Inni wiedzą lepiej
Gdybym zapytał klientów, czego chcą, wszyscy byliby zgodni: chcemy szybszych koni. Więc ich nie pytałem.
Henry Ford, amerykański przedsiębiorca.
Z reguły powinno pytać się klientów co chcą. Prowadzić z nimi dialog w sprawie ich własnych potrzeb w myśl marketingu holistycznego. Gdyby tylko (klienci) wiedzieli co chcą. Myślę że jednak mimo wszystko potrzebny jest ktoś kto to przeskoczy. Zrobi coś ponad ludźmi, ponad ówczesnymi czasami i standardami. Bo nic nie sprawia takiej motywacji jak stworzyć coś co będzie generowało kolejne potrzeby po ów dzień.
Góra, dół. Sam już nie wiem
Pamiętaj:
Nie wolno wznosić się za wysoko.
Ponieważ masa ciągnie w dół.
Złudzenia
Może i dziś zaskoczę, może nie. Może część obudzi się ze snu. A może i nie. Oznajmiam wszem i wobec że Polska to...
...przecież nie Beverly Hills 90210.
A galerianki i tak swoje. Zimy się nie boją.
♫ Jefferson Starship - Nothing Is Gonna Stop Us Now
Pierwszy nowy rok
No więc znów mamy nowy rok. Tym razem 2010 jeśli zdążyliście zauważyć (wiem wiem spostrzegawczość).
I znów od początku swój bieg rozpoczyna rytuał pierwszeństwa:
- pierwsze śniadanie,
- pierwszy spacer,
- pierwszy uśmiech,
- pierwszy wpis,
- ...pierwsza kupa.
Allegro grozi sądem
Oto dowód:
Jestem bankrutem. Mam przesrane. Zajmą mi majątek. Proszę, pomóżcie...
Dyfuzja kulturowa
Ralph Linton napisał w 1936 roku fajny ironiczny tekst. Miał on za zadanie udowodnienie teorii dyfuzji kulturowej (nie ma kultury która w więcej niż 10% całości swych wynalazków elementom z własnej grupy członków).
Solidny amerykański obywatel budzi się w łóżku zbudowanym według wzoru powstałego na Bliskim Wschodzie, lecz przed przeniesieniem do Ameryki zmodyfikowanego w północnej Europie. Odrzuca przykrycie zrobione z bawełny, pierwotnie używanej w Indiach, lub płótna bądź wełny owczej — pierwotnie używanych na Bliskim Wschodzie — względnie też jedwabiu, którego wykorzystywanie odkryto w Chinach. Procesy przędzenia i tkania wszystkich tych materiałów wynaleziono na Bliskim Wschodzie. Wsuwa kapcie wymyślone przez Indian z lasów na wschodzie, idzie do łazienki której urządzenia są mieszaniną wynalazków europejskich i amerykańskich wszystkie niedawnej daty. Zdejmuje piżamę, odzież wymyśloną w Indiach, i myje się mydłem wynalezionym przez starożytnydh Galów. Następnie goli się — masochistyczny rytuał przejęty, jak się zdaje, bądź od Sumerów, bądź od starożytnych Egipcjan.
Wracając do sypialni, zdejmuje ubrania z krzesła o typie południowoeuropejskim i zaczyna się ubierać. Nakłada odzież, której kształt początkowo przejęty – został ze skórzanego odzienia nomadów ze stepów azjatyckich, wkłada buty zrobione ze skóry wygarbowanej w trakcie procesu wynalezionego w starożytnym Egipcie oraz skrojone według wzoru przejętego od klasycznych cywilizacji Morza Śródziemnego, wiąże wokół szyi pasek jasnokolorowego materiału, który jest szczątkowym przeżytkiem szali noszonych na ramionach przez siedemnastowiecznych Kroatów. Zanim wyjdzie z domu na śniadanie, wygląda przez szybę zrobioną ze szkła wynalezionego w Egipcie, a jeśli pada deszcz, nakłada kalosze zrobione z gumy odkrytej przez Indian środkowoamerykańskich i bierze parasol wymyślony w południowowschodniej Azji. Na głowę wkłada kapelusz zrobiony z filcu, materiału wynalezionego w stepach Azji. W drodze na śniadanie zatrzymuje się, by kupić gazetę, płacąc za nią monetami — wynalazek starożytnych Lidyjeżyków. W restauracji ma do czynienia z zestawem nowych elementów zapożyczonych z innych kultur. Talerz zrobiony jest z pewnego rodzaju glinki wynalezionej w Chinach. Nóż jest ze stali, stopu sporządzonego po raz pierwszy w południowych Indiach, widelec jest wynalazkiem średniowiecznych Włoch, a łyżka jest pochodzenia rzymskiego. Śniadanie zaczyna od pomarańcz ze wschodnich brzegów Morza Śródziemnego, kantalupy z Persji lub może od kawałka afrykańskiego arbuza. Popija to kawą, zrobioną z abisyńskiej rośliny, ze śmietanką i cukrem. Zarówno oswajanie krów, jak i pomysł ich dojenia zapoczątkowano na Bliskim Wschodzie, zaś cukier po raz pierwszy wyprodukowano w Indiach: Po owocach i pierwszej kawie przechodzi do wafli ciasta wykonanego techniką skandynawską z pszenicy, której uprawę podjęto w Azji Mniejszej. Polewa je syropem klonowym wynalezionym przez Indian z lasów na wschodzie. Uzupełnieniem mogą być jajka pewnego gatunku ptaków udomowionych w Indochinach, względnie cienkie paski mięsa zwierzęcia udomowionego we Wschodniej Azji, mięsa, które nauczono się solić i wędzić w północnej Europie.
Gdy przyjaciel nasz skończy jeść, zabiera się do palenia - zwyczaj Indian amerykańskich - używając do tego rośliny, której uprawę zapoczątkowano w Brazylii, umieszczonej w fajce przejętej od Indian z Wirginii, bądź przygotowanej jako papieros, którego ojczyzną jest Meksyk. Jeśli jest dość odporny, może nawet spróbować cygara przeniesionego do Ameryki z Antyli przez Hiszpanię. Paląc, czyta ostatnie wiadomości, odbite przy użyciu systemu znaków wynalezionych przez starożytnych Semitów techniką wynalezioną w Niemczech na materiale wynalezionym w Chinach. Jeśli jest dobrym obywatelem o postawie konserwatywnej, to czytając sprawozdania o kłopotach za granicą będzie dziękować hebrajskiemu bóstwu w indoeuropejskim języku za to, że jest stuprocentowym Amerykaninem.
Piękne... Nic dodać nic ująć. Podobno 99,988% ludzi ma te same geny. Rożnica polega w tych 0,012% które i tak znajdziemy w danej grupie etnicznej. Więc nawet i na tym polu wielokulturowość tak jakby nie zachodziła.
Nauczka
Dziś nauczyłem się jednego:
Czasami w życiu nie liczą się zasady moralne a rezultaty
Pozdrawiam Ludwika "Rudego" Sobolewskiego. Czyżbyś stosował tę strategie?
Ludzie starsi myślą tylko o jedzeniu
Babcia do znudzenia od 15 lat zadaje mi pytanie:
Wnusiu zjedz coś. Jesteś głodny?
Po tych 15 latach już wiem o co chodzi. Na logikę można by stwierdzić, iż się martwi, troszczy. Nie ma w tym nic mylnego. Jest jednak drugie dno - ludzie w jej wieku nie mają już aspiracji na robienie kariery, zdobywanie majątków, czy kupowanie nowego telewizora. Liczą się dla nich bardziej przyziemne rzeczy: co zrobić na obiad, co kupić na śniadanie itd. Wszystkie sprawy życia codziennego obracają się tylko i wyłącznie (generalizując nieco) wokół jedzenia.
Sprawa nabiera rumieńców gdy zastanowimy się jaki nastąpił postęp za ich życia. Co się stało, co się wydarzyło. Pierwsza wojna światowa o której słyszeli od własnych rodziców, później druga którą mieli szczęście przeżyć. Następnie bieda, komuna, braki na półkach. Manifestacje "chcemy pracy i chleba" itd. Ich czasy nie były dobre. Odegrały znaczącą rolę w ich psychice, osobowości i teraźniejszym postępowaniu. Już od najmłodszych lat życie zaszczepiło w ich DNA wieczną walkę o przetrwanie. Może i świat się nie zmienia - bo nadal emeryci i renciści walczą. Bój toczy się z niskimi emeryturami i świadczeniami socjalnymi, drogimi lekami, służbą zdrowia. Głównym tematem towarzyskim jest choroba, natomiast problemem egzystencjalnym - potrawa do ugotowania w południe.
Zdając sobie sprawę z tego jakimi przesłankami kierują się takie osoby, co zrobiły, a czego nie, jak myślą i czego jeszcze oczekują od życia - zaczynam je rozumieć. Ich frustracje, bezsilność, problemy życia codziennego. Dla wielu, w tym dla mnie są one błahostką którą można odrobiną chęci rozwiązać w kilka minut.
Pytanie brzmi, czy gdyby nie one (problemy), czy życie tych osób miałoby dla nich jakiś większy sens?
Makaron al dente
Jerzy Stuhr poruszył dziś bardzo ważny temat. Otóż stwierdził że gotowanie makaronu to jest jego domena. Nigdy nie dopuszczał nikogo do gotowania tego ważnego składnika włoskich potraw. Jak to sam stwierdził - nadchodzi ten magiczny moment w którym należy go (makaron) wyciągnąć. Trzeba stać i co chwilę pilnować, próbować. Gotowanie makaronu jest zajęciem dla cierpliwych.
Mam dokładnie to samo. Idąc do restauracji, biorąc do ust pierwszą nitkę nie mogę w 95% przypadków przeboleć tego, że makaron jest rozgotowany. Okropny, zapychający. Nie da się tego czasami jeść. De facto byłem zdziwiony w Grecji. P zamówiła bolognese. To była kwintesencja smaku. Ideał. Al dente było świetne. Aż chciało się jeść.
Dla wyjaśnienia. Słowo "Al Dente" z włoskiego oznacza "na ząb". Jest synonimem słowa "niedogotowany".
Wychodzę z założenia, że ludzie nie rozumieją idei, filozofii gotowania makaronu. Jeżeli kucharz podchodzi do wszystkich swoich potraw w ten sam sposób co do makaronu to jest marnym kucharzem. Do dziś w wielu, żeby nie powiedzieć w większości polskich domostw istnieje przekonanie, iż makaron powinien być "dogotowany". Nic bardziej mylnego. Niestety często z braku laku, nie wiem, może wiedzy, wychodzi "miękka klucha". Fuj.
♫ Ou Est Le Swimming Pool - Dance The Way I Feel
Wniosek: Dodać rozgotowany makaron do listy rzeczy obleśnych.
Przywoływacz wspomnień '09
09 jeszcze trwa. Ale to nic. Doznałem czegoś w rodzaju cudownego dotknięcia boga, natchnienia. A więc wykorzystałem, poszukałem, obejrzałem, wysłuchałem, złożyłem i zapodałem. Niech wisi i przypomina o dobrym, obfitym, bogatym i urodzajnym 2009 roku.
[ zle napisałem volleyball. Mam nadzieję ze nikt się nie pogniewa ]
Magia kłamstwa
...nastolatek podczas przesłuchania cały czas nerwowo spogląda w bok. Większość pomyślałaby, że bezczelnie kłamie, ale Lightman wie, że wcale nie. Okazuje się, że to właśnie kłamcy patrzą prosto w oczy, ponieważ chcą mieć od razu informację zwrotną, czy rozmówca kupił ich historię, czy też muszą kombinować dalej.
Z kolei ci, którzy mówią prawdę, zazwyczaj spoglądają na boki, szukając w pamięci zdarzeń z przeszłości. Piszemy "zazwyczaj", bo wykrycie kłamstwa jest znacznie bardziej skomplikowane i wymaga obserwowania wielu elementów zachowania naraz, przede wszystkim zwrócenia uwagi na mikroekspresje, czyli trwające ułamki sekund skurcze mięśni twarzy.
Umiejętne interpretowanie mikroekspresji potrafi dać 95-procentową skuteczność w wykrywaniu kłamców (czyli zalewie o 5 proc. niższą niż ma IPN...). Taką skuteczność deklaruje w każdym razie dr Paul Ekman, pierwowzór głównego bohatera serialu i najwybitniejszy badacz kłamstwa na świecie. Konsultowany jest z nim każdy odcinek.
/ Dzisiejszy Puls Biznesu, serial "Lie to me"
Tylko co z kłamstwem pisanym... Oraz tym w telewizji, także przez telefon. Zarówno w pierwszym jak i drugim (i trzecim) przypadku patrzenie prosto w oczy nie przyniesie pożądanego rezultatu.
O ironio, mogę nadal bezwstydnie kłamać!
Ideał mężczyzny
Mężczyzna jest ideałem w mniemaniu kobiet gdy posiada wyższe wykształcenie. Czyli jest wysoki, ma 2 metry wzrostu i gruby portfel.
Cóż może być piękniejszego
Cóż może być piękniejszego - chodzę, nie potrzebuje od nikogo nic, nie jestem ciężarem dla nikogo, mam wspaniałą rodzinę, jestem szanowany... Cóż może być piękniejszego.
Walenty Komarek, były ratownik górniczy
Za: Discovery historia "Zawsze idziemy po żywego" [film].
Też tak chce
Sawanci mają taką zajebistą zdolność, o której zwykli ludzie mogą pomarzyć. Widzą świat taki jaki jest. Rzeczywistość którą dostrzegają jest prawdziwa, nieskażona ramami kulturowymi, przyzwyczajeniami czy też wpływem innych, także reklam. Ich życie przez to jest prostsze. Możliwe że mniej zróżnicowane i monotonne. Ale na pewno wolne od wszechogarniającej manipulacji.
♫ Jimmy Cliff - You Can Get It If You Really Want
Btw. Umiejętność obliczania pierwiastków, liczb pierwszych w pamięci też by się przydała. Trystero dziś wywnioskował, że wszystkie dyplomy są dobre ale niektóre są lepsze. Szczególnie chodzi o te w których matematyka to 100%.
Hitler Kaput
Moja babcia pracowała kiedyś u pewnej Niemki podczas wojny. Jako pomoc domowa. Kiedy nadchodziła Armia Czerwona, a Niemcy uciekali otrzymała od niej to oto zdjęcie. 70 lat historii zrobiło swoje, jest pożółkłe. Ale nadal wyraźne i czytelne.
Poproszona wówczas przez moją babcie by się podpisała na odwrocie, uczyniła to z wielkim rozmachem...

