BIO
Jestem poszukiwaczem prawdy. Spaceruję tam i z powrotem i poszukuję prawdziwej prawdy. Kontempluję życie. Fotografuję. Podróżuje. Zadaję pytania. Robię to co lubię i jestem wolnym człowiekiem.

Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę, są bezwstydnymi kłamstwami.

Na szlaku herbaty

herbata

Herbata. Trunek znany i lubiany. Odkryli ją nasi przyjaciele z Azji, a dokładnie Chińczycy. Jak głosi legenda, wynalazł ją nikt inny jak sam cesarz. Zupełnie przez przypadek zauważył, że napar z pewnej rośliny działa pobudzająco. Od tamtej pory herbata podbija cały świat. Choć do Europy trafiła dopiero 800 lat później.

O jej popularności świadczy spora społeczność miłośników herbaty. Powstają specjalne blogi czy serwisy np. www.herbata.info.

Zielona, czarna, biała, czerwona, żółta, niebieska, aromatyzowana, instant, mrożona. Z cukrem, miodem. Gorzka, z cytryną, mlekiem. Najlepiej z prądem. Ekspresowa, z fusami lub termosu. W szklance, kubku, filiżance. Przed, w trakcie lub po jedzeniu.

Jak mawiał klasyk – herbata jest nam wierna, ale przede wszystkim to my jesteśmy wierni herbacie. Sam nigdy za nią nie przepadałem. Właściwie nie wiem dlaczego. Ale gdy już ją piję – preferuję tylko gorzką. Nie używam cukru, mleka… Tylko w czystej postaci. Woda + liście.

Jednym z takich miejsc na świecie, w których byłem wręcz „zmuszany” do degustacji tego trunku była Turcja. Chociażby z grzeczności. A i nie wypadało odmówić. Podawali ją w każdej kawiarni, restauracji… a nawet bazarze podczas zakupów.

Nie ma co się dziwić. Herbata w Turcji jest tam równie popularna co kebab. Można by uznać, że jest to kraj herbatą płynący.

O tym, że jest ona narodowym napojem Turków, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Pije się ją wielokrotnie w ciągu dnia. Robią to wszystkie warstwy społeczne. Nawet sprzedawcy na Gran Bazarze w Stambule mają ze sobą przenośne kuchenki gazowe, w których przyrządzają esencję. Po prostu nie ma Turka, który nie znalazłby w ciągu dnia chwili na odpoczynek i wypicie małej filiżanki liściastego trunku.

Trudno powiedzieć czy Turcy są uzależnieni od teiny czy po prostu od tego całego rytuału, który ze sobą niesie parzenie i picie herbaty. Rytuału, bo zalanie herbaty bezpośrednio wrzątkiem (tak jak robi się to w Polsce) w pewnych kręgach mogłoby zostać odczytane jako barbarzyństwo.

W Turcji zgodnie ze sztuką parzenia robi się ją w dwóch imbrykach. Trwa to jakieś kilkanaście minut. Najpierw wsypuje się suszone liście herbaty do górnego naczynia, a całość stawia na większym, w którym gotuje się woda. Susz w pewnym sensie praży się by wydobyć z niego cały aromat. Gdy woda zacznie wrzeć, zalewa się nią górny imbryk. Tak powstaje esencja, która jest bazą. Nie należy jej mieszać.

Na pamiątkę ze Stambułu kupiłem tamtejsze duże opakowanie herbaty. Jest tak tania, że aż żal było jej nie nabyć. Dostanie w sklepie małego opakowania czy herbaty w torebkach graniczy właściwie z cudem. Najmniejsze opakowanie to torebka 400-500 gramów. Występuje właściwie tylko w wersji sypanej.

Turcja nie jest odosobniona w swym uzależnieniu od teiny. Według badań wygrywa z kawą w takich krajach jak Australia, Rosja, Uzbekistan, RPA, Chile i… Polska. Skąd tak silne przywiązanie Polaków do herbaty? Przypuszczam, że przyczyna jest prozaiczna. Przez wiele lat nie można było kupić w naszym kraju dobrej kawy. Z kolei herbaty były całkiem dobrej jakości. Moi rodzice spytani o kilka marek herbaty, które kojarzą z „komuny”, bez chwili zastanowienia wymieniają Yunan, Cejlon, Madras, Twinnings czy Pickwick z Peweksu. Inna przyczyna to chociażby nasz klimat i rozgrzewające właściwości herbaty, które są dla wielu szczególnie ważne. A i może dlatego, że kubek gorącej herbaty trzymany w dłoniach sprawia zawsze przyjemność. Jedno jest pewne – nasze życie jest jak herbata – gorzkie, dlatego wrzucamy do szklanki tyle cukru, ile się da.

1 Comment.

  1. Też piję gorzka herbatę Dilmah.

Skomentuj.