Jeśli masz...
Jeśli masz jedzenie w lodówce, ubrania na sobie, dach nad głową i miejsce do spania - jesteś bogatszy niż 75% ludzi na świecie.
Jeśli masz pieniądze w banku, portfelu, a także trochę drobnych - jesteś w czołówce 8% najbogatszych na świecie.
Jeśli obudziłeś się dzisiaj bardziej zdrowy niż chory - masz więcej szczęścia niż 1 000 000 ludzi, którzy nie przeżyją tego tygodnia.
Jeśli nigdy nie doświadczyłeś niebezpieczeństwa wojny, agonii, pozbawienia wolności, tortur lub strasznej męki głodu - jesteś szczęśliwszy niż 500 milionów ludzi żyjących i cierpiących.
Jeśli możesz to przeczytać masz więcej szczęścia niż 879 milionów ludzi, którzy nie potrafią czytać w ogóle!
Do pełna!
Dziś popełniłem swoisty false start i zatankowałem do pełna. Ropę oczywiście!
- Dzień dobry! W nowym roku będzie droższe paliwo?
- Będzie!
- W takim razie do pełna!
To niecodzienny widok. W końcu rzadko się zdarza, aby akcyza jednorazowo wzrastała o 20 groszy na litrze.
Neoliberalny kapitalizm, czyli dlaczego jesteśmy żebrakami europy
Fakty są takie, że jest pewna patologia. Jak zwał tak zwał, ale w ciągu minionych 30 lat 58% efektów wzrostu gospodarczego w USA zostało przejętych przez 1% społeczeństwa. #1 Jak jest w Polsce? Chyba nie chcę wiedzieć!
W skrócie zjawisko to nazwać można neoliberalnym kapitalizmem. Cały jego mechanizm można opisać w bardzo prosty sposób - wszelkiego rodzaju podatki mające zwiększyć dochodowość państwa i ograniczyć rozpiętość krzywej lorenza (patrz wskaźnik giniego i rozpiętość dochodowości w Polsce #2) są odwrotnie proporcjonalne do wprowadzanych zmian. Oznacza to, że wprowadzając w życie np. podatek od transakcji bankowych (spekulacji) same instytucje finansowe koszty tegoż podatku przerzucą na odbiorców końcowych - klientów.
Stąd można podejść z dużą aprobatą do racji, które wygłaszają tak zwani "Oburzeni". Uważają siebie za ofiary owego neoliberalnego kapitalizmu. Potwierdzeniem niech będzie rozwiązana zagadka neoliberalizmu gospodarczego przez Dew Becker'a i Roberta Gordona. Udowodnili oni, że w neoliberalnym kapitalizmie podstawą akumulacji kapitału jest zamrożenie płac.
Nic w tym dziwnego. Wystarczy spojrzeć na najbardziej wszechstronną wartość obrazującą bogactwo (majętność) społeczeństwa - PKB per capita (grafika #3). Prawda jest bolesna. Tak! My, Polacy jesteśmy żebrakami europy!
Tak jak pod koniec lat 80 wkraczaliśmy do grona demokratycznych państw europy jako "kraj trzeciego świata", tak teraz (gdy minęło już ponad 20 lat od upadku komunizmu) nadal jesteśmy biednym krajem skazanym na odbyt i fekalia płatników netto. Dzieje się tak, ponieważ zamiast korzystać z dodatniego wzrostu gospodarczego, wprowadza się zmiany strukturalne mające na celu krótkotrwałe symulowanie neoliberalnego kapitalizmu, którego zadaniem jest przesunięcie dochodów gospodarstw domowych do budżetu państwa (i rentierów) poprzez m.in. zamrożenie płac i bezrobocia (gdy polski wzrost gospodarczy jest niższy niż 4%, bezrobocie proporcjonalnie rośnie). Przypomina to mniej więcej motywację kija zamiast marchewki. Niestety według mnie nie tędy droga.
♫ Kult - Parada Wspomnień
Silvio odszedł
Viagra na język i Bunga-Bunga na całego. Bye! #1
Dla zdezorientowanych po wczorajszych wydarzeniach w Stolycy (które notabene uśmierciły kilkanaście kotów) - dymisja Berlusconiego jest rezultatem utraty przez centroprawicową koalicję rządową większości w Izbie Deputowanych. Berlusconi zapowiedział, że złoży rezygnację po uchwaleniu ustawy dotyczącej stabilizacji sytuacji finansowej Włoch. To ważne wydarzenie w historii Włoch, które stoją na krawędzi bankructwa. Izba deputowanych przyjęła ustawę stabilizacyjną stosunkiem głosów 380 do 26. W głosowaniu nie wzięła udziału dotychczasowa centrolewicowa opozycja. Poprzedziła je ostra wymiana zdań pomiędzy przedstawicielami opozycji i ustępującej koalicji.
Teoria spiskowa dziejów
Teorie spiskowe towarzyszą ludzkości od wielu wieków. Skrótowo rzecz ujmując wynikają z naturalnej skłonności ludzi do myślenia... i pomijania niektórych faktów. Otóż ostatnio na rynkach finansowych mamy do czynienia z korektą, bessą, recesją, krachem, kryzysem (jak zwał tak zwał). Zaciekawiony zjawiskiem zacząłem szukać. Inspiracją była informacja:
21 lipca nieznany inwestor postawił 850 mln dol. na to, że rating największej gospodarki na świecie, czyli USA, zostanie obniżony z poziomu AAA do AA+. Stawka była oceniana w stosunku 1:10, a obniżka stała się rzeczywistością w ub. weekend. Według "Daily Mail" i części ekonomistów przewidującym graczem mógł być znany spekulant George Soros, który ogłosił niedawno, że odchodzi na emeryturę.
Jak łatwo zgadnąć sytuacja ta zaistniała i logicznie wnioskując "tajemniczy" inwestor zdołał zarobić. Ile? Ponad 8 500 000 000 $ w niespełna pół miesiąca. No cóż - "dziadek" odchodzi na emeryturę to i potrzebuje trochę drobnych. #1. Tutaj nasuwa się pytanie - jaką cenę ma niższy rating w Standard & Poor's? Czy miliard dolarów amerykańskich wystarczy by kupić kilku analityków?
Szukając dalej trafiłem na koncentrację pozycji na kontraktach terminowych po sesji w dniu 10/08/2011. "Grubas" (w środowisku zwany rekinem lub sternikiem) posiada w swoim portfelu od 40 do 45% wszystkich kontraktów na rynku ze wskazaniem na jeden z kierunków (long / short). W którą stronę obstawił - trudno powiedzieć. Przydałby się znajomy z dostępem do WARSET'u (WARsaw Stock Exchange Trading System) w celu weryfikacji obranego kierunku. #2
Co ciekawe w ubiegłym tygodniu (piątek) ten sam inwestor otwartych miał zaledwie 30 - 35% wszystkich kontraktów na rynku. Jak widać - zwiększa swoje pozycje. Identyczną sytuację można było obserwować podczas poprzednich (mniejszych) korekt po 2008 roku (z takim wyjątkiem, że procent otwartych kontraktów osiągał poziom 50%) - o tym, kto może zarabiać na "sterowanej" zmienności rynków? Patrz niżej!
Potężne straty notują akcje największych europejskich banków. Inwestorów na giełdach ogarnęła panika, gdy pojawiły się plotki, że czołowy francuski bank Societe Generale może mieć kłopoty, gdyby doszło od obniżki francuskiego ratingu. Notowania banku w Paryżu runęły o 20 proc.
W kontekście rozpowiadania plotek na rynkach finansowych warto przypomnieć film "Wall Street: Pieniądz nie śpi" / "Wall Street: Money Never Sleeps #4". To kontynuacja "Wall Street" Olivera Stone'a, jednego z kluczowych filmów lat 80-tych. Film opowiada o kulisach światowych rynków finansowych, spekulacji i przede wszystkim sile plotki. Oczywiście Jake Moore i Gordon Gekko pokonują wroga i heroicznie ratują świat.
Następnie dotarłem do esencji teorii spiskowych - Grupy Bilderberg. Pierwsze spotkanie tego typu miało mieć miejsce w holenderskim Hotelu de Bilderberg (stąd pochodzi nazwa grupy) w Osterbeek w maju 1954 roku. Grupa Bilderberg skupia wpływowych ludzi - m.in. wielu członków europejskich domów królewskich - którzy spotykają się raz w roku w celu przedyskutowania aktualnych spraw. Podczas tych ściśle tajnych spotkań prominentni biznesmeni, politycy, bankierzy, działacze oświatowi, właściciele mediów oraz przedstawiciele generalicji z całego świata, często nazywani ,,równoległym rządem", radzą (według zaawansowanych teorii spiskowych) na temat utworzenia tzw. "Nowego Porządku Świata". Nie byłoby może w tym nic dziwnego gdyby nie rzucająca się w oczy lista dat i miejsc spotkań grupy. Dostrzec można pewną zależność:
- 2008 (5–8 czerwca): Westfields Marriott w Chantilly, Wirginia, USA - pierwsze oznaki kryzysu widoczne były już w 2007 roku. Kulminacja spadków nastąpiła w drugiej połowie 2008 roku, po spotkaniu Grupy Bilderberg.
- 2009 (14–17 maja): Hotel Astir Palace w Atenach, Grecja - na początku roku do władzy w Grecji doszła lewa strona sceny politycznej. Kilka miesięcy później wyszła na jaw tragiczna sytuacja fiskalna tego kraju. Zastraszająco szybko urósł deficyt budżetowy i dług publiczny. Członkostwo w strefie euro obliguje każdy kraj do przestrzegania kryteriów z Maastricht o utrzymywaniu deficytu budżetowego poniżej 3% PKB oraz długu publicznego poniżej 60%. Tymczasem grecka dziura budżetowa w grudniu 2009 roku powiększyła się do 12,7% PKB (wobec zakładanego przez poprzedni rząd 3,7%), a dług publiczny sięgał 120% PKB. W połowie 2009 roku nastąpiły spadki i wyprzedaż akcji, po spotkaniu Grupy Bilderberg.
- 2010 (4–6 czerwca): w Sitges, Hiszpania - Na początku maja pojawiły się pierwsze informacje na temat problemów finansowych Hiszpanii i Portugalii. Efekty spotkania? Nie są wyraźnie zauważalne. Nastąpiło wyraźne spowolnienie na rynkach finansowych.
- 2011 (9–11 czerwca): w St. Moritz, Szwajcaria - Po 14 czerwca Frank Szwajcarski przebił pierwsze opory i zaczął wędrować na północ. 9 sierpnia 2011 roku osiągnął niemal parytet wymienialności do Euro na poziomie 1:1. Proces ten przyspieszył tuż po spotkaniu Grupy Bilderberg.
Przypadek?
... nie piszę dalej, ponieważ szkoda nerwów na spiskowe dywagacje. Świat się kończy. Bo jak widać "ktoś" gra w Gamboni. Dla przemyślenia zacytuję historyjkę Joego - bardzo dobrego gracza w karty, wymyślonego przez Victora Sperandeo na potrzeby książki "Trader VIC":
Joe pewnego razu szukając partnerów do gry (oczywiście za jak najwyższą stawkę), znalazł się na farmie, gdzie właśnie trwała gra w Gamboni. Na stole w puli leżało 40 000 dolarów i Joe przyłączył się do gry. W pewnym momencie, gdy w ręku miał fulla z asów i dam, znacznie podwyższył stawkę. Farmer przy stole sprawdził i wyłożył trzy trefle i dwa kara bez większego znaczenia. Gdy zaczął zgarniać pieniądze Joe zaprotestował, wówczas farmer wskazał mu tabliczkę na jednej ze ścian lokalu "trzy trefle i dwa kara tworzą Gamboni. Najwyższy układ kart w tym lokalu". Joe mimo wściekłości postanowił grać dalej, znając już zasady i niedługi czas potem otrzymał do ręki Gamboni. Postawił wszystko co miał. Farmer ponownie sprawdził pokazując sekwens kart. Gdy Joe zaczął zbierać pieniądze powstrzymał go pokazując tabliczkę na innej ścianie "W tym lokalu w ciągu całego wieczoru dopuszczalny jest tylko jeden Gamboni".
Visa execution
Na polecenie banku musiałem pozbyć się jednej z kart. Rzekomo "zostały przechwycone dane podczas transakcji internetowej". Jak widać takie cuda i w Polsce (która nie jest państwem zagrożonym ryzykiem nieautoryzowanych transakcji bankowych). Jak mus to mus. Teraz to już tylko kilka kawałków bezwartościowego plastiku. A niby te firmy #1 #2 gwarantują bezpieczeństwo. Hm...
Dzicz
Dzicz w parku i dzicz na stadionach. Co za różnica!
Btw. Wszyscy tylko zapomnieli, co leżało u podstaw burd na stadionach angielskich i co jest podwaliną bandyctwa na polskich obiektach sportowych. Wydatki na towary pierwszej potrzeby i ogólnie odczuwalny klimat gospodarczy! #1 #2 #3.
W ramach ciekawostki: punkt 2 i 3 - ciekawa zależność.
Rozmowa o przelewach bankowych
- Daj dane.
- Masz...
- Poszło!
- Przyszło!
Szybciej niż prędkość światła...
Zero, czyli rzecz o tym co robić, żeby nic nie zarobić
Odwieczna prawda matematyczna mówi:
Z zera nigdy nie zrobisz miliona.
Mając na uwadze to, że 90% kapitału świata gromadzi 10% światowej populacji, to płynie z tego wszystkiego jeden wniosek - aby zarabiać miliony musisz mieć trochę więcej kapitału aniżeli przeciętny człowiek.
Mając nic albo małą ilość pieniędzy, co najwyżej można pomnażać majątek o 20-50% w skali roku, a suma summarum to i tak będą zawsze grosze.
Podobno 5/6 ludzkości ma własność, lecz nie posiada procesu, który umożliwiałby im reprezentację ich własności, a co za tym idzie wytworzenie kapitału. I tym oto sposobem mając nawet genialne pomysły jesteśmy zawieszeni w umysłowej próżni. Dlaczego? Tego jeszcze nie wiem. Po prostu tworzymy kapitał bez udziału kapitału. Kapitał, który w większości przypadków wykorzysta kto inny...
♫ Lady Pank - Mniej Niż Zero
Byt a świadomość, kształtowana przez religię
Okazuje się, że religia kształtuje. I to poważnie. Wiara w cokolwiek nie dość, że kształtuje wewnętrzne wartości to i w pewnym stopniu ogranicza. Nie od dziś wiadomo, że byt człowieka kształtowany jest przez jego świadomość. Oznacza to, że im bardziej człowiek jest świadomy procesów wewnętrznych zachodzących w jego własnym organizmie tym bardziej otwarty jest na wszelakie systemy wartości istniejące we współczesnym świecie. Co najważniejsze - potrafi je racjonalizować, klasyfikować i oceniać z czysto obiektywnego punktu widzenia.
Wystarczy spojrzeć na to, kim są i z jakich warstw społecznych pochodzą ateiści nieukrywający faktu, iż nie wyznają jakiejkolwiek religii. Szczególnie chodzi tutaj o te kraje, w których do wyznawanie jednej jedynej właściwej religii przyznaje się większa część społeczeństwa (np. Polska). Odpowiadając od razu na pytanie - są to ludzie, którzy mogą sobie pozwolić na pewną odrębność społeczną, "drogę pod prąd".
Okazuje się, że określone wartości, którymi dysponują społeczności bardzo religijne na tyle je ograniczają, iż nie mogą one realizować celów zaliczanych do kategorii bardziej złożonych (wyższych). Mam tu na myśli takie cele, które miałyby za zadanie poprawić status, zamożność jednostek czy idąc dalej rozwój gospodarczy danego kraju. Społeczeństwa religijne są na tyle skostniałe mentalnie, że wszelkie zmiany w dotychczas obowiązujących zasadach nie są akceptowane przez ogół ze względu na zakorzenione wewnątrz ludzkiej świadomości wartości.
Wniosek jest jeden: byt kształtowany jest przez świadomość człowieka. Na co dowodem jest wyraźna korelacja pomiędzy religijnością, a zdolnością nabywczą mieszkańców danego kraju. W PEW Research Center sporządzili nawet piękny wykres obrazujący ową zależność.
Polska nadal tkwi w "koszyku" krajów słabo rozwiniętych. Badania innych instytutów pokazują jednak, że w naszym kraju postępuje wewnętrzna laicyzacja. Biorąc pod uwagę pozycję Polski na wykresie, istnieje spora szansa, aby przeskoczyć w dość szybkim tempie do krajów Europy Zachodniej. Czego wszystkim życzę... A co z Kościół Sp. z o.o.? Kto by się nimi przejmował. I tak nie płacą podatków!
Święta na kredyt
Miejsce : Media Markt
Czas: 8 Grudzień 2010r
Atrakcja stulecia: 10 metrowa kolejka po raty
Czas oczekiwania: min. 1,5 godziny
Cel: Spędzić Święta jak człowiek, z przytupem i prawdziwą pompą
Koszty rzeczywiste: spłata rat do XI 2011
Wniosek: Święta na kredyt!
Jak wynika z raportu firmy Deloitte - Polska rodzina w przedświątecznym okresie wyda 1,8 tys. zł: prawie 800 zł na prezenty, 550 zł na jedzenie, a pozostałą część na inne świąteczne atrakcje.
Pojawiły się głosy, że to Vat, że przedświąteczna gorączką, że coś tam coś tam. Ale tak czy siak, nie ważne, jaki byłby to powód, mniej lub bardziej usprawiedliwiony - pamiętać cały czas trzeba (wbrew temu, co mówi Marek Kondrat), by wydawać tyle ile się samemu ma. Zdrowy rozsądek jest tutaj, jak najbardziej wskazany. Nie należy ulegać świątecznej pokusie spędzenia świąt lepiej, z należytym przytupem czy pompą. Ważne by spędzić Święta z godnością. Niekoniecznie na kredyt. Szczególnie, gdy Nowy Rok od zawsze był zapowiedzią czegoś nowego. Dla Żydów odnowy, dla Chińczyków (rok 2011 rokiem metalowego królika) zapowiedzią spokojnego roku… Rozpoczynanie nowego cyklu rocznego z solidnym minusem na rachunku bankowym nie jest najlepszym rozwiązaniem. Do powyższego ma się to po prostu nijak.
Ciekawość to pierwszy stopień do czyśccia
Tak. Zgadza się. To nie jest żadna pomyłka. Wystarczy sprawdzić swoją tożsamość w Krajowym Rejestrze Długów. Jestem czysty.
Procedura jest prosta. Należy wejść na stronę KRD. Następnie utworzyć bezpłatne konto podając wiele cennych informacji. Loginem staje się nasz nr PESEL. Hasło można samemu zdefiniować.
Po pomyślnym przejściu pierwszych etapów rejestracji, aby konto uzyskało pełną funkcjonalność zobowiązani jesteśmy do przesłania za pomocą specjalnego formularza / bądź maila [tutaj mamy wybór] elektronicznego zapisu obu stron naszego dokumentu tożsamości [np. dowód osobisty]. Dane jakie muszą widnieć na zdjęciu / skanie to imię, nazwisko, nr PESEL, seria i nr dokumentu. Pozostałe dane można zamazać bądź usunąć. Etap ten jest w miarę szybki. Mimo, że pracownik KRD ręcznie sprawdza zgodność danych proces ten odbywa się sprawnie. W moim przypadku było to jakieś 5 minut [pod warunkiem przesłania zdjęć w godzinach pracy KRD].
Dalej to już sama prostota. Wystarczy zamówić raport o sobie [wygenerowanie jest bezpłatne pod warunkiem, że robimy to raz na pół roku]. Polecam również zamówić raport z rejestru zapytań. Wtedy uzyskamy szeroką wiedzę na temat naszych ewentualnych długów oraz zapytań firm i instytucji , które próbowały gromadzić dane na nasz temat. Czas oczekiwania na raport to zaledwie kilka minut.
Jeśli chodzi o pierwszy raport - jak już wcześniej wspomniałem, jestem czysty. Co do drugiego - interesowało się mną kilka firm. Między innymi Przedsiębiorstwo Transportu Kolejowego "Koltar" oraz Deutsche Bank. Co ciekawe ani z jednym, ani z drugim nie miałem nigdy, ale to przenigdy do czynienia. Tym bardziej dziwi mnie fakt, że te firmy odpytywały bazę danych KRD. Inna kwestia - skąd posiadły moje dane, aby móc dokonać owej weryfikacji i jaki miały w tym interes [za wygenerowanie każdego raportu pobierana jest opłata].
Nie mniej interfejs Krajowego Rejestru Długów jest ciekawy, przyjazny i bardzo użyteczny. Działa sprawnie, a usługa darmowego sprawdzenia swoich wpisów w bazie danych [raz na pół roku] jak najbardziej potrzebna.
Rzeczywistość się wyłania
Będąc już piąty dzień na rauszu. Może nie koniecznie z powodu Mundialu, w którym nasza kochana reprezentacja nie miała szans by zagrać, stwierdzam – po-woli do-cho-dzę do sie-bie. Zaczynam niemrawo przecierać swe oczęta (jak to w kreskówkach, zamaszystymi ruchami, ze złożoną pięścią).
Widzę Polskę. "Dzień dobry Polsko". Bezrobotno. A Polska wita chętnie, ale mechaników, kucharzy, kopaczy rowów i brukarzy. Gdybym nie miał trochę oleju w głowie, to po pierwszych badaniach naukowców rzucił bym studia.
Stwierdzili oni otóż w 2005 roku [ach… słynne początki studiów], iż kucharz, mechanik czy robotnik fizyczny (także operator koparki czy dźwigu) jest w stanie zarobić więcej od osoby po studiach wyższych. To ciekawe. Pięć lat nauki mniej, bardziej kierunkowe wykształcenie… i jakie efekty. Maskę od auta ostatnio nauczyłem się otwierać, szpadel obsługiwać umiem, może siły nie mam na tyle dużo by brukarzem na Euro 2012 zostać, ale za to ciasto wyrobić potrafię. To już kilka nowych pozycji do kurikulumwitae. Gdyby tylko móc jeszcze zapisać się do jakiejś zawodówki [notabene w dzisiejszych czasach potężnie zachwalanych].
W Urzędzie Pracy byłem raz. Widziałem plazmy, komputery z Internetem i drzwi. Za tymi drzwiami siedziała pani. Doradca. Swoiste guru. Taki tamtejszy Dalajlama. Podobno od zawodowej przyszłości. Lud boży. I fakt że nie byłem tam interesantem [całe szczęście] to na samą myśl – dostał bym cholery. Owy Urząd Pracy, zwany w pewnych kręgach PUPem jest przykładem nieefektywnego dostosowania zatrudnienia do wymogów współczesnego rynku. Co za ironia – to oni doradzać mają! Utrzymywanie całego stada urzędników, doradców personalnych [?] dyrektorów i kierowników ma się do niczego nijak. Dlaczego? Właściwie nie wiem. Ale śmierdzi mi to marnotrawstwem czasu i pieniędzy. Skuteczność tychże osób zapewne nie liczy się w litrach wypitej kawy i ilości zjedzonych ciastek. No a gwar i ścisk jest. Może nie do tablicy ogłoszeń, ale do wpisu na odpowiednią listę. Problem w tym, że im wyższe posiada się wykształcenie tym mniej istnieje racjonalnych powodów by odwiedzić ten jakże wspaniały urząd.
Jak obliczyli statystycy gusowscy – 73,7% absolwentów szkół wyższych [czytaj magistrów] ma problem ze znalezieniem pracy. Oczywiście i Unia znalazła rozwiązanie palącego problemu. Sypnięto euro centem. Sytuację młodych bezrobotnych od kilku lat mają poprawić fundusze unijne. Stworzono specjalne programy staży i szkoleń. Wszystko to, służyć ma swoistej grze na czas. Ponieważ ani szkolenie, ani staż nie gwarantują zatrudnienia. Tak samo jak ukończenie 2, 3 czy 10 kierunków. Jeśli nie będzie chęci by zatrudniać młodych, ambitnych, ale bez doświadczenia… nic tego nie zmieni.
A i jeszcze jeden problem – wystarczy spojrzeć w ogłoszenia na Pracuj.pl. Kurestwa bez liku. Przedstawiciel robol-murzyn, agent kłamca-ubezpieczeń i sprzedawca szukaj-sam-klientów to jedyne propozycje pracy. Jak widać naiwnych nie brakuje… Ja postoje.
Wizja
Wizja to coś co ty widzisz, a czego nie widzą inni. Niektórzy powiedzieliby, że to podręczna definicja szaleństwa. Ale to także definicja ducha przedsiębiorczości. Aby odnieść sukces na jakimś polu trzeba w coś wierzyć z taką pasją, by mogło się to stać rzeczywistością... mówimy o tym z pasją, a pasja przekonuje. Można być dumnym z pracy, a to naprawdę ma wpływ na morale i motywację.
Wpadło w me pocięte, od przerzucania kartek łapska... Liz Clarke
Trudne wybory
Profesor Balicki od makroekonomii nauczył wiele, między innymi tego, że życie gospodarcze kraju składa się z kryzysów i tego, co jest pomiędzy nimi… Adam Smith traktował państwo i jego gospodarkę (liberalnie) niczym organizm ludzki. W końcu sam był lekarzem. Studia ekonomiczne (które de facto już powoli dobiegają końca) wdrażają w życie podobne schematy myślenia.
Studiujesz ekonomie – myślisz ekonomicznie, studiujesz marketing – myślisz marketingowo. Studiując inżynierie – myślisz technicznie.
I tak u mnie… życie toczy się ekonomicznie. Można uznać, że od kryzysu do kryzysu. Aczkolwiek wolałbym na odwrót, z racji bycia życiowym optymistą i obserwacji szczęśliwej nierównowagi. Saldo szczęścia jest zawsze in plus… Bo tak jest lepiej.
Nie przepadam. Wręcz nie cierpię, gdy na horyzoncie jawi się jakiś kryzys. Lubię mieć wszystko poukładane. Jasne. Klarowne. Nie to żebym był jakimś onanista przewidywalności. Pewne sprawy należy mieć uporządkowane.
Ktoś z negocjacji swojego czasu stwierdził, że błędnym tokiem myślenia jest sądzenie, iż problemy są o sumie zerowej, a ich rozwiązanie można określić liczbą 1. I w sumie można się z tym zgodzić. Ba! Trzeba. Bo tak w rzeczywistości (nie) jest. Tylko, że ostatnio zauważyłem jedną prawidłowość. Wiele problemów, których rozwiązanie nie jest idealne. Problemów, które próbują za wszelką cenę zmienić bieg naszego (mojego) życia z racji swojego skomplikowania rozwiązuje się samych. To takie problemy, które należałoby skategoryzować, jako problemy na miarę boga albo efektu motyla. To znaczy takie, gdzie w momencie próby ich rozwiązania napotykamy na opór. Opór ten wynika z racji tego, iż obojętnie, które rozwiązanie wybierzemy (w końcu jest ich wiele, założenie jest takie, że nie ma jednego rozwiązania) będzie ono złym wyborem.
Ogólnie ciężkie tematy. Trochę z zakresu asertywności. „Jak zrobić by wybrać dobrze i innym było dobrze” (czytaj „jak zrobić sobie i innym dobrze”). Strategii jest wiele… Można wybrać jedno rozwiązanie kosztem drugiego (mniejsze zło), można szukać za wszelką cenę kolejnego, można też … Z reguły to nic nie daje. Proces ten stwarza kolejne problemy (wiem to z autopsji). A więc co dalej?
Skoro bieg życia ma taką istotę, że biegnie samoczynnie i tak naprawdę tylko na część rzeczy, które nas spotykają mamy wpływ – idealną strategią na rozwiązanie nierozwiązywalnych problemów jest ich nierozwiązywanie. Pozostawienie ich samym sobie. Zaakceptowanie ich istnienia. Nie ignorowanie ich. Ale swoiste granie na czas. Historia pokazuje, iż życie jest na tyle nieprzewidywalne, że potrafi pewne problemy rozwiązać samemu. Idealnym przykładem są ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w Smoleńsku. Do dziś odbijają się czkawką i głośnym echem. Ale mając na uwadze powagę sytuacji przed i po tragicznych historiach można z dużą odpowiedzialnością założyć, iż wcześniej nierozwiązywalne problemy stały się o godzinie 8:56 rozwiązywalne. Tak po polsku… Bo kto mógł przewidzieć sytuacje, w której najważniejsze osoby w państwie (tak te, które biły rekordy w wetowaniu ustaw) po prostu znikną ze świata żywych…
Nauczka
Dziś nauczyłem się jednego:
Czasami w życiu nie liczą się zasady moralne a rezultaty
Pozdrawiam Ludwika "Rudego" Sobolewskiego. Czyżbyś stosował tę strategie?
Promocja schabu w Carrefour
Swoiste ubydlenie społeczeństwa. Podobne obrazki można było zaobserwować za czasów poczciwych marketów Hit, gdy dobrotliwy Niemiec w każdym dużym mieście otwierał sklep za sklepem. Do dziś widzę te dantejskie sceny, przepychanki wózkowe i tłumy ludzi biegnących po koszyk. W końcu to taki szpan, być pierwszym po schab.
Biegną jak by nigdy nie jedli. Swoista kultura marketowa.
Oświadczenie wobec oskarżeń w Radio Maryja
W związku z poniższymi pomówieniami na antenie Radia Maryja oświadczam, iż nigdy ja i członkowie mojej rodziny nie dokonywali spekulacyjnych transakcji giełdowych mających na celu zdestabilizowanie rynku akcji i kontraktów terminowych. Wszystkie transakcje dokonywałem jedynie na podstawie ogólnodostępnej wiedzy, w sposób etyczny i moralny. Oskarżenia zaprezentowane na antenie Radia Maryja mają znamiona pomówienia i godzą w moje i mojej rodziny dobre imię. Nie wykluczam postępowania sądowego w tej sprawie.
W związku z wypowiedzią pana Henia oświadczam również iż nie jestem masonerią.
Kontrola
Kontrolujesz dług, kontrolujesz wszystko.
Powiedzenie które sprawdza się często, a w szczególności w sprawach ekonomicznych.
Długi wywołują konflikty. Gdy powstaje dług, powstaje konflikt.
Nie lubię posiadać zobowiązań wobec osób trzecich, drugich także. Staram się oddawać skrupulatnie swoje długi. Nawet te kilku złotowe.
Główną zasadą by nie mieć długów powinno być "nie pożyczaj", kolejną "inwestuj za swoje", a następną "jeżeli już musisz pożyczyć oddawaj w terminie". Ta ostatnia dziwnie kojarzy się z terminem spłaty karty kredytowej. Tak też powstają długi, a raczej pułapka zadłużeniowa.
A gdy już komuś to nie wyjdzie i wywołał konflikt, pozostaje tylko Instytut Oszczędzania i ich złote myśli... heh
Ekonomiści z Szamotuł
Ekonomiści z Szamotuł zaprotestowali. Powiedzieli we Warszawie "dość!". Ułożyli swój dekalog:
- Kryzys jest wasz, nie nasz.
- Nie będziemy płacić za wasz kryzys.
- Winni jesteście wy, a nie my.
- My ciężko robimy od rana, więc nam się należy.
- Należy nam się zawsze – nawet jak nie robimy, tylko protestujemy.
- Wyłączamy się deklaratywnie spod kryzysu.
- Uważamy, że kryzys można przezwyciężyć manifestacjami.
- Naszym lekarstwem na kryzys są listy żądań.
- Im więcej manifestacji – tym mniej kryzysu.
- Warszawiacy powinni cierpieć za naszą krzywdę.
Wszystko to zostało oprawione sprytnym hasłem Jana Kobuszewskiego
Chamstwu należy siem przeciwstawiać siłom i godnoźciom osobizdom
I kto by pomyślał że ekonomisty i zwionskowce posłużą się taką sprytną elokwencją. Tylko niech jeszcze załatwią sprawę tego deszczu. To byłoby super. Bo jak na razie w kalendarzu wiosna, a z nieba jesień.
Przepraszam jeśli kogoś uraziłem, ale po prostu nie lubię, wręcz nie cierpię gdy wmawia się ludziom coś co jest totalną bzdurą. Ba, unika odpowiedzialności. Uprawia tani populizm w imię bliżej mi nie znanych celów. Dotyczy to głównie górników, stoczniowców, hutników, nauczycieli, lekarzy, pielęgniarek - grup społecznych które krzyczą najgłośniej. Niestety takie osoby zapominają o jednym, że:
Głośny krzyk objawem niesłuchania innych
Mało kto też wie o tym, że gdyby uniknąć w ostatnich latach pomocy publicznej dla głównych sektorów gospodarczych (górnictwo, hutnictwo, przemysł stoczniowy) który wyniósł około 400 mld złoty i nie przyniósł żadnych pozytywnych zmian (nadal te przedsiębiorstwa przynoszą straty) to możliwie byłoby wybudowanie (idąc najdroższą Kulczykową stawką) czterech tysięcy kilometrów autostrad. Prawda jest smutna. Ale to prawda.
Współczesny wzór dla rozwoju ludzkości
Wzór brzmi:
Postęp równa się hałas, plus zatrucie środowiska, plus rak, pomnożone przez inflację.
Wersja graficzna:
♫ Focus - Blondynka
Były opcje, był płacz i żal...
A teraz? A co teraz pozostało po spuściźnie bankowej walki o klienta? Tysiące firm z długami. Osób bez cienia szansy na stwierdzenie, że kryzys ich nie dotyczy. Przykładów się mnoży i troi bez liku. Chociażby na moim podwórku – mała firma, namówiona na opcje walutowe. Przychody roczne rzędu 10 milionów złotych, zysk na poziomie 1 – 1,5mln zł. Na dzień wyceny wartości księgowej firmy (31 XII 2008) strata w wysokości -10mln złotych. To tyle ile roczne przychody. To wszystko w ciągu 3 miesięcy. Jakby nie patrzeć firma musiałaby 10 lat pracować społecznie by wyjść na zero. Bankrut.
Jaki wniosek z tego płynie? Żaden, a no dlatego, że historia jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Jedynie banki mają okazję poszukać nowej niszy na rynku. Jak to się mawia w branży – „opcje są spalone”. No ale nie dziwie się temu skoro w tramwaju, podczas „wielkiego bankowego prosperity” można było usłyszeć takie rozmowy:
- Moi klienci nie rozumieją tego nowego produktu finansowego w naszym portfelu
- A ty wiesz o co chodzi?
- No właśnie też nie…
Jeżeli nie kontrakty terminowe to co?
Moje najnowsze obserwacje rynku usług finansowych wykazały, że banki powalczą o kredyty brokerskie. Aktualne odbicie na giełdzie, które nastąpiło po ostrej korekcje pokazało jak bardzo przewartościowane były wszystkie akcje na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (i nie tylko). Ludzie zobaczyli, że można zarabiać na akcjach. I to dużo. Mechanizm działań banków jest podobny jak w przypadku funduszy inwestycyjnych. Instytucje finansowe zachęcają swoich klientów do lewarowania kapitałów własnych w giełdę. Pośrednio wpływa to na ilość nowej gotówki na rynku a co za tym idzie powoduje zwyżki cen akcji. Podobnie rzecz miała się z funduszami. Ludzie zaślepieni wzrostami na giełdzie inwestowali całe swoje oszczędności (w fundusze akcji / hybrydowe). Statystyki nie mogły się mylić. Do czasu.
Okazuje się, że rzeczywiście kredyt brokerski w Polsce staje się coraz bardziej popularny. W dodatku całkiem łatwo go uzyskać, marże i oprocentowanie są małe. Pytanie - "co bank z tego ma?"
Zabezpieczenie wymaga stanu aktywów na rachunku przynajmniej w wysokości 130% wziętego kredytu. W przypadku braku spełnienia tego warunku bank otrzymuje możliwość zajęcia walorów, a co za tym idzie upłynnienia ich po cenie PKC. W momencie upowszechnienia tego typu finansowania inwestycji na giełdzie z pewnością dochodzić będzie u tzw. „leszczy” do automatycznego wywalania papierów, co w skrajnych przypadkach może doprowadzić do fali spadków na giełdzie. A co za tym idzie - sytuacji w której z jednej recesji będziemy wpadać w kolejną, następną i tak w kółko. Aż nie padniemy z wycieczenia.
Podwójny szczyt
No i mam na statystykach flickra podwójny szczyt. Będzie korekta...
Jutro pewnie zobaczę gwiazdę wieczorną.
Ryzyko banku a sprawy rodzinne
Jak się okazuje dla banków korzystniejsi (z perspektywy udzielanych kredytów) są małżonkowie niż rozwodnicy. Jeżeli się rozwodzisz - nie rób tego. Wybierz separację.
Lepiej mieć także 1 dziecko. Bank oblicza koszty przypadające na każde z posiadanych dzieci. Według finansistów od ryzyka - jeden darmozjad w rodzinie to optimum. W końcu ktoś później musi spłacać długi w przypadku niewypłacalności rodziców. Jestem ciekaw tylko dwóch rzeczy:
- Jak się do tego ma statystyka mówiąca, że na każde małżeństwo w Polsce przypada 1,5 dziecka?
- Co się dzieje w momencie gdy jedno dziecko je za dwóch?
Aby ograniczyć ryzyko związane z tym drugim zjawiskiem specjaliści w bankach powinni na drodze obserwacji rzeczywistości sprawdzać tuszę swoich klientów, nadając im w ten sposób punkty w skali binarnej. Liczba komórek tłuszczowych w organizmie człowieka jest stała. Jest także wysoko prawdopodobne, że tusza osób pulchnych przekłada się również na innych członków rodziny (geny, przyzwyczajenia żywieniowe, tryb życia).
Jak to sie robi na Allegro - doładowania prepaid
Nie od dziś wiadomo, że do swojego telefonu można zakupić doładowanie taniej niż po cenie rynkowej. Związane jest to często ze zniżkami jakie otrzymują partnerzy współpracujący z operatorami. Pośrednicy też muszą zarabiać, a więc operator sprzedaje swoje kody taniej. Sposobów na taki stan rzeczy jest wiele.
W Polsce sprzedaż kodów doładujacych do niedawna odbywała się za pomocą podstawowych „zdrapek”. System ten od jakiegoś czasu jest uciążliwy i małobezpieczny (w związku z fałszywymi kodami). Aktualnie największy udział w rynku stanowią systemy transakcji elektronicznej – terminale prepaid. Mogą być one podpięte bezpośrednio przez Internet (sieć Ethernet), wykorzystywać połączenie GSM/GPRS lub być w postaci aplikacji PC. Z tego rodzaju współpracy można zarobić od 4 do 7% prowizji od każdej transakcji. Minusem tego rozwiązania jest to, że niektóre programy wymagają od sprzedających określonych obrotów w związku ze sprzedażą doładowań. W innym przypadku poniższe firmy traktują nas z poziomu usługobiorcy (zamiast usługodawcy). Jednym słowem wymagają od nas zapłacenia odpowiedniego abonamentu (karnego?). Popularne systemy w Polsce to Agatka, Kolporter i BluePay.
Innym rozwiązaniem stosowanym na rynku są programy partnerskie np. mBanku, BluePay itp, które za sprzedaż doładowania prepaid oferują swoim partnerom do 4% prowizji. Plusem jest to, że aby sprzedawać tego rodzaju usługi nie trzeba posiadać własnej działalności gospodarczej.
Natomiast każdy kto ma styczność z allegro zauważył, że od dłuższego czasu można tam zakupić doładowanie o wartości 50zł za 45zł. I to zupełnie legalnie. Temat jest o tyle ciekawy, iż mnie osobiście zainteresował. Początkowo myślałem, ze sprzedawcy oferujący doładowania przez Allegro po cenie niższej niż rynkowa posługują się wyżej wspomnianymi terminalami. Niestety po małym przeliczeniu kosztów wychodzi na to, że pierwsza myśl była błędna. Licząc wszystkie koszty typu prowizja allegro, rolki papieru, Internet oraz różnica pomiędzy ceną rynkową a ceną z aukcji internetowej szybko zorientowałem się że koszty te są dokładnie równe prowizji otrzymanej z systemu transakcyjnego np. BluePay. Nikt nie jest organizacją charytatywną a więc to bez sensu.
