Ostatnie wpisy:
RSS jogger.pl:

Jak wyłudzać pieniądze. Poradnik oszustw.

Fałszujemy i wyłudzamy pieniądze w instytucjach finansowych. Mały poradnik jak to robić, lepiej - jak się strzec przed nieuczciwymi klientami.

  1. Prawdziwy oszust to oszust lowelas. Znający się na kobietach. Umiejący zdobyć ich wdzięki. Ten typ oszustów wie, że połączenie ich pewności siebie, wrażliwości oraz innych cech przystojniaka i podrywacza, w tym sprytu z pracującą kobietą w instytucji finansowej daje wymierne korzyści. Kobiety mają taką wspaniałą cechę, że mimo wszystko, obojętnie, jakie jest tłumaczenie (może być maksymalnie absurdalne) i tak ci uwierzą (przykład – film Blues Brothers i wymówka jednego z bohaterów – „nie zdążyłem na ślub, kochanie było trzęsienie ziemi, spadł samolot, popsuł się samochód…”). Przykład: Pan doskonale znający się na wyłudzeniach poszukał sobie firmę prowadzoną przez dwie panie. Przejeżdżając przez przypadek chętnie stwierdza by w stolicy wynająć biuro. Pada na pewne "przemiłe" Panie. Całe biuro miał w teczce. Firma bez faxów. Wyłudzenie miał zaplanowane tak, że znalazł w innym mieście linię telefoniczną. Posadził przy niej kobietę, która odbierała telefon zaczynając słowami „Dzień dobry maszyny szwalnicze słucham”. A gdy ktoś pytał o szefa mówiła, że właśnie przyszedł towar i jest w magazynie. Pan postanowił wyłudzić w leasingu maszyny szwalnicze. Sfałszował dokumenty potrzebne do umowy leasingu na miasto stołeczne Warszawa. Następnie udał się do firmy leasingowej w celu zakupu maszyn szwalniczych. Zabezpieczenia w przypadku tego typu maszyn z powodu częstych wyłudzeń były większe. Potrzebne było poręczenie innej firmy.  Wystosował, więc zapytanie do firmy leasingowej czy może być podpis potwierdzony notarialnie tych pań, które wynajęły mu wcześniej biuro. Firma leasingowa odpowiedziała pozytywnie.  Pan udaje się do notariusza i prosi o akt notarialny. Mając numer owego aktu fałszuje całość na nowo łącznie z pieczęcią i podpisem notariusza. Dalej idzie do Urzędu Skarbowego i co ciekawe otrzymuje zaświadczenie o niezaleganiu składek, którego nie wystawił ten US. Jest ono na blankiecie oryginalnym z oryginalnym stemplem (prawdopodobnie wybawił panią urzędniczkę i sam sobie podstemplował). Następnie do umowy leasingu potrzebne są dowody tożsamości poręczycieli. Więc Pan dzwoni do firmy i zapytuje czy może przyjść o 7 rano do siedziby firmy przedstawić wszystkie dokumenty. Powód - leci do Londynu. Paniom mówi ze jeszcze nie przyjechała jego kserokopiarka i prosi o klucz do biura w celu pokserowania kilku rzeczy. Panie mu udostępniają, ponieważ "jest taki miły to niech sobie robi, co chce". Ze spokojem Pan wyciąga z szafy pancernej dokumenty tożsamościowe, fałszuje i  zanosi rano do firmy leasingowej, wraca do biura Pań i układa wszystko tak jakby nigdy nic. W ten sposób wyłudził maszyny szwalnicze od 6 firm. Co ciekawe tych 6 firm zjechało się do tego Pana, do Suwałk. Wtedy to było 6 x 120 tys. zł, więc kolosalna suma. Niestety Pan zrobił największy błąd swojego życia i postanowił wyłudzić pieniądze od cyganów. A tego się nie robi. Cyganie są osobami honoru – albo płacisz albo masz czapę. W pewnym momencie kiedy nie dostają pieniędzy przestawają się one liczyć. Kiedy to 6 ekip spotkało się z ekipą cyganów stwierdziło, że należy się wycofać gdyż cyganie nie popuszczą. Można domyślać się co było dalej. Prawdopodobnie Pań już nic nie wyłudzi.
  2. Podszywanie się pod dostawce. Firma leasingowa z reguły sama nie załatwia u dostawcy towaru. Z reguły załatwia to klient. Klienci mówią, że będą kupować samochód w salonie, przywożą do firmy fakturę z tego salonu (faktura sfałszowana ze zmienionym nr. Konta bankowego). W tym wypadku jeden z oszustów wpadł, gdyż we fakturze wpisał nieistniejący w naturze przedmiot wyłudzenia - Peugeot wyposażony „we wszystko”. Okazało się, że takimi rzeczami zajmuje się w salonie właściciel. Pracownik firmy leasingowej miał czas na kawę i chciał pogadać z dostawcą. Przez przypadek położył tę fakturę obok, a właściciel przechodząc zauważył fakturę i stwierdził, że to nie jest ich klient. Wpadka!
  3. Nieistniejący przedstawiciel. Zgłasza się klient ze Szczecina(producent z Poznania). Więc firma leasingowa z Poznania pyta się producenta czy ma przedstawiciela w Szczecinie. Ma. Nie powiedział tylko, że ma go od kilku godzin. Przedstawiciel potrzebny był, by złożyć zamówienie na wyroby gaśnicze na kwotę 450 tyś. zł. Dokumenty wszystkie w porządku. Firma leasingowa przelewa pieniądze na konto przedstawiciela. Ten powinien w tym momencie złożyć zamówienie u swojego pracodawcy, producenta przelewając odpowiednią kwotę pieniędzy na ich konto (czas realizacji zamówienia 2 miesiące). W tym momencie rezygnuje z zamówienia twierdząc, że klient się wycofał. Przez 2 miesiące cyklu produkcyjnego firma leasingowa nie interesowała się sprawą. Po upływie terminu pojawia się klient i chce odebrać zamówiony towar. Pieniędzy i towaru nie ma.
  4. Wykorzystać wojnę między firmami. Duża firma z Poznania. Firmy leasingowe umawiały się kto po kolei go obsługuje, aby każdy mógł z nim podpisać umowę. Klient przychodził i wymagał. Wtedy pojawiła się czwarta, nowa firma leasingowa do których zgłasza się owy niezadowolony klient. Szybko uradowani podpisali umowę z nim. I… stracili 2 mln złotych. Klient stwierdził, że kupi drukarnie (maszyny stacjonarne obudowane budynkiem). Maszyna przychodziła z zagranicy więc to on kupi tę maszynę drukarską po czym odsprzeda ją firmie leasingowej (leasing zwrotny). Później okazało się, że nie płaci, a maszyny nie ma więc zaczęto oglądać wszystkie umowy operacji. Jeden z pracowników (kobieta) robiąc inspekcję na miejscu u klienta napisała w protokole, że „przedmiot leasingu znajduje się na miejscu”. Zniknęły 2 mln. zł. i kilkutonowa drukarnia która była na miejscu. Później okazało się, że przedmiot był specyficznie na miejscu. W momencie inspekcji przedmiot leasingu stał na naczepach samochodowych. A na pytanie kobiety „gdzie jedzie ta drukarnia” Pan odpowiedział „jak to? Jedzie do serwisu”. Prawdopodobnie umówił się z kimś kto wiózł maszynę na Śląsk, żeby podjechał do Poznania. Co ciekawe w miejscu tej niby drukarni nie było nawet podciągniętego prądu. Policja znała adres klienta na Cyprze, ale nie chciało im się pofatygować.
  5. Zamiana wierzyciela. Tworzy się fikcyjnego dostawce. Tworzy się fikcyjną działalność gospodarczą. Jedzie się z nim do firmy leasingowej, robi się leasing na nieistniejący przedmiot. Wpływają pieniądze. Dostawce zostawia się z długiem wobec firmy leasingowej (praktyka częsta w momencie gdy dostawca winien jest komuś pieniądze i zmusza się go do podpisania umowy w celu oddania długu. Firma leasingowa na pewno go nie zabije.)
  6. Porozumienie z pracownikiem firmy leasingowej. Zawyżanie wartości przedmiotu leasingu. Używa się specjalnych sformułowań, z których wynika to, że nawet w momencie wyjścia procederu na jaw nie jest się w stanie nic udowodnić np. „przedmiot wart swojej ceny”.  Inny sposób to nie ustanowienie zabezpieczenia mimo, że dał sygnał, że poręczenie jest.
  7. Działanie na szkodę pracodawcy. Posiadanie ułomnego systemu oceniania klientów. Przykład: namierzony oszust przez Policje. Funkcjonariusze wpadają do banku, informują dyrektora, że nastąpi wyłudzenie. Proszą o podpisanie umowy bez przelewania kwoty pieniędzy na konto. Na co dyrektor twierdzi – „Jak to? Co was to obchodzi. On spełnia wymogi kredytowe. Udzielimy tego kredytu”. Pracownik banku tak przedstawił dokumenty do systemu oceny klientów, wiedząc, że kredyt zostanie udzielony.
  8. Wyłudzenie w celu uzyskania dodatkowych korzyści. W przypadku nietypowych urządzeń. Wystawianie faktur zawyżonych myśląc, że pracownicy banku nie znają się na rzeczy.
  9. Podszywanie się pod dostawce. Pracownik banku uruchomił kredyt preparując umowę zamieniając nr konta na swój ROR.
  10. Zamiana identycznymi przedmiotami leasingu. Dwie firmy jednocześnie zamawiają dwa identyczne przedmioty leasingu w różnych firmach leasingowych (w tym wypadku samochody dostawcze o identycznym kolorze i wyposażeniu). Po otrzymaniu przedmiotów zamieniają się nimi przez co uniemożliwiają firmom windykacyjnym odebranie samochodów. Proceder trwał długo, do momenty gdy zlecenia odebrania przedmiotów nie otrzymała jedna firma. Pracownik skojarzył sprawy. Wpadka!

Sygnały świadczące o wyłudzeniu:

  1. Przychodzi syn, wnuczek z rodzicami, dziadkami. Syn/wnuczek gadają non stop. Rodzice/dziadkowie nie są zainteresowani. Tępy wzrok wymierzony w ścianę. Należy wybawić syna/wnuczka/córkę/wnuczkę i przycisnąć resztę. W większości przypadków przyznają się do procederu zamiany wierzyciela.
  2. Polacy nie ruszają się po kredyt nie dalej niż 30km od miejsca zamieszkania. Nie ufamy osobom które przyjeżdżają z Gdańska, Rzeszowa do Poznania
  3. Dziwny adres. W Olsztynie wiele fikcyjnych firm zarejestrowanych było na adres Urzędu Miejskiego (UM nie wynajmował pomieszczeń biurowych).
  4. Pośpiech. Gdy komuś się spieszy niech idzie do konkurencji.
  5. Pojawienie się z wypełnionymi wnioskami
  6. Faks przychodzący w godzinach nocnych. Osoby niemające biura często przekupują strażników by wejść do biura i wysyłać faksy z obcych numerów.
  7. Zapewnienia klienta, że nie możesz przyjść na wizytę bo trwa remont (zapraszają na wizytę do domu).
  8. Nietypowy dostawca nietypowego przedmiotu. Wszyscy kupują samochód w jednym salonie. Podejrzane jest gdy ktoś chce wyłamać się z reguły.
  9. „Nie zna się Pan na rzeczy!”
  10. Patrząc na dokument sprawdzać czy stempel przebija na drugą stronę papieru (druki urzędowe są na kiepskiej jakości papieru). Drukowany dokument nigdy nie przebije.
  11. Nie występowanie na druku prawdziwego grawerowanego stempla (skanery próbują poprawiać grawer przez co widać pixele).
  12. Czytelny podpis urzędnika (chyba, że jest pierwszy dzień w pracy).
  13. Pieczątka z pięcioma cyframi telefonu (aktualnie już 7).
  14. Dziwny odcień pieczątki (po zeskanowaniu i wydrukowaniu kolor burgundowy).
  15. Dopełnienie zdania napisanego ręcznie nie pasuje do pierwszej części zdania drukowanego (inne sformułowania w ZUS, inne w US, fałszerze z rozpędu przepisują to samo)
  16. Po wykonaniu telefonu do Urzędu okazuje się, że nie było złożonego wniosku o wydaniu np. zaświadczenia o niezaleganiu.
  17. Dawanie niepełnej dokumentacji.
  18. Oszust przedstawia PIT za grudzień (nie ma PITów grudniowych. Ostatnie rozliczenie jest w listopadzie)
  19. Obroty narastające maleją z miesiąca na miesiąc.
  20. W rubryce „pieniądze w kasie” niewyobrażalnie duże kwoty gotówki.

Powyższe przykłady pokazują jak czasem bezmyślni są fałszerze. Pokazują także jak bezmyślni są urzędnicy oraz jak my możemy być bardzo łatwo oszukani. Większość ludzi nie zwraca uwagi na tak małe szczegóły. Jak to się mówi „pod latarnią najciemniej”.

Fajnie, że wytrwaliście do końca. Treść pochodzi z wykładu przedmiotu dodatkowego "Leasing"

Znalezione nie kradzione

Znalazłem 50zł. Potrzebuje tylko jeszcze kilka części do brakującej układanki...W dupach się przewraca - żeby to niszczyć pieniążki. Z tego co kojarzę to jest to karalne [?]...

img
Znalezione podarte 50zł

Jakby ktoś posiadał... resztę, biedny student nie pogardzi.

Stary dobry szkolny sklep gdzie płaciłem tysiącami

Nauczyciele na początku lat 90 zarabiali 2 500 000 zł. Na nowe złote to 250zł. Wydaje się śmiesznie mało. Bo tak było. Od razu przypominają się szkolne czasy, gdy od ojca wołałem 10 000 zł na chipsy. W tamtych czasach każdy był milionerem. Piękne czasy. W sklepiku szkolnym rzucało się tysiącami. Piękne czasy. Portfele były większe i grubsze. Piękne czasy. Tylko ceny odrobinę wyższe. Ciut ciut. I wartość nabywcza złotówki dziś w porównaniu z tamtymi pięknymi czasami mniejsza. Sięgnąłem wstecz do pokładów mej szarej materii. Wróciły dawne ceny ze sklepiku szkolnego:

  • Ruffles i Lay’s – 10 000zł
  • Konradek (oranżada) – 5000zł
  • Guma kulka – 1000zł
  • Flipsy – 9000zł
  • Coca Cola w szklanej butelce – 8000zł
  • Grzesiek – 7000zł
  • Pączek – 7000zł

Przelicznik ze starych na nowe PeLeNy: 1zł to 10 000zł, 100zł to 1 000 000zł.

Rok
Inflacja
Rok
Inflacja
1990
585,8%
2000
10,1%
1991
70,3%
2001
5,5%
1992
43,0%
2002
1,9%
1993
35,3%
2003
0,8%
1994
32,2%
2004
3,5%
1995
27,8%
2005
2,1%
1996
19,9%
2006
1,0%
1997
14,9%
2007
2,5%
1998
11,8%
prog. 2008
2,3%
1999
7,3%
 

A teraz pozostało mi na zajeciach z Zarządzania Kryzysem rysowanie "jajek na wrotkach" i autostrady marzeń "do nieba" którą polski rząd buduje od ponad 20 lat.

img

 

Pekin '08

W Niemczech hitlerowskich następował wzrost gospodarczy jeszcze szybszy. Sam wzrost dobrobytu nie świadczy o tym, że jest lepiej. Trzeba to jasno powiedzieć: ze wzrostu gospodarczego nie wynika ani demokratyzacja, ani poprawa poszanowania praw człowieka, ani liberalizacja życia – nic takiego się nie dzieje. I jest wiele takich przykładów w historii, że społeczeństwa, które miały doskonałe wyniki gospodarcze, były jednocześnie najbardziej represyjne wobec swoich obywateli.

Chyba nie obejrzę Igrzysk olimpijskich w Pekinie. Udam, że telewizor mi nie działa.

J.Lopez inwestuje na giełdzie

Na dzisiejszym egzaminie z Makroekonomii a Giełdy dostałem między innymi takie pytanie:

img
Jedno z pytań egzaminacyjnych

Dodam, że zdobyłem jako jedna z dwóch osób 20/20 pkt. Ocena wiadoma.

Sicko - cała prawda o służbie zdrowia

Czy byłem kiedyś w Stanach? Nie

Co sądziłem kiedyś na temat tamtejszej służby zdrowia?
Płatna, ale jedna z najlepszych na świecie

Co sądziłem kiedyś na temat polskiej służby zdrowia? Chujowa

A jak sądzę teraz po obejrzeniu filmu dokumentalnego na temat amerykańskiej służby zdrowia pt „Sicko”? Zmieniłem zdanie o 180 stopni. To, co kiedyś było fajne stało się beznadziejne, a to, co beznadziejne o wiele lepsze.

Film Moore’a w skrócie mówiąc jest o skrajnościach funkcjonowania tamtejszej służby zdrowia. Jak to działa, skąd to się tam wzięło, jaka jest tego historia. Film przedstawia ten system od tej czarnej, mniej chlubnej strony. Ukazuje osoby, którym odmówiono pomocy w szpitalu, wystawiono rachunki za przejazd / pobyt w szpitalu na niewąskie sumy, polityków, którzy są skorumpowani przez firmy ubezpieczeniowe i farmaceutyczne. Jeden wielki shit.

Zdaniem Moore'a pacjenci nie mogą czuć się bezpiecznie, ponieważ firmy ubezpieczeniowe często decydują się nie ponosić kosztów leczenia. Chce przekonać się ile żyć ludzkich może uratować dzięki temu filmowi.

Najsmutniejsza jest druga część dokumentu, w którym Moore poznaje nas z osobami biorącymi czynny udział w ratowaniu i odgruzowywaniu WTC po atakach z 11 września. Ci ludzie mimo utworzenia specjalnego funduszu pozostali i tak bez opiek. Ubezpieczalnie tak jak innym osobom przedstawionym w tym filmie odmówiły ubezpieczenia.

Kim jest Michael Francis Moore (ur. 24 kwietnia 1954 roku w Flint, w stanie Michigan) - amerykański reżyser filmów dokumentalnych, producent filmowy, autor książek. Jest przeciwnikiem globalizacji, dużych korporacji, przemocy związanej z bronią, wojny w Iraku, George'a W. Busha i amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej.

Główną tezą tego dokumentu jest to, że amerykanom zaszczepiono ideę, iż socjalna opieka zdrowotna jest zła, gdyż każdy powinien zasługiwać na taką opiekę zdrowotną, na jaką zasługuje (pracujesz ciężej, jesteś zdrowszy, masz lepsze ubezpieczenie, możesz leczyć się w lepszych szpitalach). I dlatego amerykanie nie lubią takich krajów, w których socjal jest główną ideą przewodnią (Kanada, Kuba, Rosja). Bo przecież socjal kojarzy się z radzieckim wynalazkiem, który powoduje straty, jest zły i mało efektowny. No i jeszcze te stare prawdy, pozostałości po zimnej wojnie z ZSRR.

Moore obala ten stereotyp pokazując min opiekę w Kanadzie, gdzie ludzie czekają na pomoc w szpitalu nie więcej niż godzinę, Anglie, w której lekarz zapytany ilu pacjentom odmówił mówi, że żadnemu, a na pytanie czy chciałby pracować, jako lekarz w USA odpowiada, że nie chce mieć z takim systemem leczenia nic wspólnego. Francje, do której przyjeżdżają ludzie pracujący w USA by się leczyć, bo kraj, któremu płacą podatki nie chce zoperować im śmiertelnego krwiaka. Kubę, na której znajduje się jedyna amerykańska ziemia, w której terroryści mają lepszą opiekę medyczną niż obywatele USA (darmową!). Kraje, w których za każdy lek płacisz tyle samo. Nie ważne czy to tabletki na ból głowy czy pigułki najnowocześniejszego leku na HIV.

Zmieniłem zdanie na temat współpłacenia usług medycznych. Jeżeli takie kraje jak Kuba, Francja, UK, Kanada potrafią, to, czemu my nie możemy? Możemy. A tłumaczenia, że większość tych krajów ma o wiele większy poziom PKB, wzrostu gospodarczego oraz działają w trochę innych warunkach ekonomiczno-gospodarczo-polityczno-społecznych jest tylko głupią, banalną wymówką, która możliwe, że sprawdza się w mediach i innych środkach masowego przekazu, ale w połączeniu ze zdrowym rozsądkiem, faktami i suchymi liczbami przegrywa…

Dzisiejszy wpis dziwnym trafem zbiegł się w czasie z wzięciem osobistej odpowiedzialności Tuska za reformę służby zdrowia.

Wniosek: Aby kontrolować największe demokracje należy (albo albo): zastraszyć ludzi (USA) lub ich zdemoralizować (UK)

Idą świeta. Kilka myśli

Kolejny dzień bliżej świąt. Idąc szybkim krokiem przez czeluście Starego Browaru kątem oka obserwowałem ostatnie przed i świąteczne zakupy ludzi. Uśmiech na twarzy towarzyszył każdemu. Nie było wyjątków. Bo święta to magiczny okres – mróz, śnieg i zapach choinki. No i nie zapominajmy o tych banałach religijnych w całym tym świecie komercjalizacji i zatracenia intelektualnego. Nawet ostatnio przez przypadek zapoznałem się z wynikami badań – ile w tym roku wydamy (na podstawie korelacji lat poprzednich). Okazało się, że o 10 miliardów więcej niż w roku poprzednim. To zadziwiające, że tak łatwo rozchodzą się pieniądze (widzę po sobie). Z moich obserwacji wynika, że ja sam wydałem w te święta masakryczną sumę, o 10 razy większą niż poprzednio. Skąd ludzie biorą te pieniądze? Średnia płaca wzrosła o 300zł. Nie generuje to aż takich wydatków. Większe kredyty? A może chęć spędzenia wesołych, pięknych i bogatych świąt na kredytach spłacanych do kolejnego grudnia?

We wtorek był na uczelni wykład męża Henryki Bochniarz (wiceprezesem Boeing International na Europę Środkową i Wschodnią) - Zbigniewa Bochniarza (University of Minnesota). Powiedział bardzo ciekawą rzecz – Polacy chcą być narodem bogatym i aspirują do bogactwa krajów skandynawskich i bałtyckich. Osiągnięcie podobnego poziomu możliwe jest tylko przy wprowadzeniu w życie ekonomi opartej na wiedzy (The knowledge-based economy). Natomiast dodałbym do tego jeszcze słowa mojego uczelnianego Rektora Władysława Balickiego, specjalisty ds. makroekonomii, który sprawnie zauważył, że rozwój Polski ogranicza „nadopiekuńczość państwa wobec swoich obywateli”. No, ale nikt tego nie rozumie, bo przecież, gdy kolejne rządy ogłaszają plany weryfikacji rent to podnosi się krzyk społeczeństwa i szum medialny, sprawa przycicha i jest jak jest. 50% polskiego społeczeństwa nie pracuje

Wracając do tematu świąt – rok temu stanowczo postanowiłem, że życzenia które będę składał wielu osobom będą życzeniami stworzonymi wyłącznie dla nich. Nie takimi, hm, banałami z Internetu, które każdy może wysłać i suszyć zęby, ze szczęścia iż pozbył się corocznego kłopotu. Może do standardowego „Wesołych, pogodnych..”' dodać coś bardziej dopasowanego?

Może zamiast głupiego „wszystkiego najlepszego” życzyć czegoś, na czym naprawdę komuś zależy? Coś, co będzie wyjątkowe i skierowane wyłącznie na indywidualizm, podkreślające, że znamy daną osobę, jej wyjątkowość.

Nazywa się to bodaj dopasowanie i uwarunkowanie na wartości. Zmiana punktu widzenia, siedzenia i myślenia jest tutaj bardzo ważna. Częstym błędem, jaki udało mi się zauważyć, jest otrzymywanie życzeń sugerujących, co inni by chcieli ode mnie, będących daleko daleko od tego, co rzeczywiście mnie kręci.

I w myśl idei Trouta „Wyróżnij się lub zgiń, sprzedaj siebie, bo inni kupią ciebie” w tym roku zrobię coś, co będzie wyjątkowe, a zarazem wiekuiście kreatywne (serio!!), dające fantastyczny fun…

U2 And Green Day - The Saints Are Coming

Na miłość boską - baw się

Have a positive attiude and spread it around,
never let yourself be a victim,
and for goodness' sake - have fun!

Słowa te należą do menedzera określanego "najlepszym" - Jacka Welcha. Kolesia, który stworzył General Electric. Wszystko za sprawą uporu i niekonwencjonalnych metod prowadzenia biznesu.

Hmmm. Jak by to przetłumaczyć? Może tak: Lecimy nie śpimy!

Kornatowski, Pan Rysio z Gdyni, Kaczmarek i „Necel” – najfajniejsze teksty z podsłuchanych rozmów przez CBA

Wysłuchałem całej konferencji z warszawskiej prokuratury. Nagrałem i spisałem najciekawsze fragmenty rozmów telefonicznych Konrada Kornatowskiego z ludźmi ze swojej ekipy. Od razu na pierwszą myśl kojarzy mi się piosenka Алексин - Малолетние Шалавы (Małoletnije Szalały). Piosenka smutna a mimo wszystko jak jej słucham jest mi wesoło. Kolesie pojechali po całości. Oto fragmenty:

- Zrezygnowały pielęgniarki.
- Co?
- Zrezygnowały pielęgniarki
- Oooo Ile można? Ha ha ha
[…] No wiesz tam nie ma racji bytu. Ich już nikt nie interesuje kurwa. […] Wiesz sranie w banie i walenie plastikowymi butelkami po głowie to już nie jest hit. A u ciebie w porządku? Wyleczyłeś się? [dop. co za ironia!]

Wcześniej w tej rozmowie Kornatowski określa się mianem ”łącznika” i nawiązuje do przeprowadzenia rozmowy z kimś kogo określa „osobą ważną” jednocześnie zaznaczając, że w tej sprawie jest bezpieczny. We wszystkich rozmowach strony używają swoistego grypsu, ale nasza sprawna prokuratura nadal wie i domyśla się o co chodzi.

- U takiego jednego twojego faceta, największego. Pod jego płotem jest ekipa z firmy „C”. I chcą wejść.
- [mija 5 sekund – kurwa jak koleś ciężko kapuje] Jaka ekipa?
- Nie wiesz kto to jest? [ja pierdole]
- No właśnie nie zrozumiałem [Co za matoł] Ten największy płatnik? Czy co?
- Tak ten! Ten! […] Stoją pod płotem i chcą wejść. Ci od tego waszego debila łysego.

Wcześniej szef CBŚ wypytuje się komendanta głównego Policji o to czy ma „czysty numerek”, czy może bezpiecznie rozmawiać ze SŁUŻBOWEGO użytkowanego telefonu. Charakterystyczne jest również to że ani razu rozmówcy nie wymieniają nazwiska Ryszarda Krauze. Opisują go w przeróżny sposób: „duży facet”, „największy”, „najlepszy płatnik”. Owy „debil łysy” to Dyrektor Delegatury CBA w Gdańsku

- Taka informacja. Pod domem Pana Ryśka z Gdyni jest ekipa od tego debila Jasińskiego.
- […] No to ciekawe
- On teraz wiele rzeczy będzie im rozjaśniać

- Tam gdzie ten kurwa piękny Jarek biega
- Yhy
- Ciekawostka nie?
- No ciekawostka. No dobrze, ale to jest pewne?
- Tak
- Ty to masz od kogoś rozumiem?
- Taaak Taaak. Od zaangażowanego w to wszystko.

Informację tę przekazał Dyrektor Generalny Wydziału Kryminalnego. Wcześniej padają na Ryszarda Krauze takie określenia jak „prezes”, „gruby”, „mistrz”, „ten co samolotem lata” . Natomiast ta piękna osoba która tak często do Jarka biega jest nikt inny jak Jaromił „Necel”

- Rozmawiałeś z nim?
- Z kim?
- No z tym no wiesz. Z tym co myśmy rozmawiali
- Nie [mija trochę czasu] To znaczy przepraszam, inaczej. Ja z nim rozmawiałem i umówiłem się z nim na rozmowe [dop. to w końcu gadał czy nie?]
[…]
- To ja może podjade tam do ciebie?
- Ok.
- A gdzie ty teraz jesteś?
- No dopiero wsiadam
- Będziesz wsiadał, wpół do ósmej, to będziesz gdzieś w pół do dziewiątej? No dobra to ja tam podjade o ósmej [jest 9 podjadę o 8… tak powodzenia matole]
- Gdzie? Jest wpół do dziewiątej!
- Aaaa jest w pół do dziewiątej czyli .. krzywo na zegar spojrzałem [co brałeś?] […] czyli tak w pół do dziesiątej… [no to teraz zmylili agentów CBŚ]

Rozmowa Kaczmarka z Kornatowskim. Kaczmarek wypytuje czy rozmawiał z „krewnym” czyli „Neclem”.

- Halo
- Proszę tylko słuchać. Mówi pański znajomy od śrub w samochodzie odkręconych. Jest prośba by podjechał pan do małżonki szefa i powiedział jej że może mieć gości z CBA.
- Dobra
- Byle podjechać i taką krótką informacje jej przekazać
- Dobra już jadę

Rozmowa ta została wykonana z budki telefonicznej. Normalnie czuje się jak w filmie. Małżonka szefa to Honorata Kaczmarek, żona Janusza Kaczmarka.

Kornatowski dowiaduje się, że Jaromił jedzie do Ziobry bo ten go wzywa na przesłuchanie. Cały czas rozmawiają grypserą i myśli że „minister” to Kaczmarek. Prosi go by nie jechał do niego.

- No proszę cię!
- Nie mogę. Powiedziałem że będę! Ja nie wiem o co chodzi no…
- Jaromił nie możesz chwile gdzieś zaczekać [dop. Tiaaaa gdzieś w lesie, jedz na lody se…]
[…]
- Rozumiem. Kurwa jego mać! Pamiętaj jak raz widziałeś się z naszym kolegą tym wspólnym z Gdyni. [Chrząknięcie] To się z nim widziałeś!
- Ja wszystko wiem!

I ja też wszystko wiem. Nic dodać nic ująć. Jeżeli wszystkie rozmowy między władzą tak się odbywa to naprawdę musi być tam wesoło. Fajnie słyszeć takie materiały i mieć przed oczami ludzi, którymi przed ich maślanymi oczami, oczami które cały czas przed kamerami kłamały jawi się ciasna, wilgotna cela z piętrowymi łóżkami. Yeah. I tym oto sposobem mamy 60 tomów akt z dowodami.

Praca hańbi

Mawiają, że żadna praca nie hańbi... Nie mogę się z tym w 100% zgodzić. Na przykład dziś - człowiek z prawie wyższym wykształceniem, mający staż w banku został wysłany z koleżanką na wielką wyprawe w wielkie czeluści miasta by roznieść ulotki.

Ich roznoszenie nie jest de facto hańbiące, o ile ma się z tego jakieś pieniądze, a że zyje w skomercializowanym, zglobalizowanym, kapitalistycznym kraju, gdzie wszyscy wpierdaczają hamburgery z Mc Donalds'a, a nowa jedyna słuszna partia ĄĘ obiecuje, że nakradnie tylko na początku by potem kraść dla obywateli to ja jako wielki człowiek który grał w Pokemony gdy inni grali, też chciałbym trochę w końcu zarobić i iść na te zasrane Bigmaki.

poprzedni wpispoprzedni wpis

Cytaty Ekonomia Galeria Imprezy Komputery Internet Jogger Ludzie Marketing Miniblog Muzyka Polityka Przemyślenia Studia Techblog Turystyka



Nie jesteś jeszcze zalogowany. Proszę zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta, załóż je pisząc do mnie


mapa
Ubuntu

© 2006 Powered by Jogger.pl koval.com.pl rss xhtml css

Wszystkie prawa zastrzeżone.