Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę są bezwstydnymi kłamstwami

31 Lip

Zrozumienie warunkuje szczęście

Najmądrzejsi z nas wypracowali wspaniale rozbudowane wzorce filozoficzne i psychologiczne. A jednak dawne przyzwyczajenia odżywają. Miłość umiera. Przydarza się to prawie każdemu.

Codziennie miliony samotnych osób szukają partnera, z którym będą mogły przeżyć to szczególne uczucie. Każdego roku miliony par łączą się w miłości, by potem boleśnie się rozstawać, bo zaprzepaścili swą szansę.

Z tych, którzy są zdolni podtrzymać miłość wystarczająco długo, by się pobrać - tylko 50 procent pozostaje w małżeństwie. Spośród tych, którzy zostają razem, prawdopodobnie kolejne 50 procent to ludzie niespełnieni. Trwają razem przez lojalność, z poczucia obowiązku lub ze strachu przed rozpoczynaniem wszystkiego od nowa.

Tak jakoś mi się to wszystko skojarzyło z moją lipcową podróżą do Paris. Właściwie to teraz sobie uświadomiłem jak bardzo to było potrzebne, jak pomogło mi zrozumieć innych ludzi. Przeświadczyło mnie również, że jednak kobiety są z Wenus, a faceci z Marsa. Odpaliłem sobie nawet film "I love you Paris" po raz n-ty. Za każdym razem, gdy oglądam wyciągam z niego coś nowego, nowe oblicze życia. O Paryżu mówią różne rzeczy - że tam artyści znajdują natchnienie, że ludzie jeżdżą tam by znaleźć coś nowego, że w Paryżu można odnaleźć miłość.

Z biegiem czasu film nakręcił mnie na myśl z początku wpisu, że życie wymaga zmian, jak pory roku. Była cudowna wiosna, teraz trwa lato, ale jakoś nagle zrobiło się zimno, zaskoczył śnieg. Śpiąc wśród śniegu nie czuć momentu, w którym nadchodzi śmierć. Wszystko, dlatego, że nie potrafimy zrozumieć siebie nawzajem, zrozumieć w najprostszych aspektach ludzkiej egzystencji.

Nie potrafimy słuchać

Nie czujemy się potrzebni

Rozmawiamy o uczuciach z tymi, z którymi nie powinniśmy

Przebywając z niektórymi zatracamy swoją tożsamość

Nie znamy najważniejszych potrzeb - troski, zrozumienia, szacunku, poświęcenia i uznania

Dajemy rady, które nie są nikomu potrzebne

Nie rozumiemy ciszy

Nie potrafimy MILCZEĆ by słyszeć WIĘCEJ… (I tak można w nieskończoność)

 

25 komentarzy

30 Lip

Kanikuły opowieść dalsza

Górecznik, miejsce położone 36 km od Kalisza, tuż za Ostrowem w Przygodzicach. Miejsce, w którym zobaczyłem strusia, kurę, świnię wietnamską, królika, kozę i kozice. Był też czerwony kapturek i wilk, który zjadł babcię.

Było fajnie, nawet padający deszcz dodał uroku. Gdy ja zajadałem się resztkami naleśników z lodami inni karmili kaczki czekoladą i goframi. Gdy sprawdzałem czy jest HotSpot inni polewali wódkę. Gdy lujneła ulewa policja eskortowała autobus (sic! nikt nie wiedział, o co chodzi). Rzuciłem prostackie hasło - "Jadą do Grenoble na zbiorowe samobójstwo".

Jak na niedziele przystało, tradycji zadość się stało i pozwiedzaliśmy region, tym razem nie we 4, a w 6 (Koval, Paulina, Aldona vel. Didi, Lisek, Tomek prawnik i kobieta zwana dalej siostrą Aldony). Na upartego to nawet i w 7, bo Aldony siostra spodziewa się dzidziusia.

W drodze powrotnej stwierdziłem, że mam ujowe światła, ujowe wycieraczki i ujowe opony. Nic, a dosłownie nic nie widziałem przez szybę. Jakoś dojechaliśmy, nie lubię jeździć szarówką, w dodatku, gdy pada - śmierć miesza się ze świadomością.

Za to dziś jak zresztą każdego dnia nauczyłem się czegoś nowego - jak ważny jest pojedynczy człowiek w przedsiębiorstwie. Jak ważny jest również szacunek kierownika do pojedynczego człowieka. Jak ważne jest samopoczucie pojedynczego człowieka. Gdy dobrej atmosfery brak, gdy pracownik jest wykorzystywany, gdy czuje się nieszanowany nie ma ochoty pracować. Więc zanim kogoś zaczniesz opieprzać, ganić do roboty tudzież poganiać zastanów się, co ty zrobiłeś by praca była wydajna, sprawna a przede wszystkim skuteczna. Zacznij po prostu od siebie.

Dodaj komentarz

29 Lip

Niezdecydowany

Każdy przychodzi na świat z własnym planem. Jeden z tym żeby umilić innym, drugi - uprzykrzyć życie, jeszcze inne by osiągnąć jakiś bliżej nieokreślony, znany tylko jemu cel.

Chciałem zrealizować jeden i opublikować ciąg dalszy mojej strategii życia. Spisywanej nieprzerwanie od jakiegoś czasu. Po przygotowaniu materiałów stwierdziłem, że jednak to jeszcze nie czas. Mam wrażenie, że nie spisałem jeszcze wszystkiego.

W ramach rehabilitacji postanowiłem pojechać po całości - iść na całość jak w programie "Haizera", który kilka lat później uczył młode mamy do czego można używać miski od prania. Otóż odpaliłem dyskografie 16 albumów Lady Pank z zamiarem ich przesłuchania (tak we wczoraj wieczór).

Dotarłem tylko do 5. Zacząłem od tego, że są ludzie to nie żart z mniejszym ilorazem inteligencji niż zero. A potem okazało się że wszystkie moje dziewczyny mogły nie być na dnie, pomalutku żyć życząc sobie co rok wesołych świąt. Wtedy to zorientowałem się, że ktoś zacisnął mi palce na gardle. To miliony łap w rezerwacie dzikich zwierząt. Gdzie nie spojrzałem widziałem dookoła dżunglę. To przez to że zakręciło się w głowie od wydarzeń i bab. Chyba za du du dużo nas a idol, którego wielbią tłumy jest jeden, dlatego każdy próbuje zbudować zamki na piasku w swoim szarym monotonnym świecie. To takie lekkie vademecum skauta, o tym jak zachowywać się w życiu, by wygrać więcej gdy umysł myśli mniej.

Chwile później po 9 buntach i jednym love songu wspiąłem się na własne Kilimandżaro gdzie widziałem młode orły tylko po to, aby tuż potem wylądować na karnawale w Rio i w drodze powrotnej z ameryki uratować Titanica od zapomnienia, by grała ciągle w nim, na dnie muzyka.

W tym momencie za oknem zaczyna padać deszcz, a u na moim sidi wskakuje "Mała Wojna" z której dowiedziałem się, iż jestem obcy, na co komu dziś wczorajszy dzień i jak żyć biegnącą chwilą. 10 sekund potem miałem już ochotę zatopić smutki w butelce wódki, jednak w następnym wersie zostałem wyprowadzony z błędu, że nie warto spijać drugi raz tego samego piwa, gdy czuć, że uleciał gaz.

A, że wszystko się może zdarzyć zalałem kufel zimną Nałęczowianką i zasadziłem marchewkowe pole. Porywała mnie jego moc i nie zatrzymując się wcale, choćby walił się świat nadal czułem się doskonale. Próbując przebić mur doświadczyłem wolności głosu i tak pomyślałem sobie czy to wszystko ma sens. Wyłączyłem tych dinozaurów polskiej muzyki rozrywkowej i tak na szybko zadzwoniłem do Liska. Padł pomysł bilardu i może to mi pozwoli przestać myśleć o myślach które ciągle powodują inne myśli. To straszne, gdy próbując przestać myśleć ciągle myślisz o tej jednej myśli. To wraca jak bumerang. Zawsze byłem przekonany, że mój mózg potrafi więcej niż alkohol, papierosy czy też narkotyki. Jednak tak samo jak kretyn nie potrafi zrozumieć tego iż jest głupi, mój umysł nie potrafi nastawić się na jakieś inne fale. No ale tak to już jest, że będąc z wieloma kobietami tak naprawdę nie znamy ani jednej i to jest chyba największy mój błąd, że tak szybko rezygnuje twierdząc że szkoda czasu (że czas w moim wykonaniu jest zbyt cenny). Dziś na TVN Style usłyszałem coś bardzo ciekawego:

Kiedy poznawali kobiety - ja się bawiłem.
Kiedy spotykali się z kobietami - ja się bawiłem.
Kiedy się z nimi żenili - ja się bawiłem.
Kiedy się z nimi rozwodzą - ja się ożenię!

Powiedział to Żebrowski, również było tak i w moim przypadku. Różnica między nim a mną nie jest taka, że moi znajomi się nie żenią, bo to nie prawda. Wręcz przeciwnie. Polega na czymś innym - jestem o co najmniej 10 lat młodszy…

Btw. Bilard - nie stójcie tyłem do kobiety (Aldony) gdy chcecie uderzyć w bile. Nie uda wam się to gdy poczujecie wzrok na własnym tyłku…

14 komentarzy

28 Lip

Z kamienną twarzą siedze przy stole przy nim ludzie których mniej już wole

Kaczyński - dziś juz to wiem - to oszołom. Gdybym go spotkał naplułbym mu w twarz. Wałęsa juz dawno miał racje. Nikt mu nie wierzył, wszyscy się śmiali, co ten dziadek gada. No i wyszło. Dziś kurdupel wymyślił, wręcz zażądał zrzeczenia się immunitetu przez Leppera. Kolejna zagrywka - przekazać niezorientowanemu, zakłamanemu społeczeństwu podprogową informację, że Andrzej jest winny. Gdyby to zrobił wyborcy od razu uruchomią filtry mówiące im:

Brak immunitetu = brak zaufania.

To chore, co ten człowieczek wyprawia. Mieni sie jakimś polskim Napoleonem, który w imieniu dobra, prawa i wypaczonej sprawiedliwości morduje politycznych przeciwników na oczach wyborców.

Owsiak o 8 rano (nie popieram go w jego akcjach, ale miał racje) powiedział, że gdyby takie akcje wydarzyły sie na jego podwórku to by sie chyba pozabijali. Tez tego nie rozumiem, jak można pluć sobie w twarz i nadal być politycznymi przyjaciółmi. To chore. Wiem wiem, polityka to specyficzna dziedzina, ale są granice rozsądku. Nawet na WOSie uczyli mnie o kulturze politycznej.

Zadziwiać mogą fakty, które dostają sie do mediów. Osobiście mam przekonanie, że to tylko taka prymitywna otoczka PR dla mass, takie pożywienie dla mediów i większości zapracowanych ludzi, którzy oglądają skróty wiadomości. Nie jestem na miejscu, nie znam tych ludzi osobiście, nie mogę być w kuluarach sejmowych. Świadczy to tylko o jednym, że mogę snuć takie oto wizje jak zresztą ty sam. Nikt chyba nie zna ze zwykłych ludzi wszystkich faktów i szczegółów. Jest to wiedza niższego poziomu, coś w rodzaju - dzwoni do ciebie Baśka dobra kumpela i mówi "mam ponad przeciętny poziom IQ". Wierzysz jej bo tak ci mówi, wierzysz psychologowi, który zrobił jej ten test. Baśka to taki dziennikarz, psycholog - polityk a ty możesz im tylko zaufać.

Buldog - V Rozbiór Polski

Wniosek: Czy to tak było, czy nie było? A może się śniło? To jednak to nie było, to nie było nie to. Tak jednak to nie było, co ty mówisz kobieto. To jednak tak nie było jak się wszystkim wydawało, mało za mało ale jednak trochę brakowało.

5 komentarzy

27 Lip

Kontakt telefoniczny z klientem

Dziś piątek w robocie bankowca minął dzwoniąc do ludzi, w sprawie odpisów z ksiąg wiczystych. Jak zwykle zycie pokazało, że z kobietami na prawde trudno się rozmawia. Normalnie co druga to mądrzejsza, co trzecia to idiotka a co dziesiąta to myśli, że jak dostała kredycik to może sobie pozwolić na wszystko i mówić mi, że "proszę zadzwonić później".

Jedna była nie ugięta, próbowała mi wkręcić, że mimo że stanie na głowie i rękach nie da rady tego załatwić w tydzień. A przecież idiotą nie jestem i wiem, że wydawanie odpisów ksiąg wieczystych odbywa się drogą elektroniczną od ręki. Uparła się, że nie twierdząc, że nie mam racji bo ona załatwiała "komuś" i czekała 2 tygodnie. Nie dałem za wygraną! Stwierdziłem stanowczo, że wymagają tego warunki umowy i musi to być załatwione w trybie pilnym. Załapała baze. W przyszłym tygodniu będzie. A czy rzeczywiście będzie, to się okaże.

Okazało się po rozmowie z pracownikami, że to trudna kobieta. Ja osobiście wolę rozmawiać z facetami, jakoś są bardziej konkretni i nie wdają się w rozmowy typu "nie dam rady". Przyjmują do wiadomości i robią to co do nich nalezy.

Przypomina mi się od razu to co mówił mi Błaszak na neogcjacjach, że kobiety jak nie są czegoś pewne to powiedzą "chyba", gdy facet nie jest pewny, tak czy siak powie to o wiele z większą pewnością niż baba w takiej samej sytuacji. jest w tym jakaś analogia do tego, iż kobiety to takie pierdoły, wkręcają różne jazdy i myślą, że mają racje...

Wniosek: Nie dać się omamić ładnym włosom, tipsom i cyckom.

Dodaj komentarz

26 Lip

No i to by było na tyle w tym kraju

Dobrze, ze niedługo wyjeżdzam z tego kraju, bo mnie już cholera bierze jak patrze na to wszystko co się wokoło mnie dzieje.

Bilet WizzAir już czeka. Może dostane jakiegoś świeższego powiewu natchnienia co zrobić jeszcze ze swoim życiem.

Żony nie ma, dzieci nie ma, studia w trakcie, chetnych na Stadium of Sound brak. Tyle dziś narzekania z mojej strony. Czas sie zresetować.
Logout

7 komentarzy

26 Lip

Kijowy humor czyli bitch albo nie pić

Może zamówić nekrologi tak jak zrobił to jeden ze znanych polskich ludzi polskiego filmu (nie pamiętam, który, ale tłumaczył min. filmy).

Przypuszczam ironiczny scenariusz pod tytułem "jak widać strata mojej osoby jest bardzo bolesna". W tym momencie umieram, wchodzę w ciało kogoś innego i rozglądam się sie na boki. Co widzę? Nic szczególnego, na tym wlasnie polega cala ironia tej spisanej nocnej myśli, tuz po zrobionej kupie pod tytułem "dobranoc".

Jak widać możesz srać i sie uczyć...

A skąd ta myśl? Otóż od Joukiego dostałem bilet na Stadium of Sound, na początku pytając każdego każdy był pewny że jedzie, a dziś się okazało, że jednak gówno z tego wszystkiego wyszło, bo a to jeden nie ma kasy, inna ochoty, drugi rozwalił auto i takie tam sranie w banie… Wiadomo jak to jest jak dochodzi do konkretów. Liczę cały czas, że mimo wszystko uda mi się pojawić na SoS i zobaczyć PvD w akcji…

BTW. Z tego wszystkiego zamówiłem sobie zestaw 6 skrzydełek i duży kebab. Musze się najeść... bo to mi poprawia humor w takich sytuacjach.

3 komentarze

26 Lip

Marże tartaków

Własnie trzymam w ręku WZ (wuzetkę) z Tartaku. Ktoś nieumiejetnie ją wypełnił dla klienta. Zamiast wpisać wartość taką jaką klient płaci wpisali wartośc materiałów po cenach wytworzenia. Dzięki czemu policzmy:

Wartość: 65zł
Zapłata: 750zł

Jeżeli dobrze liczę to przebitka tartaku wynosi 1153,85%. Daje to dużo do myślenia, jak bardzo przepłacamy min. za materiały budowlane, które kupujemy w sklepach. Leroy Merlin, Castorama, Nomi - ciekawe jakie tam istnieją marże?

4 komentarze

26 Lip

Skarbiec

Własnie miałem okazie odwiedzić i powrócić z podziemi banku. Zwiedziłem sobie skarbiec bankowy z wielkim sejfem (niestety zamknięty). Nie wiem jak oni go wtargali do tych podziemi, możliwe, że budowa trwała już w środku.

Co charakterystycznego jest w skarbcu? Zapach. Ni to wilgoć, ni to jakiś smród. A mówią, że pieniądze nie śmierdzą. Możliwe, w końcu ten, który trzymał 1 000 000 PLN we własnym domu mógłby coś na ten temat powiedzieć.

Potwierdzam zdecydowanie, że pieniądze w bankach są bezpieczne. Na własnej skórze.

Wniosek: Taki mały sejfik

Dodaj komentarz

25 Lip

Skleroza

Czy to normalne za zapominam co robilem minute, 5 minut temu?

9 komentarzy