Archeologia Internetu "99
Zainspirowała mnie data. P. nawet zauważyła że sposób pisania taki jakiś "inteligentny" na poziomie. Nie to co dziś. I by pasowało. W pod koniec lat 90 ubiegłego wieku [boże jak to brzmi] Internet nie był ogólnodostępny. Mieli go wybrańcy. Przeważnie modemowcy i ci związani z Tepsą [łączy nas coraz drożej].
Robić nic
- Co dziś będziesz robił?
- Nic
- Przecież wczoraj robiłeś nic.
- Ale nie skończyłem!
Myślenie czasem zajmuje zbyt dużo czasu
Nie sądzę żeby ludzie zbyt dużo sądzili na temat innych osób. Po prostu my zbyt często myślimy że inni cokolwiek myślą na nasz temat.
Sie macie ludzie
Rysiek umarł w bardzo dobrym okresie. 5 lat po 89 roku. W Polsce są zupełnie inne warunki gospodarcze, Powstają wielkie firmy fonograficzne, te mastersy, które skupiają cały drobny przemysł muzyczny, zaczyna się glajsza, zaczyna się robić z tego co Rysiek kochał, z takiej cyganeryjnej branży nagle robi się przemysł i biuro. Zaczynają rządzić menedżerowie wielkich przedsiębiorstw, księgowi, spece od Public Relations, marketingu. Czy ktoś kto chociaż raz w życiu widział Riedla na scenie jest w stanie sobie go wyobrazić na tak zwanej profesjonalnej presturze bo jest wydanie nowej płyty, trzeba odwiedzić ileś tam redakcji, szczerzyć się i odpowiadać na mądrzejsze i głupsze pytania dziennikarzy? Czy jest ktoś w stanie wyobrazić sobie Riedla prezentowanego z tej okazji na okładce kolorowego, damskiego czasopisma jak opowiada rzewne androny o tym jak kupił sobie nowego Harleya? Ja osobiście sobie tego nie wyobrażam.
"Sie macie ludzie" / Jerzy Linder
Taka prawda... I co zrobisz. Nic nie zrobisz. Dla pieniędzy wszystko.
Pstro w głowie
Fragment wywiadu z Arturem Borucem:
Szantażowanie, granie na uczuciach. Chociażby takich jak wiadomość od żony, że nie zobaczę więcej swojego syna. Ona wychodzi z założenia, że jest poszkodowana, i jej jedynym zajęciem jest zepsucie mi życia. Skończyła psychologię i wie, w jaką uderzyć strunę, by nagle wszystko przestało mieć sens. Chociaż gdyby była prawdziwym psychologiem, na pewno wiedziałaby, że nie może tak się zachowywać, bo niszczy w ten sposób także nasze dziecko. Mogę też zdementować, że jestem po rozwodzie. Nie jestem. Tak samo, jak nieprawdą jest, że to ja ją zostawiłem, bo zakochałem się w innej kobiecie. Kasia wyprowadziła się pierwsza, przed mistrzostwami Europy, powiedziała, że ma dość takiego życia. Zresztą rozstawaliśmy się już dwa razy wcześniej. W szpitalu przy narodzinach Alexa rozpłakałem się ze szczęścia, myślałem, że będę mógł się z nim normalnie widywać. Podzieliliśmy majątek, dałem żonie naprawdę dużo, choćby pięć mieszkań w Warszawie. Obiecała mi rozwód, ale później z wszystkiego się wycofała. Polskie prawo jest takie, że jeśli w rodzinie jest małe dziecko, to nie dostanie się rozwodu, gdy moja żona powie w sądzie, że mnie kocha. Jedyne, czego w życiu żałuję, to tego, że się ożeniłem. Miałem 21 lat i pstro w głowie - wyznał polski bramkarz występujący w Celticu Glasgow.
Przypomniała mi się taka jedna, co w sierpniu w wieku 20 lat wychodzi za mąż. Jaki to staż? No żebym to ja wiedział...
iPhone + kubek Starbucksa = lans
No comment... nie wiedziałem tylko jaki jest symbol lansu. Niech to będzie pusta blachara.
... a pocieszki to zabawa
Gówno nawet złote nie cieszy jak człowiek nie ma się przed kim pochwalić
Już wiem dlaczego niektórzy nic nie robią. Po prostu nie mają się czym, jak i przed kim pochwalić. Rozwiązanie było tak blisko.
Źródło: Władysław Sikora from Dobeer.
Ryzyko banku a sprawy rodzinne
Jak się okazuje dla banków korzystniejsi (z perspektywy udzielanych kredytów) są małżonkowie niż rozwodnicy. Jeżeli się rozwodzisz - nie rób tego. Wybierz separację.
Lepiej mieć także 1 dziecko. Bank oblicza koszty przypadające na każde z posiadanych dzieci. Według finansistów od ryzyka - jeden darmozjad w rodzinie to optimum. W końcu ktoś później musi spłacać długi w przypadku niewypłacalności rodziców. Jestem ciekaw tylko dwóch rzeczy:
- Jak się do tego ma statystyka mówiąca, że na każde małżeństwo w Polsce przypada 1,5 dziecka?
- Co się dzieje w momencie gdy jedno dziecko je za dwóch?
Aby ograniczyć ryzyko związane z tym drugim zjawiskiem specjaliści w bankach powinni na drodze obserwacji rzeczywistości sprawdzać tuszę swoich klientów, nadając im w ten sposób punkty w skali binarnej. Liczba komórek tłuszczowych w organizmie człowieka jest stała. Jest także wysoko prawdopodobne, że tusza osób pulchnych przekłada się również na innych członków rodziny (geny, przyzwyczajenia żywieniowe, tryb życia).
Zmarł Zbigniew Religa
Niemal na łożu śmierci stwierdził:
Odejdę… mnie tu już nie będzie – świat i tak się nie zmieni.
To prawda. Nawet mimo największych chęci, najszczerszych nikt nie jest w stanie zmienić świata. I nawet nie ważne jaką kwotą pieniędzy dysponujesz, możesz zmienić tylko swoje otoczenie, rzeczywistość jaka cię otacza oraz rzeczywistość otaczających cię ludzi. Możesz zmienić tylko to, że na widok ciebie inaczej będą zachowywać się ludzie. Będą udawać, niemal jak idealni, wzorowi hipokryci – że jest ok. Jedynie śmierć, tudzież inne mocne wydarzenie może zweryfikować twoje idee, wartości i przekonania. Co nie zmienia faktu, że ludzie nadal będą ginąć, umierać. Że w Polsce tak jak była i będzie panować hipokryzja. Hipokryzja która nawet i dziś daje się we znaki – osoby, które krytykowały Zbigniewa Religę teraz, nagle, w jednej chwili doznały swoistej reinkarnacji – „był wielkim polskim kardiochirurgiem”.
To pozory. Świat się nie zmienił. To smutne. To prawdziwe. To okropne. Tak mówi człowiek tworzący system, należący do niego i świadomy jego istnienia. Świadomość istnienia takiego tworu, jakim jest państwo, zasad w nim obowiązujących oraz ograniczeń i możliwości – tworu, którego mimo własnych chęci nie da się ruszyć przytłacza.
Dorośnij albo zgiń
Czasem wbijasz gwoździe, czasem jesteś szybki, albo idziesz na górkę i kosisz trawę wokół wielkiego kosmicznego penisa.
Wierzysz jak wielu chrześcijan, że świat niebawem się skończy?
Myślę, że jesteśmy przy końcu czasów, wiele rzeczy o tym świadczy. Świat takim, jaki znamy dobiegnie końca. I poza tym, będzie kolejne wielkie przyjście Jezusa Chrystusa. [...]
Ironią religii jest to, że odchyla i wypacza ludzi na tory zniszczenia. Że wprawdzie świat mógłby się skończyć. Wielu ludzi w tym kraju wierzy w koniec dni, że nastąpi ostatni rozrachunek. Wierzysz w to? Jeżeli wierzysz, że świat się skończy, to nie drąży i nie motywuje Cię to do tego żeby ulepszyć życie na ziemi za naszego życia?
Konkluzja jest taka religia musi umrzeć by człowiek mógł żyć. Jest już za późno żeby pobłażać, wszystkim decyzjom podejmowanym przez religijnych ludzi. Przez irracjonalistów, tych, którzy sterują statkiem państwa, nie za pomocą kompasu, ale ekwiwalentem czytania z wnętrzności koguta. George Bush dużo modlił się za Irak, ale nie nauczył się z tego za wiele.
Wiara to robienie cnoty z braku myślenia. Nie ma się, nad czym zastanawiać. A ci, którzy propagują wiarę, świątobliwość i uniesienie, są władcami intelektualnego zniewolenia. Trzymający ludzkość w kneblach, fantazji i nonsensu, które jest powodem do usprawiedliwiania, szaleństwa i zniszczenia. Religia jest niebezpieczna, ponieważ pozwala ludziom, którzy nie posiadają wszystkich odpowiedzi myśleć, że naprawdę je mają. Wielu ludzi myśli, że to jest przepiękne, jak ktoś mówi „życzę sobie panie...”, „Zrobię wszystko, czego zechcesz panie..”. Z wyjątkiem tego, że nie ma żadnego boga, mówiącego do nas.
