BIO
Jestem poszukiwaczem prawdy. Spaceruję tam i z powrotem i poszukuję prawdziwej prawdy. Kontempluję życie. Fotografuję. Podróżuje. Zadaję pytania. Robię to co lubię i jestem wolnym człowiekiem.

Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę, są bezwstydnymi kłamstwami.

Święta na kredyt

Miejsce : Media Markt
Czas: 8 Grudzień 2010r
Atrakcja stulecia: 10 metrowa kolejka po raty
Czas oczekiwania: min. 1,5 godziny
Cel: Spędzić Święta jak człowiek, z przytupem i prawdziwą pompą
Koszty rzeczywiste: spłata rat do XI 2011
Wniosek: Święta na kredyt!

Jak wynika z raportu firmy Deloitte – Polska rodzina w przedświątecznym okresie wyda 1,8 tys. zł: prawie 800 zł na prezenty, 550 zł na jedzenie, a pozostałą część na inne świąteczne atrakcje.

Pojawiły się głosy, że to Vat, że przedświąteczna gorączką, że coś tam coś tam. Ale tak czy siak, nie ważne, jaki byłby to powód, mniej lub bardziej usprawiedliwiony – pamiętać cały czas trzeba (wbrew temu, co mówi Marek Kondrat), by wydawać tyle ile się samemu ma. Zdrowy rozsądek jest tutaj, jak najbardziej wskazany. Nie należy ulegać świątecznej pokusie spędzenia świąt lepiej, z należytym przytupem czy pompą. Ważne by spędzić Święta z godnością. Niekoniecznie na kredyt. Szczególnie, gdy Nowy Rok od zawsze był zapowiedzią czegoś nowego. Dla Żydów odnowy, dla Chińczyków (rok 2011 rokiem metalowego królika) zapowiedzią spokojnego roku… Rozpoczynanie nowego cyklu rocznego z solidnym minusem na rachunku bankowym nie jest najlepszym rozwiązaniem. Do powyższego ma się to po prostu nijak.

6 komentarzy

  1. Koval, ale wcale nie zaczynasz nowego roku z minusem przecież. Sam decydujesz kiedy płacisz, ile płacisz i jak płacisz, żadnego minusa na koncie nie ma. Poza tym zauważ że raty opłaca się brać na jakieś rzeczy poniżej 3tys bo płacąc 100zł miesięcznie nie odczujesz tego zakupu tak jakbyś miał wywalić od razu 3 koła. Poza tym zauważ, że święta to jedyny okres kiedy ludzie mają czas na jakiś odpoczynek, jedyny kiedy mogą zająć się swoim hobby i nikt im nie będzie za to rył beretu. Dlatego ja jak najbardziej popieram raty, bo jak harujesz cały rok jak wół po to żeby się utrzymać i myślisz, że nawet raz w roku nie masz prawa się zabawić, za 100zł miesięcznie, to ja bym sobie strzelił w łeb. Niektórych nie stać na odkładanie bo zawsze znajdą się nieprzewidziane wydatki, a 100zl miesięcznie zawsze sie wciśnie w domowy budżet.

    Czy święta dzięki rzeczom materialnym mogą być lepsze? Myśle że tak. Oczywiście ani przez chwilę nie wątpie że najważniejsze są te chwile spędzone z bliskimi, ale zauważ, że jak siedzisz z całą rodziną, oglądasz te wszystkie reklamy, zdajesz sobie sprawe że sąsiedzi kupili dzieciakom jakieś super zabawki a Ty mogłeś kupić jedynie maskotke i czekolade, to dopadają Cie myśli, że może jesteś nieudacznikiem, że może nie potrafisz zapewnić dzieciom tego co mogą inni. A takie myśli nie powinny mieć miejsca w święta. Bo ja wole wziąć te durne raty, których i tak nie odczuje i widzieć jak moje dzieci się cieszą, jak moja żona sie cieszy i jak ja sie ciesze niż siedzieć przy wigilijnym stole i myśleć że to kolejny rok w którym nie jestem w stanie zapewnić rodzinie odpowiedniego poziomu materialnego. Bo taka jest prawda, to są tylko durne przedmioty, ONE NIE POWINNY być obiektem kultu, nie powinny wyznaczać poziomu życia, one powinny tylko dawać Ci do zrozumienia że żyjesz na odpowiednim, należytym dla CZŁOWIEKA, poziomie skoro możesz iśc do sklepu i po prostu je kupić bez żadnych konsekwencji.

  2. Ja też nie rozumiem „świąt na raty”, podobnie jak „wakacji na raty”. Między innymi po to się cały rok pracuje, żeby w końcu można było zaszaleć. Wtedy to jest radość: „Ciężko było, ale zarobiłem na takie święta/wakacje! Należało mi się!”. Druga opcja, która się w końcu sprowadza do „No to już po świętach. Fajnie było… teraz trzeba to odpracować” niespecjalnie do mnie przemawia.
    I wcale nie jestem jakimś strasznym wrogiem kredytów. Czasem trzeba. Czasem warto. Ale na to, na co po prostu wypada sobie zapracować (a nie potem odpracowywać).

  3. Kredyty, brr… Aż mnie skręca na samą myśl kredytu hipotecznego, który pewnie mi się za życia przytrafi, nie wspominając o kredytach konsumpcyjnych, czy też rat. Jedyne kredyty, jakie bywają jeszcze całkiem znośne to kredyty inwestycyjne ;]

    Swoją drogą, Polacy mają niską skłonność do oszczędzania.

  4. @Zal: Akurat kredyt mieszkaniowy nie jest taki zły. Płacisz podobnie jak za wynajem mieszkania, a jesteś jednak bardziej „na swoim”. Jeżeli alternatywą jest oszczędzanie przez te 30 lat, żeby na starość sobie mieszkanie kupić, to branie kredytu mieszkaniowego wydaje mi się dość naturalne.

  5. Biorąc pod uwagę że ceny mieszkań rosną z czasem to w ogólnym rozrachunku taniej jest kupić mieszkanie / dom na kredyt i zapłacić % odsetek od kredytu niż oszczędzać i bić się z inflacją.

  6. A która godzina to była, bo informacja nieprecyzyjna? Może rano są zerowe kolejki?
    W sumie, w 2003 chyba kupowałem przed samymi świętami swojego pierwszego cyfrowego kompakta Canon A80 (niestety matryca w nim już padła) w MM właśnie, to kolejka była spora, ale nie aż taka, a było to w ostatnią niedzielę przed świętami. Tyle, że jednak parę lat temu… Teraz inne pieniądze to są, bardziej osiągalne. I nie dziwię się, że ludzie kupują. Po prostu chcą to mieć. I już. Konsumpcja w stylu z USA przyszła i już.

Skomentuj.