Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę są bezwstydnymi kłamstwami...

30 Lis

Polska woda zdrowia doda. Czyżby?

Chciałbym rzec, że nie obawiam się pić czystej wody z kranu. Niestety azbestowe rury oraz kamień i "białko ludzkie" w składzie wody daje dużo do myślenia.

img
Pozostałości po kranówie

Całe szczęście że ciepłej wody (gotowanej w czajniku) używam do celów spożywczych może raz na 2 tyg. Całe szczęście ze mało pije ciepłych rzeczy. Całe szczęście że nie pije kaw i herbat. Całe szczęście, że jeszcze żyje... A w Afryce i Ameryce Południowej mają gorzej.

Pedro Del Mar Feat Emma Nelson - Feel (Dj Shah's Ambient Soul Remix)

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

28 Lis

Macho

Kiedy kobieta zmienia zdanie na twój temat?

W momencie gdy wygrywasz z silniejszym przeciwnikiem w bilard

Btw. Wpadłem na to wracając z musztardą sarepską w ręku do domu...

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

28 Lis

Wytrwałość sklepowa

Moja wytrwałość przy robieniu zakupów w e-handlu czasem mnie zdumiewa. Bo ileż to razy można ponawiać ten sam przelew przy użyciu usługi przelewy24?

Trzy razy odrzucona transakcja, za czwartym przyjęta gdzie po 24 godzinach informacja, iż transakcja została wykonana nieprawidłowo, a środki zostały skierowane na przedpłatę...

Gdyby mi tak nie zależało na tych ciuchach to bym to chyba olał, bluzgając i waląc soczyste słówka na wszystko i wszystkich wokoło... Ostatnia próba. Tym razem wygląda, iż wszystko jest ok.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

27 Lis

"Nie lubię nauczyciela" - masz problem...

Swojego czasu dowiedziałem się, iż negatywny stosunek do nauczyciela powoduje zwiększenie nakładów pracy potrzebnej do przyswojenia wiedzy o 50%.

I biorąc to na (jak to mówi Tusk) "chłopski rozum" to prawda. I nie wynika to koniecznie z logicznego punktu widzenia, ale również z tego, że kiedy zacząłem na studiach uczyć się tego co mi się podoba, zamiast tego co mnie nudzi i doprowadza do szału - wyniki i chęci do nauki wzrosły w miarę jedzenia tfuuu... poszerzania wiedzy.

Btw. I nawet z teorii negocjacji wynikałoby, aby mieć dobre stosunki ze swoimi partnerami negocjacji (w tym wypadku nauczycielami).

Eminem feat. Akon - Smack that

Wniosek: Lub swoich nauczycieli.

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

27 Lis

Nasza klasa

Nawiązując do wpisu Michała nie mogłem się powstrzymać... Bajeczka. A serwis nasza-klasa.pl bije z miesiąca na miesiąc rekordy. Kazdego tygodnia dochodzi do mnie po 10 zaproszeń. Zastanawiam się kiedy ten szał minie, tak samo jak było z fotką, gronem i bóg wie czym...

img img img

Umożliwię dotarcie CBA do mojej osoby. Wtedy każdy wygladał jak dziecko... Teraz to mężni, dobrze zbudowani, wypięte klaty. Kobiety prawdziwie kobiece, wyrobione. Już panny, a nie księżniczki.
Masakra

BTW. Jak jakiś mistrz (mistrzyni) znajdzie mnie na zdjęciach to kapelusze z głów!

21 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

26 Lis

PR własnej osoby

Być innym to nie być takim samym. Być unikatowym to być jedynym w swoim rodzaju.

img
Businessman Style

Businessman Style, czyli dbanie o własny wizerunek (w skrócie)... hahaha

Skład:

Ray Charles - You Don't Know Me (With Diana Krall)

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

26 Lis

Snieg

Pada śnieg, pada śnieg... O jak zajebiście.

Znów zaskoczyło drogowców i babcie na ryneczku.

17 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

22 Lis

Szoł biznes po polsku

Opole. Gra Budka Suflera. Transmisja w TVP. Przed telewizorem, siedząc w restauracji Michał Wiśniewski mówi do swojej ówczesnej żony następujące słowa:

Zobacz na publiczność!
Zobacz, kto śpiewa…
Statyści się bawią kochanie…

To jeden z fajniejszych fragmentów filmu dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego pt „Nakręceni, czyli szołbiznes po polsku”. Przykre to wszystko, bo w Polsce mamy 39 milionów mieszańców. Z tego większa część ulega wpływom mediów.

Poszukałem informacji o oglądalności imprez, które pojawiły się w produkcji Latkowskiego. Wyniki mnie przeraziły.

  • Opole ponad 5 000 000
  • Superjedynki 4 553 659
  • Top 2 579 307
  • Debiuty 2 406 614
  • Trendy 1 936 308
  • Niebo z moich stron 5 112 160
  • Cyganeria Jacka Cygana 2 525 848
  • Kabaretron 2 193 913

Festiwal w Opolu wpadł w pułapkę wyścigu oglądalności. Odkąd przestał kreować cokolwiek, a zaczął wyłącznie schlebiać gustom. Dawniej to były imprezy, dzięki którym ludzie dowiadywali się o Czesławie Niemenie, Ewie Demarczyk. Festiwal pełnił rolę kreatywną, a dziś sprowadza się do tego, czym zajmują się komercyjne rozgłośnie radiowe. I nie jest to żaden wyjątek. Większym problemem jest to, w jaki sposób wybiera się zespoły, artystów którzy wygrywają te festiwale. Manipuluje się wynikami, recenzje pisze się już przed rozpoczęciem imprezy, stawia się statystów na widowni, płaci za powerplay w komercyjnych radiostacjach. Jednym słowem manipuluje się gustami słuchaczy, tudzież widzów. Ludzie z branży dobrze o tym wiedza. Temat poruszany wpada jak kamień w studnie. Co gorsze wpada w muł.

Pytanie jakie należy sobie zadać w takiej sytuacji to takie czy rynek mediów jest tak naprawdę wolny? Czy nie bez kozery TVN nazywa się stacją opozycyjną (bo bardziej opłacalne jest wspieranie opozycji niż partii rządzącej). Czy takie stacje pokroju RMF FM świadomie promują pewne powerplay’e na swojej antenie? Czy wręczanie statuetek takich jak Fryderyki, Superjedynki w polskiej (światowej) rzeczywistości mają jakikolwiek sens? Upewniłem się. To robienie z ludzi wała…

Flexxip - Szukam tego $

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

21 Lis

Profesjonalna krytyka sztuki

Jak można napisać recenzję spektaklu podsumowując wszystko bardzo ładnie jak na „zajebistego” krytyka sztuki przystało podając przy tym nazwiska aktorów, którzy tak naprawdę w tym dniu (premiery) nie występowali?

Profesjonalna recenzja. Zaczyna mnie to przerażać. Koleś w czasie premiery siedzi sobie z dupą w restauracji. Wpada do domu zajebany i pisze potem takie głupoty, które czytają tysiące, a może miliony ludzi. Denerwuje mnie takie odgrzewanie kotleta. Świadczy to tylko o tym, że tacy ludzie są pieprzonymi rutyniarzami. I to jest święta prawda – jeżeli mam robić za każdym razem to samo, przy czym nic nowego się nie ucząc to jaki jest sens tego robienia? No chyba odpowiedz nasuwa się sama.

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

20 Lis

życie nie zaskakuje

Trudno ocenić jak potężna może być miłość. Może nam dać siły w ciężkich chwilach lub zmobilizować do poświęceń. Może sprawić, że przyzwoity człowiek popełni straszny czyn. Może popchnąć zwykłą kobietę do szukania prawdy. Nawet, kiedy odejdziemy miłość pozostanie. Wszyscy szukamy miłości, ale niektórzy z nas żałują, że ją znaleźli.

Raz, dwa, trzy - Polska Miłość

Wniosek: KURWA MAć!

Jednak mało ludzie rozumieją...

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

19 Lis

Pościg za autobusem PKS

Kolegi dziewczyna zostawiła w mieszkaniu komórke. W związku, że jesteśmy uczynni, nieco zakręceni z odrobiną szaleństwa postanowiliśmy ruszyć z interwencją.

Autobus znaleziony, zatrzymany i ujęty w pod poznańskim Kórniku.

12 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

18 Lis

VIP

Wszyscy szukamy tej jednej wyjątkowej osoby, która da nam to, czego nam w życiu brakuje, kogoś, kto zapewni nam towarzystwo, pomoc, bezpieczeństwo. Czasami jeśli szukamy bardzo intensywnie możemy znaleźć osobę, która zapewni nam wszystko. Każdy z nas kogoś szuka. Jeśli nie możemy znaleźć pozostaje modlić się by znaleziono nas.

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

16 Lis

Bo ludzie myślą ze na kulturze wysokiej nie da się zarobić

Osiem godzin na konferencji Sponsoring w Kulturze okazało się strasznie wyczerpujące. W dodatku o sobie dawał znać big kac.

Zaimponował mi jeden z prelegatów konferencji – artysta, plastyk prowadzący własną agencję reklamową. W pewnym sensie jego wykład był nieco pesymistyczny, aczkolwiek taki zapewne miał być. Chciał zwrócić uwagę na pewne sprawy, które źle toczą się jeżeli chodzi o kulturę i jej istnienie w mediach, społeczeństwie.

Wysunął dość ciekawą tezę. Po kolei. Zaczęło się od tego, że wpadł na dziwny pomysł pokazania nigdy wcześniej nie pokazywanych zbiorów Muzeum Narodowego. Idea powstała na bazie tego, iż powszechnie wiadomo, że tylko 3% całości eksponatów można oglądać. Reszta spoczywa spokojnie w magazynach na swoją kolejkę, która może nigdy nie nadejść. W momencie realizowania tego projektu – przedstawiania cyklu filmów w których odkrywa się coraz to nowsze, ciekawe i interesujące zbiory pojawiła się masa problemów. Problemów, które na pewnym etapie tworzenia są trudne do przeskoczenia.

Pierwszy. Poszedł z propozycją do TVP. Z ofertą. Po czasie okazało się, że nie ma tak naprawdę, z kim tam rozmawiać. Przede wszystkim merytorycznie. No, bo tak – rząd zmienia się, co 4 lata. Jeżeli nawet ktoś był, z kim można było sensownie porozmawiać to przy zmianie prezesa ekipa decyzyjna również się zmieniała.