Ten głos to głos ludzi, wypełnionych własnym przekupstwem, ograniczeniami i misjami.
To się zdarzy, nie mówię, że koniecznie nuklearnie, ale na pewno będzie to wyglądało podobnie. I każdy, kto Ci powie, że na pewno wie, co się stanie z Tobą po śmierci - obiecuje ci. Ponieważ ja nie wiem i ty nie posiadasz żadnych psychicznych mocy, których ja nie posiadam to jedyną poprawną postawą, dla ludzi, którzy mają wielkie pytania nie jest arogancka pewność, która jest znakiem rozpoznawczym religii, ale wątpliwości. To pokora, i tacy powinni być ludzie. Rozważając to, że względu na to, że historia ludzkości jest przepełniona śmiertelnie poważnymi błędami. To dlatego racjonaliści i antyreligijni muszą przestać milczeć i wyjść z ukrycia, ujawnić się. A ludzie, którzy określają się jako niepraktykujący, powinni spojrzeć w lustro i zdać sobie sprawę, że pocieszenie i bezpieczeństwo jakie daje im religia, przychodzi za straszliwą cenę.
Jeżeli należysz do partii rządowej, lub ugrupowania społecznego i nie chcesz przypływu bigoterii, homofonii, przemocy i rozdzierającej ignorancji, jaką jest religia powinieneś odmówić w proteście, zrobić odwrotnie by być pilnikiem do krat, żoną mafiozo.
Są także prawdziwi szatani ekstremizmu, rysują sobie | immunitet dzięki tysiącom swoich popleczników. Jeżeli świat ma się skończyć, tutaj albo gdziekolwiek indziej, albo kiedyś w przyszłości wzniecony przez efekty inspirowanego religijnie, nuklearnego terroru - pamiętajmy, co było prawdziwym problemem...
Do zobaczenia w niebie...
...kto wie.
Powyższy tekst nie jest mój. To fragment filmu "Religijny" (z ang. Religulous). Całość jest może lekko manipulatorska, ale jak inaczej przekonać do swoich racji jak nie sprytną perswazją i zadawaniem trudnych pytań? To że księża, rabini i sami wierzący nie potrafili na nie odpowiedzieć mówi samo za siebie. A wniosek końcowy jest co najmniej trafny, żeby nie powiedzieć właściwy.
Oszukiwanie wariografu
Swojego czasu na TVN i tvn24 emitowano film dokumentalny o Marianie Zacharskim – polskim szpiegu, który wykradł z rąk amerykanów tajne projekty wojskowe i spowodował wielomiliardowe straty. Redaktor, który przeprowadzał z nim wywiad zaprosił go do muzeum szpiegostwa. Tam niespodziewanie, z zaskoczenia zaproponowano mu poddanie się na wariografie badaniu. Ten bez wahania uczynił to. Zadano mu kilka pytań, na połowę z nich skłamał (pytania były oczywiste). Wariograf natomiast o dziwo pokazał 90% prawdziwych odpowiedzi i jedno zawahanie.
Od momentu zobaczenia tej sceny od dłuższego czasu nachodziło mnie pytanie „jak on to zrobił?”. I w końcu znalazłem odpowiedz.
Otóż podważając wiarygodność i skuteczność testów wariograficznych („nie wierzę w te badania”) przy jednoczesnym stosowaniu ścisłych reguł podczas odpowiadania na zadawane szczegółowo pytania można bardzo łatwo oszukać tego typu urządzania. Cała „magia” zwodzenia wariografu polega na wywołaniu sztucznego pobudzenia przy odpowiedzi na pytania kontrolne. Taki efekt przynosi ściskanie zwieraczy odbytu, przygryzienie języka oraz dociskanie palców stóp do podłoża.
Skuteczne stosowanie tych metod należy do wieloletniego szkolenia służb specjalnych min. w USA.
Dodatkowo, jeżeli badany jest w stanie wytworzyć u siebie brak poczucia winy i lęku może dzięki temu zwiększyć skuteczność swojego kłamstwa. Przypuszczam, że ten element także jest wpajany nowoszkolonym oficerom wywiadu na zasadzie: „to co będziesz robił jest dobre i tylko dobre, robisz to dla ludzkości i swojego kraju, tamci to twój wróg i musisz zrobić wszystko by go wyeliminować z gry”.
Jednym słowem metoda jak widać jest tak prosta, że aż zaskakująca. Problem może jedynie wynikać z tego, iż nie znając szczegółów takiego szkolenia, nie jesteśmy w stanie stwierdzić jak mocno ścisnąć zwieracze, mocno ugryźć się w język czy tez docisnąć palce stopy do podłogi, aby przyniosło to pożądany efekt. Biorąc pod uwagę, że trening trwa kilka lat – mocno…
Amator z dobrym sprzętem o profesjonaliście z też dobrym sprzętem
Spontaniczna dyskusja o modelingu, fotografach, stawkach, branży i obserwatorach. Zainspirowana tematem na forum.
Piotr: Dlaczego nr 2? Bo cały czas odcinacie kupony od ludzi którzy robili wyśmienite zdjęcia kilkanaście-kilkadziesiąt lat temu mający prymitywny sprzęt i nic poza wyobraźnią, wyczuciem i talentem. Cały czas uważacie się za artystów choć dziś 60% zdjęcia robi dobry obiektyw, 30% to wysiłek kilkuosobowej załogi, 5% obróbka komputerowa (utrwalona w pamięci przez praktyków do bólu, ale wyuczona przez początkujących oglądających lekcje na youtube), a drugie 5% to zwyczajna logika w ustawieniu lamp, kadrowaniu i podstawowego wyczucia sytuacji. Przy sesjach komercyjnych tak to wygląda i nie ma mowy o artyzmie - jesteście rzemieślnikami i nic więcej. Cieszcie się że technologia jest dziś na takim etapie, bo inaczej mało który z was byłby dziś fotografem! [cytat]
Piotr: Całe życie będziecie fotografować śluby i wesela nadając temu na swoich stronach internetowych wymiar artystyczny, co jest nie tyle banalne co nudne do bólu.
zgadzam sie
Paweł: wiesz jaka jest różnica między tym, który zrobił to zdjęcie, a mną który zrobiłby identyczne?
różnica jest w tym, że ja ustawiałbym się 5minut a on 2
Piotr: hm dobre porównanie do tego ustawiania
Paweł: cieszę sie ze wreszcie to zauważyłeś, bo uznałem to za jedną z najlepszych myśli dzisiejszego dnia w moim wykonaniu :D
Piotr: trafna. A jestem ciekaw ile bierze Bartek Pogoda za fotki?
Paweł: w sumie nie wiem
Piotr: ciekawe czy on sam finansuje swoje podróże
kurwesko jestem tego ciekaw
Paweł: z tego co kiedyś pisał to tak
wiesz, on sie ogólnie tuła po świecie
Piotr: to swoja droga
no ale kasę musi skądś mięć
Piotr: dziś sobie pomyślałem ze jak mmi sie skończy polisa posagowa to kupie sobie sprzęt za 15 000 zł i będę amatorem z profesjonalnym sprzętem :P
i nikt mi nie podskoczy
Paweł: ahahaha :D:D:D:
Piotr: ogólnie jak czytam te wszystkie wypowiedzi na forum tych nadętych buców fotografów to mowie do siebie w myślach ze cieszę sie ze nie jestem jednych z nich... oni nie maja racji a wierzą w głupoty które wygadują i piszą
bronią się by usprawiedliwić pasję dzięki której pracują
Paweł: dokładnie
Piotr: mi jak sie kumpela pyta za ile zrobię jej stronę www dla domku letniskowego
to nie potrafię jej odpowiedzieć
ale nie z tego powodu ze jest moja znajoma
tylko po prostu lubię to robić
i nie znam tego ceny
wiec wyszło na to ze robie jej za flaszkę wódki
i co zaniżam stawki?
Paweł: jeżeli to Twoja znajoma, to nie...
jeżeli ktoś obcy - to bym Ci właśnie zajebał siekierą w łeb :D:D:D:
nie no, żartuje ;p
Piotr: no widzisz...takie myślenie :P
jeżeli lubisz cos robić to czemu robić to za darmo - mam to w swojej strategii... kwestia tego ile to jest za darmo a ile za nie za darmo?
zresztą tez bym nie mógł być fotografem zawodowo bo kurwa ja mam tak ze wchodzę co 5 min na flickra i odpalam swój photostream i patrzę dumnie na swoje foty hehe
tak samo mam z blogiem :P
i teraz tez wlazłem se żeby sie ponapawac duma
i w dupie mam to ze ktoś tam sie ze mnie śmieję ze pisze sobie cos tam
Piotr: i pierdole głupoty pewnie do siebie
Paweł: AHAHAHAH :D:D:D:
Paweł: właśnie zajebalem czołem o biurko ze śmiechu :D
Piotr: robie to dla własnej przyjemności by móc być z siebie dumnym
Paweł: znaczy chodzi mi o to :D
ze ja tez lubię patrzeć jak cos mi naprawdę wyjdzie. ale zawsze sobie mowie ze to tak głupio oglądać i chwalić swoje
wiec tego nie robie
Piotr: dziś mailem okazje obejrzeć książkę Steffena Mullera "Polska Da sie lubic"
i tam było cos takiego o polskiej przesadnej skromności
ze anglik by juz dawno sie chwalił ci co sobie kupił
a polak będzie siedział cicho i mówił jak sie wyda a ze to przez przypadek wyszło mi takie zdjęcie
powinieneś być dumny z tego co robisz
bo wtedy jesteś dumny z tego jaki jesteś
Paweł: nie no, ja jestem po części
ale lubię jak to ludzie potwierdzają, ze to co robie jest dobre
Piotr: czyli ich kokietujesz?
ludzie i tak ci nie powiedzą prawdy
mama ci powie ze jest super bo cie kocha
a kumpel ze fajne bo cos tam wie o fotografii i mógłby foto wstawić na tapetę w windowsie
a ktoś obcy ze chujowe bo zrobiłeś lepsze foto od niego
Paweł: nie, właśnie nie o takie mówienie mi chodzi
chodzi mi o przypadkowych ludzi
Paweł: np. cos tam napomknąłem ze bawię sie w zdjęcia i kumpel żebym mu cos pokazał. no to dałem mu link do flickra i potem sam z siebie spontanicznie mi powiedział kilka razy ze te fotki to zajebiste
Piotr: czy te osoby sa kompetentne? nie sa,.. kompetentni to beda ci na flickru...i to jak dobrze trafisz
Paweł: ale mi nie chodzi o kompetencje właśnie
mi nie chodzi o wytykanie co i jak. mi chodzi o odczucia przeciętnego kowalskiego
bo fajnie jest widzieć ze komuś sie to podoba
Piotr: no to dobra ostra foto z głębia ostrości zawsze będzie wzbudzać podziw
Paweł: no fakt
Piotr: kumpeli zrobiłem foto pod fontanna w Kaliszu a ona patrzy tak na mnie i mówi - ej koval te foty sa takie profesjonalne
a ja do niej - no wiesz mam Canona Eos xti i poczułem sie takki lepszy
i taki super
i taki nie przeciętny
a moja dziewczyna stojąca obok promieniowała zachwytem
Paweł: ale właśnie może o to chodzi
i wtedy czujesz sie dumny, ze komukolwiek sie to podoba
Paweł: no właśnie ;p
Piotr: i to sie nazywa lans
bo dobry lans nie jest zły
Paweł: właśnie ;]
ale fajnie jest, jak ludzie np. sami odkrywają to ze cos tam na boku robisz i sie tym nie chwalisz
wtedy masz jeszcze większa satysfakcje
Piotr: tylko problem w tym ze dobry bokeh ludziom nie wystarcza.. czasem musisz mieć wysunięty tubus teleobiektywu na 2 metry przed siebie żeby sie nie dojebali ze w swoim sony dsc p-32 maja zoom 10x
Paweł: haha :D trafne :D
Piotr: no to swoją drogą. ogólnie często ludzie doceniają to czego sami nie potrafią robić
tez doceniam to ze inni potrafią pisać zajebiste skrypty i programy a ja tego nie umiem bo wołałem iść z kumplami na dzieweczki i piwo
Paweł: a ja właśnie zawsze sobie myślę "tez tak potrafię, potrzebuje tylko na to czasu" ;p
Piotr: albo to ze potrafią liczyć w pamięci jakieś działania matematyczne gdzie ja musze sobie to rozpisać na kartce
tylko ze jak ktoś zaczyna być z tego powodu arogancki wobec mnie bo ja by dojść do tego samego wyniku potrzebuje 10 sek. więcej niż on... tak samo jak tobie 5 min schodzi na ustawienie sie gdzie profesjonaliście zajmuje to 2 minuty to zaczynam tez być nieprzyjemny.... dostaje kurwicy i najeżdżam na człowieka
nie lubię aroganckich osób
pewnych siebie lubię bo można z nimi normalnie pogadać
ale bycie aroganckim to grzech który pamiętam temu komuś długo
Paweł: dokładnie
wkurwia mnie to na maxa
np. komentarze chłopaka mojej siostry
takie głupie docinki
a jak patrzę na niego jak biega z aparacikiem i flashem aparatowym to mnie śmiech bierze
Piotr: i wiele ludzi w fotografii dzieli ludzi na amatorów z dobrym sprzętem i pro z tez dobrym
to arogancja
Piotr: nie jeden amator zrobi lepsze zdjęcie
Paweł: śmiech
Piotr: hehe no ... sam niech ustawi manuala w aparacie to będzie wiedział co to znaczy
[to było tez aroganckie]
pewnie używa sam auto
Paweł: ano
Piotr: tak samo kumpeli ostatnio wyłączyłem flasha w sony i zrobiłem zdjęcie bez lampy
Paweł: właśnie to jest najgorsze, ze jak ktoś czegoś nie potrafi to najeżdża na tego co potrafi
Piotr: ta sie oburzyła ze jej nie błyska
i ze nie umie włączyć z powrotem
kurwa, od nowości zna się tylko tryb auto
i ciemne fotki na naszej klasie
Paweł: Ty, ja ostatnio na wigilii klasowej robie jakieś tam foto, a koleżanka do mnie "a to ty nie masz flasha wbudowanego?" :D:D:D:
Piotr: a przecież do każdego aparatu jest instrukcja i nawet sony daje ci instrukcje 200 str na wszelki wypadek w 10 językach żebyś mógł zrozumieć
i tam sa opisane techniki robienia zdjęć
ale kurwa sie nie chce zajrzeć
i potem meczy sie ludzi
i napierdala w słoneczny dzień flashem po oczach
Tak w ogóle to stwierdziłem dziś, że zbieram na kolejny obiektyw "zabawkę". Tym razem coś w zakresie 10-20mm. Przynajmniej Sigma. Jak bóg da to może i Canona.
Nie jesteśmy saperami
... mylimy się więcej niż raz.
Często, momentami zbyt często dochodzi do pomyłek takich pojęć jak:
- Prawdy z fikcją lub prawdy z posiadaniem racji
- Sprawiedliwości z przywilejem
- Seksu z gwałtem
- Pożądania z miłością
- Lekarza z konowałem
- Interesu prywatnego z publicznym
- Przyjaciół z wrogami
- Inteligencji z mądrością
- Smacznego z dobrym
- Klasy z kastami
- Masy z ciężarem
- Aborcji z zabójstwem
- Uprzedmiotowienia ze zniewoleniem
- Singla z samotnością
- Reklamy z marketingiem
- Raka z nowotworem
- Dochódu z zyskiem
- Karty bankomatowej z płatniczą
- Kredytu z pożyczką
- Wiśni z czereśnią
- Kobiety z dziwką
- Plagiatu z cytowaniem
- Prawa z obowiązkiem
- Pijaństwa z alkoholizmem
- Kibicowania z chuligaństwem
Momentami jest to tak masakrycznie irytujące, że człowiek nie jest w stanie normalnie funkcjonować pośród ludzi…
Extropianizm
Ha. W końcu odnalazłem własną filozofie, filozofie umysłu z którą w pełni się zgadzam. Otóż chodzi o jeden z nurtów transhumanizmu – extropianizm. Jego ogólnym założeniem jest przeciwstawność do entropii, która w interpretacji statystycznej, określa stopień nieuporządkowania układu, albo inaczej mówiąc, stopień jego wyjątkowości (pojęcie fizyczne). Ekstropie formułuje się jako filozofia życiowa będąca miarą inteligencji, witalności, zdolności do wzrostu i rozwoju i akomodacji nowych doświadczeń.
W. Duch przytoczył kilka zasad tegoż nurtu filozofii życiowej w skład której wchodzą:
- Nieograniczona ekspansja: inteligencji, mądrości, sprawności, długości życia, usuwanie psychologicznych, politycznych, kulturalnych i biologicznych ograniczeń aktualizacji potencjału człowieka.
- Autotransformacja: afirmacja moralnego, intelektualnego i fizycznego postępu przez rozum, krytyczne myślenie, odpowiedzialność osobistą, szukanie nowych rozwiązań, w tym neurologicznych i biologicznych metod rozwoju.
- Dynamiczny optymizm: racjonalny optymizm oparty na działaniu, przeciwstawiający się ślepej wierze i stagnacji pesymistów.
- Inteligentna technologia: nauka i technologia powinna pozwolić na przekroczenie „naturalnych” granic związanych z naszą budową biologiczną, kulturą i środowiskiem, w którym się wychowaliśmy. Spontaniczny porządek, zdecentralizowana koordynacja procesów społecznych, docenianie różnorodności, tolerancja, wolność i odpowiedzialność osobista.
Więcej informacji można znaleźć min. na stronie Extropy Instytute
Parada równości w Poznaniu
Na 200 uczestników przypadło 400 funkcjonariuszy policji. Nie obyło się bez incydentów z udziałem nieprzychylnych środowisk. Były okrzyki "Jebać pedałów", "kto nie skacze jest pedałem", gesty i anty plakaty.
Z tego wszystkiego najlepszy był tekst wypowiedziany przez współprowadzącą paradę:
Dziś.... doszliśmy po raz trzeci!
Na ryneczku
Ruscy już wyjechali... klientów też nie ma. Pozostało tylko jedno.
A pod tęczą ścisk i gwar babć...

Moje miejsce pracy
Tak apropo poprzedniego wpisu... pracuje tylko w krótkich spodenkach, bo jak to mówi się w mojej branży: "nie interesuje nas czy musisz wyjść na 2h, bo masz coś do załatwienia, albo ile czasu zajmuje ci kawa, to twoja sprawa. Za to bardzo interesuje nas jakość Twojej pracy".
Przypomnienie o celach zabija stres
Powiedzmy, że przed każdym egzaminem i kluczową sytuacją dla twojego życia odczuwasz stres. Blokuje cię, pocą ci się ręce, jest ci gorąco, czujesz że nic nie pamiętasz, swoim gadaniem denerwują cię inni, panikują w podobny sposób jak sam to robisz. Jest to jak najbardziej ludzka reakcja. W takich sytuacjach ja zastanawiam się – czemu tak naprawdę tu przyszedłem, jeżeli jest to dla mnie taka męka?
Wtedy warto uświadomić sobie prawdziwy cel wizyty w tym jakże stresującym miejscu: zdanie egzaminu, lepsze życie, chęć osiągnięcia sukcesu, prestiż itd.
Stres mija. Spróbuj. To działa. Mechanizm w mojej głowie jest taki, że chce robić to na innej zasadzie niż inni (nie interesuje mnie pseudo zbawieszcze działanie stresu na koncentracje). Nie zamierzam srać po gaciach jak inni. Chce być na totalnym luzie, odstresowany, za to w maksymalnym skupieniu.
Wniosek: Przypomnienie o celach zabija stres.
O tym jak łączymy się w związki
Na wstępie chciałbym popełnić małą burzę myśli na temat tego kto kogo szuka – mężczyzna kobietę czy kobieta mężczyznę?
Mając na uwadze fakt, że to kobieta jest bardziej zainteresowana związkiem z „nie byle kim” z racji tego, że jej biologicznym zadaniem jest wydanie na świat zdrowego potomstwa to ona bardziej inwestuje w związek, a co za tym idzie ponosi większe ryzyko, iż może jej się to nie udać. Jednym z dowodów na taką tezę może być fakt, że kobieta przez całe życie ma około 380-400 szans na zajście w ciąże (ograniczona liczba jajeczek). Facet natomiast w ciągu tylko jednej godziny produkuje 150 tysięcy plemników.
Nie mniejsze ryzyko jest również ze strony mężczyzny. Jak wiadomo ludzie kojarzą się w pary na podstawie swoich własnych fenotypów, zakładając ze owy fenotyp zdradza ich genotyp. Podczas pierwszej randki fenotyp (i na jego podstawie i genotyp) faceta jest łatwo określić (widoczny jest na pierwszy rzut oka). Z kobietą jest to trudniejsze. Kobiety są silniejszą płcią (pod względem fizjologicznym, behawioralnym) przez co, to one z biologicznego punktu widzenia (czy się to komuś podoba bądź nie) dokonują wyboru własnego partnera. Patrząc na potencjalnego partnera kierują się nie tylko wyglądem (co było by niebezpieczne) ale także i innymi czynnikami (inteligencja, przystosowanie, środowisko w którym się wychował). Facet natomiast ma tak rozbudowany zmysł kojarzenia, iż w przeciągu zaledwie 1/7 sekundy potrafi ocenić czy dana kobieta nadaje się na matkę jego dzieci. Dowodem jest chociażby sytuacja gdzie obie płci szukają partnera (np. w Internecie, biurze matrymonialnym itp.). Facet będzie oglądał tylko zdjęcia (wygląd mówi o tym czy jest młoda i czy urodziła już dzieci), dziewczyna natomiast oprócz zdjęcia przeczyta dogłębnie jego opis, by dowiedzieć się między innymi czegoś na temat potencjalnego ojca swoich dzieci (tak jakby chciała sprawdzić zasobność jego głowy i portfela).
Gdy już wiemy kto ryzykuje i kogo kto szuka pora na omówienie faz jakie przechodzi związek damsko-męski.
Faza I – wdrukowywanie (imprinting), czyli szukamy partnera maksymalnie odmiennego genetycznie od nas (im bardziej odmienny tym większe prawdopodobieństwo urodzenia zdrowego dziecka). Ze względu na to, że kobiety szukają bardziej swoich partnerów (większe zainteresowanie) to ich zmysł powonienia jest bardziej rozbudowany niż płci przeciwnej (umiejętność rozpoznania 200 związków chemicznych wydzielanych przez organizm po ich zapachu). Okazuje się, że owe zapachy partnera odbieramy nieświadomie, lecz im lepiej pachniemy dla swojego partnera tym bardziej odmienni genetycznie od niego jesteśmy). Ze względu na to, że np. nasze rodzeństwo, bądź rodzice są niemal naszymi kopiami genetycznymi trudno jest mówić o jakimkolwiek pociągu seksualnym do nich (ich zapach jest katastrofalny).
Faza II – zakochanie. Zakochanie to swojego rodzaju uzależnienie. Mózg posiada zdolność produkowania w niewielkich ilościach narkotyków. Gdy zakochujesz się w kobiecie mózg zaczyna produkować fenyloetyloamine (pochodna amfetaminy). Powoduje to pewne uzależnienie, gdyż na widok danej osoby mózg uwalnia określone ilości tego związku. Niestety istnieje efekt tolerancji (trzeba brać coraz więcej by utrzymać dany stan na jednakowym poziomie). Jak pokazują badania ze względu na ograniczoną ilość fenyloetyloaminy faza zakochania trwa około 3-4 lata.
Faza III – miłość (jeden z najsilniejszych stanów człowieka). Faza ta związana jest z wydzielaniem oksytocyny (hormon miłości, przytulania). Hormon ten sprawia, że seks jest przyjemny, powstaje instynkt macierzyński, a podczas dotyku bliskiej dla nas osoby ilość oksytocyny wzrasta diametralnie.
Kocham Ikeę za tanie patelki
Swojego czasu miałem niebywałą okazję wybrania się na zakupy... z kobietami. Po prostu takiej atrakcji "nie mogłem odmówić". Godzinę stałem, siedziałem (testując krzesła) i leżakując (robiąc to samo z materacami). Po 30 min oglądania, zastanawiania i naradzania padł wybór na patelkę za (i tu uwaga) 6.99PLN i zestaw - talerz, kubek, podstawek, miseczka. Gdzieś po drodze znalazłem ołówek marki IKEA (dałem go potem babci do wypełniania totolotka) i zaczęła się wesoła twórczość Kovala.
Najpierw padło na biedny talerz, później patelkę... Trzeba było widzieć minę pani w kasie.
Btw. Musiałem to zacytować:
Na peryferiach miasta, gdzie asfalt trawą zarasta
wzdłuż torów gdzie pasą się konie, szła żabka po świeżym betonie
i wcale nie kumała, w jak wielkie gówno się wplątała...
♫ Czesław Śpiewa - Żaba Tonie W Betonie
Pierwsza szkoła, pierwsze znajomości
Stare dobre czasy szkoły podstawowej. Nie mogę do dziś przypomnieć sobie gdzie została zrobiona ta fotografia. Przypuszczam, że może to być Poznań (przed barem mlecznym) tuż po odwiedzinach zwierzaków w tamtejszym ZOO.

The rain falls again!
Anglik rzekłby "The rain falls again!".
Drugi dzień z rzędu nie jestem w stanie dotrzeć do fryzjera. Prędzej zarosnę i pójdę na koncert "Żelaznej Dziewicy" niż zetnę te cholerne i jakże denerwujące już kłaki...

Wakacyjne hity kulinarne
Uwielbiam jeść, uwielbiam konsumować. Kocham niebanalne smaki, egzotykę i potrawy których jeszcze nigdy nie jadłem. Można śmiało powiedzieć, że jestem z angielskiego "Food Snob". Jem dobrze, do syta i w mniejszych regularnych odstępach wyszukuje sobie coś co mogłoby być warte spróbowania. Ot tak se. W końcu jedząc to co tubylcy najłatwiej poznać ich kulture. Tak poznałem Argentyne, Grecje, Włochy, Francje i inne, na własne kubki smakowe.
Poniżej przedstawiam krótką wczesnowakacyjną listę moich hitów kulinarnych. Większość własnoręcznie sporządzona.
Wątróbka z cebulą (liver with onion)

Lasagne

Pierś z kurczaka w pieczarkach z młodymi ziemniakami (chicken breast in mushrooms with young potatoes)

Cheese-dog (hot-dog with cheese)

Śledzie po giżycku (herring)

Kurczak po chińsku (chinese chicken)

Kotlet devolay z młodymi ziemniakami i mizerią (Cutlet devolay with young potatoes and mizeria)

Wołowina w sosie (beef)

Letnia sałatka (summer salad)

Tuńczyk z ryżem Basmati (tuna with basmati rice)

Smalec (lard)

Ryż Basmati w sosie słodkokwaśnym (basmati rice with sweet-acidic souce)

Szaszłyki ()

Zapiekane spaghetti (oven baked spaghetti)

Kobiety vs Mężczyźni - władza, dominacja, kompetencje
Czytając na wykładzie książkę pt „Zachowania człowieka w organizacji” Barbary Kożusznik trafiłem na mega fajny fragment odnośnie sprawowania władzy i dominacji kobiet i mężczyzn oraz mężczyzn w stosunku do kobiet i kobiet w stosunku do mężczyzn. Fragment jest o tyle ciekawy gdyż przedstawia wyniki badań osób zajmujących się komunikacją interpersonalną. Wydanie z 2007 roku, więc domniemuję, że badania najnowsze.
Badacze analizowali zachowania werbalne i niewerbalne osób mających i niemających władzy, co pokrywało się w pewnym stopniu z zachowaniami niewerbalnymi mężczyzn i kobiet. Osoby mające władzę np. częściej dotykają osób niemających władzy niż odwrotnie W badaniu opartym na metodzie obserwacji Henley stwierdził, że osoby o wyższym statusie częściej w porównaniu z innymi dotykały innych osób aniżeli same były dotykane. Starsi mężczyźni i ludzie o wysokim statusie społeczno-ekonomicznym częściej niż inni zachowywali się w ten sposób. Henley zauważył, że dotyk, który nie jest obustronny, może służyć, jako wskaźnik dominacji informujący innych o tym, kto ma władzę. Badacze analizowali skutki dotyku w relacjach między mężczyznami a kobietami i okazało się, że mężczyźni postrzegani, jako bardziej dominujący niż kobiety, jednostki o wyższym statusie są bardziej dominujące od tych o statusie niższym., A osoby dotykające innych są bardziej dominujące niż osoby dotykane. Opisywane badanie wykazało, że zarówno dotykane kobiety jak i dotykani mężczyźni są postrzegani, jako mniej dominujący od osób niedopuszczających do dotykania. Dla porównania osoba dotykająca innych jest postrzegana, jako nieznacznie bardziej dominująca od osoby, która nie dotyka innych.
Innym wskaźnikiem dominacji może być kontakt wzrokowy. Osoby o wysokim statusie przemawiające do osób o niższym statusie utrzymują z nimi kontakt wzrokowy, jednak starają się nie patrzeć im w oczy, gdy osoby o niższym statusie zwracają się do nich.
Wskaźnik dominacji wzrokowej można obliczyć, jako stosunek czasu, w jakim osoba wpatruje się w swojego rozmówce (adresata wpływu), do długości czasu patrzenia na rozmówce, gdy go słucha. Osoby o niższym statusie mają tendencję do nieutrzymywania kontaktu wzrokowego bez względu na to, czy sami mówią czy do nich się mówi. Dovidio, Ellyson, Keating, Heltman i Brown analizowali związek między płcią a dominacją wzrokową w sytuacji wpływu społecznego. Zgodnie z teorią oczekiwań społecznych autorzy założyli, że kiedy rozmówcy w parach różnią się poziomem władzy nagradzania albo eksperckiej, to osoba o większej władzy będzie się charakteryzowała wyższym wskaźnikiem dominacji wzrokowej. Kiedy nie ma dominacji władzy, to płeć będzie predykatorem (trudne słowo) wzrokowej dominacji, jako cecha różnego statusu? Jak przypuszczano, kiedy poziom władzy był podobny u rozmówców w parach, to mężczyźni charakteryzowali się większą dominacją wzrokową niż kobiety. Tak więc, mężczyźni zachowują się, jakby mieli większą władzę od kobiet.
Analiza zachowań kobiet i mężczyzn w czasie narad ukazała, że mowa ciała może stanowić czynnik uzyskiwania dominacji. Kanter analizowała strategie, jakie biali mężczyźni stosowali, aby akcentować solidarność wobec kobiet, robiąc to często nieświadomie. Najczęściej polega to na wprowadzeniu do rozmów tematów, które mniej angażują kobiety (np. metafory sportowe) oraz niekontynuowanie tematów rozpoczętych przez kobiety. Mężczyźni często siedzą wówczas odchyleni do tylu z rękami założonymi na karku. Kobiety siedzą w pozycjach bardziej zamkniętych i częściej gestykulują. Stechert opisuje kobiety na stanowiskach kierowniczych, których mowa ciała nie podkreślała ich pozycji i odpowiedzialności. Kobiety te częściej niż mężczyźni posługiwały się gestami podającymi w wątpliwość ich wypowiedzi np. wzruszały ramionami, przechylały głowę, sprawiając wrażenie niepewności. Mężczyźni częściej stosowali taktyki wpływu niewerbalnego w postaci asertywnych zachowowań.
Szczególnie ważna powinna być kompetencja w wykonywaniu zadań dla kobiet. Z badań wynika bowiem stereotypowo są one postrzegane jako będące w mniejszych stopniu ekspertami, mniej kompetentne od mężczyzn z wyjątkiem sytuacji gdy pewnej określonej wiedzy oczekuje się od kobiet i gorzej wykwalifikowane niż mężczyźni. Aby kobiety były postrzegane, jako bardziej kompetentne niż mężczyźni. Muszą w pracę włożyć o wiele więcej wysiłku gdyż standardy efektywności są wyższe dla kobiet niż dla mężczyzn. Powoduje to, że wymagania wobec kobiet są wyższe i dotyczą niezwykłych kompetencji, aby mogły być poważnie traktowane w roli przywódców i osób wywierających wpływ. Badania wykazały, że członkowie grupy ulegali wpływowi informacji przekazywanych przez mężczyzn, natomiast ignorowali tę samą informację przekazywaną przez kobiety.
Tak, więc paradoksalnie kompetencja kobiet może być przeszkodą w procesie ich wpływu na innych. Badania wykazały, że kompetentny styl komunikacji (inicjatywa, bezpośredniość) decydował o przyjmowaniu do pracy 90% mężczyzn, natomiast kompetentny styl komunikowania się kobiet nie miał takiego znaczenia. Osoby przyjmujące do pracy preferowały kobiety posługujące się stylem mniej kompetentnym. Kompetentny styl komunikacji kobiet oddziaływał jedynie na kobiety, natomiast mężczyźni ulegali wpływowi kobiet mniej kompetentnych, które – jak twierdzili – nie wywoływały u nich poczucia zagrożenia i były sympatyczne. Chociaż mężczyźni opierają się wpływowi kobiet kompetentnych to w są mniej oporni, gdy dzięki nim mogą więcej zarobić lub zyskać coś innego. Tak, więc gdy mężczyźni widzą perspektywę zysku w jakiejś sytuacji to silniej koncentrują się na szansach jego osiągnięcia niż na ewentualnej utracie swojego autorytetu.
Okazuje się też, że dominacja jest mało efektywna, jeżeli chcemy kogoś przekonać bez względu na płeć. Na przykład więcej mężczyzn niż kobiet bezpośrednio nie zgadza się z partnerem w rozmowie i tym samym ma mniejsze szanse na przekonanie jego lub jej. Stosowanie dominujących zachowań niewerbalnych przez mężczyzn i kobiety mniejsza ich szanse wpływania na inne osoby i nie jest efektywniejsze od stosowania zachowań podporządkowanych i uległych. Mężczyźni i kobiety stosujący dominujący styl budzą wrogość w grupie, na którą starają się wywrzeć wpływ. Szczególnie negatywne reakcje wzbudzają osoby o niższym statusie zachowujące się dominująca (w ten sposób więcej kobiet jest karanych za dominację niż mężczyzn)….
Literatura: Barbara Kożusznik „Zachowania człowieka w organizacji”. Polskie wydawnictwo Ekonomiczne, 2007.
Ogólnie analizując powyższy fragment mogę dojść do wniosku, że będąc facetem mam większe szanse na lepszą pracę, będę mniej pracował, przez co teoretycznie dłużej żył. Będę postrzegany, jako bardziej dominujący, ale niestety mniej przekonujący. Oczywiście mówimy tutaj o uśrednionych wynikach, bo w końcu czy ktoś taki będzie bądź nie zależy również od jego osobowości, cech charaktery, umiejętności wrodzonych i nabytych oraz wiedzy i doświadczenia. Ale daje to pewien obraz podświadomego i stereotypowego myślenia odnośnie dominacji, kompetencji i sprawowania władzy. Dominując uznałem, że taka wiedza może się przydać (w końcu ma to odniesienie do mojej rzeczywistości)… Paka
Prawo parkinsona
Praca rozszerza się wprost proporcjonalnie do czasu wyznaczonego do jej wykonania.
Jednym słowem - im więcej czasu dasz sobie na zrobienie danego zadania, twoja praca będzie mniej efektywna.
Wniosek: Power is back... Wracam
Neuromarketing, proces decyzyjny czyli jak to trybi w mózgu
Szybkie i równoległe wyobrażanie sobie różnych sytuacji, zachodzące w korze przedczołowej i ich jednoczesna emocjonalna ocena. Konkurencja pomiędzy konfiguracjami pobudzeń neuronów realizujących te procesy pozostawia tylko te decyzje, które są optymalne z punktu widzenia spodziewanych emocji. Oceny dotyczą nie tylko wyników bezpośrednich działań, lecz mogą uwzględnić też dłuższą perspektywę, dlatego zgadzamy się na chwilowe cierpienie oczekując późniejszej nagrody.
Tak w skrócie można wytłumaczyć ludzki proces podejmowania decyzji (może i tez nie ludzki. Nie wiem). Chodzi głównie mi o to, że mówiąc komuś „nie rób tego” osoba by tego nie zrobiła musi najpierw wyobrazić sobie to, czego ma nie robić. Mózg otrzymując, analizując i przetwarzając takie polecenie najpierw dokonuje szybkich i równoległych wyobrażeń tej sytuacji. Rozumie słowo „Rób”, natomiast pomija „nie”. W ten czas porównuje w krótkim czasie możliwe rozwiązania i wybiera te najlepsze, które przy danym stanie emocji najbardziej odpowiada.
Co do emocji. Najnowsze badania na mózgu wykazują, że to emocje w głównej mierze wpływają na proces podejmowania decyzji. Dlatego wiele dziedzin nauki przeszło pewną ewolucję podczas drogi, w której człowiek z roku na rok, z miesiąca na miesiąc z dnia na dzień coraz bardziej poznaje procesy zachodzące w mózgu oraz rozpoznaje istotę istnienia umysłu. Jedną z takich dziedzin, które poddały się ewolucji (na przestrzeni 100 lat) jest mój ukochany marketing. Pierwszy okres rozwoju marketingu to 1900-1925 rok. To tzw. Marketing produktu. Rynek był chłonny, więc zbywalność produkcji była najmniejszym problemem. Najważniejsze były zdolności produkcyjne. Później marketing produktu przekształcił się w marketing sprzedażowy (1925) – liczy się maksymalizacja sprzedaży. W 1950 roku powstaje marketing relacji, głownie opierający się na tym, co czują konsumenci. Na emocjach. Aktualnie cechy charakterystyczne dla produktów oraz korzyści, jakie one dostarczają nam są istotne. Natomiast osobista identyfikacja z marką zyskała na szczególnym znaczeniu. Korelacja tych wszystkich czynników, w której przewodzą nam emocje na procesie decyzyjnym doprowadziły do powstania dziedziny neuromarketingu. W komentarzu do artykułu Newsweeka nt. Mózgu Wodzisław Duch stwierdza, iż:
