści. Jedynie 4% widzów ogląda reklamę uważnie! Widać wyraźny trend rezygnacji z mediów tradycyjnych na rzecz nowych mediów.

Przeciętny konsument zapamiętuje tylko jeden przekaz reklamowy na dwadzieścia, które do niego trafią, bez względu na to, w którym medium reklamę umieścimy. Co więcej, nawet gdy przekaz dotrze do odbiorcy, traktowany jest skrajnie nieufnie. Ile znasz osób, które uważają, że z reklam można czerpać wartościowe, rzetelne informacje?

Tradycyjna reklama pogrąża się w kryzysie. Na naszych oczach dokonuje się marketingowa rewolucja. Ci, którzy jej nie widzą, już płacą wysoką cenę: w ciągu ostatnich trzydziestu lat na rozwiniętych rynkach średnia realna cena przestrzeni reklamowej wzrosła niemal trzykrotnie! I to przy ciągłym spadku skuteczności perswazji.

Nowe myślenie przewraca rynek do góry nogami. Błyskawicznie zmieniają się definicje, zasady i narzędzia. Sukces odnosi się dzięki innowacyjnym strategiom marketingowym, holistycznemu spojrzeniu na różne media i ich ewolucję oraz błyskotliwym pomysłom pozwalającym na łączenie działań marketingowych realizowanych dotychczas oddzielnie.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

7 Lip

Kilka intuicji na temat Guerilla Marketingu

Do you know what is guerilla marketing? How mem works?  I know. I works there already.

Uważam, że marketing partyzancki to przyszłość. Tuż obok e-commerce. Przed chwilą doszedłem do wniosku, że te dwa nurty marketingu będą rozwijać się bardzo szybko. Równolegle.

Po pierwsze w związku z tym, że Internet coraz bardziej przyspiesza (przyspieszył) obieg i przepływ informacji.

Po drugie – narzędziem działań guerilla marketingu w przyszłości będzie Internet,

Po trzecie – daje popis kreatywności i świetnie realizuje ideę „wyróżnij się lub zgiń” Jacka Trouta

Po czwarte – społeczeństwo jest coraz głupsze,

Po piąte – intuicja,

Beats And Styles Feat Papa Dee-Take It Bac

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

4 Lip

SmartContext

Od dziś oprócz adsense postanowiłem przetestować nowe reklamy na stronie - SmartContext. W treść wpisów skrypt automatycznie wrzuca linki (zamienia pewne frazy) gdzie po najechaniu na nie wyświetla się boks reklamowy. Płatność od kliknięcia. Przykład.

15 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

2 Lip

Carrefour żydzi!

Zaczyna mnie coraz bardziej wpieniać akcja w Carrefour pt. „torby biodegradowalne”. Wczoraj do 2 soków głucha (dosłownie!) kasjerka nie raczyła podać ani jednej torebki foliowej przez co musiałem 2km zapierdaczać z Pauliną z buta z owymi sokami w łapie. Zastanawiający jest fakt, że na żadnej z kas nie było reklamówek. Nieliczni posiadali własne np. z Tesco co jest dla mnie kolejnym absurdem. W dodatku klient zmuszany jest albo do kupna dużej za 50 groszy albo proszenia o biodegradowalną. Problem w tym, że kasjerki są niesłyszące przez co nie można ich o to poprosić. Holy Crap!

Oszczędność marketów, które nie płacą w Polsce podatków sięgnęła zenitu. Granice dobrego smaku też. I co z tego, że jest niesłysząca. To nikogo nie powinno usprawiedliwiać. Wręcz przeciwnie.

34 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

17 Cze

Iluzja kontroli

Iluzja kontroli stwarza pozytywniejszy obraz nas samych. Bo to ciekawe jak wielu stąpających po Ziemi myśli że są wyjątkowymi, że są w stanie kontrolować swoje życie. A tutaj klaps na gołą dupę bo niestety tak nie jest. Bo co tutaj robisz? Czy na pewno dokonałeś racjonalnego wyboru wchodząc na moją stronę? Czy może Google pokazało ci link po wpisaniu „debil nad debilami”, link był wyróżniony, przez co stwierdziłeś „zobaczę co koleś pisze”. A czy w sklepie dokonujesz racjonalnego wyboru produktu? Nie sądzę. Dlaczego? Otóż od dzieciństwa jesteśmy bombardowani reklamami, przekazami marketingowymi, istnieje efekt naśladownictwa, podążania w stadzie. Od wieków głupie hardy antylop  podążają za sobą w poszukiwaniu wodopoju. Wszyscy piją Colę -  ja też wypiję. Musze być cool. A może chcesz być męski, więc kupisz Coca Colę Zero. Ona jest naprawdę męska. Ba, w dodatku nie ma cukru. A te torby w marketach. Jakieś biodegrawdowalne chuj wie co. Że niby tylko zostaje woda i CO2. Ściema? Nie wiem… ale chyba też chcą byś miał pozorną kontrole nad światem, matką naturą i w ogóle, chyba także i nad sobą.  Śmieszne, ale jedna, dwie, milion toreb nie uratuje świata. Idea jest piękna. Ale to tylko idea. Zróbcie zbiórkę po złotówce od każdego Polaka. Będzie jakieś 40 mln PLN. Tylko pytanie, czy każdy da tę złotówkę?

Już dawno chciałem zacytować słowa piosenki Grzegorza Martęckiego „Dla trzydziestolatków”:

Nie podcinam sobie żył, nie miatam się bezsensu.
Nic nie udowadniam, nie potrzebuje leków.
Usiądę, popatrzę, wezmę na kolana,
Każdy dzień najważniejszy co zaczyna się od rana.
Ja wiem, że ciekawe jest niszczenie.
Łamanie starych zasad, ołtarzów palenie.
Ale czy nie widzisz jak tobą sterują?
Bo ci co się buntują więcej kupują!

Sedno…

No i tak w kółko – wchodzi człowiek do sklepu i wychodzi. Kupuje Calgon żeby pralka działała niewiedząc, że każdy proszek do prania zawiera Calgon. Kupuje markowy kosmetyk 10 razy drożej bo dostaje w zamian prestiż + badziewie zamiast samego badziewia. Kupuje Red Bulla, którego zawartość warta jest 50groszy. Reszta to koszty reklamy, dystrybucji, promocji. Ale co z tego. W końcu to tylko pieniądze. Są po to by je wydawać. A człowiek pragnie mieć w głowie pozytywniejszy obraz samego siebie, tylko po to by znów coś sobie udowodnić. Ale co?  Niestety, czasem cygaro pozostaje TYLKO cygarem.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

20 Maj

Marketing Flop

A to dobre...

Pewien Szkot, Robert McMath otworzył w Naples w stanie Nowy York "muzeum produktu", gdzie ocalił przed zapomnieniem niektóre z takich nieudanych pomysłów:

  • jogurtowy szampon
  • bogaty w witaminy cukierek słodowy GORILLA BALLS
  • dezodorant w tabletkach NULLO
  • jajeczna kawa NORTHWOODS
  • MALE CHAUVINIST - "okropnie arogancki" płyn po goleniu
  • Procter & Gamble wprowadził na rynek PRINGLE POTATO CHIPS o fatalnej reklamie: "w chipsach Pringle znajdziesz odwodnione ziemniaki, mono- i diglicerydy, kwas askorbinowy i butylowany hydroksy-anisol"

Nie dziwie się, że ludzie tego nie łykneli... Sam bym się bał.

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

25 Kwi

Ciekawość świata

Odnalazłem sedno mojej myśli z ostatnich tygodni (kurcze no, aż spać nie mogę to myślę, czytam, piszę). Reklama, marketing, cywilizacja techniczna, brak ciekawości i ogólny matrix otaczającej mnie rzeczywistości.

Współczesne patrzenie na świat, szczególnie młodych ludzi, przeraża mnie brakiem ciekawości, brakiem chęci poznania. Prosty przykład: Znajomy - wykładowca fizyki zaangażowany w przekazanie studentom w ciekawy sposób trudnej teorii posługuje się przykładem z życia - pokazuje, jak ten skomplikowany problem manifestuje się w znanym każdemu zjawisku, którego rozumienie może dać możliwość poradzenia sobie samemu, gdy np. funkcjonujące w oparciu o tę zasadę urządzenie się zepsuje. Oprócz ogólnego znudzenia słyszy odpowiedzi - "a po co to mamy wiedzieć, jak będzie trzeba, zawoła się fachowca". Cywilizacja techniczna, która przecież - jak wszystko - wzięła się z pragnienia poznania praw rządzących światem i ich wykorzystania na rzecz lepszego, wygodniejszego życia, zabija w nas ciekawość i sprawczość. Nie dążymy już dalej, niż sięga czubek własnego nosa. Żyjemy w czasach narcystycznych: wszystko mamy mieć najlepsze, dostać od razu, nie czekać. Nasz gust i potrzeby kształtowane są przez media i reklamę.

Osobowość narcystyczna nie ponosi trudu własnego rozwoju, chce się przeglądać jako gotowa postać w tafli wody, podziwiać, jak jest doskonała. Otaczają ją przedmioty i gadżety: telefony, telewizory plazmowe, nowe modele samochodów czy komputerów. Potężna machina handlu i marketingu doskonale się w to wpisuje. Osobowość narcystyczna chce wszystkiego, co najlepsze. MUST to wymiana rzeczy na te nowszej generacji, lepsze, szybsze. I raczej nie jest to (oczywiście, patrząc ogólnie) ciekawość nowych technologii, tylko chęć stworzenia wizerunku siebie, jako osoby o określonym statusie, posiadacza najnowszego modelu Nokii, w garniturze od Ermenegildo Zegna. Reklama okrawa wizję świata, ogniskuje ciekawość na wybranych przedmiotach, markach, podsyca chęć ich posiadania, żeby za moment wprowadzić nowe produkty: nowe gadżety. I tak w kółko.

Kiedyś napisałem że będę smażył się w piekle. Cholernie gorącym piekle,  za swoją ciekawość… Ale mimo  wszystko wole to, niż stać (siedzieć/leżeć) bezmyślnie z tępo wymierzonym wzrokiem w otaczający mnie świat. Chęć odpowiedzenia na nurtujące, czasem stricte filozoficzne, czy egzystencjalne  pytania może stać się rzeczą priorytetową. Mój priorytet (jeden z wielu) na najbliższe dni: wpływ promocji sprzedaży na wizerunek marek/firm kosmetycznych

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

31 Mar

Nie obliczysz nawet jak byś się miał zapłakać i posikać

Ano tak. Bo w końcu o ile wzrosła temperatura z -5 do 5 stopni? Z 2,5 stopnia do 5?

To skala przedziałowa. Nie do obliczenia. A przy okazji dzisiejszych zajęć dowiedziałem się, że jakość dla klientów, nabywców pewnych produktów to stopień spełnienia ich oczekiwań. Proste, a mało kto wie. Tak samo jak ludzie nie wiedzą co to jest procent, centyl, kwartyl itd. A słyszeć słyszeli...

Mile Kitic - Sampanjac

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

16 Mar

Policyjny program lojalnościowy

- No to do Pana konta zostanie dopisanych 10 pkt karnych...
- A kiedy te punkty będę mógł wymienić na nagrody?

To fragment dzisiejszego snu jakiego doświadczyłem. Zabawny. Cały dzień z niego rechocze...

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz