Dorośnij albo zgiń
Czasem wbijasz gwoździe, czasem jesteś szybki, albo idziesz na górkę i kosisz trawę wokół wielkiego kosmicznego penisa.
Wierzysz jak wielu chrześcijan, że świat niebawem się skończy?
Myślę, że jesteśmy przy końcu czasów, wiele rzeczy o tym świadczy. Świat takim, jaki znamy dobiegnie końca. I poza tym, będzie kolejne wielkie przyjście Jezusa Chrystusa. [...]
Ironią religii jest to, że odchyla i wypacza ludzi na tory zniszczenia. Że wprawdzie świat mógłby się skończyć. Wielu ludzi w tym kraju wierzy w koniec dni, że nastąpi ostatni rozrachunek. Wierzysz w to? Jeżeli wierzysz, że świat się skończy, to nie drąży i nie motywuje Cię to do tego żeby ulepszyć życie na ziemi za naszego życia?
Konkluzja jest taka religia musi umrzeć by człowiek mógł żyć. Jest już za późno żeby pobłażać, wszystkim decyzjom podejmowanym przez religijnych ludzi. Przez irracjonalistów, tych, którzy sterują statkiem państwa, nie za pomocą kompasu, ale ekwiwalentem czytania z wnętrzności koguta. George Bush dużo modlił się za Irak, ale nie nauczył się z tego za wiele.
Wiara to robienie cnoty z braku myślenia. Nie ma się, nad czym zastanawiać. A ci, którzy propagują wiarę, świątobliwość i uniesienie, są władcami intelektualnego zniewolenia. Trzymający ludzkość w kneblach, fantazji i nonsensu, które jest powodem do usprawiedliwiania, szaleństwa i zniszczenia. Religia jest niebezpieczna, ponieważ pozwala ludziom, którzy nie posiadają wszystkich odpowiedzi myśleć, że naprawdę je mają. Wielu ludzi myśli, że to jest przepiękne, jak ktoś mówi „życzę sobie panie...”, „Zrobię wszystko, czego zechcesz panie..”. Z wyjątkiem tego, że nie ma żadnego boga, mówiącego do nas.
Ten głos to głos ludzi, wypełnionych własnym przekupstwem, ograniczeniami i misjami.
To się zdarzy, nie mówię, że koniecznie nuklearnie, ale na pewno będzie to wyglądało podobnie. I każdy, kto Ci powie, że na pewno wie, co się stanie z Tobą po śmierci - obiecuje ci. Ponieważ ja nie wiem i ty nie posiadasz żadnych psychicznych mocy, których ja nie posiadam to jedyną poprawną postawą, dla ludzi, którzy mają wielkie pytania nie jest arogancka pewność, która jest znakiem rozpoznawczym religii, ale wątpliwości. To pokora, i tacy powinni być ludzie. Rozważając to, że względu na to, że historia ludzkości jest przepełniona śmiertelnie poważnymi błędami. To dlatego racjonaliści i antyreligijni muszą przestać milczeć i wyjść z ukrycia, ujawnić się. A ludzie, którzy określają się jako niepraktykujący, powinni spojrzeć w lustro i zdać sobie sprawę, że pocieszenie i bezpieczeństwo jakie daje im religia, przychodzi za straszliwą cenę.
Jeżeli należysz do partii rządowej, lub ugrupowania społecznego i nie chcesz przypływu bigoterii, homofonii, przemocy i rozdzierającej ignorancji, jaką jest religia powinieneś odmówić w proteście, zrobić odwrotnie by być pilnikiem do krat, żoną mafiozo.
Są także prawdziwi szatani ekstremizmu, rysują sobie | immunitet dzięki tysiącom swoich popleczników. Jeżeli świat ma się skończyć, tutaj albo gdziekolwiek indziej, albo kiedyś w przyszłości wzniecony przez efekty inspirowanego religijnie, nuklearnego terroru - pamiętajmy, co było prawdziwym problemem...
Do zobaczenia w niebie...
...kto wie.
Powyższy tekst nie jest mój. To fragment filmu "Religijny" (z ang. Religulous). Całość jest może lekko manipulatorska, ale jak inaczej przekonać do swoich racji jak nie sprytną perswazją i zadawaniem trudnych pytań? To że księża, rabini i sami wierzący nie potrafili na nie odpowiedzieć mówi samo za siebie. A wniosek końcowy jest co najmniej trafny, żeby nie powiedzieć właściwy.
Archiwizacja danych - w puszukiwaniu idealnego nośnika
Od kilku tygodni nastręcza mnie jedno z pytań – jak zarchiwizować skutecznie ważne dane? W moim przypadku chodzi o zdjęcia min. w formacie RAW. Mam ich około 30 płyt DVD i CD razem wziętych.
Problem na pierwszy rzut oka jest banalny, tudzież prosty. Nagrać na płyty DVD / CD / BlueRay. Jednak ten system nie jest do końca idealny. Po pierwsze nagrane płyty mają ograniczoną trwałość. To znaczy, że po upływie bliżej nieokreślonego czasu może zdarzyć się tak, iż nie będzie możliwe odczytanie części nagranych danych. Ocenia się, że trwałość tego typu markowych krążków waha się w granicach 5-15 lat, natomiast tanich do 5 lat. Jak widać rozbieżność jest duża. Można również spotkać się z opiniami, że płytom szkodzi światło słoneczne. Jeżeli chodzi o płyty to jedynym tego typu nośnikiem jest płyta bussines to bussines, której cena kształtuje się w okolicach 40$ za sztukę. To kolejny minus. Wniosek jest taki aby tanim kosztem co jakiś czas przegrać dane ze starego nośnika na nowy.
Jeżeli nie płyty to co? Może dysk HDD. Idea jest w miarę sensowna. Aktualnie oferowane duże pojemności, często grubo ponad 1TB są stosunkowo tanie. W porównaniu z krążkami koszt zapisu 1mb danych jest o wiele niższy. Minusem jak i plusem tego typu rozwiązania jest trwałość zapisu na talerzach dysku. Po ostatnich przygodach firmy Segeate z wadliwą wersją oprogramowania firmware zainstalowanego w elektronice dysków niemal co drugi trafił znów do producenta. Stawia to pytanie o jakość wykonania dysków, ich trwałość i niezawodność. W przypadku uszkodzenia płyty tracimy relatywnie o wiele mniej danych, aniżeli podczas awarii popularnego „twardziela”.
Archiwizacja ważnych danych za pomocą dysku twardego była by z punktu widzenia kosztu jak i ryzyka uszkodzenia danych najrozsądniejsza. Jednak od kilku lat na rynku nośników można zaobserwować zdobywania coraz większego udziału w sprzedaży przez pamięci flash (zarówno pendrive, karty pamięci do aparatów fotograficznych i komórek, ostatnio także SSD). Tego typu nośniki ze względu na postęp technologiczny są zarówno coraz pojemniejsze jak i trwalsze (ze względu na coraz niższe napięcia potrzebne do zapisu / odczytu danych). Swoją pierwszą kartę pamięci zakupiłem wraz z aparatem cyfrowym Sony już w 2003 roku. Do dziś działa świetnie. Ponadto jak donoszą źródła japońscy naukowcy skonstruowali pamięć Flash zdolną przeżyć setki lat. Minusami pamięci flash są przede wszystkim ich ograniczona ilość zapisów / odczytów oraz powolne transfery (w porównaniu do HDD).
Biorąc na uwadze ceny poszczególnych rozwiązań aktualnie skłaniam się coraz bardziej do zakupu oddzielnego dysku twardego (nie typowo zewnętrznej konstrukcji, ale kieszeni zewnętrznej wraz z wymiennym dyskiem), który podłączany byłby tylko i wyłącznie w celu zgrania danych / odczytania ich.
Jako, że celem archiwizacji jest bezpieczne przechowywanie zgromadzonych danych, najlepiej jest zapisywać je na kilku typach nośników. Za takie minimum dla siebie chciałbym postawić liczbę 2 (dwa). Docelowo mam na myśli karty pamięci flash (np. SD). Za wyborem przemawiałaby ich stosunkowo długowieczność (10 lat gwarancji producenta np. SanDisk), zwiększające się z roku na rok oferowane pojemności, cena oraz małe rozmiary. Podobno jest kilka osób, które swoje zdjęcia trzymają wyłącznie na tego typu nośnikach flash. Mają je ładnie pokatalogowane. W przypadku chęci ich odczytu po prostu „wtykają” je do czytnika kart pamięci. Część z nich tłumaczy sobie swój wybór tym, że niegdyś ponosili koszty filmów, wywołania negatywu i zdjęć. Dziś analogicznie jako filmu fotograficznego używają karty pamięci. Jedynie z tym wyjątkiem, że nie kasują jej zawartości. Kupują nową.
Po długich namysłach, analizach wybrałem zapis na dysku twardym. Zakupiony Seagate Barracuda ver 12, 500GB.
Plus to nudny operator
Poszedłem z kumplem do salonu firmowego Plus GSM. Nie dość, że wymyślili te cholerne numerki jak w poznańskich Urzędach Miejskich (i zapewne nie tylko), to czas oczekiwania był na tyle długi i urozmaicony nużącą muzyką, że po prostu odpłynąłem (czyt. zasnąłem) w oczekiwaniu na pozytywne załatwienie sprawy.
Proporcjonalna korzyść
Od pewnego bliżej mi znanego czasu zacząłem wyciągać wnioski. Sam daje od siebie tyle ile od innych otrzymuje.
Nie może być tak, że istnieje bezwzględna nierównowaga...
Wniosek: Asertywność
Filtr polaryzacyjny Hoya HD
Wczoraj wpadł pod wieczór w moje łapska - najnowszy filtr polaryzacyjny Hoya HD CIR-PL. Jego nowatorska konstrukcja zapewnia o 25% większą przepuszczalność światła. Wykonany z hartowanego szkła (większa wytrzymałość na uszkodzenia). Zewnętrzne powłoki posiadają wprasowaną pod wysokim ciśnieniem folię z monitorów LCD (min. łatwiejsze czyszczenie).
Chwilowo nie ma pogody by przetestować filtr w warunkach bojowych. Z tego co zauważyłem, przepuszczalność światła jest na prawdę na wysokim poziomie. W poprzednim filtrze Marumi muszę manipulować o wiele bardziej światłem i czasem naświetlania. Przy analogicznych ustawieniach przy tym filtrze zdjęcie wychodzi o wiele jaśniejsze.
Polaryzacja fal na dość dobrym poziomie (porównując z Marumi minimalnie in plus). Bardzo ładnie poprawia kontrast i kolorystykę. Tyle mogę na dzień dzisiejszy powiedzieć o tym filtrze. Z pewnością wart jest swoich pieniędzy. Przy dobrej pogodzie przyjdzie pora na test.
Update: Jest dobra pogoda. Oto testowe zdjęcie:
Jak widać filtr ładnie poprawił kontrast i uwydatnił kolorystykę nieba i roślin.
Podkoziołek
... czy jak kto woli ostatki w wykonaniu wczorajszym.
Myśl przewodnia imprezy:
Najważniejsze w życiu jest to by mieć swoją historię.
♫ Blue Foundation - Eyes on fire
Społeczeństwo bez potrzeb
Jeden z szefów marki Sony miał powiedzieć:
Nasi klienci nie znają swoich potrzeb. To my znamy ich potrzeby.
To mniej więcej tak jak kiedyś słyszałem, że łatwiej zmienić kobietę niż ją nawracać. Po części podobnie jest z klientami na rynku dóbr i usług. Wychodzę z założenia, że łatwiej jest wykreować potrzebę używania danego produktu niż dostosowywać się do potrzeb większości.
Idąc dalej tropem Sony. Czy kilka lat temu ktokolwiek zastanawiał się nad tym czy będzie nam potrzebny w domu standard FullHD, BlueRay itp.? Nie sądzę.
Mawia się, że potrzeba matką wynalazku. W dzisiejszym świecie, część rzeczy nie powstaje z racji potrzeb, a raczej by tworzyć potrzeby.
Jak to zrobić? Można zmienić kategorie myślenia. Zamiast promować zaspokajanie oczywistych potrzeb np. „spragniony? Napij się?” można poszukać niszy, o której potencjalni klienci nie słyszeli. Poszukać niszy, zidentyfikować kluczową niszę i wykorzystać ją. Wtedy zamiast promować gaszenie pragnienia można pokusić się na promocję designu, typowo męskiego smaku itd.
Wtedy nagle może okazać się, że osoby które chcą się wyróżniać z tłumu zauważą naszą niszę. Poprą ideę i kupią produkt.
Kreować potrzeby można również w nieco inny sposób. Przykładowo (tak na teraz wymyśliłem) wprowadzić na rynek produkt który przy obecnym kształcie rynku nie ma prawa się sprzedać. Następnie zacząć promować mniej oficjalnie daną potrzebę którą ten produkt może zaspokajać. Im głośniej na dany temat tworzymy szumu tym więcej osób może zainteresować się zjawiskiem. Ważne by przekaz informował o danym zjawisku, zamiast go reklamować. Coś na zasadzie WOMM’u i marketingu szeptanego. Następnie zainteresowana osoba, szukająca informacji np. w Internecie na temat, który dzięki nam ją zainteresował wchodzi na naszą stronę internetową. Widzi idealny produkt, który jest w stanie zaspokoić jej potrzebę i go kupuje.
Oczywiście nie jest to takie łatwe, ale możliwe do zrealizowania. Kwestia odpowiedniej strategii i konsekwencji działania.
Co daje kreowanie zamiast realizacji potrzeb klientów?
Dla przedsiębiorstwa to niższe koszty działania. Nie trzeba tworzyć produktów dla X rodzajów odbiorców. Tworzy się produkt jednorodny, gdyż potrzeby klientów są jednorodne. Odwrotnie aniżeli w przypadku marek globalnych np. Coca Cola, których komunikacja marketingowa opiera się na tworzeniu jednego produktu dla wszystkich, przez co koszty kampanii reklamowych rosną. Trzeba je projektować dla różnych grup docelowych, a co za tym idzie tożsamość marki niknie w gąszczu innych substytutów.
♫ Juliet - Avalon (F+++ Me I-m Famous Remix By David Guetta & Joachim Garraud)
Kto gra w chuja ten... przegrywa
Ach te gierki i zabawa w ciuciubabkę. Wręcz powiedziałbym, że w kotka i myszkę. Szkoda, że nie wszyscy wiedzą, iż:
Czasem spotyka się osobę, z którą nie warto grać w chuja.
Walt Kowalski w "Gran Torino"
Na grę w chuja najlepsza jest strategia Tit for tat. To jak strzał we własną stopę. Z takim wyjątkiem, że bardziej boli.
Witaj Lazurowe Wybrzeże / Grecjo
Kilkadziesiąt dni temu z P. postanowiliśmy (z racji wolnej gotówki) wykupić wycieczkę. Najlepiej objazdową. W Europie. W cieplejszych rejonach. Wchodziło wiele opcji (nie walutowych):
- Włochy
- Grecja
- Francja
- Hiszpania
- Chorwacja
Z racji że we Włoszech (Ravenna itp.) po części byłem, w Grecji także (nawet 2 razy), we Francji również (Paryż i Wersal) padło drogą eliminacji na wycieczkę 9 dniową po Lazurowym Wybrzeżu (przez Wenecję, Weronę do Cannes, Saint Tropez, Ez, Nicei i Monako).
Chorwacja relatywnie zbyt droga (pobyt), Hiszpania to słaba oferta turystyczna na dzień dzisiejszy. W Grecji osobiście wszystko oprócz wysp zwiedziłem co było do zwiedzenia. A Włochy zahaczę w drodze na południe Francji.
Plan jest. I to genialny. Wykupić wycieczkę z First Minute w momencie kiedy Euro było stosunkowo „tanie”. Wtedy jakieś 4,50PLN za 1 Euro. Gwarancja ceny uniemożliwi przewoźnikowi w razie czego na ewentualne podwyżki.
Udało się zrealizować. Z naszej decyzji wyniknęła nie jedna kłótnia domowa. Członkowie naszych rodzin skutecznie próbowali nam wyperswadować że stracimy na tym, że jest kryzys, że euro wzrośnie, że lepiej last minute, że szybko wszystko chcemy. Nie udało im się. Wręcz przeciwnie – kryzys jest po naszej stronie.
Euro zdrożało na dniach do 4,9PLN. Biura turystyczne zrobiły korektę cen. W naszym przypadku wycieczka zdrożała o 100zł, dodatkowo wprowadzono dopłatę kursową w wysokości 150zł + 50zł gwarancji niezmienności ceny. Jednym słowem przez swój pospiech, stanowczość i konsekwencje zaoszczędziliśmy po 300zł na osobę.
I słuchaj teraz starszych… Bo oni wiedzą lepiej.
Jedynie co mnie martwi, to aktualny kurs Euro, który nadal utrzymuje swój wysoki poziom. Na szczęście wszystko się może zdarzyć – w końcu jeszcze co najmniej pół roku do wyjazdu. Lech potrafił w 3 minuty strzelić 2 bramki i zremisować to i kurs może podobne cuda. To działa w dwie strony.
Btw. Jakby ktoś chciał się wybrać razem z nami mogę podać namiary na biuro podróży. Będzie raźniej...
Zmiana planów - jednak Grecja. Dogodniejszy termin.



