BIO
Jestem poszukiwaczem prawdy. Spaceruję tam i z powrotem i poszukuję prawdziwej prawdy. Kontempluję życie. Fotografuję. Podróżuje. Zadaję pytania. Robię to co lubię i jestem wolnym człowiekiem.

Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę, są bezwstydnymi kłamstwami.

Coś niby kreatywnego

Oglądając niektóre programy można dojść do ciekawych wniosków. Na przykład zastanawiając się nad dzisiejszym wpisem naszło mnie jakieś takie dziwne skojarzenie z programem z Telewizji Polskiej „jak to leciało”. A już wiem „święta święta i po świętach”.

Za to oglądając Zorro przy żytniej, z macerowanym kłosem zboża w spirytusie pomyślałem o owym Zorro. Że mu gorąco musi być. W ten czas było naprawdę gorąco. Mnie. Pod pachami, w pachwinach…

Wcześniej oglądałem cykl „Ewa Ewart poleca#1 o najlepszej pracy świata. I do tej pory myślałem, że moja jest całkiem całkiem. Że nikt jej nie przebije. Że lubię to, co robię. A teraz – to już chyba zwątpiłem. Koval zwątpił. Cholera. Mam wielkie, kurewskie wątpliwości. Bo skoro można rocznie zarobić 100 000 $ na prowadzeniu bloga o plażowaniu na wyspie tropikalnej – to ja też tak chcę. Mam już swoją wizję tropikalnej wyspy. To piękna wizja. Zaiste. Coś na zasadzie szklanych domów Żeromskiego, czy też biblijnego Edenu. Broń boże od wizji sztucznej, podberlińskiej tropikalnej wyspy. Ze sztucznymi palmami. Papugami i deszczem farbującym włosy na blond. To takie aryjskie.

A gdy włączyłem Kill Billa 1 (no niestety nie było wcześniej okazji) musiałem, ale to naprawdę musiałem zapodać sobie na szybko soundtrack z tego filmu. Olśniło mnie. Doznałem silnej apoteozy własnej osoby. Że też tak mogę. Że to zrobię. Czołówkę. Fajna. Lubię ten styl. Identyfikuję się z nim. Ma coś z mojego stylu. Albo ja z jego. Whatever. Sam przyznał Tarantino, że bierze od każdego to co najlepsze i składa w jedną całość. Czy byłbym megalomanem twierdząc, że podpierdzielił cząstkę mnie? Pewnie tak. W dodatku ja spotkałem jego. A on mnie nie.

I tak mam bez końca. Wiecznie coś mnie inspiruje, zastanawia i "skojarza". Bez ustanku próbuję coś wymyślić fajnego. Nie zawsze się to udaje. Często jest to sam pomysł, który kończy się bezowocną próbą stworzenia czegoś ponadprzeciętnego. W większości przypadków spocznę na panewce, tudzież konewce. A wszystko nie przez to, że nie wiem jak tego dokonać, ale przez to, że brak mi narzędzi by to zrobić. Miliony pomysłów. Brak środków. I znów trafia coś na listę tych rzeczy, w kolejce. Do wykonania. Cholerne lenistwo. Kolejny wpis, zamiast kreatywnej realizacji. No cóż. Idę zbierać siły. Palce drętwieją.

A gdzie jest pies? Kaszle!

Skomentuj.