Skromne i szczere podsumowanie 2006 roku
Koniec roku następuje zawsze 31 grudnia. Zauważyłeś tę prawidłowość? Ja odkryłem ją niedawno jak po raz n-ty otworzyłem kalendarz i zobaczyłem znów, nudny grudzień, mający 31 dni. Fuck – ile rok ma dni? 365? No nie ważne. Chętnie podsumuje 2006 rok. Tylko kurcze jest jeden problem. Jogga piszę od kwietnia. Co z tym, co się wydarzyło przed tym miesiącem? Nie pamiętam tego. Wiem, że były jakieś kolokwia na studiach, że spadłem z huśtawki. No i kilka jeszcze jakiś tam mniej lub bardziej udanych imprez. I te moje miłości, do których nie miałem dystansu. Boże, jaki ja byłem głupi. Teraz jak patrzę, na to z perspektywy tego, co jest teraz (jeszcze większa niewiedza, zakurwienie i zniewolenie) to aż mi się spać chce (miało być „śmiać”), bo to takie nudne życie. A Izka zawsze mi powtarzała, że moje życie jest takie barwne i nienudne. Czyżby? Zawsze zaprzeczałem. Aż sam się sobie dziwię, że tyle we mnie energii. Przecież dużo czasu spędzam w domu, często przed kompem, słuchając mojej badziewnej muzyki, połączenia PUNK ROCK’a, House’u i Trance. Niezła mieszanka. Do tego dochodzi jakiś tam Rock’n’Roll, Blues i piosenki o nie banalnej treści, które w jakiś tam sposób kształtują moją osobowość, świadomość świata i ideologie. Dobra, ale to zaraz…
Ludzie
Spotkało się kilku debili, ale nie o nich. Nie tym razem. Nie zamierzam ich promować, bo debilom nie robi się promocji. A że górnolotne społeczeństwo w większości jest debilami to już nie moja wina. Dla mnie człowiek niemający zdania na jakiś temat jest spalony. Nie warto dyskutować z kimś, kto nie ma zdania na temat, który chcę poruszyć. A czemu debile? No wystarczy spojrzeć na wyniki wyborów. Kto został wybrany? Kto teraz rządzi? LPR i Samoobronę, jestem w stanie przeżyć, bo czasami dobrze mówią. Ale tez nie chciałem pisać o polityce. Po prostu pragnę znów poruszyć temat głupoty na świecie. A tyle jej wokoło mnie. Całe życie z tumanami. Nie odczepisz się od nich. Dystans, alleluja i do przodu.
Kurde – miałem napisać o osobie, która była moim odkryciem roku. Hmmm. (trochę czasu mija… zegar tyka) Wiem! Iga – kobieta, która wyróżnia się we wszystkim, co robi. Tylko decyzje czasem, jakie podejmuje są irracjonalne. No, ale cóż. Na każdego przychodzi pora, jak to sama pisze w swoim fotkowym profilu. Definitywnie kobieta roku 2006.
Było też kilka osób, które jednak po dłuższej analizie okazały się … a co tam. Jednego dnia idziesz spać i jest ok. Budzisz się, a świat wokoło ciebie się zmienia. Okazuje się, że możesz pocałować kogoś w dupę. Widocznie otoczenie potrafi zmienić człowieka z dnia na dzień. Z tygodnia na tydzień, (bo o taki okres w sumie chodzi, podczas którego nie miałem kontaktu).
Przekonałem się również kto jest prawdziwym kumplem, z kim można napić się wódki i kto nie objedzie za plecami (Spidi, Jagiel, Skała, Szyman, Koza, Dudek (cała ekipa) na nich zawsze można liczyć <btw. chcę tak wierzyć>). Pozbyłem się niewygodnych osobników z mojego życia. Teraz jestem wolny i nikt nie zaburzy mojego spokoju. (Ufam Wam, bo Wam nie ufam, każda, nawet zaufana osoba jest w stanie ci wbić nóż w plecy. Nadal jestem czujny)
Pewna osoba mi tutaj krzyczy, że o niej zapomniałem – no baaa przepraszam Kasiula. Jesteś super przyjaciółka… :P
Miłość
Przyszła pora na śmiech…, Hahaha. To chyba najlepszy komentarz. Przecież to są kpiny. Jaka miłość? Wierzę w bajki. Kiedyś o tym pisałem. Nie chcę się powtarzać (a i tak pewnie to robię)…
Muzyka
Ludzie – przecież wy nadal słuchacie tandeciarskiej muzyki. Radio Eska? Ok, ale tylko czasami i na imprezach. Człowieka poznaje się po tym, czego słucha. Stawiam na różną muzę, mniej lub bardziej ambitną. Ale są rzeczy, których nigdy nie wrzucę do swojego MP3 plejera.
W tym roku popularna była Doda, Verba, Mezo, Ewa Sonet (eh te jej cyce, jak donice) , Blog27 i Piotr Rubik… Dorotka – hm byłem na jej koncercie. Ją akurat lubię, i nie koniecznie za muzę, jaką prezentuje, ale za jej styl bycia. Mówi otwarcie o tym, co jej się nie podoba, co ją drażni i irytuje. Reszta artystów (o ile można ich tak nazwać) dla mnie jest przezroczysta, bezbarwna. A największa porażka roku to Paris Hilton. No i te słynne imprezy z Britney Spears. Prasa kolorowa znów dostała pożywkę. No i te zdjęcia z pijaną „Ooops” Britney i jej vaginą. Hahaha. Co za wstyd.
Ważnym wydarzeniem muzycznym było również skończenie z karierą didżeja. Postanowiłem zrobić sobie przerwę na czas nieokreślony. W przyszłości może do tego wrócę.
A za najgorszy kawałek tego roku uznaję z pomocą Kasiuli:
♫ Blog27 – Hey Boy
Za to za najbardziej popularny utwór muzyki rozrywkowej to definitywnie jest nim:
♫ Doda – Szansa i ♫ Justin Timberlake - My Love
Polityka
Media bardziej skupiały się na lansowaniu comiesięcznych afer, niż sprawami bardziej przyziemnymi. Ciemność widzę, ciemność…
Polityk roku: Donald Tusk
Żenada roku: Lech i Jarosław Kaczyńscy aka Bliźniacy
Debil roku: Kazimierz Marcinkiewicz (nauczyciel fizyki). Szanowałem kolesia, ale od kiedy na siłe chciał wejść do rządu, a teraz pcha się do PKO, bez należytych kompetencji to stracił w moich oczach (najsłynniejszy bezrobotny IV RP)
Idiota roku: Krzysztof Kononowicz (Podlasie XXI wieku). Największa wkręta, definitywna osobowość medialna, w tym internetowa. Ponad kilka milionów odsłon jego spotu wyborczego. Idol nastolatek.
Film
Broken Flowers, Miami Vice, Wściekłe Psy, James Bond, Konfetti, Czeski sen, Borat i znów po raz setny Pulp Fiction
Studia
Po kilka dużych ekscesach udało mi się dostać na 2 rok. Zaliczyłem matematykę u Mariana i jestem z siebie dumny. Uczę się dalej i jest super. Poznań świetne miasto. Chyba już tu zostanę. Studenckie życie to definitywnie najlepszy okres w życiu człowieka. I ten kto nie studiuje niech żałuje, a ci co mówią ze w LO jest extra niech zdają maturkę i śmigają na studia. Prawdziwego życia smak.
Najlepszy ćwiczeniowiec: Mikołaj Handschke (Makroekonomia)
Najlepszy wykładowca: Ryszard Sowiński (Prawo Cywilne)
Najgorszy wykładowca: Marian Matłoka
Reszta… Co z resztą. Jestem dumny z siebie, zacząłem chodzić na siłownie. Efektów nie stwierdziłem. Jest jeden tego powód – po prostu widzę swoje odbicie w lustrze codziennie po kilka razy.
Co dalej? W końcu kupiłem sobie (w lutym) laptopa, zainwestowałem oszczędności w giełdę. Pieniądze pracują same na siebie, aczkolwiek nie jest ich na tyle dużo, żebym mógł nazwać siebie jakimś tam wielkim inwestorem. No i bym zapomniał. Założyłem Joggera, wyedukowałem się w Web 2.0 i takie tam internetowe sprawy.
Jednym słowem mijający rok 2006 mogę podsumować słowami, że JEST JAK JEST. JEST DOBRZE. I niech tak zostanie. Nie było większych problemów. Wszystko toczyło się mniej więcej po mojej myśli, oczywiście nie liczę do tego kobiet, które jak zwykle wszystko psują. Niech przyszły, nowy 2007 rok, będzie jeszcze bardziej zwariowany, pokręcony (oczywiście pozytywnie). Niech szczęście nadal mi dopisuje, bo kolejne cele czekają do zrealizowania. Wkrótce okaże się, co dalej z nimi…
A wam, życzę uśmiechu i radości na każdy dzień 2007 roku. I niech już tak zostanie, bo się rozpisałem.
30 grudnia 2006, 11:29:16







![kontakt [pokaz]](/files/3.gif)