Drugi. Z tą samą propozycją zapukał do drzwi stacji komercyjnych. Wszędzie usłyszał mniej więcej to samo – wyłożycie pieniądze, nie ma problemu wyemitujemy. Tak się stało. Znalazł się sponsor (PZU) a cykl można było (nadal można) oglądać w weekendowej wersji Dzień Dobry TVN.

Trzeci. To duże przedsiębiorstwa, która tak naprawdę nie sponsorują kultury wysokiej. A jeżeli nawet to nie, dlatego, że widzą w kulturze potencjalną możliwość zysku. Wręcz przeciwnie. Sponsorują dla samego sponsorowania, ponieważ dzieje się to za sprawką pasji osób, którzy tam pracują. Ze względu na to, że te osoby prywatnie interesują się plastyką, grafiką, muzyką, teatrem czy literaturą i karzą ludziom od marketingu „wydać” pewne sumy pieniędzy na daną dziedzinę kultury. Przekładają to na promocję ich firmy.

Problem widział w tym, że większość imprez, eventów sponsorowanych przez przedsiębiorstwa to takie imprezy, które zostały wymyślone nie przez artystów a przez marketingowców. Przykładem jest festiwal Heineken Music. Wymyślony tylko do celów promocyjnych piwa (w sumie tak naprawdę o to w tym wszystkim chodzi, ale who cares). Bo na pewno nie zdarzyło się tak, że do grupki ludzi grających w parku Jazz przyjechał Heineken i powiedział „Hey guys – robimy imprezkę”. Wręcz przeciwnie.

Koleś opowiadał także o innym dziwnym pomyśle jaki próbował zrealizować ze swoimi współpracownikami. Miał ochotę zrobić wystawę o „historii sponsoringu”. Zaprosili muzyków, plastyków. Chcieli pokazać kawałek historii sponsoringu w odniesieniu do współczesnych rzeczy, które dzieją się teraz. Stworzyli tę wystawę. Potrzebowali miejsca. Trafili do Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim. Była tam taka pani, która zajmuje się marketingiem tego miejsca. Zachwyciła się pomysłem i nazwiskami. Niestety pan dyrektor centrum sztuki stwierdził, że są zainteresowani robieniem wystaw, ale tylko swoich projektów. Ok – pomyślał. Znajdzie się sponsor to wystawimy. Wtedy dyrekcja wyceniła wynajem sali na 20 000 PLN / dobę. Szukali dalej. Trafili do Zachęty. Tam dowiedzieli się, że ok, mogą zrobić wystawę ale tylko jego prac. Nie potrafili zrozumieć, że można w ciekawy sposób pokazać sposób wykorzystania kultury w marketingowym przekazie danej firmy.

Podobnie jest z takim znanym miejscem jak Fabryka Trzciny. Ogólnie fajna idea i fajny pomysł. Miejsce kultury. Wszyscy o nim słyszeli. Często się o nim mówi w mediach. Rzeczywistość jest taka, że wchodząc do tej lokalizacji, chcąc wejść na piwo – trzeba kupić bilet, chcąc obejrzeć wystawę – trzeba kupić bilet. Wychodzi na to, że zaszło to wszystko za daleko. Komercjalizacja zjawiska jakim jest kultura zaszła za daleko. Skutkiem tego jest min. to, że artyści tak naprawdę nie mają „swojego” miejsca, w którym zaprezentować mogliby swoje prace.

Wracając lekko zmieszani z Fabryki Trzciny na starej Pradze znaleźli fabrykę. Patrzą – właściciele aktualnie się pakują. Ulica Szwedzka. Pięć hektarów. Piękna architektura. Najpierw był pomysł by zrobić tam wystawę. Właściciel niespecjalnie zainteresowany był by kogoś tam wpuszczać. Po kilku dniach wymyślono projekt zakładający powstanie w tym miejscu Centrum Sztuki. Jedyny problem to pieniądze. By kupić starą fabrykę potrzebne były 20 mln PLN, potem kolejne 80 na przebudowę. W skrócie mówiąc znalazły się firmy, które chciały wejść w to miejsce. Europejskie firmy. Polskie nie. Zjawiły się banki, które chciały skredytować inwestycje. Powstał biznesplan. Powstały projekty finansowe. Ludzie przez 1,5 roku tworzyli to wszystko charytatywnie. W myśl idei tej idei. Kiedy jeden problem został rozwiązany odezwał się Szkot (właściciel fabryki). Zaproponował współpracę – on daje fabrykę w zamian za udziały w przedsięwzięciu. Zaczęły się negocjacje. Pokrótce okazało się, że jego 20% wkładu miało stać się 80% udziałów. Typowy szkocki biznes. Wiadomo, że propozycja irracjonalna. Nikt dobrze myślący na to by nie poszedł. Wyszło jak wyszło. Pojawił się inny inwestor w fabryce. Deweloper kupił to miejsce za 2 razy drożej. Zamierza postawić na ul. Szwedzkiej strzeżone osiedle. I nie chodzi o to, że w takim miejscu stawia się domy mieszkalne, a o to, że w zachodnich krajach, w takich miejscach jak Praga. W miejscach niebywale atrakcyjnych gdzie mieszkania sprzedaje się po 20 000zł za m2. W Polsce za jedynie 8000zł. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że fajny pomysł i fajna idea została zaprzepaszczona przez spodziewane 4 miliony euro zysku (na czysto, jednorazowo) bez analizy tego ile owy projekt kulturalny mógłby generować profitów rocznie. Z prognoz wynikało, że 4 mln euro, tyle samo, co z tych mieszkań, ale rocznie! Nawet sam developer (hiszpański przeszczep) był zachwycony pomysłem. Jedyną jego wątpliwością było „niemożliwe, że na sztuce da się zarobić!

A można. Dobrym przykładem tego jest Stary Browar w Poznaniu. Może nie do końca miejsce w 100% kulturalne, ale z dużą odrobiną kultury. I wiara to łyka. Są wystawy, galerie, koncerty i recitale. Wszystko tuż obok wyrobów jubilerskich W. Kruk i Swarowski, sklepów z markowymi ciuchami – Van Graff, Lacoste, czy Hugo Boss. Jakoś to funkcjonuje, przyjęło się i jak widać można na tym zarobić niemałe pieniądze. Kultura stała się swoistym rodzajem wózka, który napędza zyski. W szczególności że dziś nie jest jeszcze aż tak mocno wyeksploatowana przez marketing jak inne dziedziny życia.

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Lis

Realistycznie podsumowali warszawski syf

Warszawa wydała fajny film promocyjny z okazji ubiegania się o tytuł europejskiej stolicy kultury.

Europejska Stolica Kultury jest najbardziej popularnym programem kulturalnym Unii Europejskiej skierowanym do miast. Od 1985 roku tytuł dzierżyło szereg miast europejskich, w tym takie stolice jak Amsterdam, Ateny, Sztokholm, Helsinki, Praga. Raport Komisji Europejskiej oparty na tych doświadczeniach wskazuje, że tytuł Europejskiej Stolicy Kultury wzmacnia markę i wizerunek miasta, ułatwia przygotowanie długookresowej strategii rozwoju kultury, przyczynia się do wzrostu liczby turystów, dochodów miasta oraz inwestycji w kulturę i infrastrukturę.

Spot ciekawy. Najwieksze kontrowersje stwarza wśród warszawiaków fotomontaż przedstawiający Pałac Kultury, a poniżej pole kapusty. Trochę ironii warszawiakom nie zaszkodzi. Aczkolwiek znając ich zarozumiałość mało jakiemu rodowitowemu mieszkańcowi tego miasta się to spodoba.

To co można zobaczyć w Warszawie trafnie obrazuje tekst Piotra Rachwalskiego. Czy nie pasuje strasznie do tego spotu reklamowego? Poczytaj!

Ale to już inny temat. Warszawa jest nie do życia - ale to banał i każdy to wie. Szokuje pozorny blichtr głównych ulic, jego zderzenie z syfem podwórek, ruinami w bramach przy Al. Jerozolimskich, bazarem i syfem przy dworcu, jakimiś marketami z blachy w samym sercu miasta (Marks & Spencer). No i te ciągłe korki, ciągłe przejazdy karawan rządzących, które już nawet nikogo nie wkurzają (ostatnio widziałem jak policjanci obstawiający takie przejazdy zatrzymali karetkę na sygnale, która czekała ze 3 minuty, zanim przejechała kawalkada aut i karetek z BORowcami i jakąś świnią... w Poznaniu by to chyba nie przeszło). Są miejsca fajne, budki z tanim żarciem vege u Wietnamczyków, fajny i klimatowy, wschodni, jest stadion 10-lecia, czyli Jarmark Europa... Ma swój klimat także i Ursynów, takie Piątkowo do kwadratu, komunistyczny twór, ale fajny dość przez to, że inny... Fajny jest Mariensztat - takie mini stare miasto przy trasie WZ, dla jej budowniczych zbudowane; wbrew pozorom unikatowe i klimatowe miejsce to MDM, cała z piaskowca, taka "komunistyczna", ale i ciekawa przez te płaskorzeźby kolejarzy i żniwiarek, szarość, rzędy takich samych okien budzą respekt. Fajny jest - o zgrozo - Pałac Kultury i Nauki (zwany tu - od skrótu - PEKINEM) - jedyny charakterystyczny, "warszawski" budynek, kiedyś symbol systemu, teraz jedyny wyróżnik pośród szklanych fasad, punkt orientacyjny, rozłożony jak kupa w środku miasta, ale jakiś taki bliski (może to te filmy z dzieciństwa :-)...). Swój okropny klimat ma też Dworzec Centralny - gierkowski koszmar, bez porządnej knajpy czy poczekalni, nieludzki twór - ale i tak jest to coś wartościowego, jak pomyślę, że w tym miejscu ma stanąć biurowiec, a największy dworzec w kraju zostanie zredukowany do kas w podziemiach... Co jest najśmieszniejsze? Setki osób z bańkami, wózeczkami do ich wożenia, z butelkami i czym tam kto ma ciągnące do źródełek wody oligoceńskiej - jedynej wody w Warszawie nadającej się do picia. Wygląda to przekomicznie - środek europejskiej stolicy na początku XXI wieku przypomina jakieś oblężone miasto w czasie dżumy... To po prostu trzeba zobaczyć.

Wniosek: Są miasta i miasta. Warszawki nie lubimy

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

14 Lis

Tertium non datur

Jak fajnie znów wrócić do korzeni i być tym najbardziej chamskim. Czerpać przyjemność z dojebywania. Brakowało mi tego od jakiegoś czasu. Jak ja to nazwałem ostatnio? To coś w rodzaju „burzenia taranem ścian” albo „palenia mostów za sobą”. Kiedy dąży się do określonego targetu część rzeczy przestaje być już istotna, a utrzymywanie ich zajmuje zbyt wiele czasu i energii. Są wyjątki, ale rozchodzenie się nad nimi teraz nie ma najmniejszego sensu.

Po prostu, gdy sprzedawca wie, czuje, że nigdy więcej nie spotka danej osoby – jest w stanie przeprowadzić interes, na którym zyska tylko on. Podobną strategie wykorzystuję ja. Gdy dana osoba generuje koszty robimy cut off. W ten sposób otaczasz się osobami, które dają maksymalny fun, uczą cię i ty uczysz ich czegoś. Podczas kontaktów z nimi zyskujesz na każdym polu.

Nie znam osoby, która robiłaby źle dla siebie. No chyba, że jest sadomasochistą. Przyjmuję, że kontakt z „maruderami” jest tym czymś złym, a wczoraj jeden taki (jedna taka) próbował narzucić mi swoje zachowanie. Skończyło się ciekawie (hahaha).

Nie lubię się czuć tak jak ktoś chce żebym się czuł (no chyba, że jest w tym czymś coś dobrego, dla mnie). Jak pragnę być wkurwiony to nie chce żeby mnie ktoś pocieszał (czemu jesteś taki zły? Uśmiechnij się – Nie kurwa nie zrobię tego). Gdy chce być uśmiechnięty nie chcę by ktoś mi psuł pozytywne doznania (Z czego się śmiejesz? – Kurwa z ciebie!). Gdy chce nie robić nic, nie chce by ktoś mi narzucał zadania (Pozmywaj. – Nie, bo mi się podoba artystyczny syf). Nie ma nic, co powinieneś robić. Są tylko rzeczy, które chcesz robić.

Btw. Zarzucają mi, że moja strategia jest zła. Po pierwsze najlepsze rozwiązania czyhają na człowieka w jego wnętrzu. Po drugie – popatrz na efekty. Po trzecie – dróg do celu jest wiele.

Wniosek: Miej sposób na życie. Nie ważne jaki. Byle byś go miał

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

12 Lis

Ludzie zaczęli się uśmiechać

Dziś przyszło mi się zastanowić jak wygląda Polska po wyborach parlamentarnych w 2007 roku… Minęło powiedzmy kilka dni a politycy wykreowali piękną nową rzeczywistość.

Ludziom żyje się lepiej, nie ma kłótni i problemów dnia codziennego. Łatwiej się im uczy luzu i ideologii „Who cares”. Mimo, że zbliża się zimowy deficyt promieni słonecznych i jesienna depresja ludzie wykazują ogólny „Keep smiling”. Przykład? Pani sprzedawczyni w markecie Alma (Stary Browar/Poznań) przywitała mnie ładnym uśmiechem, powiedziała banalne „Dzień dobry” i z wielkim zadowoleniem wydała mi resztę jednocześnie przy tym dziękując za udane zakupy. Mało spotykany widok? Po Grecji przyzwyczajony jestem do życzliwości ludzi. Za to inni niekoniecznie. Czas zmieniać nastawienie… Ona była pierwsza!

I czy to wpływ polityki, mobilizacji zimowej, pogody, ciśnienia czy może zajebistego porannego orgazmu - to żadna przyczyna takiego stanu rzeczy ma mniejsze znaczenie niż sam fakt zaistniałej sytuacji. Bo najbardziej lubię kupować emocje, wartość dodaną do produktu, konkretnej marki, niż suchy bezduszny produkt. I udowodniono, że ludzie robiący zakupy w takich sklepach jak Alma czy Piotr i Paweł niekoniecznie szukają zdrowej, drogiej żywności. Liczą wg. mnie na coś więcej ze strony sklepu niż ponura kasjerka i ładnie zapakowane pomidory. Chcą tego czegoś. Emocji. Bo sami chcą czuć się w tym wszystkim szczęśliwsi niczym amerykańscy hipisi patrzący na najszczęśliwsze miasto świata -San Francisco, gdzie para spacerujących, uśmiechniętych staruszków okazuje się gejami, a do kościoła nie chodzi się modlić i prosić o przebaczenie boga tylko ćwiczyć Jogę.

Dr Alban - It's My Life

Wniosek: Keep smiling

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

12 Lis

11 listopada jako tradycja poznańska

11 listopada to nie tylko obchody święta państwowego – Dnia Niepodległości. To również imieniny Marcina a co za tym idzie mojego brata i ulicy w Poznaniu, nazwaną tak na cześć (jak nie trudno się domyślić) św. Marcina.

Święty Marcin był jednym z najbardziej popularnych świętych w Europie. W XII wieku także w Poznaniu stanął kościół pod jego wezwaniem. Wkrótce potem wokół świątyni zaczęła powstawać podmiejska osada zamieszkana przez rzemieślników. Od imienia patrona kościoła nazywano ją Świętym Marcinem. W 1797 roku Prusacy włączyli osadę w granicę miasta, a przebiegająca przez nią ulicą stałą się jedną z głównych ulic Poznania. Niecałe sto lat później,  w listopadzie 1891 narodziła się w kościele św. Marcina tradycja rogali świętomarcińskich. Wówczas to proboszcz parafii Jan Lewicki zaapelował do wiernych, aby wzorem Marcina zrobili coś dla biednych. Cukiernik Józef Melzer postanowił odwołać się do starej tradycji związanej z wypiekiem rogali na Św. Marcina. 11 Listopada, w dniu pogrzebu świętego wypiekano rogale, które miały symbolizować zgubioną przez konia świętego podkowę. W rzeczywistości Kościół zagospodarował na swój użytek tradycje sięgającą czasów pogańskich, kiedy to jesienią składano bogom ofiar z wołów lub w ich zastępstwie zwijane w wole rogi ciasta. Melzer sprzedawał rogale bogatym, a biedni otrzymywali je za darmo. Wkrótce biedni w dniu 11 listopada mogli liczyć także na inne podarunki jak chleby czy mięsa. Święto Marcina obchodzono także w całej Polsce. Łączono je z zakończeniem prac w polu, jesiennym ubojem bydła i gęsi, przygotowywaniem zapasów na zimę i urządzanymi z tej okazji ucztami.

Dziś to święto jest niebywałą atrakcją turystyczną. Rogale świetomarcińśkiez nadzieniem z maku urosły do takiej rangi, że tradycyjnie 11 listopada do Poznania, na obchody imienin ulicy Św. Marcina przyjeżdżają turyści z całej Polski. W tym dniu organizuje się również szereg wielu wystaw i koncertów.

img img img
img img img
img img img
img    

Bez echa i kontrowersji obiła się nowa ustawa o zakazu handlu w dni świąteczne, która przysporzyła poznańskim cukiernikom kilku kłopotów. Na szczęście inspektorzy pracy odstąpili od respektowania tej ustawy w dniu 11 listopada uznając, iż wymaga tego tradycja. Urząd miasta wykorzystując całą sytuację rozpoczął na tę okazję szereg akcji promocyjnych min. kampania billbordowa mająca na celu promować tradycyjne wyroby cukiernicze z Poznania pt „Rogale poznańskie wygrały”. Dodatkowo w tym roku przyznano certyfikaty najlepszym cukierniom, które pieką oryginalne poznańskie wyroby cukiernicze.

img
Przyłąpany na gorącym uczynku Ryszard Grobelny, prezydent Poznania

Jak widać obrona marcińskich rogali całą parą. Dodam jeszcze, że dla poznaniaków 11 listopada okazuje się nie mniej tłustym dniem niż tłusty czwartek. Więc spalić zbędne kalorie można na kilka sposobów. Jednym z nich jest wycieczka po kolejne…

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

10 Lis

Rock'n'Roll żyje

Kurcze no. Rock’n’rolla prawdziwego już nie ma. Tylko ten, który powstał dawno temu. Był wyrazem buntu ludzi młodych przeciwko dorosłym. Tym, którzy wynaleźli bombę atomową, tym, co nie rozumieli potrzeb młodych osób i tym, którzy wysyłali żołnierzy na front. Młodzi zaczęli wierzyć w potęgę beatu, zrozumieli, o co w nim chodzi.

To muzyka, którą czujesz całym sobą, muzyka, której nie trzeba się uczyć. Fantastyczna. Do dziś słysząc na imprezie rytmy elvisowskie wiara biegnie tłumem na parkiet. Kojarzy się z czasami beztroski. Czasy się zmieniły. Pozostał Rock’n’Roll i tylko na parkiecie można znów poczuć się jak w za tamtych czasów, gdyż owy beat niesie maksymalny przekaz emocjonalny tamtych lat. Nic nie trzeba mówić. Tylko tańczyć i szaleć.

W latach 50 zapomniano o „bit Bendach”, o Jazzie. Uważano, że to muzyka dla jajogłowych i studentów. R’n’R był muzyką czarną, prawdziwą. Poruszał całym ciałem. I tak jest do dziś.
Aktualnie jesteś bogiem, gdy zatańczysz Break Dance lub Krup’a. Wtedy było trzeba umieć grać Rock’n’Rolla. Wtedy mogłeś powiedzieć, że jesteś cool.

img
The beatles

Wiążą się z nim również emocje. Las emocji. Była to muzyka dla młodych, którzy musieli się wyszaleć. Często emocje sięgały zenitu. Stąd ukute i znane do dziś powiedzenie Sex, Drugs and Rock’n’Roll. Emocje nie górowały nie tylko na parkiecie – także na salach kinowych. Podczas emisji „Rock’n’Roll around The Clock” w ciągu pierwszych kwadransów seansu z sal wyprowadzano dziesiątki ludzi, którzy skakali po krzesłach kinowych, zakłócali ciszę i niszczyli sale. W kilku miastach zakazano wyświetlania tego filmu.

Wiele osób opowiada do dziś, że zbierali się w piwnicy. Zamykali drzwi na klucz i słuchali płyt winylowych tak jakby była to zakazana muzyka. Przypominało to wtedy łamanie prawa. Mój ojciec do dziś potrafi wymienić czołowe tytuły piosenek. Pamięta, bo wtedy słuchało się tego tak często jak Nelly Furtado i Rihanny aktualnie. Z taką różnicą, że wtedy dorośli uważali, iż Rock’n’Roll to małpowanie i muzyka dla osób ze złych domów.

