Wieś mnie zabija
Mawiają, że rejony nieskażone (czytaj wiejskie) są zdrowe – chociażby dla osób które tam mieszkają. U mnie chyba jest wręcz przeciwnie. Im dłużej tam przebywam tym gorzej się czuje. Miasto w pewnym sensie chroni mnie przed różnego rodzaju dziwnymi zjawiskami. Przykładem może być fakt, że w ostatnim czasie na wsi – na działce, przebywam częściej niż zwykle. Skutek jest taki, iż jestem rozłożony na łopatki i kwiczę. Wszystko przez żniwa które rozpoczęły się od początku tego tygodnia. Proces jakim one są, powoduje zwiększoną emisję pyłków do powietrza. W połączeniu z brakiem deszczu, unoszącą się warstwą rozgrzanego , ciepłego powietrza (proces cyrkulacji) mój organizm wymięka. Przekrwione oczy, ból głowy, silny katar, atak kichania, ogólne zmęczenie – to tylko niektóre skutki przebywania na pozornie czystej wsi.
Zaczynam coraz bardziej uważać, iż człowiek jest w stanie zaaklimatyzować się (dostosować) do warunków w jakich żyje. I tak jest w moim przypadku. Większość czasu spędzam w otoczeniu cywilizacji miejskiej. Nie mówię, że w mieście nie ma pyłków i zanieczyszczeń, ale wychodzi na to, że jestem na nie uodporniony. Gdzieś kiedyś czytałem, że środowiska bardziej sterylne są większym zagrożeniem dla ludzi, aniżeli te zanieczyszczone (wszystko w granicach rozsądku). Prostym przykładem są ludzie, którzy mają sterylne ogniska domowe i ci którzy żyją w delikatnym syfie, sprzątając powiedzmy raz na tydzień (zamiast codziennie) – mnie kurz i nie pozmywane szklanki na stoliku wcale nie przeszkadzają. CI pierwsi częściej chorują aniżeli ci drudzy. W końcu jakaś tam swego rodzaju odporność.Z drugiej strony trzeba spojrzeć na ludzi przybywających z rejonów świata, które są maksymalnie sterylne (np. arktyka). Z powodu niskich temperatów zarazki praktycznie tam nie wegetują. Ludzie mieszkających w tych rejonach odwiedzający cieplejsze rejony świata potrafili w ciągu krótkiego okresu czasu umrzeć z powodu braku odporności. Chociażby na prozaiczną grypę. I tyle.
♫ Delicious ft. Tiger Lily - Yours (DJ Sonic Mix)
Wniosek: Unikam wiejskich rejonów.
Wszędzie ci sprzedawcy...
Hmmm jakby to ująć. Może tak:
Zacząłbym wierzyć w Boga, ale odstrasza mnie ogromna ilość pośredników
Marketing, PR itp wkraczają do kościoła... Strzeż się!
Manifest innowacyjności marketingu
Tradycyjne kampanie są coraz mniej skuteczne. Następuje gwałtowny spadek zaufania do mediów komercyjnych. Konsumenci czują przesyt reklamą: badania pokazują, że gdy pojawia się w telewizji, 47% Polaków zmienia kanał. Od 60 do 80% widzów podczas emisji reklamy wyłącza się mentalnie, nie przyswaja jej treści. Jedynie 4% widzów ogląda reklamę uważnie! Widać wyraźny trend rezygnacji z mediów tradycyjnych na rzecz nowych mediów.
Przeciętny konsument zapamiętuje tylko jeden przekaz reklamowy na dwadzieścia, które do niego trafią, bez względu na to, w którym medium reklamę umieścimy. Co więcej, nawet gdy przekaz dotrze do odbiorcy, traktowany jest skrajnie nieufnie. Ile znasz osób, które uważają, że z reklam można czerpać wartościowe, rzetelne informacje?
Tradycyjna reklama pogrąża się w kryzysie. Na naszych oczach dokonuje się marketingowa rewolucja. Ci, którzy jej nie widzą, już płacą wysoką cenę: w ciągu ostatnich trzydziestu lat na rozwiniętych rynkach średnia realna cena przestrzeni reklamowej wzrosła niemal trzykrotnie! I to przy ciągłym spadku skuteczności perswazji.
Nowe myślenie przewraca rynek do góry nogami. Błyskawicznie zmieniają się definicje, zasady i narzędzia. Sukces odnosi się dzięki innowacyjnym strategiom marketingowym, holistycznemu spojrzeniu na różne media i ich ewolucję oraz błyskotliwym pomysłom pozwalającym na łączenie działań marketingowych realizowanych dotychczas oddzielnie.
Czy jestem w ciąży?
Ostatnimi czasy mam ostre objawy ciąży tzn. wahania emocjonalnego. Średnio co 15 min mam inne myśli. Raz na tak. Raz na nie.
Głównie w związku z poniedziałkową rozmową kwalifikacyjną do jednego z banków o kapitale włoskim. Problem dotyczy wyboru trybu studiów uzupełniających magisterskich (dzienny czy zaoczny) oraz tego czy chce mi się tyrać? Czy warto iść na zaoczne? Czy warto należeć do elity finansowej? Czy warto tracić czas na rozmowy kwalifikacyjne? [...] itd.
A warto? Czy to już ten czas?
Koval wsród golfowej ciszy
Oto moje nowe zainteresowania które rodziły się już kilka lat. Rok temu zakupiony kij Hogana Iron nr. 9. Dziś pierwsze kroki na polu. Swoisty debiut. Narazie trenuję wybicia.
Tylko żar lejący się z nieba powoduje niezliczone litry nieorzeźwiającego potu.
Otwarcie emocjonalne
Osz kurde. Podczas obiadu naszła mnie myśl. Gdy otwierasz się emocjonalnie* wielu osobom zaczyna brakować pewności siebie. Czują się niedowartościowani, więc nie rozumieją również tego o co ci chodzi. Obrażają się. Gdy ich przeprosisz, pogratulujesz, czy też podziękujesz - wszystko zmienia się o 180 stopni. Wiedzą, że ich przekonania zostały potwierdzone. Haaa, czyżby kolejny krok do zawładnięcia umysłów?
* Przez otwarcie emocjonalne rozumiem szczerość w postaci śmiechu, złości, wyrażenia własnych opinii itd.
Ścieżka kaleki
Oto skutki wypadu do lasu na ścieżkę zdrowia z ukochaną:
Jak widać może okazać się on bolesny, czasem niebezpieczny. Kobiety za to nieobliczalne. A ścieżka zdrowia ścieżką kalectwa.
Wepchnięty w morze dzikich róż, z wyssaną krwią przez setki komarów - dogorywam...
♫Happysad - Styrana
Legia graj coś
I tym oto sposobem stawiając na wynik 0:0 i remis w meczu (Legii) eliminacyjnym do pucharu UEFA odrobiłem straty spowodowane innym kuponem który nie wszedł. Bo od zawsze wiadomo, że Legia to stara kurwa.
Prof. Geremek

Widzicie Kruszynki, co znaczy życie. Jedna chwila, jeden moment. Nie ma nic. Pośród współcześnie żyjących miałem cztery autorytety, Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, prof. Bartoszewski i prof. Geremek.
Jednego już nie ma...
Czy warto toczyć boje o cokolwiek?
Czy warto rozdrabniać się nad czymkolwiek?
Jedna chwila, jeden moment, nie ma nic.
Rekord bilardowy
Padł osobisty rekord czasu gry w bilard. Ustanowiony w klubie Snookerowym w Kaliszu. Do dziś dogorywam (nie czuję nóg).
Czas gry: 4 godziny,
Ilość zagranych partii: 32,
Wynik: 13:19 dla Rudego (do 3 godziny łeb w łeb potem odezwało się zmęczenie)
Welcome Idiots vol.1
Swojego czasu oglądałem jeden z odcinków „Miasta Kobiet” na TVN Style. Program prowadzą w 2 parach pewne cztery kobiety (nie ważne jakie, chcę się skupić na jednej - Annie Dziewit). Gadają o wszystkim, czym kobiety mogą się interesować. Przedstawiają naiwny społecznie świat, typowo stereotypowy, w dodatku WYŁĄCZNIE z perspektywy kobiety.
I otóż to, wyżej wspomniana pani Ania dość mocno mnie zdziwiła stwierdzeniem, że „mężczyzna powinien czytać książki, chodzić do teatru, robić coś w kierunku by być ciekawym człowiekiem” (w kontekście podrywu i uwodzenia).
Natomiast jeden z gości (Paweł Sowa) sprzedał piękną ripostę „na szczęście 90% kobiet i 90% mężczyzn tak myśli, dlatego mam tyle pracy”. I wtedy doznałem wielkiego „boom” w mojej głowie… Myślę „a halo?”. To prawda! I nawet wiem coś o tym. Jestem człowiekiem który uważa, że (idąc za 224 punktem Strategii Życia by Koval), iż „ ucieczka w komputer, film, tv, książki uniemożliwia dojrzewanie poprzez relacje z ludźmi”.
I gdyby to było tak płytkie jakby można było się spodziewać to bym tego nie pisał. Za to mówi to człowiek który przeczytał (nie licząc książek ekonomicznych i marketingowych) dwie szkolne lektury – „Przygody Pana Kleksa” i „Ludzi Bezdomnych”. Obie były fajne. Ale tylko fajne. Natomiast gdy inni czytali – ja robiłem fantastyczne rzeczy. I tyle. Jest wiele alternatyw. Trzeba je dostrzec. Wiedzieć co jest dla własnej osoby dobre, a co nie. I wcale nie trzeba być romantycznym, miłym, sympatycznym, skromnym, lubianym, asertywnym, współczującym (i milion takich przymiotników). Bo liczy się ciekawość, doznawanie nowych doznań i przyjemność.
Droga na skróty też jest przyjemna, ale czy ciekawa, satysfakcjonująca? Tego jeszcze nie wiem. Ale wiem jedno, nie muszę być taki jak wszyscy, staram się taki nie być (a i tak pewnie jestem, tylko z taką różnicą, że bardziej świadomy. Zresztą, kogo to obchodzi? Who Cares!).
Wniosek: Dojrzewaj przez relacje z ludźmi.
Pożar dawnej hali Runotexu w Kaliszu
Początkowo była plotka, w którą uwierzyłem, że pali się mój ukochany klub snookerowy. Okazało się, że owszem - pali, ale jefgo dawna siedziba. Więc nie ma co się martwić. Jedna osoba ranna. Obecnych jest kilka jednostek straży pożarnej (PSP Kalisz, OSP Dobrzec, OSP Skalmierzyce, PSP Ostrów Wielkopolski), gazowni i pogotowia energetycznego. Dym widac z kilku kilometrów.
|
|
|
Może szybciej wyburzą ruinę po starym Runotexie.
Btw. Fotki i filmik podesłane do TVN24. Ciekawe czy opublikują.
Koval victa victorem vicit
Najnowsze inspiracje: Kot P* i Heeee... Hey...
Mam czyściutkie sumienie
I bilet pewny do nieba bram.
I deeejta spokój...
♫ Hey - Zazdrość
♫ Hey - 4 pory
Kilka intuicji na temat Guerilla Marketingu
Do you know what is guerilla marketing? How mem works? I know. I works there already.
Uważam, że marketing partyzancki to przyszłość. Tuż obok e-commerce. Przed chwilą doszedłem do wniosku, że te dwa nurty marketingu będą rozwijać się bardzo szybko. Równolegle.
Po pierwsze w związku z tym, że Internet coraz bardziej przyspiesza (przyspieszył) obieg i przepływ informacji.
Po drugie – narzędziem działań guerilla marketingu w przyszłości będzie Internet,
Po trzecie – daje popis kreatywności i świetnie realizuje ideę „wyróżnij się lub zgiń” Jacka Trouta
Po czwarte – społeczeństwo jest coraz głupsze,
Po piąte – intuicja,
♫ Beats And Styles Feat Papa Dee-Take It Bac
Wieśniackie fotografie z wakacji
Zaczęła mi się coraz bardziej dziwna rzecz wydawać. Gdy za każdym razem trafiam na zdjęcia kogoś, kto z wielką dumą pokazuje fotografie z wakacji/podróży, na których stoi dumnie, pewnie, z wielką elegancją i sztywnością (z kijem w dupie) na tle jakiejś jakże „strategicznej” budowli/gmachu. Przykładów można by mnożyć chociażby na samej Naszej Klasie. Tu i tu i tu. Nonsens.
To nienaturalne. Sztywne. Prostolinijne. I w końcu – wieśniackie. Mam kilka takich fotek. Żałuje, że kazałem takie coś komuś zrobić. „Byłem młody, nieświadomy. Zmusili mnie. Bałem się odmówić” (brzmi to jak zwierzenia ubeka).
Właściwie są już wakacje. Wiele osób wyjedzie i przywiezie takie zdjęcia. Modle się by nie być katowany wyłącznie takimi fotografiami. Bo zasnę, a z moim niskim ciśnieniem jest to bardzo, ale to bardzo wysoce prawdopodobne. Ano. Osobiście uważam, że zdjęcia tego typu są płytkie. Nic nie wnoszą. Bez duszy. Typowa banalna dokumentacja niosąca przekaz „patrz skurwielu ja tam byłem”.
Wniosek: Rób zdjęcia z głową. Oszczędzaj kartę pamięci.

