BIO
Jestem poszukiwaczem prawdy. Spaceruję tam i z powrotem i poszukuję prawdziwej prawdy. Kontempluję życie. Fotografuję. Podróżuje. Zadaję pytania. Robię to co lubię i jestem wolnym człowiekiem.

Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę, są bezwstydnymi kłamstwami.

Trudne wybory

Profesor Balicki od makroekonomii nauczył wiele, między innymi tego, że życie gospodarcze kraju składa się z kryzysów i tego, co jest pomiędzy nimi… Adam Smith traktował państwo i jego gospodarkę (liberalnie) niczym organizm ludzki. W końcu sam był lekarzem. Studia ekonomiczne (które de facto już powoli dobiegają końca) wdrażają w życie podobne schematy myślenia.

Studiujesz ekonomie – myślisz ekonomicznie, studiujesz marketing – myślisz marketingowo. Studiując inżynierie – myślisz technicznie.

I tak u mnie… życie toczy się ekonomicznie. Można uznać, że od kryzysu do kryzysu. Aczkolwiek wolałbym na odwrót, z racji bycia życiowym optymistą i obserwacji szczęśliwej nierównowagi. Saldo szczęścia jest zawsze in plus… Bo tak jest lepiej.

Nie przepadam. Wręcz nie cierpię, gdy na horyzoncie jawi się jakiś kryzys. Lubię mieć wszystko poukładane. Jasne. Klarowne. Nie to żebym był jakimś onanista przewidywalności.  Pewne sprawy należy mieć uporządkowane.

Ktoś z negocjacji swojego czasu stwierdził, że błędnym tokiem myślenia jest sądzenie, iż problemy są o sumie zerowej, a ich rozwiązanie można określić liczbą 1. I w sumie można się z tym zgodzić. Ba! Trzeba. Bo tak w rzeczywistości  (nie) jest.  Tylko, że ostatnio zauważyłem jedną prawidłowość. Wiele problemów, których rozwiązanie nie jest idealne. Problemów, które próbują za wszelką cenę zmienić bieg naszego (mojego) życia z racji swojego skomplikowania rozwiązuje się samych. To takie problemy, które należałoby skategoryzować, jako problemy na miarę boga albo efektu motyla. To znaczy takie, gdzie w momencie próby ich rozwiązania napotykamy na opór. Opór ten wynika z racji tego, iż obojętnie, które rozwiązanie wybierzemy (w końcu jest ich wiele, założenie jest takie, że nie ma jednego rozwiązania)  będzie ono złym wyborem.

Ogólnie ciężkie tematy. Trochę z zakresu asertywności. „Jak zrobić by wybrać dobrze i innym było dobrze” (czytaj „jak zrobić sobie i innym dobrze”). Strategii jest wiele… Można wybrać jedno rozwiązanie kosztem drugiego (mniejsze zło), można szukać za wszelką cenę kolejnego, można też … Z reguły to nic nie daje. Proces ten stwarza kolejne problemy (wiem to z autopsji). A więc co dalej?

Skoro bieg życia ma taką istotę, że biegnie samoczynnie i tak naprawdę tylko na część rzeczy, które nas spotykają mamy wpływ – idealną strategią na rozwiązanie nierozwiązywalnych problemów jest ich nierozwiązywanie. Pozostawienie ich samym sobie. Zaakceptowanie ich istnienia. Nie ignorowanie ich. Ale swoiste granie na czas. Historia pokazuje, iż życie jest na tyle nieprzewidywalne, że potrafi pewne problemy rozwiązać samemu. Idealnym przykładem są ostatnie wydarzenia, które miały miejsce w Smoleńsku. Do dziś odbijają się czkawką i głośnym echem. Ale mając na uwadze powagę sytuacji przed i po tragicznych historiach można z dużą odpowiedzialnością założyć, iż wcześniej nierozwiązywalne problemy stały się o godzinie 8:56 rozwiązywalne. Tak po polsku… Bo kto mógł przewidzieć sytuacje, w której najważniejsze osoby w państwie (tak te, które biły rekordy w wetowaniu ustaw) po prostu znikną ze świata żywych…

4 komentarze

  1. Można wybrać jedno rozwiązanie kosztem drugiego (mniejsze zło)

    Osobiście przyjąłem, żezło jest złem i to nie zależnie od dawki. I próba rozwiązania problemu złem nic dobrego w dalszej perspektywie dać nie może…
    Jest to duże uproszczenie bo wyciąłem nagle wszystkie odcienie szarości co pewnie też dobre nie jest.

    idealną strategią na rozwiązanie nierozwiązywalnych problemów jest ich nierozwiązywanie

    I właśnie za tym poglądem jestem najbardziej… czasem niektóre rzeczy należy cierpliwie próbować zaakceptować. I najczęściej gdy się zżyjemy z jakimś problemem i próbujemy go obrócić na korzyść (Twój przykład z wetowaniem – efekt był taki, że była np. wymówka by ustaw nie pisać bo i tak nie przejdą – takie oswojenie problemu). I coś się wywraca nagle do góry nogami.
    Życie po prostu chyba nudy nie lubi.

  2. @reynevan z tym rozwiązywaniem problemów mniejszym złem podoba mi się… na to nie wpadłem

  3. Na kryzysie też można zarobić, trzeba tylko wiedzieć, jak. Na kryzysach życiowych również – czasem trzeba zejść na dno, żeby znaleźć w sobie determinację do wejścia na szczyt.

  4. @torero Ogólnie życie jest czymś w rodzaju sinusoidy (z tym, że te wzloty i upadki nie zawsze takie symetryczne są) i tak jak napisałeś nie da się po prostu docenić szczytów nie będąc na dnie.
    Problem jest wtedy gdy runiesz na dół ostrym zboczem i próbujesz wchodzić na górę tą samą drogą co spadałeś – można się niestety w większości tak poobijać, że nie ma sił by stać. Więc czasem lepiej pochodzić po tym dołku bo wejście później o odrobinkę wyżej potrafi dać dużo więcej radości niż wspięcie się na szczyt tego co mamy już za sobą.

Skomentuj.