Pamięć hipokrYtyczna
W dniu 30 IX (no właśnie?) było wspaniałe, super i awesome święto wszystkich chłopaków. No i jak zawsze w przypadku tego rodzaju świąt bardzo ładnie można stwierdzić prawa, zasady i idee rządzące światem. Otóż, o świętach skierowanych stricte na kobiety pamiętać każdy facet powinien (tudzież musi). W drugą stronę jednak to nie działa.
Tego rodzaju okazje bardzo fajnie pokazują kto tak naprawdę jest wart „czegokolwiek”. Kto jest zapatrzony w siebie, wymaga od innych a sam od siebie już nie. Na szczęście nie mam powodów do narzekania, bo najważniejsza z kobiet (obok własnej matki) pamiętała. A to, że ktoś tam zapomniał – no cóż trudno, ja od nikogo tego nie wymagam. Po prostu chciałem zauważyć pewną prawidłowość.
Maverick we wpisie słusznie zauważył – „święto 30 września nie przyjęło się”. Tak samo dla niektórych prężnych umysłów nie przyjęło się obchodzenie imienin, urodzin, dla Żydów Wielkanocy, dla Muzułmanów Pesach’u. Ogólnie wiele zależy od chęci i punktu siedzenia.
Z drugiej strony (tu także rację przyznaję) faceci względem kobiet zawsze byli „dupowłazami” (co za ironia!) przez co święta kobiece z racji chęci przypodobania się mężczyzn są bardziej popularne niż te płci brzydszej. Niewielu facetów potrafi być na tyle silnym by wyprzęgnąć działa przeciwko kobietom, olewając je, a szczególnie ich święta. Ja tego nie potrafię ponieważ wiem, że płeć piękna uzna to jako obrazę i to hipokratyczną (to wręcz cecha rasowa i etniczna).
Za to uważam, iż nie trzeba być miłym dla kobiet by cię szanowały. One też nie lubią „miękkich pał”, które to potrafią prawić wieczne „szczere” komplementy i nie widzieć wad (nie umieć o nich rozmawiać) – wtedy to co najwyżej kobieta jest wstanie zaoferować przyjaźń ze względu na chęć bycia adorowaną. A po co komu przyjaźń kobiety? Chyba że ktoś jest życiowym kamikaze. Widocznie są tacy…
♫ De Mono - Kochać inaczej
Wniosek: Kochać to nie znaczy zawsze to samo…
Katastrofa, tragedia, nieszczęście, krach, załamka, dramat, apokalipsa, klęska, przegrana!!
Takie oto synonimy możemy znaleźć nie tylko w słowniku. Również i na Onecie
Wszędzie mówi się o wielkim krachu na rynkach finansowych. Ja osobiście do tego nie jestem przekonany i nie ulegam powstałej (i lansowanej również) w mediach negatywnej euforii. Nie porównywałbym zaistniałej sytuacji na rynkach światowych do "jakiegoś" tam Czarnego Czwartku z 1929 roku.
Po pierwsze tamten kryzys był spowodowany innymi czynnikami. Po drugie towarzyszyły poboczne wątki: bańka spekulacyjna, nadmierna ilość kredytów (tak jak teraz) ale na inwestycje giełdowe (a nie w nieruchomości) - mieszkania, domy i budynki są czymś bardziej trwałym niż wirtualna wartość księgowa na czyimś koncie. Aktualnie ludzie inwestowali w fundusze głównie swoje oszczędności (nikt nie brał pożyczek i kredytów na ten cel). Dodatkowo w grę (w 1929 r) wchodził wątek z ceną złota. Aktualnie nad wszystkim czuwa nadzór bankowy, który w ostatnich tygodniach obudził się ze snu i prężnie działa.
Z tego powodu nie snuł bym większych dywagacji na temat "pseudo" kryzysu który ma zniszczyć pół świata. A to, że upadnie (upadło) kilka banków niczego jeszcze nie oznacza. Po prostu przez swoją nieroztropność, naciąganie wyników finansowych i zachłanność popadli w takie a nie inne problemy. Osobiście uważam, że kara się należy. Nic w przyrodzie nie ginie - jak jeden szybko zyskuje, inny traci. A czasem z rozpędu bardzo łatwo przekroczyć tę bardzo cienką granicę, którą zresztą część banków już przekroczyła. Inne stoją na cienkiej lince do wiązania snopków na polu. Pytanie tylko - kiedy ona pęknie?
♫ Ercola And Heikki L-Deep At Night Adam K And Soha Remix