Po dłuższej chwili znalazłem sposób na pewien zarobek zwany przez „wtajemniczonych” „sposobem na 4 karty”. Jest on na tyle ciekawy, gdyż używając kilku kart możemy zbierać punkty / darmowe minuty itd. poprzez dokonywanie doładowań i czerpać z tej różnicy zyski. Jednak nie do końca mnie to przekonuje.
Szukając dalej wpadła mi w ucho (oko) interesująca informacja - pewna firma X która jest dużym dystrybutorem kart prepaid sprzedaje te karty firmom które są założone np. w Niemczech i posiadają europejski NIP. Firma X sprzedając karty takiej firmie nalicza VAT=0 zł a nie 22% . Odkąd jesteśmy w strefie Schengen zagraniczne firmy kupujące karty z Vatem zerowym nawet nie muszą przedstawiać dokumentów celnych, potwierdzających wywóz tychże kart z Polski:
Możliwość stosowania preferencyjnej stawki VAT 0% zarówno w przypadku tzw. dostawy magazynowej, jak i w przypadku dostawy na rzecz zagranicznego kontrahenta, istnieje wówczas, gdy podatnik dysponuje stosownymi dokumentami. Dostawa wewnątrzwspólnotowa podlega opodatkowaniu według stawki VAT 0%, stosowanie tej stawki nie powoduje żadnych obciążeń fiskalnych (nie występuje podatek należny) przy równoczesnym zachowaniu upoważnienia do uzyskania zwrotu podatku naliczonego.
Przepisy ustawy VAT nakładają na podatnika stosującego stawkę 0% w związku z dokonaniem dostawy wewnątrzwspólnotowej obowiązek posiadania dokumentów, które łącznie potwierdzają wywóz towaru i dostarczenie ich do nabywcy na terytorium innego niż Polska państwa członkowskiego.
Stąd biorą się chore ceny na rynku także na Allegro. Dodać należy że Importer doładowań w Niemczech zobowiązany jest zapłacić do tamtejszego Urzędu Skarbowego VAT w wysokości 16% 19%. Każde dziecko jest w stanie policzyć różnicę wynoszącą 6pp 3pp (punktów procentowych - dzięki Seb). [możliwe że firma niemiecka nie podając nr NIP EU jest w stanie uniknąć płacenia podatku w swoim kraju macierzystym, ale nie jestem tego rozwiązania w 100% pewny. Na import usług elektronicznych z krajów z UE nie jest potrzebny NIP UE w szczególności także dla usługi generowanej automatycznie przez komputer i przesyłanej Internetem lub siecią elektroniczną w odpowiedzi na określone dane wprowadzone przez usługobiorcę]. Dodając do tego cenę hurtową zdrapki tańsza o około 10% daje dość znaczące zyski. Warto zwrócić uwagę na to, że towar zwolniony z polskiego podatku od towarów i usług (VAT) i dostarczony wewnątrzwspólnotowo nie może być sprzedawany na terytorium Polski. W innym wypadku sprzedawca taki łamie polskie i prawdopodobnie wspólnotowe prawe (chyba że za przyjmiemy terytorium Niemiec za faktyczne miejsce świadczenia usługi, o ile to możliwe). Jednocześnie (to oczywiste) naraża państwo Polskie na straty z tytułu zwolnienia podatkowego.
Na koniec w ramach podsumowania nasuwa się jedno pytanie – czy Allegro jako serwis pośredniczący w organizowaniu aukcji i sprzedaży nie umożliwia pewnemu gronu „sprzedawców” świadczenia swoich usług niezgodnie z polskim prawem, poszerzając jednocześnie (nadal znaczącą dla wpływów budżetowych) szarą strefę?
Wniosek: Kto za to płaci? My
8 pytań
W książce, która opowiada o 8 pytaniach jakie należy sobie zadać przed rozpoczęciem projektowania kampanii marketingowej znalazłem dość ciekawy fragment:
Wyobraź sobie, że biznes to podróż, w którą się wybierasz samochodem. Jeśli nie znasz:
- celu podróży
- drogi
- czasu potrzebnego na dotarcie do celu
- szybkości, z jaką może jechać Twój samochód
- spalania na 100 km
- ceny paliwa
To jedynie przy bardzo dużym szczęściu taka podróż może się powieść. Nawet jeśli dojedziesz to nie wiesz czy będzie to za 5 godzin czy za rok. Nic nie wiesz. Kto rozważny wybiera się w podróż bez tej wiedzy? Chciałoby się powiedzieć: "NIKT!"... a jednak 9/10 małych biznesów to taka właśnie podróż.
Widok z okna "prezesa"
Widok z mojego biura. Śmieję się, że widok jak na prawdziwego prezesa przystało. W końcu ścisłe centrum, ściślejsze niż myślisz. Prezydent wszystkich Polaków takiego nie ma. Brakuje tylko skórzanego, odchylanego fotela. Jakoś przeżyje te 3 dni.
Zawieszenie GPW
Zawieszono wszystkie notowania giełdowe. Zawieszenie sesji oznacza, że transakcje nie są zawierane. Jednocześnie zlecenia nie mogą być przyjmowane.
Podobno jest awaria na giełdzie. Przerwało komunikację domów maklerskich z Giełdą Papierów Wartościowych.
Nigdy nic nie wiadomo. Dobrze, że wszystkie aktywa umorzyłem w czwartek. Przynajmniej uniknąłem stresu i niepotrzebnych zmartwień.
BTW. Myślę, że wszystko zbiega się idealnie w czasie, bo od kilku co najmniej 2 miesięcy zapowiadają analitycy rynku korektę na GPW, dodatkowo od tygodnia giełda notuje spadki. Wydaje się, że kolejna decyzja o sprzedaży/kupna (ogólnie inwestycji) okazała się trafna.
Wniosek: Intuicja (kobieca?) działa
Update: Giełda ruszyła o 14. Można zaobserwować dość ciekawy i niespotykany wykres:




