Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę są bezwstydnymi kłamstwami...

21 Kwi

Weselicho

Dopiero dziś jestem w stanie cokolwiek napisać. Kac wyleczony, nogi nadal obolałe. Reszta już ok. Było minęło, wesele. Cóż można powiedzieć – wygraliśmy z Pauliną 2 flaszki. Napiłem się i najadłem. Typowy banał weselny.

Z imprezie na imprezę. Niektórym było za mało. Niestety klub był już zamknięty, więc kierunek dom. Tylko taksówkarz mnie policzył za dużo. Who cares. A no i ta nowa wersja weselna Rubika w wykonaniu „Mariana” wymiotła totalnie, od góry do dołu, od lewej do prawej, z Kalisza do Poznania. Dał czadu. Aż podziwiam...

Wniosek: Tańcz tańcz tańcz…

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Kwi

Akcja policji / Gastro Kalisz

12/13 kwietnia. Godzina 3:12. W mieście rozbrzmiewają syreny policyjne. W tym czasie stoję na tzw. Złotym Rogu rozmawiając z pieszym patrolem kaliskiej Policji. Tuż po (jakieś 30 sekund później) ulicą zapierdala (tylko to słowo oddaje powagę sytuacji) policyjny 20 letni Polonez (prawie silnik im się zatarł). Zwalniając przed mostem zauważają pieszy patrol zwalniają bardziej zatrzymując się. Koła wpadają w lekki poślizg. Wsteczny. Zabierają ekipę. Koła buksują. Patrzę się na Szymana, Szyman na Dudka, Dudek na mnie. Myśl w głowie jedna "za nimi!". Daleko nie musieliśmy biec. Wyłaniając się zza rogu 100 metrów dalej widzimy 4 radiowozy, kabarynę. Później przybyła na miejsce karetka. Myślę od razu sobie "ktoś dostał nożem". Niestety tak się nie stało. Zwykła bójka w lokalu. Rozhisteryzowana kobieta i cały zakrwawiony koleś którego policja przywiozła skądś nie wiadomo skąd (uciekł z miejsca).

Zupełnie "przypadkowo" końcówka się nagrała..

Stereophonics - Long Way Round

8 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

5 Kwi

16 przyczyn przegrania w bilard

Dlaczego wczoraj przegralismy w bilard:

  1. Nie bylo odpowiedniego stolu.
  2. Przeciwnik wybieral kij i wzial sobie ten lepszy.
  3. Twój kij mial za gruby czubek.
  4. Dziewczyna/chlopak Cie rozpraszala podczas gry.
  5. Kreda byla dosc zuzyta.
  6. Zobaczylas/es na sali kolege z nowa dziewczyna, a to powód do plotek.
  7. Zrobilas/es sie glodny.
  8. Zachcialo Ci sie do lazienki.
  9. Pechowo wystawiales bile przeciwnikowi.
  10. W poblizu nie bylo przedluzacza.
  11. Zrobiles/as zbyt duzo fauli.
  12. Niektóre bile mialy tak ladne kolory, az zal bylo je wbijac.
  13. Zadzwonil Twój telefon.
  14. Na stole byly chipsy.
  15. Po kazdej partii musialas/es pozyczac z sasiedniego stolu trójkat.
  16. Krzesla staly zbyt blisko stolu i dalo sie zamachnac.

Autor: znudzona Marta G.

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

24 Mar

Bezcenne

Isc na impreze i poczuc sie jak gigolo - Bezcenne.

Wniosek: Kobiety sa wredne

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

21 Mar

Naćpany kelner

Kolacja z ukochaną i naćpany, niemily kelner. W dodatku gej. I spotkanie nasza-klasa.pl stolik o obok. To to co powoduje w 60 sekund emocjonalny ból głowy.

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

19 Mar

Hazard w pokoju obok

Wieczorem, wieczorem  przed mym domem wystawie ekran i wyświetlę film Ups… to nie ta bajka. Wieczorem doświadczyłem nowej studenckiej i nie tylko rozrywki. Nie jest to bynajmniej palenie zioła, chlanie do upadłego, picie piwa przed monitorem komputera czy też jedzenie zupek chińskich.

Poker Texas Hold'em to najpopularniejsza odmiana pokera. Grają w nią setki milionów ludzi na całym świecie, bez przerwy odbywają się wielkie turnieje z najlepszymi pokerzystami a nawet Mistrzostwa Świata (World Series Of Poker w Las Vegas). Nie wspominając już o internecie, gdzie on-line grają miliony ludzi niemal bez chwili przerwy.
W pokera Hold'em gra się zwykłą talią 52 kart. Od zwykłego, 5 kantowego pokera różni go wyłącznie wykorzystanie tak zwanych kart wspólnych (ang. community cards), czyli leżących na stole pięciu odkrytych kart, z których korzystają wszyscy gracze. Każdy z graczy otrzymuje od rozdającego dwie karty, które tworzą początkowy zestaw. Określa się je mianem kart zakrytych (ang. hole cards lub pocket cards). Na początku każdej rundy wszyscy gracze otrzymują po dwie karty zakryte. Zwycięża gracz, który po kilku rundach licytacji jest w stanie stworzyć z zakrytych i wspólnych kart najsilniejszy, pięciokartowy układ....

I w to właśnie sobie pograliśmy. Do tego cytrynówka, która teraz ciężko leży mi na żołądku zapijana wodą mineralną. Graliśmy oczywiście na kasę. No bo co to za zabawa bez pieniędzy  (Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi albo o pieniądze albo seks). I tym oto sposobem inwestując masakryczną kwotę peelenów wynoszącą 5 zł wygrałem 14.45, dzięki czemu zarobiłem na PKS do Kalisza. A i tak najlepszy był rzucający karty na stół w połowie licytacji Ciomek i krzyczący „sprawdzam – nic nie mam!”. Jak to w pokerze nie obyło się bez dramatycznych chwil. Dużych wygranych i wielkich przegranych...

img img img

Reasumując można powiedzieć, że poczyniłem pierwsze kroki wstępu do Hazardu. Z tą odmianą pokera miałem już wcześniej doczynienia. Niestety tylko online, na Game Desire. A więc kolejne doświadczenie – gra na żywo.

To kiedy do Las Vegas? Zaraz…

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

9 Mar

8 marca na Dworcu PKP

W związku z tym, że 8 marca okazał się nudnym dniem kobiet postanowiłem zabrać moją kobietę (by bez sensu nie krążyć autem po mieście) na peron nr1 dworca kolejowego w Kaliszu...

img img img

Spotkaliśmy wielu znajomych bezdomnych, żuli. W drzwiach przywitała nas fala uderzeniowa smrodu i denaturatu. Do tego pięknie wyglądający peron dodał nieco uroku do jakże romantycznego dnia jakim jest 8 marzec. Święta wykreowanego przez propagandę PRL'u. Dla stwarzania pozorów dbania o ciężko pracującą klasę robotnicza.

Wniosek: Dworzec jest romantyczny na swój sposób

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

4 Mar

Koncert Akurat. Blue Note. 2 marzec 08r

Dwoje ludzi kiedyś bliskich, to co dawno było rajem. Teraz nazywają piekłem, obwiniając sie nawcajem. [...] Dziś osobno bo 2 ludzi chciało dobrać się do władzy. [...] Tylko najwięksi potrafią wyrzec się zemsty!

Było ostro, depcząco i mega sympatycznie. Komentarz chyba zbędny.

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

24 Lut

Rano Hello a wieczorem googdbye

Weekendowy weekend okazał sie bardzo imprezowy. Zaczęło się od czwartkowej skrzydełkowej kolacji w carry, potem piątkowe randez vous w mc donald's z udziałem kuponów zniżkowych. Najedzeni i rześcy kontynuowaliśmy 3 godzinny maraton w bilard w pewnej zadymionej spelunie.

Sobota to kolacja z udziałem wieprzowiny, potem papierosa i piwa w bilardowej spelunie po raz drugi, następnie kolejny browar, czekolada z orzechami i chipsy w kulturalnym miejscu na tyłach kaliskiego teatru pomiędzy grobami poległych radzieckich żołnierzy. Nieco później salsa pod Muzami z dziwnie wyglądającymi i ubranymi ludzmi w nieumytych włosach zwanymi dredami. W ręku papierkowy numerek z szatni wypisany markerem. W okolicach pierwszej niedzielnej nocy - pobudka pewnej niewiasty o dzwięcznie brzmiącym imieniu Aldona. Cel wizyty? Mandarynki, lekko zmrożone, łatwo obierające się ze skórki klementynki.

img img img
img img img
img img  

Tak to mija impreza za imprezą w jakże nudnym wieczorem i zaspanym Kaliszu. Mieście w którym ludzi poukładało 18 kościołów, transportuje jakies 20 mostów, historie tworzy się tu od XVIII wieków, a Maria Dąbrowska opisuje go w "Nocach i Dniach" jako Kaliniec w którym pomnik Adama Asnyka pomaga w rozlewaniu wódki. Klimat który tworzą lekko dzicy, zjawiskowi ludzie gadający pewną odmianą gwary znanej z Poznania teeej... I mogę rzec tylko jedno, że mimo wszystkich wad jakie posiada to miasto mnie odpręża swoją leniowatością i próżnością...

Aaaa i bym z tego wszystkiego zapomniał - w jakim innym polskim mieście urządza się maraton pływania rzeką na dystansie około 2km w środku zimy?

img img img

♫ Grzegorz Martecki - Rano Hello

Wniosek: A M jest dzika jak kot zwany Wienia

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

5 Lut

Kontuzja języka

Język (lingua) jest wałem mięśniowym położonym na dnie jamy ustnej i pokrytym śluzówką. Od dołu wchodzą do języka mięśnie zewnętrzne, naczynia krwionośne i nerwy. Śluzówka języka jest wilgotna, różowa, pokryta licznymi brodawkami językowymi. Brodawki języka to wyrostki tkanki łącznej, które wystają ponad powierzchnię śluzówki i są pokryte nabłonkiem wielowarstwowym płaskim. U człowieka występuje sześc rodzajów brodawek, które dzielimy na brodawki mechaniczne (służą do pobierania, rozdrabniania pokarmu) oraz brodawki smakowe (zawierające kubki smakowe).

Ostatnie wydarzenie zainteresowało mnie budową ludzkiego języka:

język

A stało się to za sprawką dziewczyny która ugryzła mnie dosyć mocno w język, a dokładnie w wędzidełko języka. Skutkiem tego jest to, że nie mogę po 6 dniach ruszać sprawnie językiem. Śmieszna sytuacja. Pierwszy raz coś takiego mnie spotkało.

Myślę o zemście… Z tego co wiem to łechtaczka też ma wędzidełko (haha!!)…

Akurat - Demo

Wniosek: Kobiety to sadystki

8 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

26 Sty

Harry Potter Open Premiere Show 2008 - Byłem tam

Co to kurwa za kolejka? Harry Potter? Eeeee. No!

Dzisiejszy dzień jest wyjątkowy dla fanów Harry Pottera. Instynkt dziennikarski zaprowadził nas (mnie Kovala i Alberta) pod czeluście Empiku (byliśmy tak najebani, że musieliśmy wyjść z imprezy). Wielka kolejka, wielkie marzenia. Marzenia o ostatniej części Harry Pottera. Ale to zaraz.

img img img

Cofnijmy się do komuny. Czasów PRL. Takie kolejki zdarzały się tylko po mięso, banany i papier toaletowy. Teraz, gdy czasy się zmieniły, a półki zostały zapełnione książkami J. K. Rowling kolejki przybierają znów monstrualne długości. Dziesiątki ludzi pod setkami księgarni czekają na tę jedyną, wypragnioną godzinę. Zasadnicze pytanie brzmi – Magia czy Marketing? W dzisiejszych czasach gospodarki uwagi nie wiadomo czy powinnyśmy cieszyć się, że uwagę przykuwa poczytność książek czy może szum towarzyszący premierze. Powinniśmy sami zastanowić się czy ważne dla nas jest przeczytanie popularnej książki, czy może jej posiadanie.

Rozmawialiśmy z kilkoma osobami. Dla nich ważne było to, że mogą tutaj być. Pobyć trochę dłużej ze znajomymi i spędzić czas do późna wieczór. Harry Potter dla wielu okazuje się tylko pretekstem, głupią wymówką. Wśród tych wszystkich osób byli fanatycy. Ludzie poprzebierani, wymalowani, upodobnieni do głównego bohatera. Gdy przepychaliśmy się przez tłum ludzi czekających w kolejce czuliśmy, że należymy do tej grypy. Jesteśmy jednymi z nich. Gdy braliśmy dla żartu 10 książek inni zwracali nam uwagę, że można tylko 6. Szał, chęć zdobycia ich. Posiadania jej przed kimś, kto znajduje się za nami w kolejce okazuje się niemiłosiernie motywująca. Pozwala na stanie godzinami, ofiarne wyczekiwanie tylko po to by później zarwać resztę nocy, iść niewyspanym do pracy, szkoły. A rano pochwalić się znajomym „byłem tam”, „stałem w tej kolejce”, „mam Harry Pottera kupionego podczas premiery”.

To wszystko, ten cały medialny szum. Ilość reporterów jest zadziwiająca. Wydawnictwa, księgarnie, drukarnie dobrze wiedzą, że jest to milionowy biznes. Prowadzi się akcje promocyjną na szeroką skalę. Target obejmuje wszystkie osoby z podstawówki, gimnazjum i liceum. W końcu magia czy marketing? Magia marketingu i magia Harrego Pottera.

img img img

Od wielu lat żadna książka nie wywołała, aż takiego odzewu ze strony czytelnika, który z niecierpliwością czekałby na ciąg dalszy. Krytycy literaccy zaliczają ją już do klasyki literatury dziecięcej. Obok takich dzieł jak „Alicja w krainie czarów” pióra Lewisa Carrolla, czy uwielbianego przez wszystkich „Kubusia Puchatka” autorstwa A.A. Milne. Powieść J.K. Rowling, została przetłumaczona, aż na 28 języków, w tym nawet język chiński.

img img img

CBOS spytał ankietowanych, jaki wpływ literatura wywiera na sposób myślenia Polaków. W stosunku do badań przeprowadzonych dziewięć lat temu zmniejszyła się liczba deklarujących, że po przeczytaniu książki zmieniły się ich poglądy. Częściej przyznają się do tego kobiety. Coraz więcej czyta odsetek młodych. Za sprawą omawianego dziś Harrego Pottera.

img img  

Jest fenomenem, bo tak trzeba go (Pottera) nazywać. Zapoczątkował swoistą rewolucję w literaturze. Osoby, które wcześniej brzydziły się dotykać książek, po Harrego sięgają chętnie. Efekt socjologicznej presji otoczenia – „wszyscy ja przeczytali, ty też musisz”. Tak to się napędza. Każdy każdemu. Marketing wirusowy, szeptany, public relations, reklama w Internecie, kluby fanów i czytelników, liczne fora, blogi, filmy na youtube, zjazdy praktyków magii, szeroko pojęte eventy. To wszystko czeka na nas, ludzi poddających się potteromani. Dziewczyny stojące w kolejce, z którymi rozmawialiśmy potwierdziły, że Potter wprowadził do naszego życia baśniowy czar i pomógł wielu ludziom odnaleźć podstawowe, najważniejsze prawdy życiowe. Naiwne? Skoro są szczęśliwi.

BTW. Porównajcie moje zdjęcia z tym screenem. Po prostu wymiatamy:

W części 8 Harrym Potterem będzie Albert. Widać na załączonym obrazku.

22 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

13 Sty

Back to the wild

Dokładnie tak można to nazwać – powrót do korzeni, idąc za słowami profesor Jeziorskiej. Po 3 latach odwiedziłem ponownie szkołę, a raczej studniówkę mojego byłego liceum. I raczej nie piszę znów matury (Sic!). Tym razem, jako gość.

Co się działo, można ominąć, bo to, co na każdej studniówce dziać się powinno… Dawno tak się nie ubawiłem i uśmiałem (czyt. uhahahałem).

Oczywiście nie odbyło się bez kozackich gestów… No bo kto był jednym z pierwszych na parkiecie? No kto? A kto wyciągnął flaszkę spirytusu zamiast (tak jak wszyscy) butelki wódki? No kto? Takich pytań można by zadać wiele… Fajnie było.

img img img

Muszę powiedzieć, że co niektórzy nauczyciele nawet wymłodnieli. Kapela grała fajnie… A akustyka była niezła. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że gościnna studniówka lepsza niż moja… Może dlatego, że ta była w innym, fajniejszym miejscu? Albo… Koval po prostu wydoroślał… Tak czy siak, bez zbędnych rozkminek było git… Tylko dziewczyna trochę zazdrosna, bo musiała spędzać ten wieczór beze mnie…

Patrick Swayze feat Wendy Fraser - She's Like The Wind

Wniosek: Kac warty imprezy

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

5 Sty

Nowy 2008 rok

Zakończył sie rok 2007. Czy był to szczęśliwy rok? Na pewno, jeżeli mamy rzeczywistość postrzegania świata nastawiona głownie na pozytywne odbieranie otoczenia.

Był to bogaty rok. Bogaty zarówno w nowe doświadczenia intelektualne, emocjonalne i te bardziej namacalne. Wydarzyło się sie wiele. Począwszy od tego, ze bez przeszkód zakończyłem 2 rok studiów by zaczynając 3 otrzymać stypendium naukowe. Sprawiło to niebywale zaskoczenie u mnie samego i nie tylko. Były praktyki w Banku Gospodarki Żywnościowej. Poznało się wielu ciekawych ludzi. Rok ten zaowocował również wieloma nowymi ważnymi kontaktami, zarówno prywatnymi międzynarodowymi (Gerardo, Janis, Khero) i tymi lokalnymi (Rudy, Izka, Paulina jedna i druga, Adam, Sylwek, Szwagier, Dorota, Ewka, Edyta, Anka...). Rok 2007 okazał sie rokiem podroży - i tego jestem pewien jak nigdy. Zaczęło sie od spontanu w Paryżu, potem przyszło kilka krajowych wypadów, następnie Grecja i Ateny, kilka dni później Berlin i Potsdam. Czego chcieć więcej? Nie liczyłem na aż tak bogaty rok.

Po wielu perypetiach miłosnych w końcu definitywnie określiłem sie z własnymi uczuciami. Szczególnie grudzień należał do miesięcy 2007 roku, w których po prostu zwyczajnie sie pogubiłem. Wychodzi na to, ze, jeżeli czegoś nie stracisz nie znasz wartości. Paulinko - dziękuje...

2007 rok to również rok rozwoju osobistego. Skończyłem kilka kursów i szkoleń. Jestem bogatszy o wiele doświadczeń praktycznych i teoretycznych. W starym roku udało mi sie napisać pierwsze 11 stron pracy dyplomowej (szał normalnie). Był to również niesamowicie motywujący rok. Nauczyłem sie jeszcze fajniej, ciekawiej i skuteczniej żyć. Bez problemów, doświadczając życia na wiele sposobów, mając przy tym wiele radości. No i ta grecka filozofia, której nauczył mnie grek Janis - who cares... Znaczy ona dla mnie nie tylko "mam wyjebane", ale niesie wiele wartości dodatkowych, miedzy innymi to, by przeżyć 10 000 dni zamiast przeżyć 1 dnia 10 000 razy.

Polityka w 07 roku - straszne dno. Gdyby nie przyspieszone wybory to socjologicznie Polska leżałaby w tym momencie na kolanach, liżąc tylek Niemcom, buty ruskom i myjąc kible w UK. Na szczęście odezwał się sie w odpowiednim czasie glos ludu. Niestety nie obyło się sie bez szczytów perwerii - zagłosować na Tuska i pozostać w Irlandii. Ale co, jak co - od tego sa politycy, by tworzyć nowa lepsza rzeczywistość i taka właśnie powstaje. Ja to nazywam inteligencją rządzenia. Oby nie zawiodła...

I na koniec przytoczę (głownie sobie) najpiękniejsze życzenia (świąteczne i noworoczne) ze wszystkich otrzymanych:

Mogę ci tylko życzyć żebyś przez najbliższy rok nie zmienił sie i został taki, jaki jesteś. I będzie super

Daje dużo do myślenia... Bo tak. Akceptacja tez ważna rzecz. A ja idąc za Platonem w nowym lepszym 2008 roku, w którym PKB, place i ambicje będą uplasowane o wiele wyżej niż poprzednio, życzę wam i sobie:

Obserwuj, słuchaj, rzadko osądzaj i nie chciej za dużo.

Wasze zdrowie:

img

T-Love - Jest super

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

1 Sty

2008

Godzina 10:12 - Pierwsza kolejka wódki i txt "Była niedorozwinięta... O tam - bardziej na luzie"

Godzina 00:01 - Koval raniony rakietą

Godzina 00:02 - czuje sie jak nowo narodzony

Godzina 00:03 - nawet szampan smakuje inaczej

Godzina 00:04 - szukam dziur w kurtce

Godzina 00:04 (10 sek później) - o kurw.... nic nie widzę

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

27 Lis

Nasza klasa

Nawiązując do wpisu Michała nie mogłem się powstrzymać... Bajeczka. A serwis nasza-klasa.pl bije z miesiąca na miesiąc rekordy. Kazdego tygodnia dochodzi do mnie po 10 zaproszeń. Zastanawiam się kiedy ten szał minie, tak samo jak było z fotką, gronem i bóg wie czym...

img img img

Umożliwię dotarcie CBA do mojej osoby. Wtedy każdy wygladał jak dziecko... Teraz to mężni, dobrze zbudowani, wypięte klaty. Kobiety prawdziwie kobiece, wyrobione. Już panny, a nie księżniczki.
Masakra

BTW. Jak jakiś mistrz (mistrzyni) znajdzie mnie na zdjęciach to kapelusze z głów!

21 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

9 Lis

Alkochińczyk

Czy kiedykolwiek słyszałeś o grze Alkochinczyk? Tak? Wczoraj zagraliśmy. Taki mały trening przed właściwą grą. Ciężka gra. Ciężka. Na 5 osób trzeba przygotować, co najmniej 5 butelek 0,5. Należy też pamiętać o właściwym tempie gry. Co za szybko to nie zdrowo…

Teraz pozostały do przetestowania szachy studenckie… A co do alkochińczyka – mitem okazało się stwierdzenie, że tej gry nie da się ukończyć. Trzeba tylko mieć odrobinę szczęścia. Jak wiadomo – nie można na nim polegać…

Oddział Zamknięty - Moi przyjaciele

8 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Lis

I jak tu nie pić...Wytrzymałem 2 dni

Położyłem się spać, ale nie mogłem zasnąć. Więc muszę spisać te przed senną myśl na falach beta.

Otóż po ostatniej imprezie postanowiłem, że przez najbliższy tydzień nie będę pił alkoholu. Ale kurwa jak patrzę na ten pojebany świat i kompleksy ludzi (skąd i jak się biorą!) to kurcze nie wiem jak tu wytrzymać z tą abstynencją. Nie da się… Normalnie kurwa powiem ci, że się nie da. Świat jest jakiś taki phi… bezpłciowy. Szary, monochromatyczny. Bez polotu i finezji.

Wychodzi na to, że dzień bez piwa lub 0,05 wódki jest dniem straconym. Nie da się w takich warunkach funkcjonować. I nie dziwie się, że ci, którzy do niedawna upierali się przy tym by nie pić PIJĄ. Bo jak tu nie pić, gdy jedna gada o swoich kompleksach, druga że to a trzecia że siamto… Who cares. My god. O co come on. Zajebcie się a wam ulży..

Koniec Świata - 1980

Wniosek: Docieram do stanów zjednoczonej duszy

WOLNOŚĆ DLA TYBETU!!

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

4 Lis

Paluszek i główka to ...wymówka

A paluszek boli bo taka jedna go ugryzła… W Euforii podczas euforii.

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

29 Paź

Halloween Party. Bicie rekordu pojemności mieszkania

W sobotni wieczór pobiliśmy w mieszkaniu rekord pojemności mieszkania. Statystyki są nieubłagane. Na każdy metr kwadratowy przypadało 0,88 osoby. Łącznie było nas 38. Oczywiście brakło szkła, krzeseł i miejsc na kanapie. Zdecydowaliśmy się wynieść zbędne meble na balkon. Sąsiedzi okazali się wyrozumiali (zresztą jak zwykle). Tylko 3 razy reagowali na nadmierny poziom decybeli.

img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img  

Lista obecności:

  1. Koval
  2. Jagiel
  3. Kuba Krupka
  4. Anna Kierzek
  5. Lutka
  6. Adam Bartecki
  7. Karolina Kaczmarek
  8. Beatka Sosnowska
  9. Marta
  10. Hania Bigosińska
  11. Damian Majsner
  12. Ewa Rafałowicz
  13. Agata Kaczmarek
  14. Piotrek Wollschlaeger
  15. Ania Łuczyńska
  16. Paulina Jurkiewicz
  17. Przemek Jurkiewicz
  18. Iza Kunc
  19. Albert
  20. Kasia Gralińska
  21. Woyciech
  22. Filip Kmieciak
  23. Bronz
  24. Lis
  25. Rudy
  26. Aldona
  27. Kasia
  28. Sylwester
  29. Wojtas
  30. Sadowska
  31. Julia
  32. Policja
  33. Milicja
  34. Milena
  35. Kasia
  36. NoName
  37. NoName
  38. NoName
  39. NoName

Na końcu wylądowałem w akademiku na kolejnej imprezie. Niestety tym razem pokonało mnie zmęczenie i wrażenia.

img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img  

Wniosek: Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

22 Paź

Adam Asnyk naszym ziomem

Jak nie ma z kim pić pijemy z Adamem Asnykiem. Spoko ziom i strasznie pijacka morda. Nigdy nie odmawia i nigdy się nie skończył. Wypija każdą ilość z kamienną twarzą.

img

Habakuk-Miasto (Feat Muniek)

Wniosek: Trzeba jebać wałki

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

15 Paź

Sputnik

img

Wódka gorzka żołądkowa z 7up. Wypijasz połowe i dolewasz wódki, wypijasz połowe i dolewasz wódki...
Czynności te powtarzasz aż do usłyszenia wyraźnych sygnałów z kosmosu.

Red & Spinache - Chce poznać twoją matkę

Wniosek: Czasami nawet słysze sygnały i bez żoładkowej.

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Paź

Połykacz wódki

Wszystko przy użyciu pojemnika na wodę od żelazka.

Tak to jest, gdy kieliszków deficyt.

10 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

12 Paź

Pick up girls

Odkryłem świetny sposób na „pick up girls” na imprezach. Wczorajsza bibka jest tego dowodem. To trochę przykre, że polskie polskie kobiety tak bardzo „lecą” na obcokrajowców. Po powrocie z Grecji stwierdziłem, czemu nie. Zadziałamy. Poudajemy Argentyńczyków. Było owocnie i tylko to zdradzę. Było warto.

Wiadomo, że po pewnym czasie większość z tych osób kapnęła się, o co chodzi, ale mimo wszystko nie obrażały się, a wręcz przeciwnie. I to jest piękne.

Udawałem Argentyńczyka, mimo, iż nie znam hiszpańskiego. Zaledwie takie słowa jak boludo, „cilombo” i vamous a la playa. Śmieszna i zabawna sprawa.

Wniosek: Hiszpański to świetny afrodyzjak.

21 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

30 Wrz

Piana party

Zaczęło się niewinnie od oglądanego filmu. Wtedy to pojawił się Kuba z koleżanką Ewą z Katowic. Potem przyszedł Albert. Następnie Michał, Justyna, Beata, Piotrek i inni… Potem dotarli Lisek i Rudy.

To kolejna inauguracja, tym razem w wykonaniu prawników z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu A. Mickiewicza w Poznaniu. Były rozmowy o polityce, nieudolnym prawie. Był też „polityk” z młodzieżówki PO. Przy okazji spytałem się o stanowisko partii w kilku wątpliwych sytuacjach. Wymieniliśmy poglądy i w większości się zgadzamy.

Impreza jak impreza… bla bla bla. Wiadomo co na takich się robi. Rutyna, ale nie koniecznie każda kończy się bitwą na piankę i bóg wie, czym jeszcze… W pewnym momencie stwierdziłem, że chyba nie panuję nad tłumem jednostek ludzkich w moim otoczeniu.

img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img    

A na końcu z Albertem całe spotkanie podsumowaliśmy tak:

Niczego nie musze udowadniać. Jestem szczęśliwym człowiekiem.

Yves Larock - Rise Up

Wniosek: Schowaj piankę przed niepowołanymi osobami.

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

27 Wrz

Koniec wakacji, początek roku akademickiego. Inauguracja

Było picie, granie i śpiewanie. Nie obyło się także bez kultowej w naszych kręgach gry Deluxe Sky Jumping zwanej popularnie „Małyszem”. Impreza zakończyła się w momencie, gdy nad głową sąsiadki przeleciała pełna puszka od piwa. Jej słowa brzmiały:

Panowie. Proszę trochę ciszej…

Po wczorajszym ma moim pięknym i młodym ciele pojawiło się kilka siniaków, obtartych kolan (mam dwa) i guzów. Jest też ból głowy. Standardowy dla takich momentów, w których zaczyna się od piwa, przez wódkę po wino. Wino, które swoją drogą rozłożyło wszystkich. Poniosło nas wczoraj do przesady jak to w reklamie Orange. To przykład jak wino uderza do głowy i włączają się w człowieku różne stany świadomości:

  • Szwędacz
  • Nadzwyczajne umiejętności wokalne
  • Nadzwyczajne umiejętności akrobatyczne
  • Szczególne zdolności taneczne
  • Wrażliwość na kobiece piękno
  • Romantyzm
  • Ponadczasowa fantazja
img img img
img    

 

Bolter - Daj Mi Tę Noc

Wniosek: Dziewczyno jak wino uderzasz do głowy…

8 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

5 Wrz

Każdy chce się uchlać jak ci na górze

Każdy chce pić wódkę, nawet moja babcia Renia. Z tego właśnie powodu zakupiłem na jej polecenie kilka flaszek tego złocistego napoju bogów.

Już niedługo uraczy gości (w tym Tadka) pysznym trunkiem z jęczmienia (czy z czego to cholerstwo się robi).

Jak widać w Polsce każda dobra impreza (imieniny) nie mogą odbyć się bez wódki. To tak jak by strzelać ślepakami, albo iść z laską na Pola Elizejskie bez zabrania butelki dobrego francuskiego wina.

Kiedyś swojego czasu prowadziłem niechlubną statystykę czego na imprezach rodzinnych najwięcej schodzi. Okazało się, że oprócz kotletów i sałatki warzywnej najpopularniejszym wsród dorosłych jest pusto-kaloryczna wódka.

Kilka lat póżniej zrobiłem kolejne badanie statystyczne. Tym razem jako student i wśród studentów (poznańskich). W statystyce chodziło o zebranie informacji jaką wódkę pijemy najczęsciej. Co ciekawe okazało się, iż najpopularniejszy trunek to ten sygnowany nazwiskiem Sobieskiego. Na dalszych miejscach znalazł się Bols i Wyborowa.

I wcale co do Sobieszczaka się nie dziwię. W końcu swojego czasu w mojej skromnej piwniczce stało 18 kartonów tej wódki. Niezłe musieli mieć miny panowie z energetyki, którzy przyszli skontrolować czy aby na pewno nie kradnę prądu z obcego źródła...

Dobra koniec o tej wódce bo już rzygać się chce. Ile można? W ramach podsumowania jak widać nie ma dobrej imprezy bez alkoholu tego typu. Osobiście mam pogląd, iż nie może być ona robiona z ludzmi nie pijącymi (abstynentami). Z tego względu, że zawsze zamulają. Z doświadczenia wiem, iż nie pijąc na bibce, w momencie gdy reszta ekipy pije człowiek szybko się nudzi, chce mu się spać i chce być szybko w swoim domowym zaciszu. Mieszkamy w Polsce, tuż przy wschodnich rosyjskich, białoruskich i ukrainskich sąsiadach. Mamy groźno-mroźne zimy. I to trzy wystarczające powody by pić wódkę. Wymaga tego polska rama kulturowa i niech tak będzie...

Wniosek: Jest wódka, jest impreza.

Btw. I na boga nigdy nie włączaj (włanczaj gdy masz włancznik) na rodzinnej uroczystości telewizora, ponieważ tak jak goście chcieli ze sobą rozmawiać to tak szybko ze sobą przestaną.

12 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

2 Wrz

Gdzie jest Bobej po imprezie?

"Kochanka" posmutniała i popłakała, inna stwierdziła, że jest stara i nie będzie się bawić a jeszcze inna uznała ze po 24 chce do domu. Mimo wszystko poszły 3 szampany i kilka kolejek przy barze, zostałem oblany wódką, musiałem na prośbe kumpla z konsolety wołać ochrone a impreza okazała się nadzwyczaj udana....

A impreza skończyła się telefonem o 9 rano od kumpla Szymana z pytaniem, czy nie widziałem Bobeja, którego szuka matka ponieważ nie wrócił do domu.

Od razu pomyślałem, że poznał jakąs kochanke i z miłości stracił poczucie czasu. Z drugiej jednak strony widziałem jak po godzinie 1 opuszczał lokal w towarzystwie ochrony, więc raczej w takim stanie nie zawiera się znajomości. Pomyślałem też szybko, że rodzice martwią się celowo, bo ten człowiek wylądował swojego czasu w szpitalu na ostrym dyżurze z ilością 5,5 promila we krwi. Sprawa rozwojowa...

Obudzi i wytrzeźwieje ze stanu upojenia alkoholowego - odwiedzi wtedy dom i rodzinę.

Wniosek: Kac kupa po buraczkach jest czerwona

16 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

26 Sie

Facet na wieczorze panieńskim. Było..

Tego jeszcze nie było. Z Rychem odwiedziliśmy sobie klub Tuba. Dojazd nie powiem, na pewno nie był banalny. Przez pomyłkę pojechaliśmy innym tramwajem, który wywiózł nas z powrotem pod moje mieszkanie. Potem już było szczęśliwie – wyczuty grill z odległości 200m, 15 PLN za wejście i można było ruszyć na podbój parkietu.

W momencie, gdy Adam królował na floorze R’n’B, a że „król może być tylko jeden” (Sobieski Vodka Adds) uderzyłem na dolny parkiet „techno – dens”. No i się zaczęło. Powtórzę się – TEGO JESZCZE NIE BYŁO. Uwagę części osób przykuwały dziewczyny z wieczoru panieńskiego (31 września ślub). Nie mogłem uderzyć z pustymi rękoma i samemu. Szybka wizyta w barze po drinka. Potem szybka akcja kołowania kogoś, z kim mógłbym wbić na parkiet pod pretekstem dobrej zabawy. Padło na jakiegoś kolesia o ksywce „Czechu”. Niestety facet wymiękł po 5 min i zostałem sam. Może i dobrze, bo de facto skończyło się na tym, iż tańczyłem w kulminacyjnym momencie z 9 dziewczynami na raz.

I jedyne, co mi przychodzi do głowy day after party to to, że wyglądało to mniej więcej w mojej ocenie jak w drugiej części filmu Loverboya z jego „ponownych narodzin”. I morał z całej imprezy jest taki by czerpać z życia całymi garściami, ponieważ nigdy nie wiesz, co cię spotka za miesiąc, tydzień, 5 minut. Wykorzystać każdą chwile, każdy moment życia w 100% i robić to tak by niczego nie żałować według myśli przewodniej Horacego.

DJ Tonka – She knows you

Wniosek: Carpe diem

Teraz czekam na fotki…

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

25 Sie

I'm so romantic

A weź mnie nawet nie wkurw*aj!

To treść sms’a automatycznie wygenerowanego przez moją mądrą głowę do pewnej damy, która postanowiła mnie wystawić… wystawić, tylko pytanie, na co? Jeszcze tego nie wiem. Się dowiem. Tak czy siak, kilka alternatyw jeszcze jest, a na darmo przecież do Poznania nie przyjechałem, bo to, co jeszcze trwa (weekend w Poznaniu) nie znaczy, że jest już skończone.

Zresztą reklama tego pięknego miasta brzmi „Poznań – tu warto żyć”. No warto, więc na pierwszy rzut beretem idą poznańscy znajomi z Francji (jak na ironię francuskie przywiezione wino czeka na „rozkorkowanie”).

Wniosek: Zawsze posiadaj alternatywę.

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

25 Sie

sen spełniające proroctwo

Sniły się Miss World 2007 jadące ulicami Poznania. Były takie mhmmm... Ciekawe kiedy wjadą do mnie na Przemysłową?

51 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

20 Sie

Kochaj swoją rodzinę, ale przebywaj z kimś, kto dobrze na ciebie wpływa

"kochaj swoja rodzinę, ale przebywaj z kimś, kto dobrze na ciebie wpływa"

To cześć składowa mojej strategii funkcjonowania na tym pięknym świecie. Właściwie na tym etapie mógłbym skończyć i nie rozkminiać tego na wyższym poziomie. Chyba każdy wie mniej więcej, na czym to polega. Ale pomęczę trochę i wypocę z siebie to, co uważam za istotne.

Po pierwsze nie chodzi tu o moją babcie, dziadka, rodziców czy brata. Trochę dalej i lekko w bok. Żyję w stresie, żyję w nerwach tylko przez to, że przyjechali. To się nie zakrawa nawet na komedie.

To, co przychodzi mi na myśl to słowo "zakręt". Ponieważ:

- w mieście nie wyrzuca się przez balkon/taras pestek po brzoskwiniach. Są od tego kosze na śmieci,

- nastąpił brak komunikacji. Takie coś w rodzaju "nie pogadasz". Włączam TVN24 - wychodzą z pokoju, włanczam (mam włancznik) Comedy Central - wracają. Dziwny światopogląd, dziwne rzeczy siedzą we łbie. Nie wiem, może coś nie jest ze mną tak, ale gdy kogoś mało znam to sam z siebie próbuje poznać drugiego człowieka. Taka zwyczajna ludzka ciekawość. Tutaj? Szkoda gadać. Zero zainteresowania (nie z mojej strony broń boże). Matka drze na mnie mordę, tak jak ja bym był bogu winny tej sytuacji. Nikt mnie kurwa nie rozumie? Ze, co kurwa słucham? Mam niańczyć dorosłych ludzi? Głowę mają, oczy mają, uszy i ręce też. Jestem gościnnym człowiekiem (nie przeczę), ale to mnie przerasta. Możliwe, że ludzie z gór są inni, a ludzie w Wielkopolsce jeszcze inniejsi, ale co to za pojebana różnica. Nie powinno mieć to znaczenia.

- na obiedzie gościnnym nie wybrzydza się jedzenia. Nie grzebie się widelcem jak małe dziecko i mówi "już widzę, że nie będzie mi smakować" (wszystko wypowiedziane flegmatycznym tonem głosu). Matce, która obskakiwała gości i robiła, co raz to nowe "wymyślne" propozycje na jedzenie chciałem na głos, wprost powiedzieć "halo! Czy nad wszystkimi się tak litujesz?"

- nie można zachowywać się tak jakby miało się zaraz umrzeć.

Kurwa mać mogę tak wymieniać bez liku. Za niedługo mam wrażenie, że sam przejmę ten flegmatyczno-umierający stan.

Haaa i najbardziej mnie pierdolnęło w mój temperament to, że gdy chciałem ucałować na powitanie ciotkę ta odsunęła się jakbym był niebywale, jakim oblechem. No to już mnie przerosło. W ogóle nie rozumiem tych zachowań i chyba nie chce mimo wszystko ich zrozumieć, bo o wiele ciekawsi są dla mnie ludzie, którzy wywołują pozytywne emocje, które z kolei dobrze na mnie wpływają.

Tak jak wczoraj rozmawiałem z Florentyną o tym, że czasem miewa schizujące chwile to do flegmatyzmu również można to zastosować. Bo przypomina mi to cos w podobie kolesia gadającego z gniazdkami elektrycznymi, wyleczyli go w 5 min instalując w kontaktach głośniki, po czym koleś wszedł do gabinetu a kontakt odezwał się i powiedział "dzień dobry". Pacjent odpowiedział "masz inny glos!" , a lekarz do mikrofonu "jest nas wielu” ... i tak jak kolo ze schizofrenia wyleczył sie z niej w 5 min to niektórym proponuje wyleczyć sie i zapomnieć o pewnych rzeczach i zachowaniach. Wspominanie, rozpamiętywanie tak samo jak marudzenie i wybrzydzanie ma to do siebie ze zajebiscie czasem schizuje, a co gorsza denerwuje tych, którzy chcą by była frajda. Bo nie widzę sensu przekazywania uproszczonych informacji bez ówczesnego ich uargumentowania. Powoduje to, co powoduje i jest mega not fun. Przykładowo powiem zbuntowanym głosem "nie zjem tego" wymachując widelcem po talerzu i robiąc minę świadczącą o tym, że zaraz będę płakał. Gówno to daje obu stronom. Bo ani jedna nie wie, o co "come on", ani druga nie wie, że reszta nie wie, czego człowiek w końcu chce. A przecież złota zasada negocjatora brzmi, aby powiedzieć jasno i wyraźnie to, co się chce i oczekuje. I jebie, dlatego tych, którzy nie potrafią się jasno określić...

Tina Turner - Simply The Best

Wniosek: Flegmatyzm to zło

Ale jak brzmi inna zasada, a zasad trzeba sie trzymać - jeżeli cos trwa nie znaczy ze sie skończyło, więc weekend zakończył się wielką frajdą i mega various happy z pilną wizytą u elektryka samochodowego.

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

18 Sie

Nie wiesz czy wyszedłeś czy nie wiesz czy wyszłeś – lewitująca butelka

Zgrzewka Tyskiego, pusta hawira Serka i kameralna impreza. To tak na wstępie.

Pokazałem ludziom trik z puszką od piwa, którego nauczyłem się we Francji od barmanów, którzy stosują podobną technikę do nalewania napojów na bazie wody i cukru określanych mianem napojów energetycznych - Red Bulli.

img

Fajnie to wychodzi i przede wszystkim wygląda (lewitacja butelki). Ludzie sami próbują to wykonać. Mimo, że mówię im jak to zrobić, daję inspirację nie potrafią tego zrobić. Chyba jestem złym nauczycielem, a na pewno złym tym od tips and tricków, bo w końcu dawno dawno temu zagrożoną koleżankę wyciągnąłem z siekierki na dostateczny.

W ogóle to swoją drogą po browary pojechałem z kolesiem, który nigdy nie miał prawo jazdy. Grzał nocą 170 km/h jedną z obwodnic by w Tesco zakupić słynne to już browary do "robienia tricków". Kiedyś jechał z nim w podobny sposób koleś, który nie wytrzymał psychicznie na tylnym siedzeniu - wysiadł zapłakany modląc się do swojego boga o to, by oszczędził jego duszę i ciało astralne w drodze do wiecznej krainy (nie nie to nie jest Las Vegas).

Zawsze się śmieję, że jakby, co to nie mają, co mu zabrać... Chyba tylko cnotę, chociaż nie wiem czy ją jeszcze ma. Mało mnie to szczerze interesuje.

A na pewno mniej niż to jak i kiedy zapisać się na kontrolną wizytę u stomatologa, łowcy dziur i gangreny zębnej. Bardziej interesuje mnie to, że w banku zaczęła pracować fajna dziewuszka, o rok starsza ode mnie. Nie znam jej imienia, nie wiem nic poza kilkoma szczegółami. W Piątek nawet nadarzyła się okazja do rozmowy z (głupio to zabrzmi) banku do banku. Niestety nie zdążę jej już przekonać, jaki to fajny i superasty jest Piotrek K. Niestety, ponieważ nic już ją nie uratuje od bezkresnego zatracenia na wieki - za kilka godzin ma ślub... To zdecydowanie za mało czasu, za mało by wdrożyć plan A, plan B i strategię IOI.

Roland Gift - say it ain't so. (z filmu „Niedokończone Pragnienia”)

Wniosek: Dobra sztuczka = wiara jest twoja

9 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Sie

Koval w Skorzęcinie

W weekend znalazłem się w Skorzęcinie, znanym w Wielkopolsce, jako ośrodek sportowo-rekreacyjno-odpoczynkowy. Nie wiedząc dokładnie jak mamy trafić zostałem zobligowany do zaopatrzenia się w GPS. Wyznaczona na szybko trasa doprowadziła nas w przepiękne bezdroża Wielkopolski południowej. Piękne krajobrazy i widoki urozmaicały nam podróż po polnych drogach, które wydłużyły czas podróży, o co najmniej 60 minut. Kurz z piaskowych dróg pięknie pokrywał karoserię samochodu, a rolnicy w ciągnikach Lamborgini i Ursusach z lekko skrzywioną twarzą (w przenośni i dosłownie) wskazywali nam drogę.

img img

Docierając już na miejsce rozpoczęła się wielka biba wakacji 2007. Nie obyło się bez ekscesów (jak zwykle). Najpierw niezbyt przychylnie przywitani w domku przez "znajomych" i kolesia bez zębów.

img img

Potem Skorzęcin dla moich przyjaciół nie był zbyt przyjaźnie nastawiony. Trzeba przyznać, iż nie był to bezpieczny pobyt. Co chwile ktoś próbował, co niektórych "skroić". Niestety nie mogli wiedzieć wszystkiego - Przemo w odpowiedzi wybił kolesiowi wszystkie zęby z przodu robiąc "mostek" z łokcia, zaś Lisek i Serek próbując wyjaśnić poprzedni zatarg z kijem od szczotki w ręku zostali napadnięci przez nieprzyjaciół z Łodzi tylko za to, iż byli z Poznania. Tutaj muszę zdementować myśl, iż mi coś się stało. To nie prawda, ja grzecznie siedziałem w domku pod śpiworem i dyskutowałem o tym, jaki to Asnyk jest słaby (Liceum Ogólnokształcące w Kaliszu).

Noc spędziliśmy w aucie (bez Przemka, zaginął). Było niemiłosiernie zimno. Z otaczającym otępiałym chłodem czułem się momentami jak na Mount Evereście. Lisek, co jakiś czas próbował zniwelować zimno włączając silnik w celu wytworzenia odrobiny ciepła. Suma summarum znalazła się zimowo-jesienna kurtka w bagażniku. Istny ratunek przed zamarznięciem…

img

Potem mogło być już tylko cieplej. I tak było. Budząc się przed 10 i wychodząc z auta zostałem przywitany niezrozumiałym wzrokiem przez tubylców w klapkach i kąpielówkach. Poczułem się dość dziwnie ubrany w zimową kurtkę. Od fali gorąca dostałem coś w rodzaju policzka w twarz. Miała być to chyba informacja pt "Rozbierz się idioto i idź na plaże". No i stało się… Plaża się znalazła.

img img img

Bum - Kanikuły

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

4 Sie

Samochód widmo

Jedziesz na imprezę, flacha leży na tylnym siedzeniu, Albert siedzi obok. Wyjeżdżasz z zakrętu i widzisz wyjeżdżający samochód. W tym momencie puszczasz nogę z pedału gazu, myślisz "wyminę go". Dostrzegasz coś dziwnego, auto jedzie wprost na ciebie. Mówisz do Alberta wymachując i gwałtownie gestykulując "Co za pojeeeeba…". W tym momencie jesteś już zamurowany, dostajesz rybki i wytrzeszczu oczu. Ku twojemu zdziwieniu auto toczące się w twoim kierunku nie ma kierowcy. Zatrzymujesz się, wyskakujesz z auta i biegniesz do pobliskiego sklepu, w którym prawdopodobnie przebywa pechowy właściciel. W tym momencie tworzy się mały zator na drodze i kierowca feralnego samochodu wybiega kierując się do swojego pojazdu…

Bynajmniej to nie scenariusz filmowy w moim wykonaniu. To po prostu życie… Kolejna opowieść z serii "niebywałe akcje, piękne zadymy". Zapraszamy do Skarszewa, droga Kalisz - Turek.

Wniosek: Zaciągamy ręczny

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

29 Lip

Niezdecydowany

Każdy przychodzi na świat z własnym planem. Jeden z tym żeby umilić innym, drugi - uprzykrzyć życie, jeszcze inne by osiągnąć jakiś bliżej nieokreślony, znany tylko jemu cel.

Chciałem zrealizować jeden i opublikować ciąg dalszy mojej strategii życia. Spisywanej nieprzerwanie od jakiegoś czasu. Po przygotowaniu materiałów stwierdziłem, że jednak to jeszcze nie czas. Mam wrażenie, że nie spisałem jeszcze wszystkiego.

W ramach rehabilitacji postanowiłem pojechać po całości - iść na całość jak w programie "Haizera", który kilka lat później uczył młode mamy do czego można używać miski od prania. Otóż odpaliłem dyskografie 16 albumów Lady Pank z zamiarem ich przesłuchania (tak we wczoraj wieczór).

Dotarłem tylko do 5. Zacząłem od tego, że są ludzie to nie żart z mniejszym ilorazem inteligencji niż zero. A potem okazało się że wszystkie moje dziewczyny mogły nie być na dnie, pomalutku żyć życząc sobie co rok wesołych świąt. Wtedy to zorientowałem się, że ktoś zacisnął mi palce na gardle. To miliony łap w rezerwacie dzikich zwierząt. Gdzie nie spojrzałem widziałem dookoła dżunglę. To przez to że zakręciło się w głowie od wydarzeń i bab. Chyba za du du dużo nas a idol, którego wielbią tłumy jest jeden, dlatego każdy próbuje zbudować zamki na piasku w swoim szarym monotonnym świecie. To takie lekkie vademecum skauta, o tym jak zachowywać się w życiu, by wygrać więcej gdy umysł myśli mniej.

Chwile później po 9 buntach i jednym love songu wspiąłem się na własne Kilimandżaro gdzie widziałem młode orły tylko po to, aby tuż potem wylądować na karnawale w Rio i w drodze powrotnej z ameryki uratować Titanica od zapomnienia, by grała ciągle w nim, na dnie muzyka.

W tym momencie za oknem zaczyna padać deszcz, a u na moim sidi wskakuje "Mała Wojna" z której dowiedziałem się, iż jestem obcy, na co komu dziś wczorajszy dzień i jak żyć biegnącą chwilą. 10 sekund potem miałem już ochotę zatopić smutki w butelce wódki, jednak w następnym wersie zostałem wyprowadzony z błędu, że nie warto spijać drugi raz tego samego piwa, gdy czuć, że uleciał gaz.

A, że wszystko się może zdarzyć zalałem kufel zimną Nałęczowianką i zasadziłem marchewkowe pole. Porywała mnie jego moc i nie zatrzymując się wcale, choćby walił się świat nadal czułem się doskonale. Próbując przebić mur doświadczyłem wolności głosu i tak pomyślałem sobie czy to wszystko ma sens. Wyłączyłem tych dinozaurów polskiej muzyki rozrywkowej i tak na szybko zadzwoniłem do Liska. Padł pomysł bilardu i może to mi pozwoli przestać myśleć o myślach które ciągle powodują inne myśli. To straszne, gdy próbując przestać myśleć ciągle myślisz o tej jednej myśli. To wraca jak bumerang. Zawsze byłem przekonany, że mój mózg potrafi więcej niż alkohol, papierosy czy też narkotyki. Jednak tak samo jak kretyn nie potrafi zrozumieć tego iż jest głupi, mój umysł nie potrafi nastawić się na jakieś inne fale. No ale tak to już jest, że będąc z wieloma kobietami tak naprawdę nie znamy ani jednej i to jest chyba największy mój błąd, że tak szybko rezygnuje twierdząc że szkoda czasu (że czas w moim wykonaniu jest zbyt cenny). Dziś na TVN Style usłyszałem coś bardzo ciekawego:

Kiedy poznawali kobiety - ja się bawiłem.
Kiedy spotykali się z kobietami - ja się bawiłem.
Kiedy się z nimi żenili - ja się bawiłem.
Kiedy się z nimi rozwodzą - ja się ożenię!

Powiedział to Żebrowski, również było tak i w moim przypadku. Różnica między nim a mną nie jest taka, że moi znajomi się nie żenią, bo to nie prawda. Wręcz przeciwnie. Polega na czymś innym - jestem o co najmniej 10 lat młodszy…

Btw. Bilard - nie stójcie tyłem do kobiety (Aldony) gdy chcecie uderzyć w bile. Nie uda wam się to gdy poczujecie wzrok na własnym tyłku…

14 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

23 Lip

Czas dogania nas

Z tego, że niedziele zawsze są nudne, monotonne i spokojne wzięliśmy z Liskiem Aldonę i Paulinę do Gołuchowa (Żubry, woda, park i te sprawy. Wiadomo, o co chodzi). Nad wodą nie obyło się bez konsumpcji trunku zwanego absyntem (polski absynt). Akurat nie mieliśmy na stanie cukru, ale i tak dało rade. Halucynacji nie było. Odwiedziliśmy na moment restaurację muzalną. Pokazałem Liskowi (nie wierzył), że można zjeść (zamówić) pieczeń z prawdziwego żubra...

Jaki masz telefon?
Gówniany!

Suma summarum wylądowaliśmy wszyscy w Amnezji na bilardzie. Dziewczyny nie chciały grać (no cóż… nie dogodzisz wszystkim). Wróciłem do domu po 1 w nocy i dziś w robocie jakiś taki nie w sosie. Dosyć, że niewyspany, to pogoda jakaś niesprzyjająca - senna. Dziś uratowała mnie dobroć pań w biurze, które zwolniły mnie na 2 godziny, karząc iść sobie na lody i jak to powiedziały "wyrwać kilka dziewuch". No, więc korzystając z okazji poszedłem (a cooo…).

A jutro godzinę później do biura… Może odeśpię dzisiejszą noc (a może i nie).

Btw. Kierownik(czka) zwana kiero od piątku na urlopie i od momentu, kiedy jej nie ma praca w biurze posypała się na łeb na szyje. Posypała znaczy mam na myśli, że załamała. Pierwszym początkowym objawem było to, że niemal wszyscy hurtem rozpoczęli prace nie tak jak zawsze o 9, a godzinę później. Mimo, że już rozpoczęli niektórym zachciało się lodów, więc wysłano delegację do pobliskiej cukierni. Przerwa natomiast trwała z 45 min. Wtedy to doceniłem, jaką znaczącą osobą jest persona kierownika w przedsiębiorstwie. Dotychczas znałem tylko teorie. Teraz dochodzi praktyka…

Akurat - Czas Dogania Nas

Wniosek: I tak oto mija czas w ten piękny wakacyjny czas…

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

21 Lip

Euforia

Miałem okazję odwiedzić nowo powstały klub Euphoria w Kaliszu (były ZWM). Lokal powiększono, miejsca bardzo dużo. Nagłośnienie bardzo dobre i siedząc w samych lożach słychać muzykę tak, że się wie, co jest grane aktualnie a zarazem nie głuchnie się od nadmiernego natężenia dźwięku.

Jak wygląda towarzystwo w lokalu? No powiem szczerze, że sympatycznie. W końcu jakiś kaliski klub na poziomie. Na uwagę zasługuje fakt, iż posiada lożę VIP'ów, którą można wykupić na okazję zamkniętej imprezy. Sama loża jest odizolowana od innych uczestników imprezy. Przeszklona i wyciszona.

Jedyne, co mnie zraziło to, to, że w lokalu jest strasznie dużo ochrony zabezpieczającej imprezę. Stosunkowo jej za dużo. Początkowo, gdy ilość imprezowiczów była mała czułem się jak w jakimś więzieniu o podwyższonym rygorze.

Co do muzyki to klimat stwarza na pewno dobry House. Jak dla mnie za mało Frenczu i Electro, ale może stylistycznie się zmienią. Nie podobał mi się również zbytnio Dance, grany pod sam koniec imprezy, a grane R'n'B jak dla mnie za wolne (baaa nawet Paula narzekała).

Standardowo spotkałem kilku starych znajomych w tym kumpli z gimnazjum. Bardzo się ucieszyłem, gdyż dawno ich nie widziałem. Był też wśród DJ'ów legendarny Przacho (yeah Maciek żałuj). Poznało się również trochę nowej wiary.

To było by na tyle. Cóż reszta jak reszta. Zwykła impreza - alkohol, kobiety - kobiety, alkohol.

Aaaaaa…!! I bym zapomniał. W międzyczasie miałem okazję przetestować nową strategię życia (nie nie…tym razem to nie było "Coco Jambo i do przodu"). Doszedłem do sympatycznego wniosku, że działa. Pewność siebie w działaniu to podstawa. Zdecydowane ruchy bez pytań i propozycji. Lepsza opcja gdzie ty stanowisz, robisz i żądasz. Tak jest po prostu szybciej.

Westbam & Nana - Oldschool Baby

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

15 Lip

Swiat wina

Kolacja, wino i długie nocne rozmowy… Moje najnowsze imprezowe odkrycie. Fajny klimat zamiast głośnej muzyki, fajne towarzystwo zamiast masowego bydła. Podobało mi się kiedyś. Od wczoraj jeszcze bardziej.

Pierwsze prowansalskie wino przywiezione z Francji skonsumowane. Czekam na kolejne okazje…

Wniosek: Wino = klimat

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Lip

Magiczne koszulki

Tak się właśnie się pakuję powolutku i patrzę na te moje „Tiszerty”. Czym jest T-shirt? Zwykłą częścią ubioru czy może czymś więcej? Dla niektórych to pierwsze, dla mnie to drugie.

Historia z amerykańska zwanych T-Shirtów, w Polsce potocznie koszulek sięga roku 1901, gdzie firma Hanes wymyśliła pierwowzór jej wyglądu. Kolejne odsłony koszulki to: dodanie ściągacza i mniejsze wcięcie. Początkowo T-shirt'y (koszulki) były skrzętnie chowane pod koszulami czy swetrami. Dopiero w latach pięćdziesiątych koszulka typu T zaczęła wyłaniać się na światło dzienne. Dzięki Hollywoodzkim produkcją setki młodych gniewnych przywdziało ten nowy ubiór niczym średniowieczni rycerze. Symbolem buntu i alienacji już nie były tylko osoby Jamesa Dean'a czy Elvisa Presley'a ale także bawełniana opoka. Niedługo trzeba było czekać na to, aby reklama pochłonęła naszego bohatera. Pojawiły się koszulki zachęcające do zakupu złocistego napoju (niekoniecznie bezalkoholowego, koszulki z twarzami gryzoni o dużych uszach w towarzystwie ciapowatych psów czy kaczorów o wielkich szelmowskich ale jakże poczciwych oczach. Lata osiemdziesiąte to wejście T-shirt'a (koszulki) na salony. Wraz ze swym kuzynem polo zaczęto widywać nasze koszulki pod marynarkami znanych projektantów mody. Popularny serial telewizyjny "Miami Vice" wykreował nowy wizerunek macho - przystojny, wysportowany, w marynarce i .... Oczywiście, że w T-shircie! Koszulki jednak to przede wszystkim idea. Mówimy, że coś widać jak na dłoni a te przecież często chowamy do kieszeni. Tu z pomocą przychodzi nam niezastąpiona koszulka typu T. Może ona wyrazić nasze orientacje polityczne, religijne, seksualne, nasze nastroje, uczucia czy też wartości moralne. Koszulka może być niezastąpionym prezentem na Walentynki, na Dzień Mamy, Taty, Babci, Dziadka, na osiemnastkę czy inne np. 40-ste urodziny. Możemy przemycić na niej nasze skrywane uczucie. Możesz potraktować koszulki jak listy gdzie w kilku słowach zmieścisz całe bogactwo treści.

Koszulki co prawda pozostają osłoną naszego ciała, ale mogą być nośnikiem innych wartości- a jakich.... hmm. Ja podchodzę do nich niczym Robert Leszczyński, który to tę część garderoby wręcz ubóstwia. Ja może nie traktuje ich, jako coś ponadludzkiego, ale uważam, że są one czymś wyjątkowym. Of course, jeśli będą miały oryginalny, niebanalny nadruk.

Do zastanowienia się nad nimi skłoniło mnie to, że coś ostatnio urosłem. Część bluzek się po prostu zniszczyła z powodu dużej ilości prań, kilka potraktowane zostały przez mole (sic! Głupie…). Ale fakt jest jeden. Szkoda mi ich wyrzucić. Do części z nich mam naprawdę bardzo duży sentyment, mimo że moją główną zasadą jest nie przywiązywać się do rzeczy martwych (jak widać nie dotyczy to koszulek i wina).

Z każdym z T-shirtów wiąże się niepowtarzalna historia. Na przykład patrząc na koszulkę DMC (DJ Mix Club) od razu przypomina się kilkuletni obraz z życia zza konsolety. Inna – „Boycott” ileś tam imprez. Inna szara from House – impreza, na której obudziłem się na podłodze. Jeszcze inna przypomina moment, w którym dokładnie rok temu trzeźwiałem do rana na ławce na Górze Przemysława po długiej nocy oblewania sesji.

Historii jest tak wiele ile koszulek, a może i nawet więcej. Swoją drogą można by to porównać do ludzi tudzież kobiet. Zmieniają się tak samo jak moje koszulki (hi hi taka metaforka). Nie zapominaj, że tego kwiatu to pół światu.

Greg Downey - Vivid Intent (Giuseppe Ottaviani Vs Marc Van Linden Mix)

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

2 Lip

Koval w Paryżu

To było tak - dzwonie do Alberta "napijesz się sie ze mną w piątek?” (Dzień moich imienin). "Sorki, ale jadę do Francji" odpowiada, dodając "jedziesz ze mną?". Spakowałem sie, wykąpałem i 2 godziny później na dworcu zachodnim wsiadałem do autokaru w kierunku Paryza.

W tym momencie jest godzina 22:42 i jestem w drodze do Berlina. Mamy sie spotkać z Arabka z Iranu (okazała się nią być potem Niemka) która wytłumaczy nam o co w tym wszystkim chodzi. Ogólnie to sam nie mogę w to uwierzyć, ze spakowałem sie i jadę do Francji. Dla mnie to mistrzostwo świata, totalny spontan. Najlepsze jest to, ze we wtorek mam egzamin. W Słubicach zadzwoniłem do mamy informując ze jestem w drodze do Francji, do kumpla by zmienił mi opis na gg i do współlokatora ze nie zdarzyłem posprzątać. W pierwszym dniu na razie robimy flachy, co chwile pije inna wódkę, granice przekroczyłem na dowód a celnik sie śmiał ze ostatnio gość chciał przejść granice niemiecka na legitymacje studencka.

Piotras zwany Szwagrem mówi mi żebym cos tez o nim napisał, bo chce sie pochwalić mamie - wiec pisze. Ugościł mnie na Tylach kilkoma kielonami. W ogóle to kazał mi napisać ze jest zajebisty. Wybaczcie mi, a przede wszystkim jemu. Jest podniecony, ze za godzinę jest 29 czerwca, czyli jego i moje imieniny. Oboje czekamy do północy.

Godzina 23:13 dnia pierwszego - Albert nie kontaktuje.

Godzina 5:17 wjeżdżamy do Leverkusen. Mam okazje zobaczyć cos w podobnie tego, co bedziemy mieli w 2012 roku - stadion Bayernu Leverkusen

Godz 9:43 pierwsza ciekawa nowa rzecz od kilku godzin. Widzę pierwsze pociągi T.G.V.. To, co widać w TV to namiastka całej prędkości.

Wcześniej na parkingu spotykamy Arabów śpiących na trawniku. Dla mnie dziwne ze nikt im jeszcze nie ukradł butów. Postanowiliśmy położyć sie obok nich...

Dziewczyny machają do przystojnych Francuzików, którzy z na prawdę sympatycznym uśmiechem odmachują...

img img img
img img img
img img img
img

 

W końcu wita nas Paryż. Smakujemy francuskiego śniadania, wyruszamy najpierw autobusem nr. 190 do centrum miasta. Pierwsze, co rzuca sie w oczy to, ze duża cześć wszystkich mieszkańców to czarnoskórzy. Każdy, indywidulanie, potem w myślach zastanawia sie jak ich nazywać (Albert mówi na nich ciemniejsi, Adam - afro amerykanie a ja czarni). Po kilku minutach docieramy do celu i zamierzamy przesiąść sie w inny środek transportu. W ten czas tracimy ponad 30 min. na to żeby dowiedzieć się, czym, gdzie i jak dojechać pod Eiffel Tower. W końcu jakiś Azjata kupując w informacji bilet dołącza sie do rozmowy. Zaczyna sie kłócić z dwoma kolesiami z obsługi. Kłótnia sięga zenitu, a ja sam nie rozumiem, o co chodzi. W Polsce wjara by strasznie pizgala z takiej sytuacji, oni potraktowali to poważnie i wyjaśnili mu ze sie po prostu myli, W tym samym czasie kumpel podchodzi do okienka chcąc kupić bilet na metro, dostaje odpowiedzi ze nie może tego zrobić - "tu jest tylko stacja kolejki". Ogarnął, co niektórych śmiech. Wszystko zaczęło sie od nowa.

img img img
img img img
img img img
img img img

Zabywajac w końcu do Wieży Eiffla do moich oczu docierają zdumiewające atomy duszy. To cos na prawdę dziwnego, ze taka budowle chciano rozebrać. Widok z 3, ostatniego pietra jeszcze bardziej zaskakujący. Nie ma sensu o tym pisać. Każdy to przeżywa osobiście a ja nie potrafię tego wyrazić…

img img img

Potem w kolejności odwiedzamy Łuk Triumfalny, salon Ferrari, Champs-Élysées. Ludzie na „Szanse lize” wyglądają jakby byli na wybiegu, mój nos odczuwa szok czując coraz to nowe perfumy (to mnie przerosło). Określenie "paryżanin/paryżanka" w sensie ubioru nabrało nowej wartości, nowego znaczenia. Sklepy Armaniego, Dolce & Gabany to tylko namiastka. Można śmiało porównać do londyńskiego Harrodotsa.

img img img

Oczywiście była również wizyta w Pompidou, Katedrze Notre Dame i Luwrze. Następnie na Polach Elizejskich obaliliśmy sobie kilka winek (winka definitywnie lepsze niż te dostępne w Polsce, dostępne w korzystnych cenach od 1,5 euro w gore). Poznałem kilka Francuzek, w tym jedna, której podpisałem sie na koszulce (pod Pompidou) i inną pod Notre Dame, od której dostałem buziaka (właściwie to nie wiem za co.. może ty wiesz?)

img img img
img img img
img img img

Z ciekawych rzeczy, które zaobserwowałem to, ze jest ogólna tolerancja, ludzie tworzą związki w rożnych kombinacjach: Azjaci/murzyni/biali/Araby. Tez dotyczy to gejów i lesbijek. Idę również o zakład ze ludzie tworzą te związki w stylu partnerskim, ślubów za dużo nie ma. Można również zobaczyć jak cześć czarnej populacji zepchnięta jest na margines (zmęczone twarze itp), wykonują prace, których biali raczej nie chcą. Szybko sie za to uczą, takie słowa jak "dzien. dobry", "za darmo" czy "polskie dziewczyny Digi Digi" to podstawa w ich wykonaniu.

img img img
img img img

Musze tez obalić mit ze Francuzki są brzydkie. Wręcz przeciwnie, znalazłem kilka moich ideałów, których w Polsce na prawdę trudno spotkać. Dziewczyn z uroda w stylu Alizee jest od liku, (to raj).

img img img
img img img

Paryż ma dla mnie zajebisty klimat, którego Polskim miastom brak. W nocy zaczyna sie prawdziwe życie, kluby, kawiarnie i restauracje. Jeżeli chcesz iść pogadać z kobieta bierzesz ja do kawiarni / restauracji na wino, ślimaki (1 € sztuka) tudzież co innego. I to jest piękne, wino stwarza specyficzny klimat, szczególnie jak pije sie je w Paryskim klimacie. Ludzie są nawet wyjątkowo spokojni, mało co im przeszkadza, spokojnie czekają - nie marudzą...

Kraj mnie zaskoczył pod każdym względem i mogę tu mieszkać. Jedyna bariera to język...

Joe Dassin - Aux Champs Élysées

Wniosek: Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne. Byłem w raju

13 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

25 Cze

Ranyjulek - to tylko odrobina suchego tekstu

Po kilkudniowym wyjeździe, bez dostępu do Internetu, bez kompiutra czas na wpis podsumowujący. Na wpis, o rzeczach, które mi się nasunęły na myśl i które postanowiłem sobie zapisać na kartce bądź palmtopie.

Zacznę od pielęgniarek i lekarzy, bo strasznie mnie wpienili. Chodzi dokładnie o to, że w tym momencie po raz pierwszy od kilku lat poparłem Jarosława. Otóż sedno tkwi w tym, żeby nie dać sobie dmuchać w kasze w momencie, gdy różne grupy społeczne zaczynają wymuszać różne decyzje polityczne. Bardzo dobrze robi będąc nieustępliwym, twierdząc, że dopóki prawo nie będzie przestrzegane rozmów nie będzie. Wreszcie ktoś sprawiedliwy (w pewnym sensie oczywiście, stwarza pozory). Po drugie nasunęła mi się taka myśl, że Titler miał rację – demokracja to zło. Był to taki gościu, który twierdził, iż nie wierzy w demokracje gdyż kończy się ona w momencie, gdy różne grupy społeczne zaczynają się orientować w tym, że mogą decydować o finansach publicznych. Wtedy to wymuszają na władzy, tak jak to się dzieje teraz min. podwyżki dla pielęgniarek i lekarzy. Zaraz po nich pewnie przyjdą kolejarze, górnicy, policjanci, (mimo że nie mogą strajkować), strażacy i bóg wie, kto jeszcze…

Po drugie znalazłem ostatnio kolejny dowód na to, że ludzie wymyślili swój świat i postanowili w niego uwierzyć. Przykład? Otóż Kaczyński powiedział podczas negocjacji o pierwiastek, iż Polaków byłoby więcej gdyby Niemcy nas nie wysiekli. Od razu można było zauważyć wielkie poruszenie w środowiskach inteligenckich, kształtujących opinie publiczną w Polsce. Bartoszewski strasznie się burzył, że to nie dopuszczalne sformułowanie, a tak naprawdę gówno wie udając wielce mądrego mądrale, który się mądruje, bo gdyby trochę się zainteresował jak wyglądają prawdziwe negocjacje, w których jedna strona wygrywa o wiele więcej niż druga, mimo że obie idą na kompromis to by wiedział, że taka walka na argumenty i słowa toczy się czasem jeszcze bardziej hardcorowo. Ten tekst IMO miał na celu nie pokazać jak bardzo jesteśmy nastawieni negatywnie do Niemiec tylko jak słaby jest system głosowania, który proponują i popierają inne państwa…

Bardzo spodobały mi się słowa usłyszane na dniach:

Ktoś… nawet nie chce pytać kto? Ale ktoś, kto stoi za tym, to na pewno nie stoi przypadkowo, a te wszystkie działania mają charakter zorganizowany…

No tak! Ogarnia nas wszechobecny spisek. Z drugiej strony po elitarnych rządach konspiry i SLD (grupy trzymającej władze) dojść śmiało można do takiego wniosku (tak samo jak mój wykładowca Andrzej Stańda), iż odnoszę coraz większe wrażenie, że mam coraz mniejszy wpływ na to wszystko, co się dzieje wokoło mnie…

Po czwarte (chyba czwarte, mam nadzieje ze się nie pomyliłem) doszedłem do wniosku, że zbyt wiele osób w tym ja mówi to, co myśli. Problem może nie tkwi w tym, że coś takiego mówię, ale bardziej z tym, że w ogóle tak myślę. Muszę nad tym popracować, z drugiej jednak strony, czemu mam oszczędzać ludziom konstruktywnej z mojego punktu widzenia racjonalnej i prawdziwej krytyki w momencie, kiedy tej racji raczej nie mają. Bo taki mały przykładzik z Afganistanu. Polscy żołnierze poprosili o skrócenie służby w odpowiedzi na to, iż ich wozy bojowe są „nieco” słabiej opancerzone niż amerykańców oraz, że brakuje im granatów i podstawowego wyposażenia. To ja się pytam: po co oni tam w ogóle pojechali? Żeby leżeć do góry dupą? Chyba nie, jak nie potrafią wziąć M6 i wyjechać wojskowym Hammerem na rzeź z Talibami, wybić ich kilku w rytm muzyki „The roof is so fire” i wrócić spokojnie do bazy z uśmiechem na twarzy to nie wiem naprawdę, po chuj oni tam pojechali… Pewnie myśleli że będzie to romantyczna przechadzka w biegu po zielonej łączce z karabinkiem jak to powiedział Polko.

Po piąte. Historyjka z autokaru do Lublina. Ludzie zajeżdżają ruską gwarą. Wsiada ze mną taki jeden, po kilku minutach jazdy dzwoni do niego żona i słyszę ukradkiem rozmowę (nie to żebym przeto podsłuchiwał :P):

No Jola – dzięki! Mówię ci ani jednego browara! Nawet łyczka! […] Halo? Jolka? Słyszysz? Kurwa mać!

Wtedy posmutniał. Oto przykład jak alkohol zmienia sytuację.

Od razu przypomina mi się motyw gdzie mojego kumpla kilka dni temu karetka zabrała do szpitala z powodu przepicia. Biedak za dużo wypił, ktoś przypadkiem znalazł go nieprzytomnego. Ze słyszenia wiem, iż lekarze reanimowali go ponad 20 minut. Dostał odtruwacze, kroplówki, w szpitalu przez 10 godzin nie odzyskiwał przytomności. Jedyny pozytyw to taki, że zbadali mu krew. Wyniki pokazały, że poszedł na rekord i miał bezpośrednio we krwi 5 promila.

No i na zakończenie tej obficie wykształciuchowatej notki spytam się gdzie są jeszcze jacyś ludzie, od których można wyciągnąć odrobinę pewności siebie, energię i wyjątkową strategię życia?

Maria Peszek – Pieprze cię miasto

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

16 Cze

Wszyscy tańczą, skacza i szaleją

Co za noc...
Z rozmów nocnych Kovala na przystanku (tylko) o życiu.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

16 Cze

Ej to my POLACY bez hajsu i pracy

I co kurwa czytelniku czasem przecież sam wychodzisz i pijesz wódę na przystanku, napierdalasz się dość konkretnie i wtedy zdarza ci się kilka dość dziwnych rzeczy, dość nieprzewidzianych. Bez alkoholu w żaden sposób nie jesteś w stanie sobie ich wytłumaczyć. Powiedz mi kurwa, że nigdy ci się to nie zdarzyło. Bo ja dziś tak jak ty wyszedłem, wypiłem i spotkałem typowego POLAKA. Bo kim my jesteśmy typowi Polacy, kim jesteś ty? Typowy polaczku. Jesteś gościem, który zdobywa Monte Casino i obala komunizm w całej europie czy gościem tak jak ten przypadkowo spotkany Polak ze swoją historią życiową, która wygląda nie inaczej jak tak:

„Mam córkę – wyrywa mu się w monologu, podczas napoczętej kolejnej flaszce. A raczej córkę w papierach. W papierach, które z resztą też są chujowe, bo jebani biurokraci nie powstrzymali mnie przed błędem, podczas którego w konsekwencji straciłem żonę, bo kurwa byłem po próbie w zespole, w którym za PRLu grałem. Był to band reggae. Przecież widzisz, że jestem murzynem. Widać to jak na dłoni. Próba była niedaleko urzędu, do którego zawsze daleko. Wbiłem tam i nie kurwa moja wina, że pojebało mi się, a mam papiery na pijaka i zamiast Izabela Anna dałem córce Anna Izabela. I jak wróciłem do domu z papierami to żona powiedziała jedno kurewskie słowo – ROZWÓD… A że jestem z zawodu technikiem drzewnym, który pilnuje jak drzewo się dobrze tnie, nie jak hydraulik, który jest elektrykiem i zawsze go prąd pierdolnie bo jak byłem młody i miałem długie włosy i żaden bóg mnie nie wychował to nie chodziłem na religie. Siedziałem najebany i trzymałem się słupa, albo krzesła w ławce by się nie spierdolić to wtedy przyszedł do mnie ksiądz, który pierdolił, że może załatwić mi zwolnienie z zajęć, na które i tak z wiadomego powodu nie chodziłem. Jedynym warunkiem, jakie musiałem spełnić był udział w misterium, cokolwiek to kurwa jest. Poszedłem kurwa na wpół rozebrany, wziąłem ten jebany krzyż i kurwa zjebałem się na ziemie (dopisek: śmiejemy się – pierwszy upadek) poczym wstaję i znów pierdolnąłem na ziemie. Laski się śmieją na dyskotece, mimo że na nie nie chodzę, to idę do tego księdza i mówię „czy kurwa ciebie pojebało? Kolana poobdzierałem i zapierdalam z tym jak głupi”. On wtedy do mnie „Dobrze synu, choć pokaż się jeszcze tylko w kościele”. Ja jak ten głupek wiszę na tym krzyżu, ręce odrętwiałe a on pierdoli na mównicy głosujcie na radio Maryja. W tym momencie jestem gotów puścić i wyjść z tego jebanego kościoła, ale powstrzymuje mnie jedno – zwolnienie z lekcji. Wtedy to słyszę, że ostatnie odbiorniki są do kupienia w zachrystii i spierdalam się z krzyża i zaczynam wychodzić, wtedy to wszystkie dewotki padają na kolana i modlą się do mnie z płaczem. Następnego dnia, gdy pytam się „Pani Goździkowa pożycz 2 złote” ona mówi „Nie” z pogarda i żegna się w imię boga to wtedy pytam się jej „Kurwa wczoraj się do mnie modliłaś a dziś o chuj tu chodzi”.

I co teraz dalej o tym myślisz, o Polakach i o sobie Polaczku. Czy nadal jesteś gościem, który uważa się za pokrzywdzonego przez Prusów, Niemców i Rosjan Polakiem czy gościem, który chleje wódę tylko po to by wyżalić i wyrzucić z siebie swoje niepowodzenia i nieszczęście, które spotkało w życiu.

Pewnie teraz myślisz, że ten człowiek nie jest szczęśliwym człowiekiem. Tu się mylisz, jemu ze sobą i z jego rzeczywistością jest zajebiście. Pije wódę i ma nawet na to papiery, a jak coś jest chujowe to wina Kaczyńskich lub Tuska, tudzież Niemców i Rosjan. Ciekawe, czym tak naprawdę ty od niego się różnisz, może inną historią, nie Iza Anną, ale egzaminem, który zjebał profesor, bo dał trudne pytania bądź imprezą, na której nie zaliczyłeś twierdząc, że laski były chujowe, nie bacząc na to, że może to ty i twoja rzeczywistość nawaliła.

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

15 Cze

Co jak co... pot orzeźwia

W życiu każdego człowieka przychodzi moment, w którym musi usiąść i odpocząć, powąchać kwiatek od spodu. Dziś tak zrobiłem. Usiadłem w parku, cisza spokój… niestety. Szybko pojawiło się akurat wtedy, gdy chciałem odsapnąć – głupie, namolne, pierdolone słońce. Ogrzało najpierw moje nogi, potem klatkę, a na końcu roztopiło czoło. Przycupnąłem tylko na godzinę. Przez ten czas zrobiłem się cały gorący, baaa spocony. Nagle poczułem ze zaczyna boleć łeb… A teraz siedzę i zdycham.

Coś nie tak z tym słońcem w tym roku, jakieś wyjątkowo jasne. Takie jakieś psiakieś nowe… dziura ozonowa, identyczna jak w mojej głowie. Po egzaminie z Public Relations stwierdziłem, że trzeba się napić zimnego piwa. Stary rynek, godzina 9:59. Puby się otwierają. Spragniony Koval wpada. To chyba jakiś nałóg. Tak to nałóg. Ale jaki orzeźwiający…

Wniosek: Nic nie orzeźwia tak jak zimne studenckie piwo

Doop - Doop

11 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

13 Cze

Wildeckie słoneczka

A wszystko zaczęło się tak spokojnie. Standardowy wypad na kręgle, a tu już dramat. Nie osiągnąłem minimalnego planu 100 punktów. Potem szybka jazda wózkiem po parkingu w centrum handlowym i pomysł aby jechać nad Rusałkę (takie jezioro w Poznaniu). Jak powiedziałem tak się stało.

W drodze, w lasku golęcińskim niczego nie podejrzewając mijamy czerwony samochód. Zawraca i jedzie za nami. Zaczyna się ciemnica (było ciemno kurwa), nie było świateł, więc było kurewsko ciemno. Jedyne, co mogłem zobaczyć to komary przelatujące przed naszym samochodem, od których odbijające światło z samochodowych reflektorów rozświetlało drogę oraz siedzące za moimi plecami trzy piękne niewiasty … i … Alberta (sic!). Jadąc tak w wesołym towarzystwie… gryzących komarów i rozchichotanych dziewczyn, w doborowych humorach stało się to. Czerwony Fiat Stilo okazał się policyjnym samochodem, a my podejrzanymi, dealerami, tudzież przestępcami. Efektywne zatrzymanie, podlatują, karzą wyłazić z auta i wykładać wszystko, co mamy w kieszeniach (nawet Palmtopa mi sprawdzali, czy nie jest kradziony). Minęło trochę zanim cała procedura dobiegła końca. Prawie zjedzony przez komary tej pięknej upo… upalnej nocy stwierdzamy, że czas się wyspać. Po drodze monopol z obowiązkową zimną Coca Colą, która wybucha nieco później w samochodzie.

Chwilę później wszystkie wydarzenia (zatrzymanie przez policję, wylana cola, kręgle) to pikuś. Na klatce podlatuje do mnie coś w rodzaju 2 kobiet. Prosi o pomoc. Okazuje się ze nie mogą wejść do mieszkania (w środku jeszcze 2 kobiety – miasto kobiet yea…). Próbując jak męska cipa otworzyć te zasrane drzwi ze złamanym kluczem w zamku rezygnuję po pięciu minutach. Wtedy to, też pada z mych ust pytanie „a mogę je wypierdolić?” (dop. aut. chodzi o drzwi rzecz jasna). „Jasne, kurwa my chcemy tylko wejść”.

Przypominam, jest godzina 2 w nocy, 99,99999% ludzi śpi. Cisza. Spokój a tu nagle Koval bierze mały rozbieg i za 5 razem drzwi wypadają. Efektownie i prawie jak z amerykańskich filmów. Jednym słowem był to drugi mój pierwszy raz…

Można rzec – działo się… Był klimat.

20 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

11 Cze

Niektórzy mają Teletubisie, a ja mam Muppeciątko

Z kolejnej serii dziwactw Kovala...

img img

Wzieliśmy sobie z jednego z poznańskich House'ów starą dekorację - wielkiego Muppeta. Jeździliśmy z nim po mieście, potem 120 km do Kalisza. Kumpela wkręciła nawet rodzicom, że jedzie z nowym narzeczonym, który będzie u nich spał. Nazwaliśmy go Marek...

Wniosek: Marek jest spoko

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

30 Maj

Nigdy się nie ustatkuję.

Mówią mi:

Koval. Byś się w końcu ustatkował. Brał przykład z Patrycji – rodzinę założył. Syna jakiegoś. Dom zbudował.

A ja jakoś nie mogę. Próbowałem. Po prostu nie mogę. Chciałem. To jest silniejsze ode mnie. Mój mózg nieświadomy podpowiada mi wraz z intuicją, że jeszcze nie teraz, że przyjdzie na to czas. Chce żyć, czuć zew wolności i robić wszystko, dosłownie wszystko, co dusza zapragnie i ciało wykona. Żyć pełną parą i nie przestawać. Nie mieć nikogo wokoło siebie, kto by mnie zwalniał. Zatrzymał na chociażby przysłowiowe 5 minut. Po prostu być, trwać i nigdy nie przestawać.

Na przykład teraz – jako prawy obywatel powinienem iść spać. Nie pójdę. Piję sam, jako alkoholik i student (wybierz prawidłową odpowiedz). Mam ochotę się napić i to robię. Nie mam zamiaru słuchać dobrych rad. Dobrze wiem, co jest dla mnie dobre bądź złe. O ile zło w ogóle istnieje…

Na tym polega moje nieustatkowanie, moja strategiczna strategia życia.

A i ważne by żyć tym, co będzie a nie tym, co było. Proste – bo jeżeli się nie udało wcześniej, nie znaczy, że nie uda się w przyszłości.

Roxete - Spending My Time

Wniosek: Teraz, to etap przejściowy, dzięki któremu dążę do tego, co będzie.

11 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

20 Maj

3dniowy kac

Tak wyglądają ludzie na nieprzerwanym 3 dniowym kacu.

img
Wierzbięcice w Poznaniu, Podstawowy zakup...

Simian - La Breeze

Wniosek: Woda to przyjaciel człowieka

23 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

20 Maj

Weryfikacja głowy

Moja rzeczywistość wczoraj pod wieczór została zweryfikowała. I to bardzo. Autentycznie doznałem takiego szoku, że mnie zamurowało. To przykład na to, co potrafi zrobić alkohol z człowieka głową.

Wniosek: 2 kontrastowe światy

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

19 Maj

Żałuj, że cię tam nie było - Juwenalia 2007 - Video i Fotorelacja

Po każdej imprezie nadchodzi taki dzień, w którym masz nie tylko kaca głowowego, ale i moralnego. Taki dzień, w którym budzisz się po 3 godzinach nadal pijany (z nieziemską pi#$%ą). Podnosisz głowę i lekko kierujesz ją w lewą stronę. Zwracasz wtedy uwagę na to, że nie śpisz sam. Że jest obok ciebie nieznany partner. Niestety niepotrafiący zrobić śniadania i podać go do łóżka. Wtedy zrywasz się niczym piorun trafiający w świnie pasące się na łące. Chcesz jednego. Masz jedno pragnienie, które najbardziej w życiu chcesz i musisz zaspokoić – WODA!.

Twoja świadomość mówi ci, że dziś znów będziesz robił to samo. A co? O tym zaraz…

Wyobraź sobie, że jest godzina 18: 35, wtedy to odbierasz przyjaciół z dworca. Już wtedy wiesz, że w ich torbach znajdują się 4 litry przejrzystego trunku, trunku, który pił sam Jan III Sobieski.

Godzina 19:40 – Nikt w mieszkaniu nie kontaktuje… Nikomu już nie przeszkadza smród wydobywający się z ni to kibla, ni to kuchni. Wtedy to właśnie pijemy ostatnią kolejkę, która nie wchodzi nikomu tak jak o tym marzy. Trunek wskakuje nie do tej dziurki co powinien.

Przedział godziny 21-24 – nie pamiętam, co robiłem…

Potem już tylko mogliśmy tak po prostu zgłodnieć. Wtedy to moje zmysły węchu zostały nadmiernie pobudzone. Skierowani w kierunku grilli naszą uwagę przykuwa stos niepilnowanych kiełbas. Wtedy to uruchamia nam się instynkt przetrawiana tudzież łowcy, łowcy kiełbas. Wychodzi na to, że dziwnym zbiegiem okoliczności Koval podrywa się do walki, walki z swierzbiącymi go łapskami. Chwilę później okazuje się ze mamy w naszych pięknych, delikatnych dłoniach 11 kiełbas i 2 pajdy chleba.

Kiedy to już zaspokoiliśmy pierwszą potrzebę głodu instynkt łowcy nie ustał. Nasz wzrok przykuły budki z piwem, a dokładnie „nie pilnowane” pełne kubki piwa 0,4 L Lecha Premium. Korzystając z nieuwagi „pożyczyliśmy” sobie po prostu kilka z nich. W tym momencie zauważyłem piękną, ciemnowłosą barmankę, z idealną grzywką, idealnymi oczami, po prostu była to muza o imieniu Agata.… Już tam zostałem. Trwało to ponad 3 godziny. W tym czasie wymieniliśmy się niezliczoną liczbą uśmiechów, wzdychnięć i informacji o sobie. Podczas rozmowy spiłem ponad 7 browarów. Nie chodzi tu już o te „pożyczone”, ale i o takie, które zdobyłem swoją elokwencją, uprzejmością, wdziękiem i sprytem. Po prostu muszę przyznać, że stojąc z nią ludzie oddawali mi sami swoje żetony na piwa. To był mój triumf. Wiedziałem już wtedy, że jest to definitywnie najlepsza impreza tego roku, jak i również okresu moich studiów. Impreza na której łącznie z Liskiem i Maciejem wydaliśmy 18,30 PLN (podzielone na 3 osoby). Impreza, która rozpoczęła się o 19, a skończyła o 5 rano. Impreza, w której biegliśmy 2 km po błocie i łąkach maltańskich z myślą, że zaraz zakupimy browary Impreza, w której potrąciłaby nas jadąca na sygnale karetka, jadący tramwaj i kilku uczestników drogi. Impreza, której na pewno nigdy nie zapomnę… nie zapomnimy.

A oto dlaczego poznańskie Juwenalia były wyjątkowe... To nie tylko światła i lasery, ale także wolne klimaty i ostre uderzenia... równiez świetna zabawa.

img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img
img img img

Agnieszka Chylinska - Młode Wilki 1/2

8 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz