Koval w Berlinie
Niemcy to trzecia największa gospodarka świata. Nie myślałem aż będzie to tak widać na każdym kroku. Nie znalazłem miejsca, najmniejszego zakątka, który można by nazwać kolokwialnie „syfem”.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Gdyby tylko ten ich język był jakiś bardziej romantyczny, melodyjny czy jak to gówno nazwać. Na sam dźwięk czegoś w rodzaju „ich habe” lub „du hast” dostaje bólu głowy.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Zwiedziłem sobie trochę Berlina, kościół zburzony w nalotach dywanowych, którego jeszcze nie odbudowali (sic! widocznie nie mają kasy), dworzec ZOO (dzieci dających dupy nie stwierdzono), fragment muru berlińskiego, Reichstag i kopulę na dachu, zajebisty nowiutki dworzec kolejowy połączony z centrum handlowym, bramę Brandenburską i złotego aniołka (Kolumna Zwycięstwa), Potsdamer Platz. Wszystko sobie obejrzałem w nocy. Nawet fajny klimat panuje w tym mieście (porządku, spokoju i wszystkiego na miejscu). Szkoda tylko, że było tak strasznie zimno… W końcu to niemiecka ziemia.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Btw. Nie lada minę miał koleś w McDonald's na dworcu gdy złożyłem takie zamówienie:
Koval w Sanssouci (Potsdam)
Bez zmartwień – tak można nazwać moją wyprawę do Potsdamu. Tak też brzmi tłumaczenie nazwy jednego z najładniejszych parków, jakie przyszło mi zwiedzić w życiu (Sanssouci). Park wokół pałacu zajmuje powierzchnię 700 akrów/287 hektarów i składa się z kilku różnorodnych ogrodów. Park zawiera wiele pomników i fontann, a największa ze wszystkich Große Fontäne jest wysoka na 18 metrów. Pałac w stylu rokoko. Część do dziś jest odbudowywana i restaurowana. Z tego, co przewodnik mówił wiele budynków ma wiele do życzenia, gdyż po zakończeniu procesu odbudowy główny konserwator zabytków decyduje o kolorystyce i ostatecznym wykończeniu zgodnym z historycznymi opisami.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
♫ Beyonce - Green Light (Freemasons Remix)
Koval w Atenach
Wróciłem opalony, młodszy i bogatszy o nowe doświadczenia. Bez 300 euro, ale mimo wszystko opłacało się je stracić. Naszym Hoodem było mieszkanie na Dimitrakopoulou (4 min od Akropolu i ścisłego centrum turystycznych wycieczek Niemców i Amerykanów którzy masowo zjeżdżają w te rejony). Oprócz, że mieszkaliśmy z Janisem przez mieszkanie przewinęło się 2 Peruwiańczyków, Meksykanin Gerardo (dyrektor meksykańskiej firmy komputerowej współpracującej z IBM, robiący imprezy w swoim domu na przeszło 100osób) , dwóch Niemców (Florian i jakiś tam drugi) i Jeronimo, naprawdę zakręcony gościu w wieku 34 lat. Pracował na statku jako kucharz, w Argentynie zaopatrywał bogatych ludzi w świeże warzywa (takie domy ze służbą które znamy z seriali wenezuelskich). Od maja tego roku Jeronimo jest w trasie. Rzucił robotę, studia architektoniczne i podróżuje. Po Atenach wylatuje do Istambułu, potem Wiednia. Obu mieszkańców ameryki charakteryzowało to, iż nie lubią USA. Jak jeden z nich stwierdził to „fucking pigs”. Przytoczył historię, jak do Argentyny przyjechały córki Busha. Na samym wstępie zostały okradzione, a złodziej który dokonał tego stał się od tamtej chwili argentyńskim „bogiem”.
|
; |
|
|
|
|
|
|
![]() |
Co dalej… Codziennie wizyta w restauracji greckiej (słynna mussake’a, sałatka grecka z serem feta, shish kebab, gyros, sos tzatziki) i włoskiej (pasta, penne, oven baked spaghetti, risotto). Te potrawy sprawiły, że dawno nie jadłem czegoś tak dobrego.
|
; |
|
|
|
|
|
|
![]() |
Wizyta na targu w dzielnicy Monastiraki zaowocowała zakupami (ateńska agora) na przeszło 60 euro. Argentyńczyk wyczarował z tego kolacje na 6-7 osób. Wtedy stwierdziłem, że jest jeszcze wiele smaków które nie gościły moje kubki smakowe. Ośmiornica, sałatka meksykańska, ryż prosto z Indii, jagnięcina, surowy i pieczony łosoś, żeberka w sosie ze zmielonego chili, pasta z oliwek, to coś w rodzaju szoku smakowego. Życzę każdemu takich doznań. Egzotyka w 100%.
Pierwszą noc spędziliśmy na lotnisku. Wtedy to ukuliśmy klan „The Koczownix”. Każdy kto spał w dziwnych miejscach wie o co chodzi. Każdy „Koczownix” powinien pić piwo w samolocie na wysokości 8000m, spać w dziwnych miejscach na twardej podłodze, śmiać się z byle czego, ukrywać zmęczenie, codziennie imprezować i nie odmawiać imprezowania podczas „koczingu”. Ruch Koczingowców rozwija się…
|
; |
|
|
|
|
|
|
![]() |
Dalej to już Akropol, kolumny, dużo kamienia, marmuru, podróże metrem, picie piwa, jedzenie, picie, zabawa, pływanie statkiem z Pireusu na wyspe Egina, koczowanie na najlepszych plażach Aten. Najlepszą z nich wszystkich była ta położona w małej zatoce na wyspie którą odwiedziliśmy – Marina Beach. 15 minut od portu taxi za 11 euro. Dziewczyny topless, cisza spokój i ciepło-lazurowo-czysta woda.
|
; |
|
|
|
|
|
|
![]() |
Gwoździem następnych dni było odwiedzenia kompleksu olimpijskiego, ze stadionem, który w końcu przydałby się nam, Polakom na to cholerne Euro 2012. Hitem okazał się również mecz Olympiakosu Pireus na którym zagościliśmy z wielka pompą. W pierwszym składzie pogrywał sobie Michał Żewłakow.
A teraz pozostaje mi wrócić do polskiego zimnego klimatu, gdzie nie ma wody 22-24C i temperatury powietrza nie spadającej poniżej 30C. Po wylądowaniu doznałem szoku. Powoli się przyzwyczajam.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Wniosek: Who cares!
♫ Yves Larock - Raise Up
♫ Enrique Iglesias – Hero
Btw. Dostaliśmy zaproszenie do Meksyku.. Z tego co Latynosi opowiadali o imprezach i klimacie jaki tam panuje – aż chce się tam jechać (imprezy z burzeniem ścian i kranami w których płynie wino, imprezy w rytmie salsa, imprezy zaprawiane tequilą). Chyba skorzystam… się okaże. Brzmi obiecująco.

















































