Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę są bezwstydnymi kłamstwami...

28 Cze

Rzeczywistość się wyłania

Będąc już piąty dzień na rauszu. Może nie koniecznie z powodu Mundialu, w którym nasza kochana reprezentacja nie miała szans by zagrać, stwierdzam – po-woli do-cho-dzę do sie-bie. Zaczynam niemrawo przecierać swe oczęta (jak to w kreskówkach, zamaszystymi ruchami, ze złożoną pięścią).

Widzę Polskę. "Dzień dobry Polsko". Bezrobotno.  A Polska wita chętnie, ale mechaników, kucharzy, kopaczy rowów i brukarzy. Gdybym nie miał trochę oleju w głowie, to po pierwszych badaniach naukowców rzucił bym studia.

Stwierdzili oni otóż w 2005 roku [ach… słynne początki studiów], iż kucharz, mechanik czy robotnik fizyczny (także operator koparki czy dźwigu) jest w stanie zarobić więcej od osoby po studiach wyższych. To ciekawe. Pięć lat nauki mniej, bardziej kierunkowe wykształcenie… i jakie efekty. Maskę od auta ostatnio nauczyłem się otwierać, szpadel obsługiwać umiem, może siły nie mam na tyle dużo by brukarzem na Euro 2012 zostać, ale za to ciasto wyrobić potrafię. To już kilka nowych pozycji do kurikulumwitae. Gdyby  tylko móc jeszcze zapisać się do jakiejś zawodówki [notabene w dzisiejszych czasach potężnie zachwalanych].

W Urzędzie Pracy byłem raz. Widziałem plazmy, komputery z Internetem i drzwi. Za tymi drzwiami siedziała pani. Doradca. Swoiste guru. Taki tamtejszy Dalajlama. Podobno od  zawodowej przyszłości. Lud boży. I fakt że nie byłem tam interesantem [całe szczęście] to na samą myśl – dostał bym cholery. Owy Urząd Pracy, zwany w pewnych kręgach PUPem jest przykładem nieefektywnego dostosowania zatrudnienia do wymogów współczesnego rynku. Co za ironia – to oni doradzać mają! Utrzymywanie całego stada urzędników, doradców personalnych [?] dyrektorów i kierowników ma się do niczego nijak. Dlaczego? Właściwie nie wiem. Ale śmierdzi mi to marnotrawstwem czasu i pieniędzy. Skuteczność tychże osób zapewne nie liczy się w litrach wypitej kawy i ilości zjedzonych ciastek. No a gwar i ścisk jest. Może nie do tablicy ogłoszeń, ale do wpisu na odpowiednią listę. Problem w tym, że im wyższe posiada się wykształcenie tym mniej istnieje racjonalnych powodów by odwiedzić ten jakże wspaniały urząd.

Jak obliczyli statystycy gusowscy – 73,7% absolwentów szkół wyższych [czytaj magistrów] ma problem ze znalezieniem pracy. Oczywiście i Unia znalazła rozwiązanie palącego problemu. Sypnięto euro centem. Sytuację młodych bezrobotnych od kilku lat mają poprawić fundusze unijne. Stworzono specjalne programy staży i szkoleń. Wszystko to, służyć ma swoistej grze na czas. Ponieważ ani szkolenie, ani staż nie gwarantują zatrudnienia. Tak samo jak ukończenie 2, 3 czy 10 kierunków. Jeśli nie będzie chęci by zatrudniać młodych, ambitnych, ale bez doświadczenia… nic tego nie zmieni.

A i jeszcze jeden problem – wystarczy spojrzeć w ogłoszenia na Pracuj.pl. Kurestwa bez liku. Przedstawiciel robol-murzyn, agent kłamca-ubezpieczeń i sprzedawca szukaj-sam-klientów to jedyne propozycje pracy. Jak widać naiwnych nie brakuje… Ja postoje.

9 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

27 Kwi

Wizja

Wizja to coś co ty widzisz, a czego nie widzą inni. Niektórzy powiedzieliby, że to podręczna definicja szaleństwa. Ale to także definicja ducha przedsiębiorczości. Aby odnieść sukces na jakimś polu trzeba w coś wierzyć z taką pasją, by mogło się to stać rzeczywistością... mówimy o tym z pasją, a pasja przekonuje. Można być dumnym z pracy, a to naprawdę ma wpływ na morale i motywację.

Wpadło w me pocięte, od przerzucania kartek łapska... Liz Clarke

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

19 Kwi

Trudne wybory

Profesor Balicki od makroekonomii nauczył wiele, między innymi tego, że życie gospodarcze kraju składa się z kryzysów i tego, co jest pomiędzy nimi… Adam Smith traktował państwo i jego gospodarkę (liberalnie) niczym organizm ludzki. W końcu sam był lekarzem. Studia ekonomiczne (które de facto już powoli dobiegają końca) wdrażają w życie podobne schematy myślenia.

Studiujesz ekonomie – myślisz ekonomicznie, studiujesz marketing – myślisz marketingowo. Studiując inżynierie – myślisz technicznie.

I tak u mnie… życie toczy się ekonomicznie. Można uznać, że od kryzysu do kryzysu. Aczkolwiek wolałbym na odwrót, z racji bycia życiowym optymistą i obserwacji szczęśliwej nierównowagi. Saldo szczęścia jest zawsze in plus… Bo tak jest lepiej.

Nie przepadam. Wręcz nie cierpię, gdy na horyzoncie jawi się jakiś kryzys. Lubię mieć wszystko poukładane. Jasne. Klarowne. Nie to żebym był jakimś onanista przewidywalności.  Pewne sprawy należy mieć uporządkowane.

Ktoś z negocjacji swojego czasu stwierdził, że błędnym tokiem myślenia jest sądzenie, iż problemy są o sumie zerowej, a ich rozwiązanie można określić liczbą 1. I w sumie można się z tym zgodzić. Ba! Trzeba. Bo tak w rzeczywistości  (nie) jest.  Tylko, że ostatnio zauważyłem jedną prawidłowość. Wiele problemów, których rozwiązanie nie jest idealne. Problemów, które próbują za wszelką cenę zmienić bieg naszego (mojego) życia z racji swojego skomplikowania rozwiązuje się samych. To takie problemy, które należałoby skategoryzować, jako problemy na miarę boga albo efektu motyla. To znaczy takie, gdzie w momencie próby ich rozwiązania napotykamy na opór. Opór ten wynika z racji tego, iż obojętnie, które rozwiązanie wybierzemy (w końcu jest ich wiele, założenie jest takie, że nie ma jednego rozwiązania)  będzie ono złym wyborem.

Ogólnie ciężkie tematy. Trochę z zakresu asertywności. „Jak zrobić by wybrać dobrze i innym było dobrze” (czytaj „jak zrobić sobie i innym dobrze”). Strategii jest wiele… Można wybrać jedno rozwiązanie kosztem drugiego (mniejsze zło), można szukać za wszelką cenę kolejnego, można też … Z reguły to nic nie daje. Proces ten stwarza kolejne problemy (wiem to z autopsji). A więc co dalej?

Skoro bieg życia ma taką istotę, że biegnie samoczynnie i tak naprawdę tylko na część rzeczy, które nas spotykają mamy wpływ – idealną strategią na rozwiązanie nierozwiązywalnych problemów jest ich nierozwiązywanie. Pozostawienie ich samym sobie. Zaakceptowanie ich istnienia. Nie ignorowanie ich. Ale swoiste granie na czas. Historia pokazuje, iż życie jest na tyle nieprzewidywalne, że potrafi pewne problemy rozwiązać samemu. Idealnym przykładem są ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w Smoleńsku. Do dziś odbijają się czkawką i głośnym echem. Ale mając na uwadze powagę sytuacji przed i po tragicznych historiach można z dużą odpowiedzialnością założyć, iż wcześniej nierozwiązywalne problemy stały się o godzinie 8:56 rozwiązywalne. Tak po polsku… Bo kto mógł przewidzieć sytuacje, w której najważniejsze osoby w państwie (tak te, które biły rekordy w wetowaniu ustaw) po prostu znikną ze świata żywych…

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

19 Kwi

Pył

The dust

Ani widu, ani slychu. Samolotów nie ma. Jest pył. Nie widzisz go. Ale jest wszędzie...

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Mar

Karta kredytowa wiele ułatwia

Tak, dokładnie. Odniosłem ostatnio takie oto wrażenie.

Po pierwsze – uważaj. Początkowo zraziłem się po tym jak bank odrzucał wszystkie transakcje w Internecie. Powodowało to za każdym razem piękną, soczystą wiązankę słów na k* i j*. A numer karty wcale nie jest taki krótki. Wpisywanie go, trochę zajmuje. Później po kilku tygodniach zebrałem się i zadzwoniłem po wyjaśnienia. To było kuriozalne – „zmień pan limit dla transakcji internetowych na inny niż 0”. Że też na to nie wpadłem. To było takie proste.

Po drugie – bankomatom mówimy nie. Nie wypłacaj z bankomatów piniendzy jeśli masz kredytówkę. Nie będzie okresu rozliczeniowego i grace period. Oprocentowanie naliczanie jest od momentu wypłaty banknotów z bankomatu. Szkoda.

Internauci znaleźli sposób. Wystawienie aukcji  prywatnej na allegro, uruchomienie płatności allegro i wykonanie fikcyjnej transakcji. Koszty to tylko wystawienie przedmiotu (grosze) i prowizja od sprzedaży. W kategorii książki maksymalna kwota prowizji od wystawienia przedmiotu to 1zł. Do 1000zł opłata za sprzedaż to jakieś 25zł. Może się opłacić jeśli ktoś pilnie potrzebuje gotówkę. Koszty można jeszcze bardziej ograniczyć nabywając przedmiot i wycofując się później z transakcji (ryzykowne).

Po trzecie - amerykańskie i zachodnioeuropejskie sklepy internetowe stoją przed nami otworem. Ostatnio wpadłem na świetny pomysł zakupów w angielskim sklepie Fox Racing. Z racji tego, że kolekcja nie jest w całości dostępna w Polsce, a ceny w UK są nieco mniejsze, zdecydowałem się na takie a nie inne rozwiązanie. W tym wypadku za całkiem przystępną cenę zamówiłem buty, których notabene w naszym kraju ze świecą szukać. Przesyłka? 10 funtów (40zł). Jak widać, zachodni kurierzy są o około 20% drożsi w stosunku do naszych krajowych. Zważywszy na status przesyłki międzynarodowej – nie jest to dużo. Koszty płacenia kredytówką? Zamykają się jedynie do kosztów przewalutowania (aktualnie po 4,32PLN/GBP + 2% wartości transakcji jako prowizja transakcyjna dla waluty obcej). Czas oczekiwania na paczkę – szczerze nie wiem. Sklep twierdzi, że jest to około tygodnia.  Czekamy.

Po czwarte – na kredytówce można zarobić. Wydając hipotetycznie cały dostępny limit w wysokości 5000zł oraz w między czasie okresu rozliczeniowego i grace period będziemy te pieniądze reinwestować na rachunki oszczędnościowe. W ten sposób jesteśmy w stanie zarobić dodatkowe kwoty z racji odsetek. Dla 5000zł będzie około 20zł. To najprostszy sposób, bez ryzyka. Reinwestując kwotę na giełdzie, forexie lub jakimś fundusz możemy otrzymać większą stopę zwrotu. Niestety ogranicza to już dostęp do naszych środków. Ryzyko również większe.

Po piąte – jeśli już chcesz mieć kartę kredytową załatw ją, ale w banku w którym posiadasz regularny rachunek. Bank posiadając historię, saldo oraz informację nt. przepływów pieniężnych jest  w stanie (ma możliwość) zaoferowania karty kredytowej o dość dużym limicie, bez opłat, z dodatkowym ubezpieczeniem i czasami niższym oprocentowaniem. Wszystko bez sprawdzania realnej zdolności kredytowej.

10 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Gru

Spisek przedswiąteczny rozszyfrowany

Rozszyfrowałem spisek. To nie prawda że karty płatnicze, w tym kredytowe mają umożliwić wyciąganie od nas większej ilości pieniędzy aniżeli w przypadku płacenia tradycyjną gotówką.

To że kupujemy częściej i więcej płacąc kartą wynika z postępu. Postęp ma za zadanie ułatwiać życie, a co za tym idzie - karty zostały wymyślone po to by przyspieszyć i ułatwić płatności. A jeśli są one przy użyciu karty płatniczej łatwiejsze i szybsze jesteśmy w stanie kupować więcej (i wydawać więcej).

Jest to w miarę logiczne prawda? I nie trzeba (w samym istnieniu kart z chipem lub magnetycznym paskiem) doszukiwać się jakiejkolwiek teorii spiskowej banków, mających na celu pozbawienie nas tylko i wyłącznie wszelkich oszczędności. Baaa, proponuję podziękować im, za to, że tak dobrze usprawniają nam życie (sarkazm?)...

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

30 Lis

Nauczka

Dziś nauczyłem się jednego:

Czasami w życiu nie liczą się zasady moralne a rezultaty

Pozdrawiam Ludwika "Rudego" Sobolewskiego. Czyżbyś stosował tę strategie?

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

30 Lis

Ani nie wygrałem, ani nie przegrałem. Techmex - wyrok sądu.

Ani nie wygrałem, ani nie przegrałem. Nie pisałem tak długo bo nie było wyroku, aż do dziś. Wstępnym założeniem było wyjście na 0. I tak się w gruncie rzeczy stało. Kurs po tym jak sąd ogłosił iż nie może jeszcze wydać wyroku (zajęło mu to ponad tydzień) kurs zaczął szybować. Rósł od 2,22 do 4,39. Więc jest to prawie 100% wzrostu. Moja średnia to 3,37. Kurs dotarł tam w czwartek, w piątek już byłem na plusie. A skoro rosło postanowiłem nie sprzedawać. Stop loss oczywiście w głowie.  W kulminacyjnym momencie posiadałem nawet 30% zysku. I ten pewien zapas uratował moje polskie złotówki. Straciłem nieporównywalnie mniejszą kwotę aniżeli licząc na dalsze odbicie.

Jeden z użytkowników forum Stockwatch zadzwonił do sądu. Informacja powoli się roznosiła tempem przyspieszającym. Nie mając dostępu do Internetu rozdzwoniły się telefony, że „jest upadłość likwidacyjna”. Przerywając wszystko (bilard), przyspieszonym krokiem udałem się na uczelnie. W międzyczasie kumpel zrobił mi zlecenie PKC (kurs wisiał już na -5,9% na widłach). Wycofawszy zlecenie wykonałem telefon do sądu. Miła pani stwierdziła „jest wyrok, upadłość likwidacyjna, wyrok zapadł o 13”. Plotki zostały potwierdzone. W tym momencie kurs został odblokowany, ktoś wziął 70 000 akcji PKC a ja wyrzuciłem swoje na poziomie 3,16.

Nie rozumiem tylko jednego – czym kierowali się kupujący wiedząc  o upadłości?

Współczuje tym którym się nie udało tak jak mi: byli chciwi, postanowili ugrać coś jeszcze, skąpi lub po prostu zbyt wolni w pisaniu na klawiaturze. Nie żałuje natomiast tych co windowali ten kurs powyżej 4zł. Jeżeli te rekiny wtopiły dziś kilkaset tysięcy złotych (a jestem prawie pewien ze tak jest) to bardzo się z tego powodu cieszę.

Tak czy siak panowie i panie – brałem udział w tworzeniu historii.

darmowy hosting obrazków

Techmex, jego kurs, zachowanie akcjonariuszy i tak dalej, obnażył bolesną prawdę o polskiej giełdzie. Największym banałem było by tutaj rzec – „że to tylko pieniądze”, ponieważ wszyscy liczyli na więcej i więcej.

Obnażono prawdę o sądach gospodarczych w Polsce - gra na czas, nie możność podjęcia decyzji. Dodatkowo te procedury, które tłamszą przedsiębiorców. Wobec biurokracji wielu jest bezsilnych.

Obnażono także prawdę o spekulacji która utopiła kasę w piękny sposób (patrz wykres).

Obnażono także prawdę o zarządach spółek które nie grają fair, nie informują akcjonariuszy, kłamią bądź nie mówią całej prawdy.

Obnażono prawdę o głównych akcjonariuszach którzy ukrywają informacje i raporty o sprzedaży swoich akcji.

Obnażono prawdę o Komisji Nadzoru FInanspwego (KNF) który nie potrafi ścigać spekulacji i manipulacji na giełdzie.

Obnażono prawdę o "niezależnych" gazetach, portalach i rzetelnym dziennikarstwie.

O czymś zapomniałem?

I może znów się okaże ze KNF nie da rady ścignąć nawet 1 osoby która sprzedała 1000 akcji w pakietach po 1 sztukę. Może w końcu ktoś przejrzy na oczy i stwierdzi że trzeba coś zmienić. Może w końcu coś się zmieni na polskim rynku finansowym, że standardy zostaną poszanowane. A w końcu wiele instytucji finansowych zapomniało o jednym - o tym, że rynki finansowe opierają się na zaufaniu. Chyba właśnie zaczynają je tracić.

Zapamiętać wniosek:

Wniosek: Giełda dała, giełda zabrała.

Wniosek: wstępne założenie wyjścia na 0 zostało spełnione. Przeznaczenie.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

18 Lis

Jutro dzień sądu ostatecznego

Tak, mam akcje Techmex. W czwartek po godzinie 10 rozpoczyna się rozprawa sądowa w sprawie upadłości. Albo będzie upadłość, albo upadłość likwidacyjna albo w ogóle jej nie będzie. Pytań jest dużo, możliwych odpowiedzi jeszcze więcej.

Posiadając akcje przed decydującą rozgrywką człowiek decyduje się na czysty hazard. W innym wypadku to duże ryzyko. Osobiście postawiłem na szali wszystkie zyski w ciągu ostatnich 220 sesji giełdowych. Idąc za F. Ch. Hebbel'em albo będę miał wszystko albo nic.

Jedno jest pewne - będzie to cenna lekcja strategii inwestycyjnej. Jeśli mi się nie uda, trudno. Uznam to za kolejne drogie doświadczenie. Doświadczenie które zaprocentuje... kiedyś

Jedni mawiają że na takie inwestycje trzeba mieć niezłe jaja, czy stalowe nerwy. Tak na prawdę inwestowanie na giełdzie uczy spokoju i panowania nad emocjami. Cały czas nad tym pracuje. W końcu to tylko pieniądze, a jednak o nie walczymy.

Na koniec cytat amerykańskiego komika, Willa Rogersa:

Nie bądź hazardzistą, zbierz wszystkie swoje oszczędności, kup dobre akcje i trzymaj je, aż pójdą w górę. Jeśli nie pójdą w górę, nie kupuj ich.

Wniosek: Ave tex!

10 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Lis

Promocja schabu w Carrefour

Swoiste ubydlenie społeczeństwa. Podobne obrazki można było zaobserwować za czasów poczciwych marketów Hit, gdy dobrotliwy Niemiec w każdym dużym mieście otwierał sklep za sklepem. Do dziś widzę te dantejskie sceny, przepychanki wózkowe i tłumy ludzi biegnących po koszyk. W końcu to taki szpan, być pierwszym po schab.

Biegną jak by nigdy nie jedli. Swoista kultura marketowa.

18 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

4 Lis

Rozstanie w pokoju

Ah to był dzień. Zrobiłem pierwszy krok. Po długim związku, nie powiem, bo kilkuletnim zrobiłem to - rozstałem się z bankiem w zielonych kolorach.

Ulżyło mi. Kolejnego groszozjazda mniej. Pani z okienka ładnie, z gracją, wyciągnąwszy nożyczki - pocięła moje karty.

Niespotykane uczucie. Przyspieszony oddech. Można powiedzieć lekkie poddenerwowanie, ulga. Było warto.

12 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

2 Paź

Oświadczenie wobec oskarżeń w Radio Maryja

W związku z poniższymi pomówieniami na antenie Radia Maryja oświadczam, iż nigdy ja i członkowie mojej rodziny nie dokonywali spekulacyjnych transakcji giełdowych mających na celu zdestabilizowanie rynku akcji i kontraktów terminowych. Wszystkie transakcje dokonywałem jedynie na podstawie ogólnodostępnej wiedzy, w sposób etyczny i moralny. Oskarżenia zaprezentowane na antenie Radia Maryja mają znamiona pomówienia i godzą w moje i mojej rodziny dobre imię. Nie wykluczam postępowania sądowego w tej sprawie.

W związku z wypowiedzią pana Henia oświadczam również iż nie jestem masonerią.

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

24 Wrz

Od stripteaserki po GPW

Całe środowisko inwestorów giełdowych aż huczy. Media poinformowały o brawurowym zatrzymaniu przez CBA znanej aktorki (hm nie wiedziałem że jest znana, nie grała przecież w „M jak Miłość”, tylko w podrzędnej „Plebani”) Weroniki Marczuk – Pazury. Z ciekawości nawet postanowiłem przeczytać jej krótką, lecz treściwą biografie.

Kariera, nie powiem – interesująca. W zacnym, amerykańskim stylu. Od streaptiserki  po członka i prezesa zarządu spółki WSEInfoengine. Fakt faktem prezesurę sprawowała zaledwie „kilka dni”, ale trzeba przyznać że stanowisko objęła z wielkim impetem.

Według nieoficjalnych informacji "Dziennika Gazety Prawnej", była żona Cezarego Pazury, miała zaoferować, że za pieniądze pomoże kupić WNT. To państwowe wydawnictwo zostało wyznaczone do prywatyzacji przez ministra skarbu pod koniec kwietnia. Miesiąc temu zdecydowano, że będzie prywatyzowane w drodze publicznej aukcji.

Opuściła je (stanowisko) zaledwie też na solidnej glebie w otoczeniu agentów CBA. Czytając tę całą historię, dodawszy do tego jej bujną historię życiową (ukraińskie pochodzenie, striptease, prace w hotelach, ślub z Cezarym,  zmianę imienia, aktorstwo, you can Dance, studia radcowskie i prezesurę) nasuwa się jedno na usta „Polska dla Polaków”, lecz tego nie powiem, gdyż nie jest to poprawne politycznie (sic!).  Jednym słowem farsa i cyrk.

Znów mamy wakat, radzę władzom GPW znaleźć kogoś bardziej odpowiedniego na stanowisko. O nieskazitelnej i poszanowanej opinii. Może ja?

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Wrz

Gierkowska filozofia

Nie ma przypadków, są tylko znaki

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

19 Cze

Kontrola

Kontrolujesz dług, kontrolujesz wszystko.

Powiedzenie które sprawdza się często, a w szczególności w sprawach ekonomicznych.

Długi wywołują konflikty. Gdy powstaje dług, powstaje konflikt.

Nie lubię posiadać zobowiązań wobec osób trzecich, drugich także. Staram się oddawać skrupulatnie swoje długi. Nawet te kilku złotowe.

Główną zasadą by nie mieć długów powinno być "nie pożyczaj", kolejną "inwestuj za swoje", a następną "jeżeli już musisz pożyczyć oddawaj w terminie". Ta ostatnia dziwnie kojarzy się z terminem spłaty karty kredytowej. Tak też powstają długi, a raczej pułapka zadłużeniowa.

A gdy już komuś to nie wyjdzie i wywołał konflikt, pozostaje tylko Instytut Oszczędzania i ich złote myśli... heh

9 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

2 Cze

Historyczny moment na polskiej giełdzie

Stary niedźwiedź mocno śpi, stary niedźwiedź mocno śpi,
my sie go boimy, na palcach chodzimy,
jak sie zbudzi to nas zje, jak się zbudzi, to nas zje.

Wczoraj byliśmy świadkami historycznego momentu. Pierwszy raz od stycznia pokonaliśmy punkt 1900 punktów na wig20. $$$$ lecą.

Advance Patrol - Siente La Musica

Wniosek: Piękny prezent na dzień dziecka

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

29 Maj

Ekonomiści z Szamotuł

Ekonomiści z Szamotuł zaprotestowali. Powiedzieli we Warszawie "dość!". Ułożyli swój dekalog:

  1. Kryzys jest wasz, nie nasz.
  2. Nie będziemy płacić za wasz kryzys.
  3. Winni jesteście wy, a nie my.
  4. My ciężko robimy od rana, więc nam się należy.
  5. Należy nam się zawsze – nawet jak nie robimy, tylko protestujemy.
  6. Wyłączamy się deklaratywnie spod kryzysu.
  7. Uważamy, że kryzys można przezwyciężyć manifestacjami.
  8. Naszym lekarstwem na kryzys są listy żądań.
  9. Im więcej manifestacji – tym mniej kryzysu.
  10. Warszawiacy powinni cierpieć za naszą krzywdę.

Wszystko to zostało oprawione sprytnym hasłem Jana Kobuszewskiego

Chamstwu należy siem przeciwstawiać siłom i godnoźciom osobizdom

I kto by pomyślał że ekonomisty i zwionskowce posłużą się taką sprytną elokwencją. Tylko niech jeszcze załatwią sprawę tego deszczu. To byłoby super. Bo jak na razie w kalendarzu wiosna, a z nieba jesień.

Przepraszam jeśli kogoś uraziłem, ale po prostu nie lubię, wręcz nie cierpię gdy wmawia się ludziom coś co jest totalną bzdurą. Ba, unika odpowiedzialności. Uprawia tani populizm w imię bliżej mi nie znanych celów. Dotyczy to głównie górników, stoczniowców, hutników, nauczycieli, lekarzy, pielęgniarek - grup społecznych które krzyczą najgłośniej. Niestety takie osoby zapominają o jednym, że:

Głośny krzyk objawem niesłuchania innych

Mało kto też wie o tym, że gdyby uniknąć w ostatnich latach pomocy publicznej dla głównych sektorów gospodarczych (górnictwo, hutnictwo, przemysł stoczniowy) który wyniósł około 400 mld złoty i nie przyniósł żadnych pozytywnych zmian (nadal te przedsiębiorstwa przynoszą straty) to możliwie byłoby wybudowanie (idąc najdroższą Kulczykową stawką) czterech tysięcy kilometrów autostrad. Prawda jest smutna. Ale to prawda.

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

24 Maj

6 sposobów na skuteczne oszczędności

Oszczędzać można na wiele sposobów - jedni oszczędzają wodę myjąc się raz na 2 tygodnie, inni parzą 10 herbat z 1 torebki a jeszcze inni biorą kredyty konsolidacyjne by zmniejszyć koszty odsetek. A można i tak:

Metallica - The Day That Never Comes

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

18 Maj

Współczesny wzór dla rozwoju ludzkości

Wzór brzmi:

Postęp równa się hałas, plus zatrucie środowiska, plus rak, pomnożone przez inflację.

Wersja graficzna:

Today's model for the development of humanity

Focus - Blondynka

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

25 Kwi

Były opcje, był płacz i żal...

A teraz? A co teraz pozostało po spuściźnie bankowej walki o klienta? Tysiące firm z długami. Osób bez cienia szansy na stwierdzenie, że kryzys ich nie dotyczy. Przykładów się mnoży i troi bez liku. Chociażby na moim podwórku – mała firma, namówiona na opcje walutowe. Przychody roczne rzędu 10 milionów złotych, zysk na poziomie 1 – 1,5mln zł. Na dzień wyceny wartości księgowej firmy (31 XII 2008) strata w wysokości -10mln złotych. To tyle ile roczne przychody. To wszystko w ciągu 3 miesięcy. Jakby nie patrzeć firma musiałaby 10 lat pracować społecznie by wyjść na zero. Bankrut.

Jaki wniosek z tego płynie? Żaden, a no dlatego, że historia jeszcze nikogo niczego nie nauczyła. Jedynie banki mają okazję poszukać nowej niszy na rynku. Jak to się mawia w branży – „opcje są spalone”. No ale nie dziwie się temu skoro w tramwaju, podczas „wielkiego bankowego prosperity” można było usłyszeć takie rozmowy:

- Moi klienci nie rozumieją tego nowego produktu finansowego w naszym portfelu
- A ty wiesz o co chodzi?
- No właśnie też nie…

Jeżeli nie kontrakty terminowe to co?

Moje najnowsze obserwacje rynku usług finansowych wykazały, że banki powalczą o kredyty brokerskie. Aktualne odbicie na giełdzie, które nastąpiło po ostrej korekcje pokazało jak bardzo przewartościowane były wszystkie akcje na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (i nie tylko). Ludzie zobaczyli, że można zarabiać na akcjach. I to dużo. Mechanizm działań banków jest podobny jak w przypadku funduszy inwestycyjnych. Instytucje finansowe zachęcają swoich klientów do lewarowania kapitałów własnych w giełdę. Pośrednio wpływa to na ilość nowej gotówki na rynku a co za tym idzie powoduje zwyżki cen akcji. Podobnie rzecz miała się z funduszami. Ludzie zaślepieni wzrostami na giełdzie inwestowali całe swoje oszczędności (w fundusze akcji / hybrydowe). Statystyki nie mogły się mylić. Do czasu.

Okazuje się, że rzeczywiście kredyt brokerski w Polsce staje się coraz bardziej popularny. W dodatku całkiem łatwo go uzyskać, marże i oprocentowanie są małe. Pytanie - "co bank z tego ma?"

Zabezpieczenie wymaga stanu aktywów na rachunku przynajmniej w wysokości 130% wziętego kredytu. W przypadku braku spełnienia tego warunku bank otrzymuje możliwość zajęcia walorów, a co za tym idzie upłynnienia ich po cenie PKC.  W momencie upowszechnienia tego typu finansowania inwestycji na giełdzie z pewnością dochodzić będzie u tzw. „leszczy” do automatycznego wywalania papierów, co w skrajnych przypadkach może doprowadzić do fali spadków na giełdzie. A co za tym idzie - sytuacji w której z jednej recesji będziemy wpadać w kolejną, następną i tak w kółko. Aż nie padniemy z wycieczenia.

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Kwi

Podwójny szczyt

Double peak

No i mam na statystykach flickra podwójny szczyt. Będzie korekta...

Jutro pewnie zobaczę gwiazdę wieczorną.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

10 Kwi

Ryzyko banku a sprawy rodzinne

Jak się okazuje dla banków korzystniejsi (z perspektywy udzielanych kredytów) są małżonkowie niż rozwodnicy. Jeżeli się rozwodzisz - nie rób tego. Wybierz separację.

Lepiej mieć także 1 dziecko. Bank oblicza koszty przypadające na każde z posiadanych dzieci. Według finansistów od ryzyka - jeden darmozjad w rodzinie to optimum. W końcu ktoś później musi spłacać długi w przypadku niewypłacalności rodziców. Jestem ciekaw tylko dwóch rzeczy:

  • Jak się do tego ma statystyka mówiąca, że na każde małżeństwo w Polsce przypada 1,5 dziecka?
  • Co się dzieje w momencie gdy jedno dziecko je za dwóch?

Aby ograniczyć ryzyko związane z tym drugim zjawiskiem specjaliści w bankach powinni na drodze obserwacji rzeczywistości sprawdzać tuszę swoich klientów, nadając im w ten sposób punkty w skali binarnej. Liczba komórek tłuszczowych w organizmie człowieka jest stała. Jest także wysoko prawdopodobne, że tusza osób pulchnych przekłada się również na innych członków rodziny (geny, przyzwyczajenia żywieniowe, tryb życia).

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

30 Mar

Kryzys to strach

Kryzys, krysys, kryzys – takie oto słowa ciągle można usłyszeć w mediach i nie tylko. Wszystko wina kryzysu – przegrywa Polska z Irlandią Północną. Boruc miał kryzys, Leo także. PZPN ma teraz także kryzys. Kolesiostwo wpierdala się w kolesiostwo tego wcześniejszego. Wszyscy odwracają kota ogonem – nawet Leo. Zamiast to on odpowiadać na pytanie „why?” sam je zadaje.

Mamy też kryzys w formule 1. Szczególnie u tego Niemca co przeprowadził zamach stanu na wszystkich kibiców F1. W TVP, w którym państwo Fox daje ostro czadu. W gospodarce, głównie w USA gdzie popisówke intelektualnych uniesień przeżywa Obama ze swoją kochanką administracją oraz Geithnerem i Paulsonem na przodzie. Powstają kolejne plany z których nic nie wynika. W Unii Europejskiej pojawił się malutki czeski błąd.

Kryzys pogrążył także wiele dużych (chujów) – General Motors, AIG, ING. To oni prowadzą sobie teraz politykę współczesnego terrorysty. Jak widać zamiast martwić się o swój tyłek wprowadzają teorię gier do swojej polityki. Szantażują rząd USA że zwolnią, zbańczą i takie tam brednie.

Są także jak ci mniejsi – Krosno, czy Swarzędz, którzy subtelnie, z dozą romantyzmu informują akcjonariuszy o bankructwie spółki.

Kryzys ma także społeczeństwo. Reklamy Skoków skutecznie podsycają atmosferę. Zwykli ludzie żyją w przeświadczeniu, że to wszystko wina banków, Wall Street i Main Street oraz rządów, które nie zareagowały w odpowiedni, skuteczny sposób. Europa protestuje przeciwko bonusom w instytucjach finansowych przeznaczanych na premie dla kadry zarządzającej. W odpowiedzi na sytuację rządy odpowiadają 90% podatkiem od chciwości.

I tak życie kręci się w tej oto niebiańskiej krainie, w której rządzi nijako bankokracja. Bo jak to mawiał Stavros w „Testosteronie” – „życie to nie jest M Jak Miłość”. I byłoby w tym dużo prawdy o ile nie wspominamy o tych którzy zbili fortuny na globalnym pobudzeniu żyłując do czerwoności światowe rynki finansowe. Balcerowicz tłumaczy to „dodawaniem gazu w samochodzie który jedzie z górki”.

I jedyną grupą społeczną (oprócz Żydów) której udało wzbić się na wyżyny pomysłowości podczas kryzysu są lubiani przez wielu Romowie.

Mieszkający we Włoszech Romowie wymyślili następujący koncept: świetnie ubrani, w luksusowych samochodach zjawiali się na miejscu budowy nowych osiedli mieszkaniowych i dokonywali przedpłaty. Następnie, po kilku dniach pokazywali się z całymi rodzinami i całym inwentarzem. Naturalnie, ze względu na reputację, ‘obecność’ Romów na osiedlu znacznie zmniejszyłaby wartość innych nieruchomości. Dlatego, deweloperzy lub agencje nieruchomości natychmiast decydowali się na ‘odkupienie’ nieruchomości. Płacili nawet trzykrotność przedpłaty dokonanej przez Romów.
W końcu deweloperzy zgłosili się ze skargą na policję i ta rozpoczęła śledztwo, które wykazało, że Romowie zarobili nawet 300 000 euro na tym mechanizmie. Zamieszani w proceder Romowie oskarżeni zostali o oszustwo. Nie rozumiem tylko na jakiej podstawie wysunięto takie oskarżenie.

To się nazywa społeczeństwo oparte na strachu, na strachu przed utratą pieniędzy...

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

30 Mar

Klienci banków byli odcięci od swoich pieniędzy

Po ostatnich doniesieniach, tym którzy zostali pozbawieni przez własny bank pieniędzy zalecam zdywersyfikować [ :D ] posiadane przez siebie karty płatnicze.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

23 Mar

Najkrótszy wykład w moim życiu

Siedemnaście minut z dworca PKS do mieszkania. Jak na trasę po Wierzbięcicach (taka ulica w Poznaniu rozpoczynająca dzielnice cudów) to dobry czas. Szczególnie, że 15-to kilogramową torbę niosłem w ręku. Odstawka i szybki powrót na uczelnie. Tym razem było szybciej, bo bez zbędnego balastu.

Wchodzę na wykład. Niestety spóźniony (sic). Nie lubię się spóźniać. Było mi trochę wstyd. No ale dobra - wina autobusu, mówię. Siadam. Okazuje się że wykład trwa od 30 min. Szybko przepisuje notatki od kumpla. Pot z czoła wyparował. Wtedy wchodzi Olka (koleżanka z grupy). Również spóźniona siada na krześle. Nie rozpiąwszy kurtki wykładowczyni od Prawa Bankowego i Dewizowego oznajmia:

Dziękuję za wcześniejsze przybycie na wykład. Za tydzień zapraszam normalnie. Dziś muszę pojawić się na szkoleniu z zakresu opcji walutowych.

Spoko. To nawet dobrze, mogę spokojnie coś zjeść i posiedzieć na necie w czytelni. Potem kolejny wykład i kolejny i seminarium. Suma summarum okazało się że moja wizyta na uczelni była bez sensu. Na 4 wykłady odbył się tylko 1.

Swoją drogą – śmieszna sytuacja z tym szkoleniem z opcji walutowych. Tak jakby banki wcześniej nie wiedziały co to właściwie za instrument finansowy. Coś w tym jest. Widać po stratach co niektórych firm oraz opiniach, że doradcy sprzedawali coś o czym nie mieli zielonego pojęcia. Widocznie poniektóre instytucje finansowe stwierdziły, że warto mieć jakąś podkładkę gdyby jednak błogi sen Pawlaka się urzeczywistnił.

Dropkick Murphys - I'm Shipping Up To Boston

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

13 Mar

Jak to sie robi na Allegro - doładowania prepaid

Nie od dziś wiadomo, że do swojego telefonu można zakupić doładowanie taniej niż po cenie rynkowej. Związane jest to często ze zniżkami jakie otrzymują partnerzy współpracujący z operatorami. Pośrednicy też muszą zarabiać, a więc operator sprzedaje swoje kody taniej. Sposobów na taki stan rzeczy jest wiele.

W Polsce sprzedaż kodów doładujacych do niedawna odbywała się za pomocą podstawowych „zdrapek”. System ten od jakiegoś czasu jest uciążliwy i małobezpieczny (w związku z fałszywymi kodami). Aktualnie największy udział w rynku stanowią systemy transakcji elektronicznej – terminale prepaid. Mogą być one podpięte bezpośrednio przez Internet (sieć Ethernet), wykorzystywać połączenie GSM/GPRS lub być w postaci aplikacji PC. Z tego rodzaju współpracy można zarobić od 4 do 7% prowizji od każdej transakcji. Minusem tego rozwiązania jest to, że niektóre programy wymagają od sprzedających określonych obrotów w związku ze sprzedażą doładowań. W innym przypadku poniższe firmy traktują nas z poziomu usługobiorcy (zamiast usługodawcy). Jednym słowem wymagają od nas zapłacenia odpowiedniego abonamentu (karnego?). Popularne systemy w Polsce to Agatka, Kolporter i BluePay.

Innym rozwiązaniem stosowanym na rynku są programy partnerskie np. mBanku, BluePay itp, które za sprzedaż doładowania prepaid oferują swoim partnerom do 4% prowizji. Plusem jest to, że aby sprzedawać tego rodzaju usługi nie trzeba posiadać własnej działalności gospodarczej.

Natomiast każdy kto ma styczność z allegro zauważył, że od dłuższego czasu można tam zakupić doładowanie o wartości 50zł za 45zł. I to zupełnie legalnie. Temat jest o tyle ciekawy, iż mnie osobiście zainteresował. Początkowo myślałem, ze sprzedawcy oferujący doładowania przez Allegro po cenie niższej niż rynkowa posługują się wyżej wspomnianymi terminalami. Niestety po małym przeliczeniu kosztów wychodzi na to, że pierwsza myśl była błędna. Licząc wszystkie koszty typu prowizja allegro, rolki papieru, Internet oraz różnica pomiędzy ceną rynkową a ceną z aukcji internetowej szybko zorientowałem się że koszty te są dokładnie równe prowizji otrzymanej z systemu transakcyjnego np. BluePay. Nikt nie jest organizacją charytatywną a więc to bez sensu.

Po dłuższej chwili znalazłem sposób na pewien zarobek zwany przez „wtajemniczonych” „sposobem na 4 karty”. Jest on na tyle ciekawy, gdyż używając kilku kart możemy zbierać punkty / darmowe minuty itd. poprzez dokonywanie doładowań i czerpać z tej różnicy zyski. Jednak nie do końca mnie to przekonuje.

Szukając dalej wpadła mi w ucho (oko) interesująca informacja - pewna firma X która jest dużym dystrybutorem kart prepaid sprzedaje te karty firmom które są założone np. w Niemczech i posiadają europejski NIP. Firma X sprzedając karty takiej firmie nalicza VAT=0 zł a nie 22% . Odkąd jesteśmy w strefie Schengen zagraniczne firmy kupujące karty z Vatem zerowym nawet nie muszą przedstawiać dokumentów celnych, potwierdzających wywóz tychże kart z Polski:

Możliwość stosowania preferencyjnej stawki VAT 0% zarówno w przypadku tzw. dostawy magazynowej, jak i w przypadku dostawy na rzecz zagranicznego kontrahenta, istnieje wówczas, gdy podatnik dysponuje stosownymi dokumentami. Dostawa wewnątrzwspólnotowa podlega opodatkowaniu według stawki VAT 0%, stosowanie tej stawki nie powoduje żadnych obciążeń fiskalnych (nie występuje podatek należny) przy równoczesnym zachowaniu upoważnienia do uzyskania zwrotu podatku naliczonego.
Przepisy ustawy VAT nakładają na podatnika stosującego stawkę 0% w związku z dokonaniem dostawy wewnątrzwspólnotowej obowiązek posiadania dokumentów, które łącznie potwierdzają wywóz towaru i dostarczenie ich do nabywcy na terytorium innego niż Polska państwa członkowskiego.

Stąd biorą się chore ceny na rynku także na Allegro. Dodać należy że Importer doładowań w Niemczech zobowiązany jest zapłacić do tamtejszego Urzędu Skarbowego VAT w wysokości 16% 19%. Każde dziecko jest w stanie policzyć różnicę wynoszącą 6pp 3pp (punktów procentowych - dzięki Seb). [możliwe że firma niemiecka nie podając nr NIP EU jest w stanie uniknąć płacenia podatku w swoim kraju macierzystym, ale nie jestem tego rozwiązania w 100% pewny. Na import usług elektronicznych z krajów z UE nie jest potrzebny NIP UE w szczególności także dla usługi generowanej automatycznie przez komputer i przesyłanej Internetem lub siecią elektroniczną w odpowiedzi na określone dane wprowadzone przez usługobiorcę]. Dodając do tego cenę hurtową zdrapki tańsza o około 10% daje dość znaczące zyski. Warto zwrócić uwagę na to, że towar zwolniony z polskiego podatku od towarów i usług (VAT) i dostarczony wewnątrzwspólnotowo nie może być sprzedawany na terytorium Polski. W innym wypadku sprzedawca taki łamie polskie i prawdopodobnie wspólnotowe prawe (chyba że za przyjmiemy terytorium Niemiec za faktyczne miejsce świadczenia usługi, o ile to możliwe). Jednocześnie (to oczywiste) naraża państwo Polskie na straty z tytułu zwolnienia podatkowego.

Na koniec w ramach podsumowania nasuwa się jedno pytanie – czy Allegro jako serwis pośredniczący w organizowaniu aukcji i sprzedaży nie umożliwia pewnemu gronu „sprzedawców” świadczenia swoich usług niezgodnie z polskim prawem, poszerzając jednocześnie (nadal znaczącą dla wpływów budżetowych) szarą strefę?

Wniosek: Kto za to płaci? My

19 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

17 Lut

Game over

Tak żem se pomyślał w kontekście perspektywy 5zł / Euro, 19% bezrobocia, ujemnego wzrostu PKB i zerowych stóp procentowych, o tym że:

Świat się kończy...

A jeszcze niedawno znajomy chwalił się przy wódce, o tym jak klienci dziękowali mu za pomoc w podjęciu decyzji wybrania kredytu hipotecznego w CHF. Teraz to by mu łeb chyba uje...li.

Skutki życia na kredyt wychodzą bokiem. To ja już wolę swoje skromne, szczęśliwe życie w myśl filozofii "szczęścia racjonalnego".

Zresztą nie ma innej możliwości - wg. banków nie mam płynności. Uff!!!

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

16 Lut

Już rezerwowy

Ministerstwo Obrony poinformowało, że weszła w życie ustawa, która przenosi wszystkich poborowych do rezerwy.

Przeniesienie do rezerwy następuje z urzędu i nie wymaga osobistego udziału przy dokonywaniu tej czynności zainteresowanej osoby. Potwierdzenie faktu przeniesienia do rezerwy następuje w formie wpisu zamieszczonego w książeczce wojskowej (wydania stosownego zaświadczenia ) w przypadku stawienia się tej osoby do wojskowego komendanta uzupełnień.
Przepis ten będzie stosowany odpowiednio do osób, które dotychczas podlegały obowiązkowi stawienia się do poboru, ale nie zostały powołane do odbycia zasadniczej służby wojskowej (tzn. nie odebrały kart powołania).
Oznacza to, że wszyscy mężczyźni bez względu na rok urodzenia, którzy mają orzeczoną zdolność do służby wojskowej, z mocy ustawy zostaną przeniesieni do rezerwy bez odbycia służby wojskowej.

Wniosek: Jestem rezerwistą.

Jednym słowem armia mi nie straszna. To kolejny krok rządu do stworzenia armii zawodowej. Na pewno przyniesie to określone korzyści. Więcej osób zdolnych do pracy, mniejsze koszty utrzymania jednostek wojskowych, rekrutacja osób które wykazują chęć do służenia RP.

Swoją drogą, polityka w tym zakresie (bez znaczenia która partia aktualnie rządzi) jest mniej więcej spójna. Od ponad 10 lat zmniejsza się liczbę żołnierzy. Aktualnie Polska posiada około 127 000 wojskowych (dane na 31 styczeń 2009).

darmowy hosting obrazków

Do niedawna inna ustawa pozwalała na pobór do wojska nawet i 50latków, którzy wcześniej zostali przeniesieni do rezerwy po ukończeniu 28 roku życia (lub na mocy rozporządzenia Ministra). Jednak rozwiązanie takie, które umożliwiło większy zakres poboru okazało się martwym przepisem. Niepotrzebnie tylko „nastraszono” poborowych, którzy nie odbyli służby wojskowej. Nawet mój ojciec stwierdził, że jeżeli miałby być powołany kolejny raz do wojska na „przeszkolenie” nie stawiłby się ponieważ „składał przysięgę na Związek Radziecki”.

Polska armia z tego tylko tytułu może zaoszczędzić ponad 2 miliardy złotych. Zaoszczędzone pieniądze będzie można spokojnie zainwestować w zakup nowego, bardziej zaawansowanego technologicznie sprzętu (w myśl wyznaczonej strategii rozwoju sił zbrojnych do 2030 roku).

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

13 Lut

8 pytań

W książce, która opowiada o 8 pytaniach jakie należy sobie zadać przed rozpoczęciem projektowania kampanii marketingowej znalazłem dość ciekawy fragment:

Wyobraź sobie, że biznes to podróż, w którą się wybierasz samochodem. Jeśli nie znasz:

  • celu podróży
  • drogi
  • czasu potrzebnego na dotarcie do celu
  • szybkości, z jaką może jechać Twój samochód
  • spalania na 100 km
  • ceny paliwa

To jedynie przy bardzo dużym szczęściu taka podróż może się powieść. Nawet jeśli dojedziesz to nie wiesz czy będzie to za 5 godzin czy za rok. Nic nie wiesz. Kto rozważny wybiera się w podróż bez tej wiedzy? Chciałoby się powiedzieć: "NIKT!"... a jednak 9/10 małych biznesów to taka właśnie podróż.

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

10 Lut

Zagadka

Ile to jest 1.500.000.000.000$ w przeliczeniu na PLN?

Nie wiem czy to dużo, ponieważ tyle chce dać amerykański rząd bankom "premii" za ich głupotę od której nikt nie chciał ich ubezpieczyć? Pytam, gdyż nie wiem czy dolar jest rzeczywiście tyle warty ile się pozornie każdemu wydaje?

Jeszcze bardziej zastanawiać może fakt - skąd taka ilość pieniędzy się bierze? Znikąd? Pewnie tak (proces kreacji pieniądza opisałem wcześniej). W końcu FED nigdy nie ujawnia ile "wydrukowano" nowej gotówki.

Kto za to płaci? Ja nie, ale głupi Amerykanie już tak...

22 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Lut

Niektórzy nadal mają wizję. To się chwali.

Z Pulsu Biznesu wynotowałem sobie kilka fajnych fragmentów z wywiadu z Romanem Kluską, byłym właścicielem Optimusa, jednej z największych marek regionu Nowosądeckiego (obok takich marek jak Konspol, Koral, Wiśniowski, Fakro, National-Louis University).

Ryszard Krauze, widząc mnie zafascynowanego internetem w początkach Optimusa, pytał z niedowierzaniem: "A co ty w tym widzisz takiego"?

No i stało się. Dlatego Krauze wydobywa ropę, a Roman Kluska poszedł w rolnictwo (ma farmę Owiec, elektrownie słoneczną, mleczarnie i ma zamiar produkować sery z owczego mleka). Pierwszy wierci szyby naftowe bo nie docenił Internetu, drugi jest rolnikiem ponieważ go przecenił.

...takie prawo to jak za Niemca.

Niestety, biurokratyczna machina działa. Skutecznie uniemożliwia działalność podmiotom, które chcą tworzyć miejsca pracy, zarabiać, generować zasoby. Ale to taka unijna i urzędnicza hipokryzja. To czego wymaga się w Polsce i od Polski nie koniecznie jest egzekwowane w krajach starej Unii.

Generalizując: Jan Paweł II w książce "Pamięć i tożsamość" ocenił, że nie może człowiek dowolnie manipulować prawem, bo jeśli tak, niedługo pod pięknym słowem demokracja będziemy mieli kolejny system totalitarny. Oby się pomylił.

i ..

...gdy zrobi się to w pierwszych stu dniach rządzenia. Potem jest za późno, zgodnie z tą teorią (teoria tyranii status quo). Dla obecnego rządu jest już za późno. Tylko przygotowanie konkretnych ustaw przed podjęciem władzy i wprowadzenie ich od razu, na pierwszym posiedzeniu Sejmu, przyniesie skutek. Tak, żeby nowi ministrowie objęli stołki z dużo mniejszym władztwem. Bo inaczej wchodzi ekipa, przyzwyczaja się do władztwa i wiadomo, że za żadne skarby nie odstawi sobie mleczka. Nie ma sposobu, żeby sprawujący władzę sam dokonał ograniczenia.

I jest w tym dużo racji. Głosowałem na PO. Twierdzili że przez cały okres rządzenia PiS'u działał gabinet cieni (wypowiedz J. M. Rokity).Były plany, chcieli dobrze, a jak zwykle wyszło chujowo. Swojego czasu usłyszałem fajny tekst, że wszystko co w Polsce ciekawe to "chujnia". Zamiast adaptować / tworzyć nowe rozwiązania, lepsze rozwiązania debatuje politycznie na tematy ekonomiczne. A potem Leszek Balcerowicz musi dawać wykłady na zagranicznych / polskich uniwersytetach o mitach politycznej debaty w aspekcie pojęć ekonomicznych: schizofrenia polityczna - "z jednej strony politycy i urzędnicy stanowią grupę o bardzo niskim prestiżu społecznym; pogardliwie i lekceważąco stosuje się wobec nich niedopuszczalny wielki kwantyfikator - “wszyscy”, w stylu: “wszyscy szewcy oszukują na zelówkach”. Z drugiej strony istnieje powszechne oczekiwanie, że państwo rozwiąże każdy problem", rzeczpospolita kibucników - "Następnym problemem jest zespół powszechnych, również (a może szczególnie) wśród osób legitymujących się wyższym wykształceniem, postaw wobec rynku, czyli masowego mechanizmu współpracy międzyludzkiej. Dostrzec tu można moralistyczną pogardę wobec tego ułomnego, jak wszystko, co ludzkie, sposobu współpracy. Problem polega na tym, że krytykuje się faktyczne czy rzekome ułomności rynku, nie mówiąc, co się dzieje, gdy rynku nie ma lub jest go mniej. Według niektórych “moralistów”, gdyby nie wolny rynek, to społeczeństwo stanowiłoby wielką solidarystyczną wspólnotę: jakby kibuc", słowa - "mity oparte na pewnych słowach-wytrychach, wywołujących określone i noszące znamiona oczywistości skojarzenia. Niech za przykład posłuży społeczny żywot słowa “kapitalizm”, używanego powszechnie z negatywnym wydźwiękiem. Hasło to zostało wynalezione przez wrogów jego desygnatu, czyli socjalistów. Lecz z jakiego punktu widzenia kapitalizm jest złem (często: “złem koniecznym”!)", bezrobocie - "Panuje powszechna opinia, przyjmowana jako oczywistość, jakoby wysokie bezrobocie było rezultatem wolnorynkowych reform i było typowe dla kapitalizmu. W związku z tym: im mniej reform, tym mniej byłoby bezrobocia. Fałsz tych rewelacji wykazać jest dziecinnie prosto: spójrzmy na kraje OECD, te z wysokim bezrobociem, jak Francja, Niemcy, Włochy - czyżby to były przykłady dzikiego kapitalizmu?". I bardzo ładnie Balcerowicz podsumował brednie (w końcu to Polska tu się bredzi idąc za jednym z użytkowników joggera) - "Dlatego nie powinno być taryfy ulgowej dla producentów bredni - szczególnie z profesorskimi tytułami. Brednie należy zwalczać. Nie tylko za pomocą naukowych wywodów, ale i ostrzem satyry.". Popieram. [calościowy tekst]

Panie prezesie, nie będę owijał w bawełnę. W ministerstwie mam 5 tys. ludzi. 500 udaje, że coś robi, a reszta nawet nie udaje.

Czyli - czy się stoi czy się leży 5 000 się należy...

Kryzys mnie nie szokuje. Od trzech lat byłem przekonany, że nastąpi. Jestem bardziej zaniepokojonym tym, że nie mówi się o nim prawdy. Nie spowodował go przecież wolny rynek, lecz jego brak.
Społeczeństwo wie, jak wyjść z kryzysu, bo wie, jak oszczędzać i jak zarabiać w swojej małej rzeczywistości.

Swojego czasu czytałem o tym ze ludzie maja naturalna zdolność do oszczędzania i do produkowania zasobów czy przedsiębiorczości. Niestety rynek im tego nie umożliwia, stad mamy takie różnice w rozwoju wielu państw na świecie.

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

22 Sty

O tym skąd się wziął kryzys finansowy

W skrócie mówiąc kryzys finansowy XXI wieku powstał przez banki, które wykorzystały efekt kreacji wirtualnego pieniądza.

Większość ludzi uważa, że pieniądze tworzy rząd lub państwo poprzez mennice państwowe. Drukując je lub wybijając w metalu. Jak wiadomo ilość pieniędzy jest ograniczona. Nie wszyscy mogą je mieć w nieskończonej ilości. Jednakże gdyby się nad tym zastanowić to wbrew pozorom tak właśnie jest. Przykładem takich „osób” są banki, które to pożyczają pieniądze, których nie mają. Kreują pieniądz wirtualny. Dlatego też łatwiej po części zapłacić kartą kredytową i pieniędzmi, których nie ma niż w niektórych przypadkach kartą debetową czy gotówką. Do takich absurdów często dochodzi w USA, ale mniejsza o to.

Bank daje kredyt w zamian za deklaracje kredytobiorcy o spłacie długu w określonym czasie z doliczonymi odsetkami. Normalnie myślący człowiek pomyśli, że pieniądze, które pożycza pochodzą z depozytów innych osób. W rzeczywistości nie do końca tak jest. Większość kwot pieniężnych krąży wirtualnie pomiędzy kontami w różnych bankach. Saldo się pomniejsza / zwiększa. Banki wykorzystują mechanizm psychologiczny polegający na tym, że wszyscy na raz nie będą chcieli wypłacić swoich oszczędności jednocześnie. Gdyby tak się stało – banki by zbankrutowały w ciągu 10 min. Po prostu nie ma tyle gotówki, są tylko wirtualne zapisy na kontach banków.

Niegdyś ilość pieniędzy była zabezpieczona przez liczbę danego dobra, którym się płaciło np. złoto, srebro. Jeżeli nie było złota nie można było handlować. Stąd też od XVw. zaczęła się era kolonizacji innych kontynentów. Poszukiwano powiązań handlowych, które pozwoliłyby na zdobycie więcej kruszcu a co za tym idzie zaspokojenia głodu złota. Do niedawna istniał swoisty parytet złota, który polegał na tym, że każda waluta była wymienialna za określoną ilość złota. Aktualnie jest on zniesiony. Kursy walut zostały uwolnione. Teraz za wirtualny pieniądz można otrzymać prawdziwy papierowy pieniądz. Obecnie taki system nadal jest legalny. Każdy Bank zobowiązany jest do posiadania pewnych rezerw. Rezerwy te wykorzystywane są do zabezpieczenia kreowanych pieniędzy. Oczywiście nie jest to stosunek 1:1 a powiedzmy 1:10 (na 1 zł przypada 10zł wirtualnej gotówki).

Bank udzielający kredytów i tworzący w ten sposób wirtualny dług potrzebuje jeszcze depozytów np. w formie gotówki. Co najlepsze – błędnie uważa się, że depozyty finansują kredyty. Wręcz przeciwnie. Są one potrzebne instytucji finansowej by móc usprawiedliwić tworzenie kolejnego długu.

Problem zaczyna się w momencie, gdy bank nie jest w stanie tworzyć kolejnego wirtualnego długu, dzięki któremu ktoś inny spłaci inny dług (mówiąc w skrócie). Następuje pęknięcie bańki kredytowej.

Tak stało się w październiku 2008 roku, gdzie jedynymi zabezpieczeniami od pobranych kredytów były nieruchomości. Banki nie nadążały z kreowaniem nowego pieniądza, więc nastąpiło zwolnienie gospodarki przekładając się na niemożność spłat kredytów hipotecznych. Banki masowo przejmowały nieruchomości i stawały się swoistymi agencjami od obrotu nieruchomościami. Z prawa ekonomii wiadomo, że gdy jest coraz większa podaż cena danego dobra maleje. Tak się również stało. Domy i mieszkania przejęte przez banki straciły na swojej wartości, przez co ich sprzedaż nie była w stanie pokryć wirtualnego długu a co gorsza popytu na kolejny wirtualny pieniądz (już teraz w USA można zakupić domy jednorodzinne warte w październiku 70 000$ za jedyne 1500$). Gospodarka coraz bardziej zwalniała a banki bankrutowały. Na szczęście nie doszło do groźnego zjawiska „najazdu na bank” i wypłacania masowego pieniędzy z kont bankowych. Powodem takiego stanu rzeczy było min. to, że osoby, które potencjalnie mogłyby wypłacić pieniądze z banku, których bank i tak nie ma nie mogły tego zrobić gdyż same musiały spłacać tymi pieniędzmi przyszłe raty zaciągniętego kredytu.

Co dalej? Alan Greenspan przyznał się do błędu. Przed komisją bankową stwierdził, że pomylił się. Między innymi przez jego błędne decyzje podtrzymywano sztuczne zaufanie do hossy, co przyczyniło się do zwiększonej podaży pieniądza. Po części konsekwencje miało także ustalanie zbyt niskich stóp procentowych (poniżej poziomu inflacji). Nie tylko w USA.

Na dzień dzisiejszy należy zweryfikować istniejący system bankowy i stworzyć nową stabilną ekonomię. Proces nadmiernej kreacji wirtualnego pieniądza na takim poziomie w przyszłości może doprowadzić do powstania ogromnej hiperinflacji lub co gorsza deflacji. Ostatnie wskaźniki gospodarcze z USA ujawnione przez FED potwierdzają zagrożenie deflacyjne.

Biorąc pod uwagę, że od jakiegoś czasu USA są największym importerem świata (22% udziału w światowym handlu) przyszłość nie widzi jawi się w świetlanych barwach. To od USA dużo zależy, a przy ówczesnych powiązaniach gospodarczych i globalizacji kryzys szalejący na rynku amerykańskim nie ma możliwości nie odbicia się na europejskiej czy azjatyckiej gospodarce. Co zresztą już zrobił…

Wniosek: Nie żyj na kredyt

Podobne poglądy prezentuje film „Money is a debt” dostępny również na Google Video. Jednym słowem - BANKRUTUJĄCY, WIRTUALNY ŚWIAT...

20 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

5 Sty

Kupiłem pierwszy pakiet akcji na GPW

Od dziś można na mnie mówić „Panie inwestorze giełdowy”. W pierwszym debiutanckim dniu sesji na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych kurs zamknięcia mojej spółki wyniósł 6,45%.

Moje pierwszą inwestycje na GPW zacząłem symbolicznej liczby akcji spółki Optimus. Przedsiębiorstwa raczej nie trzeba przedstawiać. Znany nie tylko w Polsce producent komputerów. W ostatnim czasie boryka się z wieloma problemami, które zaczęły się pod koniec lat 90, kiedy to przez błędy urzędników państwowych spółka nieomal zbankrutowała. Dziś spółka zmienia strategię istnienia na rynku pod rachunek ekonomiczny. Obniża koszty, rozwiązuje stare niekorzystne umowy zawierając nowe. Dodatkowo spodziewa się ponad 35 mln złotych odszkodowania związanego z błędami urzędniczymi na niekorzyść Optimusa. Minusem może być aktualnie panujący kryzys finansowy, przewartościowanie (cena/wk = ok. 10) oraz strata jaką spółką może wykazać w swoim sprawozdaniu finansowym.

Osobiście mam pogląd taki, iż na Optimusie można zarobić. Wystarczy być tylko odrobinę cierpliwym i czekać na rozwój sytuacji.

Jeżeli moja strategia inwestycyjna się przymnie nie wykluczam dalszych finansowych kroków w tym kierunku. Gdyby jednak nie - nie będę z tego powodu lamentował, ponieważ świat w gruncie rzeczy należy do odważnych...

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Paź

Dlaczego jestem za wprowadzeniem opłat za studia wyższe

Otóż od października tego roku rozpocząłem kolejny etap nauki. Tym razem przed sobą mam do pokonania studia II stopnia (SUM) na kierunku Finanse i Rachunkowość. Od początku swoich studiów (tj. 2005 rok) całą naukę finansuję sam (w sensie, że nie studiuję na uczelni państwowej). W pewnym sensie jestem poszkodowany, gdyż rodzice i ja płacąc podatki współfinansują również uczelnie wyższe, z których (jak wyżej wspomniałem) ja nie korzystam. Odwołując się do samej konstytucji, można w niej przeczytać zapis wymieniający uczelnie wyższe, jako szkoły publiczne. Przez co w myśl tego artykułu nauka w tych, że szkołach jest bezpłatna. I tu czar pryska – bo jak wiadomo studia zaoczne i wieczorowe na powyższych uczelniach są odpłatne. Uczelnie tłumaczą ten fakt w zapisie ustawy pozwalającej na „dopuszczenie świadczenia niektórych usług edukacyjnych przez publiczne szkoły wyższe za odpłatnością”.

Dla mnie prostego człowieka, nieznającego dogłębnie prawa te dwa zapisy są sprzeczne i wręcz śmieszne. Z jednej strony zezwala się na finansowanie nauki „pewnych” osób za darmo, z drugiej pobiera się opłaty od innej części osób, dla których z pewnych powodów brakło miejsca na studiach stacjonarnych (taka jest prawda, duża część osób studiująca zaocznie studiuje niestacjonarnie z powodu nieprzyjęcia na studia stacjonarne). Na tej płaszczyźnie można bardzo łatwo dostrzec problem w nierównomiernym i sprawiedliwym dostępie do usług edukacyjnych w Polsce. Jeżeli państwo mieni się państwem solidarnym, sprawiedliwym, niefaworyzującym jednych grup kosztem innych powinno być w swoich działaniach konsekwentne (pomijam osoby pracujące chcące się dokształcać) dając wszystkim jednakowy dostęp do szkolnictwa państwowego. Tak niestety nie jest.

Wody do kwasu, który kotłuje się we mnie od 2005 roku są dane statystyczne, które dotarły do mnie w ostatnimi czasy na jednym z wykładów na temat podatków. Otóż badając studentów uczelni wyższych państwowych i niepaństwowych min. Ich dochody, badacze doszli do zaskakujących wniosków. Średnie dochody osób studiujących na uczelniach państwowych „nieodpłatnie” są wyższe (tzn. przekraczające średnią krajową) od średnich dochodów osób studiujących na uczelniach niepublicznych, którzy koszty związane z finansowaniem nauki ponoszą sami.

W powyższej sytuacja jestem za tym, aby wprowadzić odpłatność za studia (z możliwością bezpłatnego kształcenia dla najlepszych) lub wprowadzenia ulg podatkowych dla osób/gospodarstw domowych, które same finansują swoją naukę. Pierwszy pomysł przyczyniłby się do wzrostu jakości kształcenia, w tym warunków na uczelniach państwowych. Do tego dochodzą takie elementy jak: poziom wykształcenia determinuje podejmowaną przyszła pracę i przyszłe zarobki, przez co polepszenie statusu materialnego niektórych osób odbywa się kosztem państwa. Po trzecie odpłatność za studia spowodowałaby zwiększoną konkurencyjność pomiędzy uczelniami, przede wszystkim pod względem jakości kształcenia (również na zasadzie płacę, więc wymagam). Po czwarte – studia odpłatne skutecznie weryfikowałyby chęci i zapał do pracy tzw. „wiecznych studentów”.

Pewnie ktoś teraz powie: „owszem wszystko pięknie ładnie, ale co z najbiedniejszymi”. Mam na to odpowiedz – nie wszystkim należy się wyższe wykształcenie. To tylko głupi trend i myślenie ludzi wg schematu „mam wyższe, mam więcej kasy”. Po drugie, jeżeli jest ktoś na tyle dobry i zdeterminowany zawsze może ubiegać się o stypendium naukowe, które zapewniałoby bezpłatną naukę na uczelni wyższej. Po czwarte – kogo tak naprawdę uważa się za biedną część społeczeństwa? Czy nie są to czasem osoby pochodzące z rejonów wiejskich, płacące mniejsze składki emerytalne (KRUS), często posiadające duże połacie ziemskie, ukrywające lub niemogące wykazać realnego dochodu na członka rodziny, pobierające dopłaty unijne, często w niemałych kwotach. To także osoby ubiegające się o dofinansowanie socjalne, co jest wręcz śmieszne patrząc na parking przed uczelnią…

Wniosek: Nie daj się zrobić w jajo. Nie ulegaj fałszywej propagandzie realizmu socjalnego.

51 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

1 Paź

Katastrofa, tragedia, nieszczęście, krach, załamka, dramat, apokalipsa, klęska, przegrana!!

Takie oto synonimy możemy znaleźć nie tylko w słowniku. Również i na Onecie

Wszędzie mówi się o wielkim krachu na rynkach finansowych. Ja osobiście do tego nie jestem przekonany i nie ulegam powstałej (i lansowanej również) w mediach negatywnej euforii. Nie porównywałbym zaistniałej sytuacji na rynkach światowych do "jakiegoś" tam Czarnego Czwartku z 1929 roku.

Wall Street Crash?

Po pierwsze tamten kryzys był spowodowany innymi czynnikami. Po drugie towarzyszyły poboczne wątki: bańka spekulacyjna, nadmierna ilość kredytów (tak jak teraz) ale na inwestycje giełdowe (a nie w nieruchomości) - mieszkania, domy i budynki są czymś bardziej trwałym niż wirtualna wartość księgowa na czyimś koncie. Aktualnie ludzie inwestowali w fundusze głównie swoje oszczędności (nikt nie brał pożyczek i kredytów na ten cel). Dodatkowo w grę (w 1929 r) wchodził wątek z ceną złota. Aktualnie nad wszystkim czuwa nadzór bankowy, który w ostatnich tygodniach obudził się ze snu i prężnie działa.

Z tego powodu nie snuł bym większych dywagacji na temat "pseudo" kryzysu który ma zniszczyć pół świata. A to, że upadnie (upadło) kilka banków niczego jeszcze nie oznacza. Po prostu przez swoją nieroztropność, naciąganie wyników finansowych i zachłanność popadli w takie a nie inne problemy. Osobiście uważam, że kara się należy. Nic w przyrodzie nie ginie - jak jeden szybko zyskuje, inny traci. A czasem z rozpędu bardzo łatwo przekroczyć tę bardzo cienką granicę, którą zresztą część banków już przekroczyła. Inne stoją na cienkiej lince do wiązania snopków na polu. Pytanie tylko - kiedy ona pęknie?

Ercola And Heikki L-Deep At Night Adam K And Soha Remix

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

31 Sie

Old enough to know better - but I do it anyway

Ha! Haa! Haaaa! W momencie gdy kumpel przyznaje się do tego, iż winien jest 8zł, zaprasza na bilarda ja sprawdzam konto w banku. Szybko orientuję się, że mimo iż przelew doszedł a usługa włączona bank zwrócił mi niecałe 60zł. Nawet historie konta wyczyścili.

Takie interesy to mnie się podobają. I to nawet bardzo.

Linkin Park - Numb

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

27 Lip

Czy jestem w ciąży?

Ostatnimi czasy mam ostre objawy ciąży tzn. wahania emocjonalnego. Średnio co 15 min mam inne myśli. Raz na tak. Raz na nie.
Głównie w związku z poniedziałkową rozmową kwalifikacyjną do jednego z banków o kapitale włoskim. Problem dotyczy wyboru trybu studiów uzupełniających magisterskich (dzienny czy zaoczny) oraz tego czy chce mi się tyrać? Czy warto iść na zaoczne? Czy warto należeć do elity finansowej? Czy warto tracić czas na rozmowy kwalifikacyjne? [...] itd.

A warto? Czy to już ten czas?

11 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

23 Kwi

Jak wyłudzać pieniądze. Poradnik oszustw.

Fałszujemy i wyłudzamy pieniądze w instytucjach finansowych. Mały poradnik jak to robić, lepiej - jak się strzec przed nieuczciwymi klientami.

  1. Prawdziwy oszust to oszust lowelas. Znający się na kobietach. Umiejący zdobyć ich wdzięki. Ten typ oszustów wie, że połączenie ich pewności siebie, wrażliwości oraz innych cech przystojniaka i podrywacza, w tym sprytu z pracującą kobietą w instytucji finansowej daje wymierne korzyści. Kobiety mają taką wspaniałą cechę, że mimo wszystko, obojętnie, jakie jest tłumaczenie (może być maksymalnie absurdalne) i tak ci uwierzą (przykład – film Blues Brothers i wymówka jednego z bohaterów – „nie zdążyłem na ślub, kochanie było trzęsienie ziemi, spadł samolot, popsuł się samochód…”). Przykład: Pan doskonale znający się na wyłudzeniach poszukał sobie firmę prowadzoną przez dwie panie. Przejeżdżając przez przypadek chętnie stwierdza by w stolicy wynająć biuro. Pada na pewne "przemiłe" Panie. Całe biuro miał w teczce. Firma bez faxów. Wyłudzenie miał zaplanowane tak, że znalazł w innym mieście linię telefoniczną. Posadził przy niej kobietę, która odbierała telefon zaczynając słowami „Dzień dobry maszyny szwalnicze słucham”. A gdy ktoś pytał o szefa mówiła, że właśnie przyszedł towar i jest w magazynie. Pan postanowił wyłudzić w leasingu maszyny szwalnicze. Sfałszował dokumenty potrzebne do umowy leasingu na miasto stołeczne Warszawa. Następnie udał się do firmy leasingowej w celu zakupu maszyn szwalniczych. Zabezpieczenia w przypadku tego typu maszyn z powodu częstych wyłudzeń były większe. Potrzebne było poręczenie innej firmy.  Wystosował, więc zapytanie do firmy leasingowej czy może być podpis potwierdzony notarialnie tych pań, które wynajęły mu wcześniej biuro. Firma leasingowa odpowiedziała pozytywnie.  Pan udaje się do notariusza i prosi o akt notarialny. Mając numer owego aktu fałszuje całość na nowo łącznie z pieczęcią i podpisem notariusza. Dalej idzie do Urzędu Skarbowego i co ciekawe otrzymuje zaświadczenie o niezaleganiu składek, którego nie wystawił ten US. Jest ono na blankiecie oryginalnym z oryginalnym stemplem (prawdopodobnie wybawił panią urzędniczkę i sam sobie podstemplował). Następnie do umowy leasingu potrzebne są dowody tożsamości poręczycieli. Więc Pan dzwoni do firmy i zapytuje czy może przyjść o 7 rano do siedziby firmy przedstawić wszystkie dokumenty. Powód - leci do Londynu. Paniom mówi ze jeszcze nie przyjechała jego kserokopiarka i prosi o klucz do biura w celu pokserowania kilku rzeczy. Panie mu udostępniają, ponieważ "jest taki miły to niech sobie robi, co chce". Ze spokojem Pan wyciąga z szafy pancernej dokumenty tożsamościowe, fałszuje i  zanosi rano do firmy leasingowej, wraca do biura Pań i układa wszystko tak jakby nigdy nic. W ten sposób wyłudził maszyny szwalnicze od 6 firm. Co ciekawe tych 6 firm zjechało się do tego Pana, do Suwałk. Wtedy to było 6 x 120 tys. zł, więc kolosalna suma. Niestety Pan zrobił największy błąd swojego życia i postanowił wyłudzić pieniądze od cyganów. A tego się nie robi. Cyganie są osobami honoru – albo płacisz albo masz czapę. W pewnym momencie kiedy nie dostają pieniędzy przestawają się one liczyć. Kiedy to 6 ekip spotkało się z ekipą cyganów stwierdziło, że należy się wycofać gdyż cyganie nie popuszczą. Można domyślać się co było dalej. Prawdopodobnie Pań już nic nie wyłudzi.
  2. Podszywanie się pod dostawce. Firma leasingowa z reguły sama nie załatwia u dostawcy towaru. Z reguły załatwia to klient. Klienci mówią, że będą kupować samochód w salonie, przywożą do firmy fakturę z tego salonu (faktura sfałszowana ze zmienionym nr. Konta bankowego). W tym wypadku jeden z oszustów wpadł, gdyż we fakturze wpisał nieistniejący w naturze przedmiot wyłudzenia - Peugeot wyposażony „we wszystko”. Okazało się, że takimi rzeczami zajmuje się w salonie właściciel. Pracownik firmy leasingowej miał czas na kawę i chciał pogadać z dostawcą. Przez przypadek położył tę fakturę obok, a właściciel przechodząc zauważył fakturę i stwierdził, że to nie jest ich klient. Wpadka!
  3. Nieistniejący przedstawiciel. Zgłasza się klient ze Szczecina(producent z Poznania). Więc firma leasingowa z Poznania pyta się producenta czy ma przedstawiciela w Szczecinie. Ma. Nie powiedział tylko, że ma go od kilku godzin. Przedstawiciel potrzebny był, by złożyć zamówienie na wyroby gaśnicze na kwotę 450 tyś. zł. Dokumenty wszystkie w porządku. Firma leasingowa przelewa pieniądze na konto przedstawiciela. Ten powinien w tym momencie złożyć zamówienie u swojego pracodawcy, producenta przelewając odpowiednią kwotę pieniędzy na ich konto (czas realizacji zamówienia 2 miesiące). W tym momencie rezygnuje z zamówienia twierdząc, że klient się wycofał. Przez 2 miesiące cyklu produkcyjnego firma leasingowa nie interesowała się sprawą. Po upływie terminu pojawia się klient i chce odebrać zamówiony towar. Pieniędzy i towaru nie ma.
  4. Wykorzystać wojnę między firmami. Duża firma z Poznania. Firmy leasingowe umawiały się kto po kolei go obsługuje, aby każdy mógł z nim podpisać umowę. Klient przychodził i wymagał. Wtedy pojawiła się czwarta, nowa firma leasingowa do których zgłasza się owy niezadowolony klient. Szybko uradowani podpisali umowę z nim. I… stracili 2 mln złotych. Klient stwierdził, że kupi drukarnie (maszyny stacjonarne obudowane budynkiem). Maszyna przychodziła z zagranicy więc to on kupi tę maszynę drukarską po czym odsprzeda ją firmie leasingowej (leasing zwrotny). Później okazało się, że nie płaci, a maszyny nie ma więc zaczęto oglądać wszystkie umowy operacji. Jeden z pracowników (kobieta) robiąc inspekcję na miejscu u klienta napisała w protokole, że „przedmiot leasingu znajduje się na miejscu”. Zniknęły 2 mln. zł. i kilkutonowa drukarnia która była na miejscu. Później okazało się, że przedmiot był specyficznie na miejscu. W momencie inspekcji przedmiot leasingu stał na naczepach samochodowych. A na pytanie kobiety „gdzie jedzie ta drukarnia” Pan odpowiedział „jak to? Jedzie do serwisu”. Prawdopodobnie umówił się z kimś kto wiózł maszynę na Śląsk, żeby podjechał do Poznania. Co ciekawe w miejscu tej niby drukarni nie było nawet podciągniętego prądu. Policja znała adres klienta na Cyprze, ale nie chciało im się pofatygować.
  5. Zamiana wierzyciela. Tworzy się fikcyjnego dostawce. Tworzy się fikcyjną działalność gospodarczą. Jedzie się z nim do firmy leasingowej, robi się leasing na nieistniejący przedmiot. Wpływają pieniądze. Dostawce zostawia się z długiem wobec firmy leasingowej (praktyka częsta w momencie gdy dostawca winien jest komuś pieniądze i zmusza się go do podpisania umowy w celu oddania długu. Firma leasingowa na pewno go nie zabije.)
  6. Porozumienie z pracownikiem firmy leasingowej. Zawyżanie wartości przedmiotu leasingu. Używa się specjalnych sformułowań, z których wynika to, że nawet w momencie wyjścia procederu na jaw nie jest się w stanie nic udowodnić np. „przedmiot wart swojej ceny”.  Inny sposób to nie ustanowienie zabezpieczenia mimo, że dał sygnał, że poręczenie jest.
  7. Działanie na szkodę pracodawcy. Posiadanie ułomnego systemu oceniania klientów. Przykład: namierzony oszust przez Policje. Funkcjonariusze wpadają do banku, informują dyrektora, że nastąpi wyłudzenie. Proszą o podpisanie umowy bez przelewania kwoty pieniędzy na konto. Na co dyrektor twierdzi – „Jak to? Co was to obchodzi. On spełnia wymogi kredytowe. Udzielimy tego kredytu”. Pracownik banku tak przedstawił dokumenty do systemu oceny klientów, wiedząc, że kredyt zostanie udzielony.
  8. Wyłudzenie w celu uzyskania dodatkowych korzyści. W przypadku nietypowych urządzeń. Wystawianie faktur zawyżonych myśląc, że pracownicy banku nie znają się na rzeczy.
  9. Podszywanie się pod dostawce. Pracownik banku uruchomił kredyt preparując umowę zamieniając nr konta na swój ROR.
  10. Zamiana identycznymi przedmiotami leasingu. Dwie firmy jednocześnie zamawiają dwa identyczne przedmioty leasingu w różnych firmach leasingowych (w tym wypadku samochody dostawcze o identycznym kolorze i wyposażeniu). Po otrzymaniu przedmiotów zamieniają się nimi przez co uniemożliwiają firmom windykacyjnym odebranie samochodów. Proceder trwał długo, do momenty gdy zlecenia odebrania przedmiotów nie otrzymała jedna firma. Pracownik skojarzył sprawy. Wpadka!

Sygnały świadczące o wyłudzeniu:

  1. Przychodzi syn, wnuczek z rodzicami, dziadkami. Syn/wnuczek gadają non stop. Rodzice/dziadkowie nie są zainteresowani. Tępy wzrok wymierzony w ścianę. Należy wybawić syna/wnuczka/córkę/wnuczkę i przycisnąć resztę. W większości przypadków przyznają się do procederu zamiany wierzyciela.
  2. Polacy nie ruszają się po kredyt nie dalej niż 30km od miejsca zamieszkania. Nie ufamy osobom które przyjeżdżają z Gdańska, Rzeszowa do Poznania
  3. Dziwny adres. W Olsztynie wiele fikcyjnych firm zarejestrowanych było na adres Urzędu Miejskiego (UM nie wynajmował pomieszczeń biurowych).
  4. Pośpiech. Gdy komuś się spieszy niech idzie do konkurencji.
  5. Pojawienie się z wypełnionymi wnioskami
  6. Faks przychodzący w godzinach nocnych. Osoby niemające biura często przekupują strażników by wejść do biura i wysyłać faksy z obcych numerów.
  7. Zapewnienia klienta, że nie możesz przyjść na wizytę bo trwa remont (zapraszają na wizytę do domu).
  8. Nietypowy dostawca nietypowego przedmiotu. Wszyscy kupują samochód w jednym salonie. Podejrzane jest gdy ktoś chce wyłamać się z reguły.
  9. „Nie zna się Pan na rzeczy!”
  10. Patrząc na dokument sprawdzać czy stempel przebija na drugą stronę papieru (druki urzędowe są na kiepskiej jakości papieru). Drukowany dokument nigdy nie przebije.
  11. Nie występowanie na druku prawdziwego grawerowanego stempla (skanery próbują poprawiać grawer przez co widać pixele).
  12. Czytelny podpis urzędnika (chyba, że jest pierwszy dzień w pracy).
  13. Pieczątka z pięcioma cyframi telefonu (aktualnie już 7).
  14. Dziwny odcień pieczątki (po zeskanowaniu i wydrukowaniu kolor burgundowy).
  15. Dopełnienie zdania napisanego ręcznie nie pasuje do pierwszej części zdania drukowanego (inne sformułowania w ZUS, inne w US, fałszerze z rozpędu przepisują to samo)
  16. Po wykonaniu telefonu do Urzędu okazuje się, że nie było złożonego wniosku o wydaniu np. zaświadczenia o niezaleganiu.
  17. Dawanie niepełnej dokumentacji.
  18. Oszust przedstawia PIT za grudzień (nie ma PITów grudniowych. Ostatnie rozliczenie jest w listopadzie)
  19. Obroty narastające maleją z miesiąca na miesiąc.
  20. W rubryce „pieniądze w kasie” niewyobrażalnie duże kwoty gotówki.

Powyższe przykłady pokazują jak czasem bezmyślni są fałszerze. Pokazują także jak bezmyślni są urzędnicy oraz jak my możemy być bardzo łatwo oszukani. Większość ludzi nie zwraca uwagi na tak małe szczegóły. Jak to się mówi „pod latarnią najciemniej”.

Fajnie, że wytrwaliście do końca. Treść pochodzi z wykładu przedmiotu dodatkowego "Leasing"

13 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

22 Kwi

Znalezione nie kradzione

Znalazłem 50zł. Potrzebuje tylko jeszcze kilka części do brakującej układanki...W dupach się przewraca - żeby to niszczyć pieniążki. Z tego co kojarzę to jest to karalne [?]...

img
Znalezione podarte 50zł

Jakby ktoś posiadał... resztę, biedny student nie pogardzi.

18 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Kwi

Stary dobry szkolny sklep gdzie płaciłem tysiącami

Nauczyciele na początku lat 90 zarabiali 2 500 000 zł. Na nowe złote to 250zł. Wydaje się śmiesznie mało. Bo tak było. Od razu przypominają się szkolne czasy, gdy od ojca wołałem 10 000 zł na chipsy. W tamtych czasach każdy był milionerem. Piękne czasy. W sklepiku szkolnym rzucało się tysiącami. Piękne czasy. Portfele były większe i grubsze. Piękne czasy. Tylko ceny odrobinę wyższe. Ciut ciut. I wartość nabywcza złotówki dziś w porównaniu z tamtymi pięknymi czasami mniejsza. Sięgnąłem wstecz do pokładów mej szarej materii. Wróciły dawne ceny ze sklepiku szkolnego:

  • Ruffles i Lay’s – 10 000zł
  • Konradek (oranżada) – 5000zł
  • Guma kulka – 1000zł
  • Flipsy – 9000zł
  • Coca Cola w szklanej butelce – 8000zł
  • Grzesiek – 7000zł
  • Pączek – 7000zł

Przelicznik ze starych na nowe PeLeNy: 1zł to 10 000zł, 100zł to 1 000 000zł.

Rok
Inflacja
Rok
Inflacja
1990
585,8%
2000
10,1%
1991
70,3%
2001
5,5%
1992
43,0%
2002
1,9%
1993
35,3%
2003
0,8%
1994
32,2%
2004
3,5%
1995
27,8%
2005
2,1%
1996
19,9%
2006
1,0%
1997
14,9%
2007
2,5%
1998
11,8%
prog. 2008
2,3%
1999
7,3%
 

A teraz pozostało mi na zajeciach z Zarządzania Kryzysem rysowanie "jajek na wrotkach" i autostrady marzeń "do nieba" którą polski rząd buduje od ponad 20 lat.

img

 

27 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

10 Mar

Pekin '08

W Niemczech hitlerowskich następował wzrost gospodarczy jeszcze szybszy. Sam wzrost dobrobytu nie świadczy o tym, że jest lepiej. Trzeba to jasno powiedzieć: ze wzrostu gospodarczego nie wynika ani demokratyzacja, ani poprawa poszanowania praw człowieka, ani liberalizacja życia – nic takiego się nie dzieje. I jest wiele takich przykładów w historii, że społeczeństwa, które miały doskonałe wyniki gospodarcze, były jednocześnie najbardziej represyjne wobec swoich obywateli.

Chyba nie obejrzę Igrzysk olimpijskich w Pekinie. Udam, że telewizor mi nie działa.

9 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

22 Sty

J.Lopez inwestuje na giełdzie

Na dzisiejszym egzaminie z Makroekonomii a Giełdy dostałem między innymi takie pytanie:

img
Jedno z pytań egzaminacyjnych

Dodam, że zdobyłem jako jedna z dwóch osób 20/20 pkt. Ocena wiadoma.

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

9 Sty

Sicko - cała prawda o służbie zdrowia

Czy byłem kiedyś w Stanach? Nie

Co sądziłem kiedyś na temat tamtejszej służby zdrowia?
Płatna, ale jedna z najlepszych na świecie

Co sądziłem kiedyś na temat polskiej służby zdrowia? Chujowa

A jak sądzę teraz po obejrzeniu filmu dokumentalnego na temat amerykańskiej służby zdrowia pt „Sicko”? Zmieniłem zdanie o 180 stopni. To, co kiedyś było fajne stało się beznadziejne, a to, co beznadziejne o wiele lepsze.

Film Moore’a w skrócie mówiąc jest o skrajnościach funkcjonowania tamtejszej służby zdrowia. Jak to działa, skąd to się tam wzięło, jaka jest tego historia. Film przedstawia ten system od tej czarnej, mniej chlubnej strony. Ukazuje osoby, którym odmówiono pomocy w szpitalu, wystawiono rachunki za przejazd / pobyt w szpitalu na niewąskie sumy, polityków, którzy są skorumpowani przez firmy ubezpieczeniowe i farmaceutyczne. Jeden wielki shit.

Zdaniem Moore'a pacjenci nie mogą czuć się bezpiecznie, ponieważ firmy ubezpieczeniowe często decydują się nie ponosić kosztów leczenia. Chce przekonać się ile żyć ludzkich może uratować dzięki temu filmowi.

Najsmutniejsza jest druga część dokumentu, w którym Moore poznaje nas z osobami biorącymi czynny udział w ratowaniu i odgruzowywaniu WTC po atakach z 11 września. Ci ludzie mimo utworzenia specjalnego funduszu pozostali i tak bez opiek. Ubezpieczalnie tak jak innym osobom przedstawionym w tym filmie odmówiły ubezpieczenia.

Kim jest Michael Francis Moore (ur. 24 kwietnia 1954 roku w Flint, w stanie Michigan) - amerykański reżyser filmów dokumentalnych, producent filmowy, autor książek. Jest przeciwnikiem globalizacji, dużych korporacji, przemocy związanej z bronią, wojny w Iraku, George'a W. Busha i amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej.

Główną tezą tego dokumentu jest to, że amerykanom zaszczepiono ideę, iż socjalna opieka zdrowotna jest zła, gdyż każdy powinien zasługiwać na taką opiekę zdrowotną, na jaką zasługuje (pracujesz ciężej, jesteś zdrowszy, masz lepsze ubezpieczenie, możesz leczyć się w lepszych szpitalach). I dlatego amerykanie nie lubią takich krajów, w których socjal jest główną ideą przewodnią (Kanada, Kuba, Rosja). Bo przecież socjal kojarzy się z radzieckim wynalazkiem, który powoduje straty, jest zły i mało efektowny. No i jeszcze te stare prawdy, pozostałości po zimnej wojnie z ZSRR.

Moore obala ten stereotyp pokazując min opiekę w Kanadzie, gdzie ludzie czekają na pomoc w szpitalu nie więcej niż godzinę, Anglie, w której lekarz zapytany ilu pacjentom odmówił mówi, że żadnemu, a na pytanie czy chciałby pracować, jako lekarz w USA odpowiada, że nie chce mieć z takim systemem leczenia nic wspólnego. Francje, do której przyjeżdżają ludzie pracujący w USA by się leczyć, bo kraj, któremu płacą podatki nie chce zoperować im śmiertelnego krwiaka. Kubę, na której znajduje się jedyna amerykańska ziemia, w której terroryści mają lepszą opiekę medyczną niż obywatele USA (darmową!). Kraje, w których za każdy lek płacisz tyle samo. Nie ważne czy to tabletki na ból głowy czy pigułki najnowocześniejszego leku na HIV.

Zmieniłem zdanie na temat współpłacenia usług medycznych. Jeżeli takie kraje jak Kuba, Francja, UK, Kanada potrafią, to, czemu my nie możemy? Możemy. A tłumaczenia, że większość tych krajów ma o wiele większy poziom PKB, wzrostu gospodarczego oraz działają w trochę innych warunkach ekonomiczno-gospodarczo-polityczno-społecznych jest tylko głupią, banalną wymówką, która możliwe, że sprawdza się w mediach i innych środkach masowego przekazu, ale w połączeniu ze zdrowym rozsądkiem, faktami i suchymi liczbami przegrywa…

Dzisiejszy wpis dziwnym trafem zbiegł się w czasie z wzięciem osobistej odpowiedzialności Tuska za reformę służby zdrowia.

Wniosek: Aby kontrolować największe demokracje należy (albo albo): zastraszyć ludzi (USA) lub ich zdemoralizować (UK)

11 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

20 Gru

Idą świeta. Kilka myśli

Kolejny dzień bliżej świąt. Idąc szybkim krokiem przez czeluście Starego Browaru kątem oka obserwowałem ostatnie przed i świąteczne zakupy ludzi. Uśmiech na twarzy towarzyszył każdemu. Nie było wyjątków. Bo święta to magiczny okres – mróz, śnieg i zapach choinki. No i nie zapominajmy o tych banałach religijnych w całym tym świecie komercjalizacji i zatracenia intelektualnego. Nawet ostatnio przez przypadek zapoznałem się z wynikami badań – ile w tym roku wydamy (na podstawie korelacji lat poprzednich). Okazało się, że o 10 miliardów więcej niż w roku poprzednim. To zadziwiające, że tak łatwo rozchodzą się pieniądze (widzę po sobie). Z moich obserwacji wynika, że ja sam wydałem w te święta masakryczną sumę, o 10 razy większą niż poprzednio. Skąd ludzie biorą te pieniądze? Średnia płaca wzrosła o 300zł. Nie generuje to aż takich wydatków. Większe kredyty? A może chęć spędzenia wesołych, pięknych i bogatych świąt na kredytach spłacanych do kolejnego grudnia?

We wtorek był na uczelni wykład męża Henryki Bochniarz (wiceprezesem Boeing International na Europę Środkową i Wschodnią) - Zbigniewa Bochniarza (University of Minnesota). Powiedział bardzo ciekawą rzecz – Polacy chcą być narodem bogatym i aspirują do bogactwa krajów skandynawskich i bałtyckich. Osiągnięcie podobnego poziomu możliwe jest tylko przy wprowadzeniu w życie ekonomi opartej na wiedzy (The knowledge-based economy). Natomiast dodałbym do tego jeszcze słowa mojego uczelnianego Rektora Władysława Balickiego, specjalisty ds. makroekonomii, który sprawnie zauważył, że rozwój Polski ogranicza „nadopiekuńczość państwa wobec swoich obywateli”. No, ale nikt tego nie rozumie, bo przecież, gdy kolejne rządy ogłaszają plany weryfikacji rent to podnosi się krzyk społeczeństwa i szum medialny, sprawa przycicha i jest jak jest. 50% polskiego społeczeństwa nie pracuje

Wracając do tematu świąt – rok temu stanowczo postanowiłem, że życzenia które będę składał wielu osobom będą życzeniami stworzonymi wyłącznie dla nich. Nie takimi, hm, banałami z Internetu, które każdy może wysłać i suszyć zęby, ze szczęścia iż pozbył się corocznego kłopotu. Może do standardowego „Wesołych, pogodnych..”' dodać coś bardziej dopasowanego?

Może zamiast głupiego „wszystkiego najlepszego” życzyć czegoś, na czym naprawdę komuś zależy? Coś, co będzie wyjątkowe i skierowane wyłącznie na indywidualizm, podkreślające, że znamy daną osobę, jej wyjątkowość.

Nazywa się to bodaj dopasowanie i uwarunkowanie na wartości. Zmiana punktu widzenia, siedzenia i myślenia jest tutaj bardzo ważna. Częstym błędem, jaki udało mi się zauważyć, jest otrzymywanie życzeń sugerujących, co inni by chcieli ode mnie, będących daleko daleko od tego, co rzeczywiście mnie kręci.

I w myśl idei Trouta „Wyróżnij się lub zgiń, sprzedaj siebie, bo inni kupią ciebie” w tym roku zrobię coś, co będzie wyjątkowe, a zarazem wiekuiście kreatywne (serio!!), dające fantastyczny fun…

U2 And Green Day - The Saints Are Coming

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Lis

Na miłość boską - baw się

Have a positive attiude and spread it around,
never let yourself be a victim,
and for goodness' sake - have fun!

Słowa te należą do menedzera określanego "najlepszym" - Jacka Welcha. Kolesia, który stworzył General Electric. Wszystko za sprawą uporu i niekonwencjonalnych metod prowadzenia biznesu.

Hmmm. Jak by to przetłumaczyć? Może tak: Lecimy nie śpimy!

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

1 Wrz

Kornatowski, Pan Rysio z Gdyni, Kaczmarek i „Necel” – najfajniejsze teksty z podsłuchanych rozmów przez CBA

Wysłuchałem całej konferencji z warszawskiej prokuratury. Nagrałem i spisałem najciekawsze fragmenty rozmów telefonicznych Konrada Kornatowskiego z ludźmi ze swojej ekipy. Od razu na pierwszą myśl kojarzy mi się piosenka Алексин - Малолетние Шалавы (Małoletnije Szalały). Piosenka smutna a mimo wszystko jak jej słucham jest mi wesoło. Kolesie pojechali po całości. Oto fragmenty:

- Zrezygnowały pielęgniarki.
- Co?
- Zrezygnowały pielęgniarki
- Oooo Ile można? Ha ha ha
[…] No wiesz tam nie ma racji bytu. Ich już nikt nie interesuje kurwa. […] Wiesz sranie w banie i walenie plastikowymi butelkami po głowie to już nie jest hit. A u ciebie w porządku? Wyleczyłeś się? [dop. co za ironia!]

Wcześniej w tej rozmowie Kornatowski określa się mianem ”łącznika” i nawiązuje do przeprowadzenia rozmowy z kimś kogo określa „osobą ważną” jednocześnie zaznaczając, że w tej sprawie jest bezpieczny. We wszystkich rozmowach strony używają swoistego grypsu, ale nasza sprawna prokuratura nadal wie i domyśla się o co chodzi.

- U takiego jednego twojego faceta, największego. Pod jego płotem jest ekipa z firmy „C”. I chcą wejść.
- [mija 5 sekund – kurwa jak koleś ciężko kapuje] Jaka ekipa?
- Nie wiesz kto to jest? [ja pierdole]
- No właśnie nie zrozumiałem [Co za matoł] Ten największy płatnik? Czy co?
- Tak ten! Ten! […] Stoją pod płotem i chcą wejść. Ci od tego waszego debila łysego.

Wcześniej szef CBŚ wypytuje się komendanta głównego Policji o to czy ma „czysty numerek”, czy może bezpiecznie rozmawiać ze SŁUŻBOWEGO użytkowanego telefonu. Charakterystyczne jest również to że ani razu rozmówcy nie wymieniają nazwiska Ryszarda Krauze. Opisują go w przeróżny sposób: „duży facet”, „największy”, „najlepszy płatnik”. Owy „debil łysy” to Dyrektor Delegatury CBA w Gdańsku

- Taka informacja. Pod domem Pana Ryśka z Gdyni jest ekipa od tego debila Jasińskiego.
- […] No to ciekawe
- On teraz wiele rzeczy będzie im rozjaśniać

- Tam gdzie ten kurwa piękny Jarek biega
- Yhy
- Ciekawostka nie?
- No ciekawostka. No dobrze, ale to jest pewne?
- Tak
- Ty to masz od kogoś rozumiem?
- Taaak Taaak. Od zaangażowanego w to wszystko.

Informację tę przekazał Dyrektor Generalny Wydziału Kryminalnego. Wcześniej padają na Ryszarda Krauze takie określenia jak „prezes”, „gruby”, „mistrz”, „ten co samolotem lata” . Natomiast ta piękna osoba która tak często do Jarka biega jest nikt inny jak Jaromił „Necel”

- Rozmawiałeś z nim?
- Z kim?
- No z tym no wiesz. Z tym co myśmy rozmawiali
- Nie [mija trochę czasu] To znaczy przepraszam, inaczej. Ja z nim rozmawiałem i umówiłem się z nim na rozmowe [dop. to w końcu gadał czy nie?]
[…]
- To ja może podjade tam do ciebie?
- Ok.
- A gdzie ty teraz jesteś?
- No dopiero wsiadam
- Będziesz wsiadał, wpół do ósmej, to będziesz gdzieś w pół do dziewiątej? No dobra to ja tam podjade o ósmej [jest 9 podjadę o 8… tak powodzenia matole]
- Gdzie? Jest wpół do dziewiątej!
- Aaaa jest w pół do dziewiątej czyli .. krzywo na zegar spojrzałem [co brałeś?] […] czyli tak w pół do dziesiątej… [no to teraz zmylili agentów CBŚ]

Rozmowa Kaczmarka z Kornatowskim. Kaczmarek wypytuje czy rozmawiał z „krewnym” czyli „Neclem”.

- Halo
- Proszę tylko słuchać. Mówi pański znajomy od śrub w samochodzie odkręconych. Jest prośba by podjechał pan do małżonki szefa i powiedział jej że może mieć gości z CBA.
- Dobra
- Byle podjechać i taką krótką informacje jej przekazać
- Dobra już jadę

Rozmowa ta została wykonana z budki telefonicznej. Normalnie czuje się jak w filmie. Małżonka szefa to Honorata Kaczmarek, żona Janusza Kaczmarka.

Kornatowski dowiaduje się, że Jaromił jedzie do Ziobry bo ten go wzywa na przesłuchanie. Cały czas rozmawiają grypserą i myśli że „minister” to Kaczmarek. Prosi go by nie jechał do niego.

- No proszę cię!
- Nie mogę. Powiedziałem że będę! Ja nie wiem o co chodzi no…
- Jaromił nie możesz chwile gdzieś zaczekać [dop. Tiaaaa gdzieś w lesie, jedz na lody se…]
[…]
- Rozumiem. Kurwa jego mać! Pamiętaj jak raz widziałeś się z naszym kolegą tym wspólnym z Gdyni. [Chrząknięcie] To się z nim widziałeś!
- Ja wszystko wiem!

I ja też wszystko wiem. Nic dodać nic ująć. Jeżeli wszystkie rozmowy między władzą tak się odbywa to naprawdę musi być tam wesoło. Fajnie słyszeć takie materiały i mieć przed oczami ludzi, którymi przed ich maślanymi oczami, oczami które cały czas przed kamerami kłamały jawi się ciasna, wilgotna cela z piętrowymi łóżkami. Yeah. I tym oto sposobem mamy 60 tomów akt z dowodami.

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

23 Sie

Praca hańbi

Mawiają, że żadna praca nie hańbi... Nie mogę się z tym w 100% zgodzić. Na przykład dziś - człowiek z prawie wyższym wykształceniem, mający staż w banku został wysłany z koleżanką na wielką wyprawe w wielkie czeluści miasta by roznieść ulotki.

Ich roznoszenie nie jest de facto hańbiące, o ile ma się z tego jakieś pieniądze, a że zyje w skomercializowanym, zglobalizowanym, kapitalistycznym kraju, gdzie wszyscy wpierdaczają hamburgery z Mc Donalds'a, a nowa jedyna słuszna partia ĄĘ obiecuje, że nakradnie tylko na początku by potem kraść dla obywateli to ja jako wielki człowiek który grał w Pokemony gdy inni grali, też chciałbym trochę w końcu zarobić i iść na te zasrane Bigmaki.

13 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

21 Sie

Widok z okna "prezesa"

img

Widok z mojego biura. Śmieję się, że widok jak na prawdziwego prezesa przystało. W końcu ścisłe centrum, ściślejsze niż myślisz. Prezydent wszystkich Polaków takiego nie ma. Brakuje tylko skórzanego, odchylanego fotela. Jakoś przeżyje te 3 dni.

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

7 Sie

Brak siły

Nie mam siły aby cokolwiek napisać. Oto skutki 7 godzinnego używania Worda i pisania umów kredytów konsumpcyjnych (odnawialnych)...

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

3 Sie

Bezpieczeństwo bankowe

To jakie ludzie posiadają hasła dostępowe do swoich pieniędzy bardzo mnie zaintrygowało w swoim czasie. Nie sądziłem, że tak wiele osób jest nieświadomych tego jakie hasła nadają by chronić ich ciężko zarobione pieniądze. Trzymając 190 umów i wtykając do każdej pełnomocnictwa do dysponowania rachunkiem zauważyłem, że niemal 90% haseł składa się z:

  • Swoich imion, dzieci lub współmałżonka
  • Peselu
  • Różnych dat w większości urodzin (zawsze była to data urodzin klienta lub dziecka)
  • Numeru dowodu
  • Numeru telefonu komórkowego lub stacjonarnego
  • Było kilka, dosłownie tylko kilka osób, które posiadały hasła dostępowe na poziomie względnie bezpiecznym, składające się z minimum8 losowo wybranych znaków naprzemiennie stworzonych z liter i cyfr. Jednak mimo wszystko był to znikomy procent całości.

Jeżeli miałbym komuś zgadywać hasło aby zakosić mu pewną sumę pieniędzy to na pewno polegałbym na takich wytycznych, hasłach które najczęściej padają. Na podobnej zasadzie działał Kevin Mitnick. Zdobywał wszystkie informacje o potencjalnej ofierze i uderzał ze zdwojoną siłą. Był gotowy na każde pytanie, każdą odpowiedz. Nic nie mogło go zaskoczyć. Co najlepsze tak samo jak on włamywał się do systemów za pomocą zwykłej gadki przez telefon. Dobrze poinformowany człowiek może zrobić przy pomocy słuchawki telefonicznej mniej więcej to samo…

8 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz