Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę są bezwstydnymi kłamstwami...

30 Paź

Pragnienie wspomnień

Między innymi o tym jak nasza-klasa i jej użytkownicy żyją wspomnieniami. Otóż NK ma taki magiczny ficzer, w którym widać ostatnio dodane zdjęcia. Są pewne typy osób, u których widać (po dodawanych fotografiach), że żyją wspomnieniami.

Pojawiają się zdjęcia sprzed roku, dwóch, nawet dziesięciu. Z wesela, narodzin, dobrych czasów szkoły. W ten sposób zapewniają sobie terapię „dobrego humoru” poprzez powrót do tych „wspaniałych” czasów.

Jak to było? „Kodak nie sprzedaje aparatów! Kodak sprzedaje wspomnienia”. I takie wspomnienia część osób korzystających nie tylko z Naszej Klasy wygrywa. Ludzie mają taką magiczną zdolność wracania do tego, co kiedyś było dobre, fajne i wypasione. Do czasów liceum (sam kiedyś wspominałem przez pół okresu studiów jak to fajnie luzacko było), do okresu narzeczeństwa z fajną dziewczyną (gdy już z nią nie są), do momentu zaślubin z ex żoną i wreszcie do czasów gdy dzieci były w domu i było wesoło.

Dlatego też tyle osób posiada archiwum zdjęć, pisze blogi i pamiętniki, czy też nie kasuje archiwum Gadu Gadu (sic!). Wiedzą, że wspomnienia są nieodłączną częścią ich życia. Jeśli są piękne, wracamy do nich z większą radością i pragniemy je powtórzyć!

Paulo Coelho mawiał:

Najważniejsze, co powinniśmy robić, to koncentrować się na tym, co tu i teraz, nie myśleć o przeszłości. Jeśli zanadto wracamy do wspomnień z przeszłości, mogą nam one zaszkodzić w teraźniejszości.

Trzeba czuć w sobie pustkę. Tak czasem jest bezpieczniej. Możemy w każdej chwili zacząć coś od nowa, poczuć na nowo kolejną euforie, przeżyć nową miłość. Będąc wiecznie czystą kartką papieru jesteśmy w stanie na nowo przeżywać i poznawać świat tak jak robi to małe dziecko. Z ogromną dozą ciekawości i zaangażowania. Bez nudy, rutyny i błahości dnia codziennego. „Jeśli natomiast jesteśmy przymocowani do przeszłości, to ona nas wiąże i nie możemy się zmienić, otworzyć na nowe. Oczywiście, że ja to jestem ja i moje przeżycia, ale nie mogę cały czas myśleć o tym, co przeżyłem”.

Wniosek: Nie oglądaj się za siebie

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

29 Paź

Na ryneczku

Ruscy już wyjechali... klientów też nie ma. Pozostało tylko jedno.

Local Market / Kalisz Local Market / Kalisz

A pod tęczą ścisk i gwar babć...

Local Market / Kalisz Local Market / Kalisz

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

27 Paź

Fitness duchowy

Przyjeżdża tam wielu takich, co pragną spokoju, wyciszenia. Są wśród nich biznesmeni, dyrektorzy i prezesi. Za murami stają się wszyscy tacy sami – równi. Wolny czas spędzają bez komórek, miejskiego zgiełku i hałasów. Modlą się, medytują – próbują dojść do wewnętrznego porozumienia. Próbują uzyskać równowagę między duszą a ciałem. Proces ten można nazwać śmiało fitnessem duchowym.

Do dyspozycji jest kaplica, oratorium, aule na spotkania oraz 60 miejsc noclegowych. Wszystko w starym, klimatycznym stylu. Na zewnątrz ogród, twoja cela, cisza i ty…To wszystko w Zakonie Oo. Jezuitów w Kaliszu.

Zakon oo. Jezuitów / Jesuit Order / Kalisz Zakon oo. Jezuitów / Jesuit Order / Kalisz

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

23 Paź

Moje miejsce pracy

My Workplace

Tak apropo poprzedniego wpisu... pracuje tylko w krótkich spodenkach, bo jak to mówi się w mojej branży: "nie interesuje nas czy musisz wyjść na 2h, bo masz coś do załatwienia, albo ile czasu zajmuje ci kawa, to twoja sprawa. Za to bardzo interesuje nas jakość Twojej pracy".

16 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

22 Paź

Pokolenie Y

Kiedyś napisałem o pokoleniu Pieska Leszka... Dziś wpadł w me łapska artykuł o pokoleniu Y. Cytuję:

Obecnie coraz więcej mówi się o tzw. ,,pokoleniu Y” . Pojęcie ,,Pokolenie Y” pojawiło się po raz pierwszy sierpniu 1993 roku, w magazynie AD Age. Użyte zostało w odniesieniu do dzieci urodzonych w latach 1980–1995. Wkrótce termin również stosowano do osób urodzonych między 1976 a 2000 rokiem. Mówi się o nich, że są młodzi, sprytni i zuchwali. Mówi się, że nie podporządkowują się standardom - zakładają klapki do biura i pracują przez cały dzień słuchając muzyki ze swoich iPodów. Chcą pracować, ale nie całe życie. Dorastali kwestionując opinie i przekonania swoich rodziców a teraz kwestionują przekonania i opinie swoich pracodawców. Wielu z nich woli założyć własny biznes, który zapewnia im niezależność i możliwość działania zgodnie z własnymi przekonaniami. Mają skłonność do planowania długoterminowego.

Wykonując zadania służbowe słuchają muzyki, bo to zwiększa ich produktywność, latem przychodzą do firmy w klapkach i krótkich spodenkach, bo tak im wygodniej. Czy pokolenie Y zrewolucjonizuje dzisiejszy rynek pracy?

Dobrze wykształceni, z konkretnymi oczekiwaniami co do własnego rozwoju i kariery. Przedstawiciele pokolenia Y wchodzą właśnie na rynek pracy i powoli zaczynają dyktować warunki. Nie boją się prezentowania własnych poglądów, nie przywiązują się do jednej firmy. Są elastyczni i tego samego oczekują od swoich pracodawców. Wychowywali się w świecie, w którym był już Internet i telefony komórkowe. Z najnowszymi technologiami są za pan brat. Sieć nie stanowi dla nich tajemnicy.

Ich szefowie, zazwyczaj mający trzydzieści parę lat nie rozumieją ich i zaczynają traktować jako realną konkurencję na rynku pracy. To na co oni pracowali przez lata, po kilkanaście godzin dziennie, pokolenie Y osiągnie bez trudu i wyrzeczeń w nieporównywalnie krótszym czasie. Jakby tego było mało, praca nie jest dla nich priorytetem, cenią swój czas wolny i nie godzą się na nadgodziny.


Rynek pracy powoli zaczyna doceniać zalety pokolenia Y. Pracodawcy zdają sobie sprawę, że chcąc zatrzymać młodych-zdolnych muszą oferować im nie tylko odpowiednio wysokie wynagrodzenie, ale i pracę gwarantującą coraz to nowe wyzwania.

I choć wśród wad pokolenia Y można wymieniać brak cierpliwości, często nierealistyczne oczekiwania, trudność rozwiązywania codziennych konfliktów czy też brak umiejętności prowadzenia konwersacji, to i tak zaczynają stanowić łakomy kąsek dla firm stawiających na ciągły rozwój.


Większą wagę przywiązują do życia prywatnego, oczekują elastycznego czasu pracy, możliwości zmiany trybu pracy z pełnego etatu na część etatu lub możliwości wyjechania na rok na wakacje. Dla pokolenia Y nie jest istotne długoterminowe związanie się z pracodawcą, budowanie kariery zawodowej – są sceptyczni kiedy słyszą o tzw. ,,lojalności pracownika”. Mają wysokie wymagania w stosunku do samych siebie, pracodawców i swoich szefów. Świetnie radzą sobie z korzystaniem z nowych technologii i wykorzystywaniem ich w biznesie. Preferują tzw. wirtualne rozwiązywanie problemów (np. mailem) niż spotkania twarzą w twarz lub telefony. Inaczej podchodzą również do kwestii zarządzania personelem. Wszystkie te cechy stanowią duże wyzwanie dla firm, albowiem zmuszają one do całkowitej zmiany w podejściu i zarządzaniu personelem, zmiany kultury firmy, a czasem jej wartości. Wyzwaniem dla firm staje się umiejętność zarządzania pracownikami, bowiem w każdej firmie mamy do czynienia z ludźmi reprezentującymi różne pokolenia. A trzeba przyznać, że nie wszyscy będą w stanie zaakceptować filozofię „pokolenia Y”, zaś konflikty pomiędzy ,,generacją klapek i iPodów” oraz ,,generacją półbutów i ciężkiej pracy 12/24” są nieuniknione.

Roma Zgłobik & onet.pl

Czytając powyższy artykuł pierwsze co pomyślałem (później potwierdziła P.) to to, że jest to swoiste lustrzane odbicie mojej osoby... Rozszyfrowali mnie. Dobrze, że nie zostałem zaliczony do pokolenia JPII. Uff.

18 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

21 Paź

Frajda w związku

Czasem zdarza się związek oparty o to, że ktoś ma frajdę, a drugi jej nie ma…

Tyczy to się szczególnie bliższych kontaktów, tych damsko męskich.

Regi & Tom Helsen - Night and Day

Wniosek: Frajda w związku nie zawsze jest rozłożona w sposób równomierny.

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

21 Paź

Przypomnienie o celach zabija stres

Powiedzmy, że przed każdym egzaminem i kluczową sytuacją dla twojego życia odczuwasz stres. Blokuje cię, pocą ci się ręce, jest ci gorąco, czujesz że nic nie pamiętasz, swoim gadaniem denerwują cię inni, panikują w podobny sposób jak sam to robisz. Jest to jak najbardziej ludzka reakcja. W takich sytuacjach ja zastanawiam się – czemu tak naprawdę tu przyszedłem, jeżeli jest to dla mnie taka męka?

Wtedy warto uświadomić sobie prawdziwy cel wizyty w tym jakże stresującym miejscu: zdanie egzaminu, lepsze życie, chęć osiągnięcia sukcesu, prestiż itd.

Stres mija. Spróbuj. To działa. Mechanizm w mojej głowie jest taki, że chce robić to na innej zasadzie niż inni (nie interesuje mnie pseudo zbawieszcze działanie stresu na koncentracje). Nie zamierzam srać po gaciach jak inni. Chce być na totalnym luzie, odstresowany, za to w maksymalnym skupieniu.

Wniosek: Przypomnienie o celach zabija stres.

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

21 Paź

Keep smiling

Nikt cię nie lubi. Jesteś paskudny, a twoja matka doprowadza cię do szału.

Uśmiechnij się pojebańcu!

Californication S1E02

8 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

20 Paź

O tym jak łączymy się w związki

Na wstępie chciałbym popełnić małą burzę myśli na temat tego kto kogo szuka – mężczyzna kobietę czy kobieta mężczyznę?

Mając na uwadze fakt, że to kobieta jest bardziej zainteresowana związkiem z „nie byle kim” z racji tego, że jej biologicznym zadaniem jest wydanie na świat zdrowego potomstwa to ona bardziej inwestuje w związek, a co za tym idzie ponosi większe ryzyko, iż może jej się to nie udać. Jednym z dowodów na taką tezę może być fakt, że kobieta przez całe życie ma około 380-400 szans na zajście w ciąże (ograniczona liczba jajeczek). Facet natomiast w ciągu tylko jednej godziny produkuje 150 tysięcy plemników.

Nie mniejsze ryzyko jest również ze strony mężczyzny. Jak wiadomo ludzie kojarzą się w pary na podstawie swoich własnych fenotypów, zakładając ze owy fenotyp zdradza ich genotyp. Podczas pierwszej randki fenotyp (i na jego podstawie i genotyp) faceta jest łatwo określić (widoczny jest na pierwszy rzut oka). Z kobietą jest to trudniejsze. Kobiety są silniejszą płcią (pod względem fizjologicznym, behawioralnym) przez co, to one z biologicznego punktu widzenia (czy się to komuś podoba bądź nie) dokonują wyboru własnego partnera. Patrząc na potencjalnego partnera kierują się nie tylko wyglądem (co było by niebezpieczne) ale także i innymi czynnikami (inteligencja, przystosowanie, środowisko w którym się wychował). Facet natomiast ma tak rozbudowany zmysł kojarzenia, iż w przeciągu zaledwie 1/7 sekundy potrafi ocenić czy dana kobieta nadaje się na matkę jego dzieci. Dowodem jest chociażby sytuacja gdzie obie płci szukają partnera (np. w Internecie, biurze matrymonialnym itp.). Facet będzie oglądał tylko zdjęcia (wygląd mówi o tym czy jest młoda i czy urodziła już dzieci), dziewczyna natomiast oprócz zdjęcia przeczyta dogłębnie jego opis, by dowiedzieć się między innymi czegoś na temat potencjalnego ojca swoich dzieci (tak jakby chciała sprawdzić zasobność jego głowy i portfela).

Gdy już wiemy kto ryzykuje i kogo kto szuka pora na omówienie faz jakie przechodzi związek damsko-męski.

Faza I – wdrukowywanie (imprinting), czyli szukamy partnera maksymalnie odmiennego genetycznie od nas (im bardziej odmienny tym większe prawdopodobieństwo urodzenia zdrowego dziecka). Ze względu na to, że kobiety szukają bardziej swoich partnerów (większe zainteresowanie) to ich zmysł powonienia jest bardziej rozbudowany niż płci przeciwnej (umiejętność rozpoznania 200 związków chemicznych wydzielanych przez organizm po ich zapachu). Okazuje się, że owe zapachy partnera odbieramy nieświadomie, lecz im lepiej pachniemy dla swojego partnera tym bardziej odmienni genetycznie od niego jesteśmy). Ze względu na to, że np. nasze rodzeństwo, bądź rodzice są niemal naszymi kopiami genetycznymi trudno jest mówić o jakimkolwiek pociągu seksualnym do nich (ich zapach jest katastrofalny).

Faza II – zakochanie. Zakochanie to swojego rodzaju uzależnienie. Mózg posiada zdolność produkowania w niewielkich ilościach narkotyków. Gdy zakochujesz się w kobiecie mózg zaczyna produkować fenyloetyloamine (pochodna amfetaminy). Powoduje to pewne uzależnienie, gdyż na widok danej osoby mózg uwalnia określone ilości tego związku. Niestety istnieje efekt tolerancji (trzeba brać coraz więcej by utrzymać dany stan na jednakowym poziomie). Jak pokazują badania ze względu na ograniczoną ilość fenyloetyloaminy faza zakochania trwa około 3-4 lata.

Faza III – miłość (jeden z najsilniejszych stanów człowieka). Faza ta związana jest z wydzielaniem oksytocyny (hormon miłości, przytulania). Hormon ten sprawia, że seks jest przyjemny, powstaje instynkt macierzyński, a podczas dotyku bliskiej dla nas osoby ilość oksytocyny wzrasta diametralnie.

20 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

20 Paź

Wyprawa na księżyc 3D

No musze powiedzieć ze film świetny. Niezła zabawa. Dawno się tak nie bawiłem na filmie (może to przez to 3D). Przez to, że byłem z P. i oprócz nas praktycznie były same dzieciaki można było poczuć klimat 10 lat wstecz, jak to regularnie chodziło się na tego typu produkcje (nie koniecznie 3d).

Było kilka niesamowitych animacji które w 3d wyglądały naprawdę zdumiewająco. Chociażby start rakiety, czy też krople napoju w stanie nieważkości. Dodatkowo w roli narratora można usłyszeć min. doradce ubezpieczeniowego z Liberty Direct (Max Kolonko) oraz prowadzącego Szkło Kontaktowe (Tomasz Sianecki aka "Tom sian san")

wyprawa na księżyc okulary

Minusem okularów które dostaje się przy zakupie biletu jest to, że są papierowe. Średnio przypadł mi również fakt, iż kolorystyka nie jest aż tak jaskrawa jak w przypadku trailera tudzież reklamy zapowiadającej film. Możliwe, że jest to wynik dostosowania filmu do standardów 3D.

Tak czy siak osobiście jestem zachwycony nie tylko rozrywką i uśmiechem na twarzy który powoduje ten film, ale zarówno i sytuacjami jak i dialogami, których w polskim kinie tak dawno nie widziałem.

BTW. Jak ktoś nie był polecam stronę...

Wniosek: Nie przestawaj marzyć patrząc w gwiazdy.

15 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

19 Paź

Tajemniczy samochód

Niesamowita wręcz sytuacja (co najmniej dziwna) zapanowała dziś przed moim domem. Otóż z rana zaparkował poniższy samochód (ford sierra) w stanie hm lekko uszkodzonym.

ford sierra ford sierra

Po południu pojawia się dziwna osoba która na mój widok (wypuszczałem psa) lekko się speszyła oddalając szybkim krokiem w przeciwnym kierunku. Kilka minut później pojawiają się inne 2 osoby, które mijając auto wyciągają komórkę i zaczynają gdzieś dzwonić. Potem pojawia się policja. Samochód znika.

To jedna z takich sytuacji, którą trudno, racjonalnie wytłumaczyć…

13 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

19 Paź

Jestes glodny?

Jeszcze raz ktos sie spyta czy jestem glodny i wybuchne emocjonalnie.

Dosc! Czemu niektore osoby nie moga zrozumiec tego ze umiem korzystac z lodowki?

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Paź

5 minutowa myśl

Nic tak nie wkurwia jak kobiety gadające od rzeczy i uciekające bezpowrotnie myśli...

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Paź

Wystawa skorpionów i pająków / Kalisz

Najciekawsze (jadowite) okazy:

Fowler Fowler Fowler Scorpio Fowler

No cóż. Chyba, mimo wszystko nie chciałbym mieć takiego stwora w domu...

11 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Paź

Wieczorna sesja w Starym Browarze

Zdobywszy akredytacje na zrobienie zdjęć w poznańskim Starym Browarze z Jackiem i Blanką wykonaliśmy wieczorną sesję... Nic dodać nic ująć. Po 4 godzinach nie czuję nóg.

Stary Browar / Poznan Stary Browar / Poznan Stary Browar / Poznan Stary Browar / Poznan Stary Browar / Poznan Stary Browar / Poznan Stary Browar / Poznan Stary Browar / Poznan Stary Browar / Poznan Stary Browar / Poznan Stary Browar / Poznan

Wniosek z ostatniego zdjęcia: Konflikt między dobrem a złem jest chorobą umysłu

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

13 Paź

Każdy ponad każdym

Andrzej Strejlau chce być na użytek rozmowy nazywany "byłym trenerem", były prezydent "prezydentem", były premier "premierem", były minister "ministrem", a mój wykładowca koniecznie "doktorem", ponieważ "profesor" to za mało.

Potem mamy 3 prezydentów, 17 premierów i jeszcze około setki ministrów. Tylko żeby jeszcze ich urzędy były w miarę nie zhańbione rzeczywistością która sami stworzyli. A ambicja i tupet towarzyszący procesowi autotytułowania się był równoległy do osiągnięć jakimi mogą sie pochwalić.

Żal patrzeć. I pomyśleć, że ludzie nadal łykają (jakby to nazwać) tę całą "zachwianą" rzeczywistość.

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

13 Paź

Polska złota jesień

Czas zatacza kolejny krąg. Spada liść za liściem aż w końcu na drzewie nie będzie już nic. Tylko dzieci w parku mają z tego niezłą frajdę. Reszta, począwszy od dozorcy a na mnie kończąc nie jest z tego jakoś specjalnie zadowolona.

Dozorca z racji tego, iż dzień w dzień musi dawać sobie z tym całym bajzlem dookoła rade. Ja, ponieważ czuje, że zbliża się jesienna depresja.

Polish Gold Autumn Polish Gold Autumn Polish Gold Autumn Polish Gold Autumn

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Paź

Over the rainbow...so high

Rainbow Tours

A na drugim końcu skarb...

Yves Larock - Raise up

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Paź

Kolejny dowód na to że nie ma boga

Dziś usłyszałem na Filozofii kolejny dowód na to, iż wszechmocnego boga nie ma. Bo jeżeli by był, to czy stworzyłby bubla? Mam na myśli ludzki mózg. Jeżeli mielibyśmy oceniać ten wytwór, jako wytwór boga to należy się co najwyżej ocena 3+.

Ludzki mózg jest niedoskonały, zawiera zbyt dużo błędów i samozaprzeczających elementów.

A więc, czy bóg w myśl idei ludzi wierzących jest tworem idealnym tworzącym rzeczy doskonałe? Jeśli tak, to czemu stworzył bubel na jedyne 3+?

19 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Paź

Dlaczego jestem za wprowadzeniem opłat za studia wyższe

Otóż od października tego roku rozpocząłem kolejny etap nauki. Tym razem przed sobą mam do pokonania studia II stopnia (SUM) na kierunku Finanse i Rachunkowość. Od początku swoich studiów (tj. 2005 rok) całą naukę finansuję sam (w sensie, że nie studiuję na uczelni państwowej). W pewnym sensie jestem poszkodowany, gdyż rodzice i ja płacąc podatki współfinansują również uczelnie wyższe, z których (jak wyżej wspomniałem) ja nie korzystam. Odwołując się do samej konstytucji, można w niej przeczytać zapis wymieniający uczelnie wyższe, jako szkoły publiczne. Przez co w myśl tego artykułu nauka w tych, że szkołach jest bezpłatna. I tu czar pryska – bo jak wiadomo studia zaoczne i wieczorowe na powyższych uczelniach są odpłatne. Uczelnie tłumaczą ten fakt w zapisie ustawy pozwalającej na „dopuszczenie świadczenia niektórych usług edukacyjnych przez publiczne szkoły wyższe za odpłatnością”.

