BIO
Jestem poszukiwaczem prawdy. Spaceruję tam i z powrotem i poszukuję prawdziwej prawdy. Kontempluję życie. Fotografuję. Podróżuje. Zadaję pytania. Robię to co lubię i jestem wolnym człowiekiem.

Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę, są bezwstydnymi kłamstwami.

Kibice faluja, Wyborcza fałszuje

W Polsce znać musisz prawdę tę smutną,
Jak łeb wystawisz, to ci go utną.

Odnieść sukces w naszym kraju jest czymś w rodzaju survivalu dla
największych twardzieli. Ledwie bowiem zaczniesz wyrastać ponad
przeciętność, stajesz się obiektem zainteresowania wszelkiej maści
życzliwych„. Każdy z nich, życząc ci wszystkiego
najlepszego, zrobi wiele by cię zniszczyć. Prześwietli twoje życie
dowolnie interpretując wydarzenia i wyciągając własne, zwykle mało
przychylne, wnioski. Możesz się bronić, zaprzeczać i tłumaczyć, ale z
góry stoisz na straconej pozycji. Podejrzliwość to choroba dość
powszechna i często ten, komu postawi się zarzut, od razu staje się
winnym. Oczywiście istnieje domniemanie niewinności, ale w większości
wypadków stanowi ono drugoplanową dekorację dla świętego oburzenia i
potępienia. Domniemamy niewinność wówczas, gdy sprawa dotyczy nas
samych, lub jest nam bliska. Innych najchętniej walimy obuchem między
oczy. Gdyby oskarżeni w Polsce poddawani byli takiej karze, jaką zasądzi
opinia publiczna, pełno mielibyśmy ludzi z odciętymi członkami. Pełno
mielibyśmy niewinnych osadzonych, a nawet straconych. I czasem wystarczy
do tego plotka, kłamstwo, sugestia.

Symbolem sukcesu w polskiej piłce klubowej stał się w ostatnim czasie
Lech Poznań. Klub znakomicie zarządzany, osiągający dobre wyniki i
będący ikoną całego wielkiego regionu Polski. Klub, który w najbliższych
latach miał szansę na długo oczekiwane wypłynięcie na szersze,
europejskie wody. Jak zwykle w takich przypadkach trafił najpierw pod
lupę. Mało istotne są w tej chwili motywacje osób dzierżących lupę
może są zgryźliwi z natury, może szukają szansy na zaistnienie,
działają na zamówienie, albo mają poczucie misji lub woleliby by okręt
flagowy nosił inną banderę. To nie ma znaczenia. Ważniejsze, że prowadzi
się bezprzykładną kampanię przeciw dobremu wizerunkowi Lecha, na
pierwszy ogień biorąc jego kibiców.

Gazeta Wyborcza ma stygmatę opiniotwórczej i bezkompromisowej w
promowaniu własnej wizji świata. Trudno musi się pracować w takich
warunkach dziennikarzowi sportowemu, do którego należy jedynie
relacjonowanie wydarzeń sportowych, podczas gdy redakcyjni koledzy od
polityki kształtują opinię społeczną. Ambitni fachowcy od sportu w
Gazecie Wyborczej nie akceptują takiego stanu rzeczy i widzą dla siebie
rolę sumienia sportowej Polski. Strofują działaczy, korygują błędy
trenerów, pouczają jak postępować z kibicami, zatrudniają, zwalniają i
oceniają. A przy tym śledzą i wykrywają nieprawidłowości. Chwała im za
to. Pod warunkiem, że piszą prawdę i nie uprawiają propagandy rodem z
dużo mniej ambitnych tabloidów.

Całą serię artykułów poświęcono ostatnio kibicom Lecha. Tym samym,
których wielokrotnie chwalono za znakomity doping, świetną atmosferę i
oprawy meczów. Nie urzekły one jednak dziennikarzy Gazety. Z ironią
pisano o zawodach w rozkładaniu flagi, a z oburzeniem o nakazie
śpiewania w sektorze przeznaczonym dla śpiewających. Składkę na oprawy
meczowe potraktowano jak haracz, a z samych kibiców należących do
Stowarzyszenia Wiara Lecha zrobiono kiboli przemycających narkotyki i
handlujących lewymi biletami. Zarzucono, że w Poznaniu na stadionie
rządzi mafia. I tym samym zamknięto usta ewentualnym obrońcom kibiców
Lecha. Kto będzie chciał stawać po stronie bandziorów i narażać własną
reputację? Kto chciałby dowiedzieć się, że sam jest bandziorem? Takich
ludzi jest niewielu i dlatego zapewne łatwo przychodzi redaktorom działu
sportowego Gazety Wyborczej rzucanie najgorszych nawet podejrzeń i
oskarżeń. Nie jest istotne, że nie mają one pokrycia w rzeczywistości.
Ważne, że służą rzekomo wyższemu celowi, jakim jest dobro polskiej piłki
nożnej. W imię tego można swobodnie naginać fakty, przeinaczać
wydarzenia, manipulować wypowiedziami, posługiwać się pomówieniami,
insynuacjami i oszczerstwami. Niemoralne? A kto by się przejmował
moralnością, gdy prowadzi się walkę z kibolami.

Wiadomo nie od dziś, że kibic piłkarski to samo zło. W Polsce mamy, co
prawda, kategorię wspaniałych polskich kibiców, ale występują oni niemal
wyłącznie w odniesieniu do meczów reprezentacji Polski, a szczególnie w
innych niż piłka nożna dyscyplinach. (Abstrahuję tu od faktu, że mój
znajomy dostał raz w życiu w twarz i było to na
wspaniałopublicznościowej imprezie z udziałem Adama Małysza.) Zakłada
się, że istnieje jakże pożądana grupa kibiców-inteligentów, którzy
chętniej chodziliby na mecze, gdyby nie bandziory zasiadające obecnie na
stadionie. Eliminując tę zbieraninę, otwieramy bramy dla kibica klasy
średniej, który tylko czeka aż uporządkujemy dla niego trybuny. Jest w
tym myśleniu tyleż naiwności marzyciela, co krótkowzrocznej głupoty.
Przecież 20 tysięcy bandziorów zasiadających obecnie na stadionie Lecha
pozbawionych szansy pójścia na mecz, będzie musiało sobie znaleźć inną
rozrywkę.

Redaktorzy Gazety Wyborczej nie zastanawiają się, co się dzieje z
kibicem wychodzącym ze stadionu. Wydaje im się, że popada w stan
międzymeczowej hibernacji. Znika. Kończy się wraz z końcem meczu. Nie
stanowi części społeczeństwa, nie dokłada się do bogactwa kraju, regionu
czy miasta. Nie płaci podatków, nie pracuje, nie uczy się, nie dba o
rodzinę czy otoczenie. Nie jest lekarzem, urzędnikiem, studentem,
robotnikiem czy kasjerem. Kibol to odrębna kategoria wynaturzonych ludzi
gorszych, niepełnoprawnych obywateli. Takich, o których można
powiedzieć wszystko i których przez sam fakt uczestnictwa w kolorowym
zgromadzeniu uważa się za podejrzanych. Z kibolami nie można rozmawiać
czy współpracować. Należy okazać im brak szacunku i tępić. Zanim założą
szal i przekroczą bramę stadionu mogą być kim chcą. Potem są już nikim.
Tak oto traktujemy się wzajemnie. Ale jeśli kibolstwo objawia się w
momencie wejścia na trybuny, jaką mamy pewność, że zapędzając na stadion
widza klasy średniej nie tworzymy sobie nowej kategorii chuligana klasy
średniej. Wystarczy zainteresować się nieco psychologią by nabrać
wątpliwości.

Nie do nas należy wyręczanie władzy sądowniczej w orzekaniu na podstawie
własnego urojenia kto jest bandytą, a kto nie. Możemy wyrażać się z
pogardą o kibolach, ale świadczy to przede wszystkim o naszej własnej
niedojrzałości i braku wyrozumiałości. Kibic, kibol, czy szalikowiec to
przede wszystkim człowiek. W cywilizowanym społeczeństwie powinniśmy
rozumieć, że każdy cel można osiągnąć współpracując z drugim
człowiekiem, okazując mu szacunek i zrozumienie. Ostracyzm i alienacja
są ostatecznością i nie dają najlepszego świadectwa naszym zdolnościom
negocjacyjnym. Tam, gdzie dochodzi do wykluczenia mamy do czynienia ze
słabością społeczeństwa, które zamiast rozwiązać problem wolało zamieść
go pod dywan. Taka właśnie słabość i niechęć do dialogu leży u podstaw
konfliktu między kibicami Legii i jej Zarządem. Kult pracy organicznej
przyświeca zaś Zarządowi Lecha i jego kibicom. Pisze się więc o dwóch
modelach radzenia sobie z tzw. „problemem kibiców”. Jednym
ma być polityka nakazywania i karania. Drugim polityka zaangażowania i
współpracy. Rozumiem, że można się opowiadać za pierwszym z tych modeli.
Ale to jeszcze nie znaczy, że należy zwalczać ten drugi, który chwilowo
okazuje się lepszy i skuteczniejszy. Chyba, że wbrew deklaracjom wcale
nie ma się na sercu dobra polskiej piłki.

Lech Poznań wyrósł ponad przeciętną. Piłkarze odnoszą sukcesy, kibice
walą na stadion drzwiami i oknami, a specjaliści od marketingu i
zarządzania nie mogą się nachwalić pracy Zarządu klubu. Wystarczył
tydzień, by ten wizerunek został zachwiany. Pojawiły się zarzuty
korupcyjne, które mam nadzieję zostaną jak najszybciej rozstrzygnięte w
imię czystości i uczciwości. Rozstrzygnięte przez sąd, a nie przez
media, które jak nieraz widzieliśmy chętnie mnożą zarzuty. Jednocześnie
powiedziano wiele złego o samym klubie i oddanych mu ludziach. To ważny
test. Stanąć w obronie Lecha to obowiązek każdego kibica. Stanąć w
obronie kibiców Lecha to obowiązek każdego Wielkopolanina. Bo my wiemy,
czym jest dla nas Kolejorz i wiemy, kim są jego kibice. To nie żadni
bandyci. To jedni z nas. To my.

Przedruk w imieniu autora.
Autor: Artur Habant.

Artykuł został również opublikowany w dniu 6 lutego 2009 na oficjalnej stronie Stowarzyszenia Wiara Lecha.

6 komentarzy

  1. no wiadomo. wyborcza i ich zagrywki. Standard

  2. Dodałem to na wykop.pl
    http://www.wykop.pl/link/140509/cena-slawy-lincz-medialny

    Temat jest na tyle interesujący, że powinni o nim wiedzieć nie tylko poznańscy kibice, a szersze grono odbiorców. Proszę więc o wykopywanie felietonu.

    Wykop-link

  3. @newyear o miło. dzięki

  4. eeeeeeeeee – Lech kiedyś był górą, póxniej upadł do ostatniego miejsca – dlaczego? Dziś już wiemy oficjalnie, wczesniej mówiło się o tym „pod stołem”. Jak tylko skończyła sie korupcja, Lech wskoczył na pierwsze miejsce. Tylko osoba niespełna rozumu może wierzyć, że Lech gra fer !!!.

    Pozdro
    Poznań

  5. Mistrza przy stole ja lecha w dupe pier…

Skomentuj.