Wszystkie prawdy, które wam tutaj wyłożę są bezwstydnymi kłamstwami...

31 Lip

Zrozumienie warunkuje szczęście

Najmądrzejsi z nas wypracowali wspaniale rozbudowane wzorce filozoficzne i psychologiczne. A jednak dawne przyzwyczajenia odżywają. Miłość umiera. Przydarza się to prawie każdemu.

Codziennie miliony samotnych osób szukają partnera, z którym będą mogły przeżyć to szczególne uczucie. Każdego roku miliony par łączą się w miłości, by potem boleśnie się rozstawać, bo zaprzepaścili swą szansę.

Z tych, którzy są zdolni podtrzymać miłość wystarczająco długo, by się pobrać - tylko 50 procent pozostaje w małżeństwie. Spośród tych, którzy zostają razem, prawdopodobnie kolejne 50 procent to ludzie niespełnieni. Trwają razem przez lojalność, z poczucia obowiązku lub ze strachu przed rozpoczynaniem wszystkiego od nowa.

Tak jakoś mi się to wszystko skojarzyło z moją lipcową podróżą do Paris. Właściwie to teraz sobie uświadomiłem jak bardzo to było potrzebne, jak pomogło mi zrozumieć innych ludzi. Przeświadczyło mnie również, że jednak kobiety są z Wenus, a faceci z Marsa. Odpaliłem sobie nawet film "I love you Paris" po raz n-ty. Za każdym razem, gdy oglądam wyciągam z niego coś nowego, nowe oblicze życia. O Paryżu mówią różne rzeczy - że tam artyści znajdują natchnienie, że ludzie jeżdżą tam by znaleźć coś nowego, że w Paryżu można odnaleźć miłość.

Z biegiem czasu film nakręcił mnie na myśl z początku wpisu, że życie wymaga zmian, jak pory roku. Była cudowna wiosna, teraz trwa lato, ale jakoś nagle zrobiło się zimno, zaskoczył śnieg. Śpiąc wśród śniegu nie czuć momentu, w którym nadchodzi śmierć. Wszystko, dlatego, że nie potrafimy zrozumieć siebie nawzajem, zrozumieć w najprostszych aspektach ludzkiej egzystencji.

Nie potrafimy słuchać

Nie czujemy się potrzebni

Rozmawiamy o uczuciach z tymi, z którymi nie powinniśmy

Przebywając z niektórymi zatracamy swoją tożsamość

Nie znamy najważniejszych potrzeb - troski, zrozumienia, szacunku, poświęcenia i uznania

Dajemy rady, które nie są nikomu potrzebne

Nie rozumiemy ciszy

Nie potrafimy MILCZEĆ by słyszeć WIĘCEJ… (I tak można w nieskończoność)

 

25 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

30 Lip

Kanikuły opowieść dalsza

Górecznik, miejsce położone 36 km od Kalisza, tuż za Ostrowem w Przygodzicach. Miejsce, w którym zobaczyłem strusia, kurę, świnię wietnamską, królika, kozę i kozice. Był też czerwony kapturek i wilk, który zjadł babcię.

Było fajnie, nawet padający deszcz dodał uroku. Gdy ja zajadałem się resztkami naleśników z lodami inni karmili kaczki czekoladą i goframi. Gdy sprawdzałem czy jest HotSpot inni polewali wódkę. Gdy lujneła ulewa policja eskortowała autobus (sic! nikt nie wiedział, o co chodzi). Rzuciłem prostackie hasło - "Jadą do Grenoble na zbiorowe samobójstwo".

Jak na niedziele przystało, tradycji zadość się stało i pozwiedzaliśmy region, tym razem nie we 4, a w 6 (Koval, Paulina, Aldona vel. Didi, Lisek, Tomek prawnik i kobieta zwana dalej siostrą Aldony). Na upartego to nawet i w 7, bo Aldony siostra spodziewa się dzidziusia.

W drodze powrotnej stwierdziłem, że mam ujowe światła, ujowe wycieraczki i ujowe opony. Nic, a dosłownie nic nie widziałem przez szybę. Jakoś dojechaliśmy, nie lubię jeździć szarówką, w dodatku, gdy pada - śmierć miesza się ze świadomością.

Za to dziś jak zresztą każdego dnia nauczyłem się czegoś nowego - jak ważny jest pojedynczy człowiek w przedsiębiorstwie. Jak ważny jest również szacunek kierownika do pojedynczego człowieka. Jak ważne jest samopoczucie pojedynczego człowieka. Gdy dobrej atmosfery brak, gdy pracownik jest wykorzystywany, gdy czuje się nieszanowany nie ma ochoty pracować. Więc zanim kogoś zaczniesz opieprzać, ganić do roboty tudzież poganiać zastanów się, co ty zrobiłeś by praca była wydajna, sprawna a przede wszystkim skuteczna. Zacznij po prostu od siebie.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

29 Lip

Niezdecydowany

Każdy przychodzi na świat z własnym planem. Jeden z tym żeby umilić innym, drugi - uprzykrzyć życie, jeszcze inne by osiągnąć jakiś bliżej nieokreślony, znany tylko jemu cel.

Chciałem zrealizować jeden i opublikować ciąg dalszy mojej strategii życia. Spisywanej nieprzerwanie od jakiegoś czasu. Po przygotowaniu materiałów stwierdziłem, że jednak to jeszcze nie czas. Mam wrażenie, że nie spisałem jeszcze wszystkiego.

W ramach rehabilitacji postanowiłem pojechać po całości - iść na całość jak w programie "Haizera", który kilka lat później uczył młode mamy do czego można używać miski od prania. Otóż odpaliłem dyskografie 16 albumów Lady Pank z zamiarem ich przesłuchania (tak we wczoraj wieczór).

Dotarłem tylko do 5. Zacząłem od tego, że są ludzie to nie żart z mniejszym ilorazem inteligencji niż zero. A potem okazało się że wszystkie moje dziewczyny mogły nie być na dnie, pomalutku żyć życząc sobie co rok wesołych świąt. Wtedy to zorientowałem się, że ktoś zacisnął mi palce na gardle. To miliony łap w rezerwacie dzikich zwierząt. Gdzie nie spojrzałem widziałem dookoła dżunglę. To przez to że zakręciło się w głowie od wydarzeń i bab. Chyba za du du dużo nas a idol, którego wielbią tłumy jest jeden, dlatego każdy próbuje zbudować zamki na piasku w swoim szarym monotonnym świecie. To takie lekkie vademecum skauta, o tym jak zachowywać się w życiu, by wygrać więcej gdy umysł myśli mniej.

Chwile później po 9 buntach i jednym love songu wspiąłem się na własne Kilimandżaro gdzie widziałem młode orły tylko po to, aby tuż potem wylądować na karnawale w Rio i w drodze powrotnej z ameryki uratować Titanica od zapomnienia, by grała ciągle w nim, na dnie muzyka.

W tym momencie za oknem zaczyna padać deszcz, a u na moim sidi wskakuje "Mała Wojna" z której dowiedziałem się, iż jestem obcy, na co komu dziś wczorajszy dzień i jak żyć biegnącą chwilą. 10 sekund potem miałem już ochotę zatopić smutki w butelce wódki, jednak w następnym wersie zostałem wyprowadzony z błędu, że nie warto spijać drugi raz tego samego piwa, gdy czuć, że uleciał gaz.

A, że wszystko się może zdarzyć zalałem kufel zimną Nałęczowianką i zasadziłem marchewkowe pole. Porywała mnie jego moc i nie zatrzymując się wcale, choćby walił się świat nadal czułem się doskonale. Próbując przebić mur doświadczyłem wolności głosu i tak pomyślałem sobie czy to wszystko ma sens. Wyłączyłem tych dinozaurów polskiej muzyki rozrywkowej i tak na szybko zadzwoniłem do Liska. Padł pomysł bilardu i może to mi pozwoli przestać myśleć o myślach które ciągle powodują inne myśli. To straszne, gdy próbując przestać myśleć ciągle myślisz o tej jednej myśli. To wraca jak bumerang. Zawsze byłem przekonany, że mój mózg potrafi więcej niż alkohol, papierosy czy też narkotyki. Jednak tak samo jak kretyn nie potrafi zrozumieć tego iż jest głupi, mój umysł nie potrafi nastawić się na jakieś inne fale. No ale tak to już jest, że będąc z wieloma kobietami tak naprawdę nie znamy ani jednej i to jest chyba największy mój błąd, że tak szybko rezygnuje twierdząc że szkoda czasu (że czas w moim wykonaniu jest zbyt cenny). Dziś na TVN Style usłyszałem coś bardzo ciekawego:

Kiedy poznawali kobiety - ja się bawiłem.
Kiedy spotykali się z kobietami - ja się bawiłem.
Kiedy się z nimi żenili - ja się bawiłem.
Kiedy się z nimi rozwodzą - ja się ożenię!

Powiedział to Żebrowski, również było tak i w moim przypadku. Różnica między nim a mną nie jest taka, że moi znajomi się nie żenią, bo to nie prawda. Wręcz przeciwnie. Polega na czymś innym - jestem o co najmniej 10 lat młodszy…

Btw. Bilard - nie stójcie tyłem do kobiety (Aldony) gdy chcecie uderzyć w bile. Nie uda wam się to gdy poczujecie wzrok na własnym tyłku…

14 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

28 Lip

Z kamienną twarzą siedze przy stole przy nim ludzie których mniej już wole

Kaczyński - dziś juz to wiem - to oszołom. Gdybym go spotkał naplułbym mu w twarz. Wałęsa juz dawno miał racje. Nikt mu nie wierzył, wszyscy się śmiali, co ten dziadek gada. No i wyszło. Dziś kurdupel wymyślił, wręcz zażądał zrzeczenia się immunitetu przez Leppera. Kolejna zagrywka - przekazać niezorientowanemu, zakłamanemu społeczeństwu podprogową informację, że Andrzej jest winny. Gdyby to zrobił wyborcy od razu uruchomią filtry mówiące im:

Brak immunitetu = brak zaufania.

To chore, co ten człowieczek wyprawia. Mieni sie jakimś polskim Napoleonem, który w imieniu dobra, prawa i wypaczonej sprawiedliwości morduje politycznych przeciwników na oczach wyborców.

Owsiak o 8 rano (nie popieram go w jego akcjach, ale miał racje) powiedział, że gdyby takie akcje wydarzyły sie na jego podwórku to by sie chyba pozabijali. Tez tego nie rozumiem, jak można pluć sobie w twarz i nadal być politycznymi przyjaciółmi. To chore. Wiem wiem, polityka to specyficzna dziedzina, ale są granice rozsądku. Nawet na WOSie uczyli mnie o kulturze politycznej.

Zadziwiać mogą fakty, które dostają sie do mediów. Osobiście mam przekonanie, że to tylko taka prymitywna otoczka PR dla mass, takie pożywienie dla mediów i większości zapracowanych ludzi, którzy oglądają skróty wiadomości. Nie jestem na miejscu, nie znam tych ludzi osobiście, nie mogę być w kuluarach sejmowych. Świadczy to tylko o jednym, że mogę snuć takie oto wizje jak zresztą ty sam. Nikt chyba nie zna ze zwykłych ludzi wszystkich faktów i szczegółów. Jest to wiedza niższego poziomu, coś w rodzaju - dzwoni do ciebie Baśka dobra kumpela i mówi "mam ponad przeciętny poziom IQ". Wierzysz jej bo tak ci mówi, wierzysz psychologowi, który zrobił jej ten test. Baśka to taki dziennikarz, psycholog - polityk a ty możesz im tylko zaufać.

Buldog - V Rozbiór Polski

Wniosek: Czy to tak było, czy nie było? A może się śniło? To jednak to nie było, to nie było nie to. Tak jednak to nie było, co ty mówisz kobieto. To jednak tak nie było jak się wszystkim wydawało, mało za mało ale jednak trochę brakowało.

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

27 Lip

Kontakt telefoniczny z klientem

Dziś piątek w robocie bankowca minął dzwoniąc do ludzi, w sprawie odpisów z ksiąg wiczystych. Jak zwykle zycie pokazało, że z kobietami na prawde trudno się rozmawia. Normalnie co druga to mądrzejsza, co trzecia to idiotka a co dziesiąta to myśli, że jak dostała kredycik to może sobie pozwolić na wszystko i mówić mi, że "proszę zadzwonić później".

Jedna była nie ugięta, próbowała mi wkręcić, że mimo że stanie na głowie i rękach nie da rady tego załatwić w tydzień. A przecież idiotą nie jestem i wiem, że wydawanie odpisów ksiąg wieczystych odbywa się drogą elektroniczną od ręki. Uparła się, że nie twierdząc, że nie mam racji bo ona załatwiała "komuś" i czekała 2 tygodnie. Nie dałem za wygraną! Stwierdziłem stanowczo, że wymagają tego warunki umowy i musi to być załatwione w trybie pilnym. Załapała baze. W przyszłym tygodniu będzie. A czy rzeczywiście będzie, to się okaże.

Okazało się po rozmowie z pracownikami, że to trudna kobieta. Ja osobiście wolę rozmawiać z facetami, jakoś są bardziej konkretni i nie wdają się w rozmowy typu "nie dam rady". Przyjmują do wiadomości i robią to co do nich nalezy.

Przypomina mi się od razu to co mówił mi Błaszak na neogcjacjach, że kobiety jak nie są czegoś pewne to powiedzą "chyba", gdy facet nie jest pewny, tak czy siak powie to o wiele z większą pewnością niż baba w takiej samej sytuacji. jest w tym jakaś analogia do tego, iż kobiety to takie pierdoły, wkręcają różne jazdy i myślą, że mają racje...

Wniosek: Nie dać się omamić ładnym włosom, tipsom i cyckom.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

26 Lip

No i to by było na tyle w tym kraju

Dobrze, ze niedługo wyjeżdzam z tego kraju, bo mnie już cholera bierze jak patrze na to wszystko co się wokoło mnie dzieje.

Bilet WizzAir już czeka. Może dostane jakiegoś świeższego powiewu natchnienia co zrobić jeszcze ze swoim życiem.

Żony nie ma, dzieci nie ma, studia w trakcie, chetnych na Stadium of Sound brak. Tyle dziś narzekania z mojej strony. Czas sie zresetować.
Logout

7 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

26 Lip

Kijowy humor czyli bitch albo nie pić

Może zamówić nekrologi tak jak zrobił to jeden ze znanych polskich ludzi polskiego filmu (nie pamiętam, który, ale tłumaczył min. filmy).

Przypuszczam ironiczny scenariusz pod tytułem "jak widać strata mojej osoby jest bardzo bolesna". W tym momencie umieram, wchodzę w ciało kogoś innego i rozglądam się sie na boki. Co widzę? Nic szczególnego, na tym wlasnie polega cala ironia tej spisanej nocnej myśli, tuz po zrobionej kupie pod tytułem "dobranoc".

Jak widać możesz srać i sie uczyć...

A skąd ta myśl? Otóż od Joukiego dostałem bilet na Stadium of Sound, na początku pytając każdego każdy był pewny że jedzie, a dziś się okazało, że jednak gówno z tego wszystkiego wyszło, bo a to jeden nie ma kasy, inna ochoty, drugi rozwalił auto i takie tam sranie w banie… Wiadomo jak to jest jak dochodzi do konkretów. Liczę cały czas, że mimo wszystko uda mi się pojawić na SoS i zobaczyć PvD w akcji…

BTW. Z tego wszystkiego zamówiłem sobie zestaw 6 skrzydełek i duży kebab. Musze się najeść... bo to mi poprawia humor w takich sytuacjach.

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

26 Lip

Marże tartaków

Własnie trzymam w ręku WZ (wuzetkę) z Tartaku. Ktoś nieumiejetnie ją wypełnił dla klienta. Zamiast wpisać wartość taką jaką klient płaci wpisali wartośc materiałów po cenach wytworzenia. Dzięki czemu policzmy:

Wartość: 65zł
Zapłata: 750zł

Jeżeli dobrze liczę to przebitka tartaku wynosi 1153,85%. Daje to dużo do myślenia, jak bardzo przepłacamy min. za materiały budowlane, które kupujemy w sklepach. Leroy Merlin, Castorama, Nomi - ciekawe jakie tam istnieją marże?

4 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

26 Lip

Skarbiec

Własnie miałem okazie odwiedzić i powrócić z podziemi banku. Zwiedziłem sobie skarbiec bankowy z wielkim sejfem (niestety zamknięty). Nie wiem jak oni go wtargali do tych podziemi, możliwe, że budowa trwała już w środku.

Co charakterystycznego jest w skarbcu? Zapach. Ni to wilgoć, ni to jakiś smród. A mówią, że pieniądze nie śmierdzą. Możliwe, w końcu ten, który trzymał 1 000 000 PLN we własnym domu mógłby coś na ten temat powiedzieć.

Potwierdzam zdecydowanie, że pieniądze w bankach są bezpieczne. Na własnej skórze.

Wniosek: Taki mały sejfik

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

25 Lip

Skleroza

Czy to normalne za zapominam co robilem minute, 5 minut temu?

9 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

25 Lip

Czas wydać se piniendze

Przychodzi taki kobiecy dzień w życiu każdego faceta, w którym wstajesz, otwierasz drzwi od szafy (szafki) i mówisz:

Kurwa nie mam, w co się ubrać!

Dzień ten kończy się zwykle albo fajnie albo chujowo (coś w rodzaju - to jest czarne lub białe). Kijowo to znaczy, że siedzisz w domu z opuszczoną głową, patrzysz na swoje genitalia i myślisz głośno narzekając "znów nie mam kasy" lub "nie ma nic ciekawego w sklepach".

Z drugiej strony może się skończyć tak jak mój, czyli fajnie. Bierzesz kumpla (Skałę) i wymiatasz na pokupki. Odwiedzasz "setki" ulubionych sklepów i kupujesz. Dziś zakończyłem z polówką, kochanymi butami Puma Ferrari (seria 2007), które obowiązkowo, co sezon kupuje i jeansami, za które z kolei dostałem opierdol od kochanej mamusi, bo miałem niby kupić sobie normalne (ale wiecie, dziś matka nie w humorze, chętnie by zagłosowała na LPR). Zresztą ludziska ja mam 21 lat za niedługo i nie wyobrażam sobie żeby mamusia mówiła mi jak Kaczyńskiemu "synku ta koszula jest ładniejsza" wiec olewam ten aspekt cywilizacji zmanipulowanej kościołem, konserwatywną modą. Wolę społeczeństwo elit i salonów, typowo centro liberalne PO.

Swoją przygodę zakończyłem w Aparcie na dziale z zegarkami. Już nawet sobie jeden upatrzyłem. Może i niedługo w moje tłuste łapska wpadnie inwestycja na 1/2 życia, czyli zegarek naręczny, ze srebrną bransoletą (wiesz… taki ze wskazówkami, bynajmniej nie słoneczny).

Wniosek: Warto, nawet Rumunom się podobało.

A że dizś koncert Stones'ów więc na tak na bardziej happy ♫ The Rolling Stones - Miss You (Dr Dre RMX) .

9 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

24 Lip

Zyciowa strategia Kovala cz.1

Oto część mojej strategii życia którą zacząłem spisywać jakieś pół roku temu. Punkty wymienione niżej dotyczą relacji damsko męskich, czyli wpis z serii - jak to jest z perspektywy Kovala. Robie to tak i nie musisz się ze mną zgadzać, aczkolwiek chętnie wysłucham czemu akurat tak a nie inaczej…

Posłuchaj:

  1. Reputacja - uważam, że trzeba o nią dbać. Możesz mieć zjebaną reputację na każdym polu, ale na polu pt. "kobieta" nie! Kobiety plotkują, nie więcej niż faceci, ale często zasięgają rad swoich koleżanek. Nie słyszałem złej opinii na swój temat. Nawet ostatnio spytałem "koleżanki" - "czy kiedykolwiek słyszałaś coś złego na mój temat?". W tym rzecz.
  2. Zawsze robie tak, by kobieta czuła się wyjątkowo, nie przejmowała moich złych stanów na siebie. Mogła być wyluzowana i tak samo otwarta jak ja względem niej. Zawsze staram się dawać lepszą alternatywę niż ona sama dostaje gdziekolwiek indziej (chyba, że nie mam na to ochoty).
  3. Tępię zachowania typu - "to ja ciebie wybrałam, jesteś nagrodą dla mnie". To facet powinien decydować o tym z którą dziewczyną jest. Śmiać mi się chce z kolesi którzy idą do lokalu myśląc że kobiety same do nich przyjdą. Ona myśli że to ciebie wybrała. Niech tak myśli. Czuje się bardziej happy.
  4. Mieć główny cel, którym na pewno nie są kobiety. One tylko przeszkadzają. Myśli nakierowane na życie bez nich…
  5. Nawet największy pasztet może mieć modelkę, trzeba tylko mieć coś więcej niż ładną twarz (14 sił, inteligencja emocjonalna, IQ, świadomość siebie itp.). Nie liczę kobiet dla których ważna jest kasa.
  6. Szczerość to największy afrodyzjak. Nie można okłamywać drugiej strony. Respect przede wszystkim.
  7. Okazywanie tego jak kobieta na mnie działa nie uważam za coś złego (nie jest to oznaka słabości i braku panowania nad sobą). Kobieta powinna być świadoma tego jakie reakcje na kimś wywołuje (może i nawet wtedy myślą że panują nad sytuacją).
  8. Nie musisz być wcale miły dla kobiet by cię polubiły (czasem arogancki, czasem nieprzewidywalny, wulgarny i zboczony)
  9. Nigdy nie przepraszam kobiet (chyba że ją nadepnąłem)
  10. Czasami człowiek sam z siebie robi debila (miłość jest ślepa. Zobacz ja zachowują się ludzie zakochani na zabój - idą i śpiewają idiotyczne serenady)
  11. Nie jestem zielony jak dolar abym się wszystkim podobał (jak ja kurwa uwielbiam to powiedzenie)

A jeżeli coś mnie zaskoczyło to po prostu wiem że coś wymyślę bo jestem kuter… :P

To tak na początek. Myślę że resztę strategii Kovala opublikują w najbliższym czasie. Na razie się tworzy (67 punktów). Zycie pokaże kiedy pierwsza kobieta nie zgodzi się z tym co tutaj napisałem. Wbrew pozorom strategia opiera się na doświadczeniach życiowych, które nie opierają się na generalizowanym opieraniu się na przekonaniach...

 

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

24 Lip

Różnica między Francją a Polską

We Francji się mawia:

"U nas mamy wszystkiego pod dostatkiem. Nikt nie chodzi głodny. To że ktoś ma więcej niż inni świadczy o tym, że potrafi zachować się przy stole…”

To chyba wszystko na ten temat. Niech każdy wyciągnie swoje wnioski. Mi to coś mówi, a Tobie?

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

24 Lip

Gierki

Jak zwykle! Zycie znów wymaga ode mnie opracowywania jakiś głupich planów. Grania na lewo i prawo. Jakby kurwa nie dało się prościej i bardziej oczywiście.

Nie nie nie. Nie mam ochoty na żadne gry, bo mnie to męczy. Lubię szybkie i zdecydowane działania. Z drugiej strony jestem przekonany, że dupa blada - to się nie sprawdza.

Suczo się czuje już z rana. Życie lubi się samo pogłębiać. Automatycznie komplikować.

Tak czy nie? Czy mi się chce grać? Czy może olać i mieć w to w D?

Milton mi podpowiada, że można udawać wszystko i stać się tego mistrzem… Ale tak to już chyba jest gdy każdy następny próbuje być sprytniejszy od poprzedniego. Stąd to wszystko się bierze.

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

23 Lip

Czas dogania nas

Z tego, że niedziele zawsze są nudne, monotonne i spokojne wzięliśmy z Liskiem Aldonę i Paulinę do Gołuchowa (Żubry, woda, park i te sprawy. Wiadomo, o co chodzi). Nad wodą nie obyło się bez konsumpcji trunku zwanego absyntem (polski absynt). Akurat nie mieliśmy na stanie cukru, ale i tak dało rade. Halucynacji nie było. Odwiedziliśmy na moment restaurację muzalną. Pokazałem Liskowi (nie wierzył), że można zjeść (zamówić) pieczeń z prawdziwego żubra...

Jaki masz telefon?
Gówniany!

Suma summarum wylądowaliśmy wszyscy w Amnezji na bilardzie. Dziewczyny nie chciały grać (no cóż… nie dogodzisz wszystkim). Wróciłem do domu po 1 w nocy i dziś w robocie jakiś taki nie w sosie. Dosyć, że niewyspany, to pogoda jakaś niesprzyjająca - senna. Dziś uratowała mnie dobroć pań w biurze, które zwolniły mnie na 2 godziny, karząc iść sobie na lody i jak to powiedziały "wyrwać kilka dziewuch". No, więc korzystając z okazji poszedłem (a cooo…).

A jutro godzinę później do biura… Może odeśpię dzisiejszą noc (a może i nie).

Btw. Kierownik(czka) zwana kiero od piątku na urlopie i od momentu, kiedy jej nie ma praca w biurze posypała się na łeb na szyje. Posypała znaczy mam na myśli, że załamała. Pierwszym początkowym objawem było to, że niemal wszyscy hurtem rozpoczęli prace nie tak jak zawsze o 9, a godzinę później. Mimo, że już rozpoczęli niektórym zachciało się lodów, więc wysłano delegację do pobliskiej cukierni. Przerwa natomiast trwała z 45 min. Wtedy to doceniłem, jaką znaczącą osobą jest persona kierownika w przedsiębiorstwie. Dotychczas znałem tylko teorie. Teraz dochodzi praktyka…

Akurat - Czas Dogania Nas

Wniosek: I tak oto mija czas w ten piękny wakacyjny czas…

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

21 Lip

Euforia

Miałem okazję odwiedzić nowo powstały klub Euphoria w Kaliszu (były ZWM). Lokal powiększono, miejsca bardzo dużo. Nagłośnienie bardzo dobre i siedząc w samych lożach słychać muzykę tak, że się wie, co jest grane aktualnie a zarazem nie głuchnie się od nadmiernego natężenia dźwięku.

Jak wygląda towarzystwo w lokalu? No powiem szczerze, że sympatycznie. W końcu jakiś kaliski klub na poziomie. Na uwagę zasługuje fakt, iż posiada lożę VIP'ów, którą można wykupić na okazję zamkniętej imprezy. Sama loża jest odizolowana od innych uczestników imprezy. Przeszklona i wyciszona.

Jedyne, co mnie zraziło to, to, że w lokalu jest strasznie dużo ochrony zabezpieczającej imprezę. Stosunkowo jej za dużo. Początkowo, gdy ilość imprezowiczów była mała czułem się jak w jakimś więzieniu o podwyższonym rygorze.

Co do muzyki to klimat stwarza na pewno dobry House. Jak dla mnie za mało Frenczu i Electro, ale może stylistycznie się zmienią. Nie podobał mi się również zbytnio Dance, grany pod sam koniec imprezy, a grane R'n'B jak dla mnie za wolne (baaa nawet Paula narzekała).

Standardowo spotkałem kilku starych znajomych w tym kumpli z gimnazjum. Bardzo się ucieszyłem, gdyż dawno ich nie widziałem. Był też wśród DJ'ów legendarny Przacho (yeah Maciek żałuj). Poznało się również trochę nowej wiary.

To było by na tyle. Cóż reszta jak reszta. Zwykła impreza - alkohol, kobiety - kobiety, alkohol.

Aaaaaa…!! I bym zapomniał. W międzyczasie miałem okazję przetestować nową strategię życia (nie nie…tym razem to nie było "Coco Jambo i do przodu"). Doszedłem do sympatycznego wniosku, że działa. Pewność siebie w działaniu to podstawa. Zdecydowane ruchy bez pytań i propozycji. Lepsza opcja gdzie ty stanowisz, robisz i żądasz. Tak jest po prostu szybciej.

Westbam & Nana - Oldschool Baby

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

19 Lip

Efekt autosugestii - Nas ne dogonjat

W ostatnim odcinku "Pogromców mitów" (Myth Busters) na Discovery uczestnicy programu sprawdzali skuteczność niektórych środków na chorobę lokomocyjną tudzież morską. Początkowo przypomniała mi się życiowa historia z promem do Dani (Kopenhaga Tour), gdzie wystraszony wizją choroby morskiej zażyłem 3 tabletki aviomarinu. Chwile później okazało się, że prom jest tak skonstruowany, że nawet podczas sztormu się nie kołysze (sic!).

W dalszej części programu okazało się, że na jednego z uczestników doświadczenia działa efekt placebo i efekt autosugestii. To znaczy, że podczas tego pierwszego na myśl ,iż podaje im się lekarstwo doznaje się cudownego uzdrowienia. Natomiast podczas autosugestii na widok fotela doświadczalnego mieli odruchy wymiotne. Wtedy przypomniały mi się pewne puzzle które dostałem z 10 lat temu od nieżyjącego już wujka, które podczas ponad 200km podróży do domu układałem sobie w samochodzie. Pod koniec doznałem choroby lokomocyjnej. Co ciekawe pod wpływem dziwnej autosugestii tj. wspomnień za każdym razem gdy otwierałem pudełko z tymi puzzlami chciało mi się rzygać.

Idę o zakład, iż dziś gdybym znalazł tę układankę z pszczółką Mają bankowo dostał bym mdłości… Nie bardzo mi jednak śpieszno do tego.

Wniosek: Nie układaj puzzli w samochodzie

Placebo - Every you every me (single mix)
Will Young - Light My Fire

By the way (BTW): A moja kumpela ma dziwną chorobę lokomocyjną, która skutkuje tym, że może podróżować tylko pociągiem. Inne środki komunikacji odpadają. Specyficzna odmiana dolegliwości czy placebo?

11 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

17 Lip

Bóg urojony

Stwórzmy filiżankę z porcelany i powiedzmy ludziom, że krąży ona wokół słońca. Nie możemy jej zaobserwować, bo jest zbyt za mała by dostrzec ją teleskopem bądź innym przyrządem optycznym. Większość ludzi w to nie uwierzy, ale na pewno ktoś się znajdzie, który "łyknie historyjkę". Wtedy ta osoba będzie przekonywała do tej racji inne osoby, które o filiżance nie słyszały.

To taki mały fundamentalizm filiżankowy. Nie można go udowodnić tak samo jak nie można udowodnić istnienia Gablinów, jednorożców, gremlinów, yeti i innego badziewia. Mimo wszystko to dziwne jak ludzie potrafią wierzyć w coś, na co nie ma ani jednego dowodu naukowego.

Podobnie ma się rzecz do Biblii. Książka ta jest dla wielu osób jakąś tam życiową drogą, drogowskazem dającym odpowiedzi na wiele pytań. Ale zastanów się, czy coś, co jest niezmienne od tysięcy lat daje możliwość popisania się swoim ludzkim intelektem? Intelektem rozwiniętym przez ewolucje przez miliony lat. Religia odrzuca ewolucje. Uznaje, że świat narodził się kilka tysięcy lat temu. Zakłada istnienie świata na jakieś 5000 lat. A to przecież bzdury! Nie interesuje ją, co było 100 tys., milion lat temu.

Ludzie jeżdżą do Jerozolimy tylko po to by jakiś arab pokazał im niby jezusowy grób, jezusowe szmaty, jezusowy kamień zasłaniający miejsce spoczynku i niby miejsce jezusowego ukrzyżowania. Ludzie w to wierzą, bo ktoś im tak powiedział. Powiesz - hmmm, przecież 40 kolesi piszących pismo święte nie mogło się mylić. Napisali oni je tak, że nic się w nim nawzajem nie wyklucza. I to jedyny dowód, jaki mogą przytoczyć wierzący. To śmieszny dowód, bo brzmi to dla mnie jak jakaś dobra książka z wielowątkową akcją, w dodatku możeświadczyć o tym, że napisała to jedna osoba.

Najgorsze jest również to, że ludzie (kiedyś z 2 kumplami strasznie się kłóciłem o to), że odrzucają naukę wierząc w średniowieczne brednie i mity niemające nic wspólnego z nauką. Dlatego uważam, że każdą religię można podciągnąć pod filiżankowy ateizm, o którym można przeczytać w książce Dowkinsa "Bóg urojony". Przedstawia w niej nie tylko fanatyczny muzułmanizm, judaizm, ale i imperia konserwatyzmu w USA, coś w podobnie tego naszego rydzykowatego państwa, imperium moheru i prowincjonalnego zakłamania uważającego, że "Polska jest tutaj", czyli w Toruniu…

A co z takimi ludźmi jak ja? Pewnie jestem tym złym. Myślałem, że nauka obala religie, ale widocznie się myliłem, gdyż wiara obecna jest na całym świecie i zbiera zatrważające żniwo. Jednym słowem podkopuje znaczenie nauki, przez co tworzy się nietolerancja. Prowadzi do wypaczonego i dziwnego postrzegania moralności. Wiara przypomina wirusa, który jest przekazywany z pokolenia na pokolenie, atakując małe dzieci, gdy nie są jeszcze tego świadome. Dowkins podobnie jak ja, chce przeciwstawić się naiwności przedstawianej w postaci piekła i potępienia. Bo gdyby się zagłębić w Judeochrześcijańskie zasady postrzegania świata szybko zdroworozsądkowy człowiek dojdzie do wniosku, że są niedosyt brutalne, ale i wulgarne.

Niczego nie zostawisz przy życiu gdyż klątwą ich obłożysz…

Jak można czcić taką księgę w XXI w. ? Nauka bierze za podstawy badania i postęp. Religia to wiara dla wiary.

W szkołach wyznaniowych jest coś dziwnego. Gdyby nie to, że są obecne w naszej kulturze od stuleci to uznalibyśmy je za coś nietypowego. Stosowany tam sposób nauczania okazuje się szkodliwy, powodujący pewne wypaczenia. Czy to nie dziwne, że dzieciom przypisuje się automatycznie religię ich rodziców? Na przykład w takiej Irlandii Północnej mamy dzieci katolickie i protestanckie. Wszystkie chodzą do innych szkół. Nikt nie utożsamia dzieci z partią polityczną popieraną przez ich rodziców. Każdy zgodzi się do tego, że są zbyt małe by wypowiadać się o polityce. Czemu to samo nie odnosi się do religii?

W toku ewolucji natura dzieli się geograficznie. Dochodzi do separacji podgatunku i zaczynają się one w końcu różnić genetycznie. Ustaje przepływ genów i stają się odrębnymi gatunkami. Jest to tak zwana siła podziału. Podobnie jest w szkołach wyznaniowych. Dzieci izolowane są ze względu na wyznanie rodziców. Różnice pomiędzy dziećmi stają się coraz bardziej widoczne (Izrael, Chasydzi w Londynie, Irlandia Północna). Ludzie w tych społeczeństwach żyją odizolowani, wierzą, że Ziemia ma 5000 lat, są poddawani nieustannie błędnemu nauczaniu, a sami zaprzeczają ewolucji.

Problem ten nie dotyczy tylko Żydów. Wiele szkół zmienia naukę, ucząc prymitywnych mitów. W szkołach przestaje się uczyć biologii (w Polsce też próbowano stwarzać jakąś swoja naukę, biologię i ewolucję, zmienia się światopogląd zmieniając lektury, metody nauczania).

Żyjemy w cieniu religijnego terroru, mimo, że nauka rozprawiła się z zabobonami. Tym bardziej dziwi fakt, że szkół wyznaniowych jest coraz więcej i uzyskują uznanie rządów wielu krajów jak np. w UK (7000 takich szkół). Szczególnie może niepokoić fakt, że w wielu tych szkołach stosuje się przyspieszoną naukę chrześcijańską (nauka Baptystów). W programie nauk przyrodniczych na każdej stronie książki pojawia się wzmianka o bogu i religii. Wierzą również, że Arka Noego ma coś wspólnego z nauką oraz że księżyc powstał na ziemi i został wystrzelony w kosmos. Mieszają również edukacje prozdrowotną z kaznodziejstwa - pedofilia, gwałt to nic złego, a AIDS i HIV to kara boska.

Wiara to wirus, przenoszony przez nauczycieli i rodziców. Dzieci są wyjątkowo podatne na takie informacje gdyż sa tak zaprogramowane by czerpać wiedzę od swoich autorytetom. Wierzą w to, co mówią starsi. Nie sprawdzają tego czy są to informacje prawdziwe, po prostu w to wierzą. Nie sprawdzają czy krokodyle są groźne a że ogień parzy. Kiedy taka osoba dorośnie przekazuje te informacje dalej, swoim dzieciom. Religia tak samo przechodzi z pokolenia na pokolenia. Często wiarę zabija się dużą dawką rozsądku (na mnie poskutkowało), inni nadal tkwią w chrześcijańskich, islamskich i judaistycznych sektach.

Każdy z nas był straszony piekłem. Kojarzy się każdemu z mękami, złem, śmiercią. Niepokoi, że ludzie posługują się tym, by narzucać innym swoją moralność. Służy to również do demonizowania seksualności, aborcji i innego "zła". Wychodzi się z założenia, że aby być skutecznym trzeba ludzi nastraszyć. No cóż… Grzech to śmierć? Jezus wybawia? Bóg ratuje?
Co sprawia, że ci ludzie wierzą w to, że biblia mówi prawdę? Skąd ludzie mają pewność, że jest to prawdą? Zaufanie? Wiara? Ja nie wierzę, wielu moich znajomych z pewnością też, TYLKO, dlatego, iż mają dowody.

Oczywiście wiara w zasady moralne zapisane w księdze nie jest niczym złym. Lecz dlaczego biblia nie powinna stanowić moralnego drogowskazu? NIE. Pochodzenie i wiarygodność świętych ksiąg są niejasne a one same pełne sprzeczności. Znajdziemy tam poglądy, które każda cywilizowana osoba uznałaby za obrzydliwe.

Stary testament znajduje się w każdym kościele i synagodze na świecie. Stanowi podstawę chrześcijaństwa, judaizmu i islamu.

Jeżeli będzie pobudzał cię brat twój, syn twojej matki, twój syn, córka, żona albo przyjaciel tak ci miły mówiąc - chodźmy, służmy bogom cudzym. Winieneś go zabić. Pierwszy podniesiesz rękę by go zgładzisz. Ukamienujesz go na śmierć, bo próbował cię odwieźć od pana twego.

Bóg nie jest zbyt sympatyczny: rasistowski, drobiazgowy, mściwy, zachęcający do zbrodni. Jeżeli bóg nie potrafi dać dobrego przykładu to może któraś z postaci biblijnych? Abraham - założyciel największych religii monoteistycznych, skłonny zabić swojego syna Izaaka, albo Mojżesz ten od 10 przykazań i "nie zabijaj", ten, którego rozłościła litość Izraelitów Midiawitom, wydał rozkaz zabicia kobiet i mężczyzn z wyjątkiem tych kobiet, które były dziewicami. Niczym nie różni się to od myślenia, jakie kultywował Adolf Hitler.

Inna z przypowieści mówi dosłownie o tym, by bawić się dobrze gwałcąc i poniżając moją córkę, ale okazując szacunek moim gościom, nie krzywdząc ich. Cokolwiek oznacza ta historia mówi ona na pewno coś na temat statusu kobiet. Wiadomo, że w ST jest pełno przemocy, którą bóg naprawia w Nowym Testamencie, który opiera się na pseudo sadomasochistycznej doktrynie św. Pawła. Na temat pokuty za grzech pierworodny. Kto normalny umiera za grzechy przeszłe i przyszłe? Czemu bóg musiał umrzeć na krzyżu by wybaczyć grzechy? Nie mógł po prostu pstryknąć palcami? Komu chciał zaimponować? Chyba sobie. Był sędzią, ławą przysięgłych i ofiarą w jednym. Na dodatek jak dowodzi prehistoria Adam nigdy nie istniał, mimo że to symbol nauczony od pokoleń. A więc Jezus zgodził się na tortury i śmierć tylko po to by odkupić symboliczny, nieistniejący grzech pierworodny popełniony przez nieistniejącego człowieka? Szaleństwo.

Dziwne teksty nie wywołują sprzeciwy, istnieją ludzie, którzy nadal wierzą, iż jest to słowo boże i żyją z takim przekonaniem rzucając wyzwanie nowym zasadom i prawu. Interpretując świętą księgę w dosłowny sposób można uzasadnić nawet morderstwo. W 1994 roku wielebny Tom Hill zastrzelił doktora przed kliniką aborcyjną. W 2003 wykonano na nim wyrok śmierci. Jak sam stwierdził kierował się pismem świętym.

Poczucie, co jest dobre a co złe nie ma nic wspólnego z religią. Dobroć i hojność leżą głęboko w naturze człowieka. Darwin potrafiłby wyjaśnić, dlaczego. W prehistorii ludzie żyli w warunkach sprzyjających rozwojowi genom altruizmu, ty podrapiesz mnie w plecy a ja ciebie. Moralność jest czymś o wiele starszym niż religia, a utożsamianie jej z nią jest czymś błędnym. Ludzie mają moralność w sobie, przypomina instynkt społeczny małp. Matki opiekują się dziećmi, współzawodniczą, starają się być dobrymi przywódcami i rozwiązują spory. Współpraca przynosi korzyści wszystkim zainteresowany, lepiej współpracować niż robić coś samemu. Mamy sumienie i odczuwamy empatie. Wciąż się zmieniamy, nie zależnie czy jesteśmy religijnie. Zmieniamy swoje poglądy (geje, rasiści, skini). Wszyscy poczyniliśmy postęp względem naszych przodków i biblijnych postaci - Abrahama i Mojżesza. Postęp dokonuje się wbrew religii, wyraża się w prasie, sztukach teatralnych, telewizji, mowach polityków, orzeczeniach sądów i powieściach. Nasza świadomość umiera razem z naszym ciałem. Nie możemy skupiać się na przyszłej świadomości tak jak robią to Chrześcijanie czy Muzułmanie. Na życiu w raju, na który trzeba sobie zapracować i poświęcać siebie i innych. Otrzymaliśmy inteligencję emocjonalną, dar empatii, świadomość, że inni są do nas podobni. Magia religii polega na tym, że każe zadowolić się odpowiedziami, które faktycznie nimi nie są. Jeśli masz tekst jak powstał świat to zabija to twoją ciekawość, niszczy entuzjazm. Islam, Chrześcijaństwo i Judaizm to religie, które bronią dostrzegania wspaniałości tego świata.

Ateizm jest afirmacją życia. Pod tym względem nie dorównuje mu żadna religia. Natura domaga się zainteresowania, prosi o badania. Religia daje gotowe odpowiedzi. Nauka nieustannie poszukuje wyjaśnień, odkrywa prawdziwy majestat całego naszego świata z całą jego złożoności. Ludzie mówią, że musi być coś więcej niż ten świat i to życie. ALE CZEGO CHCIEĆ WIĘCEJ?

Wniosek: Religia jest obrazą ludzkiej godności. Bez religii dobrzy ludzie postępowaliby dobrze a źli źle. Dzięki religii dobrzy ludzie postępują źle.

30 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

17 Lip

Niedoszly zawal serca

Wyobraź sobie, że leżysz sobie na wygodnej kanapie, oglądasz "The Scrubs" czyli "Choży Doktorzy" na Comedy Central. Dobrze się bawisz. Jesteś zrelaksowany. Twoja głowa lekko opada, oczy skręcają powoli. Widzą coś poruszającego się obok nich, obok głowy, obok ciebie. To się zbliża. Endorfina skacze. Kortyzol skacze. Pobudza się twoje krążenie, bicie serca i wyostrza wzrok. Zrywasz się i krzyczysz "O KURWA!"…

Tak to był karaluch. Pierwszy raz mi się takie coś przydarzyło i to we własnym domu. Teraz będę się bał spać… Maaamooooo!!!

9 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

17 Lip

Bankowiec ze mnie

Czemu praktyki w banku przypadły na aż tak gorący okres lata? Czeeeeeeemuuuuuu?

Co do praktyk to zawsze to jakaś odmiana, klimatyzowane pomieszczenia, wygodne fotele, cisza, spokój, nowi ludzie, widok na ratusz i roznegliżowane panie przechadzające się tuż pod oknem, a ja prawie jak prezes Marcinkiewicz siedzę na obrotowym krześle, przerzucam tony papierów (tak tony, bo przez cale życie tyle kartek papieru nie widziałem), piszę umowy ludziom o kredyty. Apropos kredycików – kilka znajomych nazwisk się przewinęło, niezłe sumki sobie pobrali na 1/4 swojego życia.

Tego wszystkiego jest 1 minus. Musze tam chodzić przez 6 tygodni (sic!), do 24 sierpnia. Makabra. Czasami ten bankowy spokój mnie dobija, ludzie pracują tempem słonia, każdy zajęty swoim (w dodatku w tym oddziale są same panie, nie licząc ochrony).

Dziś na przykład obsługiwałem zarąbisty skaner z ekranem dotykowym, który wysyła automatycznie skany umów na odpowiednią skrzynkę pracownika. Niezłe urządzonko, za niezłą cenę, ale czy oszczędność czasu dla bankowca obok piniendzy nie jest czymś najważniejszym? Pewnie, że tak. Przynajmniej w mniemaniu centrali która kupuje takie sprzęty, bo po pracownikach zbytniej szybkości w działaniu nie widzę. Po prostu pracują swoim tempem.

W dodatku siedzę w dziale VIP, więc tak dużo tych VIPów jakoś się nie pojawia. Może z 4 przez cały dzień? Wczoraj na przykład przyszedł sobie taki starszy pan i robił jakieś tam przelewy, zakładał konto internetowe i kilka jeszcze rzeczy. A mówią że renciści kasy nie mają… od kiedy lekarze strajkują i nie wypisują recept to pewnie zaoszczędził jak jeden z wielu na nie wykupionych lekach. :P

Wniosek: 40 lat w banku to chyba zbyt mało kreatywne…

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

15 Lip

Swiat wina

Kolacja, wino i długie nocne rozmowy… Moje najnowsze imprezowe odkrycie. Fajny klimat zamiast głośnej muzyki, fajne towarzystwo zamiast masowego bydła. Podobało mi się kiedyś. Od wczoraj jeszcze bardziej.

Pierwsze prowansalskie wino przywiezione z Francji skonsumowane. Czekam na kolejne okazje…

Wniosek: Wino = klimat

3 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

13 Lip

Afrodyzjak

Największe afrodyzjaki wg. Kovala to:

  • Szczerość
  • Krewetki
  • Kawior i szampan
  • Francuskie wino

Wniosek: Działa!

Hiszpańska mucha? Nie dzięki. Nie sprawdzałem...

6 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

13 Lip

Takie rzeczy tylko ... w Erze

Zadzwoniła do mnie miła pani z sieci Era w związku z tym, że za kilka miesięcy kończy się umowa na jeden z numerów. Z tej okazji sieć zaoferowała mi podpisanie aneksu przedłużającego okres karencji o kolejne 24 miesiące (to już 6 rok w Erze). Oto ich warunki:

  • Umowa 24 m-ce
  • Abonament 90zł minus 50% rabatu (w tym 3 pakiety do wyboru min. 100min do ery, 40min do wszystkich, darmowe weekendy, darmowe smsy)
  • 500 darmowych minut jednorazowo na 24m-ce

Moje oczekiwania są jednak nieco inne, gdyż zgodzić się na to mogę, pod warunkiem, że dostanę do tego wszystkiego nowy telefon. Oczywiście pani po chwili namysłu zaproponowała mi zakup telefonu na raty, co poskutkowało moim asertywnym NIE. Zadzwoni za kilka dni.

Tak łatwo im w tym roku ze mną nie pójdzie. Jestem świadomy, że mogę wynegocjować o wiele więcej niż mi proponują. Na razie uruchomiłem plan A polegający na tym, że gram na zwłokę z informowaniem ich, że muszę sobie to wszystko przekalkulować (po co mi tyle minut jak aż TYLE nie dzwonię) i przeanalizować ofertę konkurencji (a nóż dadzą mi takie warunki i telefon).

Jest jeszcze plan B, jest bardziej pracochłonny i wymaga nękania salonu firmowego kilka razy.

Z drugiej strony będąc po sesji, w której kilka przedmiotów dotyczyło bezpośrednio negocjacji jestem świadomy o wiele bardziej niż oni myślą, więc posiadam nad nimi przewagę. Wiem, że nie zaproponowali mi wszystkiego, czego są w stanie i wiem również, że mogę wyłuskać od nich ten zakichany telefon. Zobaczymy co czas pokaże. Czasu do końca umowy jeszcze trochę mam. Widocznie to tylko Erze się spieszy.

Wniosek: Takie rzeczy to tylko w Erze…

15 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

12 Lip

11 lipiec 2007

Gdy słyszę:

Czemu on nie śpiewa po polsku?

Od razu mówię, że jest globalizacja i tak samo jak Coca Cola jest wszechobecna wszędzie na całym świecie od USA po Kazachstan to identycznie angielski język jest tym czymś globalnym, czymś ponad narodowym. Nie wyobrażam sobie, żeby polski wykonawca muzyki POP był nastawiony tylko na rynek krajowy.

Gdy słyszę:

Ale ten program Dubidu jest durny!

To odpowiadam, że są na pewno tacy ludzie, którzy potrzebują prostej rozrywki o prostym przekazie z prostymi przewidywalnymi odpowiedziami. Tak samo zresztą jak różowe laseczki oglądają MTV podniecając się w latach 90’ backstreetboysami i Just 5 (teraz Tokio Hotel). Główna zasada marketingu, aby coś sprzedać to właśnie krakać tak jak wrony krakają. Gdyby nie było starszych ludzi, głupich idiotek i tępych ludzi, którzy wykazują chęć oglądania takiego „czegoś” to żadna stacja nie emitowała by „Dubidu”, „big brothera”, „tańca z gwiazdami” i innego badziewia dla mas. Na zaspakajaniu własnych potrzeb i niespełnianych marzeń opiera się cały ten świat. Dzięki temu kolejne miliony od wieków mają pracę…

Takie odpowiedzi nazywam sprowadzaniem ludzi na ziemie tudzież właściwą drogę myślenia, bo jakże wielu ludzi, których spotykam myśli, że rzeczy ich spotykające mają rozwiązanie o sumie zerowej. Punktów widzenia jest tak wiele jak wielu jest ludzi. Stąd pewnie „gdzie 2 Polaków tam 3 zdania”.

Sam William Gibson już dawno to zauważył mówiąc, iż ludzie wymyślili swój świat i uwierzyli w jego istnienie. Aktualnie w dobie Rydzyka i PiS’u który manipuluje każdego z nas wydaje się to śmieszne. Śmieszne tak samo jak inne teorie spiskowe mojego autorstwa, ale ja upieram się, że tak właśnie jest i uparcie bronie swoich poglądów, bo w moim umyśle mam na to logiczne dowody (tylko jeszcze nie potrafię ich przekazać :P). Na dowód wystarczy posłuchać piosenki „Do prostego człowieka” Akuratów autorstwa bodaj Tuwima (? – Tak słyszałem!). Jakże ten tekst wyprzedza swoją epokę, przez co może śmieszyć i nie być traktowany poważnie, a mnie wydaję się, że jednak w nim tkwi głębszy sens…

Akurat - Do Prostego Człowieka

Wniosek: Bujać to my panowie szlachta

2 komentarze blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

12 Lip

10 lipec 2007

Lipiec odwołany, ale słyszałem ze sierpień ma być słoneczny. Taka wiosna w Polskiej polityce, zapachniało z lekka cynamonem u Kaczyńskich, cynamonem, którego jak za dużo sie zje to sie rzyga. Mam nadzieje, ze PiS szybko go zwróci i jednocześnie dokona bezpowrotnego zakrztuszenia.

Dorn sie śmieje z 19 wniosków o wotum nieufności, Lepper wkurwiony warunkowo, PO szuka władzy, LPR aktualizuje billboardy i spoty, a PiS jak zwykle ściemnia i gra na czas ze jakoś to będzie... idioci

No i tej jeden, którego prawie celowo pominąłem – postpeerelowski, gburowaty kaznodzieja z Torunia, zwany przez wtajemniczonych ojcem Dyrektorem. Nazywany Mefistolesem wobec politycznych Faustów z PiSu. Bardzo spodobało mi się stwierdzenie Jacka Żakowskiego, który nazwał tę całą sytuację z eutanazją czarownicy, jako walkę 2 samców alfa. Jednak zastanawiając się odrobinę dłużej nad tym czy rzeczywiście takowymi oni są dochodzę do wniosku, że NIE. Otóż gdyby Tadek Rydzyk był alfą to nie został by księdzem, natomiast gdyby Jarek takowym się urodził (bo raczej człowiek jest a się nim nie staje) to od dawien dawna mógłby się pochwalić żoną a nie kotem Klakierem i mieszkaniem z mamą.

Wniosek: Przypadków w polityce nie ma.

Btw. Jak sie poogląda trochę TVN24 i przanalizuje to, co mówią politycy (Samoobrona, PiS) to widać ile jest kłamstwa i obłudy. Tak zwana prawda poziomu piwnicy...

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

8 Lip

I Zjazd Rodowy 1/2 mojej rodziny

Aribert wyjechał ze swoimi rodzicami do Berlina jeszcze w latach 30 XX wieku. Po polsku nie mówi, ale o swoich korzeniach nigdy nie zapomniał. Z duma nosi nazwisko Machowicz, bo jak opowiadał w czasie zjazdu - członkowie jego rodziny nigdy nie dali sie zawładnąć ideologii faszystowskiej i jak inni w Polsce ginęli za swoje przekonania. Przyjechał do kraju na kaliskie Zawodzie (dzielnica, z której i ja pochodzę), aby dołączyć gałąź swoich najbliższych do drzewa genealogicznego. Moc jego korzeni symbolizuje pokazano na banerze przygotowanym specjalnie z okazji rodzinnego święta. Zawisł on w kościółku św. Wojciecha. (...)

img

Genealogiczne badania przed kilkoma laty rozpoczęła kaliska gałąź rodziny, dobrze znana z wielu przedsięwzięć, o których głośno w Kaliszu. Władysław ojciec i Mieczysław, syn - rymarze z Zawodzia - sa twórcami słowiańskiej lodzi św. Wojciecha "Calisia". Statek od 3 sezonów pływa po Prośnie. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy dojrzewała myśl o tworzeniu lodzi, Machowiczowie udali sie po raz pierwszy do Wloclawka, aby przejrzeć diecezjalne księgi metrykalne (do 1992r Kalisz należał do diecezji we Włocławku). Tam tez prędzej czy później trafiają ci, co szukają swoich korzeni.

W księgach parafialnych kolegiaty bazyliki św. Jozefa, udalo sie dotychczas odnalezc najstarszy slad. Dotyczy on Henryka Machowicza, który w 1661 r. został wpisany, jako chrzestny.

Zawodzie, Stare Miasto, Rajskow i Tyniec - to kaliskie dzielnice zamieszkane tradycyjnie przez Machowiczów. W Raskowie mieszka pradziad Jozef, urodzony w 1834r. Który wspólnie z zona Katarzyna z domu Kisiurska dochował sie 12 dzieci (11 synów i 1 córka). Mówiono ze Jozef ma chałupę 12 apostołów.

Opowieści o dwunastce dały początek rodzinnemu ruszeniu. Hipolit, Ludwik, Franek... Wymienia Władysław i o każdym ze swoich wujów cos dodaje. Tak mu sie w głowie utrwaliły opowieści ojca o rodzinie ze rozpisał synowi Mietkowi gałąź rodziny.

Mietek jest znanym pasjonatem tradycji, toteż zapisków ojca i zebranych historii. Z dotychczasowych badan wynika ze każda osoba nosząca nazwisko Machowicz należy do tego samego rodu. Jego jeden mocny odłam siedzi od wieków w Kaliszu i ziemi kaliskiej., Drugi na poludniowo-wschodnim. Oba rośna z przeświadczeniem ze ich potomkowie pochodzą ze wschodu. Skąd - niewiadomo. Na zjazd przyjechali z Pomorza, Śląska, Francji i Niemiec.

Wszyscy odnaleźli sie przez stronę internetowa. W sumie w Kaliszu stawiło się sie 157 osób z 34 miejscowości. Uczestnicy ufundowali kapliczkę Chrystusa Frasobliwego na Zawodziu, która z pewnością zostanie pamiątką po I Zjeździe Rodu Machowiczów.

Dlaczego o tym pisze? Ano, dlatego, ze mojej babci (tez uczestniczyła w zjeździe) matka, (czyli moja prababcia) była z rodu Machowiczów, wiec w pewnej części dotyczy mnie także. Szczególnie, ze polowa mojej rodziny to wlasnie Machowicze.

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

6 Lip

Magiczne koszulki

Tak się właśnie się pakuję powolutku i patrzę na te moje „Tiszerty”. Czym jest T-shirt? Zwykłą częścią ubioru czy może czymś więcej? Dla niektórych to pierwsze, dla mnie to drugie.

Historia z amerykańska zwanych T-Shirtów, w Polsce potocznie koszulek sięga roku 1901, gdzie firma Hanes wymyśliła pierwowzór jej wyglądu. Kolejne odsłony koszulki to: dodanie ściągacza i mniejsze wcięcie. Początkowo T-shirt'y (koszulki) były skrzętnie chowane pod koszulami czy swetrami. Dopiero w latach pięćdziesiątych koszulka typu T zaczęła wyłaniać się na światło dzienne. Dzięki Hollywoodzkim produkcją setki młodych gniewnych przywdziało ten nowy ubiór niczym średniowieczni rycerze. Symbolem buntu i alienacji już nie były tylko osoby Jamesa Dean'a czy Elvisa Presley'a ale także bawełniana opoka. Niedługo trzeba było czekać na to, aby reklama pochłonęła naszego bohatera. Pojawiły się koszulki zachęcające do zakupu złocistego napoju (niekoniecznie bezalkoholowego, koszulki z twarzami gryzoni o dużych uszach w towarzystwie ciapowatych psów czy kaczorów o wielkich szelmowskich ale jakże poczciwych oczach. Lata osiemdziesiąte to wejście T-shirt'a (koszulki) na salony. Wraz ze swym kuzynem polo zaczęto widywać nasze koszulki pod marynarkami znanych projektantów mody. Popularny serial telewizyjny "Miami Vice" wykreował nowy wizerunek macho - przystojny, wysportowany, w marynarce i .... Oczywiście, że w T-shircie! Koszulki jednak to przede wszystkim idea. Mówimy, że coś widać jak na dłoni a te przecież często chowamy do kieszeni. Tu z pomocą przychodzi nam niezastąpiona koszulka typu T. Może ona wyrazić nasze orientacje polityczne, religijne, seksualne, nasze nastroje, uczucia czy też wartości moralne. Koszulka może być niezastąpionym prezentem na Walentynki, na Dzień Mamy, Taty, Babci, Dziadka, na osiemnastkę czy inne np. 40-ste urodziny. Możemy przemycić na niej nasze skrywane uczucie. Możesz potraktować koszulki jak listy gdzie w kilku słowach zmieścisz całe bogactwo treści.

Koszulki co prawda pozostają osłoną naszego ciała, ale mogą być nośnikiem innych wartości- a jakich.... hmm. Ja podchodzę do nich niczym Robert Leszczyński, który to tę część garderoby wręcz ubóstwia. Ja może nie traktuje ich, jako coś ponadludzkiego, ale uważam, że są one czymś wyjątkowym. Of course, jeśli będą miały oryginalny, niebanalny nadruk.

Do zastanowienia się nad nimi skłoniło mnie to, że coś ostatnio urosłem. Część bluzek się po prostu zniszczyła z powodu dużej ilości prań, kilka potraktowane zostały przez mole (sic! Głupie…). Ale fakt jest jeden. Szkoda mi ich wyrzucić. Do części z nich mam naprawdę bardzo duży sentyment, mimo że moją główną zasadą jest nie przywiązywać się do rzeczy martwych (jak widać nie dotyczy to koszulek i wina).

Z każdym z T-shirtów wiąże się niepowtarzalna historia. Na przykład patrząc na koszulkę DMC (DJ Mix Club) od razu przypomina się kilkuletni obraz z życia zza konsolety. Inna – „Boycott” ileś tam imprez. Inna szara from House – impreza, na której obudziłem się na podłodze. Jeszcze inna przypomina moment, w którym dokładnie rok temu trzeźwiałem do rana na ławce na Górze Przemysława po długiej nocy oblewania sesji.

Historii jest tak wiele ile koszulek, a może i nawet więcej. Swoją drogą można by to porównać do ludzi tudzież kobiet. Zmieniają się tak samo jak moje koszulki (hi hi taka metaforka). Nie zapominaj, że tego kwiatu to pół światu.

Greg Downey - Vivid Intent (Giuseppe Ottaviani Vs Marc Van Linden Mix)

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

5 Lip

I jak tu się dogadać gdy czcionki inne

Rozmawiam z Anią i czytam:

Na tym Osiedlu nad Warta i mieliśmy 5min do rnku z buta

Po czym pytam się jej:

Co to mku?

A ona odpowiada:

No wg. Google to agencja modelek…

Po dłużej chwili niezrozumienia okazało się, że mku wygląda tak samo jak rnku i że się przeklawiaturowała i miało to być „rynku”…

Wniosek: Studia niszczą.

1 komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

5 Lip

Hilton w Poznaniu

Od dzisiaj oficjalnie rozpoczęły się negocjacje przedstawicieli znanej hotelarskiej marki jaką jest Hilton. Nie od dzisiaj jednak wiadomo, że Hilton stara się o pozyskanie gruntów od jednej z poznańskich firm deweloperskich. Negocjacje przyspieszyły najwyraźniej w związku z planowanym EURO 2012 (Poznań ma za mało hoteli w segmencie "luxury" - do tej pory 1 pięciogwiazdkowy Sheraton).

Wniosek: Paris Hilton będzie miała na nowe sukienki

20 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

4 Lip

Pod parasolką

Pod moja parasolka olka olka olka… o o o
Pod moja parasolka olka olka olka… o o o

Paryskim klimatem:
Rihanna - Umbrella

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

3 Lip

Study session logout

Wypiłem 2 browarki Lech i poszedłem do profesora na zaliczenie przedmiotu.
Było wesoło. Dodam ze zaliczyłem. Ogólnie sesja się już właściwie zakończyła. Mogę śmiało powiedzieć że mam wakacje. Czekam tylko na 2 wyniki (Finanse Przedsiębiorstw i Rachunkowość Zarządcza).

The Knife - Take My Breath Away (Mylo Remix

Wniosek: Oto jest dzień który dał nam dziekan,. Cieszmy się i radujmy się nim.

Dodaj komentarz blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

3 Lip

Lekarze idzcie się leczyć a dziennikarze strajkujta

Wczoraj wjeżdżając do Polski od strony Słubic rozśmieszyła mnie bardzo polska rzeczywistość. Kiero(wca) od razu zmienił radio na polską radiostację a informacja, która napłynęła do moich uszu była wręcz powalająca z nóg. Nie usłyszałem żadnej Nelly Furtado czy Mandaryny, tylko skrót wiadomości - „To już kolejny dzień strajku białych fartuchów. Nadal brak porozumienia”. Nie ma to jak wyjechać i wrócić, a wiara nadal gada o tym samym.

Dziwie się, że ludziom to się jeszcze nie znudziło. Ten temat jest słaby. Wnioskuje do pielęgniarek i lekarzy – idźcie się leczyć, do dziennikarzy – zastrajkujcie na brak tematów.

5 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz

2 Lip

Koval w Paryżu

To było tak - dzwonie do Alberta "napijesz się sie ze mną w piątek?” (Dzień moich imienin). "Sorki, ale jadę do Francji" odpowiada, dodając "jedziesz ze mną?". Spakowałem sie, wykąpałem i 2 godziny później na dworcu zachodnim wsiadałem do autokaru w kierunku Paryza.

W tym momencie jest godzina 22:42 i jestem w drodze do Berlina. Mamy sie spotkać z Arabka z Iranu (okazała się nią być potem Niemka) która wytłumaczy nam o co w tym wszystkim chodzi. Ogólnie to sam nie mogę w to uwierzyć, ze spakowałem sie i jadę do Francji. Dla mnie to mistrzostwo świata, totalny spontan. Najlepsze jest to, ze we wtorek mam egzamin. W Słubicach zadzwoniłem do mamy informując ze jestem w drodze do Francji, do kumpla by zmienił mi opis na gg i do współlokatora ze nie zdarzyłem posprzątać. W pierwszym dniu na razie robimy flachy, co chwile pije inna wódkę, granice przekroczyłem na dowód a celnik sie śmiał ze ostatnio gość chciał przejść granice niemiecka na legitymacje studencka.

Piotras zwany Szwagrem mówi mi żebym cos tez o nim napisał, bo chce sie pochwalić mamie - wiec pisze. Ugościł mnie na Tylach kilkoma kielonami. W ogóle to kazał mi napisać ze jest zajebisty. Wybaczcie mi, a przede wszystkim jemu. Jest podniecony, ze za godzinę jest 29 czerwca, czyli jego i moje imieniny. Oboje czekamy do północy.

Godzina 23:13 dnia pierwszego - Albert nie kontaktuje.

Godzina 5:17 wjeżdżamy do Leverkusen. Mam okazje zobaczyć cos w podobnie tego, co bedziemy mieli w 2012 roku - stadion Bayernu Leverkusen

Godz 9:43 pierwsza ciekawa nowa rzecz od kilku godzin. Widzę pierwsze pociągi T.G.V.. To, co widać w TV to namiastka całej prędkości.

Wcześniej na parkingu spotykamy Arabów śpiących na trawniku. Dla mnie dziwne ze nikt im jeszcze nie ukradł butów. Postanowiliśmy położyć sie obok nich...

Dziewczyny machają do przystojnych Francuzików, którzy z na prawdę sympatycznym uśmiechem odmachują...

img img img
img img img
img img img
img

 

W końcu wita nas Paryż. Smakujemy francuskiego śniadania, wyruszamy najpierw autobusem nr. 190 do centrum miasta. Pierwsze, co rzuca sie w oczy to, ze duża cześć wszystkich mieszkańców to czarnoskórzy. Każdy, indywidulanie, potem w myślach zastanawia sie jak ich nazywać (Albert mówi na nich ciemniejsi, Adam - afro amerykanie a ja czarni). Po kilku minutach docieramy do celu i zamierzamy przesiąść sie w inny środek transportu. W ten czas tracimy ponad 30 min. na to żeby dowiedzieć się, czym, gdzie i jak dojechać pod Eiffel Tower. W końcu jakiś Azjata kupując w informacji bilet dołącza sie do rozmowy. Zaczyna sie kłócić z dwoma kolesiami z obsługi. Kłótnia sięga zenitu, a ja sam nie rozumiem, o co chodzi. W Polsce wjara by strasznie pizgala z takiej sytuacji, oni potraktowali to poważnie i wyjaśnili mu ze sie po prostu myli, W tym samym czasie kumpel podchodzi do okienka chcąc kupić bilet na metro, dostaje odpowiedzi ze nie może tego zrobić - "tu jest tylko stacja kolejki". Ogarnął, co niektórych śmiech. Wszystko zaczęło sie od nowa.

img img img
img img img
img img img
img img img

Zabywajac w końcu do Wieży Eiffla do moich oczu docierają zdumiewające atomy duszy. To cos na prawdę dziwnego, ze taka budowle chciano rozebrać. Widok z 3, ostatniego pietra jeszcze bardziej zaskakujący. Nie ma sensu o tym pisać. Każdy to przeżywa osobiście a ja nie potrafię tego wyrazić…

img img img

Potem w kolejności odwiedzamy Łuk Triumfalny, salon Ferrari, Champs-Élysées. Ludzie na „Szanse lize” wyglądają jakby byli na wybiegu, mój nos odczuwa szok czując coraz to nowe perfumy (to mnie przerosło). Określenie "paryżanin/paryżanka" w sensie ubioru nabrało nowej wartości, nowego znaczenia. Sklepy Armaniego, Dolce & Gabany to tylko namiastka. Można śmiało porównać do londyńskiego Harrodotsa.

img img img

Oczywiście była również wizyta w Pompidou, Katedrze Notre Dame i Luwrze. Następnie na Polach Elizejskich obaliliśmy sobie kilka winek (winka definitywnie lepsze niż te dostępne w Polsce, dostępne w korzystnych cenach od 1,5 euro w gore). Poznałem kilka Francuzek, w tym jedna, której podpisałem sie na koszulce (pod Pompidou) i inną pod Notre Dame, od której dostałem buziaka (właściwie to nie wiem za co.. może ty wiesz?)

img img img
img img img
img img img

Z ciekawych rzeczy, które zaobserwowałem to, ze jest ogólna tolerancja, ludzie tworzą związki w rożnych kombinacjach: Azjaci/murzyni/biali/Araby. Tez dotyczy to gejów i lesbijek. Idę również o zakład ze ludzie tworzą te związki w stylu partnerskim, ślubów za dużo nie ma. Można również zobaczyć jak cześć czarnej populacji zepchnięta jest na margines (zmęczone twarze itp), wykonują prace, których biali raczej nie chcą. Szybko sie za to uczą, takie słowa jak "dzien. dobry", "za darmo" czy "polskie dziewczyny Digi Digi" to podstawa w ich wykonaniu.

img img img
img img img

Musze tez obalić mit ze Francuzki są brzydkie. Wręcz przeciwnie, znalazłem kilka moich ideałów, których w Polsce na prawdę trudno spotkać. Dziewczyn z uroda w stylu Alizee jest od liku, (to raj).

img img img
img img img

Paryż ma dla mnie zajebisty klimat, którego Polskim miastom brak. W nocy zaczyna sie prawdziwe życie, kluby, kawiarnie i restauracje. Jeżeli chcesz iść pogadać z kobieta bierzesz ja do kawiarni / restauracji na wino, ślimaki (1 € sztuka) tudzież co innego. I to jest piękne, wino stwarza specyficzny klimat, szczególnie jak pije sie je w Paryskim klimacie. Ludzie są nawet wyjątkowo spokojni, mało co im przeszkadza, spokojnie czekają - nie marudzą...

Kraj mnie zaskoczył pod każdym względem i mogę tu mieszkać. Jedyna bariera to język...

Joe Dassin - Aux Champs Élysées

Wniosek: Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne. Byłem w raju

13 komentarzy blipBlipnij facebookUdostępnij facebookBuzz