The last day of 2010
Koniec roku to idealny czas na wszelkiego rodzaju rankingi i podsumowania...
Do zobaczenia w 2011 roku...
♫ Smolik - 50 tysięcy 881
Szopka noworoczna
Święta święta i po świętach... Kurde miałem to napisać już kilka dni temu. Ale who cares! Zastanowiła mnie w okresie poświątecznym jedna drobna rzecz - reklamy świąteczne. Nadal są emitowane w ramówce telewizyjnej, a mimo wszystko już nie działają. Jak dla mnie pieniądze reklamodawców wyrzucone w błoto.
Fenomen Świąt, czy jak to tam, kto zwał - czar Świąt, prysł. To tak jakby 1 stycznia puścić „Last Christmas” zespołu Wham i zacząć ubierać choinkę... No dobra, nie liczę tych, za wschodnią granicą. Oni zawsze dostają europejskie odpadki niesprzedanych choinek, karpi i innych świątecznych pierdół. Dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze są i byli do tyłu (od tyłu). Tak, czy siak nie ma już klimatu... na wydawanie pieniędzy.
W tym roku to nawet wielbiciele promocji (groupies) na rzekome "czyszczenie magazynów w Media Markt" zwyczajnie zaspali. Nie było bijatyk, szarpaniny, kolejek, wyzwisk i co najważniejsze - połamanych nóg w walce o laptopa. Troszkę mi szkoda tych uroków okołoświątecznych. No, ale cóż - prawdopodobnie sklepy już wszystko to, co miały sprzedać sprzedały i zajęte noworocznym remanentem zysków i strat zwyczajnie zapomniały o zorganizowaniu szopki noworocznej...
Ale spokojnie - po Nowym Roku (a w niektórych wyjątkowych przypadkach już zapewne wczoraj czy dziś) księża kultywując coroczną tradycję, maszerują dumnym krokiem na osiedlowe zbieranie kopert. Cel jak zwykle szczytny: dachy, drzwi, posadzki kościołów i żetony w kasynie. A czasem i opony letnie do ulubionych pojazdów kleru: Mercedesów i Passatów.
Muszę przyznać, że z tego powodu nie jestem zbytnio pocieszony... Amen!
Święta, choinka... prezenty
Jedyne, co lubię podczas Świąt to chyba zapach choinki. Momentami przypomina o wymianie kostki toaletowej w kiblu.
Z racji tego, że nie przepadam za naporem dekoracji świątecznych - choinka to jedyne miejsce, gdzie akceptowalny jest ich nadmiar. W końcu gdzieś trzeba ulokować te cholerne prezenty i rózgę!
Francuzów nie kradną
Z powodu mrozu zamarzł jeden z mechanizmów centralnego zamka po stronie pasażera. Auto przez 2 dni w różnych częściach miasta stało nieświadomie otwarte... Puk puk w niemalowane - nikt nie chciał ukraść!
Wniosek: WD-40 lekarstwem na wszystko, także na alergie i zatwardzenie.
Introspekcja
Dwóch mnichów patrzyło na flagę:
- Flaga się porusza - mówi pierwszy.
- To wiatr się porusza - odparł drugi.
Słynny mistrz Dajian Huineng przechodząc obok odparł:
- To wasze umysły się poruszają.
Każdy myśli w taki sposób, na jaki pozwala mu jego własny mózg...
Święta na kredyt
Miejsce : Media Markt
Czas: 8 Grudzień 2010r
Atrakcja stulecia: 10 metrowa kolejka po raty
Czas oczekiwania: min. 1,5 godziny
Cel: Spędzić Święta jak człowiek, z przytupem i prawdziwą pompą
Koszty rzeczywiste: spłata rat do XI 2011
Wniosek: Święta na kredyt!
Jak wynika z raportu firmy Deloitte - Polska rodzina w przedświątecznym okresie wyda 1,8 tys. zł: prawie 800 zł na prezenty, 550 zł na jedzenie, a pozostałą część na inne świąteczne atrakcje.
Pojawiły się głosy, że to Vat, że przedświąteczna gorączką, że coś tam coś tam. Ale tak czy siak, nie ważne, jaki byłby to powód, mniej lub bardziej usprawiedliwiony - pamiętać cały czas trzeba (wbrew temu, co mówi Marek Kondrat), by wydawać tyle ile się samemu ma. Zdrowy rozsądek jest tutaj, jak najbardziej wskazany. Nie należy ulegać świątecznej pokusie spędzenia świąt lepiej, z należytym przytupem czy pompą. Ważne by spędzić Święta z godnością. Niekoniecznie na kredyt. Szczególnie, gdy Nowy Rok od zawsze był zapowiedzią czegoś nowego. Dla Żydów odnowy, dla Chińczyków (rok 2011 rokiem metalowego królika) zapowiedzią spokojnego roku… Rozpoczynanie nowego cyklu rocznego z solidnym minusem na rachunku bankowym nie jest najlepszym rozwiązaniem. Do powyższego ma się to po prostu nijak.
Koval w Dreźnie
No cóż, odwiedziwszy stolicę Saksonii nie wypadało nie pozwiedzać historycznej części miasta (gdyby nie odbudowa po nalotach dywanowych z II Wojny Światowej nie byłoby czego oglądać). Nie bacząc na mróz, tak też uczyniłem.
Na ogień poszły takie zabytki jak:
- Dresdner Schloss,
- Zwinger (wieczny remont)
- Galeria Starych Mistrzów (setki obrazów, co najmniej 2 godziny chodzenia, klasyki typu Rubens, Rembrandt, Tycjan itd.),
- Stara Zbrojownia,
- Muzeum porcelany (do dziś zastanawiam się jak można było z tego jeść i pić),
- Hofkirche,
- Frauenkirche (od środka sklepienie robi naprawdę spore wrażenie),
- Semperoper (opera),
- Tarasy Brühla.
Nie można było także pominąć rekonesansu po drezdeńskich kompleksach handlowych usytuowanych przy Prager Straße czy Wallstraße (Allemarkt Galere Dresden) oraz największej adwentowej atrakcji – Striezelmarkt, placu z setkami straganów, na którym corocznie odbywa się Jarmark Bożonarodzeniowy (grzane wino, niemieckie przysmaki – czekolada, lukrecja, ciasto, chipsy jabłkowe, cukierki, pierniki [?], biała kiełbasa z rusztu, turecka kiszka [?], ozdoby świąteczne).
Największym przeciwnikiem okazał się mróz (-10C). Prawie nas pokonał. Wieczne remonty oraz mentalność – robisz zdjęcia, musisz płacić (czyli zero pstrykania w obiektach muzealnych i kościołach). Cały czas czekam kiedy Niemcy nauczą się angielskiego…
Podróż okraszona zdjęciami:




