Śmieszny vs Zabawny
Jaka jest różnica między śmiesznym i zabawnym?
Śmieszny jest Kaczyński, a zabawny jestem ja.
♫ Beyonce - Deja Vu (Freemasons Remix)
21 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Każda zła decyzja jest dobrą decyzją
Jak to jest, że każda decyzja podjęta przeze mnie w ostatnim czasie okazuje się być tą najlepszą ze wszystkich możliwych. Że zakupiony K750i w mniemaniu wszystkich jest zajebisty, że decyzja o sprzedaży Laptopa HP i kupna Palmtopa F&S była trafna, że kupno pączka w sklepie było wyjebane. Jak to się dzieje, że za każdym razem każda decyzja jest dobrą decyzją?
Nie widzę w tym rzeczywiście nic złego na boga, tylko zastanawia mnie mechanizm jak to działa. Skłonny jestem wysnuć taką teorię, że albo człowiek filtruje negatywne skutki podjętej decyzji, ponieważ nie chce się przyznać do błędu (o ile jakiś jest) lub taką, iż każda decyzja, jaką podejmujemy w świetle naszej rzeczywistości, jaka by nie była będzie dobra (bądź zła). Zła – zależy to tylko od naszego nastawienia. To tak samo jak wiele osób na tym pięknym świecie idąc po ulicy widzi jaka jest ona brudna, natomiast inna osoba idąc w tym samym miejscu stwierdzi, że rosną tam mega piękne i słitaśne różowiutkie i żółciutkie kwiatki.
Z drugiej jednak strony czemu często wydaje (mi) się, że wiele jednostek ludzkich podejmuje złe decyzje, które mogłyby być o wie trafniejsze. Możliwe, nie wykluczam, iż jest to w pewnym sensie mój apodyktyzm. Możliwe też, że rzeczywiście te osoby nie mają zdolności do podejmowania trafnych i mądrych decyzji. Możliwe też, że tylko wydaje się, że owa decyzja nie jest trafna TYLKO z naszej perspektywy. Z innej postawy percepcyjnej okazać się może, że to, co zrobiła (Zrobi) dana osoba jest tak naprawdę korzystne dla niej.
O trafności decyzji decyduje na pewno stan w jakim aktualnie znajduje się człowiek, jaką posiada wiedze odnośnie danej sytuacji, czy działa w warunkach ryzyka, pewności bądź niepewności, czy robi to dla siebie bądź z rzekomo altruistycznych (?) pobudek, oraz to czy zakłada optymistyczny (pesymistyczny) wariant. Ale jaka by nie była ta decyzja uważam w mojej ocenie, że dana osoba podejmując ja kieruje się głównie swoim dobrem i jeżeli zakłada optymistyczny wariant rozegrania, strategii i taktyki to zawsze będzie to dla niej dobra decyzja. Z doświadczenia wiem również, że bardzo duże znaczenie oprócz optymizmu ma także konsekwencja w realizowaniu danego celu. Bo co z tego, że o czymś zadecydujemy, że zrobimy tak a nie inaczej, jak zaraz będziemy narzekać na to, że jednak to się nie uda, że to jest mniej korzystne i po prostu w danym momencie zmienimy opcję wyboru na inną. Wiele osób z obserwacji zauważam popełnia ten wyk urwisty błąd, który daje tam mało fun i happy. Chociażby wiara w hipermarketach w piątkowe popołudnie. Wiadomo, że tworzą się wtedy ogromne kolejki, konsumenci kupują wuchtę produktów (rowery, rolki, jajka piwo i wódkę) i stoją. Po pięciu minutach oczekiwania stwierdzają według jednego z praw Murphiego, że „kolejka obok posuwa się szybciej” i zaczynają zmieniać wcześniej podjętą decyzję. Sa niekonsekwentni. Biegną z całym wózkiem załadowanym po brzegi, mężem obok i dzieckiem na rękach do sąsiedniej kasy bo wydaje im się, że tam będzie szybciej… Życzę powodzenia!
♫ Akcent - Dziewczyna Z Klubu Disco
Btw. Dziś Blog’s Day a więc według corocznej tradycji wymieniam 5 blogasków, które lubię, kogo ominąłem przepraszam. To tylko 5 a nie 100…
- Łukasz.com - świetne miejsca I zdjęcia. Blog, właściwie Photoblog prowadzony z rozsądkiem.
- KKK Jog - wpisy pełne ironii I trafne względem mojego światopoglądu.
- Kasiula – Po prostu „to mnie wkurwia!” i to lubię. Ostro i bez ogródek.
- Radmen - Zawsze coś ciekawego I na czasie.
- Yazhubal - Islandia wita. Czytam za fajne opisy jakże nieznanego przeze mnie kraju i wyspy.
10 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Kaczmarek: Jadę do was w obcisłych porach, zrobię wam wszystkim Tora Tora
Tak patrzę sobie na moje umorusane stópki od węgla, oglądam TVN24 a w tle z innego pokoju słyszę „Dyskoteka Gra” zespołu Akurat. Na LCD TV u dołu pojawia się czerwony pasek z informacją ze policyjne państwo zatrzymało 3 niewinnych obywateli naszego pięknego kraju, którzy ośmielili podnieść swoją chudziutką rękę na tłustą i pełną pychy władzę, a ta władza teraz próbuje im tę rękę siekierką odrąbać.
Nie przypadkiem startuje też nowa seria Big Brothera. I nie przypadkiem wszyscy nagle zaczęli czytać książki Orwella w tym między innymi „Rok 1984”. Jedno i drugie ma element wspólny. Otóż chodzi tu dokładnie „Big Brother watching you”. I tak w rzeczywistości jest. Media i rząd patrzy na wszystko (pluskwy… może niedługo karaluchy zwerbują). Zdziwiło mnie, że TVN posiada nagrania z zatrzymania Kaczmarka zarejestrowane przez samego reżysera Latkowskiego. Dziwi również fakt, że nikt nie zdobył się na gest by poświęcić swoją osobę w imię IV RP tak jak zrobiła to Basia Blida, była posłanka SLD.
I co teraz będzie z perspektywy młodego obywatela? Otóż wielkiej wszech niedyskretnej trójcy zamknie się usta w areszcie. Spokojnie zbierze się dowody na ich winność, osądzi przed niezawisłym sądem, a oni sami staną razem w jednym rzędzie z panią Basią, jako ikony nowych praworządnych rządów rządu Jarosława i jego Brata, który lubi koty i nie przywiązuje wagi do ubioru.
I tak mnie tylko na sam kuniec nachodzi myśl – CO Z TEGO? Co z tego, że tak jest? Jest temat, media mogą sobie pospekulować (jak ja tutaj), zapełnia się czas antenowy. Kolejny dzień z głowy i jakoś to będzie. Przypomina mi się scenka z filmu, gdy żona kolesia ględzi jak najęta. On przerywa jej w słowotoku i mówi „oj przepraszam cię kochanie, że przerwę”. Odwraca się o 180 stopni i mówi do kogoś innego „piękna dziś pogoda”. Świetna ironia i czekam tylko na ten moment, gdy tak się stanie w polskiej polityce, gdy ktoś odważy się odwrócić i powiedzieć, że mamy piękną pogodę. Że ma to wszystko głęboko w dupie tak jak część ludzi w tym kraju. Bo wydawać się może, że nikt już tego chaosu nie rozumie. Jestem bystrym człowiekiem, ale zgubiłem się w tym wszystkim jakiś tydzień temu. Może Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita bądź mój ulubiony Fakt wyda jakieś streszczenie lektury, jaką zaserwowały nam media. Powoli doznaję mimowolnego wrażenia, iż przestaje wiedzieć jak się sam nazywam (dop. aczkolwiek minister Ziobro wczoraj kilka krotnie o tym przypomniał jak brzmi najpopularniejsze nazwisko w tym kraju).
W pewnym stopniu w ten sposób (olewczy) zachowuje się Platforma Obywatelska, mająca przynajmniej w mediach dystans do tego wszystkiego, co sie dzieje. Przeciwieństwio to uwikłane w sytuację takie partie jak Samoobrona, PiS i LPR oraz zawsze schizujący się partyjniacy z SLD, którzy grożą i wymachują kijkiem jak babcia na dzieci kradnące redyskę z jej pola.
Bez błazeństwa i kretyństwa proszę!
Wniosek: Polityka IV RP nie ma realnego wpływu, na jakość życia.
9 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
2 tony węgla
Dobra idę wrzucać 2 tony węgla do piwnicy ciężko wykopanego przez górników na śląsku, którego wydobycie sponsoruje polski rząd i każdy polski podatnik.
Trzeba się zaopatrzyć, chociażby dlatego, że już teraz pod koniec sierpnia huczą i grzmią głosy o tym jak zbliża się wio.. znaczy jesień a po niej (każde dziecko w przedszkolu i każdy bobas poczęty z dziewiczego łona matki wie) że jest zima.
Więc do pracy rodacy... Górnicy i Ślązoki chcą tyż żreć (kurw.. jak to się pisze?) basta i tej...
11 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Negocjacje z Erą zakończone sukcesem
Pasujemy do siebie jak 2 klocki Lego.
Pozornie zajebiście, bo coś pasuje do czegoś drugiego. Tak jak mój słitaśny telefonik do mojej dłoni.
Zagłębiając się głębiej w tę alegorię dojść można do wniosku, że te 2 klocki pasują do siebie jak każdy klocek Lego do drugiego. Oznacza to, że idąc do salonu Ery z wielkim uśmiechem na twarzy, z przekonaniem, że wynegocjowałem zajefajne warunki przedłużenia umowy, że mam coś lepszego niż większość bydła, że mam niestandardowy plan abonamentu, że mam 45% zniżki na abonament, że mam 3 pakiety w cenie 45 peelenów i 1200 dodatkowych minut to w salonie firmowym zmieniłem zdanie i stwierdziłem, że K750i będzie lepiej leżał w mej dłoni niż jakaś tam Nokia. I stało się - siedzę (leżę/klękam) z moim słitaśnym różowiutkim telefonikiem prosto z Chin i wiem, że pasuje do mnie jak klocek lego z Finlandii...
Wniosek: Przekonania dobra rzecz, można je tak łatwo zmieniać.
Btw. I dostałem za 5 zł starter Tak Taka o wartości 20zł. Zaskoczyli mnie.
26 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Facet na wieczorze panieńskim. Było..
Tego jeszcze nie było. Z Rychem odwiedziliśmy sobie klub
Tuba. Dojazd nie powiem, na pewno nie był banalny. Przez pomyłkę
pojechaliśmy innym tramwajem, który wywiózł nas z powrotem pod moje
mieszkanie. Potem już było szczęśliwie – wyczuty grill z odległości
200m, 15 PLN za wejście i można było ruszyć na podbój parkietu.
W momencie, gdy Adam królował na floorze R’n’B, a że
„król może być tylko jeden” (Sobieski Vodka Adds) uderzyłem na
dolny parkiet „techno – dens”. No i się zaczęło. Powtórzę się
– TEGO JESZCZE NIE BYŁO. Uwagę części osób przykuwały dziewczyny z
wieczoru panieńskiego (31 września ślub). Nie mogłem uderzyć z pustymi rękoma
i samemu. Szybka wizyta w barze po drinka. Potem szybka akcja kołowania kogoś,
z kim mógłbym wbić na parkiet pod pretekstem dobrej zabawy. Padło na jakiegoś
kolesia o ksywce „Czechu”. Niestety facet wymiękł po 5 min i zostałem
sam. Może i dobrze, bo de facto skończyło się na tym, iż tańczyłem w
kulminacyjnym momencie z 9 dziewczynami na raz.
I jedyne, co mi przychodzi do głowy day after party to to,
że wyglądało to mniej więcej w mojej ocenie jak w drugiej części filmu
Loverboya z jego „ponownych narodzin”. I morał z całej imprezy
jest taki by czerpać z życia całymi garściami, ponieważ nigdy nie wiesz, co
cię spotka za miesiąc, tydzień, 5 minut. Wykorzystać każdą chwile, każdy
moment życia w 100% i robić to tak by niczego nie żałować według myśli
przewodniej Horacego.
♫ DJ Tonka – She knows you
Wniosek: Carpe diem
Teraz czekam na fotki…
7 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
I'm so romantic
A weź mnie nawet nie wkurw*aj!
To treść sms’a automatycznie wygenerowanego przez moją mądrą głowę do pewnej damy, która postanowiła mnie wystawić… wystawić, tylko pytanie, na co? Jeszcze tego nie wiem. Się dowiem. Tak czy siak, kilka alternatyw jeszcze jest, a na darmo przecież do Poznania nie przyjechałem, bo to, co jeszcze trwa (weekend w Poznaniu) nie znaczy, że jest już skończone.
Zresztą reklama tego pięknego miasta brzmi „Poznań – tu warto żyć”. No warto, więc na pierwszy rzut beretem idą poznańscy znajomi z Francji (jak na ironię francuskie przywiezione wino czeka na „rozkorkowanie”).
Wniosek: Zawsze posiadaj alternatywę.
7 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
sen spełniające proroctwo
Sniły się Miss World 2007 jadące ulicami Poznania. Były takie mhmmm... Ciekawe kiedy wjadą do mnie na Przemysłową?
51 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Koniec!!!!!
Właśnie na rynku rozbrzmiewa hymn miasta Kalisza, to znak, że za 3 godziny kończy się mój staż w banku. To chyba jeden z ważniejszych dni tych wakacji i jakże szczęśliwy. W końcu będę mógł odetchnąć, nabrać powietrza w usta i zrobić hyperwentylację. Wyśpię się. Ale to dopiero w poniedziałek.
Dziś zagadałem z szefową, by puściła mnie godzinę wcześniej. Autobus na dworcu czeka o 16. Kierunek Poznań. Do niedzieli. Na koncert z Florentyną (piątek), potem … się okaże.
Od poniedziałku mam zaplanowana wizytę kontrolną u dentysty (trzeba się wziąć za siebie), potem kilka dni poleżę do „góry dupą” a potem… a potem to … no właśnie co?
Nikt tego nie wie.
Btw. Dodam, że staż w banku to pierwsza moja praca tak na poważnie, więc wypadałoby się już nie cofać na jakieś "stanowisko" typu kasjer w Tesco lub zmywak w MC.
3 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Ateizm w moim mniemaniu
No i oto tym sposobem uległes w poczuciu winy… ja tam się tego nie wstydzę. wręcz jestem dumny nie ulegając jakiejś tam manipulacji i czegoś tam w rodzaju „inni grają w pokemony to ja też będe grał”... i nie doszukiwał bym sie tu żadnej mody czy (...) to jest tak jak ze sraniem, jeden wali rzadką inny twardą. Czy ateizm to rzadka czy twarda – niech oceni każdy.
Chyba mi to wyszło. Czuje się taki dumny
2 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Praca hańbi
Mawiają, że żadna praca nie hańbi... Nie mogę się z tym w 100% zgodzić. Na przykład dziś - człowiek z prawie wyższym wykształceniem, mający staż w banku został wysłany z koleżanką na wielką wyprawe w wielkie czeluści miasta by roznieść ulotki.
Ich roznoszenie nie jest de facto hańbiące, o ile ma się z tego jakieś pieniądze, a że zyje w skomercializowanym, zglobalizowanym, kapitalistycznym kraju, gdzie wszyscy wpierdaczają hamburgery z Mc Donalds'a, a nowa jedyna słuszna partia ĄĘ obiecuje, że nakradnie tylko na początku by potem kraść dla obywateli to ja jako wielki człowiek który grał w Pokemony gdy inni grali, też chciałbym trochę w końcu zarobić i iść na te zasrane Bigmaki.
13 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Warsztaty dla prawdziwych facetów
Zaproszenie na warsztaty dla mężczyzn od pani Asi z biura. Poczułem się taki doceniony.
Kurs jest dwudniowy i obejmuje następujące zagadnienia:
Dzień pierwszy:
- Jak wykonać kostki lodu?
Instrukcja krok po kroku wraz z prezentacją
- Papier toaletowy - czy wyrasta na uchwytach?
Dyskusja
- Różnice pomiędzy koszem na pranie a podłogą.
Ćwiczenia praktyczne z pomocą zdjęć i wykresów
- Naczynia i sztućce: Czy lewitują, samodzielnie kierując się do zmywarki albo zlewu?
Debata panelowa z udziałem ekspertów.
- Pilot do telewizora - utrata pilota
Linia pomocy i grupy wsparcia
- Nauka odnajdywania rzeczy
Otwarte forum tematyczne - strategia szukania we właściwych miejscach a przewracanie domu do góry nogami w takt rytmicznego pokrzykiwania
- Zapamiętywanie ważnych dat i powiadamianie w wypadku spóźnienia
Pamiętaj o zabraniu własnego
kalendarza lub telefonu komórkowego
Dzień drugi:
- Puste kartony i butelki - Lodówka czy kosz?
Dyskusja w grupach i ćwiczenia praktyczne
- Zdrowie - przynoszenie jej kwiatów nie jest groźne dla zdrowia
Prezentacja PowerPoint
- Prawdziwi mężczyźni pytają o kierunek, kiedy się zgubią.
Wspomnienia tych, którzy przeżyli
- Czy można siedzieć cicho, gdy ona prowadzi?
Gra na symulatorze
- Dorosłe życie - podstawowe różnice pomiędzy twoją matką a twoją partnerką
Ćwiczenia praktyczne i odgrywanie ról
- Jak być idealnym partnerem na zakupach?
Ćwiczenia relaksacyjne, medytacja i techniki oddechowe
- Techniki przeżycia - jak żyć, będąc cały czas w błędzie
Dostępni indywidualni psychoterapeuci
- Choinka - czy musi stać do Wielkanocy?
Telekonferencja z udziałem Świętego Mikołaja
I wszystko na ten temat :D
8 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Widok z okna "prezesa"
Widok z mojego biura. Śmieję się, że widok jak na prawdziwego prezesa przystało. W końcu ścisłe centrum, ściślejsze niż myślisz. Prezydent wszystkich Polaków takiego nie ma. Brakuje tylko skórzanego, odchylanego fotela. Jakoś przeżyje te 3 dni.
4 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Kochaj swoją rodzinę, ale przebywaj z kimś, kto dobrze na ciebie wpływa
"kochaj swoja rodzinę, ale przebywaj z kimś, kto dobrze na ciebie wpływa"
To cześć składowa mojej strategii funkcjonowania na tym pięknym świecie. Właściwie na tym etapie mógłbym skończyć i nie rozkminiać tego na wyższym poziomie. Chyba każdy wie mniej więcej, na czym to polega. Ale pomęczę trochę i wypocę z siebie to, co uważam za istotne.
Po pierwsze nie chodzi tu o moją babcie, dziadka, rodziców czy brata. Trochę dalej i lekko w bok. Żyję w stresie, żyję w nerwach tylko przez to, że przyjechali. To się nie zakrawa nawet na komedie.
To, co przychodzi mi na myśl to słowo "zakręt". Ponieważ:
- w mieście nie wyrzuca się przez balkon/taras pestek po brzoskwiniach. Są od tego kosze na śmieci,
- nastąpił brak komunikacji. Takie coś w rodzaju "nie pogadasz". Włączam TVN24 - wychodzą z pokoju, włanczam (mam włancznik) Comedy Central - wracają. Dziwny światopogląd, dziwne rzeczy siedzą we łbie. Nie wiem, może coś nie jest ze mną tak, ale gdy kogoś mało znam to sam z siebie próbuje poznać drugiego człowieka. Taka zwyczajna ludzka ciekawość. Tutaj? Szkoda gadać. Zero zainteresowania (nie z mojej strony broń boże). Matka drze na mnie mordę, tak jak ja bym był bogu winny tej sytuacji. Nikt mnie kurwa nie rozumie? Ze, co kurwa słucham? Mam niańczyć dorosłych ludzi? Głowę mają, oczy mają, uszy i ręce też. Jestem gościnnym człowiekiem (nie przeczę), ale to mnie przerasta. Możliwe, że ludzie z gór są inni, a ludzie w Wielkopolsce jeszcze inniejsi, ale co to za pojebana różnica. Nie powinno mieć to znaczenia.
- na obiedzie gościnnym nie wybrzydza się jedzenia. Nie grzebie się widelcem jak małe dziecko i mówi "już widzę, że nie będzie mi smakować" (wszystko wypowiedziane flegmatycznym tonem głosu). Matce, która obskakiwała gości i robiła, co raz to nowe "wymyślne" propozycje na jedzenie chciałem na głos, wprost powiedzieć "halo! Czy nad wszystkimi się tak litujesz?"
- nie można zachowywać się tak jakby miało się zaraz umrzeć.
Kurwa mać mogę tak wymieniać bez liku. Za niedługo mam wrażenie, że sam przejmę ten flegmatyczno-umierający stan.
Haaa i najbardziej mnie pierdolnęło w mój temperament to, że gdy chciałem ucałować na powitanie ciotkę ta odsunęła się jakbym był niebywale, jakim oblechem. No to już mnie przerosło. W ogóle nie rozumiem tych zachowań i chyba nie chce mimo wszystko ich zrozumieć, bo o wiele ciekawsi są dla mnie ludzie, którzy wywołują pozytywne emocje, które z kolei dobrze na mnie wpływają.
Tak jak wczoraj rozmawiałem z Florentyną o tym, że czasem miewa schizujące chwile to do flegmatyzmu również można to zastosować. Bo przypomina mi to cos w podobie kolesia gadającego z gniazdkami elektrycznymi, wyleczyli go w 5 min instalując w kontaktach głośniki, po czym koleś wszedł do gabinetu a kontakt odezwał się i powiedział "dzień dobry". Pacjent odpowiedział "masz inny glos!" , a lekarz do mikrofonu "jest nas wielu” ... i tak jak kolo ze schizofrenia wyleczył sie z niej w 5 min to niektórym proponuje wyleczyć sie i zapomnieć o pewnych rzeczach i zachowaniach. Wspominanie, rozpamiętywanie tak samo jak marudzenie i wybrzydzanie ma to do siebie ze zajebiscie czasem schizuje, a co gorsza denerwuje tych, którzy chcą by była frajda. Bo nie widzę sensu przekazywania uproszczonych informacji bez ówczesnego ich uargumentowania. Powoduje to, co powoduje i jest mega not fun. Przykładowo powiem zbuntowanym głosem "nie zjem tego" wymachując widelcem po talerzu i robiąc minę świadczącą o tym, że zaraz będę płakał. Gówno to daje obu stronom. Bo ani jedna nie wie, o co "come on", ani druga nie wie, że reszta nie wie, czego człowiek w końcu chce. A przecież złota zasada negocjatora brzmi, aby powiedzieć jasno i wyraźnie to, co się chce i oczekuje. I jebie, dlatego tych, którzy nie potrafią się jasno określić...
♫ Tina Turner - Simply The Best
Wniosek: Flegmatyzm to zło
Ale jak brzmi inna zasada, a zasad trzeba sie trzymać - jeżeli cos trwa nie znaczy ze sie skończyło, więc weekend zakończył się wielką frajdą i mega various happy z pilną wizytą u elektryka samochodowego.
3 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Nie wiesz czy wyszedłeś czy nie wiesz czy wyszłeś – lewitująca butelka
Zgrzewka Tyskiego, pusta hawira Serka i kameralna impreza. To tak na wstępie.
Pokazałem ludziom trik z puszką od piwa, którego nauczyłem się we Francji od barmanów, którzy stosują podobną technikę do nalewania napojów na bazie wody i cukru określanych mianem napojów energetycznych - Red Bulli.
Fajnie to wychodzi i przede wszystkim wygląda (lewitacja butelki). Ludzie sami próbują to wykonać. Mimo, że mówię im jak to zrobić, daję inspirację nie potrafią tego zrobić. Chyba jestem złym nauczycielem, a na pewno złym tym od tips and tricków, bo w końcu dawno dawno temu zagrożoną koleżankę wyciągnąłem z siekierki na dostateczny.
W ogóle to swoją drogą po browary pojechałem z kolesiem, który nigdy nie miał prawo jazdy. Grzał nocą 170 km/h jedną z obwodnic by w Tesco zakupić słynne to już browary do "robienia tricków". Kiedyś jechał z nim w podobny sposób koleś, który nie wytrzymał psychicznie na tylnym siedzeniu - wysiadł zapłakany modląc się do swojego boga o to, by oszczędził jego duszę i ciało astralne w drodze do wiecznej krainy (nie nie to nie jest Las Vegas).
Zawsze się śmieję, że jakby, co to nie mają, co mu zabrać... Chyba tylko cnotę, chociaż nie wiem czy ją jeszcze ma. Mało mnie to szczerze interesuje.
A na pewno mniej niż to jak i kiedy zapisać się na kontrolną wizytę u stomatologa, łowcy dziur i gangreny zębnej. Bardziej interesuje mnie to, że w banku zaczęła pracować fajna dziewuszka, o rok starsza ode mnie. Nie znam jej imienia, nie wiem nic poza kilkoma szczegółami. W Piątek nawet nadarzyła się okazja do rozmowy z (głupio to zabrzmi) banku do banku. Niestety nie zdążę jej już przekonać, jaki to fajny i superasty jest Piotrek K. Niestety, ponieważ nic już ją nie uratuje od bezkresnego zatracenia na wieki - za kilka godzin ma ślub... To zdecydowanie za mało czasu, za mało by wdrożyć plan A, plan B i strategię IOI.
Roland Gift - say it ain't so. (z filmu „Niedokończone Pragnienia”)
Wniosek: Dobra sztuczka = wiara jest twoja
9 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Wrażenia z mammobusu
W Kaliszu rozchodzi się gong oznajmiający przyjście a raczej przyjazd wielkiej maszyny badającej zwanej mammografem. Zza okna banku widziałem tłumy gruuuuubych bab biegnące (pełzające) w kierunku maszynerii. Ziemia się trzęsła, one mimo wszystko kroki stawały coraz szerzej i szerzej. Bank opustoszał. Klientów prawie, co nic. Pojawiła się kolejka (nie u mnie), 50 i więcej letnich kobiet z wielkimi cycami. Podchodziły kolejno do lekarza, który brał ich sutki i wkładał do „Czegoś” co promieniowało na nie i wszystko co w około nich. Swoją drogą kolejka w kulminacyjnym momencie osiągnęła długość 5 rozlazłych ludzi. Tak, taka jak w Tesco, gdy robią zakrojoną akcję promocyjną pod tytułem „Porcelana na wagę” tudzież „Moda w stylu Cziroki”.
Tak… kobiety zwietrzyły darmową okazję na badanie cycków (obmacanie przez przystojnego lekarza z manicure na dłoniach). Dla jednych okazja, dla innych strata czasu a dla jeszcze innych wstyd lub próba zmagania się z własnym wstydem, blokadą, która trapi i uniemożliwia dokonanie wielkiej życiowej misji – włożenia … piersi do machiny.
Kiedyś o tego typu badaniach mówiło się dużo, zdawano relacje na żywo w Teleexpresie i Wiadomościach z kolejnej wsi odwiedzonej przez mammobus. Podawano aktualne statystyki, które zmieniały się z minuty na minutę, z sekundy na sekundę. Pouczano, jaki procent zachorowań na raka, wielkiego gwałciciela cnót. Chwalono się ile denarów przeznaczono na zakup nowych mammografów i bezpłatne badania. Po chuj to wszystko jak i tak głupie kobiety nie poszły się badać. Śmiało można powiedzieć, że i teraz, gdy nie jest to tematem tabu a badania tego typu upowszechniły się wystarcza jedna taka machina. Inne w szpitalach stoją zakurzone albo z braku srebrników i zielonych Bolesławów Chrobrych z NFZ albo po prostu z chęci oszczędności na prądzie i wypłacenia pielęgniarkom zaległych pensji. Tym pielęgniarkom, które jeszcze niedawno zostały okrzyknięte mianem „białych fartuszków”, protestując i bijąc jak dzieci autystyczne butelkami o beton. Wtedy to miałem wrażenie, że są w stanie wyższym niż euforia i orgazm.
Wprawdzie rozumiem kobiety, bo one przeżywają wielokrotny, ale męski orgazm to tylko 7 sekund. Zapytany o tym, co robi w życiu taki pielęgniarz i lekarz może odpowiedzieć tylko, że protestuje 7 sekund, kolejne 7 odkłada butelkę a przez resztę dnia ma problem z zagospodarowaniem wolnego czasu.
Więc jedni protestują, inni oszczędzają a inni się wstydzą. No cóż. Pozostaje iść tym, którzy się nie zbadali pomodlić do kościółka św. Wojciecha na Zawodziu o to by ich rak gwałciciel nie dorwał, ponieważ jak mówią podobno statystyki (to nie prawda, że kłamią. GUS miał kilka wpadek jak to, że na 1 rodzinę przypada 1,5 dziecka ale …) modlitwa i wiara w boga którego nikt nie widział i słyszał daje ludziom siłę i przedłuża życie o jakieś 7 lat.
♫ 2Raumwohnung - Freie Liebe
♫ Akurat - Pomarańczowa Mantra
Wniosek: Gdybym był kobietom też bym pokazał cycki
14 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Bo to jest złe i nie istnieje
Zdarzyło ci się kiedyś śmiać do siebie przez 10 minut bez przerwy, walić pięściami o uda, krzyczeć i płakać ze śmiechu? Mi to tak. Nie mogłem się opanować. Wpadłem w trans śmiechu. W domu była cisza, cisza porównywalna do ciszy podczas ciszy w ciszy gdzie w klasie jest cicho a ktoś puszcza bąka, a ja jako jedyny siedziałem na krześle i kwiczałem. Dawno nie miałem takiej zabawy. Właściwie z niczego, bo czym jest myśl o takiej zawartości:
Gdy podchodzi do mnie facet i mówi "Piotrek chce porozmawiać z tobą na osobności" to albo jest to makaron albo za krótki!
To piękne! I posłuchaj muzyki, gdy idziesz zrobić siku…
8 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Ręka vs pieczątki
Ponad godzinę wypisywania 1000 ulotek (nr telefonu do doradcy kredytowego). Dzięki temu nauczyłem sie jeszcze "ładniej" pisać takie litery jak:
- t
- e
- l
oraz cyferki:
- 5
- 7
- 6
- 9
- 4
- 2
- 0
Mozna powiedzieć - cool. Rozwijająca praca. Znowu się czegoś nowego nauczyłem. Przy okazji wpadłem na pomysł zrobienia takiego tuszu do pieczatek by w końcu się nie rozmazywał. Nie wiem ile istnieją już na tym pięknym świecie pieczęcie, pieczątki, stemple i sfragistyki ale do dziś na pewno nie stosuję się w nich "tonerów" które nie rozmazują się na śliskich rodzajach papierów.
10 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Jeśli nie widzisz mnie, jako boga, jest tak tylko, dlatego ze nie widzisz siebie, jako boga
Wszystko w moim wypadku zaczęło się od Maslowa. Chyba każdy go zna. To on mnie zainspirował w liceum i cały czas w tym trwam. PO dziś dzień. Masłowa z kolei bardzo interesowały nie tylko potrzeby ludzi, ale również kategorie ludzi zdolnych do samorealizacji. Maslow uważał, ze tacy ludzie sa spontaniczni i maja niezależną naturę, oddani sa głębokim międzyludzkim związkom, sa demokratyczni, maja twórcze podejście do życia i potrafia wznieść sie ponad kulturowe ograniczenia. Odkrył, ze ludzie, którzy realizują swoje możliwości, często posiadają zdolność do osiągania mistycznych lub szczytowych doświadczeń. W swoich badaniach Maslow szczególnie skupiał sie na ludziach sprawiających wrażenie zdrowych i twórczych, a nie chorych i neurotycznych (tych nie lubimy - mowie o sobie).
Między innymi to właśnie Masłow był twórcą takiego ruchu jak New Age. Ruchu w nauce, który kładł szeroki nacisk na pojęcie świadomości. New Age sięga do wielu systemów pracy z ciałem i umysłem, aby zmienić lub poszerzyć świadomość, wykorzystuje wschodnie i zachodnie techniki medytacji i wizualizacji, jogistyczne oddychanie i metody pracy z ciałem, podejście Zen do przekroczenia linearnego myślenia, taoistyczne metafory, takie jak Jing i Jang, aby wyrazić powszechny przepływ itd. Osobiście uważam, że połączenie nauki i filozofii buddyzmu dodaje pewnego smaczku. Łączy to, co wypracowali tysiąc lat temu mnisi z tym, co stworzyła światowa nauka i badacze pracując nad ludzkim umysłem.
Jedną z takich koncepcji o tym, co jest normalne lub słuszne albo powinno być, uważają tylko za wyobrażenia utrudniające wrażliwą percepcję tego, co rzeczywiście jest. Nauczyć sie tego można jedynie poprzez wewnętrzne sluchanie-patrzenie-odczuwanie. I to bardzo ważne, bo odnosi się to bezpośrednio do podstaw psychologii i biologii umysłu. Badania wykazały (podręczniki biologii głoszą nawet to), że mózg dzieli się na 2 półkule (lewą i prawą). W zależności od tego, którą mamy rozwiniętą, posiadamy nieco inne zdolności. Bazowanie na intuicji, czyli słuchanie, patrzenie i wewnętrzne odczuwanie związane jest właśnie z tą prawą częścią, rozwiniętą głównie u 15% społeczeństwa (leworęczni). Sednem jest zrozumienie, ze jeśli mamy mieć jakiś znaczący wgląd w prawdziwe znaczenie życia, punktem wyjścia musi być nasza świadomość - a szerzej, osobiste doświadczenie.
Metodami do osiągnięcia takich doświadczeń jest min. holotropowe oddychanie (rozpowszechnione w latach, 70) czyli zmniejszenie tlenu, który dociera do kory mózgowej powodujące doświadczenia podobne jak u mnichów mieszkających wysoko w Himalajach, gdzie powietrze jest mocno rozrzedzone. Taki sposób oddechu powoduje naturalny haj, porównywalny do psychodelicznych środków, jakim jest, np. LSD.
Z filozofią buddyjską wiąże sie również tzw. prawo czystej możliwości, o którym ostatnio sobie poczytałem - powinno się korzystać wyłącznie z wiedzy, jaką posiada nasza jaźń, inaczej będziemy uzależnieni od przedmiotów, które nas otaczają, a co za tym idzie pod wpływem sytuacji, ludzi i rzeczy. Problem wynika w tym, że wtedy imo pojawia się takie coś jak strach o tym, co zaraz nastąpi, parcie na zewnętrzną moc i chęć kontrolowania sytuacji (nasze ego). Ile razy idąc po ulicy spotykałeś ludzi krzyczących na siebie, bo jeden drugiemu coś zrobił, bo porysał mu auto? To są osoby zorientowane na przedmiot, identyfikują się z nimi i odczuwające ból związany z ich uszkodzeniem. To zadziwiające! Jakby byli z nimi połączeni niczym matka z dzieckiem pępowiną. Ktoś kiedyś zdefiniował w moim umyśle takie pojęcie jak "prawo przyciągania". Prawo w syntetycznym skrócie polega na tym, że człowiek staje się tym, o czym myśli. Idealnie pasują do tego słowa:
Jesteś tym, czym głębokie twe pragnienie
Jakie twe pragnienie taka twoja wola
Jaka twoja wola, taki czyn. Jaki czyn twój, taki los.
Czy ci się to podoba czy nie, wszystko co się dzieje teraz jest wynikiem tego co zrobiłeś w przeszłości. Niestety większość z nas podejmuje decyzje nieświadomie i nie sądzi, że miało jakikolwiek wybór, a przecież jakiś na pewno był (tak samo jak część ludzi myśli, iż rozwiązanie jest jedno o sumie zerowej).
Dowód? Obrażę cię mówiąc ze jesteś kretynem i masz krzywe kolana. Ty poczujesz się obrażony. Powiem ci, iż jesteś zajebisty - poczujesz się zadowolony. Tak to działa.
Większość z nas poddaje się działaniom innych ludzi i sytuacjom, które spotyka na swojej drodze, swoistym odruchom warunkowym, tak jak jest to u psów Pawłowa, które śliniły się na widok dzwonka warunkującego jedzenie.
Najlepsze jest w tym wszystkim to, że wszyscy reagujemy w sposób tak przewidywalny, że gdy mówię, iż potrafię czytać w myślach nikt mi nie wierzy, ponieważ jest to tak bardzo nieprawdopodobne. A przecież każdy powtarza ciągle te same zachowania. Wystarczy trochę poobserwować. Gdy pytam się kogoś "czy możesz podać mi, która jest godzina?" koleś podaje mi godzinę zamiast odpowiedzieć "tak mogę" a na pytanie w pociągu do laski "czy można zamknąć okno, bo wieje" lacha zamyka okno. To piękne jak można wydać komuś podświadomą komendę, przewidzieć jak zachowa się za kilka sekund.
Jest już to udowodnione (pisałem o tym), że aby rozwiązać jakiś problem trzeba coś świadomie przeżywać - nie ma na to jasnych dowodów naukowych. Jest to oparte na niepewnych podstawach. Każdy system o mózgopodobnej budowie musi komentować swoje wewnętrzne stany poprzez zewnętrzne zachowania (mowa ciała odbija wewnętrzny stan naszego umysłu tzw. mikrosygnały) i w ten oto sposób jest się w stanie przewidzieć zachowania człowieka na pół sekundy przed jego działaniem (problem wolnej woli itp).
Istnieje pewne ograniczenie - ludzie trzymający się nieustanie tych samych schematów myślenia, które suma summarum powodują to, iż nie są oni w stanie odkryć nowych. Poruszają się wciąż w linii prostej tak jak tramwaj po torowisku. Czytanie w myślach jak widać to nie tylko boska domena. Może to robić każdy. Trzeba wiedzieć jak...
Wniosek: Chcę poznać myśli "boga". Reszta to szczegóły / Albert Einstein (ateista)
♫ Hott 22 - I Feel Love
8 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
1792 dni
Do Euro 2012 pozostało 1792 dni.
W tym czasie wybudowano:
km autostrad - 0
km dróg szybkiego ruchu - 0
km lini kolejowych - 0
stadionów - 0 szt
hoteli - 0
baz treningowych - 0
54 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Jedni do Anglii, a jeszcze inni na Jasną Górę
Zacznę najpierw od rozpoczynających się pielgrzymek na Jasną Górę do Częstochowy. Ludzie zbierają się pod kościołami (na przykład w Kaliszu pod św. Józefem) i wyruszają w daleką drogę pieszo (niby najstarsza pielgrzymka w Polsce). Nie baczą na pogodę i kontuzje. Lgną jak barany w przepaść. Lezą po tych drogach i tarasują ruch. Ni to OC ni to NW, baaa nawet słuchu do śpiewania. Pieją jak koguty o 7 rano. Słychać ich z kilometra a mimo to nie wzbudzają u mnie większej uwagi niż ten wpis i lekki ironiczny uśmiech na twarzy. A najbardziej śmieszą mnie takie rzeczy, że:
- idą głównie młodzi ludzie, widocznie im się nudzi,
- nazywamy ich pątnikami, a większość z nich idzie modlić się o banalne sprawy
jak zdrowie, szczęście i pomyślność. Po pierwsze jak zdrowie to wypierdalać
z przydrożnych barów i Mc Donaldów jak się idzie do Jezusa, po drugie szczęście
- to zależy wszystko od life style'u i optymizmu życiowego zwanego dalej strategią
życiową, po trzecie pomyślność - co to kurwa jest?
- tempo jest zadziwiające a każdy pierwszy kulawy młynarz by ich wyprzedził,
- zawsze jak widzę młode kobiety w przedziale wiekowym 15-23 lata (tak wizualnie)
zastanawia mnie czy rzeczywiście są takie religijne, grzeczne i czy są dziewicami.
Bo wszyscy o nich mówią a nikt ich nie widział.
Ale szanuję ich za to, że sobie gdzieś tam idą. Niech lezą gdziekolwiek ich nogi zaniosą, byle nie zaprzeczali sami sobie w tym, kim są, jacy są i co robią w życiu… Ehh te odkupienie moralne na 5 minut. Wrócą tacy do zwyczajnego trybu życia to zacznie się znów bluzganie, okradanie ojczyzny i obywateli, dziki seks oraz rzucanie papierków na chodnik.
A tak na marginesie jestem ciekaw, co bym tam robił gdybym szedł z nimi. Należę do osób, które szybko się nudzą, więc pewnie moje wielkie "pątnikowanie" zakończyłoby się kupieniem dziesięciopacka zielonego Lecha i jakiejś wyborowej flaszki tylko po to by ten cały cyrk przeżyć…
Dka - Stawiam Sobie Pomnik
♫Wniosek: A idźta w pizdu… Kij wszystko strzelił bo tam mieszał satan
28 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Trzy myśli które zdominowały dzień (archeologia, gmail i karambol)
Myśl pierwsza:
Ludzie bardzo różnią się między sobą. Chociażby dzisiaj - moja rozmowa z Eweliną C, panią archeolog aktualnie odbywającą praktyki w powiecie głubczyckim, w gminie Kietrz. Konwersacja na temat wykopów archeologicznych. Mówi o tym, że wykopała to i owo, a ja, jako typowy ekonomista od razu próbuję przeliczyć to na piniendze. Dwie różne osoby i dwa różne umysły. Dwa inne światopoglądy a mimo to potrafimy się porozumieć.
Czasem tak myślę, że łatwiej jest mi pogadać o pierdołach i rzeczach zupełnie innych niż te, które, na co dzień spotykam. Łatwiej porozmawiać z kimś, kto reprezentuje odmienny stanowisko i zupełnie inny life style. Może to z czystej ciekawości albo z powodu, że plus i minus się przyciągają (plusy dodatnie i plusy ujemne … yeaaah).
A może to, dlatego że lubię zjawiskowe osoby o zjawiskowych zainteresowaniach z niebanalnymi umysłami o banalnej słabości zwyczajnego pogadania…
A ja cały czas myślałem, że ona studiuje ekonomie, zarządzanie i marketing…
Myśl druga:
Gmail uratował mnie od bezkresnej nudy aż po horyzont. Siedząc za biurkiem i bezmyślnie napierdalając w klawiaturę przeleciały mi 2 ostatnie godziny jak z bicza trzasnął. Pomógł mi w tym między innymi Patryk i Entereczek. A wszystko przy pomocy prymitywnych metod z użyciem Javascriptu i panelu aplikacji Gmail online.
Myśl trzecia i na (nie)szczęście ostatnia:
Nigdy nie jeździć autem, gdy kierowców więcej niż ty sam. Nigdy więcej pierdaczenia i darcia mordy w aucie na mnie, gdy ja prowadzę tylko przez to, że "szybko jedziesz", "hamuj", "uważaj dziura". Przez takie gadanie dziś skasowałem 3 auta. Przez ojca, który darł na mnie mordę, żebym hamował, więc zahamowałem tak jak on chciał i stało się. Passat za moimi plecami zatrzymał się ledwo, co, natomiast 2 samochody za nim już tego szczęścia nie miały. Jednym słowem, kolokwialnie stwierdzając rozpierdoliły się. W tym środkowym, które najbardziej ucierpiało, które nie miało bagażnika siedziała banda bachorów. No cóż ironicznie stwierdzić mogę tak jak robią to w "Uwaga Pirat" i "Drogówce" z TVN Turbo i TV4 - "nie dostosowali odległości do poprzedzającego pojazdu"…
♫The Tim Rex Experiment - Relentless (Josh Harris mix)
13 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Brak siły
Nie mam siły aby cokolwiek napisać. Oto skutki 7 godzinnego używania Worda i pisania umów kredytów konsumpcyjnych (odnawialnych)...
1 komentarz
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Koval w Skorzęcinie
W weekend znalazłem się w Skorzęcinie, znanym w Wielkopolsce, jako ośrodek sportowo-rekreacyjno-odpoczynkowy. Nie wiedząc dokładnie jak mamy trafić zostałem zobligowany do zaopatrzenia się w GPS. Wyznaczona na szybko trasa doprowadziła nas w przepiękne bezdroża Wielkopolski południowej. Piękne krajobrazy i widoki urozmaicały nam podróż po polnych drogach, które wydłużyły czas podróży, o co najmniej 60 minut. Kurz z piaskowych dróg pięknie pokrywał karoserię samochodu, a rolnicy w ciągnikach Lamborgini i Ursusach z lekko skrzywioną twarzą (w przenośni i dosłownie) wskazywali nam drogę.
|
|
Docierając już na miejsce rozpoczęła się wielka biba wakacji 2007. Nie obyło się bez ekscesów (jak zwykle). Najpierw niezbyt przychylnie przywitani w domku przez "znajomych" i kolesia bez zębów.
|
|
Potem Skorzęcin dla moich przyjaciół nie był zbyt przyjaźnie nastawiony. Trzeba przyznać, iż nie był to bezpieczny pobyt. Co chwile ktoś próbował, co niektórych "skroić". Niestety nie mogli wiedzieć wszystkiego - Przemo w odpowiedzi wybił kolesiowi wszystkie zęby z przodu robiąc "mostek" z łokcia, zaś Lisek i Serek próbując wyjaśnić poprzedni zatarg z kijem od szczotki w ręku zostali napadnięci przez nieprzyjaciół z Łodzi tylko za to, iż byli z Poznania. Tutaj muszę zdementować myśl, iż mi coś się stało. To nie prawda, ja grzecznie siedziałem w domku pod śpiworem i dyskutowałem o tym, jaki to Asnyk jest słaby (Liceum Ogólnokształcące w Kaliszu).
Noc spędziliśmy w aucie (bez Przemka, zaginął). Było niemiłosiernie zimno. Z otaczającym otępiałym chłodem czułem się momentami jak na Mount Evereście. Lisek, co jakiś czas próbował zniwelować zimno włączając silnik w celu wytworzenia odrobiny ciepła. Suma summarum znalazła się zimowo-jesienna kurtka w bagażniku. Istny ratunek przed zamarznięciem…
|
Potem mogło być już tylko cieplej. I tak było. Budząc się przed 10 i wychodząc z auta zostałem przywitany niezrozumiałym wzrokiem przez tubylców w klapkach i kąpielówkach. Poczułem się dość dziwnie ubrany w zimową kurtkę. Od fali gorąca dostałem coś w rodzaju policzka w twarz. Miała być to chyba informacja pt "Rozbierz się idioto i idź na plaże". No i stało się… Plaża się znalazła.
|
|
![]() |
♫ Bum - Kanikuły
5 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Samochód widmo
Jedziesz na imprezę, flacha leży na tylnym siedzeniu, Albert siedzi obok. Wyjeżdżasz z zakrętu i widzisz wyjeżdżający samochód. W tym momencie puszczasz nogę z pedału gazu, myślisz "wyminę go". Dostrzegasz coś dziwnego, auto jedzie wprost na ciebie. Mówisz do Alberta wymachując i gwałtownie gestykulując "Co za pojeeeeba…". W tym momencie jesteś już zamurowany, dostajesz rybki i wytrzeszczu oczu. Ku twojemu zdziwieniu auto toczące się w twoim kierunku nie ma kierowcy. Zatrzymujesz się, wyskakujesz z auta i biegniesz do pobliskiego sklepu, w którym prawdopodobnie przebywa pechowy właściciel. W tym momencie tworzy się mały zator na drodze i kierowca feralnego samochodu wybiega kierując się do swojego pojazdu…
Bynajmniej to nie scenariusz filmowy w moim wykonaniu. To po prostu życie…
Kolejna opowieść z serii "niebywałe akcje, piękne zadymy". Zapraszamy
do Skarszewa, droga Kalisz - Turek.
Wniosek: Zaciągamy ręczny
3 komentarze
Blipnij
Udostępnij
Buzz
Bezpieczeństwo bankowe
To jakie ludzie posiadają hasła dostępowe do swoich pieniędzy bardzo mnie zaintrygowało w swoim czasie. Nie sądziłem, że tak wiele osób jest nieświadomych tego jakie hasła nadają by chronić ich ciężko zarobione pieniądze. Trzymając 190 umów i wtykając do każdej pełnomocnictwa do dysponowania rachunkiem zauważyłem, że niemal 90% haseł składa się z:
- Swoich imion, dzieci lub współmałżonka
- Peselu
- Różnych dat w większości urodzin (zawsze była to data urodzin klienta lub dziecka)
- Numeru dowodu
- Numeru telefonu komórkowego lub stacjonarnego
- Było kilka, dosłownie tylko kilka osób, które posiadały hasła dostępowe na poziomie względnie bezpiecznym, składające się z minimum8 losowo wybranych znaków naprzemiennie stworzonych z liter i cyfr. Jednak mimo wszystko był to znikomy procent całości.
Jeżeli miałbym komuś zgadywać hasło aby zakosić mu pewną sumę pieniędzy to na pewno polegałbym na takich wytycznych, hasłach które najczęściej padają. Na podobnej zasadzie działał Kevin Mitnick. Zdobywał wszystkie informacje o potencjalnej ofierze i uderzał ze zdwojoną siłą. Był gotowy na każde pytanie, każdą odpowiedz. Nic nie mogło go zaskoczyć. Co najlepsze tak samo jak on włamywał się do systemów za pomocą zwykłej gadki przez telefon. Dobrze poinformowany człowiek może zrobić przy pomocy słuchawki telefonicznej mniej więcej to samo…
8 komentarzy
Blipnij
Udostępnij
Buzz
No you don't, you're attracted to me
Bez liczenia, pomyśl szybko ile żyje przeciętny człowiek?
(A) Dziesiątki tysięcy dni?
(B) Setki tysięcy dni?
(C) Milion dni?
(D) Miliard dni?
Tak to tylko 28 251 dni. Jeśli nawet dożyjesz setki to jest to tylko 36 500 dni. Korzystaj z życia zanim go zabraknie. Cieszmy się nawet z tego, że pada deszcz… Trwajmy i przetrwajmy, ponieważ głównymi celami człowieka wydaje się przetrwanie i rozmnażanie.
Psychologia definiuje coś takiego jak dynamic social homeostasis czyli pogodzenie obrony przed innymi oraz asymilacji społecznej. Nie można uciekać przed wszystkimi, bo to chore i bez sensu, nie można też kochać wszystkich tak jak mówi sekta.
Na przykład kobiety mają taką naturalną wenusjańską siłę, że nie będą się kochać, ze wszystkimi z tego względu, ponieważ odczuwają last minute resistance (strach przed seksem). Boją się, że 10 min przyjemności dla faceta stanie się 9 miesięczną fazą problemów. Bo tak jest w rzeczywistości - ludzie wydają się nieprzystosowani do warunków panujących w dzisiejszych społeczeństwach, nikt 500, 1000 lat temu nie myślał, że będzie musiał funkcjonować w wielu milionowych miastach z betonu i stali zamiast 20-100 osobowych plemionach.
Dlatego też faceci myślą według mnie (po sobie wiem), że czasem nie warto uderzać do kobiety z tego względu, iż może ucierpieć reputacja. Wtedy to inne kobiety dowiedzą się, że coś jest nie tak. Nastąpi preselekcja. Reszta kobiet automatycznie uruchomi filtry pozwalające im bez poznawania osobnika stwierdzić czy nadaje się na narzędzie rozpłodowe czy też nie. Powiesz "ok, pójdę 10 metrów dalej i znów spotkam inne" ale wtedy pojawia się problem emocjonalnego odrzucenia i to mnie najbardziej interesuje. Wiadomo są ludzie, którzy "ruchają wszystko, co się rusza" i tacy "którzy kijem nie ruszą". Dla drugich ważna jest reputacja, dla pierwszych - nie. Jeżeli chodzi o "bzykam wszystko" to dla mnie jest czymś jak brak tożsamości, o którym pisałem w poprzednim wpisie. Jego brak determinuje zbyt częste przebywanie z jedną (przeważnie ukochaną kobietą). W moim życiu znalazł bym kilka takich fajnych i zarazem cudowno-chujowych przykładów jak kolega M, kolega P i kolega K (zainteresowani wiedzą, o co chodzi). Z największych kozaków zrobili się pantoflarzami. Kobiety z samców Alfa przekształciły ich w samców Beta. Przestają być przez to atrakcyjni. Bo kobieta ich ubiera, kobieta im doradza i kobieta za nich myśli. Tak jak kolega L i koleżanka A, która stwierdziła, że kupi koledze L różowy Tiszert. Wiem, to dowód miłości, ale gdyby on go założył straciłby swoją tożsamość, z drugiej strony nie chcąc go przyjąć uraził ją. Trzeba umieć wypośrodkować, a jednocześnie nie razić innych i nie tracić swojej tożsamości.
♫ Tik Tak - Pocałuj żabkę w łapkę


