Rzeczywistość
I w końcu przychodzi kiedyś taki dzień, w którym stwierdzasz, że po raz kolejny pojawia się ktoś, który wszystko próbuje spierdolić. Ktoś, jako osoba trzecia, z zewnątrz zupełnie niezwiązana z tobą. Wchodzi taki, niczym bezdomny w brudnych zabłoconych butach do twojego domu i robi syf niczym w Greckich mitach czytanych wczoraj na stadionie Lecha, na meczu Lech – Górnik Łęczna. Próbuje najpierw nasłać na ciebie Aresa, potem Herę i tak na zmianę aż w końcu liczy, że trafisz do Hadesu i przepłyniesz się kraulem przez Styks.
Czuję się dziś, szczególnie pod wieczór jak koleś sieknięty błyskawicą Zeusa (a może Hermesa?). No nie ważne, kogo.
Mógłbym dziś zupełnie pomyśleć ze prawie to sufit załamał się na ten wypchany wodnistym płynem łeb, ale tak nie pomyślałem, bo wiem i jestem świadomy, że nie żyję w świecie, w którym problemy istniejące są jedynie o sumie zerowej. Problemy o jednym wyjściu z patowej sytuacji. Rozwiązań jest kilka. I dobrze.
Czasem zastanawiam się, co to zo świat mnie otacza. Ktoś powie, że to życie, a życie to rzeczywistość. A czy rzeczywistość istnieje? Oto jest pytanie. Słyszałeś kiedyś o Ratakafari? Tak? To idź stąd!
Nie ma takiego słowa, właśnie je wymyśliłem. Ale nie czekaj? Ratakafari to takie plemienie w Środkowej Afryce, które jest dość charakterystyczne – chodzą z bananami w dupie i śpiewają piosenki Marylin Monroe. To jest właśnie Ratakafari.
Teraz ci się pytam – co to jest Ratakafari? No co? Widzisz myśli same do ciebie przychodzą. Już wiesz ze to plemię afrykańskie z bananami w dupie. Widzisz stworzyłem nowy symbol. Symbol, który tworzy twoją rzeczywistość. Tworzy rzeczywistość tak samo jak kwiaty, które dajesz swojej ukochanej. Ona na ich widok myśli od razu „O kurwa. Ten palant mnie kocha”. Wtedy pozostaje jej się łaskawie w tobie zakochać. Do niej na widok tych przyschniętych czerwonych róż biegną myśli kreujące jej rzeczywistość. Tak naprawdę świat opiera się na symbolach a symbole tworzą rzeczywistość w twojej głowie. Rzeczywistość tak naprawdę nie istnieje, nie istnieje, bo ty ja tworzysz, odbierasz ją za pomocą uszu, wzroku, czucia. Wszystkimi zmysłami. Twój mózg te sygnały przetwarza i tworzy w głowie jakiś obraz. Tak sobie myślę jak wyglądałaby moja rzeczywistość gdybym np. słyszał większe częstotliwości dźwięków. Pewnie była by zupełnie inna. A jaka by była gdybym widział jak pies – na czarno biało? Na pewno nie wiedziałbym, że daje dziewczynie czerwone róże.
Więc kończąc na rzeczywistości najlepiej byłoby ją odrzucić, bo jest ona zbędna, to wymysł ludzi i umysłów, tak samo jak wymysłem są kolory, powstające poprzez pochłanianie odpowiednich fal światła. Kolory nie istnieją, ty je widzisz.
Btw. Od czasu do czasu pojawia się ktoś, kto będzie ci wkręcał bajki, że to co widzisz jest beznadziejne, ze nie ma sensu nic zmieniać w swoim życiu. Że głosowanie w wyborach nic nie zmieni, bo złodzieje są wszędzie. Że podpisanie petycji w sprawie wycinania lasów nic nie zmieni. Że ty nic nie zmienisz.A tak na prawdę to on chce zaaplikować w twoje życie swoją pojebaną rzeczywistość, która nie istnieje. On nadal myśli, że jest. że taki jest świat i że to on ma racje. Ale się myli. Próbuje ukraść ci to co masz, twoje szczęście. Zaaplikować ci swój pesymizm a co za tym idzie swoją nieistniejącą rzeczywistość.
Wniosek: Rzeczywistość nie istnieje. Jest tylko w mojej głowie.
Elastyczność, mobilność i wasz poj$#@ny paradygmat
Dziś, w naszej rzeczywistości człowiek musi się dostosować. Nie można w biznesie stanąć i czekać jak konkurencja nas wyprzedzi, przejdzie sobie spacerkiem koło naszej firmy i wyleje się na murek przed naszym biurem. Musisz się dostosować. Musisz być mobilny. Przykład? Już daję! Dziś jak nie znasz Internetu to, co się dzieje? Yhmmm no sorry - wypierdalaj.
Jest też inna droga. Ty wstajesz rano z łóżka i kreujesz swoją rzeczywistość, rzeczywistość taką, jaką chcesz mieć. Przecież chyba nie mówisz każdemu na ulicy, że musisz iść do pracy, bo ktoś ci karze, że ktoś cię wsadził w tę skórę, ciało, dał ci mózg i brudne szmaty i kazał iść do roboty. Nikt ci w to nie uwierzy. A przecież prawdopodobnie się tak zachowujesz. Wstajesz o 7 z myślą, że idziesz na uczelnie. Budzisz się i mówisz - "Kurwa, ale chujowy dzień". A ktoś cię do tego zmusza? Możesz iść przecież w bramę i napić się zimnego browara. Ważne jest to, by być tak samo zmotywowanym w zmienianiu świata, tak samo jak widzisz pieniądze, które leżą na chodniku. No raczej nie podejdziesz i nie powiesz "yyyyyhm a może jutro wezmę, może jutro będzie tutaj leżał. Nie chce mi się schylać". Tak właśnie wygląda twoje życie - próbujesz mi udowodnić, że ktoś cię do czegoś zmusza, że ktoś wsadził cię w te pojebane ciało, które denerwuje mnie codziennie i ględzi głupoty 25 godzin na dobę. Ględzi aż dostaje alergię na twoją alergię.
Dziś jesteś dynamiczny, elastyczny. Dawid nie walczył z Goliatem mieczem. Nie podszedł do niego i nie powiedział "On duży, ja mały, podejdę do niego i go sieknę!". Tak nie zrobił, bał się. Przypierdolił mu z procy to się właśnie nazywa elastyczność. Dziś jest mając naście lat modny jest dla ciebie różowy. A czy za 30 lat będziesz ganiał w różowej bluzce? Nie wiesz. Ja ci odpowiem. Pewnie nie. Będziesz elastyczny. Dziś ważysz 75 kg. A za kilka lat będziesz chudł, bo policzysz sobie indeks idealnej wagi.
Aha i jeszcze mnie jedno wkurwia. A co wygarnę sobie. Nienawidzę, gdy ktoś ma paradygmat. Nie nawidzę tego! Nie nawidzę takiego czegoś jak wchodzę w dresie do salonu BMW i wszyscy na mnie gały "Co on tu robi". Patrzą na mnie a ja w dresiku z 4 paskami, w sandałach z koziej dupy. W dodatku, żeby było fajniej z wygolonymi nogami. A co nie mogę? Gole sobie, co chce, jak będę miał ochotę to i dupe. Więc wchodzę i słyszę wzdychnięcie. Mówię, „Na co się kurwa gapisz?" i wychodzę. Wtedy czuje, że sprzedawany jest mi produkt a nie uczucia. Nie nawidzę kupować produktu, chce kupić produkt z uczuciami. Nie chcę być obsługiwany tylko przez to, że mam garnitur. Bo przecież ktoś w dresie i sandałkach z koziej dupy nie może mieć 300 tys. PLN. Trochę inaczej jest w USA, idąc po Five Avenue, jako 16 latek w dresie podlatują do ciebie panowie w garniturkach i mówią "może w czymś pomóc?". Skaczą, troszczą się i pytają, co chwile, bo nigdy nie wiadomo czy ten dresiarz Kowalski nie wyciągnie platynowej, a co "gorsza" czarnej karty BZ WBK tatusia i nie kupi sobie garniaka z jedwabiu. No i co nadal myślisz ze wróciłbym do salonu BMW? Nie poszedłem do Jaguara. Wchodzę i jakiś pan powiedział mi "Zapraszam, proszę poczuć zapach tej perforowanej skóry. Proszę zwrócić uwagę na ten czerwony akcent na desce rozdzielczej. Idealnie komponuje się z pana trampkami z Bema za 9zł". Wtedy poczułem, ze czuje się tak jak powinienem się czuć w najlepszym momencie swojego życia. Wtedy mówisz - biorę tę furkę. Jest pan zajebistym sprzedawcą. I nie wróciłem do tego pojeba, bo ten pojeb siedzi w swoim garniturze i myśli, że mnie nie stać na taka X5. Niech sobie myśli, że ktoś, kto wejdzie w garniturze musi mieć kasę.
I to jest właśnie paradygmat. Koleś miał pierdolony paradygmat, więc nie kupiłem tej X5. Z zasady, bo mnie wkurwił. To akurat nie moja historia, bo dygresja pewnego kolesia. Ale ją wstawiłem tutaj, bo mi pasowało. Mi się przydarzyło coś podobnego z Kaliszforni. Miałem ochotę się napić, byłem w dresie. Chuje nie chcieli ani mnie, ani mojego kumpla Maćka obsłużyć. Wkurwił się i wziął pojeba za szmaty i powiedział "Chce Coli". Dostał. To też był paradygmat.
A i jeszcze nie nawidzę jednego. Tej waszej skromności. Przynosisz lasce kwiaty, mówisz grubym głosem "Pięknie wyglądasz", a tu nagle słyszysz cienkim głosikiem "A przestań, stara sukienka po domu". To jest durnota, przecież to się nazywa podcinanie gałęzi, na której się siedzi. Tak samo rozdanie nagród i aktor zaczyna wymieniać wszystkich z ekipy, kosmetyczki, reżysera, scenarzystę i zamiatacza Zdzisia. Kurwa jebana skromność. Jeszcze koleś chyba nie wie, że jest wyjątkowy i dlatego wzięli go do tego filmu. DURNOTA!
Wniosek: Elastyczność!
W związku z wątpliwościami co do autentyczności powyższej inspiracji przytaczam dla zainsteresowanych następujące paragrafy ustawy o ochronie własności intelektualnej:
Art 2
4. Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym
utworem.
5. Na egzemplarzach opracowania należy wymienić twórcę i tytuł utworu pierwotnego.
Art 6
1. W rozumieniu ustawy:
1) utworem opublikowanym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został zwielokrotniony i którego egzemplarze zostały udostępnione publicznie,
3) utworem rozpowszechnionym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został
w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie,
6) wprowadzeniem utworu do obrotu jest publiczne udostępnienie jego oryginału albo egzemplarzy drogą przeniesienia ich własności dokonanego przez uprawnionego lub za jego zgodą,
Zaprogramowałem się
Zastanawiałem się dziś w nocy jak zrobić taki myk psychologiczny, we własnym umyśle, aby poradzić sobie z osobami, które wzbudzają we mnie negatywne emocje. Pomyślałem, że, po co mam się denerwować kimś, kogo chciałbym uważać za obojętnego dla mojej osoby. Chciałem uzyskać neutralność tej osoby w moim umyśle. O godzinie 2 w nocy przypomniała mi się pewna metoda, która była trochę wspomniana w książce o psychologii społecznej , która jest dla mnie swoistym guru i wyrocznią tego jak mam się zachowywać w pewnych sytuacjach. Wcześniej zainspirował, kilka dni temu, zainspirował mnie Albert, który pokazał na mojej osobie bardzo ciekawy myk, który mnie autentycznie zdziwił. Ale nie o tym. Poszperałem trochę i znalazłem kilka bardziej szczegółowych informacji.
Technika, którą sobie w ramach testu zaaplikowałem na sobie, tuż po godzinie 2 w nocy nazywa się techniką Neutralizacji. Polega ona na stworzeniu w swojej wyobraźni wielkiego ekranu. Wprowadzenia na niego obrazu osoby, która jest dla nas bliska. Potem wprowadzeniu mniejszego obrazu drugiej osoby, tej, której chcemy się pozbyć (jej negatywnego wpływu). Cała magia polega na tym, że trzeba spróbować przenieść w swoim umyśle zdjęcie tej małej osoby na miejsce zdjęcia osoby, która jest dla nas bliska. Oczywiście jest to nie możliwe. Istnieje pewna blokada, która jest dla tej sytuacji jak najbardziej normalna. Następnie wyobrażamy sobie znów ekran, na którym widnieje postać tej osoby, której „nie lubimy”. Naszym zadaniem jest przeprowadzenie jej wizerunku najpierw poprzez zmniejszenie, potem przesunięcie w któryś z rogów tak, aby jej postać była coraz mniej znacząca (poniżej środka ekranu). W momencie tego programowania należy wyobrażać sobie wizerunek tej osoby, jako czarnobiałe zdjęcie. Następnie, kiedy już mamy pomniejszony wizerunek (czarnobiały) na ekran wprowadzamy swoją kolorową postać (oczywiście w centralną część ekranu).
W tym momencie człowiek czuje coś zadziwiającego. Wykonując te czynności odczuwasz nie banalne emocje, a w końcowym etapie u mnie pojawił się na twarzy wielki banan uśmiechu. Człowiek czuje się wyższy, ponad wszystkimi, no może nie wszystkimi, ale na pewno ponad tą osobą. A chyba właśnie o to chodzi. To naprawdę działa. Ważne jest o tyle to, aby to robić w zupełnej ciszy, z zamkniętymi oczami.
Oczywiście technik tego typu jest o wiele więcej, ale ta w moim przypadku przypadła mi najbardziej do gustu. Też trzeba zwrócić uwagę na to, że u niektórych zmniejszanie wizerunku niechcianej osoby następuje do prawego dolnego rogu, a u niektórych (jak u mnie) do lewego.
Wniosek: Giniesz bo moja metoda działa
Aha... Może to być smieszne. Pewnie ktoś mnie wyśmieje. Luz. Ale zanim napiszesz przeczytaj sobie przypowieść Antoniego De Mello:
Orzeł wykluł się razem z innymi kurczakami a że był przekonany,
że jest kurą... więc żył jak kura, jadł jak kura, spał jak kura
i myślał jak kura...bo innego życia nie znał.
...i kiedyś podczas jednej z tych kurzych czynności zobaczył na
niebie pięknego ptaka, który z majestatem szybował w
przestworzach. Z zachwytem wpatrywał się w sylwetkę ptaka i
wydawała mu się tak piękna, że nie mógł oderwać od niej wzroku.
Zapragnął jak ten ptak na niebie poczuć tę cudowną wolność.
Zapytał stojącą obok kurę...co to jest tam na niebie.
To jest orzeł...Król Przestworzy !! Ale nie myśl o nim
więcej...ty nigdy tak nie będziesz latał.. jesteś przecież kurą.
No tak jestem tylko kurą ....westchnął biedny orzeł.. i już nigdy
więcej nie starał się spoglądać w górę...
...żył jak kura i umarł jak kura...w przekonaniu, że jest to
wszystko co życie mogło mu dać.
Kofeina daje mi siłę
Zawartość kofeiny w napojach w mg:
- filiżanka kawy gatunku Robusta 330
- filiżanka kawy Arabica 175-185
- filiżanka etiopskiej kawy mokka 160
- filiżanka kawy rozpuszczalnej 95
- szklanka czarnej kawy 80-120
- filiżanka espresso 60
- filiżanka kawy mrożonej 50-70
- szklanka herbaty 45-65
- puszka coca-coli 45
Czyli wypijając 0,5 litra Coca Coli osiągamy identyczną ilość kofeiny w organizmie jak po wypiciu szklanki czarnej kawy. Ja wypijając około 2 litry dziennie dochodzę do stanu 4 filiżanek zwykłej lub 1 Robusty.
Wydaje mi się, że kawa jest bardziej szkodliwa od Coli. Możliwe, że się mylę, ale nie zawsze to co naturalne jest zdrowe np. marihuana, tytoń.
A co w tym jest złego by to zmieniać?
Florentyna spytała mi się wczoraj czy nie przeszkadza mi to, że ma 5 kolczyków. A co ja na to ? Ano pomyślałem sobie, że czemu zmieniać kogoś, kogo darzy się uczuciem. Często mam doczynienia z ludźmi, po poznaniu których widzę, że próbują skrupulatnie zmieniać całe swoje otoczenie, a najgorsze to, że próbują zmieniać tych, których kochają. Zawsze mnie zastanawiało dlaczego tak jest? Skąd to się bierze? Do dziś nie poznałem tej odpowiedzi. A Może dlatego, że chcą ich dostosować do swojej rzeczywistości, swoich warunków, tudzież ideologii życiowej.
A czy ja próbuje zmienić te 5 kolczyków ? Nie bo po co? Po co zmieniać coś, dzięki czemu dana osoba jest szczęśliwa (w jakimś tam stopniu). Ja nie widzę w tym żadnego konkretnego celu. Mi akurat to nie przeszkadza i potrafię to zaakceptować, tym bardziej jak ktoś inny zaakceptuje to co ja lubię, moje nawyki i przyzwyczajenia.
Czy tak trudno to zrobić? Nie! Wystarczy nad tym trochę popracować. Ja się z tego wyleczyłem, a jeśli ja z tym sobie poradziłem jakiś czas temu, to czemu inni nie mogą tego zrobić.
Happy Weekend Joi Joi

Od godziny 12:49 rozpoczął mi się dłuuugi, 9 dniowy weekend. Chyba zaraz wybiegnę boso na zieloną trawę i będę krzyczał niczym Kazimierz Marcinkiewicz YES YES YES.
Jedyne czego się boje to tego, że nie będzie pogody. Na onet.pl coś tam napisali, że ma być chłodny początek Maja. Osobiście jestem pozytywnej myśli. Wszystko jest fajne i piękne, sielanka, to czemu i pogoda miała by być nie fajna?.
♫ Tede - Jakby Jutra Miało Nie Być
♫ Andreas Johnson - Glorious
Wniosek: Jestem szczęśliwym człowiekiem.
Czerstwota
Rozmowa w sklepie na Przemysłowej robotnika ze sprzedawcą:
- 2 wczorajsze bułki poproszę.
- Już daję. Na mielone?
- Nie do masła
A co to już nie można zjeść wczorajszych bułek? A my biedni studenci to co? Rozbawiła mnie ta rozmowa.
♫ Global Brothers vs D-Luxe - Tell Me Why (Chriss Ortega & Thomas Gold Remix)
A potem w tym samym sklepie żydzili mi plastykowej torebki za 0,5 grosza do papieru do dupy twierdząc, że trzeba dbać o ekologie. Za dużo tej Rozpudy na świecie. Jestem ofiarą IV RP!!!
Czeka na nas świat
Wreszcie ciemno, spokój. Z dala od tego syfu gdzie każdy chce cię wykorzystać. Musisz zrobić sobie przerwę na siebie, żebyś nie zapomniał, że jesteś człowiekiem, a nie jakąś gównianą marionetką. Odnaleźć ten błąd, który sprawia, że byłeś tym, kim byłeś a świat jest, jaki jest.
Czy znajdę w końcu to, co chcę, czego szukam całe życie? Czy mam zdać się tylko na siebie? Ale wiem jedno – czeka na mnie cały świat. Kwestia tego, jaką drogę wybrać, krętą, prostą, autostradę, Wolę jednak krętą. Lubię wyzwania, lubię do czegoś dążyć, nie lubię mieć podawane na tacy, bo:
Prosta – dla ludzi prostych
Autostrada – dla ludzi krótko żyjących, którym się spieszy
Kręta – droga wolna, czarny szlak w Tatrach
Kto jedzie ze mną pokrętną jak kurwa w łóżku drogą?
♫ Czarna Dziura – Czeka na nas świat
Wniosek: Świat woła
A tak już przyziemnie – zainspirował mnie znów kolejny, mało znany film. Tym razem jest to polski komediodramat „Czeka na nas świat”. Nie wiem, czemu ta produkcja nie zdobyła większej popularności, możliwe, że to monotonny dramat z tych nieco "ambitniejszych", mających coś ciekawego do przekazania. W którym odbiorca nie ma nic podanego na tacy, skłania do myślenia i refleksji. Opowiada o moim imienniku, który… a co będę opowiadał. Sam sobie obejrzyj i oceń. Może dojdziesz do kilku wniosków.
BTW. Babka na zajęciach z angielskiego spytała mi się jakie mam marzenia. Powiedziałem, że wszystkie się spełniły. KŁAMAŁEM!!!!.
30 kwietnia 2007, 17:36:23


![kontakt [pokaz]](/files/3.gif)