A co do wykonawców – legendami do dziś są Chuck Berry, Elvis Presley, Little Richard, Jerry Lee Lewis, Buddy Holly, The Beatles, The Rolling Stones, The Kinks, The Dave Clark Five, czy The Animals.

I na koniec cytat Andrzeja Walickiego:

Ten śmieszny, zwariowany świat fruwających marynarek, wpadających w ucho melodii i naiwnych (choć nie zawsze) tekstów, nie przeminął bez echa. Utrwalił się na tyle w świadomości pokolenia „szalonych lat sześćdziesiątych”, że i dzisiaj wywołuje emocje.

Chuck Berry - You never can tell
Rolling Stones - Start Me Up

Więc Rock & Roll!

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

9 Lis

Alkochińczyk

Czy kiedykolwiek słyszałeś o grze Alkochinczyk? Tak? Wczoraj zagraliśmy. Taki mały trening przed właściwą grą. Ciężka gra. Ciężka. Na 5 osób trzeba przygotować, co najmniej 5 butelek 0,5. Należy też pamiętać o właściwym tempie gry. Co za szybko to nie zdrowo…

Teraz pozostały do przetestowania szachy studenckie… A co do alkochińczyka – mitem okazało się stwierdzenie, że tej gry nie da się ukończyć. Trzeba tylko mieć odrobinę szczęścia. Jak wiadomo – nie można na nim polegać…

Oddział Zamknięty - Moi przyjaciele

8 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Lis

Eksperymentów kulinarnych c.d. -Big Zapiekanka

Trzy rodzaje sera (Mozarella, Gouda i Camembert), salami, bagietka paryska. Dla niektórych bomba kaloryczna. Dla mnie niebo w gębie. Do tego dochodzi wyśmienite Peroni Nastro Azzurro. Kolejne marzenie o big zapiekance zrealizowane.

img img img

 

8 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Lis

Sex to zdrowie

Na wykładach nudy. Znudzeni studenci marketingu odkrywają coraz to nowe gadzety z branży "burdello boom boom".

img

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Lis

Na miłość boską - baw się

Have a positive attiude and spread it around,
never let yourself be a victim,
and for goodness' sake - have fun!

Słowa te należą do menedzera określanego "najlepszym" - Jacka Welcha. Kolesia, który stworzył General Electric. Wszystko za sprawą uporu i niekonwencjonalnych metod prowadzenia biznesu.

Hmmm. Jak by to przetłumaczyć? Może tak: Lecimy nie śpimy!

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Lis

Zmieniać świat. W dobrą stronę

Kiedy zrealizuję wszystkie plany dotyczące szkoły wymyślę sobie coś nowego. Robienie nowych niezwykłych rzeczy jest tak fascynujące, że nawet nie ma tutaj miejsca na wielkie słowa, na myślenie o myśli błyskawicznej, czy działanie pro publico bono. Radość tworzenia to jest to co daje nieprawdopodobną siłę na samym starcie. Trochę zaryzykuję, z etykiety sentymentalisty powiem, że ja kocham patrzeć jak moje dzieciaki rosną, dojrzewają i mam nadzieje, że w przyszłości zobaczę jak moi najlepsi absolwenci zaczną zmieniać świat. I to w dobrą stronę.

Powiedział te słowa dr Krzysztof Pawłowski. Powalił mnie tym na kolana. Chyba dalsze słowa są zbędne…

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Lis

Tolerancja w wydaniu PL

Kiedyś swojego czasu strasznie nie lubiłem gejów, pedałów i ciot. Dziwnym trafem w ostatnim czasie zmieniłem swoje przekonania. Ba odrzuciłem je. I nie to żebym zmieniał orientacje. Nie nie nie. Nie w tym rzecz.

A wszystko to stało się w momencie, kiedy usłyszałem rozróżnienie pedała od geja i homoseksualisty. Otóż homoseksualista to ten, który siedzi w zaciszu domu, zachowuje się jak normalny heteroseksualny człowiek, żyjący jak każdy prawy obywatel, nie ujawniając swojej orientacji. Gej to ten, który biega po mieście i wszystkim pokazuje, jaki to on nie jest. Manify i te sprawy. Pedał to najgorsze stadium przypadku – nie dość, że uczestniczy w każdej manifestacji gejowskiej, to w dodatku nienawidzi nas ludzi o tej właściwej orientacji. Tępi wszystko, co hetero.

I tak wtedy stwierdziłem ze nie każdy gej to pedał a nie każdy pedał to homoseksualista. Mimo wszystka i tak widać w Polsce taki powierzchowny brak akceptacji wobec inności. I nie tylko chodzi tutaj o gejów, ale o wszystko, co się wyróżnia. A co ze słynnym „Wyróżnij się lub zgiń”? „Sprzedaj się, bo inaczej inni kupią ciebie”.

Mówi się przecież, że Polska to kraj katolicki, a z drugiej strony za 5 minut słyszy się o kolejnych kolesiach z łysymi głowami, którzy pobili grupkę osób zamawiających przysłowiowe 5 piw. I to jest taka piękna złość połączona z zakorzenioną miłością do tych, którzy są TYLKO tacy sami jak my. Do tego dochodzą jeszcze media (czwarta władza), które ładnie pielęgnują stereotypy, urazy i złości.

Na ten problem można spojrzeć jeszcze z innej strony. Już w szkole epatujemy tolerancją. Każdy podręcznik od Historii uczy tolerancji, że Polska to kraj bez stosów. Pręgierze się zdarzały, ale tylko sporadycznie i w ramach wychowawczych. Człowiek po takiej szkolnej lekcji w wydaniu Ministra Edukacji wychodzi na ulicę, dumny ze swojej akceptacji innych i co widzi? Widzi na jednym rogu napierdalankę kibolów Lecha i Legii. Na drugim babcie krzyczącą „oddaj mi kijek zafajdany pedale”, a 100 metrów dalej dzieci rzucające 1 grosik między ludzi. Myślące, że rzucając między Żydów monetę oni sami się o nią pozabijają przez swoje skąpstwo.

I problem nie polega na tym, że nie uczy się tolerancji, a raczej w tym, że ta dyskusja, którą się podejmuje we wszystkich aspektach życia odnośnie tolerancji jest na tyle powierzchowna i na tyle płytka, że nie ma szans nic większego zmienić. Tak jak do dziś nienawidzi się w Polsce Niemców, mimo, że od wojny minęło ponad 50 lat to zmienienie przekonań ludzi wobec akceptacji i tolerancji równie dobrze może trwać w takim tempie 100lat.

Więc od jakiegoś momentu mojego życia po prostu uważam, że nie chodzi o to by urywać komuś nogę i wsadzać mu ją w du… oko, bo zupełnie nie o to w tym wszystkim chodzi, by wymachiwać szabelką jak Kaczyński na komunistów. Tylko akceptować to, co nas dookoła otacza.

Koniec Świata - Bieda

Wniosek: Każdy kąpie się w ściekach swojej własnej rzeki

8 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Lis

I jak tu nie pić...Wytrzymałem 2 dni

Położyłem się spać, ale nie mogłem zasnąć. Więc muszę spisać te przed senną myśl na falach beta.

Otóż po ostatniej imprezie postanowiłem, że przez najbliższy tydzień nie będę pił alkoholu. Ale kurwa jak patrzę na ten pojebany świat i kompleksy ludzi (skąd i jak się biorą!) to kurcze nie wiem jak tu wytrzymać z tą abstynencją. Nie da się… Normalnie kurwa powiem ci, że się nie da. Świat jest jakiś taki phi… bezpłciowy. Szary, monochromatyczny. Bez polotu i finezji.

Wychodzi na to, że dzień bez piwa lub 0,05 wódki jest dniem straconym. Nie da się w takich warunkach funkcjonować. I nie dziwie się, że ci, którzy do niedawna upierali się przy tym by nie pić PIJĄ. Bo jak tu nie pić, gdy jedna gada o swoich kompleksach, druga że to a trzecia że siamto… Who cares. My god. O co come on. Zajebcie się a wam ulży..

Koniec Świata - 1980

Wniosek: Docieram do stanów zjednoczonej duszy

WOLNOŚĆ DLA TYBETU!!

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

5 Lis

Mistrzostwo mody

I znów moje powiedzonko, że można udawać wszystko i stać się tego mistrzem. Mistrzem… mistrzem… mistrzem. Znów! Na zajęciach z reklamy rzucasz kilka znanych nazwisk światowych projektantów mody: Giorgio Armani, Gianni Versace i tych mniej znanych jak Kenzo i Roberto Cavalli.
Ten ostatni jest efektem odgadnięcia zagadki pani profesor od reklamy. To ten co bierze udział w projektowaniu najnowszej kolekcji H&M. Niestety prawdopodobnie nie będzie ona dostępna w Poznaniu, a chętnie bym sobie ją obejrzał. Wszystko przez marne wyniki, którymi pochwaliła się w ubiegłym roku poznańska siedziba H&M, w szczególności dotyczy to ekskluzywnej kolekcji Victor’a i Rolf’a, którzy poszli śladami Karla Lagerfelda i Stelli McCartney, Madonny oraz Kylie Minogue.

moda

Jak widać Poznaniacy i poznański rynek (jak określiło to kilku znajomych mi marketingowców) są inni. Specyficzni. Śmiejemy się, że rządzą tutaj błyszczące dresy Bema, niektóre z dodatkowymi paskami, inne z paskami, które się odkleiły. Też swoisty typ mody… Taki kreszowy.

I wracając do tematu to wystarczy czasem rzucić kilka haseł i ludzie zaczynają postrzegać cię za kogoś zupełnie innego niż za tego jakiego znali cię wcześniej...Fajnie być człowiekiem gatunku ludzkiego.

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

4 Lis

Paluszek i główka to ...wymówka

A paluszek boli bo taka jedna go ugryzła… W Euforii podczas euforii.

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

4 Lis

1 listopada

Większość ludzi nie rozumie sensu tego święta. Sensu polegającego na tym, że życie przemija. Niektórym przelatuje przez palce.

Byłem na grobie laski, która powiesiła się przez starych. Nie wiem, co myśleć o takich ludziach. Nie wiem jak bardzo trzeba być słaby, zdesperowanym i porobionym by coś takiego zrobić. Nie umieć poradzić sobie z „jakimś” problemem. Co to znaczy „nie do rozwiązania”, „nie umiem”, „nigdy”? Zanim napisałem te słowa musiałem użyć słownika. Nie wiem jak je się pisze. Nie znam ich.

Wniosek: Żyj

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz