Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę są bezwstydnymi kłamstwami...

2 Lip

Koval w Paryżu

To było tak - dzwonie do Alberta "napijesz się sie ze mną w piątek?” (Dzień moich imienin). "Sorki, ale jadę do Francji" odpowiada, dodając "jedziesz ze mną?". Spakowałem sie, wykąpałem i 2 godziny później na dworcu zachodnim wsiadałem do autokaru w kierunku Paryza.

W tym momencie jest godzina 22:42 i jestem w drodze do Berlina. Mamy sie spotkać z Arabka z Iranu (okazała się nią być potem Niemka) która wytłumaczy nam o co w tym wszystkim chodzi. Ogólnie to sam nie mogę w to uwierzyć, ze spakowałem sie i jadę do Francji. Dla mnie to mistrzostwo świata, totalny spontan. Najlepsze jest to, ze we wtorek mam egzamin. W Słubicach zadzwoniłem do mamy informując ze jestem w drodze do Francji, do kumpla by zmienił mi opis na gg i do współlokatora ze nie zdarzyłem posprzątać. W pierwszym dniu na razie robimy flachy, co chwile pije inna wódkę, granice przekroczyłem na dowód a celnik sie śmiał ze ostatnio gość chciał przejść granice niemiecka na legitymacje studencka.

Piotras zwany Szwagrem mówi mi żebym cos tez o nim napisał, bo chce sie pochwalić mamie - wiec pisze. Ugościł mnie na Tylach kilkoma kielonami. W ogóle to kazał mi napisać ze jest zajebisty. Wybaczcie mi, a przede wszystkim jemu. Jest podniecony, ze za godzinę jest 29 czerwca, czyli jego i moje imieniny. Oboje czekamy do północy.

Godzina 23:13 dnia pierwszego - Albert nie kontaktuje.

Godzina 5:17 wjeżdżamy do Leverkusen. Mam okazje zobaczyć cos w podobnie tego, co bedziemy mieli w 2012 roku - stadion Bayernu Leverkusen

Godz 9:43 pierwsza ciekawa nowa rzecz od kilku godzin. Widzę pierwsze pociągi T.G.V.. To, co widać w TV to namiastka całej prędkości.

Wcześniej na parkingu spotykamy Arabów śpiących na trawniku. Dla mnie dziwne ze nikt im jeszcze nie ukradł butów. Postanowiliśmy położyć sie obok nich...

Dziewczyny machają do przystojnych Francuzików, którzy z na prawdę sympatycznym uśmiechem odmachują...

img img img
img img img
img img img
img

 

W końcu wita nas Paryż. Smakujemy francuskiego śniadania, wyruszamy najpierw autobusem nr. 190 do centrum miasta. Pierwsze, co rzuca sie w oczy to, ze duża cześć wszystkich mieszkańców to czarnoskórzy. Każdy, indywidulanie, potem w myślach zastanawia sie jak ich nazywać (Albert mówi na nich ciemniejsi, Adam - afro amerykanie a ja czarni). Po kilku minutach docieramy do celu i zamierzamy przesiąść sie w inny środek transportu. W ten czas tracimy ponad 30 min. na to żeby dowiedzieć się, czym, gdzie i jak dojechać pod Eiffel Tower. W końcu jakiś Azjata kupując w informacji bilet dołącza sie do rozmowy. Zaczyna sie kłócić z dwoma kolesiami z obsługi. Kłótnia sięga zenitu, a ja sam nie rozumiem, o co chodzi. W Polsce wjara by strasznie pizgala z takiej sytuacji, oni potraktowali to poważnie i wyjaśnili mu ze sie po prostu myli, W tym samym czasie kumpel podchodzi do okienka chcąc kupić bilet na metro, dostaje odpowiedzi ze nie może tego zrobić - "tu jest tylko stacja kolejki". Ogarnął, co niektórych śmiech. Wszystko zaczęło sie od nowa.

img img img
img img img
img img img
img img img

Zabywajac w końcu do Wieży Eiffla do moich oczu docierają zdumiewające atomy duszy. To cos na prawdę dziwnego, ze taka budowle chciano rozebrać. Widok z 3, ostatniego pietra jeszcze bardziej zaskakujący. Nie ma sensu o tym pisać. Każdy to przeżywa osobiście a ja nie potrafię tego wyrazić…

img img img

Potem w kolejności odwiedzamy Łuk Triumfalny, salon Ferrari, Champs-Élysées. Ludzie na „Szanse lize” wyglądają jakby byli na wybiegu, mój nos odczuwa szok czując coraz to nowe perfumy (to mnie przerosło). Określenie "paryżanin/paryżanka" w sensie ubioru nabrało nowej wartości, nowego znaczenia. Sklepy Armaniego, Dolce & Gabany to tylko namiastka. Można śmiało porównać do londyńskiego Harrodotsa.

img img img

Oczywiście była również wizyta w Pompidou, Katedrze Notre Dame i Luwrze. Następnie na Polach Elizejskich obaliliśmy sobie kilka winek (winka definitywnie lepsze niż te dostępne w Polsce, dostępne w korzystnych cenach od 1,5 euro w gore). Poznałem kilka Francuzek, w tym jedna, której podpisałem sie na koszulce (pod Pompidou) i inną pod Notre Dame, od której dostałem buziaka (właściwie to nie wiem za co.. może ty wiesz?)

img img img
img img img
img img img

Z ciekawych rzeczy, które zaobserwowałem to, ze jest ogólna tolerancja, ludzie tworzą związki w rożnych kombinacjach: Azjaci/murzyni/biali/Araby. Tez dotyczy to gejów i lesbijek. Idę również o zakład ze ludzie tworzą te związki w stylu partnerskim, ślubów za dużo nie ma. Można również zobaczyć jak cześć czarnej populacji zepchnięta jest na margines (zmęczone twarze itp), wykonują prace, których biali raczej nie chcą. Szybko sie za to uczą, takie słowa jak "dzien. dobry", "za darmo" czy "polskie dziewczyny Digi Digi" to podstawa w ich wykonaniu.

img img img
img img img

Musze tez obalić mit ze Francuzki są brzydkie. Wręcz przeciwnie, znalazłem kilka moich ideałów, których w Polsce na prawdę trudno spotkać. Dziewczyn z uroda w stylu Alizee jest od liku, (to raj).

img img img
img img img

Paryż ma dla mnie zajebisty klimat, którego Polskim miastom brak. W nocy zaczyna sie prawdziwe życie, kluby, kawiarnie i restauracje. Jeżeli chcesz iść pogadać z kobieta bierzesz ja do kawiarni / restauracji na wino, ślimaki (1 € sztuka) tudzież co innego. I to jest piękne, wino stwarza specyficzny klimat, szczególnie jak pije sie je w Paryskim klimacie. Ludzie są nawet wyjątkowo spokojni, mało co im przeszkadza, spokojnie czekają - nie marudzą...

Kraj mnie zaskoczył pod każdym względem i mogę tu mieszkać. Jedyna bariera to język...

Joe Dassin - Aux Champs Élysées

Wniosek: Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne. Byłem w raju

facebook13 komentarzy