BIO
Jestem poszukiwaczem prawdy. Spaceruję tam i z powrotem i poszukuję prawdziwej prawdy. Kontempluję życie. Fotografuję. Podróżuje. Zadaję pytania. Robię to co lubię i jestem wolnym człowiekiem.

Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę, są bezwstydnymi kłamstwami.

Sie macie ludzie

Rysiek umarł w bardzo dobrym okresie. 5 lat po 89 roku. W

Polsce są zupełnie inne warunki gospodarcze, Powstają wielkie

firmy fonograficzne, te mastersy, które skupiają cały drobny

przemysł muzyczny, zaczyna się glajsza, zaczyna się robić z

tego co Rysiek kochał, z takiej cyganeryjnej branży nagle

robi się przemysł i biuro. Zaczynają rządzić menedżerowie

wielkich przedsiębiorstw, księgowi, spece od Public

Relations, marketingu. Czy ktoś kto chociaż raz w życiu

widział Riedla na scenie jest w stanie sobie go wyobrazić na

tak zwanej profesjonalnej presturze bo jest wydanie nowej

płyty, trzeba odwiedzić ileś tam redakcji, szczerzyć się i

odpowiadać na mądrzejsze i głupsze pytania dziennikarzy? Czy

jest ktoś w stanie wyobrazić sobie Riedla prezentowanego z tej

okazji na okładce kolorowego, damskiego czasopisma jak

opowiada rzewne androny o tym jak kupił sobie nowego Harleya?

Ja osobiście sobie tego nie wyobrażam.
„Sie macie ludzie” / Jerzy Linder

Taka prawda… I co zrobisz. Nic nie zrobisz. Dla pieniędzy wszystko.

18 komentarzy

  1. widziałam go na scenie… i nawet w filmie pokazali, jak bardzo już nie pasował do nowego czasu…

  2. Riedel zmarł w bardzo dobrym okresie, nie dla tego, że zmiany rynku muzycznego odcisnęły by się na nim i zespole (de facto, Dżem w chwili śmierci Riedla, to już był rozpoznawalny znak towaru, który sam się sprzedaje), ale dla tego, że rozkręcił prawdziwy biznes Dżemowy. W zasadzie udało się, dzięki jego śmierci upiec dwie pieczenie na jednym ogniu:
    1) Polscy fani dostali w końcu hipisowskiego zmarłego, w którego mogli być zapatrzeni jak w Morrison-a, albo (ze względu na zbieżność dat śmierci) wymieniać jednym tchem za Cobain-em.
    2) Dżem, który na krótko przed śmiercią, wywalił Riedla z zespołu, zyskał sobie miano legendy i pomimo kiepskich kolejnych płyt, gdzie się pojawił, tam przyciągał tłum fanów, co pozwoliło mu dalej egzystować w „glajszy” złego rynku muzycznym, opanowanego przez „mastersy”.
    Do tego dochodzi co roczna impreza w Tychach (swoją drogą, w tym roku, strasznie żenujące były, prezentowane w prasie, zdjęcia ludzi taplających się w błocie z podpisem „Polski Woodstock”) no i film o prawdziwej legendzie polskiego blues-a.
    I w ten sposób, na śmierci utalentowanego ćpunka, zyskało tak dużo ludzi, że aż strach pomyśleć, co by było, jak by jednak nie zmarł i nie daj Boże, wystąpił w jakimś show w stylu „idol” jako juror.

  3. @dobeer oni go chyba nie wyrzucili tylko zawiesili na czas odwyku i poradzenia sobie z problemem narkotykowym, dla jednych jest to z grubsza wyrzucenie bo było raczej przesądzone ze z nałogu nie wyjdzie

  4. Nie mam żadnych materiałów pod ręką co by sprawdzić, a przekopywać sieci teraz mi się też nie chce, ale z tego co pamietam, to na kilka tygodni przed jego śmiercią jednak go wywalili i nawet kapela dała ogłoszenie do gazety, że szukają wokalisty.

  5. to już wiem dlaczego na pogrzebie jego matka do członków zespołu gadała „gdzie byście byli wtedy kiedy potrzebował was”

  6. Ooo… na wiki nawet piszą, że w maju go wywalili z zespołu, co nie przeszkadza teraz Dżemowi odcinać kuponiki od popularności Riedla – taki biznes.

  7. no czyli tak jak Kasia pisała… on nie pasował do naszych czasów, ale sam Dzem i biznes za nim stojący już tak

  8. zreszta to samo jest z perfectem czy też lady pank, tyle ze ci ostatni jeszcze coś tam próbują robić

  9. Perfect i Lady Pank to trochę inna historia. W przypadku Lady Pank, którego zwłaszcza wczesne płyty lubię, nie wydaje mi sie, żeby coś innego, niż rokendrolowy styl życia i kasa motywowało ich do grania. Perfect z Hołdysem tworzył jakąś tam nową jakość muzyki na poziomie zbliżonym do tego, co dekadę wcześniej, grali na zachodzie. Pierwsza płyta po reaktywacji (o ile pamiętam „Jestem”) też była przyjemna w odbiorze. Ale prawdę powiedziawszy, jak zobaczyłem koncert Perfect, gdzie wokalista tak na siłe chciał być „kuuuul”, a kilka lat później prawie identyczny występ (standardowo – solo perkusisty, Markowski ciskający kurwami nie pasującymi do kontekstu reszty wypowiedzi, a nawet te same gesty i teksty do publiki), to przekonałem się, że oni już nic nie tworzą, tylko odgrywają ten sam teatrzyk, żeby skasować parę zeta należne za zobaczenie legendy polskiego rocka.

  10. dokładnie mam takie samo zdanie

  11. Rzekł Riedel kiedyś dla pewnego wywiadu, żeby Dżem po jego śmierci nie grał. Powiedzmy szczerze, zespół istnieje dzięki legendzie Ryśka i nikt tego nie zaprzeczy. Wydaje się mi, że oni staneli w miejscu bo nie słychać nowych utworów, a przynajmniej do mnie nie dotarły.

  12. jest jeden fajny „ku pamięci ryska riedla” ale to chyba nie wykonuje dzem

  13. „Rysiek umarł w bardzo dobrym okresie”

    jak można powiedzieć że ktoś umarł w dobrym okresie?

  14. A tak naprawdę Rysiek by nie przeżył w dzisiejszych realiach życia, tyle ograniczeń swobody, brak powietrza do oddychania…ale z drugiej strony … mogliby dziś go wyleczyć. Trudno, stało się tak a nie inaczej i tej historii nie da się zmienić. Swoim style zwrócił uwagę Niemena, równie oryginalny człek i muzyk.

  15. Dżem usunął Ryśka, ale to nie wina zespołu, że on się zaćpał. Oni go nieraz wysyłali na odwyk, co z tego, kiedy Rysiek nie chciał…

    Dżem dziś? Gra dalej. Kilka lat temu w wypadku zginął Paweł Berger, więc ze „starego składu” zostali tylko gitarzyści. W zasadzie należy też dodać Zbyszka Szczerbińskiego, który zaczął grać z zespołem jeszcze za życia Ryśka – choć pierwotnie, gdy zakładano Dżem SC, perkusiści byli traktowani jak członkowie drugiej kategorii.

    Co do nowych utworów:
    Przez kilka lat z zespołem śpiewał Jacek Dewódzki, który nie ukrywał swoich ciągot do cięższej muzyki. Tamte płyty Dżemu były inne…
    Pierwsza – Kilka zdartych płyt – poza piosenką „Zapal świeczkę” (dla Ryśka) była słaba, ale za czasów Ryśka też bywały słabe albumy; słabe lub tylko niedocenione („Zemsta Nietoperzy”). Kolejna – Pod wiatr – polecam każdemu, ale dla obiektywności lepiej pamiętać, że Ryśka już tam nie ma.

    Poźniej Jacka zmienił Maciek Balcar. I powiem tak: Maciek ma jedną wadę – nie jest Ryśkiem.
    Jest świetny muzycznie, ma głos „Ryśkowaty”, dzięki czemu idealnie komponuje się z brzmieniem zespołu.
    Polecam posłuchać.

  16. @abec: Ktoś tam kiedyś powiedział, że prawdziwa siłą Dżemu objawia się na koncertach, a jakoś z innymi wokalistami (może poza epizodem z Nalepą) zwyczajnie nie czuło się tej siły. Oczywiście, że stare płyty Dżemu, czy to przez brak doświadczenia zespołu, czy kiepskiej jakości realizacje, brzmią słabo, ale z nich pochodzi najwięcej hiciorów, które teraz każdy dzieciak z gitarą przy ognisku, chce grać. A teraz, dla porównania, powiedz mi, który kawałek z tych płyt bez Riedla, ma taką magię? O ile dobrze pamiętam, to Riedel najczęściej tylko pisał teksty, no i wykonywał je po swojemu, oprócz tego miał swobodny kontakt z publicznością – to są jego talenty, które trudno będzie kimkolwiek zastąpić, pomimo iż większość kompozycji (i część tekstów też) dalej tworzy nie zmieniony trzon zespołu. Tak mi się wydaje, że każdy z komentujących, zna okres działalności Dżemu z Dewódzkim i Balcarem, i na moje ucho podstawowym problemem jest to, że nie szukają wokalisty tylko kogoś, kto zastąpi Riedla. Zamiast iść dalej, to drepczą w miejscu i chcą znaleźć, to co z Riedlem przepadło. Co by w jakiś sposób podkreślić słuszność mojego główkowania, proponuję posłuchać „Numero Uno” Nalepy, z czasów kiedy Riedel był „niedyspozycyjny”, a kapela potrzebowała grać dalej. Albo lepiej koncertowe nagrania Nalepy, który wykonuje Dżemowe kawałki – Nalepa w żaden sposób nie naśladował stylu Riedla, robił blues-a po swojemu i to działało.
    Jest tylko jeden problem, jeśli by zdecydowali się na taki krok, automatycznie odcieli by się od źródła nieustającego dochodu po legendzie Ryśka, którą co rok odkrywa kolejne pokolenie nastolatków. Który z owych ślepo zasłuchanych w chrypkę i seplenienie Riedla, poszedł by na koncert zespołu, gdzie wokalista zaśpiewa innaczej niż na płycie „Whiskey”, „Pawia” albo „Wechikuł czasu”?
    To już łatwiej im stać w miejscu, grać w kółko to samo, odcinać kupony od legendy, a raz na rok pokazać się na koncercie na Paprocanach

  17. Ale widzisz – nie zgadzam się.
    Jasne – dżem to zespół bardzo koncertowy, tu masz rację.
    Ale byłeś na koncercie z Balcarem? Z Dewódzkim widziałem Dżem raz – i warto było, choć to nie to samo. Z Maćkiem – jest rewelacyjnie! Oczywiście, jak napisałem – Maciek ma wadę: nie jest Ryśkiem. Ale jego wokal ma w sobie coś. Nie tylko zresztą wokal. On ma kontakt z publicznością, tyle, że znowu – nie jest Ryśkiem.
    Weź pod uwagę, że jeżeli jakieś radio (przez pomyłkę chyba, poza wyjątkami w rodzaju Antyradia) puści kawałek Dżemu, to jest to Whisky, Cegła, Wehikuł czasu i tyle. Bo muszą puszczać coś co wszyscy znają.

    Polecam ci kawałek „Gorszy dzień” z płyty „2004” – za mną chodzi od paru dni i nie tylko słucham, ale i podśpiewuję.

  18. Muzyka Dżemu nigdy nie była specjalnie odkrywcza, czy z Riedlem, czy bez. Po prostu grali i grają to co lubią i mają wierną grupę słuchaczy, którym to akurat pasuje. Trudno mi się też zgodzić z sugestiami, że po śmierci Riedla powinni „odciąć się” od tego co z nim robili. Fakt, że bez Riedla pewnie nie wznieśli by się ponad granie w dzielnicowych domach kultury (a najpewniej skończyliby przygodę z muzyką gdzieś w połowie lat 70-tych), ale z drugiej strony oni też uczciwie pracowali na markę „Dżem”. A współpraca z Riedlem do łatwych pewnie nie należała…

Skomentuj.