BIO
Jestem poszukiwaczem prawdy. Spaceruję tam i z powrotem i poszukuję prawdziwej prawdy. Kontempluję życie. Fotografuję. Podróżuje. Zadaję pytania. Robię to co lubię i jestem wolnym człowiekiem.

Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę, są bezwstydnymi kłamstwami.

Poklikasz?

Czas wylać kolejne żale. Jak dobrze mieć Jogga.

Otóż, do rzeczy. Nie wiem jak można stawiać się w sytuacji na zasadzie „nie chce mi się tego zrobić – udam głupa, niech zrobi kto inny”. To śmieszne. Mnie automatycznie włączają się w umyśle filtry antyspamowe gdy słyszę „Koval, potrzebuje twojej pomocy”.

O nic nie proszę. Nie przepadam także za czyjąś pomocą. Nie oczekuje jej. Najpierw próbuję problem rozwiązać na swój własny sposób (z większym, bądź mniejszym powodzeniem). Wychodzę z założenia, że jeśli czegoś nie umiem – to chętnie się tego nauczę. Czy to podejście jest naprawdę takie straszne? Czegoś nie robisz, to tego nie umiesz…

Wysługiwanie się kimś innym jest dla mnie jednym z największych przejawów ludzkiej bezczelności. Szczególnie u osób, które potrafią nieźle zwodzić swoim urokiem (czyt. kobiety). Przez większość swojego życia spotykam się z tego rodzaju praktykami.

Nie mówię by sobie nie pomagać. Czasami zadawanie pytań lub próśb o totalne pierdoły jest wykonywane z automatu. Tak jak by niektórzy nie znali książek, Google itd (zdolność do poszukiwania i zdobywania informacji). Czy aż tak co po niektórzy są ułomni? A jeden z wykładowców zawsze powtarzał „Aby powiedzieć wam to w 10 min musiałem przeczytać 100 książek. Doceńcie to”. Już znam to uczucie. Po prostu tak jest prościej.

Szala przelewa się za każdym telefonem zawierającym „co u ciebie?”. Czasem nawet nie zdążę zrobić korekcyjnego oddechu. Sprawa jest jasna. Zaraz będę musiał coś pożyczać, pomagać, wyjaśniać a na końcu tłumaczyć się w poczuciu winy. Znałem swojego czasu osobę, która na tego rodzaju pytania reagowała rozłączeniem rozmowy. Sposób radykalny. Ale jakże prawdziwy.

Jednak i są tacy którzy bez skrępowania, z chęcią – bezinteresowną pomagają. Bo chcą. Bo nie mają nic innego do roboty. Bo lubią być docenieni. Dokonują autodestrukcji czasu wolnego. U mnie ani chęci, ani roboty i uznania u innych nie brakuje. Po prostu działa doświadczenie życiowe – „miej w dupie problemy innych” (za strategia życia nr 12).

A gdy już masz wszystkie problemy w dupie – omackiem okazuje się, że inni też mają cię w dupie. Ponieważ tak naprawdę ludzka egzystencja opiera się na „chceniu” czegoś i proszeniu o „coś”. A gdy niczego nie jesteś w stanie już dać od siebie jedną kreską, niczym malarz ścienny, zostajesz zamalowany. Dzzzzzzzzziiiiiiwny jest teń świat.

Wniosek płynie jeden – trudno znaleźć w zabieganym, ze zmienionym modelem konsumpcyjnym świecie kogoś, kto ma czas i chęci na bezinteresowne pogaduszki o dupie Maryny.

14 komentarzy

  1. Przeczytałem pierwsze trzy akapity i mogę napisać jedno: po publikacji wpisów o tuningu K800i do dziś nie mam spokoju. Co więcej, ludzie zgłaszają się via GG, bo albo nie mają Jabbera, albo nie dostają autoryzacji…

  2. Paolo: Proste, wywal gg 😉

  3. Mnie zazwyczaj wkurza co innego. Już nie raz zdarzało się coś takiego, że nagle pisze do mnie znajomy, co to od miesięcy się nie odzywał. Zawsze zaczyna od „co u Ciebie”, aby za sekunde wyznać prawdziwą przyczynę rozmowy – czy nie mógłbym pomóc..
    Wkurza mnie najbardziej to pytanie, że niby interesuje go co porabiam. Lepiej dla nich aby zaczynali walić prosto z mostu czego chcą.

    Ps. mam nadzieję, że część notki nie jest skierowana do mnie i mojej prośby o pomoc? 🙂

  4. Pierdzielisz. Ja pomogą tobie, ty pomożesz mi. Bo ani ja ani ty nie mamy możliwości nauczyć się wszystkiego.

  5. Bogactwo polega nie na tym, że dużo posiadasz, ale na tym, że możesz pomóc innym. To tak zdaję się od Fromma ;). Rozumiem, że opisywane przez Ciebie sytuacje są irytujące, ale jeżeli możesz i sam nie stracisz na tym to czemu miałbyś nie pomóc człowiekowi? Jeżeli nie możesz, to nie możesz, ok, ale jeśli możesz?

  6. @zx: Tylko, że niektórzy oczekują pomocy przy zadaniach, które powinni potrafić wykonać samemu.

  7. mt3o: Jasne, są ludzie, którzy innymi się po prostu wyręczają. Spiszą pracę domową, albo poproszą o wyniesienie śmieci. Tyle, że jak odwrócisz się do nich plecami, to nikt z tego się niczego nie nauczy.

  8. @zx, są krwiodawcy i są krwiopijcy. Taki jestem, że właściwie ze wszystkim sobie radzę sam. Czasem drogo mnie to kosztuje. Nieraz efekty nie są zgodne z oczekiwaniami. Trudno. Dlatego mam podobne spostrzeżenia jak @koval.

    Potrafi taki typek rok się nie odezwać, za przeproszeniem w dupie ma, czy ja żyję, a raptem dzwoni do mnie, lub zagaduje przez Internet i słodzi, że się za mną stęsknił, co u mnie słychać i tym podobne zdawkowe uprzejmości.
    Ostatnio taki jeden w niedzielę podesłał do mnie około 12-letniego syna, „Tata powiedział, żeby pan zaraz do niego przyszedł, bo ma pilną sprawę”. „Tata” mieszka w bloku obok. „Tata” ma sprawę, a ja biegusiem do „taty”, bo przecież sprawę ma. A takiego!
    Po kilku dniach spotyka mnie ten „tata” i od razu z pretensjami, ze on czekał, że od kilku dni syn nie może korzystać z komputera, bo…
    Znam faceta jedynie z widzenia, nie mam z nim nic wspólnego, ani z jego sprzętem, wysłuchałem i powiedziałem „przykro mi” i odszedłem w swoją stronę.

    Cwane sąsiadki, cwane, bo tu chodzi o naprawy za darmochę, czasem upierdliwie nagabywały o naprawy domowego sprzętu. Przeważnie złomu z czasów PRL. I wcale nie biedne, oj, nie! Tylko zwyczajnie cwane. Kiedyś, jak byłem młodszy, to było mi głupio i nie odmawiałem. Robiłem sobie z domu warsztat i syf. Teraz już umiem ignorować ludzkich trutni. Biednych, w sensie również niezaradnych umiem zrozumieć. Ale cała reszta? IGNORUJĘ!

  9. No dobra, jestem w stanie uznać, że pomagamy ludziom, których lubimy, albo którzy wydają się sympatyczni (niezależnie od tego czy ich znamy, czy nie), ale cała reszta często po prostu nie wie ‚dlaczego nie’. Ktoś się pokusił wyjaśnić, czy po prostu odkłada telefon?

  10. @radmen oczywiście że nie… to akurat wydaje mi się ciekawe i odnajduję w tym swoistą naukę

    @zx oczywiście że się nie nauczą bo ich po prostu taka nauka nie interesuje skoro znajdą zaraz innego frajera. sprawą odmienną jest podobno fakt – że w szkole piątkowi uczniowie pracują na tych trójkowych np. to odpisywanie prac domowych. ale to już troche inny temat.

    @kkk o to mi właśnie chodziło. przypuszczam że można to jakoś fajnie zignorować wpływając jednocześnie na nich. tak inteligentnie. trzeba by jakiś dobry tekst wymyślić a’la demotywatory / bash

  11. btw. chyba zrobie licznik zapytań o pierdoły które można w 10 sek znaleźć na gogle. +1 pkt

  12. Ja rozumiem pomoc w sensie wyręczania, ale tych prac domowych to się przyczepiłeś. Ja odpiszę od kolegi, kolega odpisze ode mnie. Ja mu pomogę na sprawdzianie z historii, on mi na matmie. Rozumiem irytację z powodu ludzi, którzy się nagle odzywają, bo potrzebują pomocy. Ale znajomym, kolegom, przyjaciołom i bliskim mówić na wstępie „mam cię w dupie, naucz się sam budować, zamiast codziennie harować dzień w dzień w urzędzie” to już lekka przeginka.

    Nie wiem, może żyjemy w innym świecie, ale jak kolega czasem mi nie pomoże czy ja jemu to się nie obrażamy na siebie i nie mamy siebie w dupie. I naprawdę nie jest aż tak trudno znaleźć osoby, z którymi można pogadać „o dupie Maryny”. Może trzeba się trochę postarać? Może nie raz już ktoś do Ciebie zagadał (czy to kobieta czy to facet) i zaczął od sztampowego „co tam?” z czystej chęci nawiązania relacji koleżeńskich, etc. a Ty go zaszufladkowałeś od razu jako trutnia.

    A pomaganie bywa naprawdę przyjemne (oczywiście docenione). A do tego, Twoja wypowiedź trochę szarpie sens bycia czy to nauczycielem czy to profesorem. Niech uczniowie sami się tego dowiedzą, przecież jest tyle książek, nie? Ale widzisz, czasami własna praca nie wystarcza i trzeba czasami się kogoś poradzić, z kimś przedyskutować lub po prostu kogoś wysłuchać. No, chyba, że uważasz, że metoda Sheldona z BBT, aby wszystkiego uczyć się samemu, z internetu to właściwa metoda :D.

    PS. A zasada „miej w dupie problemy innych” to chyba największa głupota, jaką w życiu słyszałem. Nie ze wszystkimi problemami człowiek może sobie sam poradzić.

  13. @anonim uff szczecin, a już się bałem że ktoś z moich znajomych poczuł się urażony i pisze z anonima 🙂

    co do tej zasady to chodzi o tych co żerują na innych i wysysają życiową energie. także o tych którzy specjalnie z premedytacją wzbudzają w tobie poczucie winy.

    co do tego pomagania – nie mówię nie. uważam się za człowieka inteligentnego (czyt. niegłupiego) a więc daje się przekonać. ja z reguły nie przepadam za świadczeniem usług wg. zasady wzajemności – ty coś mi, ja coś tobie. ale wykorzystując ten mechanizm mogę dać tobie coś tylko po to by w przyszłości móc poprosić o coś większego w razie potrzeby. Ja bym przynajmniej tak zrobił. Ile osób w moich, czy Twoim, waszym otoczeniu tak robi – nie wiem. Chyba wole nie wiedzieć. Za to niestosowanie tejże zasady zamyka wiele możliwości, czy otwiera nowe. Myślę że tak.

  14. Tak się podpisuję, bo sobie tak to wymyśliłem :-D. A jogga nie mam.

    Bez przesady z tymi usługami wiążącymi ;-). Chodzi tylko o to, że w bliższych kontaktach tak to wygląda, więc nie ma mowy o żerowaniu ;-). A wykorzystywanie tego faktu i powoływanie się na coś takiego, typu: „ja Ci pomogłem kiedyś-tam, to Ty mi też masz pomóc” to już uważam za mało sympatyczne zachowanie.

Skomentuj.