Na razie sprawdzanie reakcji emocjonalnych na różne produkty czy wypowiedzi polityków próbuje się stosować w neuromarketingu. Miejmy nadzieję, że najnowsze odkrycia badaczy mózgu pozwolą nie tylko na manipulację wyborcami czy klientami, ale zaprowadzą nas znacznie dalej na drodze do odkrycia naszych prawdziwych potrzeb, w poszukiwaniu „duchowego siebie”.
W świątyni Apollina w Delfach możemy przeczytać „Fides et ratio”, które znaczy „Poznaj siebie”. „Chociaż dużo umiemy zrobić to niewiele wiemy o tym jak to robimy. Dlaczego siebie nie znamy? Na 10 do 14 połączeń 5*10 do 6 zewnętrznych! W mózgu zwycięzca bierze wszystko, nie widzimy wielu alternatyw.” Taka jest istota neuromarketingu.
Neuromarketing jako nauka wykorzystuje wiedzę zebraną i usystematyzowaną przez badaczy ludzkiego mózgu w postaci badań: rezonansu funkcjonalnego, tomografii pozytonowej, elektroencefalografii, magnetoencefalografii, neuroobrazowania, analizy głosu i twarzy, wariografii, kognitywnej chronometrii i obrazowanie tensora dyfuzji.
Neuromarketing to przede wszystkim dążenie do poznania tego, co tak naprawdę chce klient. Odrzuca w pewnym stopniu manipulacje min. decyzją zakupu. Badania wykazał, że od 30 do 50% marek produktów w żaden sposób nie pobudza silnie reakcji mózgu. Natomiast silne marki pobudzają te same obszary, co widok logo sportowych drużyn.
Neuromarketing aktualnie w swej wczesnej formie wykorzystując mapy ludzkiego mózgu, pomaga twórcom w wybieraniu potencjalnych nagród dla promocji sprzedaży, pozwala wybrać optymalny trailer reklamujący superprodukcję, zoptymalizować wygląd gazetki reklamowej Tesco do takiego stopnia, że patrząc na produkty nie będziemy w stanie oderwać od nich wzroku. Aktualnie badania, które w sposób przeglądowy skanują całość procesu decyzyjnego jednego człowieka są dość drogie i wynoszą 3-4 tys. $. Z kwestią czasu (niedalekiej przyszłości) dziedzina, jaką staje się powoli wszystko, co zawiera przedrostek neuro będzie upowszechniane i z pewnością będzie odgrywać niebagatelną role w naszym życiu. Tylko, jakie są granice? Wielu zadaje sobie pytanie nad etyką wykorzystywania tego rodzaju działań, głównie w kulturze europejskiej manipulacja jest odbierana, jako coś negatywnego. Tymczasem sądzę, że wiele narzędzi, nad którymi pracuje aktualnie neuromarketing nie będzie stricte wykorzystywane do celów manipulatorskich a zwiększania efektywności np. powierzchni reklamowej, szybszego procesu decyzyjnego konsumentów oraz w końcu do mierzenia na razie niemierzalnych krótkookresowych efektów przeprowadzonych promocji i kreowania marek, jakimi są min. skojarzenia konsumentów.
Ludzie są coraz głupsi
Ewolucja procesowa wymusza na organizmach zdolność uczenia się. Godwin (jakoś tak) powiedział ze, jeżeli organizm ma zdolność uczenia jego szanse na przeżycie wzrastają. Kiedy na przykład badacze odkrywali w XX wieku nowa Gwinee poznawali również nowe plemiona (myśleli ze sa to głupi ludzie, zwykle kryminaliści, których tam wysłano zamiast trzymać w więzieniach). Rozwijały się one niezależnie od siebie. Doszli wtedy do wniosku że są ci ludzie bardzo inteligentni. Badania pokazały ze tak jest, dlatego, ze ci ludzie musieli uczyć i rozwijać się by przeżyć.
Ludziom w nowoczesnych współczesnych społeczeństwach rozwój do przeżycia nie jest aż tak potrzebny. Można przeżyć o wiele łatwiej niż w jungli. Wiadomo ze istnieją syndromy niedostosowania społecznego np. patologia, alkoholizm, bezrobocie, brak zaradności... Mimo wszystko teoria ma sens...
W przypadku dużych skupisk ludzkich przeżywa również nie ten inteligentny a ten, który jest odporny na zarazki. A to nic wspólnego z inteligencja nie ma. Jak wiadomo do niedawna ludzie wymierali masowo. W XIVw. 2/3 ludności... Również Eskimosi, którzy potrafili przeżyć największe mrozy odwiedzając cywilizowany świat umierali na grypę. Przeżycie determinuje odporność. IQ traci na znaczeniu.
Tak samo każdy dobry specjalista od Human Relations stwierdzi, że ważniejsza jest inteligencja emocjonalna niż typowe ponadprzeciętne IQ. Statystyka pokazuje, że osoby z podwyższonym poziomem inteligencji emocjonalnej częściej osiągają szeroko pojęty sukces zawodowy niż geniusze obdarzeni ponadprzeciętnymi zdolnościami.
Przykładem całej tej tezy są udomowione psy, które (porównywalnej wielkości) wobec wilków maja o 30% mniejszy mozg niż ich przodkowie. Bo który wilk jest tak głupi by rzucić sie na samochód i go ugryźć? Udomowione psy tak jak większość współczesnych ludzi nie potrzebują całego potencjału szarej materii. Dlatego tez ewolucja sobie z tym poradziła...Radzi sobie również i z nami. A przecież wiadomo, że mózg zżera dużą część całej energii, którą posiadamy w naszym organizmie. Ile razy zdarzyło się, że podczas intensywnej nauki po 2 godzinach byłem głodny.
Ewolucja działa, ma w tym jeden główny cel. Przystosowanie się do warunków panujących na ziemi. A, że one ewoluują to tak samo ewoluuje wszystko, co na niej żyje Trzeba się z tym pogodzić… Szkoda, że u niektórych ewolucja przeistoczyła się w rewolucje. Niestety to widać…
Nie mogę być bogiem
Bogiem nie jestem i nie potrafię uszczęśliwić wszystkich, mimo że do wczoraj jakoś się to udawało.
Wniosek: Niech ten rok już się skończy
Strategia "tit-for-tat" (racjonalny altruizm)
Kiedyś napisałem u siebie na stronie, że życie to negocjacje, a negocjacje to gra. W głównej mierze to prawda. Różni je między sobą min. to że w grze są ustalone reguły (po części w życiu też, ale nie do końca). Idąc dalej tym krokiem, można stwierdzić że jeżeli życie to negocjacje, a negocjacje to gra to równie dobrze w życiu można zastosować teorie gier. Są dwa rodzaje problemów przy próbach zastosowania teorii gier do negocjacji:
- Negocjatorzy nie są graczami w pełni racjonalnymi.
- Stosując rozwiązania spełniające kryterium racjonalności, możemy osiągnąć rozwiązanie nieoptymalne (jak w przypadku dylematu więźnia).
To interesujące zjawisko skłaniało wielu badaczy do prób określenia, jak ludzie zachowują się w faktycznych sytuacjach konfliktowych i jaka strategia faktycznie przynosi korzyści. Zorganizowano wiele konkursów, w których różni badacze teorii gier mogli podawać własne propozycje strategii wygrywających.
Spośród wielu propozycji strategii – egoistycznych i altruistycznych – zawsze wygrywała strategia "tit-for-tat" Rappoporta.
Polega ona na tym, że rozpoczynamy grę zawsze ruchem przyjaznym, nastawionym na kooperację, a w kolejnych ruchach (w następnych rundach) postępujemy tak, jak w poprzedniej rundzie postąpił nasz partner. Jeśli on wykonał ruch przyjazny – odwdzięczamy się tym samym, jeśli ruch wrogi – bierzemy natychmiastowy odwet. Ważne jest to, aby być konsekwentnym – zawsze wybaczać i zawsze odpłacać pięknym za nadobne.
Dlaczego to jest ważne? W rzeczywistym życiu z większością partnerów negocjacyjnych spotykasz się wielokrotnie. Podpisujesz nowe umowy, renegocjujesz warunki itd.
Na negocjacje tudzież życie (możesz) musisz patrzeć jak na grę wieloetapową, w której twoje zachowanie z rundy poprzedniej będzie miało wpływ na przebieg kolejnej. Również ty sam musisz pamiętać o zachowaniach partnera:
- nie wierz naiwnie, że nieuczciwy negocjator tym razem będzie dla ciebie miły,
- kontynuuj dobrą współpracę, w warunkach wzajemnego zaufania, z partnerami nastawionymi kooperacyjnie.
I czy w życiu nie jest podobnie (czyt. tak samo)? Z mojej perspektywy wygląda to dokładnie w ten sam sposób, a znajomość strategi Rappoporta może okazać się key elementem w strategii życia i relacji interpersonalnych. No chyba, że nie lubisz wygrywać…
Wniosek: Graj
Codziennie masz jeden dzień życia, czyli jak powstały wielkopolskie makowce
Oglądam sobie z ciekawości zdjęcia Olivera Toscaniego. Tego fotografika niektórym nie trzeba przedstawiać. Miałem na początku wrzucić jedno zdjęcie, które w swojej prostocie daje bardzo wiele do myślenia, aczkolwiek trzeba sobie tekst przetłumaczyć…
Ale jeden cały album mnie bardzo zaciekawił. „From sunset to sunrise”… Ukazuje wycinki czasowe, co kto i gdzie robi w danym momencie, przedstawia różne części świata pomiędzy zachodem a wschodem słońca. I tu tkwi diabeł. Toscani nie oszczędził Afganistanu, UK, USA, Japonii … i …(zgadłeś) Polski. To, że naszego pięknego kraju nie było by nic dziwnego. Lecz mój niedowidzący wzrok doznał w pewnym momencie szoku, gdy odpaliłem część poświęconą narkotykom:
I ćwiartka = godz. 4:20 – Amsterdam, Holandia (tablety na języku kolesia dziewczyny)
II ćwiartka = godz. 2:16 - Johannesburg, Południowa Afryka
III ćwiartka = godz. 2:37 – Bukareszt, Rumunia (wąchanie kleju)
IV ćwiartka = godz. 3:28… i zgadnij co tu widać… Tak brawo – Polska. Zdjęcie przedstawia kolesia zrywającego mak, dla mnie nie było by w tym nic wyjątkowego gdyby nie to, że akcja dzieje się w Kaliszu, moim rodzinnym mieście. Jestem w szoku. Nie wiedziałem, że mieszkałem w zagłębiu maku. Już wiem, dlaczego w południowej Wielkopolsce, w KALISZU tak bardzo lubi się makowce, a mama tak często je piecze. Wydało się!
♫ Sunfreakz Feat Andrea Britton - Counting Down The Days Fonzerelli
Btw. Polecam książkę Toscaniego – „Reklama - Uśmiechnięte Ścierwo”.
Zmarł dnia dzisiejszego
Umarłem do odwołania pod natłokiem wszystkich skomplikowanych spraw.
Marana tha!