Dla mnie prostego człowieka, nieznającego dogłębnie prawa te dwa zapisy są sprzeczne i wręcz śmieszne. Z jednej strony zezwala się na finansowanie nauki „pewnych” osób za darmo, z drugiej pobiera się opłaty od innej części osób, dla których z pewnych powodów brakło miejsca na studiach stacjonarnych (taka jest prawda, duża część osób studiująca zaocznie studiuje niestacjonarnie z powodu nieprzyjęcia na studia stacjonarne). Na tej płaszczyźnie można bardzo łatwo dostrzec problem w nierównomiernym i sprawiedliwym dostępie do usług edukacyjnych w Polsce. Jeżeli państwo mieni się państwem solidarnym, sprawiedliwym, niefaworyzującym jednych grup kosztem innych powinno być w swoich działaniach konsekwentne (pomijam osoby pracujące chcące się dokształcać) dając wszystkim jednakowy dostęp do szkolnictwa państwowego. Tak niestety nie jest.

Wody do kwasu, który kotłuje się we mnie od 2005 roku są dane statystyczne, które dotarły do mnie w ostatnimi czasy na jednym z wykładów na temat podatków. Otóż badając studentów uczelni wyższych państwowych i niepaństwowych min. Ich dochody, badacze doszli do zaskakujących wniosków. Średnie dochody osób studiujących na uczelniach państwowych „nieodpłatnie” są wyższe (tzn. przekraczające średnią krajową) od średnich dochodów osób studiujących na uczelniach niepublicznych, którzy koszty związane z finansowaniem nauki ponoszą sami.

W powyższej sytuacja jestem za tym, aby wprowadzić odpłatność za studia (z możliwością bezpłatnego kształcenia dla najlepszych) lub wprowadzenia ulg podatkowych dla osób/gospodarstw domowych, które same finansują swoją naukę. Pierwszy pomysł przyczyniłby się do wzrostu jakości kształcenia, w tym warunków na uczelniach państwowych. Do tego dochodzą takie elementy jak: poziom wykształcenia determinuje podejmowaną przyszła pracę i przyszłe zarobki, przez co polepszenie statusu materialnego niektórych osób odbywa się kosztem państwa. Po trzecie odpłatność za studia spowodowałaby zwiększoną konkurencyjność pomiędzy uczelniami, przede wszystkim pod względem jakości kształcenia (również na zasadzie płacę, więc wymagam). Po czwarte – studia odpłatne skutecznie weryfikowałyby chęci i zapał do pracy tzw. „wiecznych studentów”.

Pewnie ktoś teraz powie: „owszem wszystko pięknie ładnie, ale co z najbiedniejszymi”. Mam na to odpowiedz – nie wszystkim należy się wyższe wykształcenie. To tylko głupi trend i myślenie ludzi wg schematu „mam wyższe, mam więcej kasy”. Po drugie, jeżeli jest ktoś na tyle dobry i zdeterminowany zawsze może ubiegać się o stypendium naukowe, które zapewniałoby bezpłatną naukę na uczelni wyższej. Po czwarte – kogo tak naprawdę uważa się za biedną część społeczeństwa? Czy nie są to czasem osoby pochodzące z rejonów wiejskich, płacące mniejsze składki emerytalne (KRUS), często posiadające duże połacie ziemskie, ukrywające lub niemogące wykazać realnego dochodu na członka rodziny, pobierające dopłaty unijne, często w niemałych kwotach. To także osoby ubiegające się o dofinansowanie socjalne, co jest wręcz śmieszne patrząc na parking przed uczelnią…

Wniosek: Nie daj się zrobić w jajo. Nie ulegaj fałszywej propagandzie realizmu socjalnego.

51 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

2 Paź

Pamięć hipokrYtyczna

W dniu 30 IX (no właśnie?) było wspaniałe, super i awesome święto wszystkich chłopaków. No i jak zawsze w przypadku tego rodzaju świąt bardzo ładnie można stwierdzić prawa, zasady i idee rządzące światem. Otóż, o świętach skierowanych stricte na kobiety pamiętać każdy facet powinien (tudzież musi). W drugą stronę jednak to nie działa.

Tego rodzaju okazje bardzo fajnie pokazują kto tak naprawdę jest wart „czegokolwiek”. Kto jest zapatrzony w siebie, wymaga od innych a sam od siebie już nie. Na szczęście nie mam powodów do narzekania, bo najważniejsza z kobiet (obok własnej matki) pamiętała. A to, że ktoś tam zapomniał – no cóż trudno, ja od nikogo tego nie wymagam. Po prostu chciałem zauważyć pewną prawidłowość.

Maverick we wpisie słusznie zauważył – „święto 30 września nie przyjęło się”. Tak samo dla niektórych prężnych umysłów nie przyjęło się obchodzenie imienin, urodzin, dla Żydów Wielkanocy, dla Muzułmanów Pesach’u. Ogólnie wiele zależy od chęci i punktu siedzenia.

Z drugiej strony (tu także rację przyznaję) faceci względem kobiet zawsze byli „dupowłazami” (co za ironia!) przez co święta kobiece z racji chęci przypodobania się mężczyzn są bardziej popularne niż te płci brzydszej. Niewielu facetów potrafi być na tyle silnym by wyprzęgnąć działa przeciwko kobietom, olewając je, a szczególnie ich święta. Ja tego nie potrafię ponieważ wiem, że płeć piękna uzna to jako obrazę i to hipokratyczną (to wręcz cecha rasowa i etniczna).

Za to uważam, iż nie trzeba być miłym dla kobiet by cię szanowały. One też nie lubią „miękkich pał”, które to potrafią prawić wieczne „szczere” komplementy i nie widzieć wad (nie umieć o nich rozmawiać) – wtedy to co najwyżej kobieta jest wstanie zaoferować przyjaźń ze względu na chęć bycia adorowaną. A po co komu przyjaźń kobiety? Chyba że ktoś jest życiowym kamikaze. Widocznie są tacy…

De Mono - Kochać inaczej

Wniosek: Kochać to nie znaczy zawsze to samo…

10 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

1 Paź

Katastrofa, tragedia, nieszczęście, krach, załamka, dramat, apokalipsa, klęska, przegrana!!

Takie oto synonimy możemy znaleźć nie tylko w słowniku. Również i na Onecie

Wszędzie mówi się o wielkim krachu na rynkach finansowych. Ja osobiście do tego nie jestem przekonany i nie ulegam powstałej (i lansowanej również) w mediach negatywnej euforii. Nie porównywałbym zaistniałej sytuacji na rynkach światowych do "jakiegoś" tam Czarnego Czwartku z 1929 roku.

Wall Street Crash?

Po pierwsze tamten kryzys był spowodowany innymi czynnikami. Po drugie towarzyszyły poboczne wątki: bańka spekulacyjna, nadmierna ilość kredytów (tak jak teraz) ale na inwestycje giełdowe (a nie w nieruchomości) - mieszkania, domy i budynki są czymś bardziej trwałym niż wirtualna wartość księgowa na czyimś koncie. Aktualnie ludzie inwestowali w fundusze głównie swoje oszczędności (nikt nie brał pożyczek i kredytów na ten cel). Dodatkowo w grę (w 1929 r) wchodził wątek z ceną złota. Aktualnie nad wszystkim czuwa nadzór bankowy, który w ostatnich tygodniach obudził się ze snu i prężnie działa.

Z tego powodu nie snuł bym większych dywagacji na temat "pseudo" kryzysu który ma zniszczyć pół świata. A to, że upadnie (upadło) kilka banków niczego jeszcze nie oznacza. Po prostu przez swoją nieroztropność, naciąganie wyników finansowych i zachłanność popadli w takie a nie inne problemy. Osobiście uważam, że kara się należy. Nic w przyrodzie nie ginie - jak jeden szybko zyskuje, inny traci. A czasem z rozpędu bardzo łatwo przekroczyć tę bardzo cienką granicę, którą zresztą część banków już przekroczyła. Inne stoją na cienkiej lince do wiązania snopków na polu. Pytanie tylko - kiedy ona pęknie?

Ercola And Heikki L-Deep At Night Adam K And Soha Remix

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz