Gazeciarstwo tramwajowe
Na wielu amerykańskich filmach można zobaczyć taki fajny symbol – mały dzieciak stoi z plikiem gazet i wykrzykuje zawartość gazety. Podobny motyw spotkał mnie w tramwaju nr. 10 (Dębiec w stronę Rynku Wildeckiego). Wszedł sobie pan, stanął przy motorniczym i głośnym, potężnym głosem zaczął wykrzykiwać „W gazecie przeczytacie państwo o sytuacji w polskim szkolnictwie, wywiad z Laskowikiem […]” etc.
Bardzo fajny sposób IMO na zwiększenie poczytności tudzież sprzedaży. Tak się min. tworzy strategię rozwoju produktu. Dodaje się nową cechę bądź wartość – w tym wypadku są to emocje i pewne informacje, które ktoś za ciebie ci przekazuje. Nie musisz oglądać gazety, orientować się czy warto ją przeczytać, taki „recenzent” zrobi to za ciebie.
Najfajniejsze jest to, że za jednym wejściem do tramwaju sprzedał na moich japońskich szklistych oczach 2 egzemplarze.
♫ Arno Cost & Arias - Magenta
♫ Level 42 - Lessons In Love
Wniosek: Innowacyjność sprzedaży daje wymierne skutki…
Btw. To już jutro !!
Ennegram
Wyniki testu „Ennegram” poleconego przez Izkę. To, co z niego wyniknęło muszę przyznać, że jest w 99% prawdą. Test wykazał, iż jestem 8w7 to znaczy, iż jestem tzw. Dysydentem…
Zacznijmy od początku (w nawiasie to, dlaczego tak jest wg. Mnie):
Jak postępować ze mną?
- Umiej zadbać o siebie i o mnie (nie lubię, gdy muszę się kimś opiekować, lubię ludzi zdecydowanych, bez problemów)
- Bądź silny i bezpośredni (czytaj wyżej)
- Nie plotkuj na mój temat i nie zawiedź mojego zaufania (nie daje drugiej szansy)
- Bądź wrażliwy i dziel się swoimi uczuciami. Dostrzegaj i doceniaj moją wrażliwą stronę (romantyzm to podstawa)
- doceniaj moje poświęcenie i mój wkład w sprawę, ale nie praw mi pochlebstw (dziękuję zupełnie wystarczy)
- Często wyrażam się w sposób asertywny. Nie zakładaj, że jest to osobisty atak na Ciebie (no właśnie… człowieku zrozum to w końcu!)
- Gdy krzyczę i przeklinam, pamiętaj, że porostu taki jestem (inni siedzą jak ciche myszki i pierdaczą coś pod nosem, ja to mówię wprost)
Co lubię?
- Bycie zależnym tylko od siebie i pewnym własnych możliwości (wolność – be free)
- Umiejętność przejmowania kontroli i sprostowania wytyczonym celom (uważam, że jeżeli coś potrafię zrobić to zrobię to na 100%)
- Bycie odważnym, bezpośrednim i solidnym (to podstawa w moim przekonaniu)
- Bycie wspomagającym i ochraniającym tych, którzy są blisko mnie, (jeżeli ktoś mnie szanuje i robi coś ze mną to ma respekt)
- Czerpiącym z życia pełnymi garściami (wszystko albo nic… masz wszystko i żyjesz, albo nic i umierasz…, bo, po co żyć?)
Co jest trudne ze mną?
- Przytłaczam innych moją bezceremonialnością, odstraszanie ich, gdy tego nie zamierzałem (no czasem coś jak powiem to ludziom ręce opadają… sprowadzam ich na ziemie)
- Bycie nerwowym i niecierpliwym z powodu braku kompetencji innych (choleryk straszny. Jak ktoś czegoś nie umie zrobić to, po co się zabiera?)
- Nadstawianie karku za innych i nie bycie docenianym za to (małe „dzienx” na prawdę wystarczy)
- Nie zapominam ran mi zadanych i niesprawiedliwości (one chance, only one)
- Denerwuję się, gdy ludzie nie trzymają się ustalonych zasad lub gdy sprawy nie idą po mojej myśli (no na przykład jakieś strajkujące pielęgniarki… podwyżki wszystkim albo nikomu)
8w7 to Dysydent… Oznacza to, że świadoma ósemka ze skrzydłem siedem jest często bardzo silna i ekspansywna. Towarzyska i chojna, może pokazywać radosne oblicze. Może być dynamiczna, skuteczna, energiczna. Często ma wysokie poczucie humoru i potrafi śmiać się z siebie. Generalnie bardzo ekstrawertyczna, ambitna i materialistyczna. Może mówić bardzo głośno i być w centrum zainteresowania, wieść prym wodzireja na imprezach. Czasem jest wizjonerska, może myśleć znacznie jaśniej niż ósemka ze skrzydłem 9; skrzydło 7 daje jej intelektualne umiejętności. Chętna do podejmowania ryzyka.
Gdy 8w7 jest w stresie, agresja połączona z apetytem, tworzy silną tendencję do uzależnień. Wiele ósemek ze skrzydłem siedem, ma problem z alkoholem lub narkotykami oraz pociąg do każdego innego rodzaju uzależnienia. Szybko zmieniający się temperament, markotność, egocentryzm, gwałtowne wybuchy gniewu. Ma tendencję do wzniecania chaosu, napuszania się, zadzierania nosa, myślenia o sobie narcystycznie. Może być beznadziejnie materialistyczna. Może wykorzystywać ludzi, wysysać z nich wszelką energię. Może mieć napady furii, jest skłonna do gwałtownych i agresywnych reakcji.
Słynne ósemki ze skrzydłem siedem: Donald Trump, Sean Connery, Danny DeVito, Kirk Douglas, Frank Sinatra, Muhammed Ali, Joseph Stalin.
Ja w miłości:
- Lubie partnerów, którzy są silni i niezależni i którzy traktują walkę, seks i przygodę, jako sposoby na kontakt z innymi. Silnie odczuwam radość w odbiorze seksualności partnera.
- Moja pasja życia i potrzeba stymulacji, oznacza pracę do późnych godzin, intensywną zabawę i mocną hulankę. Zbyt dużo, zbyt głośno, zbyt wiele. Jeśli coś jest dobre, to chce tego więcej.
- Mam tendencję do przesadności, wszystko albo nic, tylko praca albo tylko zabawa, pełne zaangażowanie lub żadne
- Przypadki ścisłej kontroli poprzedzone nieposłuszeństwem partnera są moim sposobem na zademonstrowanie siły
- Potrzebuje sprawować kontrolę i chcę przewidywać intencje partnera
- Nie toleruję niejednoznaczności i braku informacji, małe niedopatrzenia partnera mogę odbierać, jako podważanie zaufania. Mogę się czuć jakby partner zignorował mój wybór lub nie pozwolił zadecydować.
- Partnerzy znajdą we moim typie wieżę siły, miejsce, do którego każdy udaje się w trudnych chwilach.
I oto cały ja… Fajnie mi z tym :) Test rozwala każdego na czynniki osobościowe. W pewnym momencie nie sposób się z nim nie zgodzić…
Dom się przewrócił
Najnowsze doniesienia z Kaszub... Spodobało mi się. Kiedyś wróce jak za dobrych czasów.
Ktoś miał niezły pomysł z przewróconym domem i już go lubię...
Ranyjulek - to tylko odrobina suchego tekstu
Po kilkudniowym wyjeździe, bez dostępu do Internetu, bez kompiutra czas na wpis podsumowujący. Na wpis, o rzeczach, które mi się nasunęły na myśl i które postanowiłem sobie zapisać na kartce bądź palmtopie.
Zacznę od pielęgniarek i lekarzy, bo strasznie mnie wpienili. Chodzi dokładnie o to, że w tym momencie po raz pierwszy od kilku lat poparłem Jarosława. Otóż sedno tkwi w tym, żeby nie dać sobie dmuchać w kasze w momencie, gdy różne grupy społeczne zaczynają wymuszać różne decyzje polityczne. Bardzo dobrze robi będąc nieustępliwym, twierdząc, że dopóki prawo nie będzie przestrzegane rozmów nie będzie. Wreszcie ktoś sprawiedliwy (w pewnym sensie oczywiście, stwarza pozory). Po drugie nasunęła mi się taka myśl, że Titler miał rację – demokracja to zło. Był to taki gościu, który twierdził, iż nie wierzy w demokracje gdyż kończy się ona w momencie, gdy różne grupy społeczne zaczynają się orientować w tym, że mogą decydować o finansach publicznych. Wtedy to wymuszają na władzy, tak jak to się dzieje teraz min. podwyżki dla pielęgniarek i lekarzy. Zaraz po nich pewnie przyjdą kolejarze, górnicy, policjanci, (mimo że nie mogą strajkować), strażacy i bóg wie, kto jeszcze…
Po drugie znalazłem ostatnio kolejny dowód na to, że ludzie wymyślili swój świat i postanowili w niego uwierzyć. Przykład? Otóż Kaczyński powiedział podczas negocjacji o pierwiastek, iż Polaków byłoby więcej gdyby Niemcy nas nie wysiekli. Od razu można było zauważyć wielkie poruszenie w środowiskach inteligenckich, kształtujących opinie publiczną w Polsce. Bartoszewski strasznie się burzył, że to nie dopuszczalne sformułowanie, a tak naprawdę gówno wie udając wielce mądrego mądrale, który się mądruje, bo gdyby trochę się zainteresował jak wyglądają prawdziwe negocjacje, w których jedna strona wygrywa o wiele więcej niż druga, mimo że obie idą na kompromis to by wiedział, że taka walka na argumenty i słowa toczy się czasem jeszcze bardziej hardcorowo. Ten tekst IMO miał na celu nie pokazać jak bardzo jesteśmy nastawieni negatywnie do Niemiec tylko jak słaby jest system głosowania, który proponują i popierają inne państwa…
Bardzo spodobały mi się słowa usłyszane na dniach:
Ktoś… nawet nie chce pytać kto? Ale ktoś, kto stoi za tym, to na pewno nie stoi przypadkowo, a te wszystkie działania mają charakter zorganizowany…
No tak! Ogarnia nas wszechobecny spisek. Z drugiej strony po elitarnych rządach konspiry i SLD (grupy trzymającej władze) dojść śmiało można do takiego wniosku (tak samo jak mój wykładowca Andrzej Stańda), iż odnoszę coraz większe wrażenie, że mam coraz mniejszy wpływ na to wszystko, co się dzieje wokoło mnie…
Po czwarte (chyba czwarte, mam nadzieje ze się nie pomyliłem) doszedłem do wniosku, że zbyt wiele osób w tym ja mówi to, co myśli. Problem może nie tkwi w tym, że coś takiego mówię, ale bardziej z tym, że w ogóle tak myślę. Muszę nad tym popracować, z drugiej jednak strony, czemu mam oszczędzać ludziom konstruktywnej z mojego punktu widzenia racjonalnej i prawdziwej krytyki w momencie, kiedy tej racji raczej nie mają. Bo taki mały przykładzik z Afganistanu. Polscy żołnierze poprosili o skrócenie służby w odpowiedzi na to, iż ich wozy bojowe są „nieco” słabiej opancerzone niż amerykańców oraz, że brakuje im granatów i podstawowego wyposażenia. To ja się pytam: po co oni tam w ogóle pojechali? Żeby leżeć do góry dupą? Chyba nie, jak nie potrafią wziąć M6 i wyjechać wojskowym Hammerem na rzeź z Talibami, wybić ich kilku w rytm muzyki „The roof is so fire” i wrócić spokojnie do bazy z uśmiechem na twarzy to nie wiem naprawdę, po chuj oni tam pojechali… Pewnie myśleli że będzie to romantyczna przechadzka w biegu po zielonej łączce z karabinkiem jak to powiedział Polko.
Po piąte. Historyjka z autokaru do Lublina. Ludzie zajeżdżają ruską gwarą. Wsiada ze mną taki jeden, po kilku minutach jazdy dzwoni do niego żona i słyszę ukradkiem rozmowę (nie to żebym przeto podsłuchiwał :P):
No Jola – dzięki! Mówię ci ani jednego browara! Nawet łyczka! […] Halo? Jolka? Słyszysz? Kurwa mać!
Wtedy posmutniał. Oto przykład jak alkohol zmienia sytuację.
Od razu przypomina mi się motyw gdzie mojego kumpla kilka dni temu karetka zabrała do szpitala z powodu przepicia. Biedak za dużo wypił, ktoś przypadkiem znalazł go nieprzytomnego. Ze słyszenia wiem, iż lekarze reanimowali go ponad 20 minut. Dostał odtruwacze, kroplówki, w szpitalu przez 10 godzin nie odzyskiwał przytomności. Jedyny pozytyw to taki, że zbadali mu krew. Wyniki pokazały, że poszedł na rekord i miał bezpośrednio we krwi 5 promila.
No i na zakończenie tej obficie wykształciuchowatej notki spytam się gdzie są jeszcze jacyś ludzie, od których można wyciągnąć odrobinę pewności siebie, energię i wyjątkową strategię życia?
♫ Maria Peszek – Pieprze cię miasto
Ananasowe egzaminy
Pracowity okres nastał, zdobywanie zaliczeń i pierwsze egzaminy. Oczywiście nie obyło się bez problemów, co nie zmienia faktu, że ta sesja w tym roku jest wyjątkowo udana. Jak na razie 5 piątek, 4 czwórki i jedna jedyna 3+. Zostały jeszcze egzaminy. Niestety muszę przyznać, że trafiła się jak zwykle w semestrze czarna owca, taki pojeb, który wszystko utrudnia i chce, aby każdy za nim latał. W dodatku z przedmiotu, który jest najmniej ważny „Pisanie pracy dyplomowej”.
Dziś rozśmieszyło mnie kilka fajnych rzeczy, jedna z nich to docenienie pani profesor od ćwiczeń z Zarządzania strategicznego, że bardzo elegancko się ubrałem jak na taką błahostkę, jaką są wpisy z tego przedmiotu (jeansy, brązowa marynara, czarny t-shirt pod spód… mało istotne). Odparłem skromnie, iż zawsze jestem elegancko ubrany.
Kolejną śmieszną rzeczą był ustny z angielskiego (33/50 trochę słabo, liczyłem co najmniej na 35) w którym to na pytanie „Co rośnie w twoim ogrodzie” w kontekście wypowiedzi na temat tego co będę robił w weekend jeżeli of course będzie fajna pogoda odpowiedziałem że „In my garden grows Grass (skojarzyło mi się z marihuaną i od razu zacząłem się śmiać)… of course green grass and … … … pineapples. W tym momencie zapanowała konsternacja i śmiech komisji… Nie wiedząc jak wybrnąć z sytuacji obróciłem sytuację i powiedziałem „Ok! It’s joke”, na co szanowna komisja zripostowała„Don’t tell jokes, please”.
No cóż widocznie nie każdy miał ochotę na żarty… po angielsku w sytuacji gdzie panuje 30 C, nie ma klimatyzacji, wszyscy są spoceni a tu jakiś koleś jąka się w obcym języku i gada, co mu rośnie w ogrodzie…
Urzędasy, poczta i paczki - ściema goni ścieme
A dziś w Urzędzie Miasta koleżance pękł guzik od spodni i były zgrywy… znaczy było zabawnie. Polałem sobie zimnej wody z dozownika i wszystkie dewotki się spojrzały co ja robie, prawie z kumplem spaliliśmy drzwi ruchome poprzez ich zablokowanie. No i teraz mnie poczta wkur… zdenerwowała, bo przyszło mi awizo i miejsce odbioru paczki jest wuchtylion stąd, więc nie wiem, co ich pogrzało. Pojechałem jak debil na miejsce (na papiurze godziny otwarcia do 20) a tam zamknięte (po 19).
Ja nie wiem, co to za zbieżne informacje, ale wiem 2 inne rzeczy:
- Coś tu śmierdzi
- Kurw… zapomniałem, co miało być drugie…
♫ Frankie Goes To Hollywood - Relax
Bardo
Dziś w drodze między budynkami uczelni zrobiłem człowiekowi wykład o bardo – stanie w buddyzmie porównywalnym do kontaktu z bogiem w katolicyzmie, coś w rodzaju efektu, podczas którego osoba zapadająca w śmierć kliniczną doznaje iluzji i widzi słynny tunel z białym światłem. Jest to niewątpliwie bardzo intrygująca cecha tradycji tybetańskiego buddyzmu, w którym przeświadczenie o możliwości odrodzenia się i świadomego przeżywania stanu bardo, pomiędzy życiem a śmiercią, jest powszechnie akceptowane. Przeżycia, które ludzie opisują, jako buddyjskie bardo to nic innego jak według nich spotkania ze zmarłymi, pogawędka z Jezusem, interpretowane, jako ujrzenie św. Piotra tudzież u Indian z Królem umarłych.
Książki Raymonda Moody'ego wiernie oddają stany, jakich można doznać podczas przykładowej śmierci klinicznej, najbardziej znana to „Życie po życiu”. Sam Moody nauczył wywoływać sztucznie u siebie w umyśle takie stany, aby wejść w buddyjskie bardo (wpatrywanie się w kryształowe kule bądź lustra). Dziś wiadomo, że w starożytnej Grecji znano takowe metody wchodzenia w stany trance a spowodowane są one ekstremalnym stresem, jakiego doznaje nasz mózg. Dowodzi to tylko tego, że rzeczą prawdopodobną jest opisywane przez Tybetańczyków owe bardo, które jest wynikiem ich kulturowej ramy warunkującej takową interpretację.
♫ Aerosmith - I Don't Want To Miss A Thing
W każdym razie zaciekawienie ludzi, gdy to opowiadałem sięgnęło zenitu i to fajne uczucie, gdy się produkujesz a ludzie cię słuchają. Bo to jest tak, że jednym z powodów szczęścia jest danie ludziom możliwości nauczenia się czegoś nowego. Zdobycia wiedzy, o której wcześniej nie wiedzieli…
Człowiek jest częścią całości
Rzeczywistość jest podobna do iluzji stworzonej przez relacje pomiędzy zdarzeniami. Immanentna rzeczywistość nie istnieje tak jak kiedyś już to pisałem. Sama rzeczywistość owszem istnieje ale każda jest inna, gdyż współzależności między nami ludźmi są tak duże, że nie możemy jej zaobserwować w stricte czystej postaci, tak samo jak kwarki w fizyce które można obserwować jedynie w momencie gdy występują przynajmniej parami lub w złożonych formach. Wtedy to tworzą cząstki elementarne. Wtedy to też nabierają zupełnie innych własności niż pojawiające się oddzielnie. Na tym też polega istnienie człowieka we wszechświecie.
Znany przedstawiciel fizyki kwantowej, Albert Einstein napisał:
Człowiek jest częścią całości, nazywanej przez nas ‘Wszechświatem’, częścią ograniczoną w czasie i przestrzeni. Doświadcza siebie, swoich myśli i uczuć, jako czegoś niezależnego od reszty – jest to rodzaj optycznego złudzenia świadomości. To złudzenie jest dla nas rodzajem więzienia, ogranicza nas do osobistych pragnień i związków uczuciowych z kilkoma bliskimi nam osobami. Naszym zadaniem musi być uwolnienie się z tego więzienia przez powiększanie zasięgu naszego współczucia tak, by ogarnąć nim wszystkie żywe istoty i całą przyrodę w jej pięknie.
Traktuję to osobiście jako opis rzeczywistości który próbuję (już to dawno zrobiłem) zaszczepić w swoim umyśle, tak samo jak analizę nad pojęciem „ja”, traktując je jako złudzenie, zbiór przyciągających i odpychających reakcji oraz impulsów, które jest źródłem cierpienia. Zdobywa je człowiek podczas próby wyobrażenia samego siebie w formie tzw. pięciu skupisk - formy materialnej (intelekt, ciało), uczucia, percepcji (myśli), woli i własnej świadomości.
Wniosek: Szacunek dla dróg osobistej przemiany, które korespondują z
naturą i dyspozycjami innych istot.
Paraliź do dalszego działania
Gdy kiedykolwiek stękam do siebie w taki sposób, że paraliżuje mnie to do dalszego działania i rozmowy - zatrzymuje się i po prostu zaczynamj powtarzać następującą mantrę:
Zamknij kurwa ryj! Zamknij kurwa ryj!
A chwile po tym słyszę jak wchodzą fanfary, setki bębnów dudniących wokół mnie, trąbki, setki trąb, rogi bojowe, chóry i wszystko dzieje się z tak głębokim tonem, że całe środowisko wokół zaczyna drżeć. Błyskawice przecinają niebo, przeszywając gromami całe powietrze, huczą fajerwerki, rozwijam swoje smocze skrzydła i z wysokości 10 metrów patrząc na skruszonych rozmówców mówię do siebie:
Haha! Twoja dupa jest moja! Od teraz będziesz mnie słuchał, rozumiał i czuł wielką przyjemność.
Ej to my POLACY bez hajsu i pracy
I co kurwa czytelniku czasem przecież sam wychodzisz i pijesz wódę na przystanku, napierdalasz się dość konkretnie i wtedy zdarza ci się kilka dość dziwnych rzeczy, dość nieprzewidzianych. Bez alkoholu w żaden sposób nie jesteś w stanie sobie ich wytłumaczyć. Powiedz mi kurwa, że nigdy ci się to nie zdarzyło. Bo ja dziś tak jak ty wyszedłem, wypiłem i spotkałem typowego POLAKA. Bo kim my jesteśmy typowi Polacy, kim jesteś ty? Typowy polaczku. Jesteś gościem, który zdobywa Monte Casino i obala komunizm w całej europie czy gościem tak jak ten przypadkowo spotkany Polak ze swoją historią życiową, która wygląda nie inaczej jak tak:
„Mam córkę – wyrywa mu się w monologu, podczas napoczętej kolejnej flaszce. A raczej córkę w papierach. W papierach, które z resztą też są chujowe, bo jebani biurokraci nie powstrzymali mnie przed błędem, podczas którego w konsekwencji straciłem żonę, bo kurwa byłem po próbie w zespole, w którym za PRLu grałem. Był to band reggae. Przecież widzisz, że jestem murzynem. Widać to jak na dłoni. Próba była niedaleko urzędu, do którego zawsze daleko. Wbiłem tam i nie kurwa moja wina, że pojebało mi się, a mam papiery na pijaka i zamiast Izabela Anna dałem córce Anna Izabela. I jak wróciłem do domu z papierami to żona powiedziała jedno kurewskie słowo – ROZWÓD… A że jestem z zawodu technikiem drzewnym, który pilnuje jak drzewo się dobrze tnie, nie jak hydraulik, który jest elektrykiem i zawsze go prąd pierdolnie bo jak byłem młody i miałem długie włosy i żaden bóg mnie nie wychował to nie chodziłem na religie. Siedziałem najebany i trzymałem się słupa, albo krzesła w ławce by się nie spierdolić to wtedy przyszedł do mnie ksiądz, który pierdolił, że może załatwić mi zwolnienie z zajęć, na które i tak z wiadomego powodu nie chodziłem. Jedynym warunkiem, jakie musiałem spełnić był udział w misterium, cokolwiek to kurwa jest. Poszedłem kurwa na wpół rozebrany, wziąłem ten jebany krzyż i kurwa zjebałem się na ziemie (dopisek: śmiejemy się – pierwszy upadek) poczym wstaję i znów pierdolnąłem na ziemie. Laski się śmieją na dyskotece, mimo że na nie nie chodzę, to idę do tego księdza i mówię „czy kurwa ciebie pojebało? Kolana poobdzierałem i zapierdalam z tym jak głupi”. On wtedy do mnie „Dobrze synu, choć pokaż się jeszcze tylko w kościele”. Ja jak ten głupek wiszę na tym krzyżu, ręce odrętwiałe a on pierdoli na mównicy głosujcie na radio Maryja. W tym momencie jestem gotów puścić i wyjść z tego jebanego kościoła, ale powstrzymuje mnie jedno – zwolnienie z lekcji. Wtedy to słyszę, że ostatnie odbiorniki są do kupienia w zachrystii i spierdalam się z krzyża i zaczynam wychodzić, wtedy to wszystkie dewotki padają na kolana i modlą się do mnie z płaczem. Następnego dnia, gdy pytam się „Pani Goździkowa pożycz 2 złote” ona mówi „Nie” z pogarda i żegna się w imię boga to wtedy pytam się jej „Kurwa wczoraj się do mnie modliłaś a dziś o chuj tu chodzi”.
I co teraz dalej o tym myślisz, o Polakach i o sobie Polaczku. Czy nadal jesteś gościem, który uważa się za pokrzywdzonego przez Prusów, Niemców i Rosjan Polakiem czy gościem, który chleje wódę tylko po to by wyżalić i wyrzucić z siebie swoje niepowodzenia i nieszczęście, które spotkało w życiu.
Pewnie teraz myślisz, że ten człowiek nie jest szczęśliwym człowiekiem. Tu się mylisz, jemu ze sobą i z jego rzeczywistością jest zajebiście. Pije wódę i ma nawet na to papiery, a jak coś jest chujowe to wina Kaczyńskich lub Tuska, tudzież Niemców i Rosjan. Ciekawe, czym tak naprawdę ty od niego się różnisz, może inną historią, nie Iza Anną, ale egzaminem, który zjebał profesor, bo dał trudne pytania bądź imprezą, na której nie zaliczyłeś twierdząc, że laski były chujowe, nie bacząc na to, że może to ty i twoja rzeczywistość nawaliła